Wanda Landowska odwiedzająca Lwa Tołstoja w Rosji

Wanda Landowska odwiedzająca Lwa Tołstoja w Rosji (fot. East News)

ludzie

Klawesyn i aksamit. Historia Wandy Landowskiej

Niektórzy twierdzili, że nigdy nie widzieli, jak Landowska wchodzi na scenę. Ich zdaniem od razu materializowała się obok instrumentu. Jedna z najwybitniejszych klawesynistek świata urodziła się w Warszawie.

"Szukajcie dziwnie wyglądającego fortepianu" - porucznik Doda Conrad prosi swoich kolegów z Sekcji Zabytków, Dzieł Sztuki i Archiwów Armii Amerykańskiej. Jest 1944 rok. Rachunek prawdopodobieństwa nie wskazuje, że w spustoszonej wojną Europie drogocenną zgubę uda się znaleźć. Jednak w tamtych czasach cuda zdarzają się nad wyraz często: kapitan Jonathan Morey pod stertą butelek po piwie w pokoju rekreacyjnym kwatery wojskowej w Altötting w Bawarii trafia na instrument klawiszowy, jakiego nigdy wcześniej nie widział.

Ten "dziwnie wyglądający fortepian" to klawesyn Wandy Landowskiej. Doda Conrad (naprawdę nazywał się Konrad Wallenrod Freund), który czuwał nad jego poszukiwaniami, jest synem przyjaciółki Wandy - Marii Freund.

Klawesyn powstał ponad 30 lat wcześniej w warsztacie francuskiej marki Pleyey według pomysłu Wandy. Jest nowoczesny - z siedmioma pedałami i szerokimi, fortepianowymi klawiszami, a nie wąskimi, jak w tradycyjnych klawesynach. Jego brzmienie dostosowane zostało do wielkości XX-wiecznych sal koncertowych i do gry z instrumentami współczesnymi, głośniejszymi od XVIII-wiecznych.

Właśnie taki klawesyn był potrzebny tej wybitnej, znanej w całej Europie pianistce. Zakochana w muzyce dawnej twierdziła bowiem, że utwory Bacha i jego współczesnych nie powinny być interpretowane na fortepianie ani też na kopiach dawnych instrumentów. Wprowadziła więc na salony klawesyn - a właściwie jego hybrydę z fortepianem - po 150 latach zapomnienia.

Klawisze tradycyjnego klawesynu (fot. Shutterstock)
Klawisze tradycyjnego klawesynu (fot. Shutterstock)

Instrument wydobyty spod sterty butelek to dopiero początek znalezisk. We wrześniu 1940 roku naziści zrabowali - jako opuszczone mienie żydowskie - cały majątek Landowskiej. Dobytek zapakowali do 60 skrzyń i wywieźli do Berlina. W tej oznakowanej numerem 56 znalazło się pianino, na którym Chopin grał w 1838 roku podczas swojego pobytu z George Sand na Majorce.

Landowska ze swoją partnerką i byłą uczennicą Denise Restout czekają w Stanach na informacje o zrabowanych zbiorach. Jest kwiecień 1946 roku. Wanda szacuje wartość każdego z instrumentów: 5000 dolarów za klawesyn Ruckers (dziś ponad 65 000 dolarów); 5000-6000 dolarów za gotycki klawesyn; 2500 dolarów za klawesyn włoski; 3500 dolarów za szpinet Ruckersa itd. Na samym dole listy jest pianino Chopina. Adnotacja: "zabytek, cena niemożliwa do ustalenia".

Instrumenty i osobiste przedmioty Landowskiej odnajdują się na przykład w kopalni soli w Austrii, w klasztorze w Raitenhaslach w Górnej Bawarii czy prywatnym domu pod Monachium. Już w lipcu 1946 roku przewieziono je - tak jak dziewięć innych instrumentów klawiszowych w różnym stanie zniszczenia - do Paryża, a potem do podparyskiego domu Landowskiej w Saint-Leu-la-Foret, z którego zrabowano je kilka lat wcześniej. Ale Landowska nigdy więcej ich nie zobaczy. Choć w Stanach szybko zaczyna dobrze zarabiać, nie może pozwolić sobie na opłacenie ogromnych kosztów transportu i cła. Zależy jej przede wszystkim na jednym instrumencie. "Dziwnie wyglądający fortepian" po opłaceniu gigantycznego cła wyrusza najpierw z Monachium do Paryża, a potem z Paryża do Nowego Jorku.

Wanda nie zobaczy już nie tylko zawartości 60 skrzyń, ale i domu w Saint-Leu-la-Foret. Do Francji wróci dopiero po śmierci, a jej prochy zostaną pochowane w grobie brata Paula w Couperin's Taverny, tuż obok Saint-Leu-la-Foret. Majątek podzieli pomiędzy dwie współpracownice i przyjaciółki: Denise Restout i Elsę Shunicke. Elsie przypadnie pianino Chopina. Nikt jednak nie wie, czy w ogóle do niej trafił i gdzie się dziś znajduje.

Zaczęła od Bacha

Wanda Landowska, urodzona w 1879 roku w Warszawie, przejawiała talent muzyczny już od wczesnego dzieciństwa. Naukę gry na pianinie rozpoczęła w wieku czterech lat. Jej nauczycielami byli wybitni znawcy Chopina - Jan Kleczyński i Aleksander Michałowski (później uczył Szpilmana). Wanda ceniła Chopina, ale postawiła na swoim: przyszłość wiązała z muzyką dawną. Jej rodzice - Marian i Ewelina Landowscy - zasłuchani w Wagnerze i Liszcie, zaczytani w poetach romantyzmu wspierają ją we wszystkich decyzjach. To rodzina zasymilowana, wszyscy jej członkowie przechrzcili się tuż po narodzinach Wandy. Ojciec jest prawnikiem, matka zna ponoć sześć języków. Jej zawdzięczamy pierwsze przekłady powieści Marka Twaina na język polski. Wanda ma też dwóch młodszych braci: Jana Pawła (ur. 1882) i Andrzeja (ur. 1884).

Wanda w dzieciństwie? Ambitna i uparta, z dużym nosem ("wielki, żydowski, który wszędzie musi być pierwszy" - sama będzie żartować z niego) i błyszczącymi młodością oczami. W wieku 14 lat notuje w dzienniku swoje 12 wad ("zapewne poza dwunastoma innymi, o których nie mam najmniejszego pojęcia"): zarozumiałość, ignorancję, ego, zazdrość, nagły entuzjazm, kapryśną osobowość, skłonność do kłamstw i do wymijających odpowiedzi, leniwe usposobienie, nieuporządkowane zachowanie i fałszywe przekonania. Na pewno była też bezlitosna: "Moją wielką winą jest to, że jestem bardzo, bardzo głupia". "Głupota" ma być wadą dwunastą.

Gdy Wanda ma 15 lat, rodzice wysyłają ją do Berlina, gdzie studiuje kompozycję u Heinricha Urbana. Później przebywa w Paryżu, gdzie uczy ją pianista i kompozytor Maurycy Moszkowski. Ma w głowie miłość i muzykę. Gdy cholewki smali do niej młody kompozytor Bogumił Zepler, ojciec kategorycznie zabrania jej wyjść za Żyda. "Jesteś teraz prawdziwą chrześcijanką", mówi. Co robi Wanda? Wychodzi za Żyda. Ale innego. "Syjonista i folklorysta", jak go określała, nazywa się Henryk Lew i jest dla niej kimś między prawdziwym przyjacielem a profesjonalnym impresario. Wanda nie chce zmieniać nazwiska, drugi człon trafia tylko do dokumentów. Dla publiczności ma być wyłącznie "Wandą Landowską". Henryk przyjmuje więc jej nazwisko. Od 1900 roku nazywa się także Landowski.

Wanda Landowska w roku 1917 (fot. Bain News Service /  Library of Congress's Prints and Photographs division)
Wanda Landowska w roku 1917 (fot. Bain News Service / Library of Congress's Prints and Photographs division)

Wanda Landowska i Henryk Lew-Landowski - tak podpisana jest książka "Musique Ancienne", którą wydali wspólnie w 1909 roku. Od ślubu do 1912 roku mieszkają razem w Paryżu. W tym czasie Landowska uczy gry na fortepianie w Schola Cantorum. I wie już, że miłością jej życia jest klawesyn. Pierwszy publiczny koncert muzyki klawesynowej Wanda dała już w 1903 roku. Gra na przemian na klawesynie i fortepianie. Po latach powie: "Dzisiaj klawesyniści mnożą się jak grzyby po deszczu, ale już nikt nie zdaje sobie sprawy z tego, ile trzeba było się nawalczyć".

Nie waha się ani chwili, gdy berlińska Hochschule für Musik w 1912 roku specjalnie dla niej tworzy pierwszą na świecie klasę gry na klawesynie. Bierze męża, instrumenty, walizki i wraca do Berlina. Gdy w sierpniu 1914 roku wybucha wojna, Wanda i Henryk, Polacy, dostają zakaz opuszczania Niemiec. W berlińskim mieszkaniu zatłoczonym instrumentami - wśród nich jest słynne pianino Chopina - i ciężkimi secesyjnymi meblami oraz różnego rodzaju bibelotami Landowska odgrywa rolę kulturalnej pani domu. Organizuje na przykład spotkania dla rosyjskich dysydentów.

W prowadzeniu domu pomaga jej służąca - 10 lat młodsza Elsa Shunicke - którą Landowska nazywa "swoim słoneczkiem", zatrudnia do pomocy w strojeniu instrumentów i - ponoć - żeby spełniała miłosne potrzeby jej męża. Henryk ginie w 1919 roku w wypadku samochodowym. Elsa zostaje z Wandą. Razem przeprowadzają się do Paryża. Wanda udziela prywatnych lekcji i uczy w École Normale de Musique, którą Alfred Cortot i Auguste Mangeot założyli jesienią 1919 roku. I zaczyna żyć pełnią życia.

Zachowała się narysowana ręcznie mapa ze spotkań paryskiego salonu literackiego. Prowadziła go - tuż przy jednym z najstarszych kościołów Paryża - Natalie Clifford Barney, amerykańska feministka, aforystka i poetka. Ikona LGBT początków XX wieku. Na mapie wśród gości pod świątynią przyjaźni (Natalie rzeczywiście w ogrodzie miała budynek stylizowany na antyczną świątynię) bez trudu można odszyfrować nazwisko Landowskiej. Oficjalnie świat należy wtedy jeszcze do mężczyzn. Ale nie tam: w 1927 roku Barney zakłada Académie des Femmes (Akademię Kobiet), honorującą pisarki. To odpowiedź na Akademię Francuską, która została założona w XVII wieku przez Ludwika XIII i w której pośród 40 "nieśmiertelnych" nie było wówczas ani jednej kobiety (dziś jest ich "całe" pięć). Wśród wyróżnionych przez Barney znalazły się na przykład Colette i Gertrude Stein. Kilkanaście lat wcześniej na jednym z podobnych spotkań u Natalie zjawił się Marcel Proust, ale jest tak zdenerwowany, że nie odzywa się ani razu. A chciał rozmawiać o planowanej przez siebie powieści "W poszukiwaniu straconego czasu".

Świątynia przyjaźni (fot. Eugene Atget) oraz Natalie Clifford Barney w 1892 roku (fot. Wikipedia)
Świątynia przyjaźni (fot. Eugene Atget) oraz Natalie Clifford Barney w 1892 roku (fot. Wikipedia)

Przy akompaniamencie wystrzałów

W 1923 roku Wanda pakuje cztery klawesyny Pleyela i jedzie w pierwszą trasę koncertową do Stanów Zjednoczonych. Za zarobione pieniądze kupi trzypiętrową willę w podparyskim Saint-Leu-la-Foret. W ogrodzie buduje salę koncertową dla 80 osób. Posiadłość staje się idealnym miejscem pracy twórczej - siedzibą École de Musique Ancienne, letniej szkoły, w ramach której prowadzi mistrzowskie kursy dla zainteresowanych klawesynem. Wśród nich jest Denise Restout. Ma 17 lat, gdy w 1933 roku poznaje Landowską. Są nierozłączne - Denise przez 26 lat, aż do śmierci Wandy, jest nie tylko jej asystentką, lecz także towarzyszką jej życia.

Wanda uczy, daje koncerty i nagrywa. 3 lipca 1927 roku inauguruje letnią salę, grając na klawesynie i fortepianie dzieła Bacha, Mozarta, Chambonnieresa, Pasquiniego, Couperina i Rameau. W ogrodzie muzyka przeplata się ze śpiewem ptaków.

Pociągi odchodzące z Paryża do Saint-Leu-la-Foret niektórzy nazywają "pociągami Landowskiej". Jej występy otacza szczególna aura. Uczeń Landowskiej (i polemista), Ralph Kirkpatrick, nie bez ironii określał atmosferę towarzyszącą recitalom klawesynistki jako "hokusowo-pokusowa". Wanda dba o każdy szczegół: od butów i sukienki (oczywiście z aksamitu) po światło (koniecznie przygaszone). Niektórzy twierdzili, że nigdy nie widzieli, jak Landowska wchodzi na scenę. Ich zdaniem od razu materializowała się obok instrumentu.

W ciągu 12 lat w domu Landowskiej odbywa się mnóstwo wydarzeń zorganizowanych wokół muzyki dawnej. Utwory pisali dla niej choćby Francis Poulenc i Manuel de Falla. Przez salon przewijają się André Schaeffner, Arthur Honegger, Jacques Ibert, Paul Valéry czy Vladimir Horowitz. Wanda przyjaźni się z Edith Wharton, pierwszą kobietą, która zdobyła Pulitzera, i słynnym rzeźbiarzem Aristide Maillol. Gdy trzeba, jest ostra jak brzytwa. Na krytykę katalońskiego wiolonczelisty Pablo Casalsa, odpowiada: "Ty grasz Bacha na swój sposób, a ja w jego sposób".

Od 1933 roku Wanda jest oczerniana w Wyższej Szkole Muzycznej w Berlinie-Charlottenburg jako "polska Żydówka podejrzana o uprawianie szpiegostwa na szkodę Niemiec". W tym samym czasie po raz pierwszy nagrywa "Wariacje Goldbergowskie" na płyty.

Wanda zdaje sobie sprawę ze zmieniających się wiatrów. Podejmuje starania, by uzyskać obywatelstwo francuskie. Ale przecież jest znaną, zamożną artystką, obywatelką Europy, wyznawczynią liberté, égalité, fraternité, katoliczką w nominalnie świeckim kraju, a nie żadną "słodką małą Żydóweczką", jak nazywał ją Moszkowski. Zakłada nowy dziennik, nie ma jednak odwagi, aby prowadzić go regularnie. Ogarnia ją strach i rozpacz. Ukojenie przynoszą Bach i Rameau.

Styczeń 1940. Landowska razem ze skrzypkiem Bronisławem Hubermanem daje w Operze Paryskiej koncert na rzecz francuskich i polskich lotników. A 8 albo 9 marca nagrywa w Paryżu płytę z sonatami Scarlattiego. Gra na klawesynie sonatę D-dur. Przy narastającym tempie finału pierwszej części na płycie zostają zapisane autentyczne odgłosy strzałów francuskich dział przeciwlotniczych. Na przedmieścia Paryża nadlatują niemieckie samoloty. Technicy rozpierzchają się w poszukiwaniu schronienia. Landowska gra dalej. Drugą część sonaty wykonuje z jeszcze większym impetem. Restout notuje w dzienniku: "Scarlatti (bombardowanie)".

Schunicke - jako obywatelka Niemiec (nigdy się nie naturalizowała) - zostaje internowana w obozie w pobliżu Fontainebleau. Wanda uruchamia wszystkie kontakty, by pomóc w uwolnieniu swojej przyjaciółki i gospodyni. Swojego słoneczka.

W Berlinie ukazuje się "Lexikon der Juden in der Musik", opracowany na zamówienie Goebbelsa przez hitlerowskich muzykologów, Theo Stengla i Herberta Gerigka. Sześć tysięcy nazwisk kompozytorów i autorów muzyki żydowskiego pochodzenia. Od Karoline Abarbanell do Anny Toni Zylberg. Landowska na stronie 149. Obok znak krzyża: chrzczona. Filharmonie i opery mają całkowity zakaz wystawiania dzieł tych muzyków. Po to, by żaden uczciwy Niemiec nie zagrał przypadkiem żydowskiej muzyki, nawet walczyka czy poleczki. Ani czegoś tak niebezpiecznego jak Marsz weselny Mendelssohna.

Po lewej: nazwisko Wandy Landowskiej w 'Lexikon der Juden in der Musik', po prawej Wanda Landowska i Francis Poulenc (fot. Bibliotheque Nationale de France)
Po lewej: nazwisko Wandy Landowskiej w 'Lexikon der Juden in der Musik', po prawej Wanda Landowska i Francis Poulenc (fot. Bibliotheque Nationale de France)

W lipcu Landowska razem ze swoją sekretarką Dią Mathot jadą do obozu dla internowanych w Pirenejach, gdzie przebywa Schunicke. Udaje się ją uwolnić. Zatrzymują się u przyjaciela Wandy, Aristide'a Maillola, który przebywa w zone libre, w Banyuls-sur-Mer, tuż przy granicy z Hiszpanią. W sierpniu dołącza do nich Restout. Czekają. Na co? Na to, co się wydarzy. W osadzie rybackiej nad Zatoką Biskajską spędzą kilkanaście miesięcy.

W tym czasie, pod koniec września 1940 roku, gestapowcy szturmują dom Landowskiej w Saint-Leu-la-Foret, nakładają pieczęć na drzwi (Feldpostnummer 032 65). Cały dobytek - w tym kolekcje Mozarta i Händla, wiele tomów sonat Scarlattiego, dzieła Schütza i Glucka, notatki dydaktyczne, instrumenty, a więc też klawesyn Pleyela i pianino Chopina, 10 000 książek czy listy Wandy od Rilkego i Tołstoja, wino, a nawet mydło - pakują do 60 skrzyń. Wino zostaje wypite na miejscu, reszta wywieziona do Berlina.

Wanda i Denise nie wiedzą jeszcze o splądrowaniu domu. Wiedzą natomiast, że zmieniło się prawo. Ustawa z dnia 4 października 1940 roku dawała Francji Vichy prawo internowania Żydów nawet w Strefie Nieokupowanej. Dzień wcześniej zabroniono Żydom zajmowania stanowisk w służbie cywilnej, wojsku, sądownictwie i organach politycznych, a także zakazano im zajmowania wpływowych stanowisk we francuskim życiu kulturalnym.

Landowska w Banyuls-sur-Mer nie ma instrumentów, nie ma więc pieniędzy. W listopadzie zamawia klawesyn u Pleyela. Data dostarczenia: nigdy.

Lista Variana

Wanda z Denise wyruszają do Barcelony, a potem do Madrytu i Lizbony, skąd chcą dostać się do Stanów. Schunicke zostaje w Europie. Szanse na wyjazd są: Varianowi Fry'owi, amerykańskiemu dziennikarzowi i szefowi Międzynarodowego Komitetu Ratunkowego, udaje się pomóc w ucieczce ponad 2000 osób. Na liście są na przykład: Hannah Arendt, Claude Lévi-Strauss, Marc Chagall, Heinrich Mann i Alma Mahler-Werfel (w walizce miała rękopis III symfonii Brucknera). We wrześniu 1941 roku Fry zostaje jednak deportowany. Prefekt Republiki Vichy wysyła depeszę do ambasadora USA: "Monsieur Fry przewodzi organizacji, która pod płaszczykiem pomocy nielegalnym imigrantom zapewnia immunitet wrogom naszego państwa". Pałeczkę przejmuje były policjant, Daniel Bénédite. W ciągu następnych sześciu miesięcy udaje się przerzucić za ocean wiele osób żydowskiego pochodzenia i o poglądach antyfaszystowskich. W tym Wandę i Denise.

28 listopada wchodzą na pokład statku SS Exeter. Płyną do świata znajdującego się w zupełnie innym miejscu historii. Wanda ma ze sobą dwie walizki. Tyle zostało z 60 skrzyń.

Przybywają do Nowego Jorku 8 grudnia 1941 roku, około południa. Mają dobre wyczucie czasu. I go nie mają. W lipcu następnego roku policja gromadzi w paryskim welodromie zimowym ponad 13 000 Żydów. Większość z nich zostanie wywieziona do Auschwitz. Ale teraz jest 8 grudnia, dzień po japońskim ataku na Pearl Harbor i są w USA. Statki, łodzie i barki zostają objęte kwarantanną. Urzędnicy czujniej sprawdzają dokumenty. Wiza Landowskiej nie jest już ważna - wygasła, gdy czekały na wyjazd. Restout zostaje z partnerką. Spędzają noc na zimnym pokładzie.

Następnego dnia schodzą po drabinie na małą łódkę, która zabiera ich do doku na Ellis Island, miejsca przeznaczonego dla imigrantów podróżujących bez ważnych dokumentów. W głównej sali widzą oszołomionych, nieszczęśliwych, chorych ludzi, którzy leżą na podłodze. Wanda znajduje stare, brudne, przewrócone do góry nogami pianino z klawiszami pokrytymi sadzą. "Nie wiemy, jak długo będziemy musiały tu zostać, ale przynajmniej mogę pracować".

Zaczyna grać.

Dwa miesiące później w nowojorskim ratuszu daje słynny koncert "Wariacji Goldbergowskich" Bacha. Po raz pierwszy w Stanach w XX wieku zostają one wykonane na instrumencie, na który zostały napisane.

Ma na sobie czerwoną aksamitną suknię.

Epilog

Wanda do końca życia zachowa zdjęcie niekończących się kopców gruzu po powstaniu warszawskim. We własnym epitafium każe napisać: "Myślą, że jestem Polką, że jestem Francuzką albo że jestem Amerykanką, a jedyne, czym naprawdę jestem, to starą Żydówką, która ma bzika na punkcie muzyki". Umrze 16 sierpnia 1959 roku w Lakeville. Denise będzie żyć jeszcze 45 lat. Zaopiekuje się dorobkiem swojej partnerki. Ambasador Rzeczypospolitej Polskiej w Waszyngtonie nagrodzi ją medalem "Amicus Poloniae" ("Przyjaciel Polski").

Korzystałam ze znakomitej książki "Chopin's Piano: In Search of the Instrument that Transformed Music" Paula Kildei, dostępnej online encyklopedii GLBTQ (sylwetkę Landowskiej nakreśliła Patricia Juliana Smith), archiwów, artykułów dostępnych w prasie (głównie francuskiej), filmu dokumentalnego poświęconego Landowskiej (vaimusic.com) oraz oczywiście utworów, które udało się zarejestrować.


Ida Świerkocka. Na co dzień redaktorka. Od czasu do czasu pisuje tam i tu.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (79)
Zaloguj się
  • dr.krisk

    Oceniono 34 razy 28

    Wanda Landowska? Pamiętam jej genialne nagrania odtwarzane w radiowej Dwójce. Co to za pomysł, że Landowskiej "nikt nie pamięta".....

  • Maciej Chizynski

    Oceniono 26 razy 24

    Mam większość nagrań Landowskiej, również tych fortepianowych, oraz jej książkę "Musique ancienne". Co więcej odwiedziłem kiedyś jej grób w Tavergny i byłem w Saint-Leu-la-Forêt w jej "sanktuarium muzyki" - miejscu, w którym uczyła. Znajdowało się ono przy jej domu. Gdy działka została sprzedana, podzielono ją na dwie części i właśnie do części z budynkiem, w którym była miniszkoła i audytorium, mnie wpuszczono i pokazano pamiątki po niej.

  • drakaina

    Oceniono 23 razy 23

    "Nikt nie pamięta"??? Każdy, kto kocha muzykę, pamięta o Wandzie Landowskiej!

    Oraz: "Ustawa z dnia 4 października 1940 roku dawała Francji Vichy prawo internowania Żydów nawet w Strefie Nieokupowanej." Strefa Nieokupowana to właśnie Francja Vichy. Saint-Leu-la-Foret leży nieco na północ od Paryża, a więc w Strefie Okupowanej i ustawa z 4.10.1940 dawała uprawnienia właśnie względem tej strefy. Skądinąd w tej konkretnej ustawie chodziło o Żydów pochodzących spoza Francji.

  • maxthebrindle

    Oceniono 30 razy 22

    Redakcjo, wstydź się! Najpierw dajecie w tytule, ze o Landowskiej nikt nie pamięta - choć okazuje się, ze nie pamiętała (lub nie wiedziała) tylko dziennikarka pisząca tekst, która swoją niewiedzę uogólniła na rodzaj ludzki. Kiedy wam to w komentarzach wypomniano, to nagle podtytuł uległ zmianie i teraz jest o homoseksualizmie Landowskiej, choć akurat nic on do tematu życia i osiągnięć pani Wandy nie wnosi, a i w samym tekście jest jedynie wzmiankowany - i dobrze, bo Landowska była przede wszystkim świetnym muzykiem, wspaniałą nauczycielką i niezmordowaną propagatorką sztuki, która kochała i rozumiała jak nikt inny, to z kim sypiała miało na ten stan rzeczy wpływ mniejszy, niż związek Chopina z George Sand na jego twórczość. Naprawdę nie jesteście w stanie znaleźć nic w tym tekście, co by przyciągnęło uwagę czytelników, poza własną niewiedzą i lesbijstwem bohaterki?

  • jael53

    Oceniono 32 razy 20

    To bardzo lekkomyślne stwierdzenie, jakoby dzisiaj nikt nie pamiętał Wandy Landowskiej. Wychowałam się na jej nagraniach; wiele słyszałam o niej od jednej z moich babek, która była jej wielką wielbicielką. O jej kunszcie mają pojęcie ludzie o pokolenie młodsi - wszelako tylko ci, dla których muzyka nie jest obcym światem.

    Swoją drogą - to bardzo dziwne, gdy pisząc o zasymilowaniu miłośniczki Bacha, osoby znakomicie wykształconej, która współtworzyła kulturę muzyczną XX w., uważa się za stosowne podkreślać, że została ochrzczona. Dziwne, żenujące i niesmaczne.

  • civis

    Oceniono 20 razy 18

    Dlaczego piszecie, że nikt o niej nie pamięta? Skąd taka "urawniłowka"? Myślę, że całkiem sporo ludzi wie, kim była.

  • jan.ma

    Oceniono 17 razy 17

    Znam kilku Polaków z nowej generacji (przemilczę nazwiska), ktorzy nie wiedzą kim była Landowska. DLACZEGO piszecie, że nikt o niej nie pamięta???

  • iwa7

    Oceniono 13 razy 13

    Ja pamiętam i chyba dzięki Wandzie Landowskiej "kocham" muzykę na klawesyn, bo to Jej słuchałam w radio...

  • abc44

    Oceniono 10 razy 10

    polecam swietna ksiazke: Paul Kildea "Chopin's Piano - A Journey Through Romanticism",
    bardzo duzo w niej o Chopinie i o Landowskiej

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX