W czasach, kiedy wszyscy podróżują, są osoby, które tego nie robią

W czasach, kiedy wszyscy podróżują, są osoby, które tego nie robią (fot: Shutterstock.com)

społeczeństwo

"Gdy znajomi pytają mnie, gdzie jadę na urlop, podaję nazwy krain z gier komputerowych"

Miłosz nie podróżuje, bo woli święty spokój. Kacper ma mnóstwo nietolerancji pokarmowych - wizja urlopu na lekach przeciwbiegunkowych wywołuje u niego dreszcze. Janusz stresuje się na samą myśl, że mógłby zapomnieć o spakowaniu szczoteczki do zębów. Janek woli poszwendać się po okolicy niż szukać lotów zagranicznych. W czasach, kiedy wszyscy zwiedzają świat, są ludzie, którzy tego nie robią, choć pewnie by mogli. Dlaczego?

Czy coś jest ze mną nie tak?

- Jakiś czas temu przyśniła mi się rajska wyspa. Niebo było błękitne, woda krystalicznie czysta, plaża przepiękna. Właśnie w takie miejsce chciałbym się wybrać. Ale potem pomyślałem, ile wysiłku musiałbym włożyć w to, żeby się tam znaleźć - opowiada Miłosz.

Miłosz lubi poznawać nowych ludzi, ciekawi go, co dzieje się na świecie, nie lubi za dużo czasu spędzać w domu - chodzi do kina, teatru, do klubów. Ale już podróże nie najlepiej mu się kojarzą - z dużymi skupiskami ludzi, upałem, przymusem załatwiania różnych spraw, zwiedzania. W skrócie: są męczące. Miłosz nie lubi również momentu powrotu z podróży do rzeczywistości. Ma jeszcze jeden problem - nie znosi latać.

Miłosz najlepiej odpoczywa w domu. Podróż to dla niego wyłącznie wysiłek (fot: Bartosz Bobkowski/ Agencja Gazeta)
Miłosz najlepiej odpoczywa w domu. Podróż to dla niego wyłącznie wysiłek (fot: Bartosz Bobkowski/ Agencja Gazeta)

Najdalej w swoim życiu był w Danii - na wyjeździe służbowym, a prywatnie - w Portugalii. Odwiedzał brata, który przebywał na Erasmusie w Lizbonie. - Nie pojechałbym, gdyby nie moja babcia, która bardzo chciała go odwiedzić. Sama by się tam nie wybrała, miała już około 70 lat - opowiada.

Gdy ogląda na Facebooku zdjęcia znajomych z wakacji, zastanawia się, czy przypadkiem coś jest z nim nie tak, że nie podziela głodu poznawania nowych miejsc na świecie. - Potem dochodzę do wniosku, że mam inny głód. Świętego spokoju. Gdy ostatnio wziąłem urlop na dwa tygodnie, długo zastanawiałem się, co będę w tym czasie robić. Byłem najszczęśliwszy na świecie, jak zostałem w domu, w Warszawie. Mogłem poczytać książkę, wyjść na długi spacer z psem, pomyśleć nad tematami na artykuły. Jestem dziennikarzem, bardzo istotny jest dla mnie rozwój zawodowy, w wolnym czasie wolę coś napisać niż gdzieś pojechać - przekonuje.

W przeciwieństwie do Miłosza jego narzeczona uwielbia podróżować, na szczęście nie przeszkadza jej ta różnica między nimi. Od czasu do czasu wyjeżdża gdzieś z koleżanką, niedawno była na Wyspach Kanaryjskich, kiedy indziej na Bali. - Podejrzewam, że kiedyś przyjdzie moment, w którym namówi mnie na lot samolotem do jakiegoś miejsca. Na wszelki wypadek skonsultowałem się z lekarką, która przepisała mi xanax na tę okazję. Powiedziała: "Proszę mi uwierzyć, będzie pan miał wszystko w głębokim poważaniu".

Podróż na własną rękę? Nie, dziękuję

Janusz podziela stosunek Miłosza do podróżowania. - Jest bardzo wyczerpujące. Ktoś powie: "To łatwizna, wystarczy kupić bilet i jechać". Ale dla mnie już  zorganizowanie transportu nie ogranicza się wyłącznie do zakupu biletu. Trzeba wybrać odpowiednie miejsce w pociągu lub w samolocie, kupić prowiant, odpowiednio się ubrać, ani za ciepło, ani za lekko, na miejscu jakoś dojechać z dworca albo z lotniska do hotelu. A jeśli zapomnę spakować szczoteczki? A jeśli lot się opóźni i nie zdążę na kolejny transport? Albo co gorsza, będę musiał spędzić 10 godzin na lotnisku? Na samą myśl o tym zaczynam się stresować - mówi.

Odwiedzanie nowych miejsc jest dla Janusza ekscytujące, ale nie aż tak, żeby zrekompensować wszystkie trudy związane z podróżowaniem  (fot: Shutterstock.com)
Odwiedzanie nowych miejsc jest dla Janusza ekscytujące, ale nie aż tak, żeby zrekompensować wszystkie trudy związane z podróżowaniem (fot: Shutterstock.com)

Janusz przyznaje, że odwiedzanie nowych miejsc jest ekscytujące, ale dla niego nie aż tak, żeby zrekompensować wszystkie trudy związane z podróżowaniem. - Chciałbym zobaczyć Wielki Kanion, Bajkał czy świątynię Angkor Wat czy Bahai w Chile, ale niekoniecznie chcę tam jechać. A już szczególnie nie rozumiem tripów z plecakiem, spędzania tygodnia w jednym podkoszulku, spania z karaluchami, gubienia się w jakiejś mieścinie, czekania 10 godzin na autobus. Dla mnie nawet słuchanie takiej "super-historii z ekstremalnej podróży" jest jak bolesny zabieg stomatologiczny. Bez znieczulenia - mówi.

Janusz rozumie osoby, które mówią, że podróże rozwijają. Jego zdaniem jednak nie wszystkie. - Zależy kto i jak podróżuje. Siedzenie w turystycznym getcie i jedzenie papki hotelowej na pewno nie wnosi do życia nic nowego - mówi. Jego zdaniem podróżowanie może posiadać walor edukacyjny dla osób umiarkowanie otwartych na świat. Bo ci otwarci już bardziej się nie otworzą. - W ich przypadku nie wiem, co podróże mogą rozwijać. Jedynie florę bakteryjną - podsumowuje.

W ciągu ostatnich 10 lat Janusz był kilka razy nad polskim morzem, na Podlasiu, raz w Krakowie i raz w Spa pod Ostródą - tylko dlatego, że dostał voucher. Obawia się jednak, że wkrótce będzie musiał się wybrać gdzieś dalej - jego  córka marzy o podróży do Rzymu, chce koniecznie polecieć samolotem i zjeść prawdziwą włoską pizzę.

Gdy znajomi dowiadują się, że Janusz nie lubi podróżować, otwierają szeroko oczy ze zdziwienia. - Szczególnie kiedy mówię, że wolałbym zapłacić za objazdówkę lub pobyt all inclusive niż organizować coś na własną rękę. Wtedy się zaczyna: "ale możesz sobie taniej zorganizować przelot" albo "najpierw lecisz do Berlina, potem łapiesz lot do... itd., itd.". Nie, dziękuję!

Adrenalina czy poczucie bezpieczeństwa

Socjolog Michał Lutostański przekonuje, że trend na to, żeby podróżować, jest charakterystyczny dla ery płynnej ponowoczesności. - Żyjemy w czasach, które wymuszają na ludziach, aby nieustannie się rozwijali, kształcili, zmieniali miejsce zamieszkania, pracę, odwiedzali nowe miejsca. Brak zmiany oznacza stagnację - wyjaśnia. W konsekwencji wykreowany został obraz idealnego przedstawiciela klasy średniej, który mieszka w mieście, po maturze idzie na studia, po studiach znajduje dobrze płatną pracę, a każdy urlop spędza w innym miejscu na świecie.

- Automatycznie ci, co nie wpisują się w ten schemat i nie podróżują, są postrzegani jako zamknięci, leniwi, a nawet nietolerancyjni, bo skoro nie poznają innych kultur, zwyczajów, to nie poszerzają swoich horyzontów. Pytanie, czy spędzając dwa tygodnie w hotelu w Egipcie, te horyzonty się poszerzy? Są ludzie, którzy wyjeżdżając w nowe miejsce, nie wychylają nosa z hotelu, a jak mają coś zjeść, to idą na pizzę albo szukają polskiej restauracji, bo to coś, co dobrze znają. Inni nawet pogłębiają swoje uprzedzenia wobec inności, bo zderzają się z kulturą, której nie rozumieją, co może rodzić konflikty i nieporozumienia - tłumaczy.

Niektórzy nie są oswojeni z podróżowaniem, bo nigdy tego nie robili. Mają lęk przed tym, co nieznane (fot: Shutterstock.com)
Niektórzy nie są oswojeni z podróżowaniem, bo nigdy tego nie robili. Mają lęk przed tym, co nieznane (fot: Shutterstock.com)

Social media, jak Instagram czy Facebook, dodatkowo wzmacniają wrażenie, że wszyscy nieustannie gdzieś jeżdżą, co jest zdaniem Lutostańskiego złudne. - Wiele osób z jednej wycieczki robi tyle zdjęć, że wystarcza im potem na publikowanie ich w mediach społecznościowych przez cały rok. Bardzo spodobał mi się post mojego znajomego, w którym ironicznie napisał, że z okazji Nowego Roku życzy wszystkim, żeby ich życie było tak piękne, jak na Instagramie - opowiada.

Lutostański tłumaczy, że człowiek ma kilka podstawowych potrzeb emocjonalnych - nowych doznań i adrenaliny, wolności, bycia z innymi, podkreślenia swojego statusu oraz potrzebę kontroli i poczucia bezpieczeństwa. Dla wielu osób zaspokojenie tej ostatniej jest kluczowe. - Tacy ludzie preferują poruszanie się utartymi ścieżkami, czasem nie wychylają nosa poza województwo, w którym mieszkają, a nawet miasto czy wieś. Każda zmiana lub kontakt z innością wiąże się dla nich z uczuciem dyskomfortu albo napawa lękiem. Najlepiej odpoczywają w domu, albo w miejscu, które odwiedzają w każde wakacje, gdzie zawsze jest to samo jedzenie, ta sama obsługa, ten sam pokój - mówi. I przekonuje, że nic w tym złego. - Jest w nas jakaś niezrozumiała potrzeba, żeby ludzi dopasowywać do jakiegoś wyidealizowanego schematu, a to prowadzi do unifikacji i wyszarzenia społeczeństwa, które w swojej naturze jest różnorodne. A rozwijać się i uczyć tolerancji można równie dobrze w granicach własnego kraju, ba, niekiedy wystarczy usiąść przy jednym świątecznym stole ze swoją rodziną - opowiada.

Lutostański zauważa jednak, że jednym z powodów, dla którego niektórzy stronią od podróżowania, może być to, że w młodości nie oswoili się oni z lękiem przed innością. - Przeraża ich wizja odnajdywania się w całkiem nowej rzeczywistości, gdzie ludzie porozumiewają się w innym języku, mają inne zwyczaje. Obawiają się też, że popełnią jakąś gafę, np. na lotnisku, czy w kraju, który odwiedzają. A im są starsze, tym trudniej wyjść im ze strefy komfortu - mówi. Takie osoby często szukają więc wymówek, żeby nie wyjechać, twierdzą, że ich na to nie stać, albo że uniemożliwiają im to dzieci. - Poznałem dziewczynę, która marzyła o podróży do Hiszpanii, ale wciąż ją odkładała, bo twierdziła, że jej nie stać. Jednocześnie co roku wyjeżdżała nad polskie morze i w góry do Zakopanego. Jestem przekonany, że wydawała na te wyjazdy więcej, niż wydałaby na podróż do Hiszpanii - mówi Lutostański.

Świat niedostępny

Czynnik finansowy nie w przypadku każdego stanowi jednak wymówkę. - To, że w ciągu tygodnia we Włoszech wydałem więcej niż podczas dwutygodniowego pobytu w Wietnamie, nie oznacza, że każdego stać na wyjazd do Wietnamu - mówi.

Według danych CBOS z 2018 roku aż 40 procent badanych Polaków nie wyjechało w ciągu poprzedzającego roku na wakacje nawet na dwie doby. Z badań Provident z 2018 roku wynika, że na wakacje nie stać aż 56 procent Polaków.

Krystyna przyznaje, że kocha podróżować - w swoim życiu była już w południowej Francji, Norwegii, Estonii, Litwie, Łotwie, Portugalii czy Czarnogórze. Od kilku lat nie jest jednak w stanie pozwolić sobie na żaden wyjazd. Mieszka w Warszawie, zarabia 3500 złotych miesięcznie, z czego około dwóch tysięcy złotych przeznacza na opłaty za mieszkanie. Musi utrzymać nie tylko siebie, ale i nastoletnią córkę. - Najwięcej wyjeżdżałam podczas studiów, kiedy wspierała mnie jeszcze moja mama. Gdy w wieku 28 lat urodziłam córkę, moja sytuacja życiowa się zmieniła. Wynajmuję małe mieszkanie, co wiąże się z ogromnymi kosztami. Obecnie mam 40 lat i nie wyobrażam sobie mieszkania z innymi ludźmi - wyjaśnia Krystyna. Fakt, że nie może podróżować, budzi w niej dużą frustrację. Liczy jednak na to, że wkrótce znajdzie lepiej płatną pracę, która pozwoli jej zaoszczędzić na jakiś atrakcyjny wyjazd.

Dla wielu osób podróżowanie nie jest dostępne jeszcze z innych powodów - zmagają się z zaburzeniami psychicznymi lub dolegliwościami zdrowotnymi. Kacper twierdzi, że jest uczulony na wszystko, ma również wiele nietolerancji pokarmowych. - Dla mnie wyzwaniem jest spędzenie tygodnia w domku na działce, który sam wybudowałem kilka lat temu. Tydzień to maks. Jeśli mam jechać na Bora-Bora i spędzić cały urlop na leku przeciwbiegunkowym albo przeganiając robactwo, to bardzo dziękuję za taką atrakcję - mówi. Kacper twierdzi, że cierpi również na lekką fobię społeczną. - Unikam miejsc, gdzie jest dużo ludzi, do centrum Warszawy jeżdżę tylko, kiedy naprawdę muszę. Pobyt pięć lat temu w Barcelonie z moją narzeczoną - bo bardzo chciała, żebyśmy gdzieś razem wyjechali - był dla mnie traumatyczny. Na La Rambli nawet o czwartej nad ranem są tłumy! - wspomina.

Kacper pobyt w Barcelonie wspomina jako traumę (fot: Shutterstock.com)
Kacper pobyt w Barcelonie wspomina jako traumę (fot: Shutterstock.com)

Jarka nie ciągnie nawet na działkę. Gdy znajomi pytają, gdzie wyjeżdża na urlop, podaje nazwy krain i miejscowości z gier komputerowych. Bo jak ma wolne, najbardziej lubi pograć z kumplami w gry RPG. Jarek zmaga się z chorobą dwubiegunową i jeżeli gdzieś jeździ, to wyłącznie służbowo. Nie przepada za opuszczaniem miejsca, w którym czuje się bezpiecznie. Zmienił nawet dział w firmie, żeby liczbę wyjazdów służbowych ograniczyć do minimum. W ciągu ostatniego roku z domu ruszył się trzy razy - dwa razy do rodziców, którzy mieszkają 300 kilometrów od niego, i raz na festiwal muzyczny na Śląsku. - Podróży mi nie brakuje, w dzieciństwie zobaczyłem wystarczająco dużo. Mój ojciec pływał, więc zabierał nas czasem w rejs. Zwiedziliśmy między innymi Chiny, Wietnam. W Wietnamie byłem niecałą dekadę po wojnie. Pamiętam widok wypalonych napalmem bagien, zrujnowanego Da Nang, wygłodzonych dzieci w łachmanach - opowiada. Jarek wiedzę o innych krajach woli czerpać z filmów dokumentalnych, bo, jak mówi, świat pokazywany turystom i tak nijak się ma do rzeczywistości, a takie podróże, jak te z ojcem, trudno będzie powtórzyć.

Małgosia z kolei zazdrości swojej siostrze - ona jest w stanie z dnia na dzień spakować walizkę i polecieć w nieznane. - Gdyby ktoś wynalazł teletransporter, który umożliwiałby przeniesienie się w kilka minut z punktu A do B, to na pewno podróżowałabym więcej - mówi. Zmaga się z zaburzeniami lękowymi i chorobą lokomocyjną, podróże kojarzą jej się z atakami paniki, brakiem poczucia bezpieczeństwa. - Przez wiele lat nie byłam w stanie nigdzie pojechać, sama, ze znajomymi - bez znaczenia. Doszło do tego, że bałam się nawet wyjść z domu, pojechać autobusem na uczelnię. Poszłam do specjalisty i zaczęłam nad sobą pracować - opowiada.

Pokonywała swój lęk przed podróżowaniem małymi krokami. - Pojechałam na przykład sama do Krakowa. Nie było łatwo, ale duma, jaką czułam po powrocie, dała mi tyle sił, że zaczęłam wyjeżdżać częściej z zaufanymi ludźmi - opowiada. Dwa lata temu po raz pierwszy poleciała samolotem za granicę na kilka dni - z siostrą i mamą do Bergamo. - O Włoszech marzyłam od lat. Żeby wyjazd się jednak udał, musiałam dobrze się zastanowić, dokąd chcę pojechać. Lot nie mógł też trwać dłużej niż trzy godziny. Źle wspominam wyłącznie wycieczkę do Mediolanu. Było bardzo gorąco, mnóstwo ludzi. Nie przepadam też za zwiedzaniem budynków, wolę przyrodę.

Nie trzeba daleko

Maciek przede wszystkim ogranicza latanie samolotem, bo lotnictwo szkodzi środowisku. Samolot zamienia na pociąg, jeśli może, rezygnuje również z przemieszczania się samochodem. Nie marzy o dalekich podróżach na drugi koniec świata, ani o zorganizowanych objazdówkach czy pobytach na all inclusive. To, co go fascynuje, znajduje w Polsce. - Takiego podejścia nauczył mnie ojciec, z którym w dzieciństwie przede wszystkim chodziłem po górach blisko naszego miejsca zamieszkania. Pokazał mi, że nie trzeba wyjeżdżać daleko, żeby się rozwijać, przeżyć coś ciekawego. Nie mam potrzeby jechać do Tajlandii, gdzie i tak w ciągu dwutygodniowego pobytu nie poznam dobrze tamtejszej kultury. Lubię też być tam, gdzie mogę się porozumieć z ludźmi, znam język danego kraju - opowiada.

Takich osób jak Maciek jest więcej. Janek należy do Towarzystwa Krajoznawczego Krajobraz, które organizuje mikrowyprawy po Polsce. Jego członkowie w oparciu o swoje odkrycia tworzą oryginalne mapy, przewodniki. - Nie podróżujemy, ale się szwendamy, po miejscach bliskich, ale fajnych. Na przykład przeszliśmy Puszczę Kampinoską z północy na południowy wschód, opłynęliśmy kajakami Warszawę w dwa dni, braliśmy udział w wyznaczeniu oficjalnego środka województwa mazowieckiego. Stworzyliśmy również przewodnik "Po Kolei", gdzie opisaliśmy podróże do podwarszawskich miejscowości kolejką podmiejską - opowiada.

Wycieczka po Kampinoskim Parku Narodowym z Towarzystwem Krajoznawczym Krajobraz (fot: Facebook Towarzystwa Krajoznawczego Krajobraz)
Wycieczka po Kampinoskim Parku Narodowym z Towarzystwem Krajoznawczym Krajobraz (fot: Facebook Towarzystwa Krajoznawczego Krajobraz)

W tej chwili Janek podróżuje już prawie wyłącznie w ten sposób. - To dużo mniej kłopotliwe, nie trzeba spędzać wielu godzin w samolocie, szukać połączeń. I o wiele bardziej przyjazne środowisku. Wystarczy mieć fajny pomysł i bilet na komunikację miejską. Z takiej mikrowyprawy wracasz pełen wrażeń, jak z dalekiej podróży.

Ewa Jankowska. Dziennikarka i redaktorka, absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu. Zaczynała w Wirtualnej Polsce w dziale Kultura, publikowała wywiady w serwisie Ksiazki.wp.pl. Pracowała również serwisie Nasze Miasto i Metrowarszawa.pl, gdzie z czasem awansowała na redaktor naczelną. Z serwisu lokalnego do magazynu Weekend.Gazeta.pl przeszła w sierpniu 2018 roku.

Komentarze (17)
Zaloguj się
  • milewidziany

    Oceniono 2 razy 2

    Autorka poruszyła temat, który jest mi bliski. Jestem jeszcze w takim wieku, że mógłbym podróżować w odległe miejsca. Ale, gdy od czasu do czasu wpadam na pomysł jakiegoś wyjazdu i robię sobie bilans "zysków i strat"
    to niestety wypada on na niekorzyść. Owszem, jak byłem młody zaliczyłem Europę oprócz Portugalii. Byłem w Indiach,
    Singapurze, Malezji i Dubaju To były męczące ekskursje i nawet niebezpieczne. Na morzu Południowo-Chińskim dopadł nas sztorm, a płynęliśmy małą łajbą na wyspę Tioman i widziałem po minie sternika, że nie jest dobrze.
    Jak dla mnie, to wystarczy. Perspektywa długiego lotu samolotem, potencjalnych chorób, czy zatłoczonych
    atrakcji do zwiedzania gasi natychmiast mój zapał. Jeśli już, to jadę na Węgry, czasami do Włoch na narty
    i to też coraz mniej chętnie, ze względu na komercję i tłok nie tylko na autostradzie. Za to odkrywam co chwilę
    jakiś miły zakątek w Polsce. A najbardziej pasuje mi święty spokój.

  • amorvertical

    Oceniono 3 razy 3

    Kiedyś uwielbiałem podróżować i zobaczyłem kawał świata. Ale człowieka który dorastał w socjalizmie miał głód takich wrażeń. Zwiedziłem prawie wszystkie największe muzea świata, stolice europejskie, zabytki, atrakcje itd.Ale od jakiegoś czasu śmiertelnie mnie to nudzi. Jechać do jakiegoś zatłoczonego miasta by oglądać obrazy w muzeach? Po dwóch salach i tak masz sieczkę we łbie. Mam jedno miejsce, ciche i spokojne, w ciepłych krajach, bez Polaków, prawie bez ludzi, gdzie jadę na dłuuugie wakacje i kosztuje mnie to mniej niż bym chciał spędzić taki sam czas w Polsce. Luz, spokój, cywilizacja, pewna pogoda, lektury bez obowiązku ciągłego zwiedzania i przemieszczania się.

  • dejtrejder

    Oceniono 5 razy 5

    Ja również nie rozumiem fenomenu tułactwa...

  • kazio007

    Oceniono 3 razy 3

    ja lubię podróżować, najgorsze jest pakowanie się ale jak już jestem na lotnisku to wszystko się samo układa i już wtedy jest dobrze, mija zmęczenie, uciekają fobie jestem wolny. Co ciekawe nie potrzebuję do tego ludzi, wielokrotnie takie wyjazdy były samotnym kontemplowaniem dane kraju, wszystko organizuję sam, od lotu przez hostel i atrakcje na miejscu. Ostatnio jeżdżę z kolegą bo zdrowie trochę szwankuje a ma zawsze kto zostać z bagażami na lotnisku -) no i nie koliduje to z jego pracą, pokazuję mu miejsca które jakoś mi się spodobały i nie są na wycieczkowych marszrutach. Raz w życiu byłem zamknięty w hotelu na zorganizowanym wyjeździe - nigdy więcej smażenia się w tłumie nad basenem i chodzeniem na wyznaczone trasy.

  • el.pistolero

    Oceniono 7 razy 5

    Zacznijcie odróżniać uwielbianie podróżowania z zaliczaniem wyjazdów; bo inni byli i nie możemy odstawać(tzw owczy pęd), bo trzeba pochwalić się fotkami na portalach społecznościowych. Z doświadczenia wiem, że duża część "uwielbiaczy" podróżowania nie wychyla nosa poza hotel gdy dojedzie na miejsce. Ich rzekoma chęć poznawania świata, zamyka się w poznawaniu hotelowego basenu i baru. Ważne, że się było na zagranicznych wakacjach i można się pochwalić owym byciem.

  • ancymoneklonek

    Oceniono 6 razy 2

    Wyscig szczurów

  • mardaani.74

    Oceniono 19 razy 13

    Jak ja rozumiem bohaterów artykułu! Naciski otoczenia na "wyjazd" na urlop są w czasach insta i fb nieustanne. ja nie mam takiej potrzeby i rozumiem tych co wolą zwiedzić bliską okolicę, zorganizować sobie piknik na łączce 10 km od miasta, czy spędzić wolny czas na działce uprawiając pomidory i czytając książki. Podróże za granicę tylko dlatego że mnie stać na bilet to dla mnie kompletny bezsens. Nie jestem w stanie odpocząć na takim urlopie i jak już się dałam namówić to większość czasu odliczałam dni do powrotu. Owszem, miło było zwiedzić nowe miejsca ale ogólnie bilans "zysków i strat" był jednak na minus. Dziękuję za ten artykuł :)

  • asperamanka

    Oceniono 12 razy 4

    „W przeciwieństwie do Miłosza jego narzeczona uwielbia podróżować, na szczęście nie przeszkadza jej ta różnica między nimi. Od czasu do czasu wyjeżdża gdzieś z koleżanką, niedawno była na Wyspach Kanaryjskich, kiedy indziej na Bali. - Podejrzewam, że kiedyś przyjdzie moment, w którym namówi mnie na lot samolotem do jakiegoś miejsca. Na wszelki wypadek skonsultowałem się z lekarką, która przepisała mi xanax na tę okazję. Powiedziała: "Proszę mi uwierzyć, będzie pan miał wszystko w głębokim poważaniu".
    ==============

    Bez ogródek mówiąc, ten xanax będzie mu potrzebny, gdy narzeczona oznajmi że wyjeżdża z kolegą i ma jego fobie w tyle. Tak to działa, sorry, para wyjątkowo niedobraną nie przetrwa.

    A à propos pana który martwi się szczoteczką do zębów, uśmiałem się. Nieraz linii lotniczej zdarzyło się gubić moje bagaże. Kiedyś wylądowałem w Szanghaju tylko w tym co miałem na sobie i plecakiem z zapasową bielizną i jednym T-shirtem. W recepcji hotelu zadzwonili, i mnie wysłali, do Chińczyka dwie przecznice dalej który mnie ubrał od stop do głów, w rzeczy casual i biznesowe też- dostałem wszystko za 1/4 ceny polskiej, poprawki do garnituru zrobili przez noc.
    Odszkodowanie za zgubiony bagaż z Lufthansy pokryło te koszty z dużym naddatkiem.

    Ja do dziś te ciuchy mam, bo są naprawdę Extra jakości. A szczoteczki i pasty do zębów kupuje się w sklepie na rogu.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX