Ola Petrus

Ola Petrus (fot. Tomasz Kurzyński)

wywiad gazeta.pl

"Zaczęłam robić stand-up, żeby pokazać, że takie osoby jak ja nie są wybrykami natury"

- Zdarza się, że w miejscach, w których występuję, scena jest za wysoka. Nieraz wdrapywałam się na nią całą sobą, czterema literami byłam zwrócona do publiczności i przepraszałam, że inaczej nie dam rady - mówi Ola Petrus, stand-uperka, osoba niskorosła.

Obserwowałam cię, jak poruszasz się po kawiarni, próbujesz sięgnąć do półki z cukrem. Pomyślałam: "czy to naprawdę byłoby takie trudne zrobić jedną półkę trochę niżej?".

Zupełnie nie oczekuję, żeby cały świat dostosowywał się do mnie. To absurd. Zresztą byłoby mi zwyczajnie głupio pewnych rzeczy się domagać, nie lubię robić wokół siebie zamieszania.

W pracy nie chciałam mieć specjalnego biurka i krzesła, mimo że mogłam. Do tej pory pamiętam, jak w podstawówce siedziałam przy własnym, niskim biureczku, na niskim krzesełku, żebym mogła sięgać stopami do ziemi. W efekcie bardzo długo siedziałam sama. Czułam się wykluczona. Jedyne, o co w pracy poprosiłam, to o zamontowanie niżej haczyka do wieszania płaszcza. I o dostęp do niego długo walczyłam jak lwica. Często się zdarza, że moje koleżanki wieszały na nim swoje reklamówki. Nie, nie, drogie panie, to mój prywatny haczyk.

Gdy ludzie odwiedzają mnie w mieszkaniu, często są zaskoczeni, że wszystko wygląda tak normalnie, że meble są w standardowych rozmiarach. Dla mnie dopasowywanie całego domu do mojego wzrostu byłoby bez sensu - przecież zdarza się, że ktoś mnie odwiedza, przez jakiś czas mieszkałam z chłopakiem. Chcę, żeby każdy czuł się u mnie dobrze.

Podobnie jest z samochodem. Jest skonstruowany tak, żeby mogła nim jeździć zarówno taka osoba jak ja, jak i normalnego wzrostu. Lubię prowadzić, ale jeśli jadę w trasę z innymi ludźmi, nie chcę być jedynym kierowcą. Też chciałabym czasem odpocząć.

Robienie wszystkiego pode mnie mijałoby się z celem.

Są na pewno sytuacje, kiedy jakichś rzeczy nie jesteś w stanie zrobić, na przykład w sklepie - sięgnąć po produkt umieszczony na wyższej półce.

Jeśli będę potrzebować pomocy, to o nią poproszę. Nie wyobrażam sobie, że ktoś miałby chodzić za mną i pytać co chwilę, czy coś mi podać. Zanim zwrócę się po pomoc, znajdę tysiąc sposobów, jak coś zdobyć samodzielnie.


Zanim zwrócę się po pomoc, znajdę tysiąc sposobów, jak coś zdobyć samodzielnie - mówi Ola Petrus (fot. Zuzanna Sosnowska)

Mam 122 centymetry wzrostu, jestem niska, ale uwierz mi, że są osoby jeszcze niższe ode mnie, które nie dosięgają do klamek, włączników światła. Przy tego typu schorzeniach to rosyjska ruletka: można urodzić się w miarę sprawnym, jak ja - po prostu jestem niska i mam lekkie skrzywienie kręgosłupa - ale można urosnąć maksymalnie do 80 centymetrów, mieć zapadniętą klatkę piersiową, łykowate żebra. Ja jestem najwyższa z najniższych.

Moim zdaniem, zwłaszcza w dużych miastach, jest już bardzo dużo udogodnień dla osób z niepełnosprawnościami, jedyne, co mnie wkurza, to to, że wiele z nich nie działa, albo nie są wykorzystywane do celów, do których zostały stworzone. Pamiętam, jak znana blogerka poruszająca się na wózku - Pełnoprawna - walczyła z kawiarnią, której właściciele ustawili "tablicę informacyjną" na rampie przeznaczonej dla wózków. Wściekam się, jak widzę, że jakiś młody chłopak zaparkował swój luksusowy samochód na kopercie. Ostatnio zwróciłam takiemu uwagę, bo sama chciałam tam zaparkować. Usłyszałam w odpowiedzi: ja tylko na chwilę. Denerwuje mnie też, że często zdarzają się awarie wind na dworcach czy do przystanków. Gdyby to, co już jest, funkcjonowało tak, jak powinno, to byłby naprawdę sukces.

Mówisz, że nie jesteś roszczeniowa, ale czasem musisz być, na przykład podczas swoich występów stand-upowych, kiedy okazuje się, że połowa publiczności cię nie zobaczy...

Często, zwłaszcza w małych pubach, w których występuję, zdarza się, że nie ma czegoś takiego jak scena. I nagle okazuje się, że stoję na podłodze i widzi mnie tylko pierwszy, maksymalnie drugi rząd. Innym razem scena jest, ale za wysoka. Lubię te mankamenty techniczne ogrywać żartem - nieraz wdrapywałam się całą sobą na scenę, czterema literami zwrócona do publiczności, i przepraszałam, że inaczej nie dam rady.

Każdy artysta stand-upowy przygotowuje dla organizatora tzw. rider, w którym informuje, jakiej scena powinna być wielkości, jakiego rodzaju mikrofon jest potrzebny itd. Ja muszę zaznaczać, że potrzebuję podwyższenia w razie braku sceny lub jeśli jest ona bardzo niska. Albo schodków, którymi na wysoką scenę będę w stanie jakoś wejść.

W grudniu pewna firma zaprosiła mnie na występ w moim rodzinnym Szczecinie. Trochę mi się nie chciało tam jechać przed świętami, ale jak zobaczyłam, co produkują, to zmieniłam zdanie. Okazało się, że konstruują platformy i drabiny. Uznałam, że to fenomenalne i zgodzę się na występ dla samej opowieści. Potem pomyślałam, że poproszę ich, żeby zbudowali mi moją własną platformę. Byli tak mili, że podarowali mi ją na święta.

Zdarza się, że ktoś skomentuje twój wygląd? W sklepie, na ulicy? Czujesz wzrok ludzi na plecach?

Od około czterech lat, odkąd regularnie występuję, a tym bardziej od pojawienia się w programie "Mam talent", jest problem: nie wiem, czy mi się przyglądają, bo wyglądam inaczej, czy dlatego, że mnie rozpoznają. Zdarza mi się, że ktoś fiksuje na mnie wzrok i już chcę się odwrócić i pójść w swoją stronę, żeby nie czuć się niekomfortowo, a ta osoba do mnie podchodzi i zaczyna mi gratulować. Między innymi dlatego zaczęłam robić stand-up, żeby pokazać, że takich osób jak ja jest w społeczeństwie bardzo dużo, że robią fajne rzeczy, nie są wybrykami natury, można z nimi normalnie porozmawiać, nie tylko o ich schorzeniu. Na o wiele szerszą skalę udało się to zrobić twórcom "Gry o tron" i Peterowi Dinklage'owi, który odegrał rolę Tyriona Lannistera. Gdy pojechałam dwa lata temu na Comic Con, byłam zachwycona, że w końcu mogę się przebrać nie za elfa, ale za kogoś, kto jest podziwiany, kochany, i w dodatku wyglądać w tym stroju wiarygodnie. Zrobiłam wtedy furorę. Dinklage w oczach ludzi nie jest już osobą z chorobą genetyczną, ale artystą, aktorem. Wyrósł ponad swoją przypadłość. Żaden dziennikarz nie zapyta go już, jak to jest być niskim człowiekiem.


Ola Petrus uważa, że w Polsce dopiero oswajamy się z różnorodnością (fot. Tomasz Kurzyński/arch.prywatne)

W Polsce dopiero oswajamy się z różnorodnością, trudno jest, będąc innym, od razu wskoczyć w tę przestrzeń standardowych ról. Ale powoli się to zmienia i dziś właściwie jedynymi osobami, które komentują mój wygląd, są dzieci. Zresztą nie tylko mój, ale kogokolwiek, kto wyróżnia się z tłumu. I to by było w porządku, gdyby nie ich rodzice, którzy kompletnie nie potrafią zareagować na dziecięcą ciekawość.

To znaczy?

Jakiś czas temu w sklepie stanęłam przypadkiem obok czarnoskórego mężczyzny. Gdy pewna na oko ośmiolatka nas zobaczyła, zdębiała. Odwróciła się do mamy i zapytała: "O co tutaj niby chodzi?". Matka wykonała standardowe szarpnięcie dzieckiem w innym kierunku, żeby odwrócić jego uwagę. Podeszłam więc do młodej i zażartowałam: "Kochana, pięć lat jestem na terapii i nadal sama nie wiem. Ale spytaj rodziców, a szczególnie mamusi, dlaczego czarni chłopcy są najlepsi!".

Jak mama powinna zareagować? Może nie wiedziała, jak cię opisać. Nie każdy zna termin "niskorosły".

Znają słowo na "k", którego bardzo nie lubię [karzeł - przyp. red.]. Niskorosły jest w porządku, choć mi się trochę kojarzy z autobusem niskopodłogowym. (śmiech) Ale oczywiście nie oczekuję, że wszyscy mają wiedzieć, jak mówić o ludziach takich jak ja. Można się jednak zachować fajnie na wiele różnych sposobów.

Podam przykład. Inny sklep, inna mama z dzieckiem. Z ust dziewczynki pada pytanie: "Dlaczego ta pani tak wygląda?". I mama do niej mówi: "A jakie masz lalki w domu? Takie, które mają jasną skórę, i takie, które mają ciemną. Są więc ludzie o różnych kolorach skóry, tak samo są ludzie o różnym wzroście. Pamiętasz wujka Stasia? On jest bardzo wysoki. A ta pani jest bardzo niska. Ludzie są różni". I takie wytłumaczenie jest super.

Inny przykład. Winda w centrum handlowym. W środku ja, mama z trzyletnim synem i dwie starsze panie. Gdy chłopiec zaczął komentować mój wygląd, te dwie kobiety standardowo próbowały odwrócić jego uwagę, żeby mi nie było przykro, robiąc przy tym straszne zamieszanie. Ja mówię, że spokojnie, nic się nie dzieje. Mama z kolei odwróciła się do chłopca i powiedziała: "Zobacz, jakie ta pani ma fajne włosy". On na to: "Nooo". Mama: "Chciałbyś mieć takie, prawda?". On: "Nooo". I to też było super, bo mama znalazła we mnie coś fajnego, pozytywnego, co od razu wzbudziło w nim do mnie sympatię.

I to tyle z nieprzyjemnych sytuacji?

Są jeszcze męscy fetyszyści, którzy wysyłają mi czasem wiadomości na Facebooku w stylu: "zawsze chciałem mieć przy sobie taką małą kobietkę". Wtedy włącza mi się hasztag metoo i czuję się bardzo "zmolestowana". 20 procent wiadomości na Tinderze, jakie dostaję, brzmi: "Zawsze chciałem przespać się z taką laską jak ty".

To cię oburza?

Tak! Bo to oznacza, że ktoś postrzega mnie tylko przez pryzmat mojego wyglądu, jedyne, do czego dąży, to żeby odhaczyć, że przespał się z niskorosłą. Ja też mam swoje preferencje, lubię choćby czarnoskórych. Ale to nie znaczy, że jak widzę czarnego faceta, to myślę tylko o tym, żeby się z nim przespać. On musi mnie czymś zainteresować, musi nam się dobrze rozmawiać. Czarnoskórego, który w pierwszym zdaniu pisze do mnie: "jesteś piękna, wyjdź za mnie", nie tknęłabym kijkiem.

Na Tinderze ludzie oceniani są przede wszystkim przez pryzmat wyglądu. Mam znajomych, którzy właśnie z tego powodu nigdy z aplikacji nie skorzystają. Nie bałaś się "tam" wchodzić? Właśnie ze strachu przed oceną, krytyką?

Na Tindera po raz pierwszy weszłam po rozstaniu z moim narzeczonym. Byliśmy ze sobą pięć i pół roku.


Latynosi uwielbiają moje kształty - mówi Ola (fot. arch. prywatne)

Biały czy czarny?

Biały. Nie dyskryminuję białych, po prostu muszą mieć w sobie coś, co zrekompensuje to, że nie są czarni. (śmiech)

To był mój pierwszy związek. Zanim się rozstaliśmy, długo zastanawiałam się, czy jestem z nim, bo chcę być z nim, czy dlatego, że nie chcę być sama. Dużo się kłóciliśmy, pod koniec on zrobił coming out, wyznał mi, że jest homoseksualistą.

Przypłaciłam to rozstanie zdrowiem, przeżyłam załamanie nerwowe. Poszłam na terapię i w pewnym momencie odpaliłam Tindera. Drugiego dnia sparowało mnie z przepięknym chłopakiem, totalnie poza moją ligą. Śliczny był. Spotkaliśmy się u niego w studio i szybko przeszliśmy do rzeczy. To był dla mnie jakiś przełom, zdałam sobie sprawę, że mogę się komuś podobać, być dla kogoś pociągająca.

Nie miałaś wcześniej takiego poczucia?

Pierwszy raz poczułam się atrakcyjna jako kobieta, gdy miałam 22 lata i pojechałam z rodziną na Dominikanę. Okazało się, że Latynosi uwielbiają moje kształty. Jeśli na Tinderze jest jakiś ciemnoskóry mężczyzna, na 99 procent będę miała z nim "matcha". Już rozumiesz, dlaczego podobają mi się czarni...

Więc pierwszy rok "tinderowania" był dla mnie okresem dowartościowywania się, poznawania tego, co lubię, co mi się podoba.

Nie miałaś żadnych przykrych doświadczeń?

Nie. Poznałam mnóstwo ciekawych ludzi, z różnych światów, różnych stron świata, z niektórymi się zaprzyjaźniłam, z innych usług skorzystałam, bo okazało się, że robią w życiu fajne rzeczy. Dla mnie to świetne miejsce, żeby poznawać mężczyzn. Do klubu nie pójdę, bo tam zginę w tłumie. Ludzie często też piszą do mnie: "to naprawdę ty?", bo mnie poznają. Jednej osobie musiałam nawet udowadniać, że ja to ja. Pomyślałam: kurczę, to ktoś naprawdę mógłby chcieć się pode mnie podszyć? Fajnie!

Jeśli nauczysz się wyczuwać intencje drugiej strony, dowiesz się, co lubisz, na jakich zasadach chcesz budować relacje, to naprawdę możesz czerpać z Tindera dużo satysfakcji. Ja w realnym świecie nie mogłabym tego osiągnąć. 

To, że lubisz czarnych, już wiemy. A mogłabyś spotykać się z osobą niskorosłą?

Nie.

Dlaczego?

Po pierwsze, niskorośli mężczyźni bywają roszczeniowi i bywają agresywni. W związku z tym, że zazwyczaj nie mają zbyt dużego powodzenia - łatwiej niskiej dziewczynie znaleźć wysokiego faceta niż na odwrót - to nie potrafią się często zachować właściwie w stosunku do dziewczyn, za bardzo napierają. Często słyszałam też od nich, że powinniśmy się ze sobą spotykać dlatego, bo jesteśmy niskorośli. Nie zgadzam się z tym założeniem. Nie podoba mi się też to, że ludzie często postrzegają osoby niskorosłe jak osobny gatunek człowieka, nieraz słyszałam wywiad z taką osobą i miałam wrażenie, jakbym oglądała program przyrodniczy na temat zwyczajów godowych niskorosłych. Nie spotykam się więc z niskorosłymi z przekory, żeby właśnie udowodnić, że jesteśmy ludźmi jak wszyscy inni i możemy spotykać się z kim chcemy, podobać się również dorosłym o normalnym wzroście.


Ola dostaje mnóstwo niewybrednych propozycji (fot. arch. prywatne)

Wiem, że masz dość opowiadania o swoim schorzeniu. Jednocześnie jako stand-uperka często żartujesz na swój temat. Kiedy kończy się twój dystans do siebie? Mówi się, że pod maską komika kryją się smutki, często depresja.

Kiedy słyszę słowo na "k", zwłaszcza wypowiadane przez ludzi, którzy mnie znają. Dostaję też szału, kiedy ktoś, kto wie, że nie jem mięsa, żartuje: "może kotlecika?". Ten sam żart wypowiedziany po raz 20. naprawdę przestaje śmieszyć. I wtedy słyszę komentarze, że jestem hipokrytką, bo jednego dnia się z siebie śmieję, a drugiego jestem śmiertelnie poważna.

Tak, bywam śmiertelnie poważna, bywam też smutna, załamana, słaba. Nie ukrywam tego, że chodzę na terapię, wręcz przeciwnie - chcę, żeby ludzie o tym wiedzieli. Wokół jest mnóstwo osób zmagających się z chorobami psychicznymi, uważam, że każdy powinien przynajmniej raz w życiu przejść terapię. Jeżeli choć jedna osoba odważy się skorzystać z pomocy psychologa, bo dowiedziała się, że ja się na to zdecydowałam, będzie to mój mały sukces. 

A w kontekście Tindera - mój dystans do siebie kończy się, gdy zaangażuję się w relację z chłopakiem, który ostatecznie zamiast ze mną zwiąże się z wysoką, atrakcyjną dziewczyną. Nieistotne jest to, że łączy nas coś wyjątkowego, wspólne zainteresowania, pasje, plany, projekty, że wszystko w tej relacji się zgadza. Wtedy mam poczucie, że przegrałam. Moja mama próbuje mnie pocieszać: "Zobacz, Martyna Wojciechowska jest sama, Paulina Młynarska też". W porządku, ale one mogą sobie na różne sposoby tłumaczyć, dlaczego są samotne. Ja mam w głowie tylko jeden.

Też potrzebuję czułości, bliskości, dotyku.

Seksu.

A z tym akurat kłopotu nie mam i zaspokajam te potrzeby na własnych zasadach.

Mówisz bardzo otwarcie o swojej seksualności, o preferencjach. Nie boisz się reakcji ludzi?

Absolutnie. Oczywiście, że po tym, jak wrzuciłam na Facebooka zdjęcie z czarnoskórym chłopakiem, posypały się wiadomości, że puszczam się z małpami. Ale ani mnie to nie dotyka, ani nie budzi we mnie strachu - w Internecie łatwo być chojrakiem. Wręcz przeciwnie, jak coś takiego dostaję, to dla przekory wrzucam kolejne zdjęcie z czarnym mężczyzną.

Ktoś kiedyś znalazł ogłoszenie w Internecie, że będę występować w klubie dla swingersów. Zagroził mi, że wrzuci je na Facebooka, żeby wszyscy się dowiedzieli, gdzie mam czelność występować. Uprzedziłam go i wrzuciłam je na swój profil z pytaniem, czy komukolwiek to przeszkadza. Nikt oczywiście się nie oburzył.

Robię stand-up przede wszystkim po to, żeby przełamywać tabu, mówić o rzeczach wstydliwych, niewygodnych.


Ola Petrus (fot. Zuzanna Sosnowska)

To twoja droga?

O tak! Nie mam co do tego wątpliwości.

Pamiętasz swój pierwszy żart?

Wyszłam na scenę i powiedziałam, że nie pracuję dla Świętego Mikołaja.

Miewasz kryzysy, gorsze występy?

Każdemu komikowi zdarzają się tzw. bomby. Przyczyny mogą być różne - ja mogę mieć gorszy dzień, nie mieć charyzmy, źle ułożyć kolejność żartów, publika może nie być zainteresowana daną tematyką. Ale ze stand-upem jest jak z jazdą konną. Upadek jest bolesny, ale gdy się już zdarzy, trzeba jak najszybciej wystąpić ponownie. W przeciwnym razie strach weźmie górę i już nigdy nie odważysz się wrócić na scenę.

Ewa Jankowska. Dziennikarka i redaktorka, absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu. Zaczynała w Wirtualnej Polsce w dziale Kultura, publikowała wywiady w serwisie Ksiazki.wp.pl. Pracowała również serwisie Nasze Miasto i Metrowarszawa.pl, gdzie z czasem awansowała na redaktor naczelną. Z serwisu lokalnego do magazynu Weekend.Gazeta.pl przeszła w sierpniu 2018 roku.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (86)
Zaloguj się
  • pukacz80

    Oceniono 50 razy 28

    To ja przypomne:
    Biala niskorosla nie lubi tindera bo tam ludzi ocenia sie po wygladzie. Niestety nie bedzie sie umawiala z innymi niskoroslymi bo bywaja agresywni to nie sa stereotypy bo pani jest kobieta. Bardzo lubi mezczyzn czarnego koloru skory i bialy generalnie nie ma u niej szans chyba ze bedzie sie bardziej staral by zrekompensowac swoja bialosc. To nie jest rasizm, lookizm i stereotypy bo pani jest kobieta.
    Poza artykulem ogladalem standup pani i dla mnie jest niesmieszny opiera sie glownie na wulgaryzmach. Nie moj humor ale pewnie jestem szowinista, seksista i mizoginem ze to pisze bo pisze to jako facet.

  • divisa

    Oceniono 36 razy 26

    Poczatek wywiadu calkiem ok. Ale pozniej pani robi sie wulgarna, prymitywna. Rzucenie do osmioletniej dziewczynki tekstem, zeby zapytala mamusie, dlaczego "czarni" sa lepsi - jest gorsze niz jakakolwiek forma dyskryminacji, która ja spotkala.

  • gazkom

    Oceniono 24 razy 18

    "20 procent wiadomości na Tinderze, jakie dostaję, brzmi: "Zawsze chciałem przespać się z taką laską jak ty"".
    Jak wchodzę do knajpy, to nie narzekam, że podają tam piwo. Jak wchodzę do kościoła, to nie narzekam, że ludzie się tam modlą. Jak wchodzę na stronę/apkę do randek na jedną noc, to nie narzekam, że ludzie traktują mnie jako obiekt seksualny.
    "Po pierwsze, niskorośli mężczyźni bywają roszczeniowi i bywają agresywni."
    Czy mi się wydaje, że ta wypowiedź jest generalizująca i dyskryminująca? Jeśli nie jest, to czy ta jest: Po pierwsze, kobiety są roszczeniowe i fochowate?

  • mawik_net

    Oceniono 20 razy 14

    Chwalenie się sukcesami seksualnymi na Tinderze maj ułatwić nawiązanie głebokich więzi uczuciowych z wysokorosłym facetem? Ale niscy faceci (wszyscy) są BEEEEE. Co za głupie baba .

  • evelina0404

    Oceniono 13 razy 11

    Pani oburza się na dyskryminację jej osoby, a sama niskoroslych facetow wrzuca do jednego worka. Niestety brutalna prawda jest taka, ze kazdy mezczyzna, ktory ma wybór, wybierze kobietę o normalnym wzroście, by zalozyc z nią rodzinę. Powód jest banalny - chyba nikt nie chce dla swoich dzieci ryzyka przekazania im choroby genetycznej. Na tinderze ta kobieta moze powodzenie miec, ale na tinderze nikt raczej zony nie szuka. Proponuję zejsc na ziemię.

  • o_retyy

    Oceniono 18 razy 10

    Rocky horror pictures show. Kolejny raz Gazeta prezentuje osobę, której największym osiągnięciem jest puszczanie się na lewo i prawo, a zwłaszcza z "czarnym". Brawo, super wzorce!

  • hijodelsol

    Oceniono 19 razy 5

    Niedobór wzrostu, a niskorosłość i karłowatość to są synonimy w nomenklaturze medycznej. Można nielubić słowa "karzeł", ale nikt nie ma prawa się o to obrażać

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX