Mona Chollet

Mona Chollet (fot. Mathieu Zazzo)

wywiad gazeta.pl

Mona Chollet: Historii czarownic nie umiemy stawić czoła nawet wiele wieków później

Ponieważ sabaty i czary są tworami wyobraźni, zakładamy, że nie istniały też stosy. Odrealniamy więc tę historię i zapominamy, że tysiące Europejek naprawdę spłonęło - mówi Mona Chollet, autorka książki "Czarownice. Niezwyciężona siła kobiet".

Zacznijmy od mocnej tezy. Gdyby nie polowania na czarownice, żylibyśmy dzisiaj w zupełnie innym świecie - pisze pani w swojej książce.

Nie mam co do tego wątpliwości. Polowania na czarownice całkowicie zmieniły życie europejskich kobiet. Musiały być tak bardzo przerażone wizją oskarżenia o czary, że wybrały niewidoczność, zeszły na drugi plan.

Polowania wyeliminowały z życia społecznego wszystkie odważne i idące pod prąd kobiety. Mizoginia była szerzona wszystkimi możliwymi środkami: za pomocą religijnego dyskursu, filozofii, prawa. Uderzające jest, że oskarżonych o czary prawie nigdy nie bronili ich ojcowie, mężowie ani bracia. Co więcej, często to właśnie oni wnosili oskarżenia. Kobiety były zostawione samym sobie. W XVI wieku solidarność między mężczyznami i kobietami znikła. Wyrosła między nimi przepaść, której nie udało się zasypać do dziś.

Dlaczego tak się stało?

Nie istnieje jedna przyczyna czy odpowiedź. Czarownice były kozłami ofiarnymi za wszystkie nieszczęścia, jakie spadały na Europę, na czele z dżumą, która w XIV wieku zabiła co najmniej jedną trzecią populacji kontynentu. Mizoginia zaczęła narastać na wszystkich obszarach, od Kościoła po kulturę popularną.

Na stosach spłonęły tysiące kobiet oskarżanych o czary (fot. wikimedia.org / domena publiczna)
Na stosach spłonęły tysiące kobiet oskarżanych o czary (fot. wikimedia.org / domena publiczna)

Skąd wziął się pomysł, żeby napisać właśnie o tym?

Myśląc o swojej kolejnej książce, wahałam się między dwoma tematami: starzeniem się kobiet i bezdzietnością z wyboru. Kwestii starzenia nie uwzględniłam w wystarczającym stopniu w mojej książce na temat standardów piękna, "Beauté fatale". Miałam z tego powodu coś na kształt poczucia winy. Zdawałam sobie sprawę, że jest mnóstwo do powiedzenia na ten temat z feministycznego punktu widzenia. Z drugiej strony miałam ochotę napisać o decyzji nieposiadania dzieci, bo w ogóle nie byłam usatysfakcjonowana tym, co można na ten temat znaleźć w księgarniach.

Dość długo zastanawiałam się, który z tematów wybrać, dopóki pewnego dnia nie doznałam olśnienia: przecież w obu przypadkach chodzi o figurę czarownicy! Starzejąca się kobieta to czarownica, kobieta bezdzietna to czarownica. To wręcz klasyczny obraz: czarownica jako starucha, która porywa dzieci i je zjada albo truje.

Na początku był to tylko podszept intuicji. Ale w miarę jak dowiadywałam się coraz więcej na temat historii czarownic w Europie, wszystko zaczynało składać się w logiczną całość.

Znała pani wcześniej historię czarownic czy poznała ją w trakcie pisania?

Dość szybko uświadomiłam sobie, że nie mam na jej temat bladego pojęcia. Co więcej, miałam mnóstwo mylnych wyobrażeń na temat polowań na czarownice. Nie wiedziałam na przykład, że płonęły na stosach w epoce renesansu, a nie w średniowieczu. A przecież różnica jest ogromna. Mamy mnóstwo powodów, dla których wolimy wierzyć, że działo się to w "barbarzyńskich" czasach średniowiecza. Dużo bardziej niepokojące jest zdać sobie sprawę, że chodzi o renesans uważany za okres postępu.

Istnieje zaskakująco silny opór, żeby przyjąć i uznać historię czarownic. Nawet naukowcy nie są skłonni stawić czoła wnioskom wypływającym z ich własnych badań. Byłam zaskoczona, kiedy odkryłam, że francuski historyk Guy Bechtel, autor monumentalnej pracy na temat czarownic, w której bardzo dużo pisze o panującej wówczas mizoginii, w swoich konkluzjach wyklucza nienawiść wobec kobiet jako powód polowań, która według mnie była kluczowym motorem tych działań.

Mam wrażenie, że historia czarownic to sprawa, której nie umiemy stawić czoła nawet wiele wieków później.

(fot. lithograph, Walker, Geo. H., & Co., Baker, Joseph E., Library of Congress / wikiemdia.org / domena publiczna)
(fot. lithograph, Walker, Geo. H., & Co., Baker, Joseph E., Library of Congress / wikiemdia.org / domena publiczna)

Może to wina filmów i bajek, ale polowania na czarownice wydają się komiksowe, nierealne.

Traktujemy je, jakby nie wydarzyły się naprawdę. Ponieważ sabaty i czary są tworami wyobraźni, zakładamy, że nie istniały też stosy. Odrealniamy więc tę historię i zapominamy, że tysiące Europejek naprawdę spłonęło. W latach 70. szacowano, że było ich nawet około miliona, obecnie mówi się raczej o 50, może 100 tysiącach. To jeśli chodzi o ofiary na stosach. A były też kobiety, które stawały się ofiarami linczów, popełniały samobójstwa, umierały w więzieniach w wyniku tortur.

Udawanie, że nie zdarzyło się to naprawdę, jest w pewnym sensie wygodne, bo dużo łatwiej jest puścić w niepamięć te wydarzenia niż zmagać się z bagażem okrucieństwa i tortur, którym poddawane były kobiety. Obcowanie z opisami tej przemocy było najtrudniejszą częścią zbierania materiałów do książki - niektóre z historii są po prostu nie do zniesienia.

Czarów wcale nie było.

Niektóre z ofiar były znachorkami. Miały jednocześnie dwie funkcje: lekarek, zwykle zresztą bardzo dobrych, i magiczek - uprawiały coś w rodzaju magii, sprzedawały zaklęcia. Były to metody, w które wówczas wierzono i które były szeroko akceptowane.

Ówczesne uzdrawiaczki stanowiły jednak tylko pewien procent palonych na stosie. Większość kobiet nie miała w ogóle do czynienia z magią, a ich jedyną "winą" była niezależność, asertywność, życie po swojemu. W opowieściach o magii i czarach nie wyraża się nic innego jak lęk przed siłą kobiet i wiara w to, że mogłyby posiadać nadprzyrodzone moce i zdobyć kontrolę nad mężczyznami.

Wyobrażano sobie na przykład, że żona i mąż kładą się razem spać, a kiedy mąż zasypia, żona wsiada na miotłę i wyfruwa przez okno. W tym obrazku widać jak na dłoni strach przed zdradą i sekretnym życiem, które nie podlega kontroli mężczyzny. Wyraża się on oficjalnie w lęku przed czarami, ale magia nie ma tu zbyt wiele do rzeczy.

Sabat czarownic w malarstwie - Hans Baldung i Francisco Goya (fot.wikimedia.org / domena publiczna)
Sabat czarownic w malarstwie - Hans Baldung i Francisco Goya (fot.wikimedia.org / domena publiczna)

Pisze pani, że polowania na czarownice doprowadziły do zniszczenia istniejącej w średniowieczu subkultury kobiet, wyrugowały je z rynku pracy.

Mamy tylko szczątkowe informacje o tym, jak było wcześniej, nie zachowało się wiele źródeł. O to też zresztą chodziło: żeby nie przetrwał żaden ślad wcześniejszego życia.

Nie twierdzę oczywiście, że życie kobiet w średniowieczu było rajem. Wprost przeciwnie: było trudne i pełne przemocy, a równość na rynku pracy czy w życiu publicznym nigdy nie istniała. Mimo wszystko miały one nieco więcej wolności, a kobieca niezależność była - albo przynajmniej mogła być - faktem.

Jak pisze Silvia Federici, autorka paru książek o czarownicach, w średniowieczu Europejki miały dostęp do różnych zawodów, pracowały jako kowalki, rzeźniczki, piekarki, sklepikarki. W Anglii 72 z 85 istniejących cecho?w miało w swoich szeregach kobiety, a w niektórych stanowiły one nawet większość.

Pod koniec epoki renesansu sytuacja prawna i zawodowa kobiet uległa znacznemu pogorszeniu. Wydalono je na przykład z cechów, a wdowy po mistrzach cechowych nie miały prawa kontynuować pracy w warsztatach mężów. Ponowne wprowadzenie prawa rzymskiego w Europie, począwszy od XI wieku, stopniowo pozbawiało je zdolności do wykonywania czynności prawnych. Niewielki margines autonomii, jaki zachowały, zniknął ostatecznie w XVI wieku. Wiek postępu nie był więc nim dla kobiet.

W XIX wieku przemoc została zastąpiona strategią uwodzenia: powstało całe imaginarium związane z idealnym domem, domową mądrością i kobietą oddaną mężowi. W ruch poszła machina propagandowa, która miała na celu urzeczywistnienie tego układu, nie za pomocą siły, ale właśnie pięknych obrazów. W XIX wieku były podręczniki dla idealnych pań domu, dziś mamy Instagram z obrazami szykownych mieszkań i idealnych rodzin. Cel jest taki sam: utrzymać kobietę w domu.

Historii czarownic jest w pani książce stosunkowo niewiele. Przede wszystkim zajmuje panią pytanie, kim są współczesne czarownice.

Zaczęłam od kobiety starej i kobiety bezdzietnej, bo to, moim zdaniem, dwa najsilniejsze tabu związane dziś z kobiecością. Przeżyłam szok, kiedy odkryłam, że obraz starej kobiety z kotem, którym tak chętnie posługujemy się do dziś, to nic innego jak wizerunek czarownicy. Udajemy przed sobą, że litujemy się nad tymi staruszkami, traktujemy je pobłażliwie, ale uważam, że tak naprawdę się ich boimy. To ślad uprzedzenia wobec kobiet, które nie podlegają kontroli mężczyzn, żyją własnym - tajemniczym - życiem.

Nie ma już fizycznej przemocy ani tortur, ale cyrkulacja negatywnych obrazów również ma dyscyplinujący charakter. Moim zdaniem żadna kobieta nie chciałaby być starą dziwaczką z kotem. Rezultat jest taki, że nawet jeśli kobiety nie czują się szczęśliwe w związku z mężczyzną, często, nawet jeśli relacja jest opresyjna, tkwią w niej, bo ponad wszystko boją się samotności.

Obraz starej kobiety z kotem, którym tak chętnie posługujemy się do dziś, to nic innego jak wizerunek czarownicy - mówi Mona Chollet (fot. pixabay.com / domena publiczna)
Obraz starej kobiety z kotem, którym tak chętnie posługujemy się do dziś, to nic innego jak wizerunek czarownicy - mówi Mona Chollet (fot. pixabay.com / domena publiczna)

Związek z polowaniami na czarownice ma też obsesja na punkcie płodności i kontroli urodzeń, którą współcześnie obserwujemy.

Weźmy sabat czarownic. Dość powszechny jest jego obraz jako miejsca, w którym nie zachodziło się w ciążę - to była dzika seksualna orgia, ale bez konsekwencji w postaci potomstwa. Można przypuszczać, że to nic innego, jak odzwierciedlenie lęku władzy, że dzieci mogłyby się przestać rodzić.

Silvia Federici uważa, że podporządkowanie kobiet umożliwiło rozwój kapitalizmu, bo kobietom została przypisana rola "produkowania" siły roboczej. Było to ich nowe zadanie w kapitalistycznym podziale pracy. Władze przejęły też kontrolę nad ich ciałami i rozrodczością. Znachorki i akuszerki, które asystowały dotąd przy porodach, zostały wyeliminowane, co otwarło drogę medycynie zdominowanej przez mężczyzn i nowemu, agresywnemu podejściu do porodów.

We Francji toczy się dziś debata na temat przemocy okołoporodowej i historie, które wypływają na wierzch, są przerażające. Powstają raporty, w których mowa o lekarzach, a czasem także położnych, obrażających kobiety w trakcie porodu i stosujących wobec nich przemoc, na czele z zakazanym chwytem Kristellera czy wykonywaniem cesarki albo nacięcia krocza bez ich zgody albo wiedzy.

To zaskakujące, że postępowa, wydawałoby się, Francja zmaga się z takimi problemami.

Francuscy lekarze i ginekolodzy całkowicie wypierają istnienie przemocy. Już sam sposób, w jaki mówią o swoich pacjentkach, jest jednak koszmarny. Doświadczenia kobiet związane z opieką medyczną często są mocno traumatyzujące. W "Czarownicach" opisuję moje własne przykre historie związane z lekarzami. Jedną z nich był zabieg ginekologiczny, który skończył się nałożeniem mi maski i podaniem znieczulenia wbrew mojej woli i obraźliwymi uwagami ze strony lekarki. Było to tym trudniejsze do przełknięcia, że działo się w miejscu, które z założenia miało być "przyjazne kobietom".

Zdałam sobie sprawę z tego, że medyczna przemoc wobec kobiet ma charakter strukturalny i nie zależy od dobrej czy złej woli konkretnych ludzi. Moi lekarze mieli dobre intencje, ale byli zestresowani i przemęczeni. W efekcie stali się w stosunku do mnie agresywni. Mam wrażenie, że chodzi o coś na bardzo głębokim poziomie związanego z tym, jak uczy się medycznej profesji. Widzę jasny związek z faktem, że współczesna medycyna i zawód lekarza zostały stworzone w opozycji do świata kobiet, chociażby poprzez eliminację znachorek, ich doświadczenia i wiedzy. Dzisiejsza medycyna to przestrzeń wrogości wobec kobiet, zarówno pacjentek, jak i pracownic, które często skarżą się na dyskryminację i seksizm w miejscach pracy.


Sabat czarownic, autor: Francisco Goya (wikimedia.org / domena publiczna)

Nie chodzi o wrogość wobec pacjentów w ogóle?

Istnieje szczególny rodzaj przemocy wobec kobiet-pacjentek. We Francji powstał nawet rządowy raport na ten temat, a dziennikarka Mélanie Dechalotte opublikowała w 2019 roku "Czarną księgę ginekologii", w której opisuje przypadki medycznych nadużyć wobec kobiet.

Ale przemoc to tylko jeden aspekt tego zjawiska. Przesądy wobec kobiet utrudniają im też dostęp do właściwej opieki medycznej. Wiele kobiet jest źle diagnozowanych,  bo objawy, których doświadczają - na przykład w trakcie zawału - są inne od tych męskich. Jak pokazują badania, pacjentki często oskarżane są o zmyślanie czy przesadę, znacznie częściej niż w przypadku mężczyzn podejrzewa się, że ich przypadłości mają charakter psychosomatyczny.

Dopiero zaczynamy sobie zdawać sprawę ze skali tego zjawiska, pojawiają się coraz liczniejsze badania na ten temat.

Dużo jest w "Czarownicach" osobistych historii, często bardzo szczerych. Ujęło mnie to, z jaką otwartością pisze pani o poczuciu, że jest pani niewystarczająco inteligentna. Czy raczej: że nie ma pani niewystarczająco ścisłego umysłu, żeby zostać za taką uznaną. Świat nie jest skrojony na miarę kobiet - przekonuje pani. Czy "Czarownice" to rodzaj radykalnego poradnika?

Nie jestem filozofką ani socjolożką, ale dziennikarką. Jeśli o czymś piszę, to zwykle dlatego, że chcę rozwiać mój własny niepokój. Jestem szczęśliwa, kiedy odkrywam, że przy okazji mogę też pomóc innym. Zaczynanie od samej siebie zmusza do szczerości i skutecznie chroni przed popadaniem w uproszczenia. Analizując własne życie, szybko zdajesz sobie sprawę ze swoich sprzeczności i ambiwalencji.

Kwestie, które poruszam w "Czarownicach", dla mnie samej są już zamknięte. Weźmy sprawę bezdzietności. Od dawna byłam co prawda pewna swojego wyboru, ale muszę przyznać, że od czasu do czasu wyprowadzało mnie z równowagi to, że społeczeństwo nie akceptuje mojej decyzji. Dużo o tym myślałam. Odkąd skończyłam "Czarownice", czuję, że to już za mną.

Być może pisanie takich książek to sposób, żeby stworzyć miejsce dla swoich wyborów - przestrzeń, w której później mogę zamieszkać i czuć się bezpieczna.

(fot. materiały prasowe)
(fot. materiały prasowe)

W USA, Francji i innych krajach zachodniej Europy działa coraz więcej grup czarownic - kobiet, które buntują się przeciwko polityce swoich rządów. W Polsce czarownice można było spotkać na czarnych protestach. Czy czarownica może dziś być niebezpieczna dla systemu?

W USA istnieją grupy czarownic, które rzucają uroki na Trumpa, Bretta Kavanaugha i innych seksistowskich polityków. Wywołuje to wiele sarkastycznych reakcji, bo ich akcje nie przyniosły dotąd zbyt wielkich sukcesów (śmiech). Politycy w rodzaju Trumpa reprezentują jednak coś tak archaicznego i przemocowego, że wręcz wymaga to odpowiedzi spoza racjonalnego porządku.

Wierzę, że to dla wielu kobiet określanie samych siebie jako czarownice jest dziś czymś wzmacniającym. To zupełnie nowa forma aktywizmu, sposób, żeby łączyć indywidualne i zbiorowe działanie. Bycie współczesną czarownicą pozwala ci wsłuchiwać się we własne potrzeby i pragnienia, a jednocześnie działać z innymi.

To koniec starej formy zaangażowania politycznego, które wymagało zapomnienia o sobie, całkowitego poświęcenia sprawie. Poznałam wielu ludzi, którzy rzucali się w wir działania tylko po to, żeby zapomnieć o własnych problemach. We współczesnym czarownictwie-aktywizmie lubię właśnie to, że jest introspektywny i łączy skupienie na sobie z wysuwaniem politycznych żądań.

Wierzę też w to, że figura czarownicy jest sposobem, żeby włączyć w polityczny aktywizm naturę. Współczesne czarownice obserwują księżyc i znają się na ziołach, ich intymna relacja z naturą jest zupełnie nową jakością. A to coś bardzo na czasie, jeśli wziąć pod uwagę moment, w którym żyjemy. Kryzys klimatyczny, rosnąca świadomość, że doprowadziliśmy do ruiny naszą planetę - czarownice są tego wszystkiego bardzo świadome i zadają trafne pytania.

Jakie?

Cała moja książka to propozycja, żeby przyjrzeć się z podejrzliwością światu, który wyłonił się z polowań na czarownice: technicznemu, opartemu na kulcie racjonalności, agresywnemu wobec natury i jej zasobów. Czemu przetarły drogę masowe morderstwa z XVI wieku, jaki świat stworzyły? Te kwestie są jak najbardziej na czasie, bo ów świat znalazł się właśnie na skraju przepaści.

Książkę "Czarownice. Niezwyciężona siła kobiet" możesz kupić w Publio.pl>>>


Mona Chollet
. Francusko-szwajcarska dziennikarka i eseistka związana z pismem "Le Monde diplomatique". Autorka kilku książek poświęconych modelom kobiecości, m.in. "Beauté fatale. Les nouveaux visages d'une aliénation feminine" oraz "Chez soi. Une odysée de l'espace domestique". W Polsce ukazały się "Tyrania rzeczywistości" (2013) oraz "Czarownice. Niezwyciężona siła kobiet" (2019).

Aleksandra Lipczak. Dziennikarka, reporterka, autorka książki "Ludzie z Placu Słońca" (wyd. Dowody na Istnienie), zbioru reportaży o współczesnej Hiszpanii. Laureatka IV edycji Konkursu Stypendialnego im. Ryszarda Kapuścińskiego, nominowana do nagrody Grand Press w dziedzinie dziennikarstwo specjalistyczne i Nagrody Literackiej im. Witolda Gombrowicza.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (364)
Zaloguj się
  • banan125

    Oceniono 101 razy 61

    Aż dziw bierze, że organizacja zajmująca się zawodowo LUDOBÓJSTWEM przez setki lat z siedzibą w Rzymie, nadal funkcjonuje w 21 wieku na całym świecie, oraz jako wieloletni okupant Polaki. Do tego, rości sobie prawa do decydowania jak mamy żyć i funkcjonować.

  • helwiusz

    Oceniono 49 razy 47

    I jeszcze uwaga o ikonografii artykułu. Pierwsza ilustracja - sztych przedstawiający kobietę przywiązaną do drabiny i popychaną w stronę płonącego stosu - nie przedstawia egzekucji czarownicy. Kobieta nazywa sie Anneken Hendriks i jest holenderską anabaptystką skazaną za herezję (a nie za czary) przez hiszpańską inkwizycję w 1571 roku w Amsterdamie. Sztych został wykonany w miedzi przez holenderskiego rytownika Jana Luykena w 1685 roku jako ilustracja do "Zwierciadła Męczenników", historycznej księgi anabaptystów dokumentującej prześladowania chrześcijan za wiarę, skupionej szczególnie na ofiarach poniesionych przez współwyznawców.

    Na usprawiedliwienie autorki można dodać, że ten błąd - interpretacja rysunku jako ilustracji egzekucji za czary - jest niezwykle powszechny. Np. jedna z kopii tego pliku w Wikipedii nosi nazwę "Witch-scene4", co sugeruje taką właśnie interpretację; w inym miejscu Wiki podaje wszkże poprawny opis:

    commons.wikimedia.org/wiki/File:Anneken_Hendriks.jpg

  • realistas

    Oceniono 48 razy 38

    Czary i czarownice były potrzebne klerowi, który osobie skazanej za czary czy heretyzm zabierał połowę majątku.

    "Heretyk recydywista nadaremnie oświadczał się z postanowieniem powrotu do wiary; nie mógł już w żaden sposób uniknąć kary śmierci; wyświadczano mu jedynie tę łaskę, iż zwalniano go od mąk na stosie. Kat dusił go przed wydaniem na ogień." Dzieje inkwizycji hiszpańskiej, Warszawa 1871.

  • helwiusz

    Oceniono 38 razy 22

    @asperamanka: <<w Polsce w zasadzie procesów o czary nie było>>

    To jest jakiś nowy mit, zapewne reakcja na kolportowany przez polską lewicę pogląd o szczególnie haniebnym miejscu Polski w tym historycznym procesie. Prawda, jak zwykle, leży pośrodku. Polska była wprawdzie spóźnionym uczestnikiem szaleństwa polowań na czarownice, ale kiedy ono już do nas dotarło, płomienie huczały, aż miło, przynajmniej w zachodniej i centralnej części Rzplitej (Ruś i Litwa były od tej choroby wolne). W pierwszym ćwierćwieczu XVIII stulecia, gdy na zachodzie kontynentu stosy już wygasały, Polska mogła nawet być terenem najintensywniejszych polowań w Europie.

  • sholay

    Oceniono 42 razy 20

    Nieśmiało zauważę, że komentujemy wywiad z dziennikarką, która próbowała pisać książkę historyczną, bez cienia warsztatu historyka. Jest nakręcona ideologicznie, co widać w każdym akapicie wywiadu.
    W dodatku kiedy zaczynała pisać o paleniu czarownic to nie wiedziała nawet - z dokładnością do KILKUSET LAT - kiedy wydarzenia miały miejsce.
    No bez jaj - poważnie? Uważacie, że toto warte przewertowania w księgarni?

    &

  • helwiusz

    Oceniono 26 razy 14

    <<Byłam zaskoczona, kiedy odkryłam, że francuski historyk Guy Bechtel, autor monumentalnej pracy na temat czarownic, w której bardzo dużo pisze o panującej wówczas mizoginii, w swoich konkluzjach wyklucza nienawiść wobec kobiet jako powód polowań, która według mnie była kluczowym motorem tych działań.>>

    Niech to pani Challet powie Urbainowi Grandier, spalonemu za czary na stosie w Loudun w 1634 r., albo siedmiu męskim ofiarom procesów w Salem w 1692. Wg ustaleń współczesnych historyków zagadnienia, w polowaniach na czarownice ery wczesnonowożytnej mężczyźni stanowili 20-25 procent ofiar (zob. np. monografię Briana Levacka "Polowanie na czarownice w Europie wczesnonowożytnej"). To mniejszość, ale nie zaniedbywalny margines. Gdyby nienawiść wobec kobiet byla faktycznie motorem procesu, tak znaczna ilość ofiar męskich nie miałaby prawa się pojawić. Faktem jest też, że znaczna część procesów była uruchomiana osarżeniami wnoszonymi przez kobiety - najcześciej przeciw innym kobietom, czasami przeciw mężczyznom (jak np w obu wspomnianych wyżej przypadkach).

    Ale cóż, pani Chollet pracuje dla "Le Monde diplomatique", co wiele wyjaśnia. Kto zetknął się z tym piśmidłem, tego nie zdziwi żadna ideologiczna brednia w ustach jego protagonisty.

  • mniklasp

    Oceniono 18 razy 12

    bardzo subiektywny, jednostronny punkt widzenia , jako ksiazka popularnego czytania moze narobic wiele krzywdy w swiadomosci ludzi. Autorka nie jest historykiem , nie ma zadnej bazy naukowej do wyciagania wnioskow. Przeczytala nt czarownic roznych podobnych do niej autorow w tym historykow i napisala swoja historie. Ludzie nie maja krytycznego myslenia i sa prostolinijni . Jej ksiazka jest odpowiedzia na wlasne doswiadczenia , jej wnioski np ze lekarze sa wrogami kobiet sa idiotyczne

  • marcinpies

    Oceniono 20 razy 12

    Przez stulecia trwały poszukiwania winnych wszystkich nieszczęść i znajdowano gorliwie: czarownice, heretycy, niewierni, diabeł, Żydzi, masoni, komuniści i wciąż są nowi winni – ekolodzy, gender, weganie, LGBT … - wypada w końcu zapytać: kogo tak naprawdę się poszukuje?Może samego siebie?

  • helwiusz

    Oceniono 21 razy 11

    @speedy13: <<Ogólnie w tej dziedzinie (palenia czarownic, heretyków itd.) bezwzględny prym wiodły kraje protestanckie, które daleko wyprzedziły pod tym względem katolickich sąsiadów.>>

    To jest często wyrażana w tym portalu opinia, która nie ma, moim zdaniem, uzasadnienia w dostepnej literaturze zagadnień. Faktem jest, że hiszpańska i papieska inkwizycja nowożytna miały wobec czarostwa powściągliwy stosunek i na obszarach ich panowania procesów o czary było o dwa rzędy wielkości mniej, niż np w Rzeszy niemieckiej. Ale Niemcy są krajem religijnie podzielonym, a w katolickich państewkach Rzeszy - np. w księstwach biskupich - prześladowano czarownice z nie mniejszym zapałem niż np. w luterańskiej Meklemburgii. Również wschodnia Francja, kraj katolicki, była obszarem intensywnych polowań.

    Jeśli zaś chodzi o palenie heretyków, to w tej konkurencj inkwizycja hszpańska wydaje się być poza konkurencją. Wystarczy poczytać, co wyprawiali w Niderlandach.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX