Ślązacy, którzy znaleźli się w Hiszpanii, wywodzili się z nurtów lewicowych

Ślązacy, którzy znaleźli się w Hiszpanii, wywodzili się z nurtów lewicowych (fot. Archiwum Państwowe w Katowicach)

wywiad gazeta.pl

Ślązacy kontra generał Franco. "Wielu wyjechało, nie mając pojęcia, czym jest wojna"

Tych ochotników nikt nigdzie nie wysyłał, sami podejmowali decyzję. Przechodzili na własną rękę przez wszystkie dzielące Polskę i Hiszpanię granice, szli przez Pireneje - mówi Dariusz Zalega, dziennikarz, miłośnik Śląska, autor książki "Śląsk zbuntowany", opowiadającej o mieszkańcach tego regionu, którzy zdecydowali się walczyć w wojnie domowej w Hiszpanii.

Jacy Ślązacy pojechali do Hiszpanii? Czy da się ich jakoś scharakteryzować, znaleźć wspólne cechy?

To w zasadzie byli sami robotnicy. W znakomitej większości związani z górnictwem, choć znalazł się też marynarz, górnik-pisarz czy radiotechnik.

A geograficznie - jak to wyglądało?

Na hiszpańską wojnę wyjechali Ślązacy z Czechosłowacji, czyli ze Śląska Cieszyńskiego, i ze Śląska Opolskiego, który był niemiecki. Najwięcej wyruszyło jednak tych z polskiej części regionu. W sumie około 200 osób, ludzi pogranicza. Trudno im było nawet określić, jaki jest ich język macierzysty, bo mówili i po polsku, i po niemiecku, czasami również po czesku.

Zanim ochotnicy trafią do Hiszpanii, opisujesz rozwój lewicowych ruchów, budzenie się robotniczej świadomości w okresie międzywojennym na Śląsku. Przeciętny Polak, kiedy myśli o tym momencie historii regionu, do głowy przychodzą mu raczej konflikty na tle narodowościowym, czas powstań śląskich, plebiscytu. U mnie to automatyczne skojarzenie.

Miałem taką wizję jak ty, ale zacząłem się wgryzać w materiały archiwalne i przemyślałem sobie dzieje tego regionu na nowo. Moja książka nie pretenduje oczywiście do bycia nową historią Śląska, ale raczej do przypomnienia tej zapomnianej. Ludowy, lewicowy nurt był ważną częścią śląskiej tożsamości, o której niewiele dziś wiemy, bo została przykryta powstaniami, Korfantym i konfliktem narodowym.

fot. Archiwum Państwowe w Katowicach
fot. Archiwum Państwowe w Katowicach

Co odkryłeś?

Przede wszystkim, że historia mieszkańców Śląska to nie jest wyłącznie - tak jak się ją najczęściej przedstawia - historia pielgrzymek, pieśni ludowych, pięknych strojów. Nie było tak, że Ślązacy słuchali tylko pana i plebana. Potrafili się organizować, walczyć o swoje prawa - choć często przedstawiani są jako osoby posłuszne i podporządkowane. Mit "dupowatego" Ślązaka zakorzeniony był jednocześnie i po niemieckiej, i po polskiej stronie. Mam wrażenie, że taką jego charakterystykę podtrzymywali właściciele zakładów przemysłowych i kopalń, bo pozwalała trzymać ludzi w ryzach.

Śląsk był w tamtych czasach głównym ośrodkiem przemysłowym w całej Europie Środkowej, z największą koncentracją robotników. To region nie tak bardzo konserwatywny, jak nam się wydaje, za to jeden z najbardziej zapalnych w tej części Europy. Ślązacy działali w radykalny sposób, na przykład organizując strajki głodowe. W 1936 roku władze cenzurowały prasę, by o nich nie pisała, bo na wieść o jednym, ruszały następne.

Mamy też wyobrażenie Śląska jako bogatego regionu. Warto jednak pamiętać, że bogaci byli właściciele kopalń, a nie pracujący w nich górnicy. To nie był region, w którym robotnicy mieli jakąś szczególnie wysoką pozycję. Strajki na tle narodowym przenikały się tu ze strajkami robotniczymi.

Ślązacy, którzy znaleźli się w Hiszpanii, wywodzili się z nurtów lewicowych.

To byli socjaliści, ale też komuniści. Była i grupka osób, które nie miały doświadczenia politycznego. Hiszpania dla tych wszystkich ludzi okazywała się wówczas ciekawym wyborem. Wielu z domu wygnał kryzys, a potem nabrali przekonania, że trzeba walczyć z faszyzmem, bo trzeba walczyć ze złem. Niektórzy upolityczniali się po tym, jak Hitler doszedł do władzy - Zabrze, wówczas Hindenburg, za rządów Hitlera było jednym z niemieckich centrów ruchu antyfaszystowskiego.

Fascynuje mnie droga, którą część z nich przebyła. Wymagająca wielkiego samozaparcia. Tych ochotników nikt nigdzie nie wysyłał, sami podejmowali decyzję i wyjeżdżali na wojnę. Przechodzili na własną rękę przez wszystkie dzielące Polskę i Hiszpanię granice, szli przez Pireneje.

Cytuję w książce słowa młodego chłopaka o nazwisku Kleczko, który pisze do swojej rodziny, że o żebraczym chlebie przedzierał się przez Europę. Ten list został przechwycony przez policję w 1937 roku. Bardzo mnie jego słowa łapią za serce.

Dokumenty Jerzego Pilcha (fot. Archiwum Państwowe w Katowicach)
Dokumenty Jerzego Pilcha (fot. Archiwum Państwowe w Katowicach)

Kleczko i inni jechali do Hiszpanii z powodów ideologicznych? Na wojnę ze złem?

Tak, to był wybór ideowy, ale warto podkreślić, że w drugim planie majaczył kryzys. Europa dopiero powoli zaczynała sobie z nim radzić, ale na Śląsku wciąż było bardzo biednie. Perspektywy pracy, jej warunków, płacy były fatalne. To z pewnością przyspieszało decyzję o wyjeździe.

Pamiętajmy też, że część Ślązaków, którzy znaleźli się w Hiszpanii, miała już za sobą epizod emigracji, głównie we Francji.

To ta emigracja, którą znamy dzięki życiorysowi Edwarda Gierka. Jego rodzina również wyemigrowała do Francji, on potem wrócił.

We Francji według danych z 1936 roku znalazło się pół miliona Polaków. Wyjechali z powodu biedy w kraju. Błyskawicznie dostosowali się do warunków zachodnich, bardzo szybko się laicyzowali, wydawali gazety w sporych nakładach. To fascynujące zjawisko i kolejny temat, który wymaga zbadania, pogłębienia, prześledzenia, przeczytania dokumentów i napisania książki.

Ta emigracja była szkołą życia, ale też szkołą uświadamiania, co widać we wspomnieniach emigrantów. Opisują, jak uczyli się przejmować za siebie odpowiedzialność i organizować się. Jeden z nich, o nazwisku Zgraja, pisze: "dumni byliśmy, że mamy mądrych ludzi z szeregów robotniczych".

Wielu spośród tych, którzy znaleźli się w Hiszpanii, wywodziło się z Francji, inni przyjechali bezpośrednio ze Śląska. Czy walczyli razem z dąbrowszczakami?

Nie wszyscy. Ślązacy, o których piszę, walczyli także w czeskich i niemieckich jednostkach ochotniczych. Byli również członkami anarchistycznych oddziałów, bo w Hiszpanii znalazła się spora grupa niemieckich anarchistów ze Śląska. Ślązaków można było więc znaleźć we wszystkich jednostkach, z całym spektrum politycznym. Przerzucano ich z polskich do niemieckich oddziałów i odwrotnie, co wiązało się ze znajomością języków - często byli wielojęzyczni i pracowali jako tłumacze.

fot. Archiwum Państwowe w Katowicach
fot. Archiwum Państwowe w Katowicach

Jak oni się czuli w Hiszpanii? Ci, którzy trafili tu ze Śląska, do tej pory przez wszystkie niedziele swojego życia na obiad dostawali kluski śląskie i modrą kapustę.

A tu nagle na kolację serwowano im sałatę i surową szynkę - nie bardzo im smakowały, są takie opisy. Nawet wino początkowo krytykowali. Ale przyzwyczaili się.

Największe wrażenie zrobiła na nich atmosfera zrywu. Opisywali robotników chodzących po ulicach z flagami, ręce zaciśnięte w pięści. Zafascynowani byli też klimatem. Sporo jest opisów słońca grzejącego nawet zimą, morza, gajów palmowych, oliwnych. Piękno Hiszpanii oswajało im, przynajmniej trochę, tę wojnę. Bo nie ma co ukrywać, wielu z nich wyjechało, nie mając pojęcia, czym jest wojna. I potem czasem się załamywali - widzieli krew, trupy, śmierć.

Wielu z nich miało najpierw dosyć romantyczną wizję wojny. Któryś z przytaczanych przez ciebie przyszłych żołnierzy, zanim przyjechał walczyć, pisał, że nie może się doczekać, aż trafi do Hiszpanii, i boi się, że zabiją mu wszystkich faszystów, nim tam dojedzie. A potem było zderzenie z okrucieństwem wojny.

Bardzo przejmujące są wspomnienia walczących Ślązaków, którzy obserwują śmierć swoich kolegów. To był dla nich ciężki szok. Nie wszyscy sobie z nim poradzili. Przytaczam wspomnienia jednego z żołnierzy, który został ranny, wyjechał do Francji na leczenie i już z niego nie wrócił. Okazało się, że wojna to nie jest jednak sytuacja z czytanek.

Ci, którzy zostali, bardzo się zahartowali. Przyzwyczaili się do wojennej rzeczywistości - o ile to w ogóle jest możliwe. Dużo jest opisów solidarności okopowej - to zjawisko znane z każdej wojny, pomaga przetrwać, ale też rodzi silne więzy. Do momentów załamania dochodziło, oczywiście, to był front, walka. Zdarzały się dezercje, zwłaszcza wiosną 1938 roku, gdy XIII Brygada Międzynarodowa im. Jarosława Dąbrowskiego została rozbita. To był trudny moment. Ale większość spośród śląskich ochotników dotrwała do końca wojny. Co ciekawe, nie zetknąłem się w relacjach z opiniami: "po co ja tam jechałem".

Skąd pochodzą przytaczane przez ciebie relacje śląskich uczestników hiszpańskiej wojny?

W Moskwie są zdigitalizowane archiwa Brygad Międzynarodowych - korzystałem z nich. To meldunki, ankiety, życiorysy. Przeglądałem też dokumenty śląskiej policji, są tam m.in. przechwycone przez nią listy z Hiszpanii. Jest też korespondencja walczących, która ukazywała się w prasie lewicowej.

fot. Archiwum Państwowe w Katowicach
fot. Archiwum Państwowe w Katowicach

Coraz częściej mówi się ostatnio o okrucieństwie, które zadawane było w czasie wojny domowej w Hiszpanii nie tylko przez frankistów, ale też przez obrońców Republiki. Czy masz takie relacje na temat Ślązaków? Jak oni się w tym odnaleźli?

Ochotnicy nie brali udziału w represjach skierowanych przeciwko ludności cywilnej. Nie ma też żadnej informacji o Ślązakach na przykład rozstrzeliwujących jeńców. Byli ideowcami, nie sprawdziliby się w roli nadzorców czy egzekutorów.

Co się stało z tymi, którzy przeżyli wojnę domową w Hiszpanii?

To byli ludzie zmęczeni psychicznie i fizycznie. Zdrowie im szwankowało. A trzeba pamiętać, że po wojnie w Hiszpanii czekała ich od razu druga wojna światowa.

Ci niemieckojęzyczni trafili potem głównie do NRD i tam zajmowali często wysokie stanowiska w aparacie państwowym. Byli też wśród nich kompozytor i pisarz. Ciekawa mieszanka. Ci, którzy wrócili do Polski, w aparacie władzy znaleźli się raczej na niższych stanowiskach. Byli też tacy, którzy wrócili do pracy w hucie. A jeden został po wojnie konsulem w Lyonie.

Wielu osiadło w Hiszpanii?

Do dzisiaj żyje w Andaluzji rodzina Józefa Gromady z Rudy Śląskiej. On został wzięty do niewoli, wcześniej ożenił się z Hiszpanką. Ale po wielu ludziach ślad się urwał. Nie ma żadnych dokumentów.

Książka Dariusza Zalegi ukazała się nakładem Wydawnictwa Czarne (mat. prasowe)
Książka Dariusza Zalegi ukazała się nakładem Wydawnictwa Czarne (mat. prasowe)


Książkę "Śląsk zbuntowany" możesz kupić w Publio.pl>>>


Dariusz Zalega.
Ur. 1974. Dziennikarz, doktorant w Instytucie Historii Uniwersytetu Śląskiego, reżyser filmów dokumentalnych, organizator wydarzeń kulturalnych. Pasjonat historii Śląska, ruchu robotniczego i czeskich piw. Prowadzi fanpage Zbuntowany Śląsk.

Dominika Buczak. Dziennikarka, współautorka książek "Gejdar" oraz "Pan od seksu". Autorka powieści "Plac Konstytucji". Pracuje nad jej kontynuacją. Publikuje między innymi w "Wysokich Obcasach", "Ja My Oni", "Urodzie życia". Specjalizuje się w wywiadach i reportażach. Najbardziej interesują ją historie wykluczonych, słabszych, bardziej kruchych. Im chce dać głos.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (79)
Zaloguj się
  • karrampa

    Oceniono 9 razy 1

    Gdyby całe Niemcy były w większości katolickie, a nie protestanckie, to NSDAP z Hitlerem nie miałaby żadnych szans by dojść do władzy.

    'Katolik? Nie głosowałem na Hitlera! (mapa)'

    Zresztą już tzw. 'czarownice' też palili głównie protestanci:
    - liczba egzekucji w całej Europie - ok. 35000
    - w tym w Cesarstwie (Niemcy, Niderlandy, Szwajcaria, Lotaryngia, Austria i Czechy) - ok 25000-30000.

  • qznia

    Oceniono 8 razy 0

    Międzynarodowe Brygady założone prowadzone i zinwigiligowane przez sowieckich morderców.
    Wojna dwóch totalitaryzmów hitlerowskiego i komunistycznego wykorzystywała ciemny lud.
    200 Ślązaków w Hiszpanii - na kilka milionów mieszkających na tym terenie to nawet nie kropla w oceanie .
    Pisanie ze ochotnicy nie mordowali cywili księży itp jest mitem jak szlachetny Wermacht.
    Co dół dach robią na wojnie - walca i ratują.
    Nie róbcie z nich swietych

  • pawelo73

    Oceniono 5 razy 1

    o tym są artykuł na wybiórczej może napiszcie coś o odbicie więźniów w Puławach 24 kwietnia 1945 r., bitwa pod Kuryłówką 6–8 maja 1945 r., 24 maja 1945 r. bitwa w Lesie Stockim, 18 sierpnia 1945 r. bitwa w Miodusach Pokrzywnych, 4 / 5 sierpnia 1945 r. akcja w więzieniu w Kielcach itd...

  • dziadwawelski

    Oceniono 15 razy -3

    Ciekawe ilu szybko wróciło kiedy już na miejscu przekonali się, że są marionetkami rzucanymi w ogień przez bolszewików czy to przybyłych od wójka Stalina czy to lokalnych jak ten naćpany " president republiki" ;-))))) Niewielu wróciło ??? To już wiadomo dlaczego i po co tam pojechali ;-))))

  • euzebiusz50

    Oceniono 4 razy 0

    Najbardziej interesują ją historie wykluczonych słabych i wszystko gra tylko 200 ludzi nie wybudowało żadnej historii.

  • kozieradka2012

    Oceniono 8 razy 0

    Wtedy przez granice przechodziły czerwone ludziki, a w naszych proekologicznych czasach zielone.

  • tradycja_krotkiej_reki

    Oceniono 8 razy 2

    Mit dupowatości Śląska najlepiej rozważyć w kontekście samego Śląska. Proste porównanie miast śląskich (poza Katowicami, bo to niejako okno wystawowe). Bytom, Ruda Śląska, Chorzów, Świętochłowice i porównać to do innych miejscowości w Polsce.

    Uprzedzając radosny kwik w obronie tychże. Tak, upadł tam przemysł po przemianach ustrojowych. Tak jak zresztą wszędzie. Kraków też pożegnał się z cukrownią, zakładami Solvaya i wieloma innymi tego typu zakładami. To samo można odnieść do wielu innych miast. Tak samo również "wysysa" te miasta Warszawa. Różnica jest taka, że jak na klatce schodowej w Krakowie wypali się żarówka, to w najgorszym wypadku ktoś poinformuje administrację, a często sam ją wymieni. Na Śląsku będą czekać, aż żarówka sama się wymieni. A do czasu, aż sama się wymieni dobrze jest ponarzekać. Na "goroli", "hadziajów", Warszawę i dowolnie wybraną rzecz, którą można straszyć śląskie dzieci. Np. dentystę, który też chyba nie jest tam zbyt popularną usługą ;-)

    Oczywiście nie można zapomnieć o jakże uroczym poglądzie, jakoby za PRL to Śląsk utrzymywał wszystko i wszystkich. Nie rozstrzygając tego zagadnienia zwrócę jedynie uwagę, że to na Śląsku było najlepsze zaopatrzenie i gdy reszta kraju oglądała puste półki, to na Śląsku zaopatrzenie dla górników musiało być cały czas zapewniane.

  • beton44

    Oceniono 14 razy 2

    Ach - członkom i członkiniom wesołej gromadki Adama Ozjaszowicza - aż łezki w oczach się zakręciły - wspomniały się opowieści z czasów burzliwej rewolucyjnej działalności - dziadków i pradziadków co samego znali Stalina...

  • facio60

    0

    Pyrsk😂

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX