Ludzie, którzy dopuszczają się bardzo okrutnych morderstw, często nie są wcale chorzy psychicznie

Ludzie, którzy dopuszczają się bardzo okrutnych morderstw, często nie są wcale chorzy psychicznie (fot. Shutterstock)

wywiad gazeta.pl

"Seryjni mordercy, z którymi rozmawiałem, byli nieśmiali. Ale potem się rozkręcali"

Czyny tych osób są nam tak obce, że postrzegamy je jak indywidua z kosmosu. A prawda jest taka, że oni są zwyczajni i każdy z nas, w odpowiednich warunkach, mógłby zrobić coś takiego - mówi Łukasz Wroński, psycholog i profiler.

18-latek z Ząbkowic Śląskich morduje siekierą rodziców i siedmioletniego brata. W mediach pojawiają się wypowiedzi zaskoczonych znajomych, którzy mówią, że to cichy i spokojny chłopak, który zawsze mówił "dzień dobry". Standard. O Kajetanie P. mówili: wyglądał na dobrego chłopaka, o Jakubie A., który latem zamordował 10-latkę z Mrowin - że był bardzo miły.

Zaskakujące, bo kulturalni ludzie nie powinni zabijać, tak? A najlepiej, żeby zawczasu dało się to przewidzieć, temu zapobiec? 

Najlepiej. 

Myślenie życzeniowe. Ludzie, którzy dopuszczają się bardzo okrutnych morderstw, często nie są wcale chorzy psychicznie, chociaż ich okrucieństwo sugeruje przeciętnemu człowiekowi, że to musi być obłęd. Bo jak ktoś może zabić kobietę, obciąć jej piersi, a potem kopulować z jej zwłokami? Z góry zakładamy, że musi być chory psychicznie?! 

O kim pan teraz mówi?

O "Wampirze z Baranowa". On już jest na wolności, ale jak widać, na razie nikogo na szczęście nie zabił.

Życie byłoby prostsze i czulibyśmy się bezpieczniejsi, gdyby tacy szaleńcy czy zwyrodnialcy - jak się ich powszechnie nazywa - nie byli uprzejmi, grzeczni i nie mówili tego "dzień dobry".

A to jest myślenie na skróty. Wyjątkowo okrutni mordercy cierpią często na zaburzenia osobowości, których na pierwszy rzut oka nie widać. Człowiek postronny - sąsiad czy kolega z pracy - niczego niepokojącego nie dostrzeże. Poza tym w psychologii funkcjonuje coś takiego, jak efekt aureoli, który seryjni zabójcy wykorzystują. Ponieważ każdego dnia człowiek mieli w głowie szalenie dużo informacji, dąży do uproszczeń i szybkiego wyciągania wniosków na temat innych ludzi. Jedną pozytywną cechę często automatycznie "rozciągamy na całego człowieka", negatywną tak samo. Ten mechanizm psychologiczny służy nam do szybszego decydowania o zakresie naszej dalszej interakcji z innymi ludźmi. Wszyscy to robimy, np. kobieta w okienku na poczcie będzie niesympatyczna i burknie na panią.

26.09.2002 OPOLE  UL. SADOWA ARESZT SLEDCZY. CELA WIEZIENNA DLA SZCZEGOLNIE NIEBEZPIECZNYCH WIEZNIOW  FOT. RAFAL MIELNIK / AGENCJA GAZETA PLYTA OPOLE NR 050
Wyjątkowo okrutni mordercy cierpią często na zaburzenia osobowości, których na pierwszy rzut oka nie widać (fot. Rafał Mielnik / AG)

Uznam, że to wredna baba.

Oczywiście! A Ted Bundy zakładał gips na rękę i się uśmiechał do studentki, a ona uznawała, że jest sympatyczny, więc skoro ma złamaną rękę i prosi o pomoc we włożeniu książek do samochodu - ochoczo mu pomagała. Tymczasem on w ten gips włożył klucz francuski. Uderzał nim kobietę w głowę, chował ją do bagażnika i odjeżdżał. 

A potem mordował.

Mordował. A był postrzegany jako osoba sympatyczna z powodu uproszczeń i uogólnień, jakie wszyscy stosujemy. Na co dzień wielu rzeczy po prostu nie dostrzegamy. I też wcale się nie zastanawiamy, czy nasz sąsiad morduje i gwałci ofiary po śmierci. Na szczęście większość osób o zaburzonej osobowości aż takich czynów się nie dopuszcza. Oni biją żony, znęcają się nad podwładnymi w pracy albo żyją jako bezdomni, bo nie są w stanie się dostosować do wymogów społeczeństwa.  

Ci, którzy popełniają wyjątkowo drastyczne morderstwa, połączone z dehumanizacją zwłok ofiary, bardzo często mają skłonności sadystyczne, zarówno emocjonalne, jak i seksualne. To są ludzie, których przemoc podnieca w kontekście seksualnym, a dodatkowo czerpią też przyjemność emocjonalną z cierpienia drugiej osoby. Zadając ból, katując - odzyskują poczucie władzy, kontroli i mocy. Na co dzień tego w życiu nie mają, a bardzo takiego uczucia potrzebują. W ten sposób sobie kompensują ów brak.

Osoby, o których rozmawiamy, są też często frustratami. O Kajetanie P. wiemy z doniesień prasowych, że był osobą niezwykle narcystyczną. Miał bardzo wysokie aspiracje, a pracował jako bibliotekarz - to nie był szczyt jego ambicji życiowych. Narastała więc w nim frustracja. U takiego człowieka przychodzi dzień, kiedy czynnik spustowy - impuls, jedno, konkretne zdarzenie, często błahe - przelewa czarę goryczy. I ktoś taki morduje, co daje mu poczucie chwilowej ulgi, satysfakcji. Sprawia przyjemność. Tak właśnie mogło być w przypadku Kajetana P. On też był postrzegany jako sympatyczny chłopak, tymczasem jego największym idolem był Hannibal Lecter. 

Mówi pan o czynnikach spustowych - taki czynnik zadziałał w przypadku Samuela Nowakowskiego, który zamordował siekierą przypadkową 10-latkę. Nie znał dziecka. Nie planował zbrodni. Zamordował, bo chwilę wcześniej dowiedział się, że nie przysługuje mu już zasiłek dla bezrobotnych. 

Większość morderstw dzieje się dlatego, że sprawca chce wyładować silne emocje. Najczęściej to nie są wymyślne, zaplanowane wcześniej intrygi. W sprawie, o której pani mówi, ofiarą było dziecko. Ale to był przypadek. Chodziło o rozładowanie frustracji. Typ ofiary był pewnie obojętny.

Pan badał m.in. seryjnych morderców.

U nich fantazje o zbrodni ewoluują latami. Pojawiają się te o odebraniu komuś życia -  dają poczucie mocy i stanowią podnietę seksualną. Torturowanie, mordowanie - to wszystko ma im dostarczyć siły, mocy, władzy. Kiedy taka osoba morduje pierwszy raz, "nie najada się do syta". Chce więcej i więcej. 

12.09.2010 BIALYSTOK , ZAKLADANIE KAJDANEK NA RECE , ARESZTOWANIE PODEJRZANEGO O PRZEZTEPSTWO . FOT . AGNIESZKA SADOWSKA  / AGENCJA GAZETA
Większość morderstw dzieje się dlatego, że sprawca chce wyładować silne emocje (fot. Agnieszka Sadowska / AG)

"Nie najada się do syta". To brzmi po prostu koszmarnie. 

Bo morderstwo to jest dla nich nasycenie.

Nie odrzuca pana od takich osób? 

Gdyby mnie odrzucało, tobym nie wykonywał swojego zawodu. Jestem profilerem. Żeby lepiej zrozumieć sprawców, rozmawiałem z nimi na oddziałach sądowych szpitali psychiatrycznych i jeździłem do więzień. Seryjnych morderców jest niewielu. Ja przeprowadziłem pogłębione, wielogodzinne rozmowy z ośmioma. 

Opowie mi pan o nich?

Bez nazwisk, ale opowiem. Pierwszy seryjny, z którym rozmawiałem, to był mężczyzna, który mordował starsze panie oraz gwałcił i dusił krowy. Człowiek z zaburzoną osobowością, diagnozowano u niego m.in. osobowość dyssocjalną. Takie zaburzenie występuje u większości osadzonych w zakładach karnych.

Na czym polega?

Mówiąc po ludzku - to są urodzeni bandyci. Osoby o małej empatii, które zasady moralne mają gdzieś i postrzegają świat na zasadzie "ja - oni". I ci "oni" są na świecie tylko po to, żeby ich wykorzystywać do własnych celów. Rzadko kiedy jednak sprawcę da się włożyć tylko do jednej szufladki diagnostycznej. Są różne typy zaburzeń osobowości, np. narcystyczne, borderline i wiele innych.

A wracając do tego konkretnego seryjnego mordercy - prócz osobowości dyssocjalnej miał też rys schizoidalny. Tacy ludzie są wycofani z kontaktów społecznych. Żyją w świecie swoich fantazji, mają problem z poznaniem partnera czy partnerki, wejściem z innym człowiekiem w relację intymną i emocjonalną. Często są aseksualne lub idą w kierunku instrumentalnego seksu, np. są fetyszystami. Tamten mężczyzna na początku zaspokajał swoje potrzeby seksualne, gwałcąc kurczaki. Potem ukręcał im głowy, żeby je dobić. Wtedy wykształciło się u niego takie skojarzenie, że satysfakcję seksualną daje nie tylko sam gwałt, ale też skręcanie główki. Będąc nastolatkiem, doszedł do wniosku, że może większą satysfakcję dadzą mu większe zwierzęta, więc zaczął zaduszać krowy, przy tym je gwałcąc. A kiedy miał 18 lat, doszedł do wniosku, że fajnie by było zobaczyć, jak to by było z kobietą. Zgwałcił starszą panią, a potem ją udusił. W międzyczasie ciągle gwałcił krowy i był w tym metodyczny, natomiast zabójstwa kobiet były czynami epizodycznymi. Na przykład któregoś razu jechał rowerem po zakupy. Teren pusty, a on widzi samotną kobietę. Zapaliło mu się światełko. Mówił, że to było spontaniczne. Że traktował to jak film. Czuł, jakby mu się pstryczek przełączył w głowie. Nie planował, że to się stanie, a działo się. 

Chętnie panu o tym opowiadał?

Nie! A tego się nie spodziewałem. Byłem przekonany, że seryjni zabójcy chętnie mówią o swoich czynach. W USA tak to wygląda, ale widocznie tam całe społeczeństwo ma potrzebę parcia na szkło, włączając morderców. Myślałem, że pierwiastek narcystyczny zwycięży albo że będą chcieli rozmawiać z nudów, ponieważ w więzieniu nie mają wielu rozmówców ani rzeczy do robienia. Ale nie. Oni są często nieśmiali. 

Nieśmiali?

Tych ośmioro, z którymi ja rozmawiałem - tak. Byli wycofani. O swoich czynach nie opowiadali chętnie. 

Wstydzili się?

Rozmawianie o sprawach intymnych, o funkcjonowaniu seksualnym, nie jest łatwe. W każdym razie: kiedy już decydowali się na rozmowę, to się rozkręcali. Z tamtym mężczyzną rozmawiałem dziewięć godzin. 

Co pana podczas tych rozmów najbardziej zaskoczyło? 

Na samym początku wychodziłem z założenia, że każdy sprawca, który popełnia seryjnie morderstwa, jest metodyczny i wysoko zorganizowany. 

Tak to jest przedstawiane w filmach.

Tak. W filmach czy powieściach seryjni mordercy zawsze bardzo dobrze przygotowują się do morderstw, mają określony typ ofiary, określone metody działania, prawie zawsze powtarzalne. Z moich rozmów i badań wynikło jednak coś innego - co najmniej 40 procent sprawców działa spontanicznie. Nazwałem ich sprawcami epizodycznymi. Oni nie mają w głowie określonego planu działania. Nie wybierają wcześniej terenu łowieckiego. 

07.09.2016 Bydgoszcz , Areszt Sledczy , Waly Jagiellonskie 4 .  Fot. Lukasz Antczak / Agencja Gazeta
Ci, którzy popełniają wyjątkowo drastyczne morderstwa, często mają skłonności sadystyczne (fot. Łukasz Antczak / AG)

Teren łowiecki - co za sformułowanie!

A jak inaczej to nazwać? Oni wyruszają na polowanie! I około 40 procent z nich ma w głowie tylko zarys swoich fantazji. Bez określonego planu.

Jeden z seryjnych morderców zabijał na przykład zawsze po kłótniach ze swoją żoną. Wychodził wtedy z mieszkania i atakował kobiety. Najczęściej te, które mu przypominały z postury żonę. Sprawcy epizodyczni atakują blisko miejsca zamieszkania, wypoczynku czy pracy. Wiedząc, gdzie weszli w kontakt z ofiarą, można więc czasem przewidzieć, gdzie mogą mieszkać. Tak właśnie opracowywałem metodę profilowania psycho-geograficznego w polskich realiach. Za granicą były już takie badania, są nawet programy komputerowe do tego typu analiz.

Niech mi pan jeszcze opowie o tamtym mężczyźnie, który zabijał staruszki i gwałcił krowy. Czy kiedy siedział w więzieniu i miał dużo czasu na myślenie - żałował?

Nie. Uważam, że nie. Przy osobowości dyssocjalnej lub schizoidalnej mechanizm żalu jest przytępiony. To często ludzie chłodni emocjonalnie. Poza tym osoby, które popełniają takie czyny, stosują bardzo często mechanizm racjonalizacji. Na poziomie mentalnym człowiek jest w stanie sobie wszystko zracjonalizować. Myślę choćby o eksperymencie Milgrama, który pokazał, że "na rozkaz" można drugiego człowieka porazić prądem na śmierć. Mordercy z Auschwitz mówili przecież na procesach, że oni...

"...tylko wykonywali rozkazy". Pańscy rozmówcy w więzieniach nie mogli sięgać po ten argument. Zabijali z własnej woli. Nikt temu człowiekowi nie kazał mordować staruszek!

To było zaspokojenie jego wewnętrznych potrzeb, które sobie po swojemu usprawiedliwił. Jak to pani wytłumaczyć? Może zrobimy tak: ja jestem tym sprawcą. A pani niech mi wytłumaczy, dlaczego ja nie mogę mordować ludzi. 

Jak to dlaczego? Bo to jest obiektywnie złe!

Może dla pani! Dla mnie - nie! Kto powiedział, że nie można pozbawić życia innej osoby? Ja wcale tak nie uważam. Przecież każdy kiedyś umrze. Poza tym świat jest przeludniony i tak skonstruowany, że silniejszy zabija słabszego. Lew poluje na antylopę, a ja - na ludzi. Ludzie ciągle się zabijają, na przykład na wojnach.

Tak mówili ci, z którymi pan rozmawiał?

Każdy sprawca zawsze znajdzie jakieś wytłumaczenie. 

Jakich jeszcze seryjnych morderców pan poznał?

Był chłopak, który mieszkał w biedzie. To go bardzo frustrowało. Miał zaburzoną osobowość, dla rozładowania emocji i dla zabawy zaczął mordować bezdomnych. Jednego dusił folią, innemu skakał po głowie. W jego przypadku nie było tła seksualnego. To był sprawca skupiony na emocjach. Typowy sadyzm emocjonalny: zabijając, dostarczał sobie poczucia władzy i mocy i czerpał z tego satysfakcję.

Inny gwałcił seryjnie - zdarzało mu się atakować pary i na oczach mężczyzny gwałcić kobietę, by dodatkowo ich upokorzyć. Dwie kobiety zamordował. On był wielokrotnym mordercą. W kryminologii rozróżnia się morderców seryjnych i wielokrotnych. Ci pierwsi zabijają z potrzeby zabijania. Drudzy zaspokajają inną potrzebę, a zabijają przy okazji. Mężczyzna, o którym mówię, seryjnie gwałcił, a zabił dwa razy.

Dlaczego?

On akurat cały czas szedł w zaparte, że go wrobiono, że w miejscach zbrodni podrzucono materiał DNA, więc trudno było uzyskać od niego szczerą odpowiedź. W jednym wypadku z pewnością próbował przełamać opór ofiary. Mógł też chcieć zobaczyć, jak to jest kogoś zabić. Sprawdzić, jakie to uczucie. 

Straszna jest ta nasza rozmowa. Słabo mi się robi.  

To naturalne.

Ale z drugiej strony ludzie lubują się w oglądaniu filmów o seryjnych mordercach i czytaniu o nich. Dlaczego? Wszyscy jesteśmy po części psychopatami? 

Ja bym wolał zostać przy pani przypadku. Dlaczego pani ze mną przeprowadza ten wywiad? 

No jak to - dlaczego? Jestem dziennikarką.

Ktoś pani ten temat narzucił?

11.07.2017 Lodz . Areszt sledczy przy ulicy Smutnej .  Mury wiezienia i aresztu . Straznik wiezienny . Fot. Tomasz Stanczak / Agencja Gazeta
Areszt śledczy w Łodzi / zdjęcie ilustracyjne (fot. Tomasz Stańczak / AG)

Nie. 

Ciekawe, prawda? Że akurat sama z siebie zafascynowała się pani tematem seryjnych zabójców i wypytuje mnie o te wszystkie okropieństwa. Ja po prostu mam taką, a nie inną pracę i pomagam policji łapać sprawców okrutnych zbrodni. Ale jak wracam do domu, to już sobie nie czytam o seryjnych zabójcach, tylko gram z dziećmi w gry planszowe.

A ja wybrałam taki temat, bo zaintrygowało mnie, że o okrutnych mordercach ciągle czytam, jacy byli sympatyczni i że mówili "dzień dobry". Chciałam się dowiedzieć dlaczego. A poza tym mam przekonanie, że duża część czytelników interesuje się naturą zła.

Proszę się nie tłumaczyć! Ile ludzi, tyle będzie tłumaczeń (śmiech). Dlaczego ludzie interesują się sprawcami okrutnych morderstw? Część się zastanawia, tak jak pani, jak to możliwe, że "normalny człowiek" jest w stanie dopuścić się okrucieństwa, i ma potrzebę zrozumienia tego. Inni chcą oswoić swój strach. Patrząc na to z punktu widzenia psychologicznego, taką funkcję spełniają też domy strachów czy kasowe filmy, w których głowy odcina się piłą. Oswajamy strach i śmierć, ale w bezpiecznych warunkach. W dawnych czasach, kiedy panowała epidemia czarnej śmierci, śpiewano taką piosenkę: "Kółko graniaste, czworokanciaste, na kogo wypadnie - na tego bęc". Oswajanie śmierci funkcjonuje bardzo mocno w naszej kulturze. A w Meksyku się ucztuje na grobach bliskich. 

A ja byłam przekonana, że poszukiwanie coraz to nowych informacji: jak zabił, czym zabił, czy odciął głowę albo zjadł zwłoki - to jednak fascynacja.  

Ale co to dla pani znaczy ta fascynacja? Nastolatki często chętnie chodzą do kin na te wszystkie krwawe filmy i chichoczą podczas seansu. Oswajają strach. Przeżywają katharsis swego rodzaju. A czy jakiś rodzaj fascynacji się przy tym pojawia? Może i tak. Na pewno są takie osoby, które czerpią przyjemność emocjonalną, interesując się seryjnymi zabójcami, bo dostają zastrzyk adrenaliny. Są też tacy, których te tematy interesują ze względu na samych sprawców, którzy łamią tabu społeczne i robią rzeczy tak straszne i okrutne, że wywołują one psychozę strachu. Opowieści o wilkołakach nie wzięły się znikąd. Gdzieś, kiedyś, w dawnych czasach ktoś zamordował i zbezcześcił zwłoki kilku osób i tak wymyślono np. postać wilkołaka czy wampira, który miał nawiedzać okolice i zabijać. Bo "normalny człowiek" czegoś takiego by przecież nie zrobił. Kuba Rozpruwacz zamordował pięć kobiet w dzielnicy, gdzie prostytutki były nagminnie mordowane przez alfonsów. Ale to na jego temat napisano najwięcej książek. Kuriozum, prawda?

Prawda!

Czyny tych osób są nam tak obce, że postrzegamy je jak indywidua z kosmosu. A prawda jest taka, że oni są zwyczajni i każdy z nas, w odpowiednich warunkach, mógłby zrobić coś takiego.

No nie!

No tak! Czyny seryjnych morderców wynikają z naszych, ludzkich, mechanizmów psychologicznych. Tyle że zaburzonych. Kiedy nasze normalne skłonności ulegają przekształceniu, tak to właśnie wygląda.

Ale to nie oznacza, że każdy z nas by mógł coś takiego zrobić przecież! 

To cały czas jest element naszej ludzkiej natury! Tyle że tej mniej fajnej, o której staramy się nie myśleć. Morderstwo jest jedną z opcji, którą dysponujemy w sytuacji, gdy jesteśmy "przyciśnięci do muru". Ludzie często wykazują wtedy zachowania agresywne lub autoagresywne. W historii świata dosyć dobitnie to widać, przyzna pani? Na kartach książek historycznych trup ścieli się gęsto, a podczas wojen dochodzi do najwymyślniejszych okrucieństw. Tylko na co dzień my nie lubimy o tym myśleć.

Nie lubimy. Na koniec chciałabym się jeszcze dowiedzieć, czy jest coś, co pan usłyszał podczas rozmów z seryjnymi mordercami, i co do dzisiaj mocno zostało panu w głowie?

Ten sprawca, który mordował staruszki i gwałcił krowy, po dziewięciu godzinach mnie spytał: "Bada pan takich jak ja? Rozmawia pan z nimi?". Odpowiedziałem, że tak. A on na to: "To ilu nas jest? Pewnie niewielu?". Zanim udzieliłem odpowiedzi, sam stwierdził: "Jestem wyjątkowy" - i wyszedł. Odpowiedział sobie na swoje pytanie z uśmiechem na ustach. Zrobiło to na mnie wrażenie, dla niego był to swoisty powód do dumy.

Łukasz Wroński. Psycholog, profiler, autor książek "Seryjni i wielokrotni mordercy" oraz "W umyśle mordercy".

Anna Kalita, absolwentka politologii na Uniwersytecie Wrocławskim, dziennikarka. Współpracowała m.in z Gazetą Wyborczą Wrocław, Dziennikiem Polska Europa Świat i Dziennikiem Gazetą Prawną oraz UWAGĄ! TVN. W 2016 roku nominowana do Grand Press w kategorii dziennikarstwo śledcze za materiał "Tu nie ma sprawiedliwości" o krzywdzie chorych na Alzheimera podopiecznych domu opieki.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (81)
Zaloguj się
  • boczarek

    Oceniono 27 razy 15

    Widzę że w komentarzach wysyp studentek psychologii i ludzi kupujących Charaktery. Każdy wie lepiej, a bohater artykułu to debil. Naród ekspertów. "Spokojnie, zmieścisz się.."

  • jozinzpolski

    Oceniono 16 razy 14

    "O Kajetanie P. wiemy z doniesień prasowych, że był osobą niezwykle narcystyczną. Miał bardzo wysokie aspiracje, a pracował jako bibliotekarz - to nie był szczyt jego ambicji życiowych. Narastała więc w nim frustracja."
    Strzeż się bibliotekarzy !!
    "Jarosław Kaczyński w latach 1982-83 jako doktorant prawa pracował w Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego. W BUW podawał książki. "Pamiętam jego niepozorną sylwetkę bibliotekarza" - napisze po latach jego późniejszy partyjny współpracownik, Andrzej Anusz (cyt. za: "O jednym takim..."). Dla samego Kaczyńskiego, jak pisze Zaremba, to wspomnienie traumatyczne.
    wiadomosci.wp.pI/sekrety-prezesa-pis-6038641396888193g/7

  • fiqumiku

    Oceniono 23 razy 9

    Wypowiada się praktyk i osoba doświadczona, a na forum kilku ekspertów od siedmiu boleści wylewa swoje kompleksy. Ludzie, nic nie musicie pisać jak nie macie nic do powiedzenia. Weźcie się z coś pożytecznego - pomóżcie komuś, zbierajcie kasę z Owsiakiem... Napiszcie choć milego posta

  • felicjan.dulski

    Oceniono 8 razy 6

    Na "szczęście" znacznie bardziej prawdopodobne jest to, że ktoś zostanie rozjechany na przejściu przy zielonym świetle, niż że zostanie ofiarą seryjnego mordercy.

  • bialywywiad

    Oceniono 5 razy 5

    Polecam profil Kronika Kryminalna na FB. Niezłe opowieści.

  • cirrus4

    Oceniono 4 razy 4

    Są jeszcze mordercy emocjonalni. Oni też często mają uroczy uśmiech, są przyjacielscy, ale wszystko to przykrywka dla pozniejszego znecania sie na drugim czlowieku, co nieraz doprowadza ich do ruiny, zabija ducha. Psychopaci sa wsrod nas.

  • rumpa

    Oceniono 9 razy 3

    Nie wiem, na jakiej zasadzie wychodził z założenia że sprawca jest metodyczny i przygotowany, skoro świadomość istnienia zorganizowanych i niezorganizowanych ma już pewnie kilkadziesiąt lat. Nie, nie każdy, pan chyba przespał odkrycia w neurologii o działaniu mózgu , wielkości ciała migdałowatego i zadziwiająco częste silne urazy mózgu w historii medycznej. Abstrahując od nader ciekawej historii rodzinnej takich panów i rzadziej - pań. Jak na przykład wielokrotne gwałty na nich - mam na myśli kazirodcze, na rodzeństwie, za które o dziwo te potwory czuły się odpowiedzialne, łamanie paluszków mamusi na oczach dzieci, bicie do nieprzytomności - znowu urazy mózgu?, tudzież albo życie seksualne na poziomie w zasadzie nie wiem czego - mamusia kopuluje z klientami na oczach dzieci albo wprowadza synka w ars amandi, tatuś gwałci córeczkę, albo dla odmiany - ciężkie fiksacje religijne że seks i kobiety i w ogóle cały świat to zło. Zazwyczaj wszystko na raz. Podlewane czystą pogardą i nienawiścią.
    Od czasu do czasu trafiają się zapewne, że tak powiem, samorodki.
    Jim Clemente podsumował to następująco - DNA ładuje broń, wychowanie i emocje wybierają cel ale to doświadczenia życiowe odpalają pocisk.

    A miły Kajtuś to raczej małpował - do bólu i ze szczegółami - Issei Sagawę a nie żadnego Lectera. Tylko Lectera wszyscy znają, a Sagawę, tylko koneserzy ;) znaczy nastawiał się na karierę medialną. Chętnie bym obejrzała wnioski z fMRI mózgu Kajtusia ale chyba w naszym kraiku nie ma tak skomplikowanych urządzeń.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX