Romy Schneider w filmie Kardynał z 1963 r.

Romy Schneider w filmie Kardynał z 1963 r. (fot. Otto Preminger Films / East News)

ludzie

Romy Schneider. Piękna, zdolna, nieszczęśliwa

Jako 16-latka stała się dobrem narodowym Niemiec. W wieku 20 lat miała wszystko - karierę, pieniądze i miłość. Dwie dekady później w jednym z ostatnich wywiadów mówiła o sobie: "Jestem nieszczęśliwą 42-letnią kobietą". Życie Romy Schneider to gorzka historia o tym, że ani sława, ani pieniądze nie są w stanie uleczyć smutku.

W swoim trwającym zaledwie 42 lata życiu zagrała w ponad 60 filmach. Jej talent docenili najpierw Niemcy, potem Francuzi i niemal cały świat. Ponad wszystko chciała kochać i być kochaną, ale prawdziwa miłość była tym, czego nigdy nie udało jej się zdobyć.

Niekochana przez rodziców, uwielbiana przez miliony

Zanim świat poznał ją jako Romy Schneider, była Rosemarie Magdaleną Albach-Retty. Córka pary aktorów - Magdy Schneider, z pochodzenia Niemki, i Austriaka Wolfa Albacha-Retty'ego - przyszła na świat 23 września 1938 roku w Wiedniu. Wychowywała się w Berchtesgaden, alpejskiej posiadłości położonej zaledwie dwa kilometry od kwatery Hitlera w Berghof. Jej matka, która zdobyła popularność, występując w nazistowskich filmach, aktywnie wspierała reżim Trzeciej Rzeszy, a z Führerem i Goebbelsem utrzymywała bliskie kontakty towarzyskie. Romy wspomniała po latach w jednym z wywiadów, że Magda miała romans z Hitlerem. Nie ma jednak na to dowodów - być może dziewczynka błędnie zinterpretowała przyjacielską relację.

Gdy Rosemarie miała cztery lata, jej ojciec opuścił rodzinę. Żadne z rodziców nie chciało opiekować się pociechą, dlatego dziewczynka trafiła najpierw pod opiekę babci, austriackiej aktorki Rosy Albach-Retty, a następnie do prowadzonej przez zakonnice szkoły przyklasztornej.

Romy po raz pierwszy wcieliła się w rolę Sissi w 1955 roku. Z lewej kadr z filmu 'Siss' (fot. flickr.com / domena publiczna)
Romy po raz pierwszy wcieliła się w rolę Sissi w 1955 roku. Z lewej kadr z filmu 'Siss' (fot. flickr.com / domena publiczna)

Dorosła Romy wspominała swoje dzieciństwo jako pozbawione rodzicielskiej miłości. Ojca-bonvivanta bardziej zajmowały kolejne romanse niż dorastająca córka. A Magda Schneider przypomniała sobie o niej dopiero wtedy, gdy uroda nastolatki zaczęła rozkwitać. Aktorka, która ze względu na swoją przeszłość była w powojennych Niemczech spalona, w niewinnej, ślicznej córce dostrzegła szansę na powrót do kariery. Po latach wyszło na jaw, że aby zrealizować swój plan, nie zawahała się przed niczym.

Andrzej Żuławski, z którym Romy w późniejszych latach współpracowała, twierdził, że Magda Schneider była kobietą despotyczną i gotową zrobić wszystko, by córka stała się sławna. "To ona Romkę zaprowadziła do tych starych producentów, do łóżek, żeby mała grała! Dwunastoletnią Romkę! I Romy mi to opowiedziała po pijaku, płacząc, że jej życie uczuciowe zostało wtedy zdemolowane" -  mówił w wywiadzie rzece reżyser. Żuławski zdecydował się wyjawić tragiczną przeszłość aktorki dopiero po jej śmierci, ona sama nigdy o tym nie mówiła. Przyznała za to w wywiadzie, w 1971 roku, że była molestowana seksualnie przez ojczyma, niemieckiego restauratora, Hansa Herberta Blatzheima. Matka nastolatki przymykała na to oko. Pozwalała także, żeby mężczyzna zajmował się karierą i finansami Romy. A ta już jako nastolatka zaczęła zdobywać wysokie gaże.

Debiut 15-letniej aktorki u boku matki w "Kiedy znów zakwitną białe bzy" w 1953 roku okazał się sukcesem. Natychmiast posypały się propozycje kolejnych ról. Wschodzącą gwiazdą zainteresował się reżyser i scenarzysta Ernst Marischka, który zaangażował ją do filmu "Victoria in Dover" (1954), gdzie Romy zagrała młodziutką władczynię Anglii, Wiktorię. Również ta rola została dobrze przyjęta, ale prawdziwy sukces był jeszcze przed aktorką.

Romy Schneider do końca życia zmagała się z wizerunkiem, który przylgnął do niej po roli cesarzowej Elżbiety Bawarskiej, nazywanej zdrobniale Sissi. Występ w bijącym rekordy popularności filmie kostiumowym w reżyserii Ernsta Marischki, u boku jednego z najbardziej pożądanych aktorów, Karlheinza Böhma, uczynił z nastoletniej Romy dobro narodowe Niemiec, ulubienicę udręczonych wojenną porażką rodaków. Seria "Sissi" pozwalała Niemcom choć na chwilę zapomnieć o klęsce i hańbie drugiej wojny, o zbombardowanych miastach i odpowiedzialności za śmierć milionów istnień.

Romy Schneider / Max and the Junkmen / 1971 directed by Claude Sautet Restricted to editorial use related to the film or the individuals involved (producers, directors, authors, actors, etc.)
Romy w 1971 roku (fot. East News)

Ale nagły rozgłos, który spadł na nastolatkę, wcale nie był dla niej komfortowy. Niekończące się wywiady i sesje zdjęciowe okazały się dla Romy przytłaczające. W dodatku szybko okazało się, że rola Sissi to ślepa uliczka. Po zagraniu w trzech częściach megaprodukcji o losach cesarzowej Romy miała dość. Choć planowano nakręcenie dziesięciu części, a za czwartą oferowano jej rekordową gażę miliona marek, Schneider nie ugięła się ani pod presją producentów, ani matki. Powiedziała "dość", bo bała się, że już na zawsze będzie kojarzona wyłącznie z jedną rolą. Czas pokazał, że do pewnego stopnia miała rację.

Zdolna i nieszczęśliwa

Romy Schneider wiedziała, że w Niemczech nigdy w pełni nie zdoła rozwinąć skrzydeł. Dlatego kiedy pojawiła się szansa na rolę w międzynarodowej produkcji - filmie "Christine" w reżyserii Pierre'a Gasarda-Huita, młoda aktorka nie zastanawiała się długo. Ta decyzja miała już na zawsze zmienić jej życie - tak zawodowe, jak prywatne. W "Christine" Romy po raz kolejny wcieliła się w postać słodkiej, niewinnej dziewczyny, a partnerował jej początkujący wówczas francuski aktor Alain Delon. Pewny siebie młodzieniec, który na paryskim lotnisku czekał na Romy z bukietem czerwonych róż, nie od razu przypadł aktorce do gustu. Ale z czasem opory ustąpiły i starszy o trzy lata Delon stał się miłością jej życia.

Początkowo para ukrywała swój romans. Udawało się to aż do pewnego dnia, kiedy Magda Schneider, niezapowiedziana, weszła do hotelowego pokoju córki i zastała ją w objęciach aktora. Kobieta nie była zachwycona. U boku córki widziała kogoś bardziej wpływowego niż debiutant bez grosza. Związek potępiła również niemiecka prasa, opisując romans ulubienicy tłumów z "galijskim kogucikiem" jako zdradę ojczyzny. Ale zakochana Romy za nic miała słowa krytyki. Głodna uczucia, szaleńczo rzuciła się w młodzieńczą miłość, poświęcając jej się bez reszty i nie bacząc na przeciwności.

Na planie kręconej w Wiedniu "Christine" Romy Schneider miała status gwiazdy, a Alain Delon był mało znanym, początkującym aktorem. Tymczasem w Paryżu role się odwróciły. Niemówiąca po francusku, nieznająca praktycznie nikogo Romy była zdana wyłącznie na swojego ukochanego. W dodatku kariera Delona nabierała rozpędu, a Schneider nie mogła uwolnić się od wizerunku słodkiej arystokratki. Narzekała na brak ciekawych propozycji, a filmy, w których się pojawiała, takie jak "Anioł na ziemi", okazywały się klapami. Ale kiedy już wydawało się, że przeprowadzka do Francji była błędem, los postawił na drodze Romy człowieka, który miał wywrzeć ogromny wpływ na jej karierę.

QFR: FESTIVAL DE CANNES 1962 - Alain Delon and Romy Schneider/0305121019  00295089
Romy Schneider i Alain Delon na Festiwalu w Cannes w 1962 roku (fot. East News)

Schneider poznała Luchino Viscontiego, gdy Alain Delon grał w filmie włoskiego reżysera "Rocco i jego bracia". To on jako pierwszy dostrzegł w aktorce kogoś więcej niż niewinną dziewczynę o twarzy lalki. Pomiędzy mistrzem a młodą aktorką nawiązała się przyjaźń. Postanowił obsadzić Rominę, jak pieszczotliwie nazywał Schneider, u boku Delona w swojej kolejnej produkcji, sztuce teatralnej o kazirodczej miłości zatytułowanej "Szkoda, że jest nierządnicą". Po miesiącach szlifowania francuskiego akcentu i trwających dniami i nocami próbach Romy odniosła spektakularny sukces.

Visconti wywarł znaczący wpływ nie tylko na karierę młodej aktorki, ale też na jej wizerunek - to on przedstawił ją Coco Chanel. Pod wpływem projektantki Romy stała się damą noszącą klasyczne kostiumy. W 1962 roku Schneider wystąpiła u włoskiego mistrza w "Boccaccio '70". Znakomicie przyjęta rola otworzyła jej drzwi do kariery w Hollywood. Okazało się jednak, że sukces w życiu zawodowym nie szedł w parze z pomyślnością na gruncie prywatnym.

Choć apodyktyczna, chcąca kontrolować każdy aspekt życia córki Magda Schneider wymusiła w 1959 roku zaręczyny Romy z Alainem Delonem, ślub pary nigdy nie doszedł do skutku. Im bardziej rozwijała się kariera każdego z narzeczonych, tym bardziej oddalali się od siebie. Para na przemian kłóciła się i godziła. Głównym problemem było to, że Francuz traktował każdą rozłąkę jako okazję do nawiązania nowego romansu. Część z jego przygód nie uszła uwadze Romy, jednak aktorka zawsze wybaczała niewiernemu ukochanemu. Choć zdrady bardzo ją bolały, przede wszystkim bała się stracić Delona. Miała zresztą co innego na głowie, bo z Hollywood posypały się propozycje. Schneider wystąpiła w "Procesie" Orsona Wellesa i za swoją rolę została w 1963 roku nagrodzona przez Francuską Akademię Filmową Kryształową Gwiazdą. Następnie za kreację stworzoną w "Kardynale" Otta Premingera z 1963 roku była nominowana do Złotego Globu. Ale kiedy w tym samym roku znów wyjechała do Ameryki, by grać w filmie "Zamieńmy się mężami" (1964), spadł na nią cios - Alain Delon za pośrednictwem przyjaciela, Georgesa Beaume'a przekazał Romy list z decyzją o zerwaniu związku. Co więcej, wkrótce potem ożenił się z aktorką, Nathalie Canovas, która niebawem urodziła mu dziecko. Z prostej matematyki wynikało, że potomek nowożeńców został poczęty jeszcze wówczas, kiedy Delon był w związku z Romy. Schneider przypłaciła tę zdradę depresją i nieudaną próbą samobójczą.

"Najważniejsze to kochać"

Romy podcięła sobie żyły. Z trudem ją odratowano. Na szczęście dość szybko znalazła ukojenie w ramionach nowego partnera. Harry'ego Meyena, aktora i reżysera, poznała na otwarciu jednej z restauracji ojczyma. Choć para wzięła ślub w 1966 roku i powitała na świecie syna, Davida, związek nie był sielanką. Meyen, zazdrosny o to, że jego żona była międzynarodową gwiazdą, wciąż upokarzał Romy i dyskredytował jej zawodowe sukcesy. Wkrótce stało się jasne, że małżonkowie mają ze sobą coraz mniej wspólnego. Romy zaczęła osuwać się w depresję, pić i zażywać leki psychotropowe. Ale pomoc nadeszła z najmniej oczekiwanej strony.

Romy w 1965 roku (fot. flickr.com/photos/iberialineasaereas)
Romy w 1965 roku (fot. flickr.com/photos/iberialineasaereas)

Alain Delon, który, jak przyznał po latach, nigdy nie przestał kochać Romy, najprawdopodobniej czuł się winny, że była narzeczona omal nie przypłaciła ich rozstania życiem. Być może właśnie dlatego zaproponował Schneider, by partnerowała mu w filmie w reżyserii Jacques'a Deraya pt. "Basen" (1969). Rola Marianne, kobiety, o której względy zabiega dwóch mężczyzn, co prowadzi do morderstwa, została znakomicie przyjęta przez widzów i krytykę. Romy znowu zaczęła dostawać ciekawe propozycje filmowe. Po roli w "Okruchach życia" (1970) Claude'a Sauteta Francuzi zaczęli traktować Romy jak swoją. Status gwiazdy europejskiego kina potwierdził udział w takich produkcjach jak "Zabójstwo Trockiego" (1972), "Cezar i Rozalia" (1972) oraz "Ludwig" (1972) Luchina Viscontiego. W 1975 roku Romy wystąpiła w filmie Andrzeja Żuławskiego "Najważniejsze to kochać". Została za tę rolę nagrodzona Cezarem, francuskim odpowiednikiem Oscara.

W "Najważniejsze to kochać" 37-letnia Romy Schneider wcieliła się w rolę Nadine, starzejącej się aktorki, która zaczyna występować w filmach porno. Żuławski namówił ją do całkowitej zmiany emploi - w jego filmie była uwodzicielską femme fatale. W trakcie trwania zdjęć Romy wdała się w niewygodny romans. Aleksandra Szarłat w biografii Andrzeja Żuławskiego pt. "Szaman" pisze, że był on świadomy faktu, iż obecność Schneider na planie często kończy się romantyczną przygodą z którymś z członków ekipy. On sam, wówczas w związku z Małgorzatą Braunek, "chciał (romansu) za wszelką cenę uniknąć". Nie udało się. Po krótkiej przygodzie z reżyserem Romy znalazła pozorne ukojenie w ramionach swojego asystenta i sekretarza, Daniela Biasiniego. W 1975 roku rozwiodła się z poprzednim mężem i jeszcze w tym samym roku wyszła za Biasiniego, a dwa lata później parze urodziła się córeczka, Sarah. Niestety, również to małżeństwo nie dało aktorce szczęścia. Bardzo szybko wyszło na jaw, że nowy mąż to wyzuty ze skrupułów karierowicz, który kocha nie żonę, a jej sławę i pieniądze. Kiedy Romy zorientowała się, że małżonek bezczelnie ją okrada, zażądała rozwodu. Złamane serce znów przyczyniło się do nawrotu depresji. Ponownie pojawiły się leki, popijane alkoholem. Na szczęście po raz kolejny porażkę w życiu uczuciowym zrekompensowały Romy sukcesy zawodowe. Za rolę w "Takiej zwykłej historii", filmie w reżyserii Claude'a Sauteta, Schneider została w 1979 roku uhonorowana drugim w jej karierze Cezarem.

Romy Schneider źle znosiła miłosne niepowodzenia, jednak dzięki zawodowym sukcesom zawsze udawało jej się podnieść. Ale w 1981 roku na aktorkę spadła tragedia, której żadna rola i żadna nagroda nie były jej w stanie wynagrodzić. W kwietniu Romy zaczęła pracę nad swoim ostatnim filmem - "Nieznajomą z Sans-Souci". Zdjęcia zostały przerwane, ponieważ u aktorki zdiagnozowano nowotwór nerki i musiała poddać się operacji usunięcia guza. W tym samym roku pierwszy mąż Schneider, Harry Meyen, popełnił samobójstwo. Ale nie to było najgorsze. Późnym wieczorem 5 lipca 1981 roku 14-letni syn Romy, David, usiłował przejść przez ogrodzenie do domu swoich przyszywanych dziadków - rodziców Daniela Biasiniego. Nadział się na metalowe ogrodzenie tak niefortunnie, że przebił tętnicę udową. Lekarzom nie udało się go uratować - zmarł w wyniku wykrwawienia.

Romy Schneider (fot. domena publiczna)
Romy Schneider (fot. domena publiczna)

Tragiczny wypadek był kroplą, która przepełniła kielich goryczy. Sprawę pogorszyły ukazujące się w prasie brukowej artykuły - jedna z gazet zamieściła nawet zdjęcie martwego chłopca. Romy przez kolejny rok usiłowała zagłuszyć cierpienie tonami leków psychotropowych, wypalanymi w ilości trzech paczek dziennie papierosami i coraz większymi dawkami alkoholu. Ale nic nie było w stanie jej pomóc. 29 maja 1982 roku obsługa paryskiego hotelu znalazła martwą aktorkę. Stwierdzono śmierć w wyniku połączenia dużej dawki leków psychotropowych z alkoholem. Znajomi Romy nie mieli złudzeń - to nie był przypadek, a samobójstwo. Jednym z pierwszych, który zjawił się na miejscu tragedii, był Alain Delon. To on zorganizował pogrzeb aktorki, on też odebrał honorowego Cezara, którego przyznano jej w 2008 roku. Wielu uważa, że gdyby tych dwoje się nie rozstało, życie Romy Schneider potoczyłoby się inaczej.

Natalia Jeziorek. Absolwentka Wydziału Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej UJ i Wydziału Form Przemysłowych ASP. Na florenckiej Polimodzie studiowała fashion marketing i organizację eventów. Obecnie współpracuje z magazynem "K MAG", portalami Sezon, Pride i Enter the Room.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (103)
Zaloguj się
  • agnrodis

    Oceniono 95 razy 69

    ... matka prowadzila 12to (!!!) letnia corke do lózek producentow .... to tak samo jak 13to latka, ktora mamusia przywiozla na party gdzie byl Polanski ... tylko, ze jej coreczka nie dostala roli, wiec mamusia pobiegla do sądu..... gdyby dostala role, to Polanski nie mialby zadnych problemow!

  • arbre

    Oceniono 71 razy 51

    "był on świadomy faktu, iż obecność Schneider na planie często kończy się romantyczną przygodą z którymś z członków ekipy. On sam, wówczas w związku z Małgorzatą Braunek, "chciał (romansu) za wszelką cenę uniknąć". Nie udało się. " taki biedaczek Żuławski, ciekawe jak go zmusiła

  • bambosz0

    Oceniono 29 razy 23

    Niekochane dzieci mają całe życie spsprane.. bo albo wierzą bezgranicznie w "miłość" albo są zajęte gromadzeniem zawodowych sukcesów a zycie osobiste nie istnieje,, i tak isiak mają życie tragicznie samotne...

  • klaudaaa

    Oceniono 23 razy 21

    smutne....piekna a nieszczęsliwa ale o ile chlopów odżalowała to straty dziecka nic juz nie wróci.....

  • mona_3

    Oceniono 25 razy 19

    Gdy dziewczynka zamiast miłości dostaje od mamusi horror w postaci starego dziada w łóżku, przestaje się rozwijać emocjonalnie.Życie takiej osoby będzie naznaczone cierpieniem, chyba że zdarzy się cud w postaci bezwarunkowej miłości która może uleczyć rany. A cudów nie ma...

  • kaplin

    Oceniono 28 razy 14

    Znalazła ukojenie, szaleńczo rzuciła się w młodzieńczą miłość, kielich goryczy, ach, och, egzaltacja i emfaza

  • adamsbear

    Oceniono 8 razy 8

    1982-1938=44

  • mawik_net

    Oceniono 4 razy 4

    Nieszczęśliwe dzieciństwo unieszczęśliwia na zawsze.

  • rikol

    Oceniono 16 razy 4

    kolejny przykład, że pieniądze szczęścia nie dają. A jednak lepiej być nieszczęśliwym bogatym, niż nieszczęśliwym biednym. Właśnie dlatego, że szczęścia nie da się kupić.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX