Skąd taki wzrost?
Główną przyczyną jest starzenie się społeczeństwa. Seniorów, którzy nie są w stanie samodzielnie funkcjonować, jest coraz więcej, i rodzina zazwyczaj w ubezwłasnowolnieniu upatruje jedyne wyjście z tej sytuacji.
Drugi powód to bogacenie się społeczeństwa. Jeżeli ktoś zgromadził majątek i rodzina obawia się, że ze względu na swój stan mógłby go roztrwonić, wnioskuje o ubezwłasnowolnienie, tym samym pozbawiając go możliwości na przykład zawarcia umowy kredytowej z bankiem.
Moim zdaniem w Polsce zbyt często pozbawia się osoby z niepełnosprawnością możliwości do samostanowienia. Inna sprawa, że w prawie polskim funkcjonują dwa rodzaje ubezwłasnowolnień - całkowite i częściowe. Niestety, w większości przypadków sądy stosują to pierwsze.
Z czym się ono wiąże?
Całkowicie pozbawia się danego człowieka możliwości decydowania o swoim życiu, o leczeniu i podejmowaniu jakichkolwiek czynności prawnych - chodzi o zawieranie umów sprzedaży majątku, sporządzenie testamentu, dokonywanie darowizn. Te czynności w jego imieniu podejmuje opiekun. Osoba ubezwłasnowolniona może jedynie zawierać drobne umowy, czyli np. pójść do sklepu po bułki.
Częściowe ubezwłasnowolnienie różni się tylko tym, że ubezwłasnowolniony na wszystko musi mieć zgodę kuratora. Opiekunem lub kuratorem zwykle zostają bliscy, ale może zostać nim również obca osoba.
Dlaczego sądy zasądzają częściej ubezwłasnowolnienie całkowite?
Wydaje mi się, że takie wnioski częściej do sądów wpływają. Moim zdaniem sądy nie przykładają też należnej wagi do tego, o czym decydują. Wystarczy spojrzeć na wokandy w sprawach o ubezwłasnowolnienie - rozprawa trwa 20 minut, pół godziny. To za mało, żeby dokładnie zweryfikować, czy ubezwłasnowolnienie całkowite jest zasadne. Nie przesłuchuje się świadków, decydująca jest zazwyczaj opinia lekarza, który stwierdza na przykład: niepełnosprawność w stopniu znacznym albo zespół otępienny - konieczne jest ubezwłasnowolnienie. I to wystarczy. Postępowania toczą się dłużej jedynie w sytuacji, w której jest na przykład konflikt w rodzinie. Mieliśmy kiedyś taką sprawę, ale właśnie ze względu na silny konflikt nie zdecydowaliśmy się do niej przyłączyć.
Dlaczego?
Przeciwko ubezwłasnowolnieniu może przemawiać to, że dana osoba ma dobre warunki do życia, nie ma w rodzinie konfliktów, nikt sobie ojca czy matki "nie wyrywa". W sprawie, o której mówię, był właśnie silny konflikt - część rodzeństwa chciała ubezwłasnowolnienia ojca, część nie.
Inna okoliczność, która mogłaby pokazywać, że ubezwłasnowolnienie jest bezzasadne, to brak jakichkolwiek przesłanek, żeby twierdzić, że dana osoba mogłaby podjąć jakieś ryzykowne decyzje finansowe. Potrzebuje, żeby ktoś ją nakarmił, wykąpał, a nie żeby pomagał w podejmowaniu decyzji.
Do Fundacji Helsińskiej trafia rocznie kilkanaście spraw o ubezwłasnowolnienie. Zgłaszają się do nas same osoby, których te postępowania dotyczą, ich bliscy, a czasami prawnicy, którzy występują w tych sprawach jako pełnomocnicy. Jako organizacja pozarządowa możemy np. włączyć się do postępowania - wtedy mamy możliwość wspierania osoby z niepełnosprawnością bezpośrednio przed sądem lub przesłać sądowi opinię, w której prezentujemy nasz pogląd na sprawę i instytucję ubezwłasnowolnienia jako taką. Czasami przesyłamy też nasze opracowania, które osoby we własnym zakresie wykorzystują w sprawie przed sądem.
W wielu sprawach dotyczących osób starszych, w których jako Fundacja Helsińska występowaliśmy przeciwko ubezwłasnowolnieniu, było ono po prostu zbędne, bo nie zmieniało nic w życiu tych osób. A jednocześnie wykluczało je całkowicie ze społeczeństwa. Takie osoby były świadome, że stracą możliwość decydowania o sobie. To bardzo źle wpływało na ich psychikę. Obawiały się, co się z nimi stanie, czy teraz będzie tak, że ktoś bez ich zgody będzie mógł wysłać ich na przykład do ośrodka opieki.
Ubezwłasnowolnienie ma też swoje konsekwencje dla opiekunów prawnych takich osób. Stają się nimi często krewni, najbliżsi. Mają oni obowiązek co roku zdawać sądowi sprawozdanie z zarządzania majątkiem osoby ubezwłasnowolnionej.
Zakładam, że wiele rodzin może dążyć do ubezwłasnowolnienia danej osoby właśnie po to, żeby móc rozporządzać jej majątkiem?
Tak. Zdarza się, że rodziny nie chcą, żeby ich starszy bliski podjął "niekorzystne" dla nich decyzje. Ale jeśli dany człowiek posiada majątek, który sam gromadził przez całe życie i w żaden sposób nie szkodzi sobie bezpośrednio, przeznaczając jego część na dowolny cel, to dlaczego mielibyśmy mu tego zabronić? Przecież ludzie dają sobie możliwość dokonywania ryzykownych inwestycji, popełniania błędów. Dlaczego odbieramy ją osobom starszym czy na przykład niepełnosprawnym?
W jakich sytuacjach ubezwłasnowolnienie całkowite byłoby więc zasadne?
Na przykład w przypadku śpiączki, gdy dana osoba nie ma żadnego kontaktu z rzeczywistością. Wówczas może być konieczne, żeby np. bliscy mogli sprzedać nieruchomość, ponieważ pieniądze potrzebne są na leczenie, pobyt w ośrodku. W dalszym ciągu taka jednostkowa potrzeba nie powinna skutkować całkowitym pozbawieniem zdolności do czynności prawnych, jednak w warunkach polskich nie ma innej możliwości.
Od dawna mówi się o tym, że instytucja ubezwłasnowolnienia w Polsce nie przystaje do rzeczywistości. Od 1964 roku nic się w naszych przepisach na ten temat nie zmieniło.
Jak to wygląda w innych krajach europejskich?
Coraz wyraźniej podkreśla się podmiotowość i prawo do samostanowienia przez osoby z niepełnosprawnościami. Najbardziej namacalnym dowodem jest przyjęta w 2006 roku przez Zgromadzenie Ogólne Narodów Zjednoczonych Konwencja o ich prawach [dotyczy wszystkich osób z niepełnosprawnościami fizyczną, sensoryczną, intelektualną i psychiczną - przyp. red.], którą w 2012 roku ratyfikowała także Polska. Konwencja odrzuca "klasyczne" podejście, zgodnie z którym tacy ludzie muszą mieć stałego opiekuna prawnego i on za nich podejmuje decyzje. Zakłada, że mogą być w tym samodzielni. Ewentualnie mogą korzystać z pomocy kogoś, kto ich w tym procesie wesprze, na przykład język urzędowy przełoży na język prosty, zrozumiały. Wytłumaczy, z czym będzie się wiązać podjęcie decyzji. W Niemczech, w Czechach, na Węgrzech, w Wielkiej Brytanii już jakiś czas temu zaczęto zmieniać te regulacje na bardziej elastyczne. Odejście od instytucji ubezwłasnowolnienia nie oznacza, że osoby wymagające wsparcia w funkcjonowaniu mają być zostawione same sobie.
Jak to wygląda w praktyce?
Komuś, kto ma problemy z zarządzaniem swoim majątkiem, ogranicza się możliwość zawierania umów na przykład powyżej określonej kwoty, albo zapewnia się mu wsparcie w podejmowaniu takich decyzji. Ale to tyle. Wciąż ten człowiek może decydować o swoim leczeniu, głosować w wyborach, podpisywać umowy o pracę. Niepełnosprawność niepełnosprawności nierówna. Należy zbadać, w jakim zakresie pomoc jest naprawdę potrzebna. Ubezwłasnowolnienie powinno być ostatecznością. Ale nie jest.
Pamiętam sprawę 30-letniego mężczyzny z zespołem Downa, który bardzo dobrze funkcjonował w codziennym życiu. Był zatrudniony, i to nie w zakładzie pracy chronionej. Sam do tej pracy dojeżdżał. Uczestniczył w warsztatach terapii zajęciowej. Brał udział w zawodach pływackich, zdobywał medale. Przeszedł trening samodzielnego życia organizowany przez lokalną instytucję wspierającą osoby z niepełnosprawnościami. Ale zdarzyło się tak, że zmarł mu ojciec i zaszła potrzeba przeprowadzania postępowania spadkowego. Ten mężczyzna stawiał się w sądzie razem z mamą. Sąd nabrał wątpliwości, czy ów mężczyzna jest w stanie świadomie zdecydować o przyjęciu bądź odrzuceniu spadku. Sąd zawiadomił prokuraturę, która złożyła wniosek o jego ubezwłasnowolnienie. Takie przypadki są w Polsce częste. O tej sprawie poinformowała nas Fundacja Arkadia z Torunia - lokalna organizacja pozarządowa, która prowadziła warsztaty terapii zajęciowej, na które ten mężczyzna uczęszczał.
W jaki sposób go broniliście?
Zaznaczyliśmy, że pracuje, a ubezwłasnowolnienie utrudniłoby mu funkcjonowanie na rynku pracy, że ma pełną świadomość tego, jakie są konsekwencje śmierci jego ojca, że będzie teraz musiał wesprzeć matkę finansowo. Podkreśliliśmy, że jedyne, czego ten mężczyzna potrzebuje, to wyjaśnienia mu prostym językiem, na czym polega postępowanie spadkowe. Przedstawiliśmy argumentację o konieczności poszanowania autonomii takich osób jak on. Ostatecznie prokuratura wycofała wniosek o ubezwłasnowolnienie.
Pamiętam też sprawę innego młodego mężczyzny z niepełnosprawnością intelektualną. Był pełnoletni, uczył się w szkole zawodowej na kucharza, opiekowała się nim matka, bo ojciec zmarł. W pewnym momencie przyjaciel matki, który na jakiś czas z nimi zamieszkał, doprowadził do uruchomienia procedury Niebieskiej Karty. Po wyjaśnieniach okazało się, że nic się tam złego nie dzieje, ale machina już ruszyła. Pracownicy opieki społecznej zobaczyli, że w rodzinie jest osoba z niepełnosprawnością w stopniu umiarkowanym, która nie jest ubezwłasnowolniona, to uznali, że zapewne nie jest w stanie samodzielnie funkcjonować i potrzebna jest ingerencja państwa. Powiadomili sąd rodzinny, a ten prokuraturę. Ostatecznie sąd apelacyjny oddalił wniosek o ubezwłasnowolnienie. To było precedensowe rozstrzygnięcie, ponieważ w oparciu o Konwencję o prawach osób z niepełnosprawnościami sąd uznał, że ubezwłasnowolnienie jest zbędne. Podkreślił, że kłóciłoby się ono też z konstytucyjną ochroną godności człowieka.
Ale to tak naprawdę jeden z nielicznych przypadków, kiedy udało się wygrać. Sytuacje, w których wniosek o ubezwłasnowolnienie trafia do sądu i sąd nie stosuje ubezwłasnowolnienia, są rzadkie.
Dlaczego tak się dzieje?
W Polsce wciąż podważamy prawo do samostanowienia przez osoby z niepełnosprawnościami. Traktujemy je jak jednorodną grupę, podczas gdy potrzeby każdego człowieka są inne. Dwoje ludzi z orzeczoną niepełnosprawnością w stopniu umiarkowanym może funkcjonować zupełnie inaczej. Podobnie jest osobami z niepełnosprawnością psychiczną.
Problem z ubezwłasnowolnieniem jest też taki, że automatycznie odbiera ono prawo do głosowania. Naszym dużym sukcesem było uzyskanie precedensowego w skali europejskiej rozstrzygnięcia w sprawie praw wyborczych osób ubezwłasnowolnionych w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Nasz klient był ubezwłasnowolniony częściowo, ze względu na niepełnosprawność psychiczną. W momencie, w którym wyraził wolę do głosowania, był w trakcie leczenia, a choroba - w remisji. W pismach kierowanych do nas jasno wyrażał chęć udziału w wyborach, wcześniej zwracał się w tej sprawie do różnych instytucji, czyli był obeznany w systemie wyborczym i w działaniu organów administracji wyborczej w Polsce.
Ostatecznie sąd uznał, że automatyczne pozbawienie osób częściowo ubezwłasnowolnionych prawa do udziału w wyborach do Parlamentu Europejskiego narusza prawa człowieka i stanowi przejaw dyskryminacji. Uznał też, że jest to sprzeczne z prawem Unii Europejskiej, Konwencją o prawach osób z niepełnosprawnościami i Europejską Konwencją Praw Człowieka.
Czy w tej chwili osoby ubezwłasnowolnione częściowo mogą brać udział w wyborach?
Nie, bo nie mamy w Polsce prawa precedensowego, czyli jeden wyrok sądowy nie wpływa na treść orzeczeń wydawanych w analogicznych sprawach. Ponadto rozstrzygnięcie dotyczyło jednej osoby i tylko w kontekście wyborów do PE, w których przypadku było o tyle "łatwiej", że nie wspomina o nich Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej, która jasno wyłącza osoby ubezwłasnowolnione z możliwości głosowania w wyborach do Sejmu, Senatu, prezydenckich czy samorządowych. W sprawie wyborów europejskich sąd odstąpił od stosowania Kodeksu Wyborczego, a więc ustawy, która znajduje się niżej w hierarchii aktów prawnych niż Konstytucja.
Zakładam, że człowiek, który został uznany za zdolnego do zagłosowania w wyborach do Parlamentu Europejskiego, byłby również w stanie wziąć udział w wyborach do Sejmu czy Senatu.
Oczywiście. Jednak umożliwienie mu udziału w wyborach w Polsce wymagałoby odstąpienia od stosowania przepisów Konstytucji. Zależy nam na tym, aby ta regulacja została zmieniona, ale obawiam się, że obecnie nie jest dobry czas na dokonywanie zmian w Konstytucji.
Czekam na moment, w którym zgłosi się do nas osoba ubezwłasnowolniona, która zażąda prawa do głosowania w wyborach w Polsce. Myślę, że moglibyśmy przeprowadzić w jej sprawie postępowanie. W tym przypadku konieczne byłoby złożenie skargi do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Na rozstrzygnięcie trzeba by pewnie czekać dwa, trzy lata. W przeszłości Trybunał w odniesieniu do Węgier uznał, że niedopuszczalne było automatyczne pozbawianie ludzi ubezwłasnowolnionych praw wyborczych.
Jakie są szanse, że instytucja ubezwłasnowolnienia w Polsce stanie się bardziej elastyczna?
W 2015 roku w Ministerstwie Sprawiedliwości został przedstawiony projekt założeń do ustawy, której celem było zniesienie instytucji ubezwłasnowolnienia. Proponowano rozwiązania może nie idealne, ale stanowiące krok w dobrym kierunku i zakładające większą różnorodność i elastyczność opieki, która miała zastąpić ubezwłasnowolnienie. Przewidywano na przykład wyznaczenie opiekuna jako asystenta-doradcy, pełnomocnika danej osoby, a zakres jego kompetencji miał być ustalany indywidualnie.
Prace legislacyjne nad tym projektem zostały wstrzymane i do tej pory nie został opracowany nowy. W 2018 roku Komitet Praw Osób z Niepełnosprawnościami ONZ wezwał Polskę do zniesienia instytucji ubezwłasnowolnienia i zastąpienia jej systemem wparcia, który zapewni poszanowanie godności, autonomii i swobody działania osób z niepełnosprawnościami. Nic się na razie w tej kwestii nie wydarzyło.
Ewa Jankowska. Dziennikarka i redaktorka, absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu. Zaczynała w Wirtualnej Polsce w dziale Kultura, publikowała wywiady w serwisie Ksiazki.wp.pl. Pracowała również serwisie Nasze Miasto i Metrowarszawa.pl, gdzie z czasem awansowała na redaktor naczelną.