Kursanci podczas nauki na placu manewrowym

Kursanci podczas nauki na placu manewrowym (fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Gazeta)

wywiad gazeta.pl

Szef Automobilklubu Polski: Przyszły kierowca powinien usiąść przed trzyosobową komisją

Komisja powinna ocenić, czy kursant wykuł testy na pamięć, czy jednak rozumie przepisy ruchu drogowego i umie je stosować - proponuje Romuald Chałas, kierowca rajdowy i prezes Automobilklubu Polski.

Według danych Policji w zeszłym roku na polskich drogach zginęło 803 pieszych. 6913 osób zostało rannych, w tym 2665 ciężko. Skąd tyle ofiar?

Moim zdaniem zmorą polskich dróg są wymuszenia pierwszeństwa, wpychanie się przed poprzedzający samochód i nierespektowanie praw pieszych czy wyprzedzanie na pasach auta, które się zatrzymało. Powiem też coś mało obecnie popularnego: powodem wypadków wcale nie jest nadmierna prędkość, ale brak myślenia u kierowców. I nieuważność.

Ale - znów posłużę się policyjnymi statystykami - niedostosowanie prędkości do warunków ruchu jest drugą, po nieustąpieniu pierwszeństwa przejazdu, przyczyną wypadków spowodowanych przez kierowców.

To prawda, choć z moich rozmów z policjantami wynika, że często wpisują oni jako przyczynę zdarzenia właśnie "niedostosowanie prędkości do warunków na drodze", bo to pojemne określenie. Bywa, że nie trzeba wtedy robić dodatkowych pomiarów, szkiców itp. Nie przeczę jednak, że zbyt duża prędkość jest przyczyną wypadków, nie będę polemizował ze statystykami.

Policjanci też twierdzą, że do większości niebezpiecznych zdarzeń z udziałem pieszych dochodzi z winy kierowców.

A jednocześnie jeszcze nie widziałem, żeby policjanci ukarali kierowcę za to, że złamał przepisy w rejonie przejścia dla pieszych. To należałoby zmienić, a nie prawo, nadając pieszym więcej przywilejów. Moim zdaniem przepisy Kodeksu drogowego są wystarczające, ale trzeba wymusić ich przestrzeganie na kierowcach. Jakby ktoś raz i drugi dostał mandat za wyprzedzanie na pasach, toby następnym razem pamiętał, żeby tego nie robić. Toby uważał. 

W Kętach 20-latka potrąciła na przejściu starsze małżeństwo, w Zielonej Górze 37-latek uderzył na pasach w 32-latkę, a w Skarżysku-Kamiennej kobieta potrąciła na przejściu trójkę dzieci oraz ich opiekunkę. To wiadomości tylko z drugiej połowy listopada.

Obserwuję na naszych drogach brawurę, nadmierny pośpiech, zapalczywość i agresję. Jeden tir zabiera się do wyprzedzania drugiego, choć jedzie tylko o pięć km/h szybciej. Kierowcy na siebie fukają, zdarza się, że dochodzi do rękoczynów. Jadą drogimi, wyposażonymi we wszystkie możliwe systemy samochodami, lekceważąc prawa fizyki. A przecież nawet najlepsze auto z ABS-em nie zatrzyma się w miejscu.

Dorzuciłbym też do naszej rozmowy jeszcze inny kamyczek.

05.12.2019  Warszawa , Trasa Siekierkowska . Sluzby w trakcie akcji na Trasie Siekierkowskiej gdzie ciezarowka wpadla w bariery energochlonne . Jedna osoba trafila do szpitala . Korki na trasie Siekierkowskiej w kierunku Pragi . fot. Dariusz Borowicz / Agencja Gazeta
Wypadek ciężarówki na Trasie Siekierkowskiej w Warszawie (fot. Dariusz Borowicz / Agencja Gazeta)

Jaki?

Teren zabudowany. To pojemny worek, w którym mieści się i mała miejscowość, gdzie najbliższy budynek stoi sto metrów od jezdni, i centrum Warszawy, gdzie po chodnikach i przejściach porusza się mrowie pieszych. I tu, i tu jadę 50 km/h. Gdy w mieście dzieciak wyskoczy z bramy, nie jestem w stanie zahamować tak, żeby nie stała mu się krzywda.

W centrach miast należy jeszcze bardziej ograniczyć prędkość? Do 40 km/h? 30?

Nie wszędzie, nie na ślepo. To zależy od infrastruktury. Jeśli - tak jak w niektórych dzielnicach Warszawy - drogi są dwupasmowe, szerokie, przedzielone pasem zieleni, to ograniczenie prędkości nie ma sensu. Natomiast na wąskich drogach osiedlowych, na których ledwo wymijają się dwa auta, chodnik nie jest zbyt szeroki, do tego są bramy, z których w każdej chwili ktoś może wyjść na jezdnię, ograniczenie prędkości byłoby zasadne.

Każdą sytuację na drodze trzeba przewidywać. Dobrze, żeby uczono tego na kursach jazdy.

Czy w ogóle da się tego nauczyć?

Owszem, to przychodzi z wiekiem i doświadczeniem. Ale kierowca, który dopiero zaczyna i tego doświadczenia jeszcze nie ma, powinien uczyć się na kursie, że  musi przewidywać zachowania innych uczestników ruchu.

Co jeszcze powinno się przekazywać na kursach?

Jakiś czas temu proponowano, by kierowca między szóstym a dziewiątym miesiącem po otrzymaniu prawa jazdy musiał przejść krótki - dwugodzinny - kurs jazdy w ekstremalnych warunkach. Jasne, w tak krótkim czasie nie nauczy się wychodzenia z poślizgu, ale pozna taką sytuację w praktyce. Niestety, ta propozycja nie spotkała się z akceptacją ustawodawcy. Rozgorzała dyskusja, mówiono, że to będzie dodatkowy zarobek dla szkół jazdy. Dla mnie ten argument jest kompletnie irracjonalny, bo przecież życie ludzkie nie ma ceny.

Z drugiej strony - są kursy, które kosztują tysiąc złotych. Gdy policzymy 30 godzin nauki jazdy, amortyzację samochodu, paliwo i pracę instruktora, to nie wychodzi mi, żeby szkoła mogła sensownie na tym zarobić. I dlatego zdarza się czasem, że instruktor każe kursantowi zajechać do sklepu, bo musi zrobić zakupy. W efekcie nauka nie trwa dwie godziny, a jedynie półtorej.   

Inną kwestią jest to, że kursanci głównie jeżdżą z instruktorem po mieście, z prędkością  50-60 km/h, bo takie są przepisy. Rzadko zdarza się zobaczyć "elkę" gdzieś za miastem. Kursant zdaje więc egzamin, dostaje prawo jazdy i - uważając się często za mistrza kierownicy - wybiera się, już sam, na trasę szybkiego ruchu albo autostradę. Naciska gaz, przyspiesza do 140-150 km/h i wystarczy mała kałuża, by stracił panowanie nad kierownicą. Bo nie wie, co to jest klin wodny, nie wie, jak w takich warunkach zachowuje się auto.

Sporo do życzenia pozostawia też zachowanie kierowców za kierownicą. Są zajęci tyloma czynnościami, że nie wiem, jak w tym wszystkim znajdują jeszcze koncentrację na obserwowanie drogi. Rozmowy przez telefon, odpisywanie na wiadomości, sprawdzanie trasy w nawigacji. Sam kiedyś podczas jazdy zerknąłem do schowka i tylko dzięki temu, że był mały ruch, zdążyłem się zatrzymać za autem, które nagle zahamowało.

O07.01.2001  WARSZAWA- WYPADEK SAMOCHODOWY - TRAMWAJ UL. BRONIEWSKIEGORK4383
Wypadek w Warszawie (fot. Robert Kowalewski / AG)

Skoro poruszył pan temat smartfonów: w Lublinie dziewczyna nagle weszła na pasy zapatrzona w ekran. Została ranna, a kierowca dostał mandat.

Pewnie mi się dostanie za te słowa, ale piesi też często powodują zagrożenie. Zatrzymując się przed przejściem, obserwuję, jak niektórzy z nich się zachowują. Słuchawki w uszach, przed oczami telefon. Nie patrzą ani w prawo, ani w lewo, tylko po prostu wchodzą na jezdnię.

W tym przypadku możemy mówić o wymuszeniu pierwszeństwa przez pieszą, bo wygląda na to, że nagle wtargnęła na jezdnię. A przecież - znów to powtórzę - samochód nie zatrzyma się w miejscu.    

Niedawno powstała koalicja, która chce walczyć o poprawę bezpieczeństwa pieszych. Proponuje ona m.in. lepsze oświetlenie przejść dla pieszych i zmianę przepisów na ich korzyść, tak by nie mówiono, że pieszy nagle wtargnął na jezdnię.

Obawiam się, że dawanie pieszym większych przywilejów może spowodować jeszcze więcej kolizji z ich udziałem. Zwłaszcza ci, którzy sami nie mają prawa jazdy, będą sobie wyobrażali, że mogą w każdej chwili wejść na ulicę. I że auto się zatrzyma przed przejściem w tej samej sekundzie, a przecież fizyki nie oszukamy - droga hamowania przy prędkości 30 km/h to 17 metrów, a przy 50 km/h - 32 metry.

Moim zdaniem trzeba egzekwować odpowiednie zachowania kierowców i pieszych. Zarówno jedni, jak i drudzy powinni zachować szczególną ostrożność. A także próbować wzajemnie się zrozumieć. Nie konfliktujmy kierowców z pieszymi. I jedni, i drudzy zasługują na reprymendę.


fot. KMP w Lublinie

Zostali nam jeszcze rowerzyści.

Policja zbyt liberalnie podchodzi do łamania przez nich przepisów. Wiele razy widziałem rowerzystów przejeżdżających przez przejście dla pieszych, choć przecież powinni ten rower przeprowadzić.

Inną kwestią jest zachowanie rowerzystów na samej ścieżce. Powoli zbliżam się do przejazdu przez drogę dla rowerów, patrzę w lewo, patrzę w prawo. I nagle tuż przed maską wyrasta mi pędzący 40 km/h rowerzysta! I jeszcze wyskakuje do mnie z pretensjami, że nie zachowałem szczególnej ostrożności.

Co mogłoby poprawić bezpieczeństwo na przejazdach dla rowerów?

Światła ostrzegawcze i progi zwalniające przez przejazdami. Żeby naturalnie zmniejszać prędkość, przynajmniej w najbardziej newralgicznych miejscach. Zdaję sobie sprawę, że podniesie się zaraz krzyk, że ograniczamy wolność rowerzystów, ale ich bezpieczeństwo jest sprawą nadrzędną. Wiem, co mówię, bo sam także jeżdżę na rowerze.

Na rowerach po mieście często poruszają się osoby, które nie mają pojęcia, kto na skrzyżowaniu ma pierwszeństwo albo co oznacza zielona strzałka. Miałem ostatnio taką sytuację: jadę jednokierunkową ulicą, rowerzysta jedzie prosto na mnie, pod prąd. Nie przeszkadza mu nawet to, że na jezdni stoi dostawczak, z którego jest rozładowywany towar. Całe szczęście miałem na liczniku ledwie 15 km/h. Ale to rowerzysta wyskoczył do mnie z pretensjami. Myślę, że przydałoby się edukować rowerzystów w przepisach drogowych, na przykład ustawowo wprowadzając obowiązek przechodzenia kursów z przepisów przez tych, którzy nie mają prawa jazdy czy karty rowerowej. Można by też na przykład w systemie wypożyczania miejskich rowerów wprowadzić konieczność wpisania rodzaju uprawnień rowerzysty, gdy wypożycza "dwa kółka".  Wtedy być może udałoby się ograniczyć na drogach liczbę osób niemających pojęcia o przepisach drogowych.

Powtarza pan, że wszystkich po kolei użytkowników dróg trzeba edukować. Co Automobilklub Polski robi, żeby było bezpieczniej na drogach?

Na różne festyny miejskie zabieramy na przykład symulator dachowania i symulator zderzenia. Kiedyś, na imprezie pod Warszawą, podeszło do nas dwóch mężczyzn. Najpierw sobie z tego sprzętu żartowali, ale w końcu się przełamali i postanowili go przetestować. Jeden wszedł do symulatora zderzenia uśmiechnięty, a wyszedł zszokowany. I mówi do kolegi: "Ty wiesz, jakie przy 8 km/h jest pier***nięcie? Idź, sam zobacz".

Drugi wszedł do symulatora i wyszedł nie mniej zdziwiony. "Patrz, zwykle jedziemy setką. To co by z nas zostało, jakbyśmy się naszą beemką zawinęli na latarni?". I dopiero do nich dotarło, jak niebezpiecznie się zachowują.      

Na kursie prawa jazdy kategorii B, który organizuje Automobilklub Polski, wprowadziliśmy godzinę jazdy po płycie poślizgowej oraz symulator dachowania. Żeby pobudzić wyobraźnię przyszłych kierowców. Miałem z nim zresztą długo do czynienia. Do 2005 roku przez 14 lat egzaminowałem ich w Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego, i to na wszystkie kategorie prawa jazdy. Sam mam komplet - od A do D, łącznie z ciągnikową.

Z04.11.2015 Olsztyn . Samochod nauki jazdy L' .Fot . Robert Robaszewski / Agencja Gazeta
Kursy nauki jazdy w Olsztynie (fot. Robert Robaszewski / Agencja Gazeta)

A co się zmieniło od czasu, kiedy pan zdobywał te uprawnienia?

Gdy ja robiłem prawo jazdy, wiedzę przyswajało się na wykładach. Można było podnieść rękę i zapytać, jak miało się wątpliwości. Dziś da się opanować teorię przez Internet, a na egzaminie są testy, więc wielu kursantów wykuwa odpowiedzi bez zrozumienia. Moim zdaniem należy to zmienić. Owszem, niech testy będą pierwszym sitem, ale później przyszły kierowca powinien usiąść przed trzyosobową komisją i odpowiedzieć na przykład na pytanie, dlaczego w takiej czy innej sytuacji ma pierwszeństwo. Komisja powinna ocenić, czy kursant wykuł testy na pamięć, czy jednak rozumie przepisy ruchu drogowego i umie je stosować. 

Romuald Chałas. Kierowca rajdowy, prezes Automobilklubu Polski. Ukończył technologię maszyn na Politechnice Świętokrzyskiej. Zaczynał jako inspektor w Polmozbycie, potem pracował na kierowniczych stanowiskach w grupie przedsiębiorstw Sobiesława Zasady. W 2012 roku za wybitne zasługi w działalności na rzecz polskiej motoryzacji prezydent Bronisław Komorowski odznaczył go Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.Gazeta.pl. Zaczynała jako reporterka kryminalna w "Gazecie Wyborczej", pracowała też w "Super Expressie" i "Fakcie". Pasjonatka psów, mądrych ludzi, z którymi rozmawia też w podcaście "Miłość i Swoboda", kawy i sportowych samochodów.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku