'Swap' to zmiana, ale też określenie na wymianę ubrań

'Swap' to zmiana, ale też określenie na wymianę ubrań (fot. shutterstock.com)

zjawisko

Jeśli swap jest jak spotkanie koła gospodyń wiejskich, to swap masterka jest jego przewodniczącą

Oto nowa postać w świecie mody, w którym nieustająca chęć posiadania czegoś nowego i rozsądne zarządzanie szafą znalazły wspólną drogę.

Z języka angielskiego słowo "swap" oznacza zamianę. Swap to również nazwa spotkań, podczas których dziewczyny wymieniają się nienoszonymi już ubraniami. Spotkania organizowane są za pośrednictwem Facebooka, ale odbywają się w realu. Przewodniczy im jedna osoba, tak zwana swap masterka. Zazwyczaj jest moderatorką grupy w mediach społecznościowych i gospodarzem swapów w świecie rzeczywistym. Może też zachęcać inne członkinie grupy do organizowania wymian ubrań, przekazując w ten sposób pałeczkę liderki.

Minimum cztery godziny bez lokatorów

Marta Pietrowska, zanim została swap masterką, wiele razy uczestniczyła w swapach organizowanych przez inne osoby. - Kuzynka zaprosiła mnie do grupy, w której dominowało środowisko architektów. Dziewczyny widywały się regularnie, a wymiana ubrań była punktem kluczowym tych spotkań. Zaciekawił mnie taki sposób spędzania czasu - mówi Marta. Zaczęła zapraszać na swapy również swoje koleżanki, ale opcja dołączenia do już uformowanej, znającej się ekipy nie budziła zbyt wielkiego entuzjazmu. - Razem z moją siostrą Anią stwierdziłyśmy, że skoro mamy własne, wspólne towarzystwo, które swoją drogą dzielę też z mężem, bo znamy się od liceum, to czemu by nie stworzyć nowej swapowej grupy. Od lat organizowaliśmy w domu duże imprezy, nasi goście mają wspólny język i podobne zainteresowania - opowiada Marta. - Chciałam przede wszystkim zachęcić te mniej odważne osoby do spróbowania czegoś nowego.

Marta nie do końca utożsamia się z określeniem "swap masterka", dlatego sama go nie używa. - Nie czuję potrzeby masterowania, to brzmi jak trzymanie pod kontrolą - mówi. Jej założeniem było uporządkowanie swapów i wprowadzenie określonych zasad. W swojej grupie na Facebooku opublikowała krótki regulamin, który określa, jak umawiać się na spotkania, i pozwala odpowiednio się do nich przygotować. Jakie to zasady?

Spotkania organizowane są w mieszkaniu gospodyni, którą może zostać każda z członkiń grupy. To ona proponuje termin, z zastrzeżeniem, że powinien on przypadać na weekend albo wieczór w tygodniu. Swap trwa minimum cztery godziny i podczas niego w mieszkaniu nie powinno być innych domowników poza gospodynią. Uczestnictwo jest darmowe, ewentualne rozliczenia mogą dotyczyć jedynie napojów czy jedzenia oferowanych podczas spotkania. Ile osób na nie przyjdzie? Maksymalną liczbę określa gospodyni, a chętni deklarują obecność w komentarzach pod postem anonsującym wydarzenie. Według Marty optymalnie powinno to być 10-15 uczestników.

fot. shutterstock.com
fot. shutterstock.com

Na spotkanie należy przynieść to, co chcemy oddać - niekoniecznie tylko ubrania, także buty, dodatki, kosmetyki albo drobne przedmioty domowego użytku. Choć można też przyjść z pustymi rękami i uczestniczyć w wymianie na takich samych warunkach. Nie przynieść nic i wyjść z torbą pełną ubrań to żadne faux pas. Zazwyczaj i tak rzeczy do rozdania jest więcej niż uczestniczek, a najbardziej liczy się, żeby ciuchy dostały nowe życie.

Jakimi cechami powinna wyróżniać się gospodyni swapa? - Musi lubić spotykać się z ludźmi - to oczywistość - mówi Marta. Ważne jest też czerpanie przyjemności z zapraszania innych do swojego domu. - Jesteś trochę animatorem spotkania, w końcu zdarza się, że zapraszasz osoby, żeby zobaczyć je po raz pierwszy w życiu. Goście wyciągają ci kubki z szafki, oglądają zdjęcia w ramkach, nie wszystkim to odpowiada, a trzeba być na to gotowym - opisuje Marta. Podobnie jak na straty - podczas ostatniego swapa ktoś niechcący połamał taboret. 

Jak wybrać rzeczy na swapa? - Nie ma ograniczeń związanych z wartością czy wyglądem - mówi Marta. Niektórzy posługują się ciuchami zdobytymi na swapie na przykład do przygotowania stroju na imprezę przebieraną. Inni naprawiają je we własnym zakresie. Oczywiście wymianie nie podlega bielizna lub ubrania z plamami, których nie da się usunąć.

W łazience czy przy wszystkich

Typowe spotkanie swapowe organizowane przez Martę zaczyna się od dzielenia przyniesionych rzeczy na kategorie: sukienki, okrycia wierzchnie, bluzy, swetry, spodnie, spódnice itd. Każda kategoria jest następnie prezentowana przez chętną uczestniczkę, która podnosi do góry daną rzecz i podaje informacje, takie jak rozmiar czy skład oraz dzieli się swoimi wrażeniami, na przykład: przyjemny materiał, dobra marka.

fot. shutterstock.com
fot. shutterstock.com

Po prezentacji jest czas na mierzenie ubrań. Większość dziewczyn robi to w tym samym pomieszczeniu, rozbierając się do bielizny. Inne wychodzą do toalety, a jeszcze inne już wcześniej wkładają na siebie obcisłe legginsy i top i na to przymierzają ubrania. Według Marty możliwość swobodnego przebierania się, wynikająca z faktu, że w swapie uczestniczą same dziewczyny, to fajny aspekt spotkania. Sama jednak chce dać uczestniczkom pełną wolność, dlatego jeśli ktoś się wstydzi, może wejść do łazienki. - Są dziewczyny, które za każdym razem po przymierzeniu czegoś wracają do własnego ubioru, ale są też takie, które siedzą w majtkach i staniku już po pierwszej turze prezentacji i aż do zakończenia swapa - opowiada Marta. 

Uważa, że jeśli nawet ideę swapów podłapią mężczyźni - co się jeszcze chyba nie zdarzyło - spotkania dla obu płci powinny być oddzielnie organizowane. - Dziewczyny krępują się siebie nawzajem, a co dopiero facetów - mówi Marta. Jej obserwacje dotyczące nagości w damskim towarzystwie dają jednak optymistyczne prognozy. Uczestniczki stopniowo przyzwyczajają się do siebie, dzięki czemu łatwiej im się otworzyć. Poczucie bliskości i solidarności w grupie sprawia, że zaczynają akceptować również własne ciało (bo to z tym zazwyczaj mamy problem). - Dziewczyny wychodzą z takich spotkań zadowolone, bo czują się OK takie, jakimi są, bez konieczności zakrywania ciała - twierdzi Marta. - Swap to idealna przestrzeń, aby powiedzieć komuś: hej, fajną masz figurę. Dziewczyny bardzo chętnie mówią sobie komplementy. 

Fight, czyli walka o ciuchy

A co, jeśli dana rzecz spodoba się więcej niż jednej osobie? Wtedy zaczyna robić się ciekawie, bo wdrażana jest procedura tzw. fightu. - Często w puli są rzeczy, które nazywamy perełkami. Jest nią na przykład biała, dobrze skrojona koszula - uniwersalna i pasująca do wszystkiego. Zawsze ma na nią ochotę kilka uczestniczek - opowiada Marta.

Z jej perspektywy fight to świetny przerywnik spotkania i moment, w którym wreszcie pojawia się trochę adrenaliny. Nazwa jest jednak odrobinę myląca. W rzeczywistości nie dochodzi do walki, ale podejmowana jest decyzja, komu ciuch pasuje lepiej albo komu jest bardziej potrzebny. Tu liczy się głos wszystkich dziewczyn niebiorących udziału w rywalizacji. Kandydatki mogą zawalczyć o poparcie, pokazując, jak dobrze wyglądają w danej części garderoby. Niektóre przekonują "jury" gotowymi pomysłami na stylizacje. Inne zdają się na szczerość i mówią na przykład: "niedługo mam wesele, potrzebuję tej sukienki". Z doświadczenia Marty wynika, że nie zawsze wygrywa ta, na której ubranie leży najlepiej. Równie dobrze uczestniczki mogą zadecydować o przyznaniu rzeczy swapowiczce z najlepszym uzasadnieniem.

fot. shutterstock.com
fot. shutterstock.com

Głosowanie odbywa się za zamkniętymi drzwiami, aby nie budziło niepotrzebnych spięć między dziewczynami. Uczestniczki "fightu" wychodzą z pokoju, a pozostałe pokazują na palcach cyferkę odpowiadającą wybranej kandydatce. Głosy są liczone, a na koniec odbywa się uroczyste wręczenie ubrania nowej właścicielce przez osobę, która je przyniosła. Są też swapy, podczas których to swap masterka samodzielnie decyduje o wygranej, ale ta opcja Marty nie przekonuje. - Nie chciałabym pełnić takiej roli ani uczestniczyć w swapach zorganizowanych w podobny sposób - mówi.

Konieczność wprowadzenia określonej procedury "fightu" wynikała z nieprzyjemnych sytuacji, które zdarzyło się Marcie zaobserwować podczas swapów organizowanych przez inne masterki. - Pojawia się czasami jakaś taka zaborczość, zachowania uruchamiane prawdopodobnie przez możliwość dostania czegoś za darmo. Podobne reakcje obserwuje się czasami w dyskontach, gdy pojawiają się duże promocje - mówi Marta. W przypadku swapów nie chodzi jednak o wrzaski czy przepychanie, a raczej subtelne znaki, pokazujące, że ktoś jest niezadowolony z wygranej innej osoby. - Zdarza się też, że dziewczyna, która upatrzyła sobie daną rzecz, celowo chowa ją w kącie, aby żadna inna już jej nie zauważyła. Albo tylko po cichu pyta, czy ktoś inny chce ją przymierzyć, licząc, że nikt nie usłyszy - opowiada Marta. Jej zależało na tym, żeby uniknąć kłótni, i dlatego stworzyła zestaw zasad i uporządkowała plan swapa. - Chciałam pokazać, że tu naprawdę nie chodzi tylko o ciuchy, ale o możliwość spotkania się w babskim gronie. Fajna atmosfera jest najważniejsza - mówi Marta.

Dziewczyny, mimo że "walczą" o te same ciuchy, starają się być szczere w ocenach, a jednocześnie bardziej sobie doradzają, niż się krytykują. - Jeszcze mi się nie zdarzyło, abym coś mierzyła i usłyszała, że wyglądam brzydko - mówi Marta. - Kiedyś upatrzyłam sobie seksowną sukienkę w panterkę, na co jedna z moich koleżanek stwierdziła, że nigdy nie będę w niej chodzić, i miała rację. Sukienkę ostatecznie wzięłam, ale nigdy jej nie założyłam. Pewnie wróci na swapa. 

W grupach swapowych, których uczestniczki regularnie się spotykają, tworzą się relacje oparte na znajomości preferencji poszczególnych dziewczyn. - To jest bardzo przyjemne, jeśli ktoś mówi ci: zobacz tę rzecz, jest w twoim stylu - twierdzi Marta.

Przyjaźń? Niekoniecznie na swapie

Podczas swapów można poznać nowe osoby i poszerzyć krąg znajomych, ale celem spotkań nie jest stworzenie głębokich relacji między uczestniczkami. - Swap to bycie tu i teraz. Ciuchy są pretekstem do spotkania. Raczej nie rozmawiamy o tym, co słychać, gdzie pracujesz - mówi Marta. Są za to żarty, dużo śmiechu i rozmowy o bieżących sprawach dotyczących raczej samego spotkania, mody i gustu uczestniczek. - Nie ma dzielenia się problemami - mówi Marta. - Uważam to za atut, że można przyjść na swapa bez konieczności uzewnętrzniania się czy szukania bratniej duszy. Co nie znaczy, że przyjaźnie swapowe się nie zdarzają - są i takie przypadki, że dziewczyny przenoszą swoją relację poza grupę i spotykają się na kawie. 

fot. shutterstock.com
fot. shutterstock.com

Marta porównuje swap do spotkania gospodyń wiejskich, które gromadzą się w konkretnym celu, czyli aby coś wspólnie zrobić, a następnie rozejść się do swoich domów. Oprócz tego swap daje możliwość zatrzymania się na chwilę w codziennym pędzie. - Coraz częściej szukamy miejsc, w których można się po prostu spotkać i bezproduktywnie spędzić czas - mówi Marta. W tym kontekście "bezproduktywnie" zyskuje pozytywny wydźwięk. Chodzi o kilka godzin, podczas których można się zupełnie wyluzować. Nie trzeba wtedy przejmować się targetem w pracy, problemami z partnerem czy sprzątaniem, które czeka w domu. 

Przyjaciele planety czy fani konsumpcjonizmu?

Wymienianie się ubraniami to pozytywne zjawisko nie tylko z punktu widzenia dbałości o środowisko. Co roku na wysypiskach śmieci ląduje 60 milionów ton ubrań. Gdybyśmy nosili je trzy razy dłużej niż obecnie, zanieczyszczenia produkowane przez branżę mody zmniejszyłyby się o 60 procent - takie dane przedstawiono na konferencji H&M "Challenge Accepted", która odbyła się w kwietniu 2019 roku w Warszawie. Dawanie nowego życia ubraniom to zatem słuszna droga. Kto tak robi, może uważać się za przyjaciela planety.

Z drugiej strony - ta sama czynność zaspokaja potrzebę ciągłego posiadania czegoś nowego, a więc podoba się również fanom konsumpcjonizmu. Żyjemy w epoce "fast fashion", czyli mody szybkiej, dyktowanej przez takich gigantów jak Zara czy H&M. Nowa kolekcja pojawia się w nich mniej więcej co dwa tygodnie. Swap to świetna okazja, by zdobyć ciuch, który będzie nowością w naszej szafie, i to zupełnie za darmo. Nawet jeśli motywacją uczestnictwa w swapie jest wyłącznie konsumpcja, dobry uczynek zrobiony "przy okazji" też się liczy.

Katarzyna Żechowicz. Dziennikarka i pasjonatka Włoch. Stypendystka rządu włoskiego, ukończyła z wyróżnieniem studia o modzie na najstarszym w Europie Uniwersytecie Bolońskim. Oprócz tego jest absolwentką dziennikarstwa i italianistyki na Uniwersytecie Warszawskim. Obecnie pracuje w mediach i prowadzi własny portal o modzie oraz sklep internetowy Shop My Mood. Kolekcjonuje zagraniczne czasopisma, wśród których szczególne miejsce zajmuje włoska edycja Vogue'a. Uwielbia kuchnię śródziemnomorską, a każde wakacje spędza w ukochanej Kalabrii.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku