Marian Eile i jego Fafik w mieszkaniu przy ulicy Małej

Marian Eile i jego Fafik w mieszkaniu przy ulicy Małej (fot. archiwum rodzinne Krystyny Olszewskiej)

fenomen

''Trzy rzeczy mogą dać w życiu szczęście mężczyźnie. Najlepszą z nich jest pies''

W mieszkaniu pojawił się pod koniec listopada 1945 roku. Maści ciemnopopielatej, z dodatkiem brązu, miał niespełna cztery tygodnie. Unosząc się na słabych łapkach, z trudem dosięgał krzesła. To Fafik - pisze Tomasz Potkaj w książce "Przekrój Eilego".

Imię znalazł Marian Eile w "Kwiatach polskich" Tuwima: "Loża jest sześcioosobowa, / a jedna siedzi w niej osoba - / Fryderyk Albert Folblut. W skrócie / Faf, Fafik, Fafa". Tak zaczyna się drugi rozdział trzeciej części, który znalazł się wśród fragmentów poematu opublikowanych w "Przekroju" 29/1945. Folblut był zamożnym przedsiębiorcą żydowskim z Łodzi.

Tadeusz Kowalski, treser i hodowca psów (Wadowicka 41, ostatni przystanek przy Borku Fałęckim), zaświadczył na piśmie, że piesek rasy "Irisz-terier" jest "czystej rasy" i zdrowy.

Dzień pojawienia się Fafika w  mieszkaniu Katarzyny i Mariana można porównać do narodzin dziecka. Tak będą go oboje traktować. Na jednej z kartek pocztowych wysłanych z wakacji Marian Eile napisze: "dla żony i syna".

Czytelnicy "Przekroju" poznali Fafika z okładki numeru 45/1946. Za  chwilę Konstanty Ildefons Gałczyński wprowadzi go do Zielonej Gęsi. "Im bardziej poznaję ludzi, tym więcej przekonuję się do zwierząt" - mówi Fafik, odmawiając pożyczki Gżegżółce. "Niech żyje Fafik, vivat Fafik, najpopularniejszy pies wszechświata" - wołają psy i koty z całej okolicy.

Gałczyński po  raz pierwszy publicznie zakwestionował jego czystość rasową, nazywając go "rzekomym irlandzkim terierem".

Główka za mała, łapki za krótkie, a ogon za długi*

A było tak: Katarzyna i Marian szukali rasowego psa i uwierzyli zapewnieniom hodowcy. Z metryki wynikało zresztą, że rodzice Fafika zdobywali nagrody w psich konkursach piękności. Jednak od samego początku Fafik miał w sobie coś nietypowego. Główka była za mała, łapki za krótkie, za to ogon - zbyt długi. Brzuszek przypominał piłkę, która po każdym posiłku nadymała się tak, jakby za chwilę miała pęknąć.


Katarzyna i Marian Eile z Fafikiem (fot. archiwum rodzinne Krystyny Olszewskiej)

Fafik zrewolucjonizował życie Katarzyny i  Mariana. Po mieszkaniu chodzili w miękkich kapciach, gdyż piesek plątał się pod nogami i czasem ktoś go nadepnął. Wył wtedy przez całą noc. Zostawiał małe i większe kałuże na podłodze w różnych miejscach i o różnych porach, gdyż z powodu zimy rzadko chodził na spacery. Przy każdym posiłku pojawiało się pytanie, czy Fafik może to zjeść? Domową apteczkę wypełniły psie lekarstwa, krople do psich oczu, waciki.

Podczas któregoś z wiosennych spacerów 1946 roku spotkał innego pieska. Był czarny od grzbietu do pachwin z brązowym paskiem do kolan i biały do stóp. Pieski obwąchiwały się, radośnie merdając ogonkami, a właściciele ucięli pogawędkę o swoich czworonogach. I wtedy Katarzyna zapytała o rasę pieska. Okazało się, że był to irlandzki terier. Trudno było nie zobaczyć, że Fafik za bardzo różni się od prawdziwego irlandzkiego teriera, by podpartą dokumentem tezę o rasowym pochodzeniu dało się dłużej utrzymać. Do domu wrócił więc jako kundelek.

Był nadal kochany, choć wizja nagród na psich konkursach rozpłynęła się jak we mgle. Także obyczaje rodziny od tego momentu diametralnie się zmieniły. Skoro nie jest psem rasowym, może przecież jeść wszystko.

"Pozwalali mu spać w swoich łóżkach"

Marian i Katarzyna stają się psimi ekspertami. Wiedzą, że chorobę u podopiecznego rozpoznaje się nie po gorącym i suchym nosie, lecz dopiero po zmierzeniu temperatury: jeśli jest wyższa niż 39 stopni, trzeba poradzić się weterynarza. Nie istnieją złe psy, istnieją za to źli właściciele. Nie wolno bić psa poza sytuacją, gdy zaatakuje innego psa lub człowieka. Pies nie rozumie od razu komend swego pana, ale można go tego nauczyć, najlepiej pomagając sobie ruchem ręki. Mieszańce nie różnią się od psów rasowych ani zdrowiem, ani inteligencją. Psy miejskie żyją dłużej niż na wsi, są zadbane i zdrowsze. Psy wcale nie muszą jeść kości, karmienie ich kośćmi drobiowymi może być wręcz niebezpieczne dla ich zdrowia. Idealne pożywienia dla psa to mięso z dodatkiem jarzyn i chleba z mlekiem lub tłuszczem.

Fafik spędzi z nimi ponad dwadzieścia lat. Pozwalali mu spać w swoich łóżkach i  wchodzić na  biurko. Nosili na rękach. Kąpali. Strzygli. "Trzy rzeczy mogą dać w życiu szczęście mężczyźnie: kobieta, praca lub samochód. Najlepszą z nich jest pies" - napisał kiedyś Eile. Los oszczędził mu obecności przy ostatnich chwilach ukochanego pieska: Fafik odszedł, kiedy był pod opieką Katarzyny, a Marian wyjechał na wakacje. Katarzyna i Marian już nigdy nie będą mieli psa.

Dzięki Marianowi Eilemu Fafik zrobił wielką karierę. Od 1950 roku Eile publikował w "Przekroju" rysunki, których był bohaterem. W 1951 roku Fafik trafił do przekrojowej "Szopki jubileuszowej" Ludwika Jerzego Kerna, a kiedy Daniel Mróz rysował sylwetki członków redakcji do jubileuszowego numeru na 15-lecie pisma, Fafika, jako pełnoprawnego członka zespołu, posadził na kolanach swojego pana.


Marian Eile, lata 70 (fot. archiwum rodzinne Krystyny Olszewskiej)

"To nieprawda, że pies rozsiewa pchły"

W numerze 614/1957 Fafik zadebiutował jako pies filozof. W "Myślach ludzi wielkich, średnich oraz psa Fafika" sygnowanych pseudonimem Bracia Rojek jego sentencje sąsiadują na  równych prawach z cytatami postaci znanych z historii czy literatury - Konfucjusza, Napoleona, Sartre'a, Wilde'a. Roi się tu też od postaci wymyślonych: Lord Gallux i Makaryn z Cedetu to współcześni polscy myśliciele.

Jak informował Olgierd Budrewicz w Baedekerze warszawskim, Gallux to "delikatesy od odzieży i galanterii". Cedet to rzecz jasna Centralny Dom Towarowy w  Warszawie przy zbiegu Alei Jerozolimskich i Brackiej. Ali ben Marabut przedstawiony jest jako "współczesny polski Arab", choć imię trochę przypomina Ben Alego z Zaczarowanej dorożki Gałczyńskiego, czyli Alojzego Mścichowskiego, słynnego krakowskiego hipnotyzera. Krecia Pataczkówna to współczesny polski kociak, a Marilyn Nabiałek - pieśniarka i refrenistka jazzowa oraz myślicielka. Pierwowzorem tej ostatniej była ponoć Krystyna Mrozińska-Horst, wokalistka w zespole Krzysztofa Komedy, rzeczywiście podobna do amerykańskiej gwiazdy.

Sentencje zamieszczane w Myślach przypominają nieco bon moty rzucane przez tytułowego porucznika Banaczka z amerykańskiego serialu z lat 70. typu: "Nie szukaj skarpetek, jeśli masz je na nogach". Fafik: "To nieprawda, że pies rozsiewa pchły, natomiast prawda, że je zbiera".

Bon moty dotyczą spraw ogólnych. "Niepolityczna jest tylko skarpetka: nie jest ani lewa, ani prawa" (Łapkin). "To, czego nie rozumiemy, nigdy nam się nie podoba" (Karol de Knot). "Intryga jest wyższa od talentu: z niczego robi coś" (Balzac). Szczęścia: "Między szczęściem a nieszczęściem jest przepaść. W niej żyją wszyscy ludzie" (Jakiś sławny pisarz). "Kto ma dużo pieniędzy, jest szczęśliwy. Kto ma piękną żonę, jest szczęśliwy. Kto nie ma ani jednego ani drugiego, ten śpi spokojnie" (Odwieczne powiedzenie). Wreszcie - życia: "Doświadczenie to jest łagodna nazwa, którą dajemy wszystkim głupstwom, jakie popełniliśmy w życiu" (Autor nieznany).

Szczególnie wiele myśli dotyczy kobiet oraz relacji damsko-męskich: "Nowa sukienka działa na kobietę tak samo jak cztery wódki na mężczyznę" (Krecia Pataczkówna). "Ożenić się jest bardzo łatwo, tylko niełatwo być żonatym" (Miguel de Unamuno). "Są mężczyźni, którzy mają to, na co zasłużyli. Inni pozostali kawalerami" (Sacha Guitry). "Sen, to jedyne, co u Pataczkówny jest głębokie" (Marilyn Nabiałek). "Nieżonaty - mężczyzna posiadający wady, o których jeszcze nie wie" (Antoni Uniechowski). "Żona to istota, która zawsze jest przy tobie, gdy masz przykrości, które w ogóle by nie istniały, gdybyś był kawalerem" (Mercedes Benz).

Pierwsze wydanie książkowe "Myśli Braci Rojek" z ilustracjami Mariana Eilego (Iskry, Biblioteka Stańczyka, 1959) otwiera sentencja Alego ben Marabuta: "Głębokie jest często płytkie, a płytkie - głębokie".


Marian Eile w swojej pracowni podczas pracy, początek lat 80 (fot. archiwum rodzinne Krystyny Olszewskiej)

Wystąpił w filmie i napisał recenzję

Wspominał Lucjan Kydryński: "Kiedyś w  Myślach ludzi wielkich Marian westchnął sobie, że dobrze byłoby znaleźć sierotkę, która by człowieka przytuliła. Podpisane: Salami Kożerski. I przyszedł do redakcji list, że są dwie sierotki, co chętnie przytulą, i jeśli pan Kożerski reflektuje, to będą czekać o umówionej porze w takiej a takiej kawiarni. Eile na to do mnie: - Idziemy. Poszliśmy, a tam siedzą dwie sympatyczne dziewczyny, jedna nawet atrakcyjna. Poznaliśmy się i mnie szybko z tego interesu wymiksował, a ta ładniejsza chyba rzeczywiście go na jakiś czas przytuliła".

Piesek został też patronem Srebrnych Fafików, nagrody "Przekroju". Była unikatowa, bo z nikim nieuzgadniana ani przez nikogo niezatwierdzana. Nie było Fafików Złotych ani Brązowych, nie istniała również żadna statuetka. Nagrody przyznano siedem razy, w  latach 1961-1967, nazwiska laureatów drukowano w bożonarodzeniowym numerze pisma.

Fafik, podobnie jak jego pan, był wszechstronny. Napisał recenzję na obwolucie książeczki Wandy Chotomskiej "Wiersze pod psem" (Państwowe Wydawnictwo Literatury Dziecięcej, 1960).

Wystąpił w  filmie Tadeusza Makarczyńskiego "Kronika pod psem" obok Łajki, psa kosmonauty, psów cyrkowych i filmowych (Rin Tin Tin i Lassie) oraz zwykłych kundli z trudem zarabiających na kawałek kaszanki. Pojawił się już w czołówce jako autor komentarza, który ludzkim głosem wygłasza Kazimierz Rudzki.

Wszystko to przyniosło Fafikowi dużą popularność. Reprezentacyjny lokal Lubelskich Zakładów Gastronomicznych na 120 miejsc otrzymał nazwę Pod Fafikiem. W modnym w latach 60. barze kawowym Marago przy Zwierzynieckiej w Krakowie na ścianie wypisano sentencje z Myśli psa Fafika. Była też, nieistniejąca już, kawiarnia Fafik przy ulicy Siennej.

Imię najsłynniejszego psa "Przekroju" nosi jeden z  akademików Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie przy ulicy Racławickiej.

Barbara Hoff : - Marian opowiadał o ulubionej gumowej piłeczce Fafika, która najczęściej ginęła pod jakimś meblem i tygodniami nie można było jej znaleźć. Kiedy zaczynał pakować walizkę przed jakimś wyjazdem, to Fafik natychmiast tę piłeczkę znajdywał. Marian uważał, że oznaczało to albo: Zapakuj tę piłeczkę i jedziemy razem, albo: Nie wyjeżdżaj, tu jest tak cudnie, jest taka piłeczka.

Fafik miał w "Przekroju" znajomych: Klaudię Uniechowską, Farsę Kernównę, Mikę Strychalską, Faceta Kossaka. Lubił małe kawałki mięsa i nie przepadał za centralnym ogrzewaniem. Na początku lat 80., wiele lat po śmierci pieska, z inicjatywy "Przekroju", Zakłady Przemysłu Cukierniczego im. 22 Lipca (dawny E. Wedel) podjęły produkcję karmelków na kaszel z wyciągu trzech ziół nazwanych Fafikami.

* Książka "Przekrój Eilego" ukazała się nakładem wydawnictwa Mando. Śródtytuły pochodzą od redakcji.


Tomasz Potkaj i okładka jego książki (fot. mat. prasowe/fot. archiwum rodzinne Krystyny Olszewskiej)

Tomasz Potkaj. Rocznik 1968. Dziennikarz i historyk. Autor i współautor kilku książek z obszaru literatury faktu, m.in. "Kres. Wołyń, historie dzieci ocalonych z pogromu" (wspólnie z Konradem Piskałą i Leonem Popkiem). Ostatnio opublikował wspólnie z Alicją Klenczon książkę "Krzysztof Klenczon. Historia jednej znajomości". Mieszka w Warszawie.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku