Kasia Kowalczyk, instruktorka jazdy, właścicielka Babskiej Autoszkoły w Warszawie

Kasia Kowalczyk, instruktorka jazdy, właścicielka Babskiej Autoszkoły w Warszawie (Fot. Gazeta.pl)

zwykli niezwykli

"Nie dość, że baba za kierownicą, to jeszcze instruktorka!". Kasia od 15 lat prowadzi "babską" szkołę jazdy #ZWYKLINIEZWYKLI

- Kobiety wynoszą z domu przekonanie, że będą jeździć gorzej od mężczyzn. Wciąż słyszę od nowych kursantek: Pani to się przy mnie narobi. Nie wiem, po co ja tu przyszłam. Uczymy jeździć, ale przede wszystkim zmieniamy myślenie - mówi Kasia Kowalczyk, instruktorka jazdy, właścicielka Babskiej Autoszkoły w Warszawie.

Czy zwrot "baba za kierownicą" jeszcze ją denerwuje? Tak. Bo wciąż jest tak, że kierowcy okazują kobietom-kierowcom na drodze lekceważenie, klną, wygrażają. Ale sama swoją szkołę nazwała "babską". - Skończyłam marketing na SGH, więc wiedziałam, że nazwa musi być chwytliwa. Ale gdy Babska Autoszkoła ruszała i na mieście pojawiły się pierwsze plakaty, to nie powiem, miałam stresa. Czułam, że się trochę podkładamy - mówi Katarzyna Kowalczyk, 44-latka z 16-letnim stażem w nauczaniu jazdy samochodem. 

W jej szkole kobiety-instruktorki przeważają (takie było założenie), ale jest też kilku instruktorów-mężczyzn. Podobnie jest z kursantami - zgłaszają się głównie panie, ale przychodzi coraz więcej panów. - Nie każdy chłopak urodził się z kierownicą w ręce. Wielu postanawia zrobić prawo jazdy dopiero wtedy, gdy zakłada rodzinę i wie, że będzie wozić żonę i dziecko. To wystarczająca presja. Nie chcą musieć sprawdzać się jeszcze w oczach instruktora, rywalizować z nim, skoro dopiero przyszli się uczyć.  

Nie ma dnia, żeby do jej szkoły nie przenosił się ktoś z kursu gdzie indziej.

Bo instruktor nie tłumaczył albo wściekał się, gdy kursantka popełniała błędy, bo w samochodzie była napięta atmosfera, bo zdarzały się przykre zaczepki, podchodzące pod molestowanie. Te ostatnie na szczęście coraz rzadziej. Wierzę, że tacy panowie odchodzą na emeryturę. Po prostu ich czas się kończy

- wyrokuje Kasia. I dodaje, że jej zdaniem męskich instruktorów na poziomie i z dużą kulturą osobistą jest coraz więcej. - To nie jest kwestia płci, tylko osobowości. Kobiety-instruktorki też nie zawsze są miłe i empatyczne, o czym sama miałam szansę się przekonać. 

Twierdzi, że ma misję: przekonać kobiety (i każdego, kto w siebie nie wierzy za kierownicą), że mogą jeździć dobrze. - Kobiety nie jeżdżą gorzej, tylko inaczej. Nawet jeśli z początku mają gorszą orientację w przestrzeni, gorzej idzie im parkowanie, to z biegiem czasu ta różnica się zaciera. Trzeba tylko ćwiczyć. W ostatnim tygodniu miałam trzy nowe kursantki i każda mówiła to samo: pani to się przy mnie narobi. Nie wiem, po co ja tu przyszłam. Mąż wysyła, bo chce, żebym zmieniała go w weekend za kierownicą. To przekonanie - że ja, kobieta, na pewno będę w aucie beznadziejna - się często wynosi z domu. 

Nie wiem, jak jest w innych krajach, ale w Polsce kobiety w siebie nie wierzą. Dlatego ja od początku, od pierwszych godzin, zaczynam tłumaczyć i ciągnąć za uszy z motywacją. Nasze kursantki często zdają egzamin za pierwszym razem. Dostajemy od nich dużo informacji zwrotnych, są przeszczęśliwe, że dokonały czegoś, co wydawało im się niemożliwe. Wystarczyła odrobina wsparcia.

Pytam Kasię, czy w swojej karierze spotkała osobę, która jednak nie nadawała się na kierowcę: - Nie. Zawsze powtarzam, że nawet słonia da się nauczyć jeździć, potrzebny jest tylko czas i cierpliwość. Nie ma, naprawdę nie ma ludzi, którzy nie nadają się na kierowców! Tylko niektórzy muszą wyjeździć dużo więcej godzin - czasem nie 30, a 70, 80, nawet 100. I dlatego rezygnują. A warto się zawziąć, bo samochód to wolność i niezależność. Fajnie jest mieć poczucie, że kieruje się swoim życiem. To daje odwagę w wielu innych obszarach.

Babska Autoszkoła działa w Warszawie przy ul. Wałbrzyskiej 48

***

Znasz kogoś, kto jest Zwykłym Niezwykłym? Powiedz nam o nim! Pisz na adres: zwykliniezwykli@agora.pl. Wybranych bohaterów odwiedzimy z kamerą.