Finlandia

Finlandia (fot. Shutterstock)

społeczeństwo

Miłość do plastikowych wiader i kompulsywne dzierganie, czyli nietypowe Finów zwyczaje

Finlandia już drugi rok z rzędu znalazła się na czele rankingu najszczęśliwszych państw świata przygotowywanego przez ONZ. Jaki przepis na szczęście mają mieszkańcy tego kraju? Mleko do każdego posiłku, saunowanie i dzierganie nawet w teatrze.

Mökki, czyli szukajcie mnie w lesie*

Finowie lubią uciekać do swoich domków rozsianych w bezkresnych lasach Finlandii, aby pobyć z dala od innych, od sąsiadów, od pracy, aby zwyczajnie zaznać nieco spokoju. Z przyjemnością spędzają tam wolny czas, urlopy, a nawet święta.

Według oficjalnych statystyk z 2018 roku w Finlandii było 509,8 tys. domków letniskowych. Biorąc pod uwagę, że Finlandię zamieszkuje 5,5 mln mieszkańców, to raczej imponująca liczba. W całym kraju jest tylko jedna gmina, na terenie której nie ma ani jednego domku wakacyjnego - to położona niedaleko Helsinek gmina Kauniainen. Uzasadnionym więc wydaje się określanie Finów jako mokkikansa, co w dosłownym tłumaczeniu oznacza "naród domków letniskowych". Stały się one niezwykle popularne w latach 80. XX w. Obecnie wzrost zainteresowania nimi, mimo horrendalnych cen, również jest widoczny, ale pozostaje na stałym poziomie, z wyjątkiem Laponii, gdzie nowych domków przybywa najwięcej. W przeprowadzonym w 2016 roku badaniu przez Suomalaisen tyon liitto 58% ankietowanych Finów wyraziło chęć posiadania domku letniskowego w przyszłości, z czego 80% marzy o saunie nad brzegiem jeziora. 26% ankietowanych było już szczęśliwymi posiadaczami mokki. Osoby poniżej 35. roku życia korzystały głownie z domków letniskowych należących do rodziców.

fot. Shutterstock
fot. Shutterstock

Cisza, spokój, natura i saunowanie to zdecydowanie jedne z największych zalet spędzania wolnego czasu w mokki. Do tej kategorii zaliczamy wszystkie domki, w których nie mieszka się przez cały rok, od tych bez elektryczności i bieżącej wody, przez mummonmokki (tzw. domek babci), do supernowoczesnych domów wyposażonych we wszelkie luksusy. Chociaż dodam, że tych ostatnich jest zdecydowanie najmniej. Finowie nie lubią ostentacyjnie pokazywać swojego dobrobytu, ale, jak w każdym narodzie, znajdzie się kilku nowobogackich. Byłam we wszystkich rodzajach domków letniskowych i przyznam, że moim ulubionym był ten położony kilka kilometrów od najbliższej wioski, w gęstym lesie, na niewielkim wzniesieniu, z malowniczym widokiem na jezioro. Był wyposażony w elektryczność, ale bez bieżącej wody i z wychodkiem na zewnątrz. Do sauny znajdującej się nad samą wodą prowadziły strome schody. Bardzo lubiłam tam jeździć, żeby posiedzieć przez chwilę na pomoście, posłuchać ciszy i kąpać się. W saunie również nie było bieżącej wody, woda była pompowana do wielkiej beczki prosto z jeziora. Niestety, tego domku już nie ma. Są też oczywiście obiekty mniej ascetyczne, w których jest i elektryczność, i woda, i toaleta, a nawet ogrzewanie podłogowe.

Finowie chętnie spędzają czas w mokki, młodzi najczęściej imprezują, starsi odpoczywają, polują, łowią ryby albo ciężko pracują. Wielu osobom domek letniskowy kojarzy się właśnie z pracą, którą trzeba wykonać w domku i jego otoczeniu. W sezonie letnim jest to często malowanie, na wiosnę sprzątanie, rąbanie drewna i zabezpieczenie chaty na zimę, jeżeli nie jest wtedy użytkowana. Właśnie z tego względu mało osób z młodszego pokolenia decyduje się na zakup własnego domku (jedynie 7% właścicieli ma poniżej 40 lat). O ile starszym osobom praca i dbanie o domek w ogole nie przeszkadza, o tyle młodsze pokolenie ma już z tym problem. Poza tym często pojawia się również argument przymusu spędzania wolnego czasu w mokki, jeżeli już się go posiada. Wśród moich znajomych jedynie jedna osoba odwiedza swój domek kilka razy w miesiącu. (...)

Zapytałam kilku znajomych, z czym kojarzy im się słowo mokki, oto najczęściej pojawiające się odpowiedzi:

. kesa - lato,

. ranta - plaża

. sauna - tłumaczenie zbędne

. hyttyset - komary

. makkara - kiełbasa (nie wdawajmy się w szczegóły)

. nuotio/avotuli - ognisko/otwarty ogień

. vene - łodź

. kalastaminen - łowienie ryb

fot. Shutterstock
fot. Shutterstock

Na łonie natury

Jokamiehenoikeus to dosłownie "prawo każdego człowieka", gwarantujące wszystkim równy dostęp do natury i korzystanie z jej zasobow. Oznacza to, że każdy może bezpłatnie wędrować po lasach, jeździć na nartach lub rowerem, zbierać owoce runa leśnego, łowić ryby, a nawet rozbijać namiot. Oczywiście należy przestrzegać przy tym zasad, czyli nie wolno śmiecić, hałasować, przeszkadzać zwierzętom, niszczyć przyrody i rozbijać namiotu zbyt blisko zabudowań. Nie należy również zbierać mchu, porostów (szczególnie chrobotka reniferowego) ani sadzonek drzew czy krzewów. Polowania bez zgody właściciela oraz pozwolenia są zabronione.

To prawo jest interesujące również z innego względu, otóż dotyczy ono lasów prywatnych i żadna specjalna zgoda właściciela na przebywanie na terenie jego lasu nie jest potrzebna. Regulacje te obowiązują wszystkich bez względu na kraj pochodzenia, nie tylko Finów. Rozpalanie ogniska jest dozwolone w wyznaczonych do tego miejscach, ale za każdym razem należy sprawdzić, czy np. ze względu na suszę lub upały nie ma zagrożenia pożarowego.

W fińskich lasach znajdują się również specjalne zadaszenia (laavu) lub domki, w których bezpłatnie można przenocować. Należy pamiętać, aby pozostawić po sobie porządek.

Ogromne tereny leśne i słabe zaludnienie zdecydowanie sprzyjają bliskim kontaktom z naturą. Podobne prawo obowiązuje również w Szwecji i Norwegii. Obcowanie z leśną przyrodą może też być niestety bolesne, szczególnie latem przy nieodpowiednim ubiorze. Wygłodniałe komary, kleszcze, strzyżaki sarnie (hirvikarpanen) oraz jusznice deszczowe (paarma) mogą skutecznie uprzykrzyć pobyt w lesie, dlatego należy się dobrze przygotować.

fot. Shutterstock
fot. Shutterstock

Kraj ekorozwiązań

Recykling w Finlandii jest bardzo dobrze rozwinięty. Domowa segregacja śmieci nie jest niczym nadzwyczajnym. Każda wspólnota mieszkaniowa posiada osobne pojemniki na śmieci mieszane, makulaturę, kartony, plastik, metal, szkło, odpady organiczne, i tak też segregujemy odpady w domu. Butelki plastikowe i puszki sprzedawane są z kaucją, więc z ich zwrotem do sklepu nie ma większych problemów.

Mam wrażenie, że w polskich warunkach bylibyśmy zaliczani do kategorii ekoterrorystów, a w Finlandii z naszym domowym recyklingiem jesteśmy na poziomie zaledwie przeciętnym.

Początków fińskiego recyklingu upatrywałabym w fińskim pragmatyzmie albo protestanckiej skromności, w swego rodzaju wrodzonym zmyśle nadawania pozornie zużytym już przedmiotom czy materiałom drugiego czy nawet trzeciego życia. Zużyte opakowania po mleku stają się więc pojemnikami do mrożenia jagód, mogą być wykorzystane wielokrotnie, zanim trafią do kubła na kartonki, czyli "kartony". Z opakowań po kawie robi się torby na zakupy i inne przedmioty. Zużyte skrawki materiału, stare ciuchy i prześcieradła zamieniają się w rasymatto, czyli popularne w całej Finlandii dywaniki. Przez dekady produktem, któremu nadawano drugie życie, były rajstopy oraz rajtuzy, obecnie istnieje nawet strona internetowa poświęcona ich ponownemu wykorzystaniu.

Pchli targ w Helsinkach (fot. Shutterstock)
Pchli targ w Helsinkach (fot. Shutterstock)

W każdym mieście i w każdej wsi odbywa się kirpputori, czyli pchli targ. Jest kilka rodzajów kirpputori, zwanego potocznie kirpis. Są takie, w których można wynająć miejsce i sprzedawać swoje skarby samodzielnie, w innych opłaca się swoją półkę czy wieszak, zostawia się ceny i po umówionym terminie można odebrać swój "utarg". Na fińskich kirpisach znajdziemy wszystko, i mówię to z absolutną pewnością. Tego rodzaju recyklingowi sprzyjają organizowane kilka razy w roku tzw. siivoupaivat, czyli "dni sprzątania", podczas których można wystawić swoje rzeczy na sprzedaż na trawniku, na ławce przed blokiem czy w innych miejscach, bez opłat.

Mimo fińskiego indywidualizmu podkreślanego na każdym kroku Finowie robią wiele rzeczy razem, jak na przykład talkoot, czyli wspólne sprzątanie w czynie społecznym (raz lub dwa razy w roku) swojej najbliższej okolicy, obejmującej najczęściej teren wspólnoty mieszkaniowej albo dzielnicy. W ramach talkoot sprząta się części wspólne w piwnicach, zbiera się bezpańskie rowery oraz inne przedmioty, oprócz tego organizuje się zamiatanie, sadzenie krzewów i kwiatów, podlewanie czy nawet malowanie. Na zakończenie wspólnej pracy najczęściej jest czas na sąsiedzkie rozmowy przy grillu.

Made in Finland

Finowie lubią kupować fińskie produkty, niektórzy aż do przesady. Przejawia się ona na rożne sposoby, m.in. zawieszeniem zasłon marimekko ze wzorem unikko w każdym oknie w domu, zakupem wszystkich dostępnych kubków z Muminkami czy astronomicznie drogich, lekko pomarańczowych pomidorów made in Finland.

Sklep Marimekko w Helsinkach (fot. Shutterstock)
Sklep Marimekko w Helsinkach (fot. Shutterstock)

Finowie są bardzo dumnym narodem i lubią opowiadać o swoim kraju, promować swoje produkty, wynalazki i pomysły, robią to w bardzo dobry sposób. Co ciekawe, fińskie marki promują siebie nawzajem. Kilka lat temu samoloty, szczególnie te udające się na Daleki Wschód, miały namalowane wizerunki uwielbianych na całym świecie Muminków. Jeszcze przed tym Święty Mikołaj zapraszał turystów do Rovaniemi i patrząc na statystyki odwiedzin, można stwierdzić, że ta kampania naprawdę się udała. Obecnie Finnair promuje dziewiczą przyrodę północnych części kraju, spokój, bezpieczeństwo i ogólny błogostan, oferując nawet swoim pasażerom namiastkę tego świata w postaci soku jagodowego.

Oczywiście oprócz własnych marek Finowie nie pogardzą też produktami szwedzkiego potentata meblarskiego z żółto-niebieskim logo i mam wrażenie, że w każdym fińskim mieszkaniu znajdziemy przynajmniej jeden produkt tej firmy. Ale gdybym miała wybrać najpopularniejszy mebel, to bez wątpienia byłaby to szafka do suszenia naczyń. A zaraz po niej pojawiłby się fotel na biegunach, który w Finlandii jest niemalże wszędzie.

Samolot Finnair pomalowany według projektu opartego na wzorach Marimekko (fot. Shutterstock)
Samolot Finnair pomalowany według projektu opartego na wzorach Marimekko (fot. Shutterstock)

Plastikowe wiadro jako przedmiot pożądania

Nie jestem pewna, czy powstały już na ten temat badania naukowe, ale myślę, że ten fenomen byłby niezłym materiałem badawczym w dziedzinie psychologii społecznej.

Dalej nie wiem, co wywołuje w Finach nieodpartą chęć posiadania plastikowych wiader. Darmowe wiadra są niezwykle chodliwym towarem. Jeżeli w zupełnie dowolnym miejscu w Finlandii widzisz ogromną kolejkę ludzi, to na 90% stoją oni po darmowe wiadro. Dodam jedynie, że jest to kolejka o niezwykle pięknie brzmiącej nazwie - ampparijono.

Oczywiście piszę o tym nieco z przymrużeniem oka i Finowie sami się z tego śmieją, ale naprawdę tak się dzieje. Marketingowcy nie muszą się zbytnio wysilać, bo jak np. przyciągnąć klientów na otwarcie nowego sklepu? Daj im wiadra, przyjdą na pewno!

Brak klamek w drzwiach i oknach

Zdecydowanie brak klamek w drzwiach wejściowych (szczególnie w mieszkaniach w blokach) i w oknach mogę zaliczyć do kategorii "top 10 rzeczy, które najbardziej mnie zadziwiły w Finlandii". Teraz się śmiejecie i myślicie, że wydziwiam, ale naprawdę brak klamek w drzwiach może utrudniać życie. Drzwi mają zazwyczaj jedynie uchwyt. Podobnie jest z oknami. W Finlandii często przy dużych oknach zrobione są niewielkie wywietrzniki albo takie naprawdę mikrookna, które, owszem, sprawdzają się w zimie, ale niestety nie latem, kiedy w mieszkaniu jest ciepło. Dla większości Finów to nie jest żaden problem, oni twierdzą, że skoro w domach istnieje system wymiany powietrza, to już nie trzeba otwierać okien. Chociaż to nieco bardziej złożony problem. Duże okna też można otworzyć i, co zabawne, wystarczy nam tylko jedna uniwersalna klamka, która pasuje chyba do wszystkich fińskich okien.

Dodam jedynie, że problem braku klamek dotyczy głównie mieszkań w blokach, tak mniej więcej od lat 70.-80. XX wieku. W starych domach, w domach jednorodzinnych zazwyczaj klamki są. W moim nowym bloku mamy je już w drzwiach wejściowych, ale duże okna dalej otwieramy przy użyciu jednej klamki!

Helsinki (fot. Shutterstock)
Helsinki (fot. Shutterstock)

Mleko do każdego posiłku i kawa, kiedy tylko się da

Jak Finlandia długa i szeroka, hektolitry mleka i kawy leją się strumieniami każdego dnia. Poranną kawę rozumiem, kawę po lunchu też, kawę popołudniową trochę mniej, ale wieczorna to dla mnie zdecydowanie za dużo. Moi teściowie często przed snem piją kawę, a jedna z sióstr mojej teściowej opowiadała mi kiedyś, że nie mogła spać w nocy, więc wstała, zaparzyła kawę, wypiła i dopiero wtedy zasnęła. Ciocia ma już 85 lat.

Z mlekiem podobnie, a nawet jeszcze lepiej. Mleko na śniadanie, obiad, podwieczorek i kolację, i nie dotyczy to jedynie dzieci! Popijanie mlekiem np. zapiekanki śledziowej, wątróbkowej czy kotleta nie zdziwi żadnego Fina. Z mlekiem w tym kraju można zaszaleć, występuje chyba we wszystkich możliwych odmianach - odtłuszczone, "normalne", tłuste, niehomogenizowane, ekologiczne, od szczęśliwej krowy, mleko plus z dodanymi witaminami, bez laktozy, więc naprawdę każdy znajdzie coś dla siebie.

Mleka roślinne już na dobre zajęły miejsce na fińskich półkach sklepowych i wybór jest również bardzo duży. Mam znajomą wegankę, która teraz do każdego posiłku pije mleko owsiane lub ryżowe. Nie wiem, ale może zwyczajnie Finowie muszą mieć jakikolwiek biały napój.

fot. Shutterstock
fot. Shutterstock

Dzierganie kompulsywne

Dzierganie kompulsywne to niesklasyfikowana jeszcze jednostka chorobowa rodem z Finlandii. Robienie na drutach wełnianych skarpet jest tutaj powszechnym zajęciem. Tak przynajmniej można wnioskować po zaledwie krótkiej obserwacji głownie Finek. A muszę przyznać, że lubię je obserwować.

Szybkość i precyzja przekładania oczek i operowania włóczką są naprawdę godne pozazdroszczenia. Szydełkować lub robić na drutach można wszędzie. Każde, ale to absolutnie każde miejsce jest dobre do dziergania, bez względu na to, czy jest to autobus, pociąg, seans w kinie czy zebranie bądź szkolenie w pracy, dziergać można do woli.

Początkowo, szczególnie to ostatnie miejsce bardzo mnie dziwiło, a najbardziej zastanawiał mnie fakt, że nikt nie uznawał nigdy tego procederu za niestosowny. W mojej dzielnicowej bibliotece organizowane są nawet spotkania szydełkowo-druciane, w czasie których oprócz wykonywania wiadomych czynności można porozmawiać o książkach.

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Poznańskiego (mat. prasowe)
Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Poznańskiego (mat. prasowe)

Skarpety zamiast butów

Fin bez butów chodzi, szczególnie w domu, w szkole, przedszkolu i czasami pracy. (Tak! Dobrze przeczytaliście!). Chodzenie w domu w butach w większości przypadków jest uważane za brak dobrego wychowania, ale nie bójcie się, nikt was nie zaatakuje z tego powodu kapciami. W Finlandii najczęściej chodzi się w skarpetkach, dotyczy to również przedszkola i szkoły. Oczywiście dzieci mogą nosić kapcie. Skoro o nich mowa. Najbardziej kultowe fińskie kapcie filcowe, Reino- i Aino-tossut, stały się powodem ogólnofińskiego poruszenia, kiedy produkująca je firma ogłosiła bankructwo w marcu 2019 roku.

*Fragmenty książki "Finlandia. Sisu, sauna i salmiakki" Aleksandry Michty-Juntunen

Aleksandra Michta-Juntunen od ponad dekady mieszka w Helsinkach. Podróżniczka, poliglotka, kolekcjonerka fińskich tłumaczeń literatury polskiej oraz pasjonatka dobrej kuchni. Od czterech lat prowadzi bloga Fińskie smaki, a za najlepszy fiński smak uznaje tradycyjny żytni chleb. Wielbicielka sauny oraz wędrówek po bezkresnych lasach i pustkowiach Finlandii.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku