Powrót do randkowania bywa trudny i zaskakujący

Powrót do randkowania bywa trudny i zaskakujący (fot. Shutterstock)

społeczeństwo

"Matka mojego chłopaka przestrzegała go przede mną. Mówiła: Skoro raz się rozwiodła, zrobi to po raz kolejny"

Gdy po latach spędzonych w związku wraca się do randkowania, można doznać szoku. Zwłaszcza że świat nie jest już taki sam jak kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu.

- Po rozwodzie musiałam na nowo nauczyć się randkować. Spotkałam się z kilkoma znajomymi znajomych, ale nic z tego nie wyszło. Został Internet. Odkryłam, że korzystanie z kilku portali randkowych na raz to powszechna praktyka. To bardzo dziwne uczucie przypadkiem trafić na kogoś na portalu erotycznym, kiedy już rozpoczęło się z nim rozmowę na portalu dla ludzi szukających związku. Na jednym pan opowiada, jak bardzo mu na mnie zależy, na drugim - co by ze mną zrobił, jakby mnie spotkał. Z mojego doświadczenia wynika też, że w Internecie łatwiej nie o kandydata na męża, ale o czyjegoś męża - opowiada 42-letnia Ewa, która rozwiodła się po 11 latach małżeństwa.

Według danych GUS liczba rozwodów w Polsce od 1980 r. systematycznie rośnie. 39 lat temu było ich niecałe 40 tys., w 2016 r. - już ok. 65 tys. Od kilku lat ich liczba utrzymuje się mniej więcej na tym samym poziomie. Jak podaje CBOS, dwie trzecie Polaków zna przynajmniej jedną osobę, która postanowiła zakończyć związek małżeński. Co dwunasty deklaruje, że sam jest po rozwodzie. Mimo że Polacy coraz później decydują się na ślub - jeszcze w 1960 r., według GUS, średni wiek młodej pary wynosił niecałe 24 lata, w 2018 r. już 29 lat - rozwodzą się najczęściej już po kilku latach wspólnego życia. Najwięcej małżeństw rozpada się po 5-9 latach (16 525 w 2016 r.), niewiele mniej już po czterech (13 868 w 2016 r.).

Według danych GUS liczba rozwodów w Polsce od 1980 r. systematycznie rośnie (fot: Shutterstock.com)
Według danych GUS liczba rozwodów w Polsce od 1980 r. systematycznie rośnie (fot: Shutterstock.com)

Bardzo prawdopodobne więc, że umawiając się na randkę z kimś po trzydziestce czy czterdziestce, trafimy na osobę, która ma już za sobą małżeństwo.

"Ktoś podjął decyzję za mnie"

Choć rozwody powszednieją, nie oznacza to, że radzenie sobie z rozstaniem po wielu latach wspólnego życia staje się łatwiejsze. Rozwód wciąż widnieje na liście najbardziej stresujących wydarzeń w życiu. Według badań prof. Dominiki Maison, dziekan Wydziału Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego, dla 71 proc. Polaków rozwód to życiowa porażka.

- Człowiek po rozwodzie ma bardzo niską samoocenę, wynikającą ze świadomości, że coś mu w życiu nie wyszło i bardzo się za to wini. To rzutuje na kolejne relacje - mówi Ewa. Dodaje: - Mam dziecko, i w związku z tym dużo obowiązków. Mój były mąż zerwał z nami kontakt. Nie mogę, jak wielu mężczyzn, z którymi rozmawiam, w każdej chwili wyskoczyć na kawę. A tego się dziś oczekuje.

Seksuolożka Patrycja Wonatowska potwierdza, że dla wielu osób największym wyzwaniem po rozstaniu czy rozwodzie jest uporządkowanie sobie życia i nauczenie się funkcjonowania w pojedynkę. - Jeżeli para ma dzieci, dochodzą dodatkowe kwestie związane z ustaleniem opieki, co często jest powodem konfliktów. Kolejna sprawa - uzyskanie rozwodu, na co też w Polsce trzeba trochę poczekać - mówi.

Trudno określić, jak szybko ktoś, kto właśnie zakończył wieloletni związek, będzie gotów pójść na randkę. - Każdy wychodzi z relacji z innymi emocjami, część osób jeszcze przez jakiś czas ma nadzieję, że związek uda się uratować. Inaczej przeżywają rozstanie zdradzeni, porzuceni, inaczej ci, którzy świadomie podjęli decyzję o rozstaniu, wiedzieli, że z daną osobą im się nie ułoży. Niestety rzadko zdarza się, że żadna ze stron nie czuje się pokrzywdzona. W gabinecie słyszę: "ktoś za mnie podjął tę decyzję". Wymaga czasu, żeby ból i cierpienie przepracować, uwierzyć w siebie, nauczyć się znów ufać  - dodaje Wonatowska.

Żyć od nowa

35-letnia Karolina przez dziewięć lat żyła w związku małżeńskim. Mąż ją zdradził, relacja się rozpadła. - Moje życie diametralnie się zmieniło. Musiałam znaleźć nowe mieszkanie, pracę, żeby samej się utrzymać. Zmieniłam nawyki, ostatecznie również towarzystwo - trochę inaczej czas spędza się z ludźmi, kiedy ma się męża, a inaczej, kiedy znów jest się singlem - opowiada. Pierwsze miesiące po rozstaniu wspomina jako traumę. - Czułam się piekielnie samotna, miałam też poczucie bycia oszukaną, przegraną, byłam nieufna - mówi.

Po rozwodzie Karolina czuła się piekielnie samotna (fot: Shutterstock.com)
Po rozwodzie Karolina czuła się piekielnie samotna (fot: Shutterstock.com)

Wpadła w wir randkowania za pomocą aplikacji randkowych. Przede wszystkim po to, żeby się czymś zająć, nie myśleć o tym, że jest sama. - Zanim poznałam męża właściwie nie randkowałam, z mężem byłam może na trzech randkach, szybko zaczęliśmy ze sobą "chodzić". W randkowaniu po rozwodzie zaskoczyło mnie więc praktycznie wszystko. Głównie to, jak różni są ludzie - w Internecie możesz spotkać naprawdę każdego. Te doświadczenia bywają bardzo ciekawe, ale też bardzo rozczarowujące, gdy trafisz na kogoś kompletnie z innej bajki, posiadającego całkiem odmienny system wartości od twojego - opowiada. I dodaje: - Przez jakiś czas uprawiałam dużo seksu, bawiłam się, choć zdarzały się dłuższe, kilkumiesięczne relacje. Na zmianę: a to potrzebowałam wejść w nowy związek, a to czułam, że się do tego nie nadaję.

Od rozwodu Karoliny minęło pięć lat. Wciąż jest singielką. - Smutek po rozstaniu minął. Choć nie wiem, czy kiedykolwiek naprawdę zrozumiem, dlaczego moje małżeństwo się nie udało. Ale na pewno przez ten czas nauczyłam się, żyć od nowa - mówi.

Wonatowska zwraca uwagę, że to, w jaki sposób ludzie reagują po rozstaniu, jest kwestią bardzo indywidualną. - Są osoby, które przez miesiące, a nawet lata z nikim się nie spotykają, inni odświeżają stare znajomości, odzywają się do swoich pierwszych miłości. Jeszcze inni zaczynają kompulsywnie randkować. Nie jest to zazwyczaj dobra metoda na poradzenie sobie z emocjami po rozstaniu. Jak z jedzeniem czekolady - nastrój poprawia się tylko na chwilę. Seks w takich sytuacjach często służy rekompensacie utraconej bliskości z wieloletnim partnerem. Jeżeli relacje z nowo poznanymi osobami szybko się kończą, a my od razu wracamy do "przewijania Tindera", to warto się zatrzymać i zastanowić, dlaczego tak się dzieje i co nam to właściwie daje - tłumaczy.

Jarek szybko chciał znaleźć kogoś, z kim mógłby być równie blisko, co ze swoją żoną (fot: Shutterstock.com)
Jarek szybko chciał znaleźć kogoś, z kim mógłby być równie blisko, co ze swoją żoną (fot: Shutterstock.com)

Mimo że to 36-letni Jarek wyszedł z propozycją rozwodu, powrót do życia w pojedynkę po 14 latach nie był dla niego łatwy. Szybko chciał znaleźć kogoś, kto zastąpi jego byłą partnerkę. - Po tak długim związku bardzo brakowało mi bliskości, lubię tę intymność, którą się ma z drugą osobą. Tuż po rozstaniu poznałem bardzo fajną dziewczynę przez aplikację randkową. Naprawdę myślałem, że nam się ułoży. Ona nie radziła sobie jednak z tym, że wciąż formalnie nie byłem rozwiedziony. Myślę, że wystraszyła się też, że szybko chciałem osiągnąć z nią tę bliskość, którą miałem w poprzednim związku. Uciekła - wyznaje.

Nowa forma odrzucenia

Osoby, które przez ostatnie kilkanaście lub kilkadziesiąt lat żyły w związkach, ominęła moda na randkowanie w sieci. A po rozstaniu najczęściej słyszą od znajomych: "zainstaluj sobie aplikację randkową". Początki bywają trudne.

- Rozmawiałem z dziewczynami, ale efekt był taki, że albo usuwały mnie ze swoich par, albo kontakt się urywał. Zdarzyło się, że po fajnym spotkaniu dziewczyna po prostu przestawała się do mnie odzywać i reagować na moje wiadomości bez podania przyczyny. Pierwszy raz spotkałem się z taką formą odrzucenia - opowiada 35-letni Marek, który zainstalował Tindera, kiedy skończył się jego dziewięcioletni związek.

Po dwóch tygodniach korzystania z aplikacji - i jednym spotkaniu - miał taki mętlik w głowie, że postanowił zwrócić się do kolegów po radę. - Wytłumaczyli mi, czym jest tzw. ghosting [z ang. metoda "na ducha", czyli kończenie znajomości z kimś poprzez ignorowanie go - przyp. red.], i przekonywali, że w randkowaniu przez Internet to standard. Poradzili, kiedy powinienem do dziewczyny napisać, czyli dokładnie - w który dzień tygodnia, o której godzinie. A także jak poprowadzić rozmowę, żeby doprowadzić do spotkania. I kiedy zaproponować przejście na inny komunikator, np. Messenger albo Whatsapp. Okazało się, że najlepiej jak najpóźniej. Wielu doświadczyło bowiem internetowego stalkingu. Gdy tego słuchałem, rozbolała mnie głowa - opowiada.

Sposób budowania relacji za pomocą internetowych aplikacji zaskoczył również 36-letniego Mateusza. - Byłem w szoku, jak szybko dziewczyny potrafią się otworzyć, opowiadać o bardzo intymnych sprawach. Przeraziło mnie też to, jak często kłamią - przede wszystkim na temat swojego wyglądu. I ukrywają ważne informacje na swój temat, na przykład, że mają dzieci. Zaskakuje mnie również, jak wiele dziewczyn nigdy nie doświadczyło bycia w długim związku, na pierwszym miejscu stawiają karierę albo swoją rodzinę, nie partnera - wymienia. Minęło kilka miesięcy, odkąd się rozwiódł. - Żona zdradzała mnie długi czas. Gdy pytałem, czy kogoś ma, zaprzeczała. W końcu ją nakryłem. Zawalił mi się świat. Mimo to wierzę, że poznam kiedyś kogoś, z kim wezmę ślub i założę rodzinę - wyznaje.

Kompulsywne randkowanie nie zawsze jest dobrym sposobem na poradzenie sobie z rozstaniem czy rozwodem (fot: Shutterstock.com)
Kompulsywne randkowanie nie zawsze jest dobrym sposobem na poradzenie sobie z rozstaniem czy rozwodem (fot: Shutterstock.com)

Zanim Jarek wrócił do randkowania po rozwodzie, przeczytał kilka poradników. - Nie wiedziałem, jak się do tego zabrać, jak zagadywać dziewczyny przez Internet, żeby je sobą zainteresować. Na początku bardzo dziwne było też dla mnie prowadzenie rozmów z ludźmi, których nie widziałem na oczy. Powoli się przyzwyczajam, ale to bywa męczące. Czasem myślę sobie, że wolałbym podejść do dziewczyny na ulicy i zaprosić ją na kawę niż grać w te internetowe podchody. Ale na razie nie mam jeszcze odwagi tego zrobić - opowiada. Bardzo stresuje się też samymi spotkaniami. - Nie należę do osób, które dużo mówią, zawsze obawiam się, że nie będę miał o czym z dziewczynami rozmawiać. Niedawno spotkałem się z sympatyczną kobietą, byłem przeszczęśliwy, że to ona przez cały czas mówiła. W ogóle mam poczucie, że dziewczyny są dziś fantastyczne - robią mnóstwo ciekawych rzeczy, rozwijają się zawodowo, czuję się przy nich jak nudziarz - opowiada.

48-letni Robert, który rozwiódł się kilka lat temu, nie może odnaleźć się w świecie "zdjęć z Instagrama" i "selfie z dzióbkami". - Mam wrażenie, że świat większości dziewczyn kręci się przede wszystkim wokół mediów społecznościowych - nie mogą oderwać się od telefonu, są bardzo skupione na sobie. Chodzą do klubów, głośnych knajp, w których ja czuję się źle. Za dawnych czasów zabierałem dziewczyny do teatru czy do opery, dziś wiele kobiet na taką ofertę kręci nosem - opowiada. Na randki wydał już fortunę. - Od zawsze miałem takie podejście, że to ja stawiam, zwłaszcza na pierwszej randce. Spotkań, z których nic nie wynikło, miałem już jednak tyle, że uznałem, że prędzej zbankrutuję, niż kogoś poznam. Mam też wrażenie, że niektóre kobiety umawiały się ze mną wyłącznie dlatego, żeby zjeść kolację za darmo. Randki traktują jak darmową rozrywkę. Jakiś czas temu przestałem wychodzić z inicjatywą zapłacenia całego rachunku, to się po prostu nie opłaca - wyznaje. Robert zdaje sobie sprawę, że może łatwiej byłoby mu znaleźć wspólny język z kobietą w jego wieku, ale nie takiej szuka. - Moja partnerka musi być zdecydowanie młodsza ode mnie, te w moim wieku mnie nie interesują - mówi.   

Ewa kilka lat po rozstaniu z mężem związała się z mężczyzną, który, jak się później okazało, ją zdradzał. - Powiedział, że jest po rozwodzie, ma dwójkę dzieci. Po kilku miesiącach znajomości wprowadził się do mnie. Któregoś dnia wyjechał i przestał się odzywać. Jego znajomy powiedział, że odwiedza ojca w Niemczech, szybko wyszło na jaw, że to nieprawda, że jest u innej - w Krakowie. Zaczęłam węszyć. Dotarłam do jego byłej żony, która opowiedziała mi, że z nią postąpił podobnie. Okazało się, że był w kilku związkach, z niektórych ma dzieci - wyznaje Ewa i podsumowuje: - Jeżeli raz się sparzysz, jesteś jeszcze w stanie zaufać, ale gdy ciągle trafiasz na oszustów, to w każdym zaczynasz widzieć oszusta. Już nauczyłam się rozpoznawać, kiedy facet kłamie. Jeśli nie pozwala ci dzwonić w weekendy, wszystko jasne - ma żonę.

"Takie kobiety są niebezpieczne"

35-letnia Marta stanęła przed dylematem, czy mówić otwarcie o tym, że ma już za sobą małżeństwo. - Na początku się z tym nie kryłam, uznałam, że szczerość to najlepsze rozwiązanie. Zmieniłam zdanie, gdy kolejny raz usłyszałam wiązankę obelg na swój temat od mężczyzny, z którym się spotkałam. Mojej sytuacji nie poprawiał, jak się okazało, fakt, że to ja złożyłam pozew o rozwód, a nie mąż - opowiada. Od jednego mężczyzny, z którym się spotkała na randkę, dowiedziała się, że pewnie wyszła za mąż tylko dla pieniędzy i jak przestało jej się podobać, postanowiła się rozwieść i wyciągnąć od byłego partnera alimenty. Od innego, że "tym współczesnym kobietom w d**ach się poprzewracało" i mimo że mają wszystko, ciągle narzekają i szukają czegoś więcej. - Matka jednego z moich chłopaków zaczęła go przede mną przestrzegać. "Takie kobiety jak ona są niebezpieczne, porzucają mężczyzn" - mówiła mu. Kierowała nią logika, że skoro już jeden rozwód mam na koncie, to znaczy, że nie będę miała problemu, żeby porzucić kogoś po raz drugi - opowiada.

Marta postanowiła nie mówić na pierwszej randce ani nie pisać w profilu w aplikacji randkowej o swoim "bagażu". I zwierzyć się dopiero, kiedy nabierze do kogoś większego zaufania. - Taka strategia jest jak najbardziej w porządku - mówi Patrycja Wonatowska. - Ciągle żywy jest stereotyp, że z osobą, która się rozwiodła, coś jest nie tak. Albo rodzi się obawa, że kiedyś wróci do byłego małżonka. Kobiety mogą się też porównywać do byłych żon swoich potencjalnych partnerów, mężczyźni mieć problem z tym, że nie będą już tymi pierwszymi. Hasło "rozwód" może wywołać falę pytań. A nie każdy ma ochotę na nie odpowiadać  - mówi seksuolożka.

W ciągu ostatnich kilkunastu lat świat randkowania się zmienił. Dla wielu osób, które były w wieloletnich związkach, powrót do randkowania może być szokiem (fot: Shutterstock.com)
W ciągu ostatnich kilkunastu lat świat randkowania się zmienił. Dla wielu osób, które były w wieloletnich związkach, powrót do randkowania może być szokiem (fot: Shutterstock.com)

Marta przyznaje, że od jakiegoś czasu umawia się przede wszystkim z mężczyznami o kilka lat starszymi od siebie. Bo oni najczęściej też "mają przeszłość" - są po rozwodach. - Żaden nie dał mi odczuć, że "coś jest ze mną nie tak". Zamiast rozmawiać o historii rozstania z innym człowiekiem i grzebać w przeszłości, skupiamy się po prostu na tym, żeby poznać siebie nawzajem - mówi.

Ewa Jankowska. Dziennikarka i redaktorka, absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu. Zaczynała w Wirtualnej Polsce w dziale Kultura, publikowała wywiady w serwisie Ksiazki.wp.pl. Pracowała również serwisie Nasze Miasto i Metrowarszawa.pl, gdzie z czasem awansowała na redaktor naczelną.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (214)
Zaloguj się
  • fafik.laciaty

    Oceniono 24 razy -10

    Ja bardzo mocno odradzam związki z ludźmi po rozwodach. Czemu? Bo po pierwsze, jeżeli ta osoba była kimś fajnym i wartościowym, to raczej do rozwodu by nie doszło. Nie zawsze rozwód to wina tylko jednej strony - dość często obie mają za uszami. Po drugie - zapewne usłyszymy, mąż ją bił albo żona zdradzała, ale nie wiemy czy to prawda. Równie dobrze, to ta osoba, z którą się spotykamy mogła być tą złą.

  • kempara.wanda

    Oceniono 9 razy -9

    Po co takie bzdury opowiadać,każdy ma wolną wolę ,a nie bo ten,czy tamten,nie macie innych tematów.Szkoda czasu na takie rozlazłe treści.

  • michus00

    Oceniono 9 razy -7

    "Według danych GUS liczba rozwodów w Polsce od 1980 r. systematycznie rośnie. 39 lat temu było ich niecałe 40 tys., w 2016 r. - już ok. 65 tys."

    To są liczby rozwodów na rok czy od 1980 do 2016 liczba rozwodów w Polsce wzrosła z 40 tys. do 65 tys. ? Nie ma to jak precyzja wypowiedzi podając dane statystyczne. Gratuluję "dziennikarzom" statystom.

  • pab13

    Oceniono 33 razy -7

    Ja w dniu rozwodu byłam najszczęśliwszą osobą na świecie. Nigdy więcej, to absolutny przeżytek.
    Żadnych ślubów czy wychodzenia za mąż.
    Nie ma to jak wolność i niezależność.
    Tylko idiota wierzy w durną instytucję typu małżeństwo, przy pomocy której państwo czy kościoły sterują obywatelami.
    Zasadniczo, temat dotyczy głównie nisko wykształconych warstw społecznych.

  • jurakuz

    Oceniono 16 razy -6

    i bardzo dobrze.
    rozwódki mają skrzywioną psychikę

  • wqcyzx

    Oceniono 18 razy -6

    Czy ukończenie "Polskiej Szkoły Reportażu" z automatu oznacza umiejętność pisania fantastyki takiej jak powyższy "artykuł"? Pełno tego na Gejzecie.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX