Rozmowa
Lekcja w szkole (zdjęcie ilustracyjne) (fot. Przemysław Skrzydło / Agencja Wyborcza.pl)
Lekcja w szkole (zdjęcie ilustracyjne) (fot. Przemysław Skrzydło / Agencja Wyborcza.pl)

Wywiad został opublikowany 1 września 2019 roku

Dlaczego uczy pan właśnie historii?

Cóż, już w czasach antycznych mawiano: "historia magistra vita es", czyli "historia jest nauczycielką życia". Dzięki niej możemy prześledzić skutki konkretnych wydarzeń. I wyciągnąć wnioski. Na przykład w 2008 roku mieliśmy światowy kryzys ekonomiczny. Szukając rozwiązań, można spojrzeć w lata 30. i być może niektóre wykorzystać.

W USA w latach 30. i w Polsce w czasie kryzysu finansowego pomogły wielkie inwestycje infrastrukturalne, chociażby np. autostrady.

Kolejny przykład: gdy zastanawiamy się, jak będzie wyglądała Polska i Europa za 10 lat, czy przetrwa Unia Europejska, pokazuję uczniom mapę Europy w 1939 roku. I mówię: "Zobaczcie, nie było struktur międzynarodowych. Nie było organizacji, która by jednoczyła kraje europejskie. Narodził się nacjonalizm i spójrzcie, czym się skończył".

Wojną.

Mamy właśnie rocznicę wybuchu II wojny światowej. Najtragiczniejszej w historii Polski i Europy, a być może i świata. Zginęło sześć milionów obywateli Rzeczpospolitej, w tym narodowości żydowskiej. Hekatomba. Zlikwidowano elitę kraju. Nauczyciele, prawnicy, lekarze, ekonomiści, dziennikarze, duchowni - straciliśmy "głowę" narodu.

Ten, kto nie zna najnowszej historii, jest szalenie podatny na manipulację. A stąd już krótka droga do powstawania skrajnych ruchów prawicowych.

Odsłonięcie tablicy 'Niezwykli szczecinianie i ich kamienice' . W kamienicy przy ulicy Pilsudskiego 29 mieszkał przed II wojną Heliodor Sztark (fot. Łukasz Wądołowski / Agencja Gazeta)

Chce pan powiedzieć, że członkowie ruchów narodowych, krzyczący: "Biała siła", nie znają historii?

Obawiam się, że jej nie rozumieją. Co innego znać datę, a co innego wyciągnąć wnioski. Zawsze podkreślam, że zależy mi, by absolwent liceum, w którym uczę, nie krzyczał "Polska dla Polaków" z uniesioną w nazistowskim geście ręką. Bo to znaczy, że albo historii nie zrozumiał, albo ktoś o niego nie zadbał. Gdyby był na mojej lekcji, wiedziałby, jaka ideologia doprowadziła do masakry drugiej wojny.

Co jeszcze mówi pan swoim uczniom?

Opowiadam, co się działo w 1937 i 1938 roku. Jeżeli nie będziemy mówić o tragicznych skutkach nacjonalizmu, faszyzmu i nazizmu, to historia może się powtórzyć. A tego nie chcemy.

Wie pani, ja sam jako 15-latek patrzyłem na historię o wiele radykalniej niż dziś. Byłem  mocno krytyczny odnośnie do polskiej dyplomacji w czasie II wojny światowej, wyciągałem inne wnioski.  Dzisiaj patrzę na to inaczej.

Jak?

Że zrobiliśmy, co było w naszej mocy.  Dlatego też staram się z uczniami jak najwięcej rozmawiać. W Trójmieście mamy o tyle wygodniej, że możemy zabrać młodzież do Muzeum II Wojny Światowej czy Europejskiego Centrum Solidarności. Tam mówienie o historii wygląda zupełnie inaczej.

Czasem zamiast wykładu organizuję debatę oxfordzką. Dmowski vs Piłsudski. Uczniowie wymieniają się wnioskami, a potem sami oceniają, kto wygrał.

Uczniów interesuje historia Polski?

Musimy rozgraniczyć zainteresowanie historią a maturą z tego przedmiotu. To dwie kompletnie odmienne kwestie. W tej pierwszej jest constans. Oczywiście wygląda to różnie, w zależności od profilu klasy. W klasach biologiczno-chemicznych i matematyczno-fizycznych to pojedynczy uczniowie. W klasach humanistycznych zainteresowanie jest bardzo duże.

W drugiej kwestii - liczba uczniów spada na łeb na szyję, egzamin maturalny z historii jest bowiem coraz trudniejszy. A nie jest już obowiązkowy w rekrutacji na studia na części uczelni, nawet gdy ktoś wybiera się np. na prawo.

W programie gimnazjum historia kończyła się na 1918 roku. Dlatego uczniowie liceów słyszeli coś o II wojnie światowej w podstawówce, ale kompletnie nie znają szczegółów, bo kiedy to było. Więc dwie trzecie uczniów nie pamięta, że Polskę napadli Niemcy. Muszę zaczynać naukę od zera. Sam jestem ciekaw, jak to będzie. 

Lubelski Marsz Pamięci Żołnierzy Wyklętych (fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta)

A Katyń? Powstanie warszawskie? Powstanie w getcie?

Zwykle młodzież się dziwi, że były dwa powstania. Większość słyszała o powstaniu warszawskim, ale z tym gdzie, kiedy i dlaczego wybuchło, ma już problem. O powstaniu w getcie słyszał najwyżej co dziesiąty uczeń.

W szerzeniu wiedzy pomagają filmy, np. "Katyń" Andrzeja Wajdy, "Pokłosie" Władysława Pasikowskiego czy "Wołyń" Wojtka Smarzowskiego. Ale proszę wziąć pod uwagę, że "Katyń" pokazano w 2012 roku. Dwa kolejne roczniki uczniów były na nim w kinie i widziały, ale kolejne - już niekoniecznie.

Jeżeli więc ich nie zachęcę, nie pokażę, to większość filmu nie zobaczy. Dzisiaj młodzi nie oglądają telewizji, więc na filmy historyczne trafiają rzadko. W Internecie klikają tylko w to, co ich interesuje. Dlatego w każdej pierwszej klasie zakładam zamkniętą, dobrowolną grupę facebookową, na której polecam uczniom książki, filmy czy seriale. Na przykład książkę i serial "Kolumbowie" czy serial "Kompania braci". Rekomenduję im również filmy dokumentalne, takie jak seria "II wojna światowa w kolorze" lub "Apokalipsa. II wojna światowa".

Zaczynając lekcje historii, mówię też tak: "Kochani, możecie walnąć każdą głupotę, bo jesteście dopiero na etapie uczenia się". Jednak kiedy wszystko omówimy, głupotę zaczynam oceniać.

Jakie to głupoty?

"Polska w II wojnie światowej współpracowała z Niemcami". Skąd to wiedzą? Wyczytali na jakimś portalu. Albo "Polska była sojusznikiem III Rzeszy". Większej głupoty to już powiedzieć się nie da. A się zdarza.

Radzę więc rodzicom, by zabrali dzieci do muzeum Auschwitz. Tam w jednej z sal wisi cytat, którego autorem jest George Santayana: "Kto nie pamięta historii, skazany jest na jej ponowne przeżycie". A tego nie chcemy.

Wątki antysemickie też się w wypowiedziach uczniów pojawiają?

O światowym spisku Żydów słyszę bardzo rzadko. Ale w podstawówce słyszałem częściej. Że Żydzi doprowadzili do wojny, że rządzili światem i Hitler się wkurzył. A nam się dostało rykoszetem. Widać, że jest to wiedza, którą wyczytali w Internecie lub wynieśli z domu. Zanim trafiłem do liceum w Gdyni, uczyłem w małej popegeerowskiej miejscowości. Tam podobne rzeczy dzieci mówiły częściej. Ale to było 20 lat temu.

Toruń, 2010 rok. Otwarcie wystawy o zbrodni katyńskiej (fot. Mikołaj Kuraś/ Agencja Gazeta)

Dziś bardzo rzadko, ale zdarza się, że pada na przykład hasło: "Chcemy, by Polska była tylko dla Polaków, nie chcemy obcokrajowców". Pytam więc: "Czy znacie kogoś, kto mieszka w Wielkiej Brytanii"? Wszyscy podnoszą ręce. "To pewnie słyszeliście też, że na Wyspach krzyczą: precz z Polakami, precz z emigrantami. Czy chcielibyście tego samego w Polsce?". I wtedy przez klasę idzie pomruk dezaprobaty.  

Zobaczymy, jak nauczanie historii najnowszej będzie wyglądało po ostatniej reformie. Weźmy na przykład młodego człowieka, absolwenta gimnazjum. Wybierał następną szkołę. Jeśli poszedł do takiej, która kończy się maturą, miał do czynienia z historią najnowszą. A jeżeli nie, miał lekcje historii tylko w pierwszym roku szkoły ponadgimnazjalnej.

To niedobrze.

Zależy czego oczekujemy od przyszłych pokoleń. Jeżeli zgadzamy się na to, że połowa młodych ludzi nie będzie znała historii, to nie ma problemu.

Pamiętajmy, że z roku na rok historia się wydłuża, więc potrzeba na jej nauczanie więcej czasu. Jeszcze 15 lat temu zamykaliśmy program na początkach demokratycznej Polski, na 1989-90 roku. Od tego momentu doszły kolejne wydarzenia w Polsce i na świecie, oceniam, że to jakieś 20-30 tematów, a godzin historii mamy wciąż tyle samo.

Więc o ostatnich wydarzeniach uczy się na szybko i po łebkach?

Ten problem dotyczy klasy maturalnej, która realnie kończy naukę w kwietniu. W pierwszej klasie omawia się starożytność i średniowiecze, w drugiej epokę nowożytną, w trzeciej XIX wiek, a w czwartej wiek XX. Ale nauczyciel ma na tę historię najnowszą dwa miesiące mniej niż na poprzednie bloki tematyczne.

W jaki sposób pan sobie z tym radzi?

Powiem wprost: gdyby nie dodatkowe, bezpłatne zajęcia w klasach z rozszerzoną historią, pewnie bym sobie nie poradził. Byłoby ciężko. Owszem, zrealizowałbym program, ale w ogromnym skrócie. Na metody aktywizujące uczniów, na twórczą pracę w grupach nie ma wtedy czasu.

Można więc zaryzykować stwierdzenie, że w klasach, gdzie rozszerzonej historii nie ma, uczniowie mają raczej mgliste pojęcie o najnowszych wydarzeniach?

Może być z tym problem. Wie pani, ja wychodzę z założenia, że w nauczaniu historii są dwa filary. Pierwszy to historia antyczna. Gdy mówimy o demokracji, wracamy do Aten, gdy mówimy o republice, wracamy do Rzymu, a opowiadając o dyktaturach, totalitaryzmach, przywołujemy Spartę. Drugi filar to historia najnowsza, XX i XXI wiek. 

Kard z filmu ''Miasto 44'' (fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta)

Jak to nauczanie "drugiego filaru" wygląda w praktyce?

Żyjemy w tak ciekawych czasach, że należałoby doprecyzować: "a o który rocznik chodzi?". W gimnazjum nauka kończy się na I wojnie światowej, czyli na roku 1918. W szkole ponadgimnazjalnej we wrześniu młodzież zaczyna lekcje od skutków tej wojny.

W dotychczasowym systemie uczeń przychodził do liceum i w pierwszej klasie - niezależnie od profilu - miał dwie lekcje historii tygodniowo. W drugiej klasie już zaczynały się rozszerzenia - ktoś, kto był w klasie biologiczno-chemicznej albo matematyczno-fizycznej, historii jako takiej już nie miał. Miał jedynie przedmiot "historia i społeczeństwo", dwie godziny tygodniowo.

W nowym liceum, po reformie, będzie więcej godzin historii, także tej najnowszej. Wszystkie klasy będą mieć po dwie godziny tygodniowo, jak w "starym" liceum. A klasy humanistyczne dodatkowe jeszcze dwie. Wtedy czasu na naukę o najnowszych wydarzeniach nie powinno zabraknąć, ale to dopiero za cztery lata. W nowej  formule liceum historię XX wieku będziemy mieć w klasie czwartej. Teraz we wrześniu w klasie pierwszej zaczynamy od starożytności.

Chyba że pojawią się kolejne zmiany.

Chyba że... Polska jest krajem reform edukacji i służby zdrowia.

Arkadiusz Ordyniec (fot. arch. prywatne)

Arkadiusz Ordyniec . Nauczyciel historii w IX Liceum Ogólnokształcącym im. Marszałka Józefa Piłsudskiego w Gdyni. Uczył też w prywatnej podstawówce i gimnazjum. Honorowy prezes Związku Piłsudczyków w Gdyni.

Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.Gazeta.pl. Zaczynała jako reporterka kryminalna w "Gazecie Wyborczej", pracowała też w "Super Expressie" i "Fakcie". Pasjonatka psów, mądrych ludzi, z którymi rozmawia też w podcaście " Miłość i Swoboda ", kawy i sportowych samochodów.