Most Długi w Szczecinie

Most Długi w Szczecinie (Fot. Cezary Aszkiełowicz / AG)

reportaż

Wioska z tramwajami czy miasto idealne do slow life. Szczecin nie może się zdecydować

Stolica Zachodniopomorskiego traci mieszkańców w szybkim tempie. Wysysa ich nie tylko niemiecki rynek pracy. Ci, którzy zostali, mają - jak to określa szczeciński raper Łona - "skomplikowany stosunek do miasta".

Chyba z pół miasta tutaj jest. Pierwsze ciepłe promyki wystarczyły, by szczecinianie zameldowali się na Jasnych Błoniach. Lokalny Central Park to szerokie łąki pomiędzy alejami platanów. Jakiś ojciec próbuje tu zrobić nowego Lewandowskiego z sześciolatka. Starsza pani rzuca labradorowi frisbee. Dwie dziewczyny odbierają kawę od obwoźnego sprzedawcy.

Ewa wyszła na spacer z kilkuletnim Oliwierem i mamą Bogusią. Szczecińskiej arkadii nie kupuje. - Jestem masażystką. Tutaj praca za dwa tysiące to jest luksus, i to na dużym fuksie. Wyjeżdżam co chwilę nad morze, do hoteli w Świnoujściu. Tam zarobię nawet trzy tysiące. Wracam, bo rodzina, przyjaciele. Lubię Jasne Błonia, park Kasprowicza. Ale jak będę mogła, to wyjadę do Warszawy. I już nie wrócę - mówi. I dorzuca: - Brudne to miasto, niezadbane - co brzmi zaskakująco. Poniemiecki ład Szczecina, szerokie ulice i zieleń robią wrażenie na przyjezdnych. Najwidoczniej już nie na mieszkańcach.

Jasne Błonia to jedno z ulubionych miejsc mieszkańców miasta (Fot. Cezary Aszkiełowicz / AG)
Jasne Błonia to jedno z ulubionych miejsc mieszkańców miasta (Fot. Cezary Aszkiełowicz / AG)

Obok pcha wózek Agata. Zanim trafiła do Szczecina, pracowała z mężem w Krakowie. - Jesteśmy farmaceutami. Zarobki mamy dużo lepsze niż w Krakowie, nawet do czterech tysięcy złotych. Wszyscy farmaceuci uciekli ze Szczecina na Zachód, dlatego o dobrą pracę było łatwo - tłumaczy. Mieszka tu od pięciu lat i nigdzie się nie wybiera. I nie tylko o pieniądze chodzi. - Jesteśmy ludźmi z południa, cieszy nas bliskość morza. Zanim poznaliśmy przyjaciół, jeździliśmy na kawę i spacery do Berlina. Nawet trzy razy w tygodniu. Albo chodziliśmy na mecze koszykówki, bo uwielbiamy sport. A tutaj jest co oglądać. Jesteśmy fanami szczecińskich Wilków Morskich. Do tego powietrze. Proszę mi wierzyć, przy Krakowie to jest przepaść. No i tereny zielone: puszcze dookoła, park Kasprowicza, jezioro Arkonka. Jesteśmy z mężem zachwyceni. Szczecinianie za dużo narzekają. Trochę nie doceniają tego, co mają - konkluduje.

Ile osób, tyle historii. I bądź tu mądry.

Kierunek: Niemcy

Wydaje się jednak, że większość osób podziela narrację Ewy. Widać to w statystykach. Według danych GUS 2017 w Szczecinie mieszkało nieco ponad 400 tysięcy osób. Dwanaście lat wcześniej ta liczba wynosiła 411 tysięcy. Informacje z Biuletynu Informacji Publicznej miasta Szczecin są bardziej niepokojące - pokazują spadek liczby ludności aż o 35 tysięcy. Według magistratu w mieście zameldowanych jest obecnie 358 tys. mieszkańców.

Mieszkańcy Zachodniopomorskiego znają język niemiecki lepiej niż Polacy z innych regionów. Łatwiej im więc przychodzi podjęcie decyzję o emigracji. Popularnymi kierunkami są też kraje skandynawskie, ale to bezpośredni sąsiad zdaje się najatrakcyjniejszy - ludzie wyjeżdżają do Niemiec w niedzielę wieczorem czy poniedziałek rano i wracają na weekend. - Ostatnio poznałem robotnika, który dojeżdża na budowę za Berlin. Codziennie. W samochodzie spędza pięć godzin dziennie. Wciąż mu się to opłaca - opowiada dr Sebastian Kołodziejczak, socjolog z Uniwersytetu Szczecińskiego.

Fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Gazeta
Fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Gazeta

Za pracą ze Szczecina wyruszają nie tylko "fizyczni". I nie zawsze za granicę. - Od lat zwracamy uwagę na problem drenażu mózgów - dodaje dr Albert Terelak, który razem z dr. Kołodziejczakiem prowadzi badania nad emigracją szczecinian. - Wielu młodych widzi w innych miastach Polski większe szanse na realizację aspiracji. Wybierają Warszawę, Wrocław, Poznań - mówi.

Ale uczciwie trzeba przyznać - Szczecin miał pod górkę. Wrocław i Poznań leżą na przecięciu ważnych szlaków komunikacyjnych. Szczecin - na uboczu. Poza tym sąsiaduje z najsłabszym gospodarczo landem Niemiec: Meklemburgią. No i Szczecin miał stocznię. Ale do tego jeszcze wrócimy.

Wcześniej wyjazdy rdzennych mieszkańców miasta równoważył napływ kapitału ludzkiego z wnętrza województwa. Bo Zachodniopomorskie to dziwna kraina. Niby blisko Niemiec, ale wskaźniki rozwoju od lat sytuują ją w krajowym ogonie. Pasy zamożności ciągną się tu wzdłuż granicy i nad morzem, ale im dalej w głąb województwa, tym trudniej, bo dominują obszary rolnicze lub popegeerowskie wsie. Doktor Terelak wyjaśnia, że dla mieszkańców z centrum województwa osiedlenie się w Szczecinie przez lata było awansem społecznym. Po wejściu  do UE otworzyły się jednak nowe możliwości. Mieszkańcy województwa coraz liczniej zaczęli wybierać emigrację za granicą.

Według szczecińskich socjologów problemem nie jest skala wyjazdów. Ważniejsze jest, kto wyjeżdża. Co trzeci student kierunków medycznych planuje przenieść się na Zachód. Podobnie jest z przyszłymi inżynierami i informatykami. Przeprowadzka w głąb kraju? Wiele zależy od tego, jakie będą tam czekać pieniądze.

Piotr Krzystek od 2006 roku jest prezydentem Szczecina (Fot. Cezary Aszkiełowicz / AG)
Piotr Krzystek od 2006 roku jest prezydentem Szczecina (Fot. Cezary Aszkiełowicz / AG)

- O Szczecinie mówi się: wioska z tramwajami. Ale mnie się podoba. Nie lubię tłocznych miejsc, wolę spokój i zieleń  - opowiada Mateusz, dopijając kawę z tekturowego kubka. Kończy logistykę na uniwersytecie. - Pracę w Szczecinie znajdę na pewno. Pytanie: za ile. Jak za tę samą w Poznaniu czy Wrocławiu dostanę tysiąc albo półtora tysiąca więcej, no to odpowiedź jest oczywista.

Albert Terelak jest jednak optymistą - ten drenaż szczecińskiego rynku pracy ma szansę się skończyć. - Bezrobocie wyraźnie spadło, rośnie wskaźnik zatrudnienia. Przybywa powierzchni biurowych. Przestawiamy się na gospodarkę opartą na wiedzy. Nasze kolejne badania pokażą, czy trend się utrzyma - mówi.

Starówka jak z filmu

Z bulwarów nad Odrą jak na dłoni widać panoramę starego miasta. Dwaj panowie łowią ryby, ktoś biega, ktoś dopija kawę. W oddali majaczy trasa Zamkowa - wielka arteria, której budowę rozpoczęto w latach 70. Trwała blisko 20 lat.

Według Piotra Czypickiego obecna władza dumnie kontynuuje politykę z PRL-u. - Drogi, drogi, drogi. Wytnijmy drzewa, trasę rowerową rzućmy od niechcenia. Prezydent przez 13 lat zbudował jedną, czterokilometrową nitkę tramwajową. I tyle. Tak miasta budowano na Zachodzie 40 lat temu. Dziś myśli się o przestrzeni kompletnie inaczej. Ale nasze władze tego nie widzą - narzeka.

Czypicki to jeden z liderów Szczecińskiego Ruchu Miejskiego. Kandydował na prezydenta, ale przegrał z Piotrem Krzystkiem, który rządzi miastem już czwartą kadencję. Szczecinianie właśnie dlatego, zdaniem Czypickiego, wybierają Krzystka, że za jego rządów po latach zastoju pojawiły się inwestycje. - Sam go w pierwszej kadencji popierałem. To nie jest tak, że nic się w Szczecinie nie dzieje. Ale nie chodzi tylko o to, żeby wydawać pieniądze. Trzeba robić to mądrze - przekonuje Czypicki.

Piotr Czypicki to jeden z liderów Szczecińskiego Ruchu Miejskiego (Fot. Cezary Aszkiełowicz / AG)
Piotr Czypicki to jeden z liderów Szczecińskiego Ruchu Miejskiego (Fot. Cezary Aszkiełowicz / AG)

Fakt: Szczecin się zmienia, czego symbolem są odnowione bulwary czy budynek Filharmonii - perła architektury. Działacze miejscy wskażą jednak wiele inwestycji bez sensu. Czypicki sypie przykładami z rękawa. Pierwszy - budowa trasy średnicowej, która rozrywa miasto na części. Powstaje właśnie jej kolejny etap: węzeł Łękno. Dalej budowany za sto milionów złotych ogromny węzeł drogowy w Podjuchach. I planowana przebudowa placu Orła Białego. Ma zostać miejscem spotkań szczecinian, ale władze miasta planują zostawić też miejsce na parking dla 90 samochodów.

Magistrat broni swoich inwestycji. Według Piotra Zielińskiego z Urzędu Miasta nowy węzeł w Podjuchach będzie alternatywną trasą wjazdową do Szczecina. Bez niego Szczecinowi grozi paraliż. Ważny jest też węzeł Łękno. - Od wielu lat obserwujemy wzrost ruchu samochodów, problem ten dotyczy nie tylko Szczecina. Konieczne jest zatem usprawnienie sieci drogowej, która zapewni odpowiednią przepustowość na kilka najbliższych lat. Nowa infrastruktura służyć będzie przede wszystkim obsłudze pasażerów komunikacji publicznej. Węzeł połączy transport miejski oraz metropolitalny. Znajdą się tam nie tylko przystanki komunikacji miejskiej, ale również nowoczesny przystanek szybkiej kolei - dodaje Zieliński.

Urzędnicy uspokajają też wielbicieli placu Orła Białego. Tu piłka jest jeszcze w grze, koncepcja może się zmienić, a miejsca parkingowe - zniknąć.

Największy zarzut aktywistów dotyczy jednak planowania. A raczej jego braku. - W pierwszej kampanii prezydent obiecywał, że całe miasto będzie pokryte planami miejscowymi. Wtedy to było 30 procent. Dziś to już 50 procent - ironizuje Czypicki. Z braku planu zagospodarowania przestrzennego deweloperzy zabudowują działki na podstawie "wuzetek", czyli decyzji o warunkach zabudowy, wydawanych arbitralnie przez urzędników.

W Szczecinie na podstawie "wuzetek" rozrosło się m.in. osiedle Warszewo, a także zachód miasta. - Ten kierunek w PRL-u nie był przewidziany pod zabudowę - zbyt blisko granicy z Niemcami, był geopolitycznie niepewny. Otworzył się po 1989 roku. Znajdowały się tam gospodarstwa i PGR-y, warzywnictwo i sadownictwo. Opanował je żywiołowy rynek budowlany - mówi Helena Freino, szczecińska urbanistka.

Urzędnicy podkreślają, że Szczecin nie mają czego się wstydzić. Wręcz przeciwnie - miasto pokryte w 53 procentach planami miejscowymi to - na tle kraju - niezły wynik i powód do dumy. Faktycznie. Planowanie przestrzenne to problem, z którym borykają się nie tylko w Szczecinie. Tu wyjątkowe jest co innego.

Dziś szczecinianie wyprowadzają się bowiem nie tylko na obrzeża, ale też za niemiecką granicę, bo ziemia w Meklemburgii jest wyjątkowo tania, a region wyludniony.

Osiedle Kaliny (Fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Gazeta)
Osiedle Kaliny (Fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Gazeta)

Najszybciej mieszkańców traci śródmieście. Według Czypickiego nie ma się czemu dziwić. - Okropny stan podwórek i chodników, masa samochodów, kamienice w fatalnym stanie - wylicza. Według "Diagnozy stanu istniejącego miasta Szczecin", przygotowanej na zlecenie magistratu, aż jedna trzecia miasta to obszar zdegradowany. Zalicza się do niego całe śródmieście.

- Starówka szczecińska została odbudowana po wojnie, górny taras w latach 50. XX wieku w konwencji osiedla mieszkaniowego, dolny taras, czyli Podzamcze - w latach 80. XX wieku, gdy królował postmodernizm. Kamienice przypominają tam układanki z klocków Lego albo dekoracje filmowe. Za to w śródmieściu zachowała się historyczna zabudowa, piękny, XIX-wieczny układ przestrzenny. Jesteśmy dumni z układu gwiaździstych placów. Podobne znajdziemy w Barcelonie, Monachium, Berlinie, Paryżu. Przez dziesięciolecia w PRL-u śródmieście nie było jednak remontowane. Brakowało na to pieniędzy. Do dziś ten teren nie jest oczkiem w głowie władz miasta  - dodaje Halina Freino.

Jest nadzieja, że to się zmieni. Szczecin pracuje nad gminnym programem rewitalizacji, który będzie dotyczył trzech dzielnic: Centrum, Śródmieście Zachód i Turzyn. Na rewitalizację dostał ponad 3,5 miliona złotych z Ministerstwa Inwestycji i Rozwoju. To czwarta najwyższa kwota dofinansowania ze wszystkich polskich miast. Projekt wystartował w 2016 roku i potrwa do 30 czerwca 2019 roku. Sylwia Cyza-Słomska z magistratu tłumaczy, że urzędnicze działania koncentrują się na poprawie warunków życia mieszkańców i jakości przestrzeni publicznych. Towarzyszą im projekty społeczne. W ramach rewitalizacji urząd planuje m.in. przebudowę Alei Wojska Polskiego, dofinansowanie domu seniora, pomoc dla bezrobotnych.

Plac Orła Białego (Fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Gazeta)
Plac Orła Białego (Fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Gazeta)

Ze stoczniowca zrobić fryzjera

Jazda tramwajem wzdłuż Odry to prawdziwa przygoda. Człowiek co chwilę ogląda wielkie stoczniowe dźwigi oraz hale i fabryki, z których wiele zamieniło się w pustostany. Widać też czynszowe kamienice. Tu kiedyś mieszkali stoczniowcy. Dziś budynki zdobią graffiti Pogoni Szczecin. - A patriotów znajdziesz w każdej bramie. Panów, co nie mają pomysłu na siebie - mówi Kuba. - Ale ja lubię to osiedle, mam tu wielu kumpli. Kuba studiuje mechatronikę. - Chciałbym zostać w mieście, ale nie wiem, czy znajdę robotę. Większość kumpli już jest w Niemczech albo na Wyspach. Reszta planuje wyjazd niebawem - mówi.

Marcin wychodzi ze spożywczaka. W ręku ściska smycz, na końcu której ujada wielki buldog. Marcin pamięta czasy, jak marynarze do Szczecina przywozili niedostępne płyty i dżinsy, a wszyscy sąsiedzi pracowali w stoczni. - Ja też tam dorabiałem. Potem to pierdyknęło w latach 90. Chłopaki chodzili do urzędu pracy, a urzędnicy chcieli z nich fryzjerów zrobić. Większość pojechała spawać statki do Niemiec albo Afryki. Wielu się nie pozbierało do dzisiaj. Ja szybko zrobiłem prawo jazdy. Jeżdżę na ciężarówkach. Miałem szczęście - opowiada.

W stoczni i podległych jej zakładach pracowały tysiące szczecinian. Miasto nigdy do końca nie podniosło się z jej upadku. Dziś stocznia wciąż oferuje miejsca pracy. Ale to już nie to samo. - Przyjechałem do miasta cztery lata temu golusieńki. Poszedłem do stoczni i zapytałem, czy czegoś nie mają. Od ręki dostałem robotę. Pracuję jako piaskarz. Noszę ciężkie wory. Zarabiam trzy tysiące na rękę. Niby nieźle, ale ciężko za to wynająć mieszkanie w Szczecinie i żyć. Mieszkałem na ulicy albo u kumpli. Teraz dojeżdżam ze Stargardu - opowiada Krzysztof.

Stocznia Szczecińska (Fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Gazeta)
Stocznia Szczecińska (Fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Gazeta)

Helena Freino przypomina wielki boom mieszkaniowy po wojnie. Wtedy w mieście wyrosły osiedla sypialnie: Przyjaźni, Kaliny, Słoneczne, Majowe, Bukowe. - Na blokowiskach było centralne ogrzewanie i ciepła woda. Tam przenosiły się zamożniejsze rodziny. Dzisiaj ci zamożniejsi wynoszą się do wymarzonych domków z ogródkiem. W śródmieściu i na terenach wzdłuż Odry zostawali słabsi ekonomicznie - dominują tu czynszówki dla robotników budowane przed wojną, dziś w strasznej kondycji. Te budynki doprowadzono do stanu śmierci technicznej. W Szczecinie jest sześć tysięcy mieszkań bez łazienek, z toaletami na półpiętrze. To jest wstyd. Władze miasta wiele budynków rozebrały, także z uwagi na planowane szerokie arterie drogowe o parametrach autostrad - dodaje.

Według Czypickiego na robotniczych osiedlach jest fantastyczna społeczność, prężnie działające stowarzyszenia. - Potrzebują jedynie uwagi władz miejskich, pomocy, finansowania - mówi.

Szczecinowi daję szansę

- Tu się nic nie dzieje - stwierdza kategorycznie Krzysztof. Rozmawiamy na deptaku Bogusława. Najpopularniejsze miejsce spotkań w Szczecinie w poniedziałkowy wieczór jest prawie puste - tylko w pubach nieliczni studenci. - Nic dziwnego. Jesteśmy supermarketem dla Niemców. Jak pracowałem w galerii, to co drugi klient był zza Odry. To nasza główna funkcja - mówi Krzysztof. W narzekaniu nie jest odosobniony. Tę cechę mieszkańców swojego miasta dobrze uchwycił raper Łona.

"Tyle dziur jest zapadłych w Polsce

I że akurat Tobie przyszło żyć w najgorszej z nich

Że w takiej nędznej miejscówce los Cię zamknął

Wyślij sobie pocztówkę stamtąd"

- śpiewał w piosence "Wyślij sobie pocztówkę" szczeciński raper Łona.

Łona, czyli Adam Zieliński (Fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Gazeta)
Łona, czyli Adam Zieliński (Fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Gazeta)

- Szczecin nie jest najłatwiejszym miejscem do życia na świecie. Z tego wynika skomplikowany stosunek do miasta - przyznaje Łona, czyli Adam Zieliński. - Z jednej strony: bezbrzeżna miłość i lokalny patriotyzm. Z drugiej strony mam wrażenie, że to światowa stolica narzekania na własne miejsce na ziemi. Szczecin miał trochę pecha po transformacji i chyba nie cierpiał na nadmiar dobrych włodarzy. Z PRL-u wyszedł jako fajne, portowe miasto, trochę takie okno na świat. Regres zaczął się w latach 90. Szczecin rozwijał się dużo gorzej niż inne ośrodki, z zazdrością patrzyliśmy na taki Poznań czy Wrocław. Poza tym, umówmy się: Szczecin przez 70 lat nie został porządnie "podpięty" do polskiego interioru. Dopiero w ostatnich latach to się mocno zmieniło - głównie przez drogi S3 i A2. Komu się jednak już tu uda dojechać, ten się na naszym mieście pozna. Łatwiej w nim znaleźć równowagę między pracą a odpoczynkiem. Słyniemy z tego, że potrafimy się dobrze bawić, może nawet za dobrze. Po latach stagnacji sporo się tu ruszyło; miasto ma optymistyczne prognozy. Ani myślę stąd wyjeżdżać, jestem w końcu wnukiem pioniera; mój dziadek przyjechał tu w 1945 roku. Warszawa ma zupełnie nieludzkie tempo, mnie dużo lepiej żyje się tutaj.

Czypicki potwierdza, że Szczecin może być świetnym miejscem na slow life. - Mamy zupełnie nieuzasadnione kompleksy Warszawy. U nas się nie pędzi, a to bardzo fajna cecha - dodaje.

Odwiedzamy jeszcze jeden pub na deptaku Bogusława. Nad głową z dużą prędkością przelatuje mi miniaturowy dron. Trwa spotkanie fundacji "Kamienica 1". Fundacja organizuje warsztaty i imprezy dla mieszkańców, gdzie królują nietypowe sporty, jak frisbee czy skimboarding, czyli ślizg na desce.

Park Kasprowicza (Fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Gazeta)
Park Kasprowicza (Fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Gazeta)

- Masa roboty, ale uwielbiam to - mówi Paulina, lat 23. Pracowała już w sklepach i magazynach, ale miała dość. - Na przykład szef mówi ci nagle, że musisz przyjść do pracy w sobotę, a jak ci się nie podoba, to możesz nie przychodzić. No nie podobało mi się. Planowałam już wyjazd do Berlina, ale odkryłam fundację. Uwielbiam tę robotę. Teraz inaczej patrzę na moje miasto. Widzę, ile tu można robić. Dlatego nigdzie się już nie wybieram. Daję Szczecinowi szansę.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER >>>

Bartosz Józefiak. Absolwent Polskiej Szkoły Reportażu. Współpracuje z Dużym Formatem Gazety Wyborczej, Tygodnikiem Powszechnym, portalem Weekend.Gazeta.pl. Dwukrotnie nominowany do nagrody dziennikarskiej im. Teresy Torańskiej w kategorii "Najlepsze w internecie". Pracuje nad książką reporterską o Łodzi

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (265)
Zaloguj się
  • alt-stettin

    Oceniono 57 razy 39

    Niebawem kończę 30 lat, jestem rodzonym szczecinianinem. Cały okres dorastania, potem okres studiów, mijał w cieniu ciągłej telenoweli z przemysłem stoczniowym: to upadającym, to znów podnoszącym się z gruzów. Cały czas słuchałem i czytałem, jak to miasto nie daje szans rozwoju, jak wielu ludzi z niego emigruje etc. Jak to się zatem stało, że bez większego problemu, niedługo po ukończeniu studiów (nie żadnego z szałowych, rozchwytywanych kierunków, szczególnym orłem też nie byłem) w kilka tygodni znalazłem pracę za sporo powyżej średnią krajową, zupełnie poza gospodarką morską? Nie oszukujmy się: współczesnemu Szczecinowi duża stocznia potrzebna jest tak jak kur*ie majtki w piątkowy wieczór - to miasto nie żyje już stocznią i tylko w resentymentach leśnych dziadów ten zakład jest miastu potrzebny. Dziś te resentymenty stanowią zbędny balast, swoistą barierę, przez którą Szczecin tkwi pomiędzy nowoczesnością, a stoczniowo-okrętowymi fantazmatami.

  • leszekk73

    Oceniono 34 razy 24

    Autor jako bardzo ważną tezę całego artykułu podał wyludnienie się miasta, nawet o kilkanaście - kilkadziesiąt tysięcy mieszkańców...
    Dla osób niezorientowanych: w tym samym czasie, o podobną liczbę ludności wzrosła liczba mieszkańców sąsiednich gmin. Teraz ludzie, którzy kiedyś mieszkali z rodzicami w Szczecinie, mieszkają w domkach jednorodzinnych w odległości... od pół do pięciu kilometrów od miasta.
    No straszne rzeczy! Miasto umiera! Bo ludzie się wzbogacił na tyle, żeby kupować działki budowlane tuż obok...
    Reszta artykułu podobnej wartości. Oparta w głównej mierze na wypowiedziach "etatowych autorytetów", którzy mają ogromne poparcie w redakcji lokalnego dodatku gazety. I śladowe poparcie wśród mieszkańców. ;-)

  • hetty111

    Oceniono 25 razy 21

    A ja kocham to miasto. Jest przepiękne (zamieszczone zdjęcia w artykule to jakiś niesmaczny żart, majacy na celu pokazanie Szczecina od złej strony). Dojeżdzam do pracy do Centrum z obrzeży miasta i nie stoję w godzinnych korkach jak w innych miastach, co nie znaczy, że korków nie ma. Są, ale to takie troche "koreczki". To miasto ma zieleń. Parki, Błonie, puszcze, jeziora, jeziorka. Kamienice w Centrum to prawdziwe perelki architektury, co prawda bardzo zaniedbane (urzednikom dziekujemy) ale powoli sa odnawiane. Komunikacja publiczna troche kuleje, uwazam ze w Warzawie zdecydowanie lepsza. Jest sie gdzie pobawic w weekend. I nie ma takiego szalonego tempa. Nigdzie się stad nie ruszam.

  • piotr33k2

    Oceniono 16 razy 14

    dużo się w Szczecinie poprawiło w ostatnich latach ,a potencjał ma Szczecin bardzo duży ,nawet wiekszy od lepiej obecnie rozwiniętego Poznania który powoli osiąga szczyt swoich możliwości . poza tym tak atrakcyjnie położonego dużego miasta pod wzgledem turystyczno-krajobrazowym i geograficznym chyba nie ma w całej Polsce . w Szczecinie 20 minut od centrum można się znaleść w górzystej puszczy bukowej z jednej strony,puszczy wkrzańskiej z drugiej strony ,dużym kompleksie leśnym puszczy goleniowskiej z trzeciej strony ,dookoła dzikie ostępy jeziora dabia już niedaleko słynnych wałów chrobrego i rezerwaty miedzyodrza . blskość morza zalewu itd itp . a niecałe póltorej godz jazdy i jesteśmy w jednej z najważniejszych i najpiekniejszych stolic europy .

  • sidamo

    Oceniono 17 razy 13

    Maja takie takie piekne kamienice,tylko rewitalizowac,odnawiac,a beda miec taki maly Hamburg,Paryz.Postawic na biura,offshore,logistyke,IT,uslugi,dac sie osiedlac Ukraincom o pojda dalej do przodu.

  • justas32

    Oceniono 25 razy 13

    Żyjemy w kraju którego nie lubimy i który nic ciekawego nie potrafi nam zaoferować. Najgorsze że to my sami go tworzymy i jest on kwintesencją naszych patologicznych cech : lenistwa, niechęci do rozwoju i zmiany świata na lepsze, pogardy dla nauki i zgody na życie w tradycji która nam nie odpowiada ...

  • naturelovers

    Oceniono 18 razy 12

    Urodziłem się i wyrosłem w Szczecinie. Na studia przeniosłem się do Poznania. Pamietam jak oba miasta startowały z mniej więcej tego samego poziomu. Z ogromnym smutkiem obserwowałem jak Szczecin coraz bardziej pozostawał w tyle. Teraz przepaść już jest nie do nadgonienia.
    W artykule piszę się o jego położeniu jako wadzie. Kompletnie się z tym nie zgadzam. To właśnie Szczecin, nie Poznań jest położony w dużo bardziej obiecującym miejscu. W narożniku Polski, z dostępem do Niemiec, morza, Szwecji mógł stać się drugim Hong Kongiem (no dobra, Hamburgiem). Punktem przeładunkowym, centrum logistyki, centrum eksportowym, przemysłu takiego, jak powstał w kompletnie nieciekawej okolicy Poznania. Produkcja autobusów, tramwajów, wreszcie hub dla usług typu call centres, obsługa klienta, informatyczne zaplecze dla dużych międzynarodowych firm, z uwagi na bliskość Berlina i całego zachodniego świata predestynowały Szczecin do miasta sukcesu. Niestety miastem rządzili fatalni radni i jeszcze gorsi prezydenci, konserwy z czasów PRLu, które nie miały żadnego nowatorskiego pomysłu na swoje miasto.
    A ja... cóż. Pozdrawiam z Irlandii.

  • mywork

    Oceniono 16 razy 12

    Problem ze Szczecinem jest taki, że nie ma tak na prawdę żadnych atrakcji przyciągających turystów. Owszem, jest kilka zabytków, jak Zamek Książąt Pomorskich, ale to wszystko da się obejrzeć w kilka godzin. Nie ma dostepu do morza jak w Gdańsku, więc cel „wyjazdu na wczasy” też odpada. Turystycznie to miasto jest mało atrakcyjne, a to właśnie na turystach buduje się rangę miasta. Zrozumiał to Poznań, który jeszcze 20 lat temu był dziurą, a teraz pięknie rozkwitł. W Szczecinie brakuje też renomowanych uczelni jakie ma Wroclaw, Warszawa czy wspomniany Poznań. Na moim roku było sporo ludzi ze Szczecina, choć to drugi koniec polski i dodatkowe koszty dla nich na wynajem mieszkania czy dojazdy.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX