Szczepan Mazur

Szczepan Mazur (fot R. Jędrasiak)

Młoda Polska

Mistrz z przypadku. Polak wygrał jedną z najbardziej prestiżowych gonitw na świecie

Gdy 23-letni dziś Szczepan Mazur po raz pierwszy pojawił się na torze wyścigowym, inni dżokeje na jego widok wybuchnęli śmiechem. Niebawem musieli jednak uznać jego wyższość.

Cykl "Młoda Polska" poświęcony jest Polkom i Polakom, których podziwiamy i którym chcemy kibicować. Kolejne sylwetki publikujemy w każdy wtorek. Oto nasi wcześniejsi bohaterowie:

W 10 miesięcy przygotowała się do mistrzostw świata we freedivingu. ''Jesteś syreną'' - mówili jej

"Sławomir wynalazł gatunek rock polo, a ja stworzyłem gwiazdę disco polo robotyki"

"Nauka jest trochę jak kryminał. A ja lubię szukać 'trupów w szafie'". Dla Anny Czarneckiej każdy pacjent jest zagadką

IMIĘ: Szczepan

NAZWISKO: Mazur

WIEK: 23 lata

ZAWÓD: dżokej

OSIĄGNIĘCIA: Czterokrotny mistrz Polski (2013, 2014, 2016, 2018), wygrał w wyścigu z serii Dubai World Cup Carnival

Jest rok 2007 i Szczepan nie ma jeszcze bladego pojęcia o koniach. Może poza tymi mechanicznymi - jego wielką pasją są bowiem motocykle. W gospodarstwie państwa Mazurów w Księginicach co prawda nie brakuje zwierząt, dominują jednak te o nieco mniej sportowym usposobieniu, np. świnie, krowy i kozy.

Przełom następuje krótko po dwunastych urodzinach chłopca. Wówczas pan Jarosław, jego ojciec, podejmuje decyzję o wydzierżawieniu młodej klaczy pochodzącej ze stadniny Marka Mioduszewskiego. Później przyzna: - To był przypadek. Akurat pojawiła się okazja, a że miałem z dzieciństwa sentyment do koni, pomyślałem: czemu nie?

Chłopiec szybko zaprzyjaźnia się ze zwierzęciem i spędza coraz więcej czasu na jego grzbiecie. Gdy mija termin dzierżawy, tata Szczepana postanawia kupić własnego rumaka. Na początku trafia on pod opiekę Dawida Mioduszewskiego, syna wspomnianego hodowcy, który oswaja go i uczy reakcji na wysyłane przez człowieka sygnały.


W 2010 roku Szczepan Mazur rozpoczął jeździeckie treningi (fot. arch. prywatne)

W 2010 roku Szczepan rozpoczyna jeździeckie treningi pod okiem Mioduszewskiego juniora. Ten szybko dostrzega, że ma do czynienia z prawdziwym talentem. Już po dwóch tygodniach zachęca nastolatka, aby przesiadł się z konia rekreacyjnego na zwierzę biorące udział w wyścigach. Chłopak nie ma nic przeciwko. I okazuje się, że doskonale radzi sobie ze zrywnym wierzchowcem.

Mioduszewski stwierdza, że nie należy tracić czasu. Zadaje piętnastolatkowi kluczowe dla jego przyszłej kariery pytanie: Czy chciałbyś zostać dżokejem?

Sto zwycięstw w dwa sezony

Szczepan nie wie jeszcze, co tak naprawdę znaczy to słowo. Za namową trenera pracuje coraz ciężej. Początki nie należą do najłatwiejszych. Gdy nastolatek po raz pierwszy pojawia się na torze, wzbudza raczej rozbawienie innych zawodników. Nie wierzą, że ktoś o aż tak drobnej posturze poradzi sobie z narowistym zwierzęciem. Szczepan mierzy wówczas około 158 centymetrów, waży zaledwie 49 kilogramów.

Jego opiekun darzy go jednak sporym zaufaniem i pozwala mu ujeżdżać coraz silniejsze i szybsze konie. - Miałem styczność z wieloma kandydatami na jeźdźców. Jako że moje podejście jest dość bezkompromisowe, większość z nich rezygnowała już po miesiącu. Szczepan natomiast od początku był skory do poświęceń. Nigdy wcześniej nie spotkałem kogoś tak zawziętego i pracowitego - mówi Dawid Mioduszewski.

Choć kontuzje raczej omijają Szczepana, podczas jednego z treningów dochodzi do przykrego wypadku. Ujeżdżany koń zrzuca go z grzbietu, po czym zbiega z toru i łamie kręgosłup. Zwierzę musi zostać uśpione.

Nastolatek nie traci jednak zapału. Gdy staje przed wyborem szkoły średniej, nie waha się ani przez moment. Trafia do Liceum im. Mikołaja Kopernika w Środzie Śląskiej, mieście, w którym znajduje się stadnina Mioduszewskiego. Trener wspomina: - Jego dzień wyglądał następująco: rano krótki trening, potem szkoła, potem znowu trening. I tak w kółko. Wieczorami goniłem go do lekcji. Chciałem, żeby Szczepan miał świadomość, jak kapryśna bywa kariera sportowca i że musi mieć w razie czego odpowiednie wykształcenie.


Na treningach Szczepan od początku był skory do poświęceń (fot. arch. prywatne)

W tym samym roku chłopiec odbywa dwutygodniowy kurs organizowany na wrocławskich Partynicach, obejmujący zajęcia praktyczne (m.in. trening na sztucznym koniu) i teoretyczne, które wprowadzają kandydatów w tajniki zawodu. Jest już gotowy, aby wystartować w wyścigu. Przepisy są jednak jasne: zanim będzie mógł się nazwać pełnoprawnym dżokejem (to najwyższa kategoria jeździecka), musi odnieść zwycięstwo w aż stu gonitwach.

Udaje mu się to osiągnąć w niespełna trzy lata.

Dobry dżokej na słabym koniu

Szczepan Mazur okazał się rewelacją roku 2012 i 2013. Drugi sezon w zawodowym sporcie przypieczętował tytułem mistrza Polski. Na liście zdobytych przez Dolnoślązaka trofeów znalazły się wówczas również Nagroda Rulera (gonitwa na 1600 metrów, nazwana od imienia słynnego ogiera urodzonego w 1884 roku) oraz Oaks (wyścig na 2400 metrów nawiązujący do angielskiego turnieju organizowanego od 238 lat).

Dziś przyznaje, że jego największym sukcesem była możliwość rywalizowania w tak młodym wieku z dużo bardziej doświadczonymi jeźdźcami. Jednak jeden z triumfów na pewno ma szczególny smak. Mowa o zwycięstwie w Wielkiej Warszawskiej, które odniósł w 2013 roku wraz z koniem o imieniu Patronus. Stał się wówczas najmłodszym laureatem w historii tej gonitwy. Miał ledwie 18 lat. - W ogóle nie planowałem brać udziału w tym wyścigu. Patronusa miał natomiast dosiąść dużo bardziej doświadczony i utytułowany Irlandczyk Kieren Fallon. Kilka godzin przed rozpoczęciem zawodów okazało się, że nie dojedzie, więc właściciel konia zaproponował, abym zajął jego miejsce. Zgodziłem się i jakoś się udało - powie z typową dla siebie skromnością. Ambicje Szczepana nie ograniczały się jednak wyłącznie do występów na krajowym podwórku.

W roku 2014 pochodzący ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich trener Ibrahim al Hadrami zwrócił się do hodowcy Macieja Malinowskiego z prośbą o wskazanie najwybitniejszego polskiego dżokeja. Wybór padł właśnie na Dolnoślązaka, który w międzyczasie obronił tytuł krajowego czempiona.

Mazur twierdzi dziś, że choć wiedział, jak wielkim prestiżem cieszą się w Dubaju wyścigi konne, nie marzył wcale o wyjeździe na Półwysep Arabski. Mimo to postanowił spróbować swoich sił. Pierwszy sezon za granicą nie należał do najbardziej udanych. Trenerzy początkowo nie chcieli zaufać umiejętnościom Polaka i niechętnie zgadzali się na to, aby ujeżdżał najbardziej utytułowane konie. Tymczasem, jak mówi sam sportowiec, w wyścigach chodzi o równowagę między człowiekiem i zwierzęciem, obie strony są tak samo ważne. - Nawet najlepszy zawodnik nie osiągnie dobrego wyniku, jeżeli dosiada słabego konia - dodaje.


- Nawet najlepszy zawodnik nie osiągnie dobrego wyniku, jeżeli dosiada słabego konia - mówi Szczepan Mazur (fot. R.Jędrasiak)

Od listopada 2014 roku do marca 2015 roku (ze względu na temperatury emirackie zawody odbywają się wyłącznie zimą) Mazur wygrał trzy gonitwy. W tym samym czasie odwiedził też Oman, gdzie odniósł dwa zwycięstwa.

Do Zjednoczonych Emiratów Arabskich wracał jeszcze dwukrotnie, osiągając tam, wydawałoby się, zadowalające wyniki. - Udało mi się w 2015 i 2016 roku skończyć kilka ważnych i trudnych wyścigów na drugim, trzecim lub czwartym miejscu - wspomina. To istotne, bo pierwsze pięć lokat to tzw. "płatne miejsca", które w Polsce gwarantują dżokejowi pięć, w Emiratach natomiast dziesięć procent nagrody pieniężnej. Pozostała część kwoty trafia do trenera i właściciela konia.

To jednak nie wystarczyło ambitnemu zawodnikowi. W roku 2017 zdecydował, że na zimę zostanie w Polsce i skupi się przede wszystkim na krajowych wyścigach. Opłaciło się. Już rok później mógł się poszczycić kolejnym (trzecim) tytułem mistrzowskim, wygraną w Derby, Nagrodą Prezesa Totalizatora Sportowego i nie tylko. Gdy po raz kolejny stało się jasne, że w naszym kraju nie ma sobie równych, postanowił wrócić na Półwysep Arabski. O tym, że był to z jego strony nadzwyczaj słuszny ruch, miał się przekonać już niebawem.

Wielki prestiż i zawracanie głowy

Mazur podkreśla, że za jego sukcesami stoją nie tylko systematyczność i skłonność do poświęceń, ale i fakt, że wokół niego są odpowiednie osoby. Do tego grona należy - oprócz jego taty oraz Dawida Mioduszewskiego - wielu innych specjalistów, z którymi współpracował. Być może należałoby poszerzyć tę listę również o Younisa al Kalbaniego, emirackiego trenera, który parę miesięcy temu zastąpił al Hadramiego. Bo od tego czasu polski dżokej zdołał wygrać na Półwyspie Arabskim już osiem wyścigów. Dziesiątego stycznia tego roku wziął udział w Al Maktoum Challenge, wyścigu będącym częścią zawodów Dubai World Cup Carnival (łączna pula nagród wynosi ponad dziesięć milionów dolarów). Dosiadając konia o imieniu Wadeaa, odniósł wówczas pierwsze zwycięstwo w gonitwie kategorii GI, charakteryzującej się największym poziomem sportowym i największym prestiżem. Mazur otrzymał wówczas - do podziału - 39 tysięcy dolarów. Zgodnie z zasadami panującymi w Emiratach, dostał z tego 10 procent.


Szczepan Mazur w wziął niedawno udział w Al Maktoum Challenge, wyścigu będącym częścią zawodów Dubai World Cup Carnival (fot. R. Jędrasiak)

Wiele wskazuje na to, że Polak już niebawem trafi do ścisłej światowej czołówki. Dwudziestotrzylatek stara się jednak tonować nastroje i podkreśla, że przed nim jeszcze wiele pracy. Z równym spokojem podchodzi również do kwestii nagród, o które walczą właściciele koni, trenerzy i sami jeźdźcy.

- Czy rzeczywiście są to takie wielkie pieniądze? Zależy, jak na to spojrzeć. Pamiętajmy, że każdy z zawodników, aby dojść do tego poziomu, musi podporządkować absolutnie całe swoje życie treningom. Wielu z nas trenuje niemal przez cały tydzień, nierzadko nie osiągając żadnych korzyści finansowych - mówi.

O pieniądzach myślą za to ci widzowie, którzy oglądanie wyścigów łączą z typowaniem ich wyników. Mazur przyznaje, że niektórzy gracze składają dżokejom wizyty. - Zdarza się, że ktoś odwiedza nas, aby podpytać, jak się czujemy, albo zaczyna rozmawiać z nami o pogodzie, by płynnie przejść do tematu szans na wygraną oraz tego, na jakiego konia postawić. Trudno jednak nazwać to jakąś specjalną presją, lepszym określeniem byłoby "zawracanie głowy" - mówi Szczepan.

Zapaleni hazardziści często wręczają jeźdźcom mały upominek, na przykład pudełko czekoladek. Tego typu smakołyki niespecjalnie interesują jednak Mazura i jego rywali. - Teraz muszę utrzymywać stałą wagę, około 54 kilogramów przy 168 centymetrach wzrostu. Najeść się do syta mogę tak naprawdę dopiero po zawodach - kolejny tydzień zajmuje mi spalanie zbędnych kalorii - żartuje Polak.

Liczy się tylko najbliższy trening

Mazur stoi teraz przed szansą na występ podczas Dubai World Cup Day nazywanego "najdroższym dniem wyścigowym na świecie" (pula nagród to aż trzydzieści milionów dolarów). Gonitwy odbędą się pod koniec marca tego roku, a śledzić je będzie na torze kilkadziesiąt tysięcy widzów.


Szczepan Mazur odbiera nagrodę w Dubaju (fot. R. Jędrasiak)

Polski dżokej robi jednak wszystko, aby skala i ranga zawodów nie paraliżowały go. Gdy poruszam temat marzeń związanych z przyszłością, skupia się jedynie na najbliższych dniach, a nawet godzinach. - Nie chcę za bardzo wybiegać do przodu. Najważniejszą rzeczą jest dla mnie komunikacja z koniem i jak najlepsze wykorzystywanie potencjału danego zwierzęcia podczas kolejnego treningu i wyścigu - mówi.

Przyznaje jednak, że po zakończeniu kariery chciałby zająć się szkoleniem młodych zawodników lub prowadzeniem własnej stadniny. W grę wchodzi w tym wypadku rodzinny biznes. Syn państwa Mazurów skutecznie zaraził ich bowiem swoją pasją. Od kilku lat są właścicielami pensjonatu i stadniny, które stworzyli od podstaw w Księginicach.

Zapytany o to, czy już niebawem zagości na stałe w ścisłej światowej czołówce, Szczepan odpowiada: - Trudno mi to przewidzieć. Wiele zależy od koni, na które będę trafiał. A także od szczęścia.

Dobra wiadomość jest taka, że tego ostatniego polskiemu dżokejowi nie brakuje. Podobnie jak zapału i cierpliwości, niezbędnych, aby "nieco" temu szczęściu pomóc.

Mateusz Witkowski. Ur. 1989. Redaktor naczelny portalu Popmoderna.pl, stały współpracownik Gazeta.pl, Wirtualnej Polski, "Czasu Kultury" i miesięcznika "Teraz Rock". Doktorant w Katedrze Krytyki Współczesnej Wydziału Polonistyki UJ. Stypendysta Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego w roku 2018. Interesuje się związkami między literaturą a popkulturą, brytyjską muzyką z lat 80. i 90. oraz włoskim futbolem. Współprowadzi fanpage Niedziele Polskie, prowadzi facebookowego bloga muzycznego.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (59)
Zaloguj się
  • pavise

    Oceniono 26 razy -20

    A kon jakiej narodowosci? Rozumiem, ze nastepnym Polakiem w serii bedzie Janusz Gwiazdka z wsi Zadupie Male, ktory potrafi zbijac palety bez gwozdzi?

  • strach_sie_bac

    Oceniono 20 razy -6

    "Zaimponował" mi wyglądem ten dubajczyk na ostatnim zdjęciu... w klapkach. Gdyby założył jeszcze skarpetki powiedziałbym, że polski uchodźca spod Sandomierza, syn kuminiorza jakby to powiedział Gustlik :D

  • qwerfvcxzasd3

    0

    Odwrotność koszykówki, ale również sport oparty na chorobie zawodnika.Dobrze, ze ci ludzie potrafią to wykorzystać, ale mimo wszystko, to nie dla mnie.

  • mawik_net

    0

    158cm i 49 kilo to ciężka jazda.

  • shtalman

    Oceniono 8 razy 0

    Szczepan Mazur na zdjęciu to ten z brodą w turbanie co odbiera dwa pokale jako nagroda?

  • onduma

    Oceniono 12 razy 0

    Nie na darmo dawniej wszystkie elitarne szkoly, korpusy kadetow mialy w programie jazde konną. Uczy ona dyscypliny i samodzielnosci i jest bardzo wymagajaca. To nie tenis gdzie mozna slabo grac bez konsekwencji. Jak wsiądziesz na konia jak bedziesz "slabo gral" to skonczysz na ziemi. Dlatego obecne VIPy wola inne sporty uprawiac bo kon weryfikuje kazdego

  • pal.nick

    Oceniono 1 raz 1

    ej, Autorze, a Ty byłeś na wyścigach? wiesz, ile waży dżokej z siodłem?
    raczej mogłeś to sprawdzić, a nie pisać o wyjątkowej wadze bohatera.
    to całkiem normalna waga dla sportowych dżokejów. i wszystkiego najlepszego Panu Mazurowi życzę!

  • Tomasz Pikul

    Oceniono 1 raz 1

    Moja córka od 12 roku życia pracuje z końmi, tyle, że zajmuje się ujeżdżaniem i hipoterapią dzieci upośledzonych więc jest to zupełnie inna dziedzina, ale tak czy owak trzeba kochać te zwierzęta aby cokolwiek osiągnąć dlatego podziwiam chłopaka, bo coś o tym wiem

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX