Sebastian Fabijański w filmie ''Kamerdyner''

Sebastian Fabijański w filmie ''Kamerdyner'' (fot. Rafał Pijański/www.KINETIK.PL)

wywiad Gazeta.pl

Po roku wyrzucili go ze szkoły aktorskiej. Sebastian Fabijański: Dyskutowałem, podważałem. A tego się nie lubi

W szkole czy w każdej strukturze zawodowej powinno się wykonywać polecenia, a nie je podważać. Dodatkowo zdarzało się, że omijałem niektóre zajęcia - wspomina aktor.

Szkołę aktorską jednak ostatecznie skończył. I sporo gra. Ostatnio główną rolę w nowym filmie Filipa Bajona pt. "Kamerdyner", który wszedł właśnie do kin. To inspirowana prawdziwymi wydarzeniami historia splątanych losów Polaków, Kaszubów i Niemców na tle burzliwych wydarzeń pierwszej połowy XX stulecia.

Mateusz Krol, którego gra Sebastian Fabijański, to kaszubski chłopiec, przygarnięty po śmierci matki przez pruską arystokratkę Gerdę von Krauss (w tej roli Anna Radwan). Jego rówieśniczką jest córka von Kraussów, Marita, grana przez Mariannę Zydek. Między młodymi rodzi się miłość. Ojcem chrzestnym chłopca jest kaszubski patriota Bazyli Miotke (w tej roli Janusz Gajos), który podczas konferencji pokojowej w Wersalu walczy o miejsce Kaszub na mapie Polski.

O roli kamerdynera i w ogóle o graniu rozmawiamy z Sebastianem Fabijańskim.


Marianna Zydek i Sebastian Fabijański w ''Kamerdynerze'' (fot. Marcin Makowski)

Jaki ty jesteś? Słyszałam opinie, że trudny i wrażliwy.

Mówiąc, jaki jestem, musiałbym od razu odkryć przed tobą wszystkie karty.

Odkryj przynajmniej kilka.

Łatwiej mi powiedzieć, jaki nie chcę być. Nie chcę być zadufkiem, egocentrykiem, ściemniaczem. Nie chcę być też oportunistą, dlatego pewnie bywam trudny w relacjach.

Słyszałam też, że jesteś bardzo szczery.

Jestem cholernie emotywny. Szybko podejmuję decyzje. Czasem kompletnie nieprzemyślane. "Żegnaj, rozumku".

I co?

Potem słyszę, że jestem nieprzewidywalny, albo właśnie trudny. Tymczasem mam emocjonalnie jasno określone pryncypia. Jeśli ktoś je narusza, reaguję.

Podasz przykład?

Chociażby z planu w Warszawie, gdzie ostatnio miałem zdjęcia. Stoi na chodniku nasz dźwiękowiec z mikrofonem na statywie, a z przejeżdżającego auta wychyla się facet i woła: "Stój z tą tyczką, Stój!".

Nieładnie.

Mówię do niego: "Ej! Może trochę szacunku?".

04.09.2017 Lodz . Aktor Sebastian Fabijanski . Plan zdjeciowy serialu  Ultraviolet przy ulicy Popioly .Fot.Tomasz Stanczak / Agencja Gazeta
Sebastian Fabijański na planie serialu ''Ultraviolet''', wrzesień 2017 (fot.Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta)

Bohatersko.

To jest jak powinność. Skoro ten człowiek obraził dźwiękowca, a on sam nie reaguje, u mnie natychmiast pojawiła się chęć walki, co w sumie nie jest dobre i trochę nawet pyszne, mimo że wygląda to na postawę godną szacunku, ale z drugiej strony bardzo dużo mnie kosztuje.

Nie przesadzasz? Przecież to było drobne zajście.

Naprawdę dużo mnie kosztują takie sytuacje. Długo to później trawię. Nawet teraz, jak widzę tego gościa, który wystaje z samochodu, to mam motylki...

Nie miałeś, mam nadzieję, odruchu, żeby mu zrobić krzywdę?

Nie, aż tak nie. Staram się słowem. Żyjemy w świecie egoizmu, egocentryzmu, narcyzmu, metroseksualizmu, hedonizmu i wszechobecnego oportunizmu. Ja się nie chcę wpisywać w ten trend. Oczywiście, gdyby facet miał kałasznikowa, to pewnie bym do niego nie podszedł. Często jednak ludzie boją się stanąć zarówno w czyjejś, jak i w swojej obronie. I to na wielu polach. Prywatnych i zawodowych.

Ty się nie boisz?

Na polu zawodowym nigdy się nie bałem. Często działałem na swoją szkodę, ale jakoś mi się upiekło. Może dlatego, że zawsze byłem w tym uczciwy. Oczywiście, parę złych decyzji podjąłem, ale utwierdziło mnie to w przekonaniu, że kolejny raz nie chcę funkcjonować z poczuciem dyskomfortu.

11.09.2018 Warszawa , Teatr Polski . Aktorzy Sebastian Fabijanski i Marianna Zydek , oraz rezyser Filip Bajon podczas premiery filmu Kamerdyner .Fot. Adam Stepien / Agencja Gazeta
Sebastian Fabijański, Marianna Zydek i Filip Bajon na premierze filmu ''Kamerdyner'' (fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta)

Czyli?

Najprostszy przykład: Czuję wielki dyskomfort na różnego rodzaju bezsensownych eventach. Mimo że to szybka droga zarobkowa. Tym imprezom zawsze towarzyszy wydarzenie pod tytułem "ścianka", a tego nie lubię. Nie muszę iść na premierę filmu kolegi czy koleżanki, na film można pójść w spokoju do kina, a potem spotkać się z kolegą czy koleżanką i podziękować, pogadać. Choć, szczerze mówiąc, mało oglądam polskich filmów. Nie chodzi o to, że unikam branży. Ja unikam siebie w branży. Elitarność branży filmowej to fatamorgana. A przecież my, aktorzy i twórcy, jesteśmy na służbie.

Teraz to popłynąłeś!

Dlaczego? Nie widzę powodu, żeby aktor miał się czuć lepszy od osoby wykonującej inny zawód.

Przecież zawód aktora jest wyjątkowy.

Można tak go odbierać, ale ja nie jestem przekonany o jego wyjątkowości.

Coś jednak sprawiło, że chciałeś do tej grupy zawodowej dołączyć.

No właśnie nie chciałem.

Nie wierzę.

Miałem nowy samochód i chciałem z kumplem pojechać na miasto. A on zdawał akurat do Akademii Teatralnej w Warszawie. Pomyślałem: "Może i ja spróbuję". Przeszedłem do ostatniego etapu, ale ostatecznie się nie dostałem. Jak cię odrzucają, masz dwa wyjścia: albo się poddajesz, albo postanawiasz walczyć. Ja się zawziąłem.

22.02.2009 WROCLAW PLAN ROZPOCZECIE ZDJEC DO PIERWSZEGO SERIALU TANECZNO-MUZYCZNEGO W POLSCE  TANCERZE ' REZ. BRUCE PARRAMORE , BARBARA BORKALA N/Z SEBASTIAN FABIJANSKI ( PIOTR )FOT. LUKASZ GIZA / AGENCJA GAZETA
Sebastian Fabijański na planie ''Tancerzy'', 2009 (fot. Łukasz Giza / Agencja Gazeta)

Spędziłem rok w prywatnej szkole aktorskiej, potem drugi raz zdawałem do państwowej. Znowu mi się nie udało, choć znowu doszedłem do ostatniego etapu. Wtedy już miałem dość i poszedłem na prawo. Strasznie się wynudziłem. To był absolutnie nie mój klimat. Choć wydaje mi się, że poradziłbym sobie na sali rozpraw. "Sprzeciw, wysoki sądzie!" Widzisz?

Bardzo przekonująco.

W końcu do aktorstwa zaczęła popychać mnie mama. Mówiła: "Idź zrób sobie zdjęcia do portfolio, zarobisz jakieś pieniądze". Długo się opierałem, bo nie chciałem grać w reklamach dla pieniędzy, ale w końcu poszedłem do agencji aktorskiej. I zaproszono mnie na casting do serialu "Tancerze". I poszło.

I wróciła ci chęć zdawania do szkoły teatralnej?

Zrezygnowałem z kolejnego sezonu serialu, bo dostałem się do dwóch szkół aktorskich: w Krakowie i w Łodzi. Tylko tam zdawałem, do Warszawy już nie. Wybrałem Kraków, ale po roku mnie wyrzucili.

Za co?

Patrz pierwsze pytanie. Dyskutowałem, byłem wnikliwy i podważałem. A tego się nie lubi. W szkole czy w każdej strukturze zawodowej powinno się wykonywać polecenia, a nie je podważać. Dodatkowo zdarzało się, że omijałem niektóre zajęcia. Jak mnie wyrzucili z Krakowa, znowu mama na spółę z Iwoną Ziółkowską, moją agentką, namawiały mnie, żebym spróbował się przenieść do Akademii w Warszawie. Znowu długo się opierałem, ale w końcu spotkałem się z dziekanem, zrobili mi egzamin i przyjęli. W szkole spotkałem Krzyśka Majchrzaka, który mnie najpierw zniszczył, żeby później skonstruować mnie artystycznie. Dozgonna wdzięczność. I zaczęły do mnie przychodzić propozycje.

"Miasto 44", "Pakt", "Jeziorak", "Belfer", "Pitbull".

Za "Jeziorak" dostałem w Gdyni nagrodę za debiut, co było dla mnie zaskoczeniem. Nie uważam, żeby ta rola była jakimś objawieniem. Póki co nie zrobiłem nic wyjątkowego. Parę mniej lub bardziej udanych ról.

Wyczuwam fałszywą skromność.

Fajnie jest słyszeć pozytywne komentarze na swój temat. Może po fali dobrych recenzji po "Belfrze" i "Pitbullu" poczułem się za dobrze, za bezpiecznie. Ale potem przyszła refleksja: "A niby czemu ja się tak czuję? Bo parę osób uważa, że dobrze zagrałem?". Takie poczucie rozleniwia, rozlewa samozachwyt, a ja muszę czuć dyskomfort, musi uwierać, muszę ryzykować. Jako aktor powinienem robić to notorycznie. Nawet za cenę upokorzenia. Istniała pułapka, że będę się tak upajał Cukrem z "Pitbulla" czy Adrianem Kusiem z "Belfra", że będę już tylko wtórny. A tego bym nie chciał.


Sebastian Fabijański jako kamerdyner w filmie Filipa Bajona (fot. Rafał Pijański)

Po gangsterskich, zagrałeś w nowym kostiumowym filmie Filipa Bajona pt. "Kamerdyner".

To kawał wzruszającego kina. Historia dzieje się na przestrzeni ponad czterdziestu lat, zaczyna się w momencie, w którym mój bohater - Mateusz Krol - przychodzi na świat na Kaszubach. Jego matka, wieśniaczka, umiera. Mateusz zostaje przygarnięty do arystokratycznego domu. Pojawia się zakazana miłość.

Mojemu bohaterowi przez cały czas towarzyszy poczucie bycia nie u siebie, bycia z boku. A jednocześnie ma w sobie pewien rodzaj pokory wobec losu i rodziny. Ten chłopak jest też świadkiem zbrodni piaśnickiej [masowe egzekucje w lasach piaśnickich pod Wejherowem przeprowadzili Niemcy od października 1939 do kwietnia 1940 roku, według historyków zamordowano od 12 do 14 tys. ludzi - przyp. red.], nosi w sobie wielką traumę. Tak w ogóle to jest bardzo piękny człowiek.

Jak go stworzyłeś?

Lee Strasberg powiedział kiedyś, że aktor genialny to aktor po prostu adekwatny. Staram się tą drogą iść. W przypadku "Kamerdynera" nie było inaczej. Chciałem być w służbie tego filmu i tej historii. Taki namacalny przykład to, że np. nauczyłem się grać kilka utworów na pianinie, mimo że nigdy wcześniej nie grałem.

Ambitnie.

To nie jest kwestia ambicji, tylko przyzwoitości i powinności. Jeżeli mój bohater gra na pianinie, powinienem umieć zagrać przynajmniej te utwory, które znalazły się w filmie. Inaczej przyszedłbym na plan, pokazał twarz, a dubler "zrobiłby" ręce. Potem zebrałbym za to oklaski na premierze. W tym przypadku moją rolą jest granie na pianinie, a nie świecenie twarzą.

A prawdą jest, że od 11 lat nie pijesz? Znalazłam gdzieś takie twoje wyznania.

To nie żadne wyznanie. Po prostu przestałem pić alkohol z powodów zdrowotnych i tak już zostało. Wyszło mi to na dobre, bo po alkoholu bywałem nieznośny. Delikatnie mówiąc. 20 lat miałem, kiedy przestałem. Fakt, sporo zdążyłem wypić, bo zacząłem jako 16-latek, ale bez przesady.


Sebastian Fabijański jako kamerdyner w filmie Filipa Bajona (fot. Marcin Makowski)

Sebastian Fabijański. Skończył Akademię Teatralną w Warszawie. Popularność przyniosły mu role w serialach "Tancerze" i "Misja Afganistan". Na 39. Festiwalu Filmowym w Gdyni otrzymał nagrodę za debiut aktorski w "Jezioraku" i "Mieście 44''. Teraz możemy go oglądać w "Kamerdynerze'' Filipa Bajona.

Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.Gazeta.pl. Zaczynała jako reporterka kryminalna w "Gazecie Wyborczej", pracowała też w "Super Expressie" i "Fakcie". Pasjonatka psów, mądrych ludzi, kawy i sportowych samochodów.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER

Tydzień na Gazeta.pl. Tych materiałów nie możesz przegapić! SPRAWDŹ

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (11)
Zaloguj się
  • namegoeshere

    Oceniono 9 razy -3

    Super aktor, jeden z moich ulubionych z młodego pokolenia.

  • hmikucka

    0

    Jeszcze dużo przed Panem ,Panie Sebastianie.Obejrzałam dziś Pana w "Kamerdynerze".Brakowało mi charyzmy,ta kaszubska godność to raczej mizerna,wątek miłosny taki jakiś bez przekonania,być buntownikiem to tylko na chwilę ,a co potem?Nie wystarczy w Pańskiej karierze negować,wypadało by się za czymś opowiedzieć i być konsekwentnym.Bunt i niezgoda to tak trochę na pokaz ,aby się lepiej sprzedać ,wykreować swoją marke pod tytułem "młody,gniewny"A przykładu poszukać u Pana Gajosa,Woronowicza czy Simlata.A nagroda Srebrnych Lwów dla Kamerdynera taka trochę polityczna,wystarczy popatrzeć na sponsorów.Jurorom zabrakło odwagi...konformizm zdecydował.Nie oceniam,sorry,taki klimat...

  • beristein

    Oceniono 2 razy 0

    Wszystko gra tak samo. Negatywne spojrzenie, milczenie i rozgladanie sie dookola. Niby taka tajemnicę chce budowac. Gral tak w pitbullach, botoksie i innych.

  • white_lake

    Oceniono 2 razy 0

    zawsze mnie zastanawia, ile jest takich historii: wcale nie chciałem/łam zostać aktorką, poszłam z koleżanką, która się starała, żeby dodać jej otuchy, i tylko z ciekawości, właściwie tak dla draki spróbowałam i mnie przyjęli,
    wydawało mi się zawsze, że rekrutacja do szkół wyższych, w tym i artystycznych, wymaga jednak kilku papierów i pieczątek, ale może się nie znam

  • Simon Gonera

    Oceniono 1 raz 1

    Rzeczywiście Tomek Ziętek, na zdjęciu w kurtce i szaliku - to bardzo ciekawy aktor. Ale czemu jego zdjęcie Gazeta włożyła do artykułu o Fabijańskim???

  • amorvertical

    Oceniono 3 razy 1

    Trochę szkoda, że to niebotyczne ego nie idzie w parze z rozumem

  • sloncenadnami

    Oceniono 6 razy 4

    tekst o tym, że "przypadkowo" podrzucając kolegę na egzamin do szkoły teatralnej, również postanowił spróbować, można włożyć między bajki, albo uwierzą w niego tylko osoby, które nie mają pojęcia na czym polega egzamin do szkoły teatralnej, do którego trzeba się solidnie przygotować!

  • qwerfvcxzasd3

    Oceniono 6 razy 4

    kiedyś aktor to był zawód inteligencki.
    a to?zwykły, prosty chłopaczek z ulicy.

  • alfred_hugecock

    Oceniono 10 razy 6

    Wszystkie role na jedno kopyto.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX