Gospodarstwo agroturystyczne na Kaszubach

Gospodarstwo agroturystyczne na Kaszubach (Fot. Jan Rusek / Agencja Gazeta)

wywiad Gazeta.pl

''Kaszubi wstępowali do polskich organizacji podziemnych. Wielu zginęło walcząc za Polskę''

Tożsamość regionalna Kaszubów połączona z silnym przywiązaniem do polskości stanowi siłę naszego narodu. W naszym interesie jest, by to docenić - uważa prof. Piotr Madajczyk.

"Kamerdyner" to tytuł książki (autorzy: Marek Klata, Michał Pruski, Mirosław Piepka i Paweł Kraśnicki) i filmu, który będzie miał premierę we wrześniu. Opowiedziana i w książce, i w filmie historia przybliża tragiczne losy Kaszubów. Przeprowadza nas przez pierwszą połowę XX wieku, nie pomijając najbardziej dramatycznych wydarzeń, takich jak ludobójstwo w Lasach Piaśnickich na początku drugiej wojny światowej. - W "Kamerdynerze" zaplata się epicko wątek miłosny i narodowościowy, aż do nieuchronnego końca, który wyznacza rok 1945 i wejście Armii Czerwonej na tereny Kaszub - mówi reżyser Filip Bajon.

Współautor książki i producent filmu Mirosław Piepka dodaje: - Fikcji w filmie "Kamerdyner" jest niewiele. To głównie udokumentowana prawda historyczna. Jednym z konsultantów tego, jak ją przedstawiono, był prof. Piotr Madajczyk z Polskiej Akademii Nauk.

IXhJpV-(bqA;UoY#aS>fyZCc<1>\P%-iHc!Q~#N?/qI/?F9}>b;;F\xm7Puy]=hy .pH>>cvy;tp/rtk&CR=o.xq}Pu*6LPMR$-m6)gp60{6pDB*F`A4>\hZcDf
Kadr z filmu ''Kamerdyner'' Filipa Bajona. W jednej z ról Janusz Gajos (fot. Rafał Pijański)

Panie profesorze, właściwie to chyba niewiele wiemy o Kaszubach. Stereotyp jest taki, że kulturowo bliżej im do Niemców.

Prof. Piotr Madajczyk: Takie stwierdzenie byłoby uproszczeniem. Kaszubi to społeczność pogranicza polsko-niemieckiego. Byli podczas zaborów częścią Prus, a potem zjednoczonych Niemiec, więc jeśli chodzi o szkoły czy pracę, funkcjonowali w otoczeniu niemieckim. Zatem wpływ niemiecki był bardzo silny. Istniał też kaszubski ruch narodowy. Jeżeli jednak miałbym mówić o Kaszubach po 1945 roku, po doświadczeniach drugiej wojny światowej, to odpowiedź będzie jasna - przy całej odmienności jest im oczywiście bliżej do Polski. Ale gdy cofniemy się do roku 1918, czyli do początków budowania się państwa polskiego, realia są trudniejsze do określenia. Ówczesne pokolenia chodziły do szkół niemieckich, więc podlegały silniejszym wpływom niemieckim.

Czy kaszubskie rodziny mieszały się z rdzennie polskimi?

Różnie, ale w społecznościach pogranicza to nic wyjątkowego. W filmie "Kamerdyner" jedną z postaci jest Bazyl Miotke, ojciec chrzestny głównego bohatera. Jego pierwowzór to działacz z Kaszub, Antoni Abraham, nazywany Królem Kaszubów. Przywołuję go, bo był to ideowy działacz polski, gotów płacić cenę represji, aresztu czy sankcji policyjnych za głoszone hasła polskości Kaszub. Ale jego dwóch synów, którzy zginęli w pierwszej wojnie światowej, czuło się Niemcami. Nie przekonał ich do polskości. Historia Antoniego Abrahama pokazuje, jak trudno jest wytyczyć jasną granicę, gdy podziały przebiegają przez rodziny.

A mentalnie - Kaszubi są bardziej niemieccy niż polscy?

Znów muszę uciec od uproszczenia. Nie chciałbym kultury Kaszubów kłaść na szali, gdzie po jednej stronie jest polska tradycja, a po drugiej niemieckie zwyczaje. To się mieszało w ich historii. Można się zastanawiać, czy bliższy niż reszcie Polski jest im taki porządek, jak na Górnym Śląsku: zadbany, uporządkowany i regularnie zamiatany dom. Raczej nie. Jaki wpływ ma przyzwyczajenie do tradycji sprawnie funkcjonującego państwa, do "niemieckiego porządku" w takim znaczeniu? Co ważniejsze jednak, jest to społeczność z własną kulturą, która ciągle, także dzisiaj, kształtuje swoją tożsamość. I w której rośnie grupa doceniających atrakcyjność kaszubskiej kultury.

k18.07.2017 Kaszuby . Okolice wsi Nowe Czaple . Krajobraz Kaszubski .Fot. Tomasz Stanczak / Agencja Gazeta
Krajobraz kaszubski (fot. Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta)

Jak Kaszubi sami siebie postrzegają?

Po 1989 roku w Polsce były dwa spisy ludności. W obydwu pytano o język ojczysty i narodowość. W pierwszym spisie można było zadeklarować tylko jedną, w drugim to ograniczenie zniesiono. Ten zabieg w przypadku Kaszubów okazał się ogromnie ważny. W pierwszym spisie osób, które zadeklarowały: "Jestem Kaszubem", było ponad 5 tysięcy. Natomiast w drugim, gdy pojawiła się możliwość powiedzenia: "Jestem Polakiem i jestem Kaszubem", grupa osób deklarujących narodowość kaszubską, jako drugą, gwałtownie wzrosła do ponad 200 tysięcy.

To oznacza, że Kaszubi są grupą silnie osadzoną w polskości, a jednocześnie mają bardzo silną tożsamość regionalną i wysokie poczucie regionalnej wartości. Są zakorzenieni w obydwu obszarach - w polskości i regionalności. Przy czym podkreślam - Kaszubi nie są oficjalnie uznawani w Polsce za mniejszość etniczną, ale za grupę regionalną z własnym językiem. Zgodnie z ustawą z 2005 roku mają dwujęzyczne tablice z nazwami miejscowości i naukę kaszubskiego w szkołach.

Pana zdaniem kaszubskość i polskość się nie wykluczają?

W żadnym razie. Trzeba jednak nadmienić, że Kaszubi nie są grupą jednolitą. Dominuje w niej ruch polski, ale po 1989 roku niektórzy deklarowali się jako mniejszość niemiecka, a część jako odrębny naród kaszubski. Jednak u większości Kaszubów takiej sprzeczności nie ma. Zwłaszcza jeśli spojrzymy na osoby ze świata polityki czy kultury widać, że polskość i tożsamość regionalna wspaniale dają się ze sobą połączyć. Przykłady? Polityk Donald Tusk, znani naukowcy - historyk Gerard Labuda i socjolog Edmund Wnuk-Lipiński, działacz kaszubski i "Solidarności" Lech Bądkowski czy też ks. Henryk Muszyński.

19.04.2017 Sopot , Dworzec PKP . Donald Tusk odjezdza do Warszawy , gdzie ma stawic sie przed prokuratura . Fot. Jan Rusek / Agencja Gazeta
Donald Tusk (fot. Jan Rusek / Agencja Gazeta)

Czy to asymilacja Kaszubów?

W odniesieniu do Kaszubów nie mówiłbym o asymilacji, raczej o integracji. Pamiętajmy, że Kaszubi są społecznością ofensywną - w pozytywnym znaczeniu tego słowa - w swoim regionalizmie. To raczej ona będzie asymilować ludzi przybywających na Kaszuby aniżeli odwrotnie.

Może ktoś pomyśli, czy nie powinniśmy się ich obawiać?

To pytanie w pewnym sensie nawiązuje zarówno do wydarzeń po roku 1918 i 1945, jak i wypowiedzi, które padały całkiem niedawno. I tu wracamy do początku naszej rozmowy, czyli do rozważań, jak traktować grupę regionalną czy etniczną, która nie daje się jednoznacznie określić w kategoriach narodowych. Jeżeli czegoś nie rozumiemy, to często odbieramy to jako zagrożenie.

Po 1918 roku, gdy relacje polsko-niemieckie były napięte, regionalną tożsamość Kaszubów postrzegano jako coś nie do końca pewnego, wobec czego należy być ostrożnym. Nastroje te wróciły po roku 1945, gdy władze komunistyczne nie miały zaufania nie tylko do Kaszubów, ale i do każdej inności, która mogłaby w ich mniemaniu zagrażać państwu polskiemu.

Echa tego sposobu myślenia zabrzmiały w niedawnych wypowiedziach wojewody pomorskiego Dariusza Drelicha, który sugerował, że trzeba zachować wobec Kaszubów ostrożność, wobec zagrożenia separatyzmem. Ale była to jedynie jego wypowiedź, a nie zmiana polityki polskiej. Ja zagrożenia nie widzę, chociaż dostrzegam złożoność przemian tożsamości kaszubskiej, także obecnie. Przypomnijmy jednak zachowanie społeczności kaszubskiej z czasów drugiej wojny. Kaszubi wstępowali do polskich organizacji podziemnych, w tym do "Gryfa Pomorskiego". Wielu z nich zapłaciło za swoje patriotyczne zaangażowanie najwyższą cenę - zginęli w masowych egzekucjach, walcząc za Polskę.

W książce i w filmie "Kamerdyner" jest też pokazana historia zbrodni w Lasach Piaśnickich.

We wrześniu 1939 roku ruszyła Akcja "Inteligencja", czyli fizyczna likwidacja przez Niemców elit polskich. Na Pomorzu w tej grupie znaleźli się zarówno polscy Kaszubi, jak i Polacy, którzy przybyli na te tereny po 1918 roku, w tym do rozbudowywanej Gdyni. W październiku rozpoczęły się masowe egzekucje w Lasach Piaśnickich koło Wejherowa. Szacuje się, że Niemcy zabili tam około 10-14 tysięcy ludzi. Dokładnej liczby ofiar nie ustalono, bo oprawcy maskowali pod koniec wojny ślady. Więźniowie z obozu Stutthof wykopywali zwłoki i je palili, zanim sami zostali zamordowani. Takich miejsc było jednak więcej: wspomniany obóz Stutthof, Las Szpęgawski, Mniszek, represje w Bydgoszczy.


Kadr z filmu ''Kamerdyner'' (fot.mat.prasowe)

Kaszubi, którzy byli i są społecznością w większości wiejską, szczególnie tę zbrodnię odczuli. Ich nieliczna elita dopiero się kształtowała w niepodległej Polsce. Niemiecka zbrodnia prawie całkowicie ją zlikwidowała.

Jakiś czas temu, za sprawą przeciwników politycznych, głośno było o rodzinie Donalda Tuska.

To kolejny odprysk przeszłości, która ciągnie się przez Polskę od 1945 roku. Mam na myśli volkslistę, czyli niemiecką listę narodowościową. Uznanie za Niemca chroniło przed represjami, ale i oznaczało, że można trafić na front, bo mężczyzna z wpisanej na volkslistę rodziny podlegał obowiązkowi służby wojskowej w Wehrmachcie. Volkslista miała na Pomorzu i Górnym Śląsku masowy charakter. Wśród Polaków z innych okupowanych ziem polskich budziło to komentarze: "Jak to, on walczył w Wehrmachcie?". Z perspektywy Generalnego Gubernatorstwa czy Kraju Warty, gdzie folksdojczów było stosunkowo niewielu, folksdojcz był zdrajcą.

Po 1989 roku zaczęły powstawać prace naukowe, które pokazywały odmienność kaszubskiego i górnośląskiego doświadczenia, że wpisu na volkslistę i służby w Wehrmachcie często się nie wybierało. To, co się działo wokół Donalda Tuska, pokazało jednak siłę stereotypów, brak wiedzy o zróżnicowanej historii różnych regionów Polski podczas drugiej wojny światowej. Hasło "dziadek z Wehrmachtu" miało budzić negatywne emocje, być jednoznacznie kompromitujące, chociaż na podstawie tego, że ktoś był wpisany na volkslistę i służył w Wehrmachcie, nic nie możemy powiedzieć o jego postawie i patriotyzmie. Losy ludzi z tych ziem były potwornie pokomplikowane. Dodajmy, że niektórzy wpisanie na volkslistę wykorzystywali, żeby lepiej maskować swą działalność podziemną.


Kadr z filmu ''Kamerdyner''. Na zdjęciu Kamilla Baar-Kochańska i Borys Szyc (fot. Rafał Pijański)

Panie profesorze, puentą naszej rozmowy niech będzie zatem to, by nie wprowadzać sztucznych podziałów.

Tożsamość regionalna połączona z silnym przywiązaniem do polskości stanowi siłę naszego narodu. W naszym interesie jest, by to docenić. To szansa na silne państwo i społeczeństwo. Bez antagonizmów, bez określania się, kto jest lepszym, a kto gorszym Polakiem. Ze świadomością, że w ramach jednego państwa są obszary o różnych tradycjach. Różnych, nie gorszych.

Piotr Madajczyk. Profesor w Instytucie Studiów Politycznych PAN. Wykładowca Uczelni Łazarskiego. Historyk, politolog. Mieszka w Warszawie.

Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.Gazeta.pl. Zaczynała jako reporterka kryminalna w "Gazecie Wyborczej", pracowała też w "Super Expressie" i "Fakcie". Pasjonatka psów, mądrych ludzi, kawy i sportowych samochodów.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (2)
Zaloguj się
  • usera

    Oceniono 1 raz -1

    KASZUBA? Newseeek o Tusku:
    „Moja mama dopiero mając 11 lat uczyła się polskiego".
    "dzieci na podwórku wiedziały, że u mnie w rodzinie mówi się po niemiecku; tego nie dało się ukryć w takiej społeczności jak podwórko”
    "w domu nawet kolędy śpiewało się po niemiecku"

  • usera

    Oceniono 1 raz -1

    W domu Tuska mówiono po niemiecku.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX