Około 1,3 mln mieszkańców Polski otrzymuje darmową żywność z unijnego Programu Operacyjnego Pomoc Żywnościowa (POPŻ). Każdy biorca jest inny, ale wszyscy dostają identyczny zestaw - górę konserw, na którą narzekają zgodnym chórem. Lista dostępnych artykułów spożywczych zawiera 21 pozycji i kropka. Co na niej znajdziemy? Między innymi mielonki wieprzowe i drobiowe, białą fasolę w puszce, ryż, makaron jajeczny, kaszę gryczaną, koncentrat pomidorowy, cukier. Liczba 21 nie oznacza, że potrzebująca osoba dostanie w danym miesiącu każdy produkt z urzędowego spisu. Zazwyczaj do punktu dystrybucji w jednym rzucie dociera tylko część jedzenia z listy.
Unijne dożywianie
Kwoty wydawane na Program Operacyjny Pomoc Żywnościowa zbliżają się do 400 mln zł rocznie. Darmowe artykuły spożywcze mogą otrzymać osoby lub gospodarstwa domowe w najtrudniejszej sytuacji; warunek - dochód nieprzekraczający 1268 zł w przypadku osoby samotnie gospodarującej lub 1028 zł na osobę w przypadku rodziny. Instytucją zarządzającą POPŻ w Polsce jest Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, z którym Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa uzgadnia program pomocy. Źródło: materiały Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi
Alkoholiczkę z górskiej wsi, mieszczkę z niską emeryturą, dziecko z zaburzeniami rozwoju i jego schorowaną matkę karmi się według jednego standardu - cukrem i mielonką w puszkach. Miesiąc po miesiącu, rok po roku. W kulturze wypasionej konsumpcji, w której nasze ciekawe posiłki wystawiamy na pokaz w mediach społecznościowych, ponad milion rodaków otrzymuje po prostu żarcie. Może karmienie biedoty kawiorem i ostrygami nie byłoby rozsądne, ale - z drugiej strony - krystaliczna sacharoza plus breja wieprzowa to też nie są mądre podstawy diety. - Ta żywność nadaje się może do krótkotrwałego dożywiania ludzi w czasie inwazji zombie lub obcych wojsk - komentuje nowohucianka Marzena Pachacz, od 10 lat konsumentka darów z POPŻ.
Tylko w Krakowie w ubiegłym roku Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej i organizacje partnerskie przekazały potrzebującym prawie półtora tysiąca ton tego jedzenia. W skali kraju zaplanowano wydanie od sierpnia 2017 do czerwca 2018 ok. 69 tys. ton produktów.
Zanieśliśmy plecak socjalnego pożywienia do renomowanego krakowskiego restauratora, któremu bliska jest tematyka pomagania bliźnim. Niech oceni, czy to się do kuchni nadaje.
Mielonkę rzucają zawsze
Jan Kościuszko - małopolski przedsiębiorca z branży gastronomicznej, właściciel m.in. Restauracji W Starej Kuchni, wieloletni organizator charytatywnej wigilii dla osób bezdomnych i potrzebujących na krakowskim Rynku Głównym. Restaurator bierze nóż, wykrawa plastry różowej masy z puszek, które przed nim postawiliśmy. Komentuje: - Wieprzowa jest bardzo dobra w smaku. Drobiową oceniam jako średnią, jednak jest akceptowalna.
Na zaplecze jego lokalu przy ul. św. Tomasza 8 trafiają też inne produkty z POPŻ. Szef kuchni Michał Budek będzie próbował z nich coś upichcić. Kościuszko wierzy w talent swojego człowieka, który próbuje kulinarnych czarów. Jednocześnie restaurator nie może uwierzyć w to, że szara breja w mniejszych puszkach nosi nazwę "pasztet wieprzowy". - Nadaje się do smarowania chleba, ale wydaje się być rzadki. Można go użyć do przygotowania kanapki na drugie śniadanie, położyć na nim mielonkę. Sprawdźmy zawartość mięsa w tym pasztecie, bo chyba nie jest z tym zbyt dobrze. Tak, mięso stanowi 30 procent. Mózgi, płuca, skóry podnoszą ogólną zawartość przetworów wieprzowych do 66 procent. Produkt zdecydowanie gorszy od obu mielonek - komentuje Kościuszko.
Konserwy dają się zjeść, ale to tłusta żywność, odpowiednia - zdaniem restauratora - tylko dla osób ciężko pracujących fizycznie. - Renciście, zwłaszcza z zaleceniami od lekarza, jedzenie tych produktów nie wyjdzie na zdrowie. Taka dieta byłaby dla niego wręcz zabójcza, natychmiast podwyższy się poziom cholesterolu, trójglicerydów - zauważa Kościuszko.
Tymczasem w blokowisku i na prowincji
15 przystanków autobusowych od staromiejskiego lokalu Kościuszki makaron gotuje Marzena Pachacz - klientka krakowskiego MOPS-u, długotrwale bezrobotna matka chłopca z zaburzeniami rozwoju poznawczego. Kuchnia w jej mieszkaniu na blokowisku różni się od tej restauracyjnej, ale pada podobny komentarz na temat zdrowotnych walorów produktów z POPŻ. - Były w moim życiu okresy, gdy jadłam wyłącznie jedzenie z pomocy społecznej. Akurat mieliśmy tylko zapas gotowych dań obiadowych w puszkach. Jednakowych. Dodawaliśmy ziemniaki lub makaron, jadło się tak dzień po dniu. To był najgorszy jadłospis na świecie. Nikomu nie polecam. Mojego partnera bolał brzuch, ja miałam biegunkę. Znajomy, który przychodził do nas na obiady, też jej dostał. Gdyby człowiek miał żywić się tylko tym, to NFZ się kłania - zauważa Pachacz.
Nowohucianka nie pamięta, jaki rodzaj dania wywołał te żołądkowe rewolucje. Być może były to - słynne już wśród klientów pomocy społecznej - niejadalne klopsy "MOPS-y" - produkt skreślony z listy POPŻ.
- Paskudne klopsy z konserwy to po prostu legenda - potwierdza Magdalena, inna krakowska klientka pomocowego programu. Zostały obecnie zastąpione przez gulasz, ale gotowe drugie dania są słabym punktem POPŻ. - Psy nie chciały tego. Mój partner próbował to przyprawiać. Dodawał czosnek i pieprz, żeby zabić smak. Jeszcze gorsze wyszło. Było czuć, że to nie jest normalne mięso. Mówiłam potem kobiecie wydającej te puszki: Pani sama może to zjeść, życzę smacznego! - opowiada Marzena Pachacz.
Od górskiej Orawy po północne rubieże Rzeczypospolitej ludzie plują z trudem przełykają zawartość unijnych konserw. Do grona krytykujących należy Andrzej Jerosławski z Tucholi, dziś radny. - Wiem, czym jest bieda. Dwa lata byłem bez pracy. Nie jestem wybredny i różne produkty mogę zjeść. Próbowałem zawartości puszek z pomocy społecznej, ale tego nie da się przełknąć. Poczęstowałem swojego kota. Nie ruszył - opowiada. - Niech raczej ośrodki pomocy społecznej dają jedną dobrą konserwę zamiast trzech takich. W sklepie markowa szynka w puszce kosztuje około pięciu złotych, a pomoc społeczna płaci ponad trzy złote za puszkę z niejadalną zawartością. Producent bierze publiczne pieniądze [z czego 85 proc. pokrywa budżet UE - przyp. aut.] za paskudztwo, którego praktycznie nikt nie je - dodaje.
Z bulionem, masełkiem, zieleninką
W restauracyjnym ogródku Jan Kościuszko komentuje zestaw produktów z POPŻ: - Brakuje mi tu żywności, z której można przygotować główne danie obiadowe. Przydatne byłyby konserwy z kawałkami mięsa. To podstawa do gulaszu, który można potem zjeść z kaszą czy makaronem. Dziwię się też, że odbiorcy pomocy nie dostają kostek bulionowych. Powinni również otrzymywać przyprawy. Nie są drogie, a to ich dodatek sprawia, że mój szef kuchni teraz zamienia zawartość puszek i worków w trzy smaczne potrawy.
Na stole lądują proste, ale poprawne dania. Makaron z mięsem, kaszotto z pieczarkami oraz pomidorowa z ryżem. Kucharz wykorzystał artykuły z POPŻ, lecz sięgnął też do zasobów restauracyjnych. Tu dodał masła, tam rozcieńczył bulionem, gdzieniegdzie zabielił śmietanką i posypał zieleniną. Kościuszko zarzeka się jednak, że jego szef kuchni potrafiłby uzyskać podobny efekt z użyciem ogólnodostępnej wody i mleka UHT z programu pomocowego. Wtedy tylko pieczarki i przyprawy byłyby składnikami, które dodano do gratisowych artykułów. - Nie wykorzystaliśmy natomiast konserwy z marchewką i groszkiem. Jest bardzo zła, bo wybrano fatalny proces produkcji. Warzywa ugotowano, a potem produkt poddano sterylizacji w wysokiej temperaturze. Zawartość puszki jest więc niesmaczna, a jeszcze zmieni się w breję w czasie jakiejkolwiek dalszej obróbki - informuje restaurator.
W kuchni na os. Na Lotnisku temat jakości produktów z POPŻ ciągnie Marzena Pachacz: - Gdy masz dziecko wpisane do papierów, dostajesz też coś dla niego. Zwykle są to herbatniki. Niezłe. Trzeba tylko namoczyć je w mleku, bo bywają dość twarde. Trafiają się partie jakoś mocniej wypieczone, jakby spalone. Trzeba więc przyjrzeć się i uważnie wybrać te jaśniejsze. Ser żółty bywał spleśniały, śmiałam się z tego na Facebooku. Wrzuciłam zdjęcie z adnotacją, że mnie pomoc społeczna rozpieszcza serem pleśniowym.
Pachacz mówi, że wolałaby mniejszą ilość lepszego i bardziej urozmaiconego jedzenia od potężnej dawki identycznych konserw. Magdalena zastanawia się nad rezygnacją z pomocy żywnościowej, bo ma już dość mielonki. - Mogliby zamiast tego dać jakąś wędlinę o dłuższym terminie przydatności. Czasem trafiają się kabanosy, ale to rzadkość - mówi.
Konserwy na kółkach
W ramach POPŻ dostaje się raz w miesiącu lub rzadziej 10 i więcej kilogramów pożywienia na osobę. W tym sporo stali, bo - jak już wiemy - znaczną część rozdawanego jedzenia stanowią konserwy w blasze. Najwyraźniej MOPS-y mają silną wiarę w tężyznę fizyczną swoich klientów lub w ich zdolność do zorganizowania sobie transportu. Na forach internetowych ludzie dziwią się, że po socjalną żywność podjeżdżają samochody. Niby biorcy pomocy społecznej tacy ubodzy, a są w stanie zatankować escorta czy taryfę wynająć? I już zaczyna się wątek domysłów, że ta cała deklarowana bieda jest oszustwem i sposobem na wygodne życie bez pracowniczego wysiłku. Nikt się nie zastanowi, jak ktoś bez samochodu miałby przetransportować na przykład 50 kg mielonek, makaronów, kasz i kartonów z mlekiem UHT? Dzieci objuczyć tym równomiernie? Ciężko to zrobić, bo są w szkole w godzinach wydawania gratisowej żywności. A te najmłodsze, które rodzice zabierają ze sobą, by stanąć w kolejce po składniki biedadiety, niewiele udźwigną i jeszcze marudzą.
- Dzieci nudzą się strasznie, bo kolejka na godzinę lub więcej, a one nie rozumieją czekania. Też zabierałam Ryśka, gdy jeszcze nie chodził do przedszkola - opowiada Marzena Pachacz. - Ja zabijam nudę obserwowaniem, przysłuchuję się rozmowom ludzi i wącham ich. Łapię fragmenty wypowiedzi, a po zapachu odróżniam niehigienicznych od alkoholików.
Dodatkowo należy przemyśleć sprawę parkowania, bo punkty dystrybucji żywności często nie dysponują miejscami postojowymi. To nie market przecież, więc niech sobie biorca kombinuje. W Krakowie przy ul. Sienkiewicza trzeba zsynchronizować czynności: jedna osoba wychodzi z tobołami, druga szybko podjeżdża z włączonymi światłami awaryjnymi. Bo inaczej można zapłacić za postój w śródmiejskiej strefie.
Kolejnym etapem operacji przerzutu żywności jest skryty rozładunek. Wstydliwsi odbiorcy pomocy starają się bowiem, żeby oko sąsiada nie widziało socjalnych produktów. Gdzieś tam na nich zawsze są logo Caritasu czy Polskiego Komitetu Pomocy Społecznej, więc najlepiej w dyskretnym mroku bagażnika sprawdzić, czy wszystko jest dobrze zapakowane w nieprzezroczyste torby.
Jedzenie na warsztat
Lista produktów, których - zdaniem odbiorców pomocy - brakuje w POPŻ, jest długa. Szczególnym kłopotem są posiłki dzieci. Niejedno z nich ma swoje ulubione danie i zbyt często nie jest nim mielonka. Karmienie niejadka bywa upiornym obowiązkiem nawet wtedy, gdy dorosły ma do dyspozycji te wszystkie kolorowe jedzonka z piratami i księżniczkami na opakowaniach. W warunkach korzystania z POPŻ robi się to jeszcze trudniejsze. Pachacz mówi: - Brakuje zwłaszcza czegoś dla dzieciaków: musów jabłkowych, jogurtów, serków, słodyczy, mleka modyfikowanego dla maluchów.
Klient pomocy społecznej, biorca jakiegoś zasiłku, rencista czy emeryt może i powinien uzupełnić biedadietę z POPŻ produktami ze sklepu lub placu targowego. M.in. po to ma inne świadczenia - te w formie pieniężnej. Racjonalna i zaradna osoba dokupi warzywa czy sezonowe owoce, lecz niekoniecznie tak zrobi człowiek w trudnej sytuacji osobistej. - Martwię się o ludzi z różnymi zaburzeniami psychicznymi, którzy też korzystają z pomocy żywnościowej. Nie wiem, na ile radzą sobie z gospodarowaniem finansami i dokupowaniem sobie innego jedzenia. Trzeba przecież mieć jakąś żywność ze sklepu, żeby coś sobie urozmaicić dla smaku i zdrowia. To wynika nawet z przepisów kulinarnych, które są drukowane na opakowaniach wydawanego jedzenia. Na worku makaronu jajecznego piszą o potrawie z dodatkiem papryk konserwowych i kukurydzy z puszki, a takich produktów nigdy nie dostałam - stwierdza Pachacz.
Częścią POPŻ są tzw. działania towarzyszące - warsztaty kulinarne, szkolenia w zakresie zdrowego żywienia i rozsądnego zarządzania domowymi zapasami jedzenia. Z danych na stronie Małopolskiego Zarządu Wojewódzkiego Polskiego Komitetu Pomocy Społecznej wynika, że dla tej organizacji liczba uczestników działań towarzyszących stanowi ok. 10 proc. liczby biorców unijnych konserw. Materiały rządowe dowodzą, iż podobnie jest w całym kraju.
Krakowski MOPS rejestruje skargi na brak różnorodności produktów z programu, ale uznaje europejską inicjatywę za cenne uzupełnienie innych form pomocy. Rzeczniczka instytucji Agnieszka Pers zauważa, że organizacje bezpośrednio wydające darmową żywność starają się wzbogacać standardowe menu o produkty z charytatywnych zbiórek oraz prywatnych darów. Państwowe resorty - od polityki społecznej po rolnictwo - podkreślają z kolei rozwój POPŻ w kolejnych latach, a także wydłużenie listy rozdawanych produktów do wspomnianych 21 pozycji. W 2014 r. na liście było ich tylko pięć.
Jan Kościuszko podsumowuje: - Zdaję sobie sprawę z tego, że organizatorzy pomocy żywnościowej muszą iść na różne kompromisy. Mają na pewno ograniczony budżet. Klienci ośrodków pomocy nie dostaną więc konserw z łososiem. Jednak mogliby otrzymać słoiki z np. siekanymi pieczarkami z cebulą. To nie byłoby kosztowne, a taki produkt byłby dobrą bazą do zup i sosów. Można też pomyśleć o konserwach z gotowymi potrawami typu gulasz czy leczo, ale trzeba tu zadbać o zróżnicowanie i przyzwoite surowce.
CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU
Łukasz Grzymalski. Dziennikarz z Krakowa, współpracownik dawnego "Przekroju" i mediów regionalnych.