13-latkowie zostali zarzuceni wiedzą

13-latkowie zostali zarzuceni wiedzą (fot. shutterstock.com)

społeczeństwo

"Modlę się, żeby moje dziecko się pozbierało". Jak przetrwać siódmą klasę?

O tym, że nie pójdą do gimnazjum, Alicja, Paulina i Marcin dowiedzieli się w klasie szóstej. Dziś są siódmoklasistami. Mają co najmniej 35 lekcji tygodniowo. Do tego codziennie uczą się po kilka godzin.

Lekcja 1.: Jeśli mam prawo do czasu wolnego, to dlaczego go nie mam?

Paulina ma codziennie 7 lekcji. W domu uczy się około 5 godzin.

Alicja w szkole spędza tygodniowo 36 godzin. W domu uczy się od 2 do 6 godzin dziennie. Dzień bez kartkówki to rzadkość.

Marcin chodzi do szkoły na 7.30, często wraca o 16.00. Tygodniowo ma 38 lekcji. W domu uczy się codziennie 3-4 godziny.

Wszyscy troje są siódmoklasistami. Wszyscy pracują więcej niż dorosły na etacie. W ich obronie rok temu Rzecznik Praw Dziecka Marek Michalak napisał do Minister Edukacji Anny Zalewskiej: (...) dopuszczanie do sytuacji nadmiernego obciążania dzieci pracami domowymi narusza przepis art. 31 Konwencji o prawach dziecka, zgodnie z którym Polska uznaje prawo dziecka do wypoczynku i czasu wolnego (...).

Paulina zrezygnowała z zajęć tanecznych, kółka matematycznego i plastycznego.

Alicja - z lekcji śpiewu, chóru i akrobatyki.

Marcin reprezentował szkołę na zawodach lekkoatletycznych. Zrezygnował z treningów.


Rzecznik Praw Dziecka Marek Michalak (fot. Łukasz Antczak / Agencja Gazeta)

Lekcja 2.: Dlaczego uczymy się czegoś, czego nie pamiętamy po miesiącu?

Paulina ma 13 lat, ciemne długie włosy i lekko zadarty nos. Mieszka w małym miasteczku w woj. lubuskim. W szkole ćwiczy pamięć krótkotrwałą, wkuwając biologię i historię. - Za dużo tego.  Nauczyciele lecą z materiałem - opowiada. -  Z geografii mieliśmy ostatnio o ludności Polski. Uczymy się, kiedy wyż, kiedy niż demograficzny. Ilu ludzi wyjechało na emigrację, z którego województwa najwięcej. Nie pamiętam już, co było miesiąc temu.

Jak wyglądają jej weekendy? - W piątek odrabiam lekcje, w sobotę się uczę, w niedzielę kończę.

Czasem Pauliny, którego nie zagospodaruje szkoła, zajmie się ksiądz. Na przykład w czasie postu Paulina miała w piątek drogę krzyżową, w niedzielę gorzkie żale i mszę. Jeśli nie zbierze wymaganej liczby podpisów, potwierdzających obecność na nabożeństwach, nie zostanie dopuszczona do bierzmowania.

Ferie też nie są po to, żeby odpocząć. Tydzień Pauliny po feriach: poniedziałek - sprawdzian z chemii, wtorek - z informatyki, środa - praca klasowa z fizyki, czwartek - z plastyki, na piątek - dialog z niemieckiego.

- A jakbyś miała czwórki, to by się coś stało? - pytam.
- Nie. Ale już się przyzwyczaiłam, że się tylko uczę.


Dziennik szkolny (fot. Karolina Sikorska / Agencja Gazeta)

Lekcja 3.: Dlaczego zdobywanie wiedzy to nie przyjemność, ale ból brzucha?

W piątki Alicja chodzi na 7.10 na dodatkowy angielski, który jest dobrowolny. Teoretycznie.  Pani od angielskiego lubi kartkówki. Robi je również w tygodniu, w którym jest sprawdzian. Dzięki temu Alicja nie wychodzi z wprawy. Wie, że wszystko, czego się nauczy i nie nauczy, zostanie poddane ścisłej kontroli.

- Masakra - mówi śliczna, drobna blondynka z małego miasteczka koło Mikołowa. - Jak w ciągu dnia mam dużo nauki, to jestem tak zmęczona, że nie mogę zasnąć. Potem w szkole niewiele do mnie dociera. W niedzielę wieczorem im jest później, tym bardziej jestem zestresowana.

Nie wystarczy, że Alicja będzie wiedziała, co to była odwilż posewastopolska, jakie były przyczyny powstania styczniowego, jakie skutki, co oznaczało uwłaszczenie chłopów. Musi znać dokładne daty, co do dnia.

Rodzice poprosili wychowawczynię o interwencję. Żeby wpłynęła na historyczkę. Przecież żadne z dzieci nie zamierza być prawnikiem. Wychowawczyni "nie chciała wchodzić w kompetencje nauczycielki". 

- A gdybyś się nie przygotowała do lekcji? - pytam.
- Ja się wtedy stresuję i boli mnie brzuch.

Mama Alicji: - Dziś piątek. Jedyny dzień, kiedy sobie odpuszczamy.
- Odpuszczacie? Przecież Alicja miała dziś 8 lekcji! - nie dowierzam.
- No tak, plus godzinę korepetycji z matematyki.

O czym marzy 12-letnia Alicja? Żeby już skończyć szkołę.


Żeby skończyć już szkołę - to marzenie siódmoklasistów (fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta)

Lekcja 4.: Co to jest ten system i dlaczego nie można nic na niego poradzić?

Pani Anna z Wrocławia, mama Marcina - tego, który był świetnie zapowiadającym się lekkoatletą - powiedziała do syna: - Umów się z Tymonem, dawno się z nim nie widziałeś.
- Nie mogę, muszę zrobić projekt na polski, nauczyć się do sprawdzianu, w weekend też nie dam rady - odpowiedział syn.

Zdarzało się, że płakał. Mamo, ja już nie daję rady, mówił.

Może jest za ambitny? - pytam.
- Gdyby był wyjątkiem, to pomyślałabym, że ma wybujałe ambicje, ale rozmawiam z rodzicami innych dzieci. Przez całą piątą i szóstą klasę grali po szkole w piłkę, teraz wszyscy idą robić lekcje. Przeraża mnie, że syn ma takie dzieciństwo - mówi jego mama.

Rodzice próbowali rozmawiać z wychowawczynią. Rozłożyła ręce. "Taki jest system" - powiedziała. "Nie ja go opracowałam".

Po reformie siódmoklasiści mają co najmniej 32 lekcje tygodniowo. Teoretycznie, bo większość chodzi jeszcze na zajęcia nieobowiązkowe - religię lub etykę i wychowanie do życia w rodzinie. W klasach dwujęzycznych i sportowych mają nawet 40 lekcji.

Nauki jest tyle, że brak czasu nawet na spotkania z rówieśnikami (fot. Shutterstock.com)
Nauki jest tyle, że brak czasu nawet na spotkania z rówieśnikami (fot. Shutterstock.com)

Lekcja 5.: Jeśli miało być lepiej, to dlaczego jest gorzej?

O tym, że nie pójdą do gimnazjum, Alicja, Paulina i Marcin dowiedzieli się w klasie szóstej. We wrześniu 2016 roku Minister Edukacji zapowiedziała powrót do ośmioklasowych szkół podstawowych, czteroletnich liceów, pięcioletnich techników.

Rok później Alicja poszła do siódmej klasy i od tego czasu uczy się według nowej podstawy programowej. Tyle tylko, że nowa podstawa nie zawsze klei się ze starą. W siódmej klasie dzieci uczą się szczegółowo o kongresie wiedeńskim, ale w szóstej niewiele dowiedziały się o wojnach napoleońskich czy rewolucji francuskiej.

Nie ma korelacji między przedmiotami. Między matematyką a fizyką i między biologią a chemią i fizyką. Na fizyce dzieci rysują wykresy zależności drogi od czasu w ruchu jednostajnym i jednostajnie przyśpieszonym. Powinny już znać wykres funkcji liniowej. Nie znają.

Weźmy biologię. - Klasa siódma to nauka o człowieku. Układ pokarmowy zaczyna się informacjami o związkach odżywczych - organicznych i nieorganicznych. Jak mam wytłumaczyć różnicę między nimi, skoro dzieci dopiero co rozpoczęły naukę chemii? Na podobne problemy natykam się co krok  - mówi Kaja Malanowska, nauczycielka biologii w niepublicznej szkole podstawowej.

W przypadku chemii i fizyki zmiany polegały na zmieszczeniu programu, jaki do tej pory był realizowany przez trzyletnie gimnazjum, w dwóch ostatnich latach podstawówki. Na utrwalanie wiedzy, obserwacje, samodzielne badanie świata, poszukiwania, dochodzenie do wniosków - czasu brak. - Nie ma szans - przyznaje Edyta Zakrzewska, nauczycielka chemii i fizyki. - Wchodząc do 25-osobowej klasy i rozdając próbówki, już tracę 10 minut. Jeśli sama robię doświadczenie, zaoszczędzam czas. Widzę obciążenie tych dzieci. Nie wyobrażam sobie, żeby przy tych dwóch godzinach fizyki i chemii zadawać im po trzy zadania. Siedziałyby do północy. Zadaję mniej, ale widzę skutki. One przyswajają, ale szybko zapominają. Na zasadzie "zakuć i zapomnieć".


Lekcja biologii w Liceum Akademickim w Toruniu (fot. Wojciech Kardas / Agencja Gazeta)

Edyta Zakrzewska przez 10 lat uczyła w gimnazjum w podwarszawskiej miejscowości. Miała czas, żeby zrobić zajęcia wyrównawcze, kółko chemiczne, przygotować dzieci do konkursów. Teraz pracuje w dwóch szkołach, bo w związku z wygaszaniem gimnazjów ma mniej godzin, a za rok będzie ich jeszcze mniej. Brakuje jej czasu na pomoc najsłabszym czy spotkania z tymi, którzy chcą rozwijać swoje zainteresowania. W podobnej sytuacji jest wielu nauczycieli. Niektórzy pracują w trzech placówkach. Tylko wpadają do szkoły i z niej wypadają.

Lekcja 6.: Jak uczyć, czyli nauczycielu - radź sobie sam.

Przeglądam podręcznik do biologii. Pierwsze wrażenie: przyjazny, przejrzysty z dużymi realistycznymi ilustracjami. Drugie: natłok informacji. Alicja niedawno miała sprawdzian z układu kostnego. Musiała się nauczyć budowy czaszki, budowy klatki piersiowej, odcinków kręgosłupa, budowy kręgów, kości kończyny górnej i obręczy barkowej, kości kończyny dolnej i obręczy miedniczej, budowy stawów i ich rodzajów.

Pytam Kaję Malanowską, czy dzieci naprawdę muszą wiedzieć to wszystko. -  Podręczniki są przeładowane, de facto zostały przepisane z gimnazjum, w którym program i tak był zbyt szczegółowy - odpowiada. - Niestety, podstawa programowa, która stanowi wytyczną dla nauczyciela, jest na tyle ogólna, że nie precyzuje, czego mamy dokładnie uczyć. W podstawie mamy budowę szkieletu osiowego. W podręczniku pod tym hasłem są nazwy poszczególnych kości czaszki, budowa klatki piersiowej, nazwy części kręgosłupa i budowa kręgu. Więc co mam właściwie powiedzieć dzieciom? Że szkielet osiowy to czaszka, klatka piersiowa i kręgosłup? Czy jednak uczyć tych wszystkich szczegółów? Jeśli reforma ma polegać na tym, że każdy nauczyciel biologii ma skracać program na własną rękę, to jest to granda, a nie reforma.

Przeglądam listę lektur z polskiego. Jest bardzo podobna do tej, która była w gimnazjum. W opinii niektórych można by ją przewietrzyć. Są tu: "Zemsta" Fredry, "Pieśni" Kochanowskiego, "Żona modna" Krasickiego, "Reduta Ordona", "Śmierć Pułkownika", "Pan Tadeusz", "Quo vadis", "Krzyżacy". Pytam polonistkę, jak ocenia kanon lektur. - Omawiamy właśnie "Zemstę". Jednym z tematów jest komizm języka. Dzieci patrzą na mnie i mówią: Proszę pani, ale to nie jest śmieszne, to jest nudne.


Biblioteka szkolna (fot. Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta)

Lekcja 7.: Jak odrobić lekcje z podziałem na role?

"Możemy być dumni i zadowoleni z tego, jak przebiega reforma" - powiedziała Minister Anna Zalewska na konferencji prasowej w listopadzie.

W tym samym czasie swoimi spostrzeżeniami dzielili się rodzice siódmoklasistów na forum Gazeta.pl w wątkach: 7 klasa - stan psychiczny dzieci i Kierat w 7 klasie.

Barbibarbi: Lepiej odpuścić, niż pozwolić, aby dziecko wylądowało w psychiatryku.

Luska1973: Żeby syn miał trochę czasu wolnego - reszta rodziny odwala zadania z plastyki, muzyki, informatyki, religii i lekcji wychowawczej. Nie mogę darować tego, co PiS zrobiło tym dzieciom.

Elf 1977: Modlę się, żeby moje dziecko się pozbierało. Może jest słabsza psychicznie niż inne dzieci, ale to jeszcze nie powód, żeby ją niszczyć.

Gulcia77: Młody spokojnie daje radę, ale nam nie odbija na punkcie ocen. Dziecko to nie robot, od trójki jeszcze nikt nie umarł.

Lekcji, jak przetrwać w siódmej klasie i zachować równowagę, udzieliły mi trzy sympatyczne siódmoklasistki z Warszawy: Maja, Daria i Tosia. Wszystkie trzy uczą się dużo, ale są w uprzywilejowanej sytuacji: nie zrezygnowały ze swoich pasji i zajęć dodatkowych. We wrześniu i październiku płakały - to nie jest metafora - bo nie wyrabiały się z nauką. Teraz kończą proces adaptacji.

Maja: - Ja odrabiam z polskiego, a Tosia z matematyki. Jeśli czegoś nie rozumiemy, to ze sobą rozmawiamy.

Daria: - Te łatwe lekcje robię sama. Trudniejsze - matematykę, fizykę - spisuję z Internetu. Bardziej się skupiam, żeby się do kartkówki nauczyć.

Tosia:- Lekcji nikt nie sprawdza. A z kartkówki dostaje się ocenę.

Maja: - My byśmy robiły te zadania, gdyby było więcej czasu. Tylko żeby zrobić ćwiczenia, trzeba przeczytać cały rozdział, a to zajmuje 20 minut. Niektóre lekcje odrabiam na plastyce albo biologii, wtedy w domu mam trochę czasu.

Marta Bąkowska, psycholog: - Dzieci muszą sprostać coraz większej liczbie zadań. Jeśli pracują po 12 godzin, a  do tego mają mało ruchu, mało wypoczynku, za mało tlenu, złe jedzenie, to wszystko sprawia, że ich organizmy są psychicznie i fizycznie przeciążone. Dziecku może grozić wypalenie, takie jakie spotykamy u dorosłych. O tym się nie mówi, a powinniśmy zacząć.

Żeby mieć trochę czasu dla siebie, siódmoklasiści dzielą się zadaniami - jeden uczeń robi pracę domową z matematyki, inny z polskiego. Czasem wyręczają ich rodzice (fot. pixabay.com)
Żeby mieć trochę czasu dla siebie, siódmoklasiści dzielą się zadaniami - jeden uczeń robi pracę domową z matematyki, inny z polskiego. Czasem wyręczają ich rodzice (fot. pixabay.com)

Lekcja 8.: Czy jeśli nie zdam, to uniknę kłopotów?

Jedni rodzice protestują, bo dzieci siedzą po nocach nad lekcjami. Drudzy protestują, gdy szkoła - nawet czasowo - chce  zrezygnować z zadawania prac domowych. Wioletta Pozorska, mama siódmoklasisty z Warszawy: - Jestem zwolenniczką prac domowych, bo nauczyciele nie mają czasu na utrwalenie materiału na lekcjach. Kluczem do sukcesu jest powtarzanie i ćwiczenie, zwłaszcza przedmiotów ścisłych i tych egzaminacyjnych.

Skąd ta nerwowość? O co chodzi?

O kumulację. W 2019 roku do szkół średnich pójdzie podwójny rocznik: trzecie klasy gimnazjum i ósmoklasiści - czyli obecni uczniowie klasy siódmej. Razem 726 tys. dzieci. I tu pojawia się kolejny problem. Od września 2019 licea będą uczyły w dwóch systemach: trzyletnim dla gimnazjalistów i czteroletnim dla absolwentów podstawówek. Jeśli w liceum otwierano do tej pory siedem równoległych klas pierwszych, czy za rok powstanie ich 14?

Na zajęciach z doradztwa zawodowego w klasach siódmych nauczyciele przekonują, że nie każdy musi iść do liceum. Słusznie. Mamy niedobór ślusarzy i spawaczy, a nadmiar absolwentów zarządzania i marketingu. - Tylko dlaczego akurat nasze dzieci mają rezygnować z marzeń? - buntują się rodzice siódmoklasistów. Czy z powodu kumulacji roczników ktoś, kto interesuje się historią, zapragnie zostać mechanikiem?

- Mamo, a może ja specjalnie nie zdam do ósmej klasy? - zapytała niedawno Alicja. O podobnym pomyśle usłyszę jeszcze dwukrotnie.

- Jest presja - przyznaje Dorota Łoboda ze Stowarzyszenia Rodzice przeciwko Reformie Edukacji. - Mówię rodzicom, żeby odpuścili. Ale boją się, że dzieci nie dostaną się do wymarzonej szkoły i chcą, żeby im to wszystko wtłoczyć do głowy. Błędne koło.

Marta Bąkowska, psycholog: - Ostatnio usłyszałam od świetnej uczennicy, uczestniczki konkursów, że chciałaby pracować w sklepie i przekładać towar.


Uczniowie i ich rodzice boją się, że za rok będzie bardzo trudno dostać się do liceum - za zdjęciu: kandydaci do I LO w Bydgoszczy sprawdzają listy przyjęć (fot. Łukasz Nowaczyk / Agencja Gazeta)

Lekcja dodatkowa dla zainteresowanych: szkoła w Finlandii.

Roześmiane dzieciaki biegają po boisku. Śpiewają na zajęciach muzycznych. Pochylają się nad robotami. Luz i swoboda. Amerykański filmowiec zrobił film o fińskiej szkole. Grupa nastolatków odpowiada na jego pytanie o prace domowe. Tak, owszem, odrabiają, przez10-20 minut dziennie.

Nauczyciel 1.: "Zadawanie prac domowych jest trochę przestarzałe. Uczniowie mają dużo innych zajęć po szkole: pobyć z rodziną, uprawiać sport, spotkać się z rówieśnikami".
Nauczycielka 2.: "Uczymy wszystkiego, co sprawia, że ich mózgi funkcjonują lepiej: muzyki, sztuki, wychowania fizycznego".
Dyrektorka szkoły: "Jeśli ciągle tylko pracujesz, pracujesz, pracujesz - przestajesz się uczyć".

Uzupełnijmy konkretami.

Fińscy nauczyciele biorą pod uwagę zainteresowania i predyspozycje uczniów, koncentrują się na uczeniu umiejętności, zamiast na wkuwaniu na pamięć. Uczą, jak być twórczym i krytycznym. Leena Liusvaara, dyrektorka szkoły podstawowej w Helsinkach, opowiada, że już pierwszaki prowadzą badania: "W pierwszej klasie dzieci obserwowały cały proces rozwoju motyla, od jajeczek aż do dorosłego owada. Uczniowie hodowali je w klasie. Motywujemy dzieci do tego, żeby stawały się coraz bardziej ciekawe w uczeniu się"*.

*Rozmowa Aleksandry Postoły z Leną Liusvaarą, "Gazeta Wyborcza", 4 marca 2018.          

Imiona dzieci i niektóre nazwiska dorosłych rozmówców zostały zmienione.

Dziękuję Stowarzyszeniu Rodzice przeciw Reformie Edukacji za pomoc przy powstaniu tekstu.

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU


Aleksandra Warecka.
Dziennikarka, copywriterka. Absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu. Publikowała w Dużym Formacie i Tygodniku Powszechnym. 

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (240)
Zaloguj się
  • doubletea

    0

    Jest sobota po 17.00. Ciemno. Syn ma w przyszłym tygodniu trzy sprawdziany, rysunek, naukę wszystkich bieżących rzeczy. Nie wyszedł dzisiaj z domu, tłucze od rana fizykę i jest w połowie materiału. Pyta, czy będzie mógł wyjść jutro. Pewnie, że wyjdzie. Zaliczy te sprawdziany albo nie, z połową rzeczy nie zdąży, bo doba jest za krótka. Oceny będzie miał dużo poniżej swoich możliwości. Ma bóle kręgosłupa, krzywego od połowy czwartej klasy mimo uprawiania sportów. To jest przemoc.

  • arronia

    Oceniono 1 raz 1

    Do redakcji:
    - Zróbcie coś wreszcie z tłumaczeniami! Tekst ciekawy, dobry, a na końcu kwiatek "dzieci ciekawe w uczeniu się". W tekście o edukacji...
    - Przepytajcie dzieciaki rok starsze, jak to było rok temu - póki jeszcze pamiętają. to może być dobry materiał porównawczy.

  • Daniel Gajos

    Oceniono 1 raz -1

    Żal mi tych dzieciaków, sam w zeszłym roku skończyłem gimnazjum i a teraz jest gorzej trzeba dużo się uczyć żeby zdać.

  • sus231

    Oceniono 1 raz -1

    Ogłupiające programy, mnóstwo encyklopedycznej wiedzy do wykucia. Nie wiem kto pisał podstawę z fizyki? Momentami treści z XVIII w! Pani minister czego się wstydzą autorzy podstaw programowych? Dlaczego nie chce ich Pani ujawnić!
    Ale mam też zarzuty do nauczycieli! Nie rozumiem po co robić z danego działu 3 kartkówki, a potem jeszcze pracę klasową. Czemu ma to służyć? I dlaczego materiał jest przerabiany często bardzo powierzchownie. Czemu ma służyć metodyka polegająca jedynie na wyświetlaniu gotowych prezentacji lub czytaniu na głos podręcznika przez uczniów. To jest metodyka średniowieczna i takich metod pracy w szkole na lekcjach być nie powinno! Czy nauczyciele tez tak pracują udzielając korepetycji? Rodzice, nie mamy wpływu na podstawę programowa, ale możemy mieć wpływ na to jak jest ona realizowana w szkole!

  • Maciej Siluk

    Oceniono 2 razy 0

    Trzeba codziennie powtarzać dzieciom kto im zafundował taką rzeczywistość, kto ich niszczy przez stres , ogłupianie i obniżanie poziomu nauczania. Specjalne podziękowania należą się Pisowi i Klerowi.

  • belferka131313

    Oceniono 3 razy 1

    Ministro MEN zapamiętaj GŁOWA NIE ŚMIETNIK i służy do :MYŚLENIA, ROZUMOWANIA, WYCIĄGANIA WNIOSKÓW , ZADAWANIA PYTAŃ DLACZEGO a nie rypania na pamięć. Zaden znany mi obecnie uczeń nie potrafi wyciągnąć wzoru, ale uczą np tablicy Mendelejewa na pamięć pytam PO CO? Niech pani ministra siądzie i napisze ten test pogimnazjalny z przyrody, matmy, polskiego, historii i języka . Ciekawa jestem na ile % zaliczy ? Jeśli na 30 to będzie sukces , ale nie wierzę by się jej udało

  • belferka131313

    Oceniono 2 razy 0

    Na szczęście już jestem na emeryturze i w tej ogłupiaczce i Elbanowskich i gimnazjalnej udziału nie biorę, ale prawda jest taka ,że łatwiej było uczyć myślenia , anie pamięciówki w latach 80. i 90 niż teraz. Przychodzą dzieciaki, żeby im pomóc to widzę , co się dzieje. Uczeń ma znać daty , nazwy , wzory NA PAMIĘĆ. Ani mnie nikt tak nie uczył, a zaczynałam w 1957r, ani ja tak nigdy nie uczyłam. To , co mamy od czasów poprzedniej jeszcze reformy trąci FERDYDURKE Gombrowicza, no ale ówczesny minister edukacji uważał ,że to głupia książka . I mamy" Słowacki wielkim poetą był. Jego poezja nas zachwyca, bo był wielki i był poetą.... Jak zachwyca skoro nie zachwyca?.... Jak ci mówię ,że cię zachwyca to znaczy, że zachwyca " taką mamy edukację ,A NAUCZYCIELI PRAKTYKÓW NIKT NIE PYTA O ZDANIE , BO WG OPINII WŁADZ SĄ ZA GŁUPI, BY Z NIMI ROZMAWIAĆ

  • grosz-ek

    Oceniono 3 razy 1

    Nie ma takiego okrucieństwa jakiego dorośli nie zafundowaliby dzieciom w imię troski o nie. Obrzezanie dziewczynkom w Afryce fundują ich matki - które same przeszły przez to okrucieństwo - przekonane, że bez tego zabiegu nie znajdą sobie "porządnego" męża. Nie zaskakują mnie więc skutki tej deformy w edukacji. Głupi dorośli uwierzyli w bujdę o "złych i niedobrych" gimnazjach, które jednakowoż dobrze nauczały, więc trzeba 3-letni program gimnazjum zmieścić w 2 latach dodatkowych klas podstawówki. Skutki właśnie wszyscy widzimy, ale głupi dorośli do żadnej winy się nie poczuwają.

    Jeśli w Polsce jest coś do naprawy to ten powszechny - szczególnie na najwyższych szczytach władzy - stan poczucia braku odpowiedzialności i totalnej bezkarności. Dlatego Kaczyński może robić, to co robi, bo czuje się bezkarnym. Bo mu wolno.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX