Las Vegas

Las Vegas (fot. shutterstock.com)

Ameryka nigdy nie rozliczyła się z Las Vegas. Dziś obecność mafijnych bossów jest już tylko legendą

Największym atutem Las Vegas jest izolacja. W sercu pustyni rozkwitła bezwstydna, bujna fantazja - miasto grzechów i przyjemności, za które nikt nie będzie pokutował.

Pierwszym Europejczykiem w dolinie Las Vegas był hiszpański zwiadowca Rafael Rivera, dotarł tam w 1830 roku. Dopiero w połowie XIX wieku na krótko w tym miejscu osiedlili się Mormoni. Założyli pierwszy oddział poczty w pustynnym, skąpo zaludnionym rewirze Nevady. Prawdziwy początek miasteczku Las Vegas (z hiszpańskiego - łąki) dała na początku XX wieku kolej żelazna.

Pierwsze pociągi zaczęły zatrzymywać się tam w 1905 roku, jadąc z Salt Lake City na zachodnie wybrzeże. Przystanek miał wówczas jedną tylko zaletę - źródła słodkiej wody. Dwa lata później zainstalowano pierwszy telefon, a w roku 1914 miasteczko posłużyło swą scenerią do nakręcenia pierwszego w jego dziejach filmu fabularnego. Wkrótce miało stać się najważniejszym adresem niepohamowanych amerykańskich fantazji i rozbuchanym zaprzeczeniem rzeczywistości, odwzorowanym w słynnych filmach i piosenkach. Las Vegas to, obok Nowego Jorku, najpopularniejsza urbanistyczna ikona popkultury.

Fremont Street w Las Vegas, druga połowa lat 60. (fot. Wikimedia.org / CC-BY-SA-2.0)Fremont Street w Las Vegas, druga połowa lat 60. (fot. Wikimedia.org / CC-BY-SA-2.0)

Tu można być niegrzecznym

Ratunkiem z  rozpaczy, w jaką w latach 30. XX stulecia wpędził Amerykanów Wielki Kryzys, był plan robót publicznych uruchomiony przez prezydenta Roosevelta. Pierwszym megaprojektem, który pochwycił masową wyobraźnię i dał zastrzyk nadziei, była Tama Hoovera (wtedy znana jako Boulder Dam) na rzece Kolorado, największa tego typu konstrukcja ówczesnego świata. Kolos zaczął powstawać 70 kilometrów od Las Vegas i przez pięć lat przyciągał nie tylko tysiące robotników, którzy po pracy byli spragnieni rozrywki, kobiet i alkoholu, ale magnetyzował również masy turystów, którzy chcieli zobaczyć to osiągnięcie techniki.

Tak Las Vegas przeżyło swój pierwszy boom - wzrost populacji i napływ pieniędzy. Zgodnie z prawem Nevady (trwała prohibicja) alkohol sprzedawać mogły tylko dwa lokale przy głównej uliczce, ale mogły robić to również hotele, których błyskawicznie przybywało. Na piętrze pokoje, na parterze bar i salony gry. Las Vegas zdobyło reputację miejsca wiecznie kwitnących uciech, gdzie można być niegrzecznym. Wokół tylko pustynia: żadnych świadków ani wyrzutów sumienia.

Gdy w 1936 roku tama została ukończona, a robotnicy wyjechali, wydawało się, że miasteczko skurczy się i obumrze, jak wiele osad w przepastnym amerykańskim interiorze. Ale kolejne nieszczęście przyniosło miastu prosperitę - wybuchła II wojna światowa, a na nieodległej pustyni Mojave powstała duża baza lotnicza. Żołnierze, jak wcześniej robotnicy, zjeżdżali tu po odrobinę zapomnienia i szaleństwa. Lata 40. i stresy wojny miały w Las Vegas swe lustrzane odbicie. Dla gangsterów czas był najlepszy z możliwych.

Naklejka z panoramą Las Vegas (fot. jericl cat / Flickr.com / CC BY 2.0)Naklejka z panoramą Las Vegas (fot. jericl cat / Flickr.com / CC BY 2.0)

Ojczyzna hazardowych bossów

Wkrótce na obrzeżach miasta, przy autostradzie stanowej nr 91, powstał pierwszy kompleks nowego rodzaju - The Flamingo. Był to resort - luksusowy i spełniający wszelkie zachcianki. Oddalony od centrum, otoczony kilkusetmilową pustką, stanowił dosłowne zaprzeczenie rzeczywistości i pierwszy przykład technologii fantastyczności, z którą wkrótce miało kojarzyć się Las Vegas. Sercem kompleksu było kasyno, a jego właścicielem - jeden z najniebezpieczniejszych gangsterów Ameryki - "Bugsy" Siegel, którego szukała nie tylko policja, ale i inni przestępcy, bo sporo od nich pożyczył, by ukończyć budowę. "Bugsy" miał w The Flamingo apartament z kuloodpornymi szybami i tajną drogą ewakuacyjną. Miał też rozległe interesy, których szybko pozazdrościli mu mroczni kumple.

Fortuna Las Vegas zaczęła toczyć się niebezpiecznym, nielegalnym kołem. A samo miasto stało się rezerwuarem wszystkiego, czego oficjalna i purytańska Ameryka wolała się wyprzeć. Jej ciemne podbrzusze i wstydliwe zachcianki mogły tymczasem rozkwitać bez skrępowania, otoczone piaskami i wiatrami Nevady.

Po Siegelu zjawił się inny słynny gangster - Meyer Lansky i całe plemię żyjące z hazardu, wymuszeń, napaści. Gdy komisja senatu rozpoczęła przesłuchania hazardowych bossów, wszyscy skryli się w Las Vegas, a tam jedno po drugim otwierały się kasyna, co wieczór wypływała z nich nierejestrowana gotówka, przewożona do Chicago czy Los Angeles. Dochody z zalegalizowanego w latach 30. przez władze Nevady gamblingu zasilały potężną sieć powiązań. Czynniki oficjalne dobrze o tym wiedziały i przymykały oko. Korzystali wszyscy.

'Bugsy' Siegel w kwietniu 1928 r. (fot. New York Police Department / Wikimedia.org / Domena publiczna)'Bugsy' Siegel w kwietniu 1928 r. (fot. New York Police Department / Wikimedia.org / Domena publiczna)

Nie było dnia bez otwarcia nowego kasyna rozświetlonego neonami, które teraz gromadzone są w plenerowym "muzeum" dawnych blasków. The Sands, Sahara, Cesar's Palace... - były coraz większe, bardziej spektakularne i wyszukane, oferujące rozrywkę na coraz wyższym poziomie i niespotykaną nigdzie indziej. Elvis, Sinatra, Marilyn, występy cyrkowców, jazz-bandów, słynnych orkiestr. Lukratywne kontrakty, błyski aparatów fotograficznych i stały korespondent magazynu "Variety" - wszystko mówiło, że Las Vegas to apogeum amerykańskiej rozrywki, unikatowy twór wyobraźni i żądzy. Barwne, szampańskie i tymczasowe. Wszyscy są tam niejako w nawiasie, rzeczywistość ich nie dotyczy i nie ma konsekwencji. Co wydarza się w Vegas, zostaje w Vegas.

Od kankana do atomu

Magnetyczna siła niemożliwego miasta przyciągała też coraz więcej ludzi niechętnych życiu wśród zakazów i pruderii powojennej Ameryki. Pojawiła się grupa osób zatrudnionych przy obsłudze przemysłu rozrywki: krupierzy, sprzątaczki hotelowe, barmani, kierowcy, muzycy i tancerki. Wkrótce Las Vegas zaczęło zyskiwać swoje realne, rodzinne zaplecze - dzielnice mieszkalne. Ale sławę dał mu długi pas kasyn, znany jako słynny The Strip. Już w latach 40. rozświetlał pustynną pustkę, był widoczny z odległości 50 mil.

W powojennym pejzażu rodził się kapitalizm, filozofia kredytu i odroczonych płatności. Kraj chciał się bawić, bogacić i wydawać. Zarabianie pieniędzy i tracenie ich w jedną noc było OK. Chciwość i ryzyko były OK. Rozrywka i przesuwanie granic - OK. Występy dziewczyn łączących burleskę i kankana - więcej niż OK. Staniki precz, wiwat Las Vegas!

Należący do 'Bugsy'ego' Flamingo Hotel w 1947 r. Las Vegas (fot. Kstadelman / Wikimedia.org / CC BY-SA 3.0)Należący do 'Bugsy'ego' Flamingo Hotel w 1947 r. Las Vegas (fot. Kstadelman / Wikimedia.org / CC BY-SA 3.0)

Apogeum odrealnienia nastąpiło w erze atomowej. Podczas zimnej wojny na pustyni Mojave rozwijał się program testów broni nuklearnej, a Las Vegas oferowało turystom wycieczki na oglądanie unoszących się w powietrzu świetlistych grzybów atomowych. Władze zapewniały, że to najbezpieczniejsze widowisko świata. Tymczasem już chwilę po wybuchu na widzów spadał radioaktywny pył.

Nowa stolica ryzyka

Ameryka nigdy nie rozliczyła się z Las Vegas. Teraz obecność mafijnych bossów i ciemnych porachunków jest już tylko legendą, widowiska są ugrzecznione, a kompleksy kasyn to wielofunkcyjne i rozbudowane światy alternatywne, w których i dorośli, i dzieci mogą bez końca wydawać pieniądze poddawani blaskom i bodźcom emocjonalnym. Można zatracać siebie i poczucie realności na różne sposoby, przynoszące wielomilionowe zyski.

Dla gwiazd show-biznesu sceny najsłynniejszych hoteli Las Vegas pozostają rodzajem luksusowej emerytury albo prestiżowym epizodem. Aktualnie koncertuje tam Lady Gaga, poszła w ślady Barbry Streisand, Beyoncé i Céline Dion. Madonna jeszcze się opiera, twardo obstaje przy swojej młodości.

Bo w Las Vegas jest coś przestarzałego - ten rodzaj rozrywki i ryzyka, jaki kojarzy się z XX stuleciem, ma już swój nowszy odpowiednik adekwatny do szaleństwa na globalną skalę. Jest nim Dubaj, młodsza fantazja na piasku. Tam hazard zyskał inną skalę - ryzyko inwestycyjne jest niebotyczne. Zaprzeczenie realiom następuje za sprawą ultranowoczesnej architektury, eksplozja mrocznych uciech dokonuje się w hotelach, ciasno otoczona konserwatywną moralnością potomków pustynnych klanów.

Panorama Las Vegas (fot. shutterstock.com)Panorama Las Vegas (fot. shutterstock.com)

Dziś w Dubaju możliwe jest wszystko, z niemożliwym włącznie. Działki ziemi na wyspach palmowych osiągają absurdalnie wysokie ceny. Kluby, budynki i imprezy są "naj", występują w nich gwiazdy wynagradzane horrendalnymi gażami. Jedno chłodne spojrzenie pozwala dostrzec, że to pustynne niby-miasto pochłonięte jest gorączką pomnażania zysku poprzez nieracjonalne zwiększanie ryzyka. Dubaj, jak wcześniej Las Vegas, rozkwita wtedy, gdy wokół dzieje się źle: po ataku na WTC w 2001, a nawet kryzysie bankowym z 2008 nastał tu czas prosperity. Wszystko na opak.

Dubaj powtarza historię Las Vegas, która uczy, że pieniądz może być pomnażany na przekór wszystkiemu, a ryzykowne fantazje mogą okazać się zaskakująco trwałe. Enklawę w Nevadzie można postrzegać jako stolicę nocnych szaleństw, ale może właśnie w trywializacji pieniądza i stawianiu jego umownej wartości na jedną kartę tkwi przebłysk mądrości. Ostatecznie przecież nasze życie jest mgnieniem, a dolar - wymysłem ludzkości. 

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU


Paulina Wilk.
Ur. 1980. Pisarka, publicystka. Autorka książek "Pojutrze. O miastach przyszłości", "Lalki w Ogniu. Opowieści z Indii", "Znaki szczególne", a także serii bajek o misiu Kazimierzu. Zajmuje się tematyką międzynarodową i literaturą. Jest autorką kwartalnika "Przekrój", współpracuje z tygodnikiem "Polityka" i magazynem "National Geographic Traveler". Jest współtwórczynią Fundacji "Kultura nie boli", międzynarodowego Big Book Festival oraz centrum literackiego Big Book Cafe.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (8)
Zaloguj się
  • naz_niepoprawna

    Oceniono 9 razy 7

    Tak kiepsko napisanego tekstu w wydaniu weekendowym już dawno nie widziałem. Powtórzenia, błędy językowe, logiczne. Nieskładna kompilacja tekstów z różnych źródeł. Wstyd. Wartość merytoryczną z litości pominę.

  • ja_nieznany

    Oceniono 5 razy 3

    W kraju gdzie jest prohibicja a za sex z czyjaś żona idzie sie do pierdla to mi sie cos nie wydaje że Dubaj to drugie Las Vegas.

  • ponury_swiniarz

    Oceniono 3 razy 3

    To wszystko ściema. Co to za las, skoro miasto zbudowano na pustyni?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX