Wielu ludzi cierpi dziś z powodu życia w takich warunkach, w których jest natłok informacji

Wielu ludzi cierpi dziś z powodu życia w takich warunkach, w których jest natłok informacji (fot. pexels.com)

psychologia

"Istnieje sporo koncepcji, co zrobić, by nie zwariować w świecie przeciążenia i chaosu". Jak żyć w XXI wieku?

Wielu ludzi cierpi dziś z powodu życia w takich warunkach, w których jest natłok informacji, w którym występują ciągle różnego typu gwałtowne zmiany i gdzie bardzo często doświadczamy takich zjawisk jak stres i traumy. O tym, jak nad tym zapanować, w rozmowie z Dagny Kurdwanowską mówi prof. Leszek Mellibruda.

Pełnimy coraz więcej ról, a  ich scenariusze coraz częściej się zmieniają. Weźmy choćby scenariusz bycia żoną, matką i kobietą pół wieku temu i dziś. To samo dotyczy mężczyzn. Dochodzi do przeciążenia wynikającego z  natłoku informacji, danych, zmiennych. Jak w  tym wszystkim nie zwariować i wiedzieć, kim się jest?

- Istnieje spora liczba sugestii i koncepcji, co zrobić, żeby nie zwariować w świecie przeciążenia, chaosu i turbulencji. (...) chciałbym powiedzieć o jednym z ciekawszych narzędzi, które pomagają radzić sobie z przeładowaniem - jest nim gotowość do budowania tak zwanej białej przestrzeni. Koncepcja białej przestrzeni jest postawą, przede wszystkim wobec siebie, polegającą na podjęciu decyzji, że tworzę wokół siebie przestrzeń, która będzie wypełniona niczym.

Istnieje spora liczba sugestii i koncepcji, co zrobić, żeby nie zwariować w świecie przeciążenia, chaosu i turbulencji (fot. pexels.com) Istnieje spora liczba sugestii i koncepcji, co zrobić, żeby nie zwariować w świecie przeciążenia, chaosu i turbulencji (fot. pexels.com)

To dopiero stresujące - z przeładowania wejść w pustkę.

- Zobaczmy, co to oznacza w praktyce. Na przykład niekorzystanie z komunikatorów, z internetu, z telewizji, z telefonu przez jakiś czas, ale ważne, by działo się to dość regularnie. Istotą tej koncepcji jest nie tylko wyciszenie, lecz także pomnażanie koncentracji do tego, żeby być bardziej skutecznym selekcjonerem informacji. Chodzi o informacje, które dotyczą ważnych aspektów życia. Wchodzenie do takiego wewnętrznego białego pokoju polega na tym, że mamy chwile, w których nic nie robimy. Jeśli chcemy, to śpimy, jak nie chcemy spać, to medytujemy, a jeśli nie chce nam się ani spać, ani medytować, to możemy po prostu tylko wsłuchać się w to, co w nas dudni jako efekt turbulencji i chaosu. (...) Tak, żeby się wyizolować całkowicie, ale też nie na zbyt długo.

Co to znaczy?

- Nasz mózg jest tak skonstruowany, że całkowite wyciszenie na dłuższy okres jest niebezpieczne i dla naszego zdrowia, i dla naszej równowagi psychicznej. Pokazały to eksperymenty, którym poddawano kandydatów na kosmonautów przygotowywanych do dalekich lotów. W tych badaniach sprawdzano, jak będzie się zachowywał organizm w sytuacji absolutnej ciszy. Kandydaci wkładali specjalne skafandry. Ich skóra nie odbierała żadnych bodźców, wyłączono wszelkie dźwięki, wokół panowała szarość. Okazało się, że najsłabsi psychicznie gdzieś po około tygodniu nie wytrzymali całkowitego wyciszenia i zaczęli dostawać różnego typu halucynacji. Badanie (...) pokazało, że młodzi, wysportowani, fizycznie świetnie przygotowani kandydaci na kosmonautów po dwóch tygodniach mieli problemy z zaadaptowaniem się do całkowitej ciszy. (...)

Nasz mózg jest tak skonstruowany, że całkowite wyciszenie na dłuższy okres jest niebezpieczne i dla naszego zdrowia, i dla naszej równowagi psychicznej (fot. pexels.com) Nasz mózg jest tak skonstruowany, że całkowite wyciszenie na dłuższy okres jest niebezpieczne i dla naszego zdrowia, i dla naszej równowagi psychicznej (fot. pexels.com)

Większość z nas nie ma możliwości, żeby odciąć się od świata na tak długo. Wyczynem jest urlop offline, kiedy nie korzystamy z tabletów i komputera. Czytałam też o urlopach dla bogatych ludzi, którzy płacą tysiące dolarów, żeby posiedzieć w miejscu, gdzie nie ma zasięgu.

- Rynek już zareagował na tę nową potrzebę. Są nawet urządzenia, w których ludzie mogą się zamknąć na jakiś czas i odseparować od wszystkiego. Pojawiły się zresztą badania, które pokazują, że ludzie, którzy intensywnie żyją w świecie wirtualnym - ciągle sprawdzają coś w telefonach, przesiadują na portalach społecznościowych, na bieżąco czytają newsy - przyzwyczajają do tego swoje mózgi (...) - chodzi o życie w trybie stand by. Polega ono na tym, że nawet jeśli odłączymy te wszystkie komunikatory, nasz mózg jeszcze przez co najmniej czterdzieści osiem godzin będzie oczekiwał podświadomie, że zaraz zadzwoni telefon, pojawi się esemes albo inne powiadomienie. Jest nastawiony na to, że powinien to odebrać. Dopiero po dwóch dniach wyciszają się ośrodki mózgowe odpowiedzialne za czujność, która jest związana z tym uzależnieniem czy powiązaniem ze światem wirtualnym. (...)

Co nam daje biała przestrzeń poza wyciszeniem i złapaniem kontaktu ze sobą? Jest lekarstwem na współczesny stres?

- Posłużyłbym się intrygującym pojęciem, które wprowadził Igor Rotberg (Uniwersytet Warszawski) - bycie selekcjonerem informacji dotyczących siebie. Wchodzenie w rolę selekcjonera informacji, które nas atakują, docierają do nas, powoduje, że możemy bardziej skupić się na ważnych sprawach dotyczących naszego życia, na naszych potrzebach, pragnieniach, pasjach, na tym, co chcielibyśmy robić, a co często gubimy w natłoku różnych informacji. I tylko wtedy, kiedy odcinamy się od tego zgiełku, możemy rzeczywiście w autorefleksji, w dialogu wewnętrznym rozpoznać, o co nam w życiu chodzi. Bardzo często life coaching na tym właśnie polega, że druga osoba staje się narzędziem wyciszającym chaos związany z natłokiem informacji. Jest jak reflektor, który steruje naszą świadomością podczas rozmowy, a to nam ułatwia rozpoznanie, co jest dla nas ważne, do czego zmierzamy, czego chcemy, czego pragniemy i jakich zmian chcemy dokonać.

Na świecie zaczyna się organizować specjalne urlopy dla bogatych ludzi, którzy płacą tysiące dolarów za to, by posiedzieć w miejscu, gdzie nie ma zasięgu (fot. pexels.com) Na świecie zaczyna się organizować specjalne urlopy dla bogatych ludzi, którzy płacą tysiące dolarów za to, by posiedzieć w miejscu, gdzie nie ma zasięgu (fot. pexels.com)

Stres atakujący naszą psychikę i organizm, życie na stand by - konsekwencje życia w czasach chaosu są dość ponure.

- Ksiądz Krzysztof Ołdakowski w "Przeglądzie Powszechnym" opublikował bardzo ciekawy artykuł na temat cierpień psychicznych współczesnych ludzi. Wspomina w nim między innymi o zjawisku borderline, które się nasila i polega na życiu na granicy zdrowia i niezdrowia. Zwrócił również uwagę za Richardem Rechtmanem, że pojęcie cierpienia psychicznego współcześnie bardzo się rozszerzyło.

Wielu ludzi cierpi z powodu życia w takich warunkach, w których jest natłok informacji, w którym występują ciągle różnego typu gwałtowne zmiany i gdzie bardzo często doświadczamy takich zjawisk jak stres i traumy. Nazwał to zjawisko "avatarami cierpiącej normalności". Bardzo ciekawe określenie, mówi bowiem, że dziś cierpienie nie jest postacią patologii.

Cierpienie było uznawane za patologię?

- Jeszcze dwadzieścia, trzydzieści lat temu (...) uważano, że wymaga leczenia. Specjaliści poszukiwali jego przyczyn w zaburzeniach psychicznych. Mówiło się o nerwicy, czasami o poważniejszym zaburzeniu psychicznym. A dziś cierpienie czy też stany, których doznajemy, a które Rechtman nazwał właśnie "avatarami cierpiącej normalności", postrzega się jako odpowiedź na przeciążenie i zatłoczenie, w dosłownym i w przenośnym znaczeniu. To określenie mówi, że nasze problemy i cierpienie, które z nich płynie, jest czymś więcej niż tylko zaburzeniem z pogranicza, czyli tym, co w psychologii osobowości nazywało się osobowością borderline.

Kilkadziesiąt lat temu uważano, że cierpienie wymaga leczenia. Dziś postrzega się je jako odpowiedź na przeciążenie i zatłoczenie, w dosłownym i w przenośnym znaczeniu (fot. shutterstock.com) Kilkadziesiąt lat temu uważano, że cierpienie wymaga leczenia. Dziś postrzega się je jako odpowiedź na przeciążenie i zatłoczenie, w dosłownym i w przenośnym znaczeniu (fot. shutterstock.com)

A nie staliśmy się przypadkiem trochę nadwrażliwi? Wystarczy, że przydarzy nam się jakaś nieprzyjemność, a opowiadamy, że przeżyliśmy traumę. Słowo "trauma" stało się pewnym wytrychem do opowiadania o tym, z czym sobie w życiu nie radzimy.

- Trauma jest wszystkim tym, co nas spotyka ze strony otoczenia, nie tylko zachowanie ludzi, lecz także wydarzenia, a co działa na nas niezwykle silnie, powodując w nas intensywne reakcje emocjonalne. Są na tyle silne, że z jednej strony pozostają w nas na długo, z drugiej - dokonują pewnego spustoszenia, czasami trwającego latami. Spójrzmy na zespół stresu pourazowego, który wiąże się właśnie z doznaniami traumatycznymi. Może wydarzyć się w relacjach z ludźmi, na przykład gwałt, w relacjach z przyrodą, na przykład tajfun, w konsekwencji nieprzewidzianych wydarzeń, między innymi wypadek samochodowy. To wszystko powoduje, że nasz lęk jest tak głęboki, że nasza reakcja jest właściwie na granicy ratowania życia i robienia wszystkiego, żeby przetrwać. Trauma jest doświadczeniem, które uruchamia w nas wszystkie siły i zasoby samozachowawcze. To potężna siła energetyczna, która czasami nie jest wyrażona wprost, ale zawsze ma miejsce w naszych emocjach. Jest ważna, bo pozwala nam na ucieczkę, na przetrwanie, na to, żeby nie zostać unicestwionym. To są tak silne emocje, że stają się przyczyną cierpienia psychicznego. Do tego pojęcia udręczenia psychicznego dołączają dziś nowe aspekty, związane głównie z agresją, a konkretnie z agresywnymi naszymi zachowaniami wobec innych, innych wobec nas oraz nas wobec siebie samych. Te trzy postaci agresji mogą być także źródłem udręczenia.

To nasilenie agresji staje się współczesnym problemem?

- (...) Sto czy dwieście lat temu takie nasilenie przejawów autoagresji było niespotykane, dziś to zjawisko nagminne. Nie mówię tu tylko o nasileniu zjawiska samobójstwa, lecz także o tym, że ludzie potrafią na przykład tak mocno przeżywać poczucie winy, że paraliżuje to kompletnie ich rozwój, swobodę i rozwój osobowości.

Autoagresja może przejawiać się też w tym, że powtarzamy sobie: jestem do niczego, jestem beznadziejna, nic nie potrafię.

- To są najbardziej typowe formy samoudręczenia. Człowiek odbiera sobie możliwości samymi myślami na swój temat. W dużym stopniu ma to związek z czasami, w których żyjemy. Takie autodestrukcyjne traktowanie siebie często wiąże się ze sztucznie budowanymi potrzebami, marzeniami, sztucznie wbudowanym systemem wartości, który może polegać na przykład na wspinaniu się po szczeblach kariery, ściganiu się, rywalizowaniu i posiadaniu. Bardzo często są to powody, dla których ludzie sami siebie potępiają, bo czują, że nie spełniają społecznych albo własnych oczekiwań.

Ludzie potępiają sami siebie, gdy czują, że nie spełniają społecznych albo własnych oczekiwań (fot. shutterstock.com) Ludzie potępiają sami siebie, gdy czują, że nie spełniają społecznych albo własnych oczekiwań (fot. shutterstock.com)

Oczekiwania społeczne zawsze były. (...) Różnica jest taka, że sto lat temu oczekiwano, że kobieta znajdzie sobie dobrego męża, a  mężczyzna będzie pomnażał majątek, upraszczając nieco oczywiście. Dziś chyba problemem jest także nadmierny indywidualizm, który każe nam cierpieć, gdy odnosimy osobiste porażki.

- Tak. Mówisz o czymś, co wiąże się ze sztucznym nakładaniem tego, co jest nam potrzebne, na to, co jest naszym pragnieniem. I to jest też znamię tej epoki chaosu i turbulencji. Bardzo często to, co uważamy, że jest nam potrzebne, jest wynikiem różnego typu wpływów - od marketingu przez wzorce płynące ze strony innych ludzi aż po wpływ naszych bliskich, rodziców, dziadków. W takim otoczeniu budujemy system naszych potrzeb, które nie zawsze są związane z naszymi wewnętrznymi pragnieniami. Jest spora liczba osób, które w ogóle nie rozumieją, jaka jest różnica między potrzebą a pragnieniem. Niektórzy uważają, że jeśli jest potrzeba, to musi być i pragnienie. A tak wcale nie jest. Budowanie białej przestrzeni, budowanie sobie w głowie domu z białymi pokojami jest właśnie okazją do tego, żeby zastanowić się nad tym, czy wszystkie nasze potrzeby są związane z naszymi pragnieniami, a przede wszystkim jakie są nasze pragnienia i czy nasze pragnienia rzeczywiście odpowiadają temu, co traktujemy jako nasze niezbędne, pilne i najważniejsze potrzeby. (...)

Uważamy pragnienia za coś niebezpiecznego?

- Tak. Najczęściej pragnienie jest kojarzone z pożądaniem. Jeśli ktoś doznaje pragnienia, to znaczy, że chce kogoś lub coś posiąść. A pragnienie to przecież perspektywa, co chciałbym robić, jaki chciałbym być, gdzie chciałbym teraz być, a gdzie za jakiś czas, z kim, w jakich relacjach. Można je definiować w kategoriach idealnych, ale także w kategorii zaspokajania swojego ego w świadomości, że to właśnie jestem ja. (...)

Warto zadawać sobie pytanie, jaki jestem naprawdę?

- W tym pytaniu kryje się pewnego rodzaju mistyfikacja, ponieważ nie żyjemy tylko w jednym wymiarze. Nie jesteśmy jedną, spójną na zawsze osobowością, ale posiadamy wiele cech. Coraz częściej w naszym myśleniu, zachowaniu i przeżywaniu pojawiają się sprzeczne postawy, poglądy i emocje wobec tego samego człowieka, zdarzenia i sytuacji.

Książka 'A może nie ma się czego bać? Jak zmienić lęk w ciekawość' ukazała się nakładem Wydawnictwa Edipresse Książki (fot. materiały prasowe) Książka 'A może nie ma się czego bać? Jak zmienić lęk w ciekawość' ukazała się nakładem Wydawnictwa Edipresse Książki (fot. materiały prasowe)

W związku z tym nieumiejętność godzenia sprzeczności, dezaprobata dla tego, że możemy w pewnych sprawach być mądrzy i głupi, dobrzy i źli, kolorowi i szarzy, powoduje, że zawęża się nam mentalne spojrzenie na siebie. Dlatego potrzebna jest nam pewna doza dojrzałości lub spojrzenie kogoś, kto będzie dla nas bezstronnym i życzliwym nawigatorem.

*Fragment książki "A może nie ma się czego bać? Jak zmienić lęk w ciekawość", którą w promocyjnej cenie można kupić w Publio.pl>>>

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU


Prof. Leszek Mellibruda. 
Psycholog społeczny i biznesu, autor 80 publikacji naukowych i ponad 250 publikacji popularnonaukowych. Zajmuje się min. konsultingiem i promocją psychologii w Polsat - Wydarzenia, TVN BiŚ. Przez 2 lata był także współautorem cotygodniowej audycji Psychologia Biznesu - w radiu TOK FM. Były doradca Ministra Edukacji Narodowej. Konsultant Europejskiego Forum Przedsiębiorczości i ekspert Klubu Integracji Europejskiej. Od 2014 do 2017 r visiting professor Center for Advanced Studies (wykładowca psychologii dla doktorantów Politechniki Warszawskiej).

Dagny Kurdwanowska. Ur. 1978 r., ukończyła polsko-francuski Program Studiów Europejskich w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie. Pracowała jako dziennikarka w rozmaitych działach kulturalnych, m.in. w "Twoim Stylu" i dzienniku "Polska The Times". Aktualnie redaktor naczelna portalu sukcespisanyszminka.pl. Autorka książek "Biblioteka samobójców", "Romanse wszech czasów", "Tori Amos" .

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (37)
Zaloguj się
  • alicia.online

    Oceniono 11 razy 7

    Bardzo dobry artykuł. Instynktownie robię tak, jak opisuje autor, od czasu, gdy odkryłam, że mam problem z takim "zwykłym odpoczynkiem" - bez przeglądania neta, oglądania tv i czytania książki - i to na raz...Uważam jednak, że autor przesadza w kontekście o którym mówi, z kwestią dotyczącą zmian ról kobiet i mężczyzn. Znacznie większy jest problem z nadmiarem zbędnych informacji z jednej strony, a lawinowym rozwojem technologii rodzących nie do końca świadomą potrzebę "nadążania za wszystkim" z drugiej.

  • menel13

    Oceniono 14 razy 6

    >>>Czytałam też o urlopach dla bogatych ludzi, którzy płacą tysiące dolarów, żeby posiedzieć w miejscu, gdzie nie ma zasięgu.<<<
    To pewnie ci sami co kupują książki pełne pseudonaukowego bełkotu.

  • white_lake

    Oceniono 5 razy 5

    moja biała przestrzeń to mój pies, kiedy z nim wychodzę, kiedy patrzę, jak szczęśliwy gania za patykiem, wszystko inne traci znaczenie
    czytanie książek też się sprawdza

  • 11free_dom

    Oceniono 3 razy 3

    czym mniej ogladam telewizji nie zwracam uwagi na krzykliwe tytuly artykolow to lepiej sie czuje:)
    selekcja to co dziennikarze chca mi wtloczyc do glowy musi byc ostra.

  • benzyl

    Oceniono 3 razy 3

    Jest wiele miejsc w Bieszczadach, Beskidzie Niskim, Kotlinie Kłodzkiej, gdzie nie ma zasięgu, i nie trzeba płacić tysięcy dolarów.

  • Nocny Marek300

    Oceniono 1 raz 1

    Tylko zagraniczne radio internetowe ze spokojną muzyką.
    Zero polskiej TV, gazet, stron informacyjnych w necie. Idealne polecam.

  • marocusso

    Oceniono 1 raz 1

    "Co zrobić, by nie zwariować w świecie chaosu, natłoku informacji i stresu? Ratunkiem może być tzw. biała przestrzeń"
    Albo "Czarna dziura".

  • karina0reska

    0

    Świetny artykuł. Ja przez wiele lat nie umiałam się dopasować do otaczającego mnie świata. Miałam też problem z filtrowaniem informacji, które do mnie docierały. Co z kolei prowadziło do braku równowagi pomiędzy ciałem a umysłem, kłopoty z zrelaksowaniem się i wyciszeniem, wyłączeniem się od dopływu informacji. W pewnym momencie moja równowaga psychiczna została całkowiecie zaburzona. Już nie mogałm zaprzeczać, że nei potrzebuję pomocy. Uznałam, że nie pójdę do psychiatry, tylko do life coach. Poszukałam troche i trafiłam na Aleksandrę Łomzik, która okazała się świetnie wykształaconą osobą w tym zakresie i ogólnie mądrą kobietą. Pozwoliłam mi spojrzeć na siebie z pwnej perspektywy, o której nawet nie miałam pojęcia. Niesamowite było to uczucie zmiany, gdy czujesz i widzisz, że Twoja psychika wchodzi na inny, właściwy tor, a wraz z nią leczy się Twoje ciało.

  • stanwewnetrzny

    0

    Z całym szacunkiem ale dr Mellibruda jest doktorem a nie profesorem. Skoro był "visiting professor" w latach 2014-2017 to już nim w 2018 nie jest.
    Posiada tytuł doktora a sam wiek nie czyni go profesorem.
    Profesorem jest za to Jerzy Mellibruda.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX