Kadr z serialu 'Czarne lustro'

Kadr z serialu 'Czarne lustro' (fot. materiały prasowe)

wywiad Gazeta.pl

Twórca ''Czarnego lustra'': Lubię myśleć o odcinkach serialu jak o pełnometrażowych filmach, z których wycięto gó*niane fragmenty

Kiedyś przeczytałem o człowieku, który stworzył czat-bota mającego być imitacją jego zmarłego przyjaciela. Nasz odcinek "Be Right Back", w którym w podobny sposób młoda wdowa stara się poradzić sobie z odejściem ukochanego, dostarczył mu bezpośredniej inspiracji. To są historie, którymi chciałbym się dzielić - tak o przypadkach naśladowania serialu "Czarne lustro" przez rzeczywistość mówi Charlie Brooker.

Charlie Brooker odpowiada za scenariusz serii i - wraz z Annabel Jones - jest jej producentem wykonawczym. Od 29 grudnia na platformie Netflix można już oglądać 4. sezon opowieści o wpływie technologii na naszą codzienność.

***

Na wywiad z Annabel Jones i Charliem Brookerem lecę do Londynu. Na kilka dni przed wyjazdem mój smartfon, wierny i niezawodny od lat, zaczyna niespodziewanie szwankować. Wyłącza się bez zapowiedzi, zawiesza w trakcie rozmów telefonicznych, przestaje obsługiwać kolejne aplikacje. Po raz pierwszy od lat postanawiam więc, że na wszelki wypadek wydrukuję bilet na samolot, a trasę dojazdu do hotelu, w którym ma odbyć się wywiad, zapisuję w notesie. Czuję, że wszystko mam pod kontrolą. Wieczorem przed wylotem orientuję się, że jeśli telefon znowu wyłączy się niespodziewanie w nocy, mój budzik w urządzeniu nie zadzwoni, a ja spóźnię się na samolot. Bez paniki. Zanim zasnę, długo przewracam się z boku na bok, zastanawiając się, jaki jeszcze numer może mi wykręcić niesforna maszyna.

Budzę się na czas, przez telefon zamawiam taksówkę na lotnisko, przy bramce zdążę jeszcze raz na spokojnie sprawdzić, czy mam wszystkie potrzebne dokumenty i adresy. Po wylądowaniu uderzam od razu do metra. Kiedy próbuję zapłacić za bilet kartą (no bo przecież po co mi gotówka na jednodniowy wyjazd), na ekranie automatu wyskakuje błąd: "nieprawidłowy PIN". Wklepuję więc cyfry po raz drugi, ale maszyna uparcie powtarza, że PIN się nie zgadza. Jestem pewna, że się nie pomyliłam, ale kolejna próba zablokuje moją kartę i wtedy będę już totalnie uziemiona. I nagle dociera do mnie, że bez technologicznych gadżetów jestem kompletnie bezradna. Nie mam drobnych. Gdybym leciała do Londynu sama z wyłączającą się przy co drugim telefonie komórką i zablokowaną kartą płatniczą, byłabym zdana wyłącznie na dobrą wolę nieznajomych. Na szczęście z pomocą śpieszy mi kolega, który płaci za bilet. Kryzys zażegnany.

Kadr z serialu 'Czarne lustro' (fot. materiały prasowe)Kadr z serialu 'Czarne lustro' (fot. materiały prasowe)

Z duszą na ramieniu zamawiam w pobliskim barze śniadanie i kiedy przychodzi do płacenia, patrzę niepewnie w stronę kelnerki z terminalem, bacznie studiując jej twarz. Urządzenie burczy, wyrzuca na wierzch plaster papieru. Tak jest, wszystko znowu działa, jeszcze tylko podpis i mogę odzyskać moje poczucie bezpieczeństwa. Wciąż jednak nie mogę zrozumieć, dlaczego automat w metrze usiłował z uporem godnym lepszej sprawy przekonać mnie, że podaję mu niewłaściwy PIN. Bunt maszyn, złośliwość rzeczy martwych? Po tym doświadczeniu coraz trudniej mi przekonać samą siebie, że wcale nie jestem uzależniona od technologii. Idąc w stronę hotelu, w którym mają się odbyć wywiady z Brookerem i Jones, twórcami "Czarnego lustra", przedstawiającego jedne z najbardziej przygnębiających i przerażających wizji wpływu technologii na nasze życie, nie potrafię jednak nie uśmiechnąć się na myśl, że nie mogłam mieć lepszego przygotowania do tego spotkania.

Kiedy zaczynaliście prace nad serialem "Czarne lustro", tworzyliście wizje nieodległej przyszłości, w której technologia wymyka się człowiekowi spod kontroli, a konsekwencje tego są - najczęściej - tragiczne. Dzisiaj technologia rozwija się w zastraszającym tempie, a niektóre z waszych pomysłów stały się elementem naszej rzeczywistości. Trudno wam czasem nadążyć za tym, co dzieje się wokół nas?

Annabel Jones: Wręcz przeciwnie, zmiany, jakie zachodzą dookoła nas, są gotową inspiracją do tworzenia kolejnych historii. W "Czarnym lustrze" nigdy nie staramy się jednak przewidzieć przyszłości, to raczej wykoślawiona wizja naszej rzeczywistości, nakreślona grubą kreską satyra. Podczas obmyślania szkiców scenariuszy zarzucamy się koncepcjami inspirowanymi czymś, co przeczytaliśmy w sieci albo usłyszeliśmy od znajomych. I dorzucamy odrobinę neurozy oraz czarnego humoru.

Kadr z serialu 'Czarne lustro' (fot. materiały prasowe)Kadr z serialu 'Czarne lustro' (fot. materiały prasowe)

Charlie Brooker: Technologia rozwija się na naszych oczach, a my zmieniamy się razem z nią. Oswajamy się z konceptami, które jeszcze kilka lat temu wydawały się scenariuszami wyjętymi z filmów science fiction, jak wirtualna (VR) czy rozszerzona rzeczywistość (AR) albo filtr Snapchata, który zmienia cię w kaczkę. Dzisiaj wydaje nam się to naturalne i nawet modne, a jeszcze pięć lat temu, gdyby ktoś powiedział ci, że program będzie doklejał uszy psa do twojego zdjęcia, potrzebowałabyś skrupulatnego wyjaśnienia, jak się to dzieje, krok po kroku, i pewnie uznałabyś, że to idiotyczny pomysł. Dla nas taka sytuacja oznacza jedynie, że możemy tworzyć coraz bardziej nieprawdopodobne scenariusze bez poczucia obowiązku, że trzeba wszystko dokładnie tłumaczyć.

Wiele razy okazało się, że w waszych przerysowanych wizjach jest sporo prawdy. Chiny niedawno ogłosiły, że pracują nad aplikacją "Social Credit System" przypominającą do złudzenia koncept z odcinka "Nosedive". Program będzie oceniać zachowanie obywateli i wykorzystywać zdobyte w ten sposób dane do ich inwigilacji. Media na całym świecie porównały CSC do "Czarnego lustra". Jak czujecie się, kiedy słyszycie o swoim serialu w takim kontekście?

C.B.: Odcinek "Nosedive", w którym oceny w mediach społecznościowych stają się wyznacznikiem statusu społecznego i narzędziem pomagającym oszacować, czy możemy wynająć mieszkanie, kupić samochód albo nawet dostać pracę, został zainspirowany działaniem takich aplikacji jak Uber czy TripAdvisor. Szczerze wątpię, by pomysł Chińczyków miał cokolwiek wspólnego z naszym serialem. Gdyby jednak tak było, nie wiedziałbym, czy czuć się miłe połechtanym, czy raczej śmiertelnie przerażonym. Kiedyś przeczytałem o człowieku, który stworzył czat-bota mającego być imitacją jego zmarłego przyjaciela. Nasz odcinek "Be Right Back", w którym w podobny sposób młoda wdowa stara się poradzić sobie z odejściem ukochanego, dostarczył mu bezpośredniej inspiracji. To są historie, którymi wolałbym się dzielić.

Kadr z serialu 'Czarne lustro' (fot. materiały prasowe)Kadr z serialu 'Czarne lustro' (fot. materiały prasowe)

A.J.: Ale też całkiem niedawno czytaliśmy o domu opieki dla starszych osób w Wielkiej Brytanii, w którym zaczęto wykorzystywać wirtualną rzeczywistość w leczeniu demencji i alzheimera. Niezależnie, czy ten eksperyment miał cokolwiek wspólnego z naszym odcinkiem "San Junipero", dotykającym podobnych tematów, czy nie - to bardzo krzepiąca wiadomość. Trudno mi sobie wyobrazić bardziej pozytywną i podnoszącą na duchu historię z technologią w tle.

C.B.: Bardzo ważne jest dla mnie, by podkreślić, że nie uważam, że "Czarne lustro" ma wydźwięk antytechnologiczny. To prawda, często pokazujemy negatywne konsekwencje tego, że ktoś wykorzystał technologię w nieodpowiedni sposób. Ale opowiadamy raczej o ludzkiej słabości przez pryzmat naszej relacji z maszynami. Technologia sama w sobie nie jest zła.

Kadr z serialu 'Czarne lustro' (fot. materiały prasowe)Kadr z serialu 'Czarne lustro' (fot. materiały prasowe)

Jeden z odcinków czwartego sezonu zatytułowany "Arkangel" to historia samotnej matki. W trosce o bezpieczeństwo dziecka decyduje się ona ograniczyć jego wolność.  Trochę poróżniliśmy się o niego z kolegą - przez cały seans nie potrafiłam zrozumieć motywacji bohaterki, on zaś jest młodym rodzicem i jego reakcja była skrajnie odmienna. 

A.J.: Dokładnie o to nam chodzi. Czy matka, która postanawia chronić swoje dziecko, uciekając się do drastycznych kroków, jest złym człowiekiem? Na to nie ma jednej odpowiedzi. Każdy musi znaleźć swoją.

C.B.: Ludzie bardzo często pytają nas o przesłanie poszczególnych odcinków. Tymczasem "Czarne lustro" to nie jest serial "z misją". Najważniejsza jest historia konkretnego bohatera, a my staramy się unikać ferowania wyroków i opowiadania się po którejkolwiek ze stron, choć oczywiście w niektórych odcinkach mamy do czynienia z klasycznym podziałem na dobro i zło. Zazwyczaj jednak skupiamy się na przedstawieniu bohatera mierzącego się z nierozwiązywalnym dylematem, znajdującego się w sytuacji bez wyjścia. Mam w sobie dużą dozę nieufności do twórców, którzy w swoich filmach wygrażają palcem i bawią się w arbitra moralności. Sam jako widz czuję się urażony, kiedy czuję, że ktoś chce mi na siłę poprzez dzieło wcisnąć swoje poglądy. Mam ogromną nadzieję, że nam udaje się tego uniknąć.

Kadr z serialu 'Czarne lustro' (fot. materiały prasowe)Kadr z serialu 'Czarne lustro' (fot. materiały prasowe)

Reżyserką "Arkangel" jest Jodie Foster. Jak doszło do tej współpracy?

A.J.: Jodie ma dobre relacje z Netflixem, wyreżyserowała kilka odcinków "Orange Is The New Black". Jest bardzo wybredna, jeśli chodzi o wybór projektów, w które ma się zaangażować. Po przeczytaniu scenariusza "Arkangela" producenci ze strony Netflixa pomyśleli, że to jest historia, która mogłaby ją zainteresować. Mieli rację, była zachwycona tą historią i raptem kilka dni później rozmawialiśmy z nią przez Skype'a , co było niemal surrealistycznym doświadczeniem. Trudno mi było ukryć podekscytowanie. Miałam wrażenie, że oglądam film z hollywoodzką gwiazdą i co chwilę musiałam sobie przypominać, że ona tak naprawdę mówi bezpośrednio do mnie (śmiech). "Arkangel" nawiązuje do konwekcji kina niezależnego, a sednem tej historii jest relacja matki z córką. Jodie, która sama zaczynała jako dziecięca gwiazda, doskonale radzi sobie, pracując z małoletnimi aktorami. Jej doświadczenie okazało się bezcenne podczas pracy nad tym odcinkiem. Mieliśmy szczęście, że mogliśmy z nią pracować.

Trzeci sezon "Czarnego lustra" zdobył deszcz nagród, w tym Emmy dla najlepszego filmu lub serialu antologicznego za odcinek "San Junipero" oraz nagrodę za scenariusz w tej samej kategorii. Czuliście presję podczas pracy nad nowymi odcinkami?

C.B.: Kiedy trzeci sezon miał swoją premierę, byliśmy już dość mocno zaangażowani w produkcję kolejnego. To pozwoliło nam zachować zdrowy dystans do całego zamieszania, jakie wywołał "San Junipero". Udało nam się uniknąć pokusy powtórzenia tego samego schematu, powielenia pomysłu tylko dlatego, że wcześniej odniósł sukces. Ale to prawda, że każda nagroda niesie ze sobą ogromną presję. Kiedy coś mi się w tym zawodzie udaje, moją pierwszą reakcją jest zniechęcenie. Myślę wtedy: stąd droga prowadzi tylko w jedną stronę. Przypomina mi to sytuację w szkole, kiedy niespodziewanie dostajesz szóstkę za zadanie domowe i od tej pory musisz naprawdę zacząć się przykładać albo spadasz z wysokiego siodła (śmiech).

Kadr z serialu 'Czarne lustro' (fot. materiały prasowe)Kadr z serialu 'Czarne lustro' (fot. materiały prasowe)

"Czarne lustro" ma formę antologii, każdy odcinek opowiada inną historię. Nie kusi was, by przenieść waszą produkcję na kinowy ekran?

C.B.: Do pewnego stopnia każdy z odcinków postrzegamy jako minifilm. Gdyby pójść o krok dalej, musielibyśmy napisać scenariusz, któremu oddalibyśmy sprawiedliwość, wyłącznie przenosząc go na ekran IMAXA z budżetem 300 milionów dolarów.

Teraz nie wiąże nas żaden konkretny format ani ramówka telewizyjna, platforma streamingowa daje nam pod tym względem dużo wolności. Lubię myśleć o naszych godzinnych odcinkach jak o pełnometrażowych filmach, z których wycięto gó*niane fragmenty. Przecież wszystkie filmy kinowe mają zapychacze, które muszą wypełnić strukturę 90-minutowej produkcji. U nas tego nie ma. Przynajmniej specjalnie tego nie robimy. (śmiech).

Seriale antologiczne są niezwykle wymagającym gatunkiem w tradycyjnej telewizji. Każdy odcinek opowiada osobną historię i nigdy nie kończy się zmuszającym do obejrzenia kontynuacji "cliffhangerem". Bardzo trudno jest w przypadku takich produkcji zgromadzić wierną publiczność. Tymczasem kiedy te same odcinki są na platformie streamingowej, widz ma do nich swobodny dostęp, niczym do tomu opowiadań albo składanki muzycznej. I decyduje, w jakiej kolejności je obejrzeć, kiedy przerwać seans - czy oglądać cały sezon za jednym posiedzeniem, czy dawkować sobie przyjemność.

A.J.: Zawsze ogromnie współczuję twórcom filmów kinowych. Wkładają ogrom pracy i wysiłku w jeden tytuł, czasami mówimy tu o pięciu latach życia. I potem ten film jest wyświetlany w kinach przez raptem kilka tygodni. W wyniku nieszczęśliwego splotu okoliczności w tym samym czasie może pojawić się film o podobnej tematyce albo blockbuster, który zmiecie projekt z ekranów - a przecież ktoś zostawił w nim kawałek serca. Kiedy robisz film dla platformy streamingowej typu Netflix, pojawia się on na niej raz i zostaje na długo. Każdy może go obejrzeć w dowolnym momencie w zaciszu własnego domu.

Czujecie, że nasze podejście do technologii się zmienia? Że ludzie korzystają z niej w sposób bardziej odpowiedzialny?

C.B.: Wydaje mi się, że ludzie nieco lepiej niż kilka lat temu, kiedy na ekrany wchodził pierwszy sezon serialu, radzą sobie ze zrozumieniem, że technologia to skomplikowane i niejednoznaczne zjawisko. Kilka tygodni temu Twitter zwiększył limit znaków w jednym wpisie do 280. Użytkownicy byli naprawdę wkurzeni i uważali, że to stanowczo za dużo (śmiech). Podobnie wejście na rynek iPhone'a X nie spotkało się już z masową histerią. Podejście ludzi było zaskakująco racjonalne - po obejrzeniu telefonu pojawiały się reakcje, że właściwie te wszystkie bajery są nam... niepotrzebne. Jeszcze kilka lat temu taka racjonalna reakcja byłaby nieprawdopodobna, wszyscy pamiętamy histerię, jaka wybuchała przy okazji premiery kolejnych gadżetów Apple'a. Nasz związek z technologią ewoluuje. Jesteśmy coraz bardziej sceptyczni jako gatunek, patrzymy na to wszystko już nie z zachwytem dziecka, któremu podrzuca się kolejną zabawkę, ale z rezerwą starego wyjadacza. Jestem bardzo ciekaw, czy będziemy mieli w sobie na tyle rozsądku, by wizje kreślone przez nas w "Czarnym lustrze" zostały wyłącznie w sferze przejaskrawionych opowieści z dreszczykiem.

Annabel Jones, Charlie Brooker (fot. Blair Raughley / AP Photo)Annabel Jones, Charlie Brooker (fot. Blair Raughley / AP Photo)

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU

Charlie Brooker. Brytyjski satyryk, dziennikarz, scenarzysta i producent. Twórca serialu "Czarne lustro", za który zdobył nagrody Emmy dla najlepszego filmu lub serialu antologicznego za odcinek "San Junipero" oraz nagrodę za scenariusz w tej samej kategorii.

Annabel Jones. Producentka filmowa, stała współpracowniczka Charliego Brookera, producentka wykonawcza serialu "Czarne lustro".

Małgorzata Steciak. Dziennikarka. Publikowała m.in. w ''Polityce'', ''Gazecie Wyborczej'', ''K-MAG-u'' czy w serwisie dwutygodnik.com. Wcześniej była m.in. redaktorką portali Onet.pl, Gazeta.pl.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (6)
Zaloguj się
  • amorvertical

    Oceniono 7 razy 5

    A u nas "M jak gufno" " Larwy nieszczęścia" i "Klan" Buraczanemu suwerenowi to wystarczy. I tak nie rozumie prognozy pogody i dziwi się że w zimie o 16 w Morskim Oku zapada zmrok

  • true_lysander

    Oceniono 1 raz 1

    50% kosztów uzyskania dochodu = 50% niższy podatek względem każdego innego obywatela - i aktorzy narzekają?

  • labore

    Oceniono 1 raz 1

    Nagrodzony odcinek opowiada o tzw. uwiedzeniu lesbijskim. I jak tu nie zacytować klasyka, czyli Joanny Szczepkowskiej?

  • dihydrogen_monoxide

    0

    4. seria Black Mirror jest nierówna i przez to dość słaba. Wątki niestety do bólu przewidywalne, w ogóle nie zaskakują, a zakończenia odcinków sprawiają wrażenie wymuszonych i wymęczonych. Z sześciu odcinków tylko dwa są na poziomie dorównującym poprzednim seriom, reszta to takie zapychacze - ewidentnie zaczyna brakować pomysłów.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX