Kadr z filmu 'Praca'

Kadr z filmu 'Praca' (fot. materiały prasowe)

wywiad Gazeta.pl

Spotykają się w więziennej kaplicy. Tu nie wolno używać przemocy. I można patrzeć sobie w oczy

Więźniowie na początku kompletnie sobie nie ufali. Siadali w kaplicy z założonymi rękami i patrzyli w ścianę. I nagle, zupełnie niespodziewanie, może z nudów, jeden z mężczyzn zapytał drugiego, jak miała na imię jego matka. "Dlaczego pytasz?" "Jeśli poznam imię twojej matki, będzie mi trudniej cię zabić" - opowiada Jairus McLeary, reżyser dokumentu "Praca".

Wywiad został opublikowany w 2017 roku

"Praca" Jairusa McLeary'ego i Gethina Aldousa opowiada o trzech mężczyznach, którzy zgłaszają się do niecodziennego programu. Na cztery dni zamykają się w więzieniu Folsom w Kalifornii, by wspólnie z osadzonymi, często skazanymi za morderstwa czy członkostwo w gangu, uczestniczyć w intensywnej terapii grupowej. W ten sposób ludzie, którzy w zwykłych okolicznościach pewnie nigdy by się nie spotkali, siadają w kółku i patrząc sobie głęboko w oczy, rozmawiają o swoich problemach.

Podczas tych czterech dni dzieją się niesamowite rzeczy. Dorośli mężczyźni znajdują odwagę, by otworzyć się przed nieznajomymi i szczerze porozmawiać o traumach z przeszłości, trudnych relacjach z rodzicami, partnerkami, dziećmi. Czasami robią to po raz pierwszy w życiu. Na wierzch wypływają surowe, nieposkromione emocje, bywa, że tłumione przez dekady. Pojawiają się złość, krzyk, spazmatyczny płacz. A potem - zdziwienie, że więźniowie, odsiadujący często dożywotnie wyroki, wiedzą tak dużo o ludzkiej psychice. 

Film otrzymał Nagrodę Jury na SXSW w Teksasie oraz nagrodę w konkursie filmów dokumentalnych American Docs American Film Festival.

Na czym polega tytułowa "praca"?

- To program zainicjowany w 1997 roku przez Inside Circle Foundation, organizację non profit zajmującą się tworzeniem dla więźniów warunków, w których mogą się rozwijać i przepracowywać swoje problemy ze wsparciem ekspertów. Jest w całości utrzymywany z dobrowolnych datków. Jego inicjatorem był Patrick Nolan, jeden z osadzonych w więzieniu Folsom w Kalifornii, który po serii zamieszek zerwał wszystkie więzi ze swoim gangiem i skłonił przedstawicieli rywalizujących ze sobą więziennych frakcji do tego, by usiedli do wspólnej rozmowy i zastanowili się, jak zatrzymać falę przemocy. Kilka lat później w ramach ICF organizowano już regularne, cotygodniowe spotkania grup wsparcia. Więźniowie pod opieką wykwalifikowanych psychologów mogli dyskutować o swoich problemach, ograniczeniach i traumach z przeszłości, lepiej zrozumieć swoje emocje i wziąć odpowiedzialność za swoje zachowanie.

Inside Circle Foundation działa w kilku więzieniach o maksymalnym rygorze, m.in. Folsom, które jest przedstawione w filmie, a także w słynnym San Quentin nieopodal San Francisco. Założeniem programu jest stworzenie solidnej i trwałej grupy wsparcia, która będzie pracowała regularnie i przez dłuższy okres. Dlatego tak dobrze sprawdza się on tam, gdzie większość więźniów odsiaduje długie lub wręcz dożywotnie wyroki.

Z czasem program rozrósł się do tego stopnia, że zaczęto organizować także kilka razy w roku intensywne czterodniowe sesje dla osób "z zewnątrz". Mężczyźni dobrowolnie zamykają się na kilka dni z grupą osadzonych, by nauczyć się rozmawiać o swoich uczuciach. Główną zasadą programu jest poufność. W trakcie sesji w pomieszczeniu nie mogą przebywać nawet strażnicy.

Grupa więźniów skazanych za ciężkie przestępstwa, członków rywalizujących ze sobą gangów - bez nadzoru?

- Strażnicy są tuż za drzwiami. Sesje odbywają się w więziennej kaplicy, miejscu, do którego osadzeni udają się, kiedy potrzebują duchowego wsparcia. W kaplicy więzienne reguły zostają niejako zawieszone. Istnieje niepisana zasada, że tu nie wolno używać przemocy. Więźniowie to szanują. Kolejną z reguł, które zostają wzięte w nawias, jest przestrzegany zwykle przez więźniów zakaz kontaktu wzrokowego, uważanego za oznakę agresji. Jeżeli mijasz kogoś na dziedzińcu i patrzysz mu w oczy, ingerujesz w jego prywatną przestrzeń, rzucasz mu wyzwanie. Podczas terapii mężczyźni siedzą kilka centymetrów od siebie, patrzą sobie głęboko w oczy i nie wyzwala to w nich agresji. Pomaga budować więź z drugim człowiekiem, rodzi empatię i współczucie.

Kadr z filmu 'Praca' (fot. materiały prasowe)Kadr z filmu 'Praca' (fot. materiały prasowe)

Co wydarza się w kaplicy, zostaje w kaplicy. Ludzie zapominają o przynależności do gangów, porzucają wzajemne uprzedzenia i konflikty i zaczynają ze sobą po prostu rozmawiać. Dlatego właśnie tam jest ich miejsce spotkań w ramach programu. Gdyby strażnik był świadkiem tego, jak osadzeni zachowują się w kaplicy i podzieliłby się tą informacją z innymi więźniami, zniweczyłby pracę wykonaną przez tych mężczyzn w ramach spotkań.

A sami więźniowie szanują swoją prywatność?

- W więzieniu nie można okazywać emocji, jest po prostu za dużo ludzi. Nigdy nie jest się samemu, zawsze otaczają cię inni osadzeni albo strażnicy. Wszyscy bacznie obserwują siebie nawzajem. Dlatego kiedy musisz zmierzyć się z jakimś osobistym dramatem, nie możesz sobie pozwolić na okazanie emocji, bo jedyną emocją, która jest akceptowana w tej społeczności, jest wściekłość, agresja. A teraz wyobraź sobie, że odsiadujesz kilkunastoletni wyrok i dostajesz wieści o śmierci rodzica, kogoś bliskiego. Nie możesz się smucić, nie możesz płakać, nie możesz o tym z nikim porozmawiać. To jest codzienność tych mężczyzn. Nieprzepracowane emocje nawarstwiają się czasami przez kilkadziesiąt lat. Spotkania w ramach ICF dały wielu z nich przestrzeń, w której mogli bezpiecznie porozmawiać. Każdy, kto bierze udział w warsztatach, przyjmuje te warunki.

Podczas tych spotkań mężczyźni, czasami po raz pierwszy w życiu, rozmawiają o swoim dzieciństwie, relacjach z rodzicami, partnerkami czy własnymi dziećmi. Emocje często biorą górę - pojawia się krzyk, smutek, łzy. Wyobrażam sobie, że łatwo mogłyby wymknąć się spod kontroli.

- Zauważ też, że często w trakcie sesji od rozmowy przechodzi się do fizycznego kontaktu. Pomysłodawcy programu przekonują, że nie ma takiej siły, której nie dałoby rady dziesięciu mężczyzn. Jeśli jeden z nich straci panowanie nad swoimi emocjami, reszta go ochroni przed wyrządzeniem sobie i innym krzywdy. Ci faceci są niesłychanie opiekuńczy względem siebie. Nie pozwalają, by komukolwiek stało się coś złego.

Udział w programie często jest jedynym momentem, w którym ci mężczyźni mogą doświadczyć całego spektrum emocji. Od złości, poprzez wstyd, aż do bezradności, którą można wyrazić tylko łzami. Bez oceniania, lęku, że zostaną niezrozumiani, wyśmiani. Otwierają się przed innymi - ktoś mówi o toksycznej relacji z ojcem, który go bił, ktoś inny o śmierci matki, z którą nie zdążył się pożegnać, bo odsiadywał wyrok. Dyskutują o swoich przestępstwach, o doświadczeniu zdrady, o tym, jak sami krzywdzili innych. Pozwalają sobie na chwilę słabości, płaczą. Okazują emocje, które normalnie są dla nich niedopuszczalne - żaden z nich nie rozpłakałby się w stołówce czy na dziedzińcu.

Kadr z filmu 'Praca' (fot. materiały prasowe)Kadr z filmu 'Praca' (fot. materiały prasowe)

Jak dużo czasu musiało minąć, zanim więźniowie nauczyli się ze sobą rozmawiać?

- Na początku kompletnie sobie nie ufali. Siadali w kaplicy z założonymi rękami i patrzyli  w ścianę. I nagle zupełnie niespodziewanie, a może z nudów, jeden z mężczyzn zapytał drugiego, jak miała na imię jego matka. "Dlaczego pytasz?", zdziwił się. "Jeśli poznam imię twojej matki, będzie mi trudniej cię zabić", odpowiedział. Tak zaczęli się dzielić swoimi historiami. Z czasem pojawiła się ciekawość, zaangażowanie i, wreszcie, zaufanie. Te spotkania stały się dla nich lekcją empatii i współczucia. Narodziła się między nimi więź, która z czasem przeniknęła również za mury kaplicy. Członkowie gangów przestali ze sobą walczyć, bo zauważyli, że właściwie to mogą się ze sobą dogadać.

"Co wydarza się w kaplicy, zostaje w kaplicy" - tak powiedziałeś. Ale przecież wszedłeś w tę przestrzeń z kamerą i rejestrowałeś najintymniejsze momenty sesji. Jak udało ci się przekonać więźniów, żeby pozwolili ci nakręcić o terapii film?

- Jestem związany z samym programem niemal od początku. Mój ojciec, który jest z zawodu psychologiem, jest jednym z założycieli Inside Circle Foundation. Pamiętam, jak pewnego dnia wrócił z terapii w więzieniu, usiadł na kanapie i zaczął płakać. Nigdy wcześniej nie widziałem, żeby mój tata płakał, byłem kompletnie poruszony. Tego wieczoru powiedział mi i moim braciom po raz pierwszy o swoich lękach związanych z byciem rodzicem, o tym, że czuje, że mógłby być lepszym ojcem. Zaczęliśmy szczerze rozmawiać i później wspólnie wzięliśmy udział w warsztatach jako przybysze z zewnątrz. To było chyba jedno z najważniejszych doświadczeń w moim życiu. Pomogło mi zrozumieć, kim jestem i jak rozmawiać z drugim człowiekiem, jak go słuchać. Kompletnie zmieniło też moje myślenie o więzieniach i osadzonych.

Więźniowie znali więc mnie i moją rodzinę od lat. Ufali nam, wiedzieli, że ich nie skrzywdzimy, a mimo to na początku trudno im było wyobrazić sobie, że sesje mogłyby być nagrywane. Zresztą przede mną kilku filmowców próbowało zrobić dokument o tej terapii, ale nikomu nie udało się przekonać do tego pomysłu uczestników warsztatów.

Dużo o tym rozmawialiśmy. Zastanawialiśmy się, co najgorszego może się stać w sytuacji, w której to, co dzieje się w kaplicy, wyjdzie poza mury więzienia. W końcu więźniowie naradzili się między sobą i doszli do wniosku, że kamera może stać się ich sprzymierzeńcem, przełamać stereotypy, jakie krążą na temat społeczności więziennej. Chcieli, żeby świat dostrzegł, że oni starają się zrobić coś pozytywnego ze swoim życiem. A niektórzy z nich przecież nigdy nie wyjdą na wolność. Chcą jedynie stać się lepszymi ludźmi.

Kadr z filmu 'Praca' (fot. materiały prasowe)Kadr z filmu 'Praca' (fot. materiały prasowe)

Do kaplicy trafiła więc wasza skromna ekipa filmowa i kilkudziesięciu uczestników warsztatów, w tym trzech przybyszy z zewnątrz. Kim byli mężczyźni, którzy zdecydowali się na cztery dni zamknąć w więzieniu i wziąć udział w grupowej terapii?

- To byli nasi koledzy, znajomi. Brian, nauczyciel, studiował z jednym z moich braci. Charles był znajomym barmanem, a Chrisa, który pracował na co dzień w muzeum, także znali moi bracia. Każdy z nas ma do opowiedzenia swoją historię, ale emocje, których doświadczamy, są uniwersalne. Bez względu na to, skąd pochodzimy, jak zostaliśmy wychowani, wszyscy kiedyś czuliśmy się kochani, zdradzeni czy zagubieni.

Byłem zadziwiony, jak szybko między przybyszami a osadzonymi zaczęła się rodzić więź. Wyobrażałem sobie, że grupka facetów spoza więzienia będzie przerażona na myśl, że spędzą najbliższe cztery dni ze skazanymi za ciężkie przestępstwa. Najbardziej zaskoczyło ich, jak dobrze więźniowie radzą sobie z rozpoznawaniem emocji, jak szybko ich "rozgryźli" i dotarli do sedna ich problemów. Jeśli się nad tym zastanowimy, to przecież to do pewnego stopnia oczywiste. Po kilkunastu latach intensywnej terapii ci faceci nabrali wprawy w rozumieniu ludzkiej psychiki. Poza tym umiejętność interpretacji zachowania innych jest w więzieniu kluczowa; od niej często zależy twoje przetrwanie.

Jeden z więźniów mówi podczas warsztatów, że aby stać się lepszym człowiekiem, musiał nauczyć się "płakać jak mężczyzna" - z podniesioną głową, pozwalając łzom spływać. To potężny emocjonalny przekaz w naszej kulturze, w której mężczyznom od dziecka powtarza się, że powinni tłumić emocje.

- Tłumienie którejkolwiek emocji - od wściekłości, radości, po strach i smutek - prowadzi prędzej czy później do zaburzeń. Mężczyznom zwykle jest trudniej okazać emocje, które obnażają ich słabość. Trzeba mieć ogromną odwagę, by pozwolić łzom płynąć. Myślę, że kiedy o potrzebie okazywania uczuć mówi szef więziennego gangu, który jest wcieleniem wyobrażeń na temat prawdziwego twardziela, daje to siłę innym, by poszli w jego ślady.

Dużo mówi się o kryzysie męskości, o niemożliwości połączenia dwóch sprzecznych wyobrażeń na temat mężczyzn. W uproszczeniu: z jednej strony mają być silni i nie zdradzać słabości, z drugiej oczekuje się, że będą potrafili nazywać i rozumieć swoje emocje. Właśnie ten paradoks doprowadził do rozkwitu kultury toksycznej męskości, opierającej się na patologicznej wręcz potrzebie władzy czy nadużywania swojej pozycji do oszukiwania, wykorzystywania kobiet. Dlatego musimy stworzyć warunki, w których to nie tylko kobiety rzucają wyzwanie toksycznej męskości, jak działo się do tej pory. Także, a może w tym kontekście przede wszystkim, mężczyźni powinni przywoływać do porządku innych mężczyzn, uświadomić im, kiedy ich zachowanie jest niewłaściwe i podpowiedzieć, jak to zmienić. Według mnie tylko w ten sposób mężczyźni będą mogli stać się lepszymi ludźmi.

Kadr z filmu 'Praca' (fot. materiały prasowe)Kadr z filmu 'Praca' (fot. materiały prasowe)

Co dzieje się z uczestnikami warsztatów, którzy wychodzą na wolność? Jak wielu z nich wciela zasady w życie wyniesione z programu?

- Odsetek recydywistów w stanie Kalifornia jest bardzo wysoki. Blisko 70 proc. osób po wyjściu z więzienia w ciągu roku, dwóch lat wraca za kratki. Przyczyn jest wiele - brak wsparcia ze strony bliskich, społeczeństwa, problemy ze znalezieniem mieszkania, pracy. Większość uczestników warsztatów odsiaduje niestety dożywocie bez możliwości skrócenia wyroku, ale do tej pory na wolność wyszło około 60 osób. Żadna z nich nie wróciła za kratki. 

To imponujący wynik. Wystarczy więc nauczyć się rozmawiać? To dlaczego w skali globalnej problem recydywy jest tak duży?

- To jest problem systemowy. W każdej kampanii wyborczej obietnica "walki z przestępczością" sprawia, że kandydatowi rosną słupki popularności. Od lat 70. politycy świadomie zaostrzają kary nawet za niewielkie przestępstwa. W teorii miało to doprowadzić do zmniejszenia liczby m.in. przestępstw narkotykowych, ale w praktyce oznaczało jedynie, że więzienia zaludniły się drobnymi przestępcami, a ich szefowie wciąż przebywają na wolności. Ekstremalnym przykładem jest tzw. "three strikes law", którego najbardziej radykalną formę wprowadziła Kalifornia. Złamanie prawa trzykrotnie kończy się co najmniej 25-letnim wyrokiem. To nie ułatwia skutecznej resocjalizacji. Napędza jednak biznes, jakim jest więziennictwo w Stanach Zjednoczonych. Powstają kolejne zakłady, w które pompuje się gigantyczną ilość gotówki, więźniowie stają się tanią siłą roboczą. System jest zaprojektowany tak, by przestępcy po wyjściu z więzienia wracali do niego po kilku miesiącach. Odbiera się im prawo wyborcze, utrudnia znalezienie pracy, mieszkania. W takich warunkach naprawdę trudno jest wyjść z tego zaklętego kręgu i zapomnieć o najgorszej rzeczy, jaką się zrobiło.

Pomyśl o tym w ten sposób: wszyscy mamy w swoim życiu tę jedną, najgorszą rzecz, jaką kiedyś zrobiliśmy. W gruncie rzeczy nie ma znaczenia, czy jest to przestępstwo, za które trafiliśmy do więzienia, czy zwyczajne świństwo, które zrobiliśmy drugiej osobie. A teraz wyobraź sobie, że jesteś definiowana przez tę jedną okropną rzecz, którą kiedyś zrobiłaś, do końca swojego życia. Nieważne, jak bardzo starasz się naprawić swoje błędy i zrozumieć, dlaczego to zrobiłaś. Społeczeństwo na każdym kroku szufladkuje cię jako śmiecia, który nie zasługuje ani na wybaczenie, ani nawet na zwyczajne życie. Jesteś naznaczona swoją porażką i nikogo nie obchodzi, czy żałujesz tego, co zrobiłaś, czy nie.

Uczestnicy programu mierzą się z takimi problemami. A jednak udaje im się wyjść na prostą.

- Wydaje mi się, że podczas terapii dostają narzędzia, które przydają im się później także w codziennym życiu. Uczą się, jak znaleźć ujście dla negatywnych emocji, jak je poskramiać, zanim wymkną się spod kontroli. Bardzo ważne jest także, że podczas warsztatów zawiązują się przyjaźnie. Kiedy kolejny z chłopaków wychodzi na wolność, na zewnątrz czeka na niego swoista  grupa wsparcia. To brzmi jak banał, ale w sytuacji, kiedy po wyjściu z więzienia czasami brakuje ci pieniędzy, by dojechać autobusem do domu, takie drobiazgi stają się bardzo ważne. Oprócz tego każdy z uczestników, który odzyskał wolność, doskonale wie, że jego zachowanie poza murami więzienia rzutuje na wiarygodność programu i na pracę, jaką wykonują jego bracia. Zdaje sobie sprawę, że jeśli on nawali, jego przyjaciele, którzy wciąż odsiadują wyroki, stracą szansę na wcześniejsze wyjście na wolność. 

Film Jairusa McLeary'ego 'Praca' (w org. 'The Work') od 7 do 14 grudnia można oglądać w ramach festiwalu Watch Docs w Warszawie (fot. materiały prasowe)Film Jairusa McLeary'ego 'Praca' (w org. 'The Work') od 7 do 14 grudnia można oglądać w ramach festiwalu Watch Docs w Warszawie (fot. materiały prasowe)

Jakie są dalsze losy uczestników warsztatów przedstawionych w filmie?

- Kilku więźniów wyszło na wolność, dwóch niestety zmarło. Brian mieszka i pracuje w Chicago. Wciąż korzysta z programu, który pomaga mu zrozumieć, jak jego zachowanie wpływa na innych. Charles poświęcił się życiu rodzinnemu, a Chris właśnie się zaręczył i planuje wesele.

Film pokazywany jest w ramach 17. Międzynarodowego Festiwalu Filmowego WATCH DOCS. Prawa Człowieka w Filmie.
Można go zobaczyć w Warszawie:

- w Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN, ul. Anielewicza 6, poniedziałek 11.12, o 19:00
- w Kinie Elektronik, ul. Gen. Zajączka 7, czwartek 14.12, o 21:00.

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU


Jairus McLeary.
Amerykański filmowiec. Pracował na planie takich filmów jak "Camp X-Ray" czy "Dwie ekipy". Uhonorowana Nagrodą Jury na SXSW i Nagrodą w konkursie filmów dokumentalnych American Docs American Film Festival "Praca" to jego pierwszy film dokumentalny.

Małgorzata Steciak. Dziennikarka. Publikowała m.in. w ''Polityce'', ''Gazecie Wyborczej'', ''K-MAG-u'' czy w serwisie dwutygodnik.com. Wcześniej była m.in. redaktorką portali Onet.pl, Gazeta.pl.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (73)
Zaloguj się
  • sandwich1

    Oceniono 22 razy 12

    Jak zauważyłem człowieczeństwo i miłość bliźniego wychodzi z komentujących uszami. Nieważne, czy katolicy , ewangelicy, ateiści czy inni. Po prosty zrozumienie drugiego człowieka przerasta was. Żądni odwetu, uważający się za lepszych, bo po drugiej stronie bardzo cienkiej granicy, której mogą nawet nie zauważyć. Empatia to słowo klucz, które różni człowieka od zwierząt, choć nie zawsze, bo czasem zwierzęta mają więcej empatii od tych, co mienią się ludźmi.

  • elenem

    Oceniono 19 razy 9

    Bardzo dobry artykuł. Przeczytałam z ogromną ciekawością. Swietny temat.
    Ludzie -takze w Polsce- często szufladkuja i pietnują innych, nie tylko więzniów. A juz najbardziej Katolicy, a przecież Bóg kazał wybaczać i miłować Blizniego, prawda ?
    Moim zdaniem takie więzienne terapie sa bardzo potrzebne, skazany tez człowiek...ma prawo do emocji, rozmowy, łez.
    Przecież to takie ludzkie. Owszem, ktoś zrobił coś złego i ponosi karę w więzieniu ale to nie znaczy ze ma nie czuć i nie rozwijać sie duchowo, cokolwiek to znaczy dla niego.
    Pogarda dla drugiego człowieka, rasizm, pietnowanie... jest najgorszym co człowiek moze zrobić drugiemu człowiekowi. Nie powinniśmy godzić sie na to i głosno mówić- NIE.

  • zbyszek600

    Oceniono 10 razy 8

    Miałem taką sytuację:
    Przy krawężniku, przy pasach, stoją dwie dziewczyny i rozmawiają. W momencie gdy dojeżdżałem do tych pasów, jedna z nich obraca się i raźno wchodzi na pasy. Zdążyłem zahamować tuż przed nią. A gdybym nie dał rady? A gdybym kichnął w tym momencie?
    Za potrącenie pieszego na pasach dostaje się wyrok, co najmniej w zawiasach. A za zabicie? Idzie się siedzieć na parę lat.

  • quesso

    Oceniono 11 razy 7

    Nie wierzę, że tu są komentarze prawdziwych ludzi... Żeby taka sprawa jak męskie emocje była podnoszona do rangi polityki? Prawica sądzi tak, a lewica śmak? Widać, wszyscy potrzebujemy takiej terapii.

  • roman_j

    Oceniono 27 razy 7

    Jak na razie trzy komentarze, pisane zapewne przez przebywających na wolności, dobrych synów, mężów i ojców, przykładnych katolików, miłujących boga i rodziny, patriotów, etc. skłaniają mnie do wniosku, że w tym kraju taka terapia, jak ta opisana w artykule, potrzebna jest nie w więzieniach, ale na wolności i należałoby nią objąć przynajmniej 50% społeczeństwa, a na pewno wszystkich wyborców PiS-u. Jak widać mają oni równie poważne problemy ze swoimi negatywnymi emocjami, co opisani więźniowie. I tak samo, jak ci więźniowie, potrzebują pomocy. Ale sami sobie z tego nie zdają sprawy pisząc kolejne komentarze pełne agresji, od której się nie potrafią sami uwolnić, bo nie widzą, że mają poważny problem. Współczuję im.

  • stereotyp76

    Oceniono 13 razy 5

    W artykule zapomniano wspomnieć, że rosnąca liczba więźniów w USA jest napędzana dynamicznym rozwojem prywatnego sektora więziennictwa - firm, które budują i operują więzienia dla zysku.

  • kato-rznik

    Oceniono 22 razy 4

    Widzę, że miłosierne katolstwo wypisuje posty pełne "miłości i przebaczenia", nienawistne w stosunku do osób, które zbłądziły ale chcą się zmienić. Jesteście złymi, fałszywymi ludźmi Żeby wam żarcie stanęło w gardle jeżeli usiadziecie do wigilijnego stołu .

  • mniklasp

    Oceniono 5 razy 3

    mieszkam w Kaliforni i jestem pracodawca, jednym z pierwszych pytan dla kandydata o prace jest pytanie o karalnosc, nisestety nie zatrudniam osob karanych poniewaz zabrania mi prawo

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX