artykuły
Płonący Zamek Królewski w Warszawie, 17.09.1939 r. (źródło: Apoloniusz Zawilski (1972) 'Bitwy Polskiego Września' ('Battles of Polish September'), Warsaw: Nasza Księgarnia (fot. Wikimedia Commons/domena publiczna))
Płonący Zamek Królewski w Warszawie, 17.09.1939 r. (źródło: Apoloniusz Zawilski (1972) 'Bitwy Polskiego Września' ('Battles of Polish September'), Warsaw: Nasza Księgarnia (fot. Wikimedia Commons/domena publiczna))

1 sierpnia, rocznica Powstania Warszawskiego. Do mediów wraca polityka historyczna i II wojna światowa. I obrazki potwornie zniszczonej Warszawy. Trudno o "lepszy" moment na to, by w mediach padły słowa: reparacje wojenne. Od Niemiec. Dla Polski. Za wojnę.

Warszawa w styczniu 1945 roku (fot. M. Świerczyński/Wikimedia Commons/public domain)

I tak poseł PiS Arkadiusz Mularczyk chce sprawdzenia, czy da się wywalczyć od Niemiec reparacje wojenne. Złożył w Biurze Analiz Sejmowych wniosek o przygotowanie ekspertyzy w tej kwestii . A Antoni Macierewicz mówi w TVP Info, że nie jest prawdą, jakoby Polska zrzekła się odszkodowań . A dzień przed 73. rocznicą Powstania Warszawskiego wiceminister obrony Bartosz Kownacki mówi o "pouczaniu o demokracji" przez potomków "zwyrodnialców".

Berlin ma bardzo mocno wyczulone ucho na wszystko, co dotyczy II wojny światowej. Reaguje natychmiast:

Niemcy poczuwają się do politycznej, moralnej i finansowej odpowiedzialności za II wojnę światową. Wypłaciły reparacje w znacznej wysokości za ogólne szkody wojenne, także dla Polski. (...) Kwestia została w przeszłości ostatecznie uregulowana. W 1953 roku Polska wiążąco (...) zrezygnowała z dalszych świadczeń reparacyjnych dla całych Niemiec i w okresie późniejszym wielokrotnie to potwierdzała

- skomentowała rzeczniczka rządu Niemiec Ulrike Demmer, cytowana przez portal Interia.pl .

Czyli PiS mówi, że Niemcy powinny płacić. Tak jakby nic nie zapłaciły. Niemcy mówią, że nic nie zapłacą, bo już dawno wszystko zapłaciły, a Polska już więcej od nich nie chciała. No to sprawdźmy, jak to było z tymi reparacjami naprawdę - i jakie skutki może mieć obecna awantura.

Wiceminister Obrony Bartosz Kownacki i minister obrony Antoni Macierewicz (fot. Franciszek Mazur/AG)

Reparacje od Niemiec 1945-1953. Poczdam - Plan Marshalla - Uchwała rządu PRL

Poczdam, pałacyk Cecilienhof, lato 1945 r. Zwycięscy Alianci układają powojenny porządek w Europie. Amerykanie przeforsowują postanowienie, że Niemcy mają zapłacić reparacje i odszkodowania wojenne. Jednym z najbardziej oczywistych beneficjentów tej decyzji powinna być potwornie zniszczona w czasie wojny Polska. Tyle, że w podberlińskim Poczdamie to nie Polacy decydują o swoim losie.

W Polsce jest już zainstalowany wierny Moskwie Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej. Towarzysz Bolesław Bierut i jego ekipa są więc reprezentowani w Poczdamie przez ZSRR. Na wniosek Stalina Polskę wyłączono z bezpośredniego udziału w spłatach. To ZSRR miał przyznać Polsce 15% swojej części odszkodowań. Alianci nie ustalają jednak między sobą wysokości reparacji.

W Poczdamie zapada decyzja o przyznaniu Polsce Ziem Zachodnich. Powstała w 1949 r. RFN do 1989 r. będzie ją podważać. Postawmy się w sytuacji Niemiec: ich racją stanu jest zminimalizowanie strat, zapłacenie jak najmniejszych reparacji i niedopuszczenie do podziału kraju i utraty terytoriów. Dlatego nieuznawanie werdyktu z Poczdamu było furtką do ewentualnego zjednoczenia RFN I NRD. Ale i do nieuznawania granicy na Odrze i Nysie. W 1991 zagra to na naszą niekorzyść.

Formalnego traktatu pokojowego kończącego II wojnę światową nie ma do dziś. Rok po Poczdamie zachodni alianci uzgadniają, jak będą się dzielić reparacjami. Poszczególne kraje wyegzekwują je we własnej strefie okupacyjnej. Niemcy podzielono bowiem na cztery strefy - brytyjską, francuską, amerykańską i radziecką - czyli od 1949 r. NRD.

Przez pierwsze lata po 1945 r. sowieci dosłownie rabują podbitą przez siebie część Niemiec.

"W radzieckiej strefie okupacyjnej na drodze reformy rolnej i przemysłowej wywłaszcza się posiadaczy wielkich majątków ziemskich i nacjonalizuje wszystkie większe firmy przemysłowe. (...) Do roku 1953 NRD traci prawie 30 proc. swej zdolności produkcyjnej"

- pisze "Deutsche Welle" .

Równocześnie, jak zauważa DW, "demontaż urządzeń przemysłowych prowadzi się we wschodniej, radzieckiej strefie dużo intensywniej niż w strefach zachodnich". A to z tego względu, że Zachód ma coraz większą świadomość tego, że to nie pokonane i rozbite Niemcy będą w najbliższej przyszłości jego przeciwnikiem, tylko komunistyczny ZSRR i jego satelici. Kiedy w 1949 roku powstają dwa państwa niemieckie - RFN i NRD, zimna wojna na dobre opanowuje Stary Kontynent.

Konferencja w Poczdamie, od lewej premier Wielkiej Brytanii Clement Attlee, prezydent USA Harry Truman i dyktator ZSRR Józef Stalin (fot. U.S. National Archives/Wikimedia Commons/public domain)

Polska traci na tym podwójnie. Ale nie przez Niemcy. Przez ZSRR.

W 1947 r. sekretarz stanu USA, gen. George Marshall, kreśli śmiały plan powojennej Europy. W gospodarki krajów Europy Amerykanie wpompowują - w surowcach mineralnych, produktach żywnościowych, kredytach i dobrach inwestycyjnych 13 mld dolarów (co najmniej 107 mld. dolarów według obecnych cen. 10 proc. z tego trafia do RFN. A Polska?

Do planu zaproszono Polskę i Czechosłowację. Warszawa i Praga początkowo wyrażają chęć przystąpienia do grona beneficjentów programu. Ale w tym momencie z Moskwy pada stanowcze "niet!". Miliardy dolarów pomocy rozwojowej przechodzą nam koło nosa. A sześć lat później, w 1953 r., Moskwa decyduje, że koniec już z rabowaniem NRD z maszyn i technologii, wschodnie Niemcy mają być przeciwwagą dla RFN. I znów na tym tracimy. "Halo, panie ministrze, a co z Rosją?" - zapytał Macierewicza na Twitterze Bartosz Wieliński z "GW", gdy szef MON twierdził, że Niemcy są nam winni reparacje. Właśnie, a co z Rosją?

22 sierpnia 1953 r. Związek Radziecki podpisuje z Niemiecką Republiką Demokratyczną umowę ws. zamknięcia kwestii reparacyjnych ze strony Niemiec. Tego samego dnia rząd PRL przyjmuje pewną uchwałę. Jej fragment:

Biorąc pod uwagę, że Niemcy zadośćuczyniły już w znacznym stopniu swoim zobowiązaniom z tytułu odszkodowań, i że poprawa sytuacji gospodarczej Niemiec leży w interesie ich pokojowego rozwoju, rząd PRL (.) powziął decyzję o zrzeczeniu się z dniem 1 stycznia 1954 r. spłaty odszkodowań na rzecz Polski".

I to na tę uchwałę powołał się w odpowiedzi na ostatnie działania polityków PiS rząd Angeli Merkel.

Kanclerz Niemiec Angela Merkel w Polsce (fot. Dawid Uchowicz/AG)

Reparacje od Niemiec od 1953 do 1991 r. Miliony marek

Zapytacie, jak to "Niemcy już w 1953 r. zadośćuczyniły"? Tu trzeba przypomnieć, że 16 sierpnia 1945 r. Polska podpisała z ZSRR umowę w sprawie wynagrodzenia szkód wyrządzonych przez okupację niemiecką. Warszawa i Moskwa uzgodniły w niej, zgodnie z pismem MSZ cytowanym w interpelacji sejmowej "tryb i zakres zaspokojenia roszczeń Polski z tytułu reparacji z radzieckiej strefy okupacyjnej Niemiec oraz z udziału ZSRR w reparacjach z zachodnich stref okupacyjnych" Rząd ZSRR zrzekł się w tej umowie na rzecz Polski wszelkich roszczeń do mienia niemieckiego i innych niemieckich aktywów na całym terytorium Polski. A jeszcze w Poczdamie Polska uzyskała byłe niemieckie obszary wschodnie - a to oznaczało, że wszystko, co na Ziemiach Zachodnich należało do Niemiec, przechodziło w polskie ręce.

Nie jest prawdą, że Niemcy nic także później Polsce nie płacili. Wyliczmy:

.      Do 1972 r. RFN za pośrednictwem Międzynarodowego Czerwonego Krzyża wypłaciła 39 milionów marek niemieckich indywidualnym ofiarom hitlerowskich eksperymentów

.      w 1972 r. w porozumieniu polsko-niemieckim podpisanym w Genewie przewidziano dalsze 100 milionów marek na ten sam cel.

.      6 lipca 2000 powstała Fundacja "Pamięć, Odpowiedzialność, Przyszłość". Wypłaciła ona świadczenia m.in. dla byłych przymusowych robotników, więźniów niemieckich nazistowskich obozów i gett (łącznie 484 tys. osób) na łączną sumę ponad 3,5 miliarda zł.

.      16.10.1991 r. na mocy porozumienia polsko-niemieckiego o pomocy humanitarnej dla szczególnie poszkodowanych ofiar prześladowania nazistowskiego w Polsce rząd RFN przekazał 500 mln ówczesnych marek Fundacji Polsko-Niemieckie Pojednanie, która rozdysponowała te środki.

Porozumienie z 1991 r. miało wysoką cenę: Polska zobowiązała się do niepopierania roszczeń indywidualnych roszczeń swoich obywateli wobec Niemiec w tej sprawie na płaszczyźnie międzynarodowej. Ale lata 1989 - 1991 to wyjątkowy czas w stosunkach polsko-niemieckich.

Kanclerz RFN Helmut Kohl i premier Tadeusz Mazowiecki, 10.11.1989 r. (fot. Krzysztof Miller/AG)

Reparacje od Niemiec. Układ 2+4 i traktat o dobrym sąsiedztwie

Jesienią 1989 r. wydarzenia w Europie wschodniej toczą się błyskawicznie. W nocy z czwartku 9 listopada na piątek 10 listopada upada mur berliński. Przez cały rok 1990 trwają spotkania w formule 2+4 (dwa państwa niemieckie plus Francja, USA, Wielka Brytania i ZSRR) - dotyczące przyszłości RFN i NRD.

Celem numer jeden ówczesnego kanclerza RFN Helmuta Kohla jest zjednoczenie Niemiec. Żeby coś uzyskać, trzeba gdzieś ustąpić. Czy jest to dobry moment dla Polski na przywrócenie dyskusji o reparacjach wojennych? Byłby, gdyby nie inna kwestia. Szef polskiego MSZ Krzysztof Skubiszewski rozpoczyna dyplomatyczny gambit o uznanie granicy polsko-niemieckiej. I to się - po roku twardej dyplomatycznej walki - udaje.

12 września 1990 roku w traktacie 2+4 Niemcy wyrzekają się roszczeń terytorialnych wobec innych państw. Miesiąc później Polska i zjednoczone Niemcy podpisują traktat graniczny. Dwadzieścia siedem lat później Polska jest razem z Niemcami w NATO i w UE. A sprawa reparacji wraca, bo w traktatach z lat 1990-1991 nie ma o niej - o co walczył Kohl, bojąc się w kluczowym momencie zjednoczenia utraty poparcia swojej chadeckiej partii - ani słowa.

Krzysztof Skubiszewski (szef MSZ RP) i Hans Dietrich Genscher (szef. MSZ Niemiec), w środku Tadeusz Mazowiecki, 14.11.1990 r., Warszawa (fot. Tomasz Wierzejski/AG)

Reparacje od Niemiec 2017. Co nam to da?

Jeszcze w 2015 r. według polskiego MSZ (rząd Kopacz) oświadczenie rządu PRL z 1953 r. miało "charakter definitywny". Wcześniej jeszcze, w 2004 r., rząd Marka Belki również potwierdza moc oświadczenia rządu PRL. Ale w 2004 r. znaleziony zostaje dokument, który rzuca nowe światło na decyzję Bieruta.

"Rosjanie proponowali: jeśli strona polska zrezygnuje z reparacji wojennych wobec NRD, to Rosjanie zrezygnują z obciążenia PRL kontyngentem węglowym - przymusowymi dostawami węgla z polskiego Śląska do ZSRR, za który Rosjanie płacili nam 10 proc. jego wartości. Te kontyngenty, które miały wartość 12-13 mln ton, były ogromnym obciążeniem dla polskiej gospodarki. Czy mieliśmy więc możliwość manewru? Znaleźliśmy się pod przymusem ekonomicznym. To był bandycki, bezczelny szantaż ze strony ZSRR!"

- opisuje wówczas w "GW" prof. Jan Sandorski , specjalista prawa międzynarodowego UAM, wybitny specjalista w tym zakresie.

I właśnie to jest clou problemu. Sprawa jest sporna. Część badaczy uznaje, że oświadczenie z 1953 r. było złożone pod przymusem. A taki akt prawny jest nieważny. Ergo - nigdy nie zrzekliśmy się reparacji. Tym bardziej, że, jak wskazuje uznany historyk, prof. Wojciech Roszkowski, o spłatach Polsce odszkodowań przez ZSRR [ze środków zebranych od Niemiec] źródła milczą". Umowa między ZSRS-PRL zakładała, że odszkodowania niemieckie będą PRL-owi spłacane" - mówił dla Forsal.pl prof. Roszkowski . Antoni Macierewicz  twierdzi, że to "sowiecka kolonia PRL" zrzekła się części reparacji związanej z NRD" - zaprzeczając treści uchwały z 1953 r., która mówi o "Niemcach".

Politycy, dziennikarze, historycy i publicyści oczywiście się więc podzielą. Jedni uznają, że kwestii reparacji nie ma, a drudzy - że jest. Wszyscy zaś muszą odpowiedzieć na pytanie, co obecnie - 73 lata po wojnie, w całkowicie innej sytuacji geopolitycznej i mając do czynienia z zupełnie innym państwem niemieckim - jest polską racją stanu. Czy w tej racji stanu leży podniesienie kwestii reparacji, czy właśnie teraz, i czy właśnie w taki sposób, podlany sosem antyniemieckiej propagandy serwowanej przez prorządowe media .

Fot. TVP Info

Odpowiedzi wymaga też pytanie: jakie byłyby realne szanse na uzyskanie czegokolwiek od Niemiec po dwóch latach konsekwentnego pogarszania stosunków polsko-niemieckich, gdy figura "złego Niemca" rodem z PRL-owskiej propagandy rządzi w prorządowych mediach, politycy obozu rządzącego nie kryją się z niechęcią do zachodniego sąsiada. Jakie szanse ma dziś roszczenie reparacyjne podniesione przez jedno państwo członkowskie UE wobec innego państwa-członka UE? Otóż reparacje wojenne nie mają nic wspólnego z prawem UE. Ale z polityką na linii Bruksela-Berlin-Warszawa - wszystko.

Michał Gostkiewicz. Dziennikarz magazynu Weekend.Gazeta.pl. Wcześniej dziennikarz Gazeta.pl, "Dziennika" i "Newsweeka". Stypendysta Murrow Program for Journalists (IVLP) Departamentu Stanu USA. Absolwent Polskiej Szkoły Reportażu. Robi wywiady, pisze o polityce zagranicznej i fotografii. Kocha Amerykę od Alaski po przylądek Horn. Prowadzi bloga Realpolitik, bywa na Twitterze.