Paulina Wilk

Paulina Wilk (fot. Michał Mutor / Agencja Gazeta)

patrzenie wilkiem

Gazeta.pl

Jako osoba stroniąca od uczuć zbiorowych, spędzam majówkę w Warszawie. Patrzę jak zimne deszczowe krople ściekają z miejskich drzew, lśnią w wiosennej wilgoci karoserie nielicznych samochodów, uginają się w ulewach pierwsze bzy i błyszczą zmoczone witryny, podziwiane tylko przez takich jak ja rozbitków - melancholijnych Robinsonów. My zostaliśmy. Cała Polska wyjechała i znalazła się gdzieś indziej. Odjechała, by po dotarciu na miejsce być tam sobą jeszcze bardziej.

Kraj, jak długi i szeroki, stoi. Jeśli nie w korku, to przy grillu, na działce, w altance lub na kwaterze, pod daszkiem, z zawilgotniałymi węgielkami, gasnącym co rusz płomykiem i ledwo ciepłą kaszanką przesiąkniętą zapachem podpałki. Z wódką za zimną, by rozgrzała. Piwem, które wzdyma brzuchy i piersi okryte ortalionem, względnie goreteksem. Laczki, szorty i sukienki tkwią w torbach, spakowane na wypadek, gdyby jednak zdarzył się meteorologiczny cud. Ten, któremu cała Polska zawierza, planując najbardziej wyczekiwany weekend roku. Weekend lepszy niż wszystkie święta, bo uniwersalny. Majówka wznosi się ponad podziały religijne i ideologiczne - mało kogo obchodzi i Święto Pracy, i Święty Józef Robotnik, i pierwsza w Europie nowoczesna konstytucja. W majówce chodzi o wynik osiągany na potrzeby świeckiej i lokalnej rywalizacji. Majówka jest testem rodzimego sprytu i kombinatoryki.

(fot. Tomasz Pietrzyk / Agencja Gazeta) (fot. Tomasz Pietrzyk / Agencja Gazeta)

Już w czwartek po południu zapchanymi drogami z wielkich miast ku Mazurom, Tatrom i Karkonoszom jadą wyznawcy różnych opcji, a wszyscy z tą samą modlitwą na ustach: "Żebyśmy tylko mieli pogodę", szeptaną w imieniu własnym, bynajmniej nie obejmującą innych uczestników pospolitego ruszenia.

Wszystko umiemy sobie załatwić - i dobrą miejscówkę na wypoczynek, i trzy dni urlopu cudownie przemienione w 10 dni wolnego, i zakupy spożywcze tak wielkie, jakby miał się zaraz skończyć świat. Polak potrafi. Tylko z tą cholerną pogodą nie można dojść do ładu - zawsze nie taka, jak by się człowiekowi marzyło.

Mimo deszczu jest w polskiej majówce coś rozkosznie bezkarnego. Po pierwsze  - nie trzeba jej spędzać z rodziną. Żadnych barszczy, prezentów, spięć nad pasztetem. Pod drugie - nie trzeba dochowywać żadnych religijnych ani świeckich rytuałów, poszukiwać głębszych znaczeń, przeżywać ich ani udawać, że się je rozumie. Można zjeść, popić i leżeć. Nie chcieć nic więcej, chwilowo nie reprezentować ani tradycji mickiewiczowskiej, ani chłopsko-robotniczej, ani katolicko-narodowej. Otwiera się wąskie okno pogodowe, przez kilka dni mikroklimat relaksu i bimbania jest sprzyjający, wiatry nicnierobienia pomyślne, a im więcej urzędów, sklepów i firm się pozamyka, tym mniejsze wyrzuty sumienia będą dręczyć w grillowych oparach. Polak to przedstawiciel gatunku nękanego niedoborami samozadowolenia, sympatii do świata, zaufania do innych oraz zdolności odpoczywania. Tymczasem raz w roku każdemu wolno nie robić nic, a nawet się tym chwalić.

Długi weekend pod Tatrami - kolejka do kasy kolei linowej na Kasprowy Wierch (fot. Marek Podmokły / Agencja Gazeta) Długi weekend pod Tatrami - kolejka do kasy kolei linowej na Kasprowy Wierch (fot. Marek Podmokły / Agencja Gazeta)

Trwa jedyny w kalendarzu cierpiącego (głównie na własne życzenie) narodu weekend hedonizmu. Przerwa, na którą wychodzimy jednak nie tylko ze zdrową radością, częściej chyba z uniesionym czołem oraz pytaniem "A wy, co robicie w majówkę?", zadanym wyłącznie po to, by zaraz samemu zabłysnąć, że się wynajęło domek na Warmii, wykupiło trening uważności w pałacyku pod Lublinem lub wypożyczyło łódkę w Węgorzewie. A zamiast gratulować innym, pod skórą bulgocze satysfakcja, że tam u nich na jeziorze jeszcze zimniej, a do Kotliny Kłodzkiej to przecież jechali sto lat. Siedzi Polska "wyjechana", siedzi sobie na głowach, ściśnięta łokieć w łokieć na ławeczce przy wątłym ognisku. Niepocieszona, że nie zdołała uciec przed samą sobą, ale też jakoś po swojsku zadowolona, że ma aż tyle powodów do narzekania. Nawet gdyby wyjazd się udał, zawsze można pocierpieć przez pogodę.

Majówka to dyscyplina głęboko narodowa i obowiązująca jedynie w kraju. Nie liczą się w niej ci, którzy na ten czas wylatują za granicę. To tak, jakby wybiegli poza bieżnię w wyścigu polsko-polskim. Chodzi przecież o to, czy się na nią pojechało lepiej niż inni, ile czasu i jaką trasą udało się wydostać z codzienności oraz o to, czy się "miało pogodę". Ciekawe sformułowanie. Czasownik "mieć" sugeruje, że się coś bierze - na przykład atmosferę, ciśnienie i temperaturę - w posiadanie. Jeśli pogodę mam ja, nie możesz jej mieć ty. Trochę jak ze zbieraniem grzybów, w którym Olga Tokarczuk widzi idealny sport dla Polaków - indywidualny, rywalizacyjny i wykluczający wszelkie formy współdziałania.

Gdy się już na majówkę pojedzie, należy niezwłocznie zadzwonić - do biologicznie skoligaconych oraz nieprzyjaciół. W szczególności, jeśli w okupowanym przez nas zakątku Rzeczypospolitej jest akurat prześwit i przez ulewę przebiły się dwa wątłe promienie. Wystarczą, by najpierw westchnąć, użaliwszy się nad czyimś ulewnym pechem, po czym triumfalnie napomknąć: "No popatrz, a u nas się przejaśniło!".

Rok 2010, czerwiec. Krakowianie po prawie miesiącu opadów wreszcie mogli wyjechać za miasto na grillowanie (fot. Michał Lepecki / Agencja Gazeta) Rok 2010, czerwiec. Krakowianie po prawie miesiącu opadów wreszcie mogli wyjechać za miasto na grillowanie (fot. Michał Lepecki / Agencja Gazeta)

W tym roku prognoza na majówkę sprzęgła się metafizycznie i atmosferycznie z prognozą długoterminową dla Polski. Zimny maj, zimny kraj, a wiosna ewidentnie idzie pieszo. W powietrzu wisi znużenie, klimat jest nieprzyjazny, trudno rozpalić w nas ogień wiary, że jeszcze będzie wspaniale i słonecznie. Że zrzucimy grube płaszcze, opuścimy gardę, pożyjemy bliżej siebie i mniej naburmuszeni.

Prezenterzy prognozy od prawa do lewa zgodnie nie zapowiadają szybkiej poprawy. Chciałoby się zakrzyknąć: "Byle do wiosny!", albo lepiej: "Zima wasza, wiosna nasza!", ale układ frontów podpowiada raczej, że w tym sezonie wiosna się nie odbędzie.

Patrząc na pieniącą się przy rynnach deszczówkę, na zmoczone chodniki i beznamiętne twarze manekinów w zroszonych witrynach powtarzam sobie szeptem: "Nos jeszcze nad wodą!".

Książki Pauliny Wilk w promocyjnych cenach można kupić w Publio.pl>>>


Paulina Wilk.
Ur. 1980. Pisarka, publicystka. Autorka książek "Lalki w Ogniu. Opowieści z Indii", "Znaki szczególne" o dorastaniu w czasie polskiej transformacji, a także serii bajek dla dzieci o misiu Kazimierzu. Zajmuje się tematyką międzynarodową i literaturą. Stale współpracuje z tygodnikiem "Polityka", a także z "National Geographic Traveler", "Przekrojem" oraz magazynem "Kontynenty". Jest współtwórczynią Big Book Festival - międzynarodowego festiwalu czytania odbywającego się w Warszawie od 2013 r. Pracuje nad książką poświęconą miastom przyszłości.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (75)
Zaloguj się
  • kocio48

    Oceniono 18 razy 10

    Takie troche zalosne. Pani Wilk dawno do Warsiawy przeszczepiona? A moze zoliborzanka? Moze posiadaczka dzialeczki w RODzie? Oj slabiutko to wyszlo. A niechze sobie Pani patrzy na te stolyce wyludniona i udaje, ze to takie fajne. Troche pokory. Mloda Pani jeszcze. Za pare lat wstyd bedzie Pani te wypocinki czytac

  • Elale Elale

    Oceniono 11 razy 7

    I jaka jest konkluzja? Lepiej nigdzie nie wyjeżdżać? Zostać w domu? Ja uważam, że w każdą pogodę można zobaczyć coś ciekawego. Grill grillem, ale Polacy jeśli już grillują wieczorami, a w ciągu dnia widzę tłumy na szlakach, nad wodą, w muzeach, parkach rozrywki, ciuchciach wąskotorowych i statkach wycieczkowych. Dobrze, że wyjeżdżamy. To daje nam odskocznię od codzienności, wzbogaca, rozwija zarówno nas, jak i nasze dzieci, choć trochę pozwala odreagować, odetchnąć innym powietrzem, czasami zobaczyć zmoczoną krowę albo drzewo inne niż zasadzone trzy lata temu przez dewelopera ... Pozdrawiam z krótkiej i przyjemnej trasy w Góry Świętokrzyskie :-)

  • Harald Wessling

    Oceniono 15 razy 7

    Miało być "patrzenie wilkiem" a wyszło "cielęce spojrzenie" Co to ma być ? Nabijanie się z ciemnego ludu jest mocno oklepane, mało popularne i wielce ryzykowne. Ja też wyjadę na majówkę, gdziekolwiek, choćby do Węgorzewa, bo na co dzień ciężko zadripealam a nie stać mnie i nie mam czasu na nic lepszego. Będę grillował tę kaszankę, choćby w deszczu :(

  • chocolate-cakes

    Oceniono 8 razy 6

    Nie znam nikogo takiego jak z artykułu

  • jhbsk

    Oceniono 6 razy 6

    Pogoda jest zawsze. I tyle.

  • dziesieciokrotne

    Oceniono 6 razy 4

    Czym się różni Polska majówka od szwedzkiej czy czeskiej??? Mieszkałem w obu krajach i doprawdy nie wiem

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX