Paulina Wilk

Paulina Wilk (fot. Marcin Łobaczewski)

patrzenie wilkiem

Paulina Wilk: Miło mi, że czytają Państwo ten felieton, ale z całego serca zachęcam - wracajmy do książek

Metafora literacka to jeden z najlepszych sposobów radzenia sobie z sytuacją nie do zniesienia. I klucz do wyjścia z klatki. A nie miejmy złudzeń - jesteśmy do niej wpychani.

Z mojego upolitycznionego dzieciństwa, które przypadło na okres transformacji, najlepiej zapamiętałam słowo "oszołom". Symbolizowało wszystko, czego należało się bać. Nieobliczalne i destrukcyjne siły, które wówczas - na ruchomych piaskach - mogły pogrążyć Polskę, zablokować jakikolwiek postęp.

Blisko trzy dekady później festiwal oszołomów trwa w najlepsze, a Polska jest poddawana wściekłej i pieczołowitej dekonstrukcji. Trwa próba zawrócenia czasu do chwili, w której obecnie rządzący trafili na boczny tor. Chcieliby rozegrać swoje życie raz jeszcze i w tym celu nie wahają się nawet wykopywać z ziemi zmarłych. Jest w tym być może logika procesów politycznych, są pewnie przyczyny ekonomiczne i społeczne. Ale jest też siła irracjonalna. Szaleństwo. Jak bronić się przed obłędem?

21.12.2015 Warszawa . Poslanka Krystyna Pawlowicz podczas posiedzenia komisji ustawodawczej dotyczacej Trybunalu Konstytucyjnego .Fot . Przemek Wierzchowski / Agencja GazetaKrystyna Pawłowicz (fot. Przemek Wierzchowski / Agencja Gazeta)

Słownik języka polskiego definiuje oszołoma jako człowieka ślepo podporządkowanego jakiejś idei i wierzącego w nią bezgranicznie, a potocznie nazywa nim kogoś, kto zachowuje się nienormalnie. W latach 90. używane było na określenie osób uważanych za zagrażające demokracji, kierowane często pod adresem Antoniego Macierewicza, braci Kaczyńskich, premiera Jana Olszewskiego, przylgnęło też do Stefana Niesiołowskiego. Potem na wiele lat właściwie wyszło z użytku, aż powrócili do akcji żarliwi praktycy jego najgorszych znaczeń. I ich młodsi naśladowcy, w tym kobiety z Krystyną Pawłowicz w dumnej czołówce.

Wraz z oszołomami (i oszołomkami) powrócił mój niepokój. Nie taki jak przerażenie dziecka, kiedy czuje, że świat dorosłych chwieje się i grozi zawaleniem. Ten dzisiejszy niepokój nie jest jednak mniejszy, bo wypływa z codziennych obserwacji skrupulatnego - i skutecznego - wcielania w życie złych intencji. Mogłabym zastanawiać się, skąd pochodzi ta wola niszczenia, wywracania rzeczywistości na drugą stronę, satysfakcja z unicestwiania wszystkiego, co zostało w pozytywny sposób ustanowione. Mogłabym spróbować ustalić, skąd tak intensywna żądza odbierania światu kształtów i zastępowania ich atrapami, kłamstwem i pustką.

Mogłabym, ale żal mi czasu na analizę tak nikczemnej i przestarzałej formy zła. Wszystkie te metody są siermiężne i toporne, jak epoka, z której się wywodzą i którą znakomita część z nas opuściła ćwierć wieku temu. Niszczenie ma w sobie coś hipnotyzującego i PiS, polewając benzyną to Trybunał Konstytucyjny, to edukację szkolną, Unię Europejską, to znów szpitale albo WOŚP, rozrzuca płonące zapałki i patrzy, jak lgniemy ku płomiennemu widowisku. Korumpuje nasze umysły spektaklem destrukcji. A niełatwo się temu oprzeć. Nie pobiec, nie lamentować, nie gasić. Dramatyczne zdarzenia wyzwalają odruch natychmiastowej reakcji. Ale jeśli palą się naraz i remiza, i ratusz, i stodoła, to co robi zwykły człowiek? Wpada w rozpacz i oszołomienie. I o to w tej grze chodzi. Tak, czyniąc pogorzeliska na wszystkich dostępnych frontach, uzyskuje się przewagę nad myślami i uczuciami milionów ludzi. Dorota Masłowska nazwała cykl swoich felietonów "Jak przejąć kontrolę nad światem nie wychodząc z domu". Świetny byłby to tytuł dla strategii Kaczyńskiego.

30.04.2014 Warszawa , Ul Foksal . Piotr Glinski , Jaroslaw Kaczynski Beata Szydlo podczas Inauguracyjnej konferencji plenarnej Rady Programowej PiS Piotr Gliński, Jarosław Kaczyński i Beata Szydło (fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Strach, jak wiadomo, odbiera zdolność trzeźwego myślenia. I o to także chodzi w tej grze. A więc po pierwsze - nie wolno się bać. Po drugie - nie patrzeć w płomienie. One od tego nie ugasną, a widoczna z daleka łuna wystarczająco powiadamia, że źle się dzieje w państwie. Staram się więc spoglądać dalej, a przede wszystkim - tam, gdzie chcę, a nie gdzie wymachują i pokrzykują zaklinacze społecznej uwagi. Młynarski radził robić swoje. Maria Peszek jeszcze prościej: "Bach-bach. Albo wolność, albo strach". A teraz mówi, że zamiast poddawać się narodowej manii cierpienia, będzie szczęśliwa. To jest myśl inspirująca: odmówić współudziału w zadawaniu sobie ran, żyć pięknie i łagodnie. Trudno o bardziej wywrotowy gest - wobec podpalaczy i zbyt ochoczych strażaków.

Za dużo czasu. Za dużo słów. Zbyt wiele myśli oddajemy polityce - teatrzykowi niskich instynktów i wielkich słów. Nie chcieliśmy zajmować się nią na co dzień, po obywatelsku i pragmatycznie. A teraz, gdy ona demonicznie zajęła się nami, lgniemy do niej znów, jak na gusła.

Miło mi, że czytają Państwo ten felieton, ale z całego serca zachęcam - wracajmy do książek. Nie pozostawajmy wyłącznie w silnie magnetyzującej orbicie medialnych opowieści, ponieważ one tworzone są przez ludzi, których twarze rozgrzewa płomień. Zawód dziennikarza wymaga bycia blisko, spalania. Ale to z daleka widać najwięcej. Chris Niedenthal mówił mi, że jego zdjęcia przeszły do historii, ponieważ nie pchał się do pierwszego rzędu, często fotografował z odległości i ujmował całość sytuacji. Ta zdolność - zachowania własnej perspektywy, jest szczepionką.

Prezes Jarosław Kaczyński i posłowie PiS w Sejmie (fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)Prezes Jarosław Kaczyński i posłowie PiS w Sejmie (fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

A jeśli już rzeczywistość nie daje spokoju, to i na nią są właściwe lektury. George Orwell z Aldousem Huxleyem świętują teraz hossę na Wyspach i za oceanem. Po ośmiu latach z Platformą Obywatelską i po półtora roku z PiS-em jesteśmy jak bohaterowie uwięzieni pomiędzy dwoma dystopiami. Nagle przebudzeni ze szczęśliwego zobojętnienia pod wpływem ciepłej wody w kranie, przez Huxleya nazywanej somą, stanęliśmy w cieniu orwellowskiego Ministerstwa Prawdy. Metafora literacka to jeden z najlepszych sposobów radzenia sobie z sytuacją nie do zniesienia. I klucz do wyjścia z klatki. A nie miejmy złudzeń - jesteśmy do niej wpychani. Przez niezmordowaną grupkę oszołomów i kroczącą za nimi armię "Misiewiczów". Nowe słowo, stara dolegliwość.

Książki Pauliny Wilk w promocyjnej cenie można kupić w Publio.pl>>>


Paulina Wilk.
Ur. 1980. Pisarka, publicystka. Autorka książek "Lalki w Ogniu. Opowieści z Indii" , "Znaki szczególne" o dorastaniu w czasie polskiej transformacji, a także serii bajek dla dzieci o misiu Kazimierzu. Zajmuje się tematyką międzynarodową i literaturą. Stalewspółpracuje z tygodnikiem "Polityka", a także z "National Geographic Traveler", "Przekrojem" oraz magazynem "Kontynenty". Jest współtwórczynią Big Book Festival - międzynarodowego festiwalu czytania odbywającego się w Warszawie od 2013 r. Pracuje nad książką poświęconą miastom przyszłości.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (178)
Zaloguj się
  • zsm-5

    Oceniono 50 razy 40

    Udawanie, że nie widzi się oszałamiającej destrukcji państwa nie spowoduje, że problem sam się rozwiąże. Raczej do klatki trzeba zagnać wszystkich tych, którzy nas dzisiaj do niej wpychają. I raz na zawsze wyrzucić klucz.

  • ojciec_belzebub

    Oceniono 39 razy 33

    "Partia pragnie władzy wyłącznie dla samej władzy. Nie obchodzi nas dobro ludzkości; obchodzi nas wyłącznie władza. Nie bogactwa, luksusy, długie życie lub szczęście, a tylko władza, czysta władza. Zaraz ci wyjaśnię, co oznacza czysta władza. Otóż różnimy się od wszystkich oligarchii przeszłości, ponieważ działamy całkowicie świadomie. Wszyscy nasi poprzednicy, nawet ci najbardziej do nas podobni, byli tchórzami i hipokrytami. Hitlerowcy w Niemczech i komuniści w Rosji stosowali metody zbliżone do naszych, ale nigdy nie mieli dość odwagi, aby otwarcie przyznać się do pobudek, które nimi kierują. Udawali, a może nawet w to wierzyli, że sięgnęli po władzę wbrew sobie i będą ją dzierżyć tylko przez krótki czas - że tuż za następnym zakrętem czeka raj, w którym wszyscy staną się wolni i równi. My jesteśmy inni. Wiemy, że nikt nie sięga po władzę z zamiarem jej oddania. Władza to nie środek do celu; władza to cel".

    George Orwell "Rok 1984"

  • slade1972

    Oceniono 42 razy 26

    Panie doktorze!
    - Mam uczucie, że cały czas idzie za mną armia Misiewiczów!

  • rozterka47

    Oceniono 21 razy 15

    Z daleka widać więcej , tak.

    "... tak się właśnie do obrazu wgląda, cofając kroki " - pisała kiedyś Urszula Kozioł, na inny temat ale spostrzeżenie takie samo

  • tetradrachma

    Oceniono 32 razy 14

    Nie dajmy się hołocie. Rozprzestrzenia, jak zaraza, zawłaszcza publiczną przestrzeń, ulice i instytucje, bruka i niszczy ducha. Zamienia język w bełkot. Był "Wałęsa" symbol wolności i walki z komuna, Bolkiem, jeno się ostał. Był Wawel w mieście Kraka, jest filia cmentarza komunalnego. Wy Polacy, nie znacie umiaru i poczucia moralnych oraz estetycznych proporcji. Czyżby Wolność-pycha tak was rozbodła ? Tracicie pamięć, a z tym już tylko krok do utraty niepodległego bytu. Zbyt łatwo przechodzicie od "Hosanna" do "Ukrzyżuj" od "vivat Poloniae" do "hańba" ! Obawiam, że.....idziecie ...."na całość".

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX