Społeczeństwo
(fot. Rafał Mielnik / Agencja Wyborcza.pl)
(fot. Rafał Mielnik / Agencja Wyborcza.pl)

Aby dotrzeć do moich rozmówczyń, które deklarują zdecydowane prawicowe poglądy, przejrzałem lwią część "narodowego" Internetu. Większość prywatnych wiadomości, które wysłałem, pozostała bez odpowiedzi, mimo moich zapewnień, że chcę oddać głos tej części środowiska narodowego, która zazwyczaj jest marginalizowana przez media. Milczała również większość organizacji nacjonalistycznych, takich jak Ruch Narodowy czy Obóz Narodowo-Radykalny.

Jedyny wyjątek stanowiła Młodzież Wszechpolska, która - jak stwierdził Mateusz Zelek, rzecznik prasowy krakowskiego oddziału stowarzyszenia - "nie boi się mediów". Dlatego na ten tekst składają się w większości opinie członkiń tej organizacji.

Marsz Żołnierzy Wyklętych, zorganizowany w lutym w Lublinie przez środowiska nacjonalistyczne - ONR i Młodzież Wszechpolską (fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta)

Wszystkie zamieszczone w nim wypowiedzi zostały autoryzowane przez moje rozmówczynie. Żadna nie zgodziła się na podanie nazwiska czy publikację zdjęcia.

"Przede wszystkim jestem wszechpolką!"

Panią Bognę z Podkarpacia, administratorkę facebookowych profili Ruchu Narodowego i pasjonatkę książek, poznałem poprzez media społecznościowe. Następnie trafiłem na jej bloga . Oprócz popularyzowania, jak sama pisze, prawych, a więc szlachetnych i uczciwych , dzieł literackich, komentuje tam również wydarzenia w rodzaju zeszłorocznych Targów Książki w Krakowie, których gościem honorowym był jej zdaniem "Izrael", oraz tropi żydowskie powiązania Krzysztofa Kamila Baczyńskiego.

- Jak stwierdził Stanisław Michalkiewicz, prawicowy polityk i eseista: "Młodzi ludzie zaczęli rozgarniać śmietnik historii, odrzucając zaśmierdłe "legendy", spreparowane przez żydokomunę (...)". Stąd oprawy patriotyczne meczów, banery z Wyklętymi podczas marszów czy składanie kwiatów z okazji rocznic. Jakby tego było mało, młodzi otwarcie przyznają się do własnych poglądów i do wiary ojców - mówi pani Bogna.

Co do tego, że wiatr historii wieje dziś w skrajnie prawą stronę, nie ma wątpliwości również 22-letnia Agnieszka, studentka projektowania graficznego z Krakowa. Między innymi dlatego nie wahała się ani przez moment, żeby wstąpić do wiązanej z Ruchem Narodowym Młodzieży Wszechpolskiej, organizacji z prawie stuletnią tradycją. - Brałam kilkakrotnie udział w programie telewizyjnym "Młodzież kontra", w którym politycy spotykają się z partyjnymi młodzieżówkami. Kiedyś uczestniczyło w nim sporo reprezentantów lewej strony. Dziś to głównie Ruch Narodowy, Kukiz czy KORWiN. Trudno więc nie zauważyć, że coś się zmieniło - mówi.

Manifestacja ONR w obronie chrześcijańskiego dziedzictwa Europy na wrocławskim rynku, na zdjęciu szefowa lokalnego oddziału ONR - Justyna Helcyk. Kwiecień 2016 r. (fot . Tomasz Pietrzyk / Agencja Gazeta)

Karierę w szeregach MW wywróżył mojej rozmówczyni dziadek, którego ojciec był członkiem przedwojennego Stronnictwa Narodowego. Ledwie kilkuletnia Agnieszka zapamiętała tę nazwę z jego opowieści i gdy tylko wydoroślała, postanowiła spełnić przepowiednię dziadka. Dziś myśli o sobie przede wszystkim jako o Wszechpolce: - Owszem, mam swoje życie prywatne i zawodowe, zawsze muszę jednak pamiętać o tym, kim jestem i trzymać się naszego wewnętrznego dekalogu. Innymi słowy: żyć tak godnie i szlachetnie, jak to tylko możliwe.

Podobnego zdania jest Eliza, 20-letnia studentka psychologii, która trafiła do Młodzieży Wszechpolskiej niecały rok temu. Wcześniej uczestniczyła w spotkaniach oazowych organizowanych przez parafię z jej rodzinnej miejscowości: - To nie wystarczyło. Brakowało mi w oazie edukacji i formacji w duchu narodowym, umiłowania naszego kraju. Dopiero po przeprowadzce do Krakowa odnalazła znajomych, z którymi może rozmawiać zarówno o wierze katolickiej, jak i o idei Wielkiej Polski, która jest dla inspirowanych przez działalność Romana Dmowskiego narodowców jednym z kluczowych terminów.

"Najgorszy świat dla kobiet to ten serwowany przez feministki!"

Szowinizm oraz antyemancypacyjne przekonania, z którymi utożsamia się często środowiska narodowe, nie martwią moich rozmówczyń. Pochodząca z Tomaszowa Joanna, 22-letnia studentka politologii (w Młodzieży Wszechpolskiej od czerwca ubiegłego roku), już na pierwszym spotkaniu poczuła się jak u siebie: - Okazało się, że około połowa z nas to kobiety. Płeć nie ma jednak w tym wypadku żadnego znaczenia. Istotne są poglądy, a nie kwestie biologiczne.

Marsze ONR-u czy Młodzieży Wszechpolskiej to nie tylko manifestacje ''łysych osiłków''. Idą w nich też wykształcone kobiety a czasem całe rodziny (fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta)

Tradycjonalizm narodowców, który jest niezbędną składową nacjonalizmu, mógłby sugerować, że płeć piękna jest w tym wypadku skazana na rolę drugoplanową. Jak przekonuje mnie Joanna, nic bardziej mylnego: - Niektórzy uważają, że funkcja kobiet ogranicza się zdaniem naszych członków jedynie do siedzenia w kuchni. Tymczasem kobieta powinna się samorealizować, być świadomą jednostką, która nie szczędzi czasu na rozwój i edukację.

Agnieszka stanowczo podkreśla, że wbrew stereotypom dotyczącym skrajnej prawicy narodowcy szanują prawa kobiet do samostanowienia o swojej przyszłości: - Bycie matką i żoną jest moim prawem, a nie obowiązkiem. Nigdy nie spotkałam się w naszej organizacji z jakąkolwiek dyskryminacją. Być może tego typu problem jest obecny np. w partii KORWiN, ale nie u nas. W środowisku narodowym kobiety zawsze odgrywały istotną rolę. Konserwatyzm - owszem, ale głównie pod względem religijnym. Idea narodowa jest natomiast nowoczesna - mówi, przywołując jednocześnie kanoniczne dla współczesnych narodowców dzieło Dmowskiego zatytułowane "Myśli nowoczesnego Polaka".

Nieco odmiennie widzi sprawę pani Bogna, która nie ma nic przeciwko tradycyjnemu podziałowi ról i patriarchalnemu układowi sił. Uważa wręcz, że mogą być one we współczesnym świecie prawdziwym wybawieniem: - Kocham konserwatyzm! Najgorsza dzisiejszość dla kobiet to ta serwowana przez feministki! Mam wrażenie, że rozmaite stereotypy zostały wykreowane na potrzeby ideologii gender i trafiają tylko do wąskiego grona odbiorców.

Pikieta Stop CETA zorganizowana przez Młodzież Wszechpolską w Rzeszowie, październik 2016 r. (fot. Patryk Ogorzalek / Agencja Gazeta)

"Homoseksualizm wynika z nudy i ciekawości"

Moje rozmówczynie powołują się na związane z myślą Dmowskiego określenie "nowoczesny patriotyzm", który jest tradycjonalistyczno-narodowy, ale budować go należy z wykorzystywaniem najnowszych zdobyczy technologicznych, np. mediów społecznościowych. Nie znaczy to jednak, że przyjmują nowoczesność z całym dobrodziejstwem inwentarza. Kwestie takie jak wspomniana "ideologia" gender lub prawa mniejszości homoseksualnych budzą w nich szczególne emocje.

Zdaniem Joanny winę za rozprzestrzenianie się w Polsce idei sprzecznych z tradycją katolicką ponoszą w dużej mierze media, które: promują homoseksualizm, będący zagrożeniem dla zdrowia społecznego oraz dla tradycyjnej rodziny. Niektórzy twierdzą, że jesteśmy zaściankowi i zacofani, ale chodzi nam w tym wypadku o dobro naszego narodu.

Podobne obawy wyraża również Agnieszka. "Promocja" homoseksualizmu jest jej zdaniem w dużej mierze zagrożeniem dla przyrostu naturalnego. Podsuniętą przeze mnie wątpliwość, że przecież liczba osób o odmiennej orientacji niespecjalnie zmieniła się na przestrzeni wieków, zbywa obojętnością. Nie inaczej jest również, gdy wysuwam hipotezę, iż dużo większy wpływ na statystyki demograficzne ma pęd za karierą lub trudne warunki ekonomiczne.

Marsz ONR w Opolu z okazji 77. rocznicy Powstania Warszawskiego, 2011 r. (fot. Michał Grocholski / Agencja Gazeta)

Joanna dodaje natomiast, że wspomniane skłonności seksualne mogą zostać nabyte w procesie odbiorczej osmozy: - Ukazuje się je jako coś fajnego. Młodzi ludzie, którzy szukają nowości, coraz chętniej skłaniają się w kierunku dewiacji. W przeszłości tego typu przypadki były znacznie rzadsze, głównie dlatego, że nie poświęcano im tak wiele miejsca w mediach. Rozumiem, że niektórzy mają pewne skłonności, których nie da się pozbyć, ale można ich po prostu nie praktykować. Ludzie czują się jednak zachęcani do obnoszenia się z nimi, mało kto wskazuje na to, że są one złe i grzeszne.

Nie ma jednak zgody w kwestii tego, czym naprawdę jest homoseksualizm. - Czytałam różne teorie - mówi Asia. - Niektórzy twierdzą, że odmienna orientacja seksualna jest wrodzona, inni natomiast, że wynika ona z ciekawości i nudy. Inaczej rzecz ujmując: dana osoba widzi, że można postępować w ten sposób i stwierdza, że może to być dla niej dobre.

Agnieszka przywołuje natomiast fakt, że orientacja odmienna od heteroseksualnej była swego czasu traktowana jako choroba. Ten stan rzeczy zmienił się 34 lata temu, kiedy to Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne wykreśliło homoseksualizm z listy zdrowotnych dolegliwości. To jednak nie przekonuje mojej rozmówczyni.

"Aborcja to zawsze morderstwo"

W sprawie aborcji stanowisko moich rozmówczyń jest równie stanowcze, co w przypadku dyskusji o mniejszościach seksualnych. - Dla mnie aborcja jest po prostu morderstwem - mówi Joanna. - Na dodatek: morderstwem popełnionym przez matkę na własnym dziecku, więc nie ma chyba niczego gorszego.

Marsz ONR w Warszawie, 2012 r. (fot. Agata Grzybowska / Agencja Gazeta)

Jej zdaniem nie ma żadnych okoliczności łagodzących, które usprawiedliwiałyby usunięcie zarodka. Nie przekonują jej argumenty dotyczące szczególnie drastycznych przypadków, takich jak zapłodnienie w wyniku gwałtu lub ciąża będąca zagrożeniem dla życia matki. Na pierwszy z nich ma następującą receptę: - Uważam, że kary dla gwałcicieli powinny zostać zwiększone, natomiast skrzywdzonym osobom należy udzielić wszelkiej pomocy, m.in. psychologicznej. Trzeba uświadomić im, że są ofiarami i że powinny zrobić wszystko, aby ich dzieci nie musiały nimi być.

Członkinie Młodzieży Wszechpolskiej zgodnie przyznają, że macierzyństwo to najpiękniejsze, co może się przydarzyć kobiecie. Eliza podpiera swoją opinię przykładami biblijnymi: - Kobieta to przede wszystkim matka. Kiedy spojrzymy na Maryję, to stwierdzimy, że była przede wszystkim żoną i właśnie matką. Mężczyzna był po to, aby jej służyć. I vice versa. Na tym polega rodzina.

Gdy pytam Elizę o jej opinię dotyczącą pań, które nie zdecydowały się na macierzyństwo, podejmuje temat sióstr zakonnych oraz dziewic konsekrowanych. W końcu udaje się nam ustalić, że miałem na myśli przede wszystkim osoby, które wybrały po prostu inną, niezwiązaną z religijnością, drogę życiową. - Wszyscy powinni robić to, co uważają za słuszne. Jeżeli ktoś chce być osobą samotną, to czy mogę mu tego zabronić? - odpowiada.

"Patriotyzm to nie sprzątanie psich kupek"

Czy promowany m.in. przez moje rozmówczynie model patriotyzmu nie oddala się zbytnio od praktyki życiowej? Do zadania tego pytania skłania mnie przegląd deklaracji programowych organizacji narodowych. I niektóre hasła wyciągane przez nie na sztandary podczas rozmaitych manifestacji. Bo czy za mówieniem o umiłowaniu ojczyzny nie powinny iść przede wszystkim drobne, prozaiczne gesty? Odpowiedź pani Bogny jest w tym wypadku bardzo stanowcza:

- Reaguję na tego typu pomysły alergicznie. Próbuje się nam wmówić, że patriotyzmem jest zbieranie psich kupek czy wkręcanie energooszczędnych żarówek. Czasem jeszcze wspieranie pseudokulturalnych wypocin, jak np. ostatnio wystawiana "Klątwa". Mogłabym się śmiać, gdyby nie świadomość, że to perfidnie przygotowany i realizowany od dziesięcioleci plan. Poprawność polityczna i pełzający neobolszewizm promują relatywizm. Wszystko, co kiedyś zostało już nazwane, musi zdaniem niektórych zmieniać dziś znaczenie.

Działaczki Młodzieży Wszechpolskiej przekonują natomiast, że publiczna działalność ich organizacji opiera się przede wszystkim na akcjach społeczno-charytatywnych. Narodowcy co roku, w okolicach 6 grudnia, oddają krew, a otrzymane w zamian słodycze przekazują do domów dziecka. Wspierają również gospodarkę naszego kraju, zachęcając w ramach kampanii "Kupuj Polskie Produkty" do sięgania po rodzime towary. Ale przecież zdarza się prawicowym działaczom maszerować także pod innymi, brutalnymi hasłami w rodzaju "Zakaz pedałowania" lub "Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę".

Poświęcenie pomnika Wdzięczności, figury Chrystusa. Dostojnicy państwowi i kościelni pod sztandarem ONR. Poznań, 3 czerwca 2016 r. (fot. Piotr Skórnicki / Agencja Gazeta)

- Zdania takie jak na przykład "a na drzewach zamiast liści będą wisieć komuniści" są już znane i utarte, więc chyba nikogo aż tak strasznie nie szokują - mówi Joanna. - Zresztą - aby przekaz trafił do odbiorcy, musi być jasny i bezpośredni. Nie można traktować tych sloganów całkowicie dosłownie, wiele z nich ma swój kontekst historyczny.

Zwracam uwagę na fakt, że najmłodsi odbiorcy nie potrafią czytać niektórych metafor. Tego typu "bezpośredni przekaz" może być w ich oczach zezwoleniem na różnicowanie otoczenia i umacniania podziału "my/oni". I, nie ukrywam, w mojej argumentacji odwołuję się do tradycyjnych, stereotypowych ról: kobiety powinny być szczególnie zatroskane o dobro dzieci. Asia sądzi jednak, że hasła w rodzaju "A nie bolą was d**y'' widoczne choćby podczas organizowanego przez Młodzież Wszechpolską Marszu Tradycji i Kultury , nie stanowią żadnego zagrożenia: - Jeśli spojrzymy na współczesne media, to zauważymy, że większy uszczerbek na umyśle najmłodszych mogą wywołać inicjatywy w rodzaju Marszu Równości, które zaszczepiają w głowach najmłodszych szkodliwe wzorce.

Pani Bogna nie ma żadnych wątpliwości, że przypadki mowy nienawiści, z którą tak często utożsamia się narodowców, to zjawiska marginalne. W tym wypadku winę również ponoszą media: - Najbardziej wartościowa tkanka narodowa przedstawiana jest w reżimowych mediach jako łysole paradujący w paramilitarnej odzieży, zaopatrzeni w kije bejsbolowe i wykrzykujący hasła pełne nienawiści. Polecam filmiki z YouTube - konia z rzędem temu, kto w czasie marszu ku czci Żołnierzy Wyklętych organizowanego 1 marca wypatrzy wspomniane indywidua.

Marsz ONR przeciw Unii Europejskiej, maj 2016 r. (fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta)

Moja rozmówczyni jest przekonana, że wizerunek środowisk narodowych prezentowany przez media to wynik nagonki, w której uczestniczą również portale społecznościowe: - Ich celem, realizowanym poprzez likwidowanie profili, blokowanie uczestników, usuwanie postów i zdjęć, jest - być może właściwa byłaby tu analogia do czasów "Solidarności" - rozsadzenie całego ruchu nacjonalistycznego. Komuś idea zjednoczeniowa jest bardzo nie na rękę.

"Hitler też budował autostrady"

Agnieszka zwraca uwagę na wybiórczość, jaka cechuje jej zdaniem administratorów Facebooka: - Wrzucenie grafiki z krzyżem celtyckim, krzyżem św. Patryka (symbolu utożsamianego z ideologią neonazistowską - przyp. MW) grozi banem. Grafiki obrażające uczucia narodowe lub religijne są już w porządku.

Wszystkie panie zapewniają, że zarzuty rasizmu, antysemityzmu i ksenofobii, kierowane w stronę narodowców, są całkowicie nietrafione. - Nie wpisujemy się w panującą wokół poprawność polityczną, więc zarzuca się nam najgorsze rzeczy, bo tak jest najprościej - twierdzi Joanna. A Agnieszka sięga po argument etymologiczny: - Ksenofobia to "strach przed obcymi". Nie boję się innych nacji i nie sądzę, żeby ktokolwiek w naszej organizacji miał tego typu lęk. Pamiętam tylko jedną sytuację, w której czułam się niepewnie: byłam na wycieczce w Paryżu, który nieszczególnie przypomina dziś europejskie miasto. Ale strach to za duże słowo.

 

Gdy w dyskusji pojawia się temat posądzeń o faszyzm lub nazizm, panie są równie stanowcze. Zdaniem moich rozmówczyń takie skojarzenia wynikają z niedouczenia. - Można by to sprowadzić do absurdu: Hitler budował autostrady, Polacy też. Więc jesteśmy związani z hitleryzmem. Nonsens - dodaje Agnieszka.

Podpytuję o dość transparentne przejawy antysemityzmu i sympatyzowania z ideologią faszystowską, o jakich można mówić w wypadku Jacka Międlara i Roberta Winnickiego.

Pierwszy przypadek dotyczy zatrzymania popularnego narodowca w Londynie, do jakiego doszło 25 lutego tego roku , oraz facebookowego statusu udostępnionego przez byłego duchownego, który węszył w tym wypadku żydowski spisek.

- Nie wiem, czy powinnam komentować tę sprawę, gdyż Jacek Międlar jest bliżej związany z ONR-em - mówi Joanna. - Według mnie bardzo dobrze, że propagował takie, a nie inne idee. Zresztą Międlar nie powiedział nigdy niczego naprawdę radykalnego, wzywającego do nienawiści czy niezgodnego z naukami Kościoła. Jeżeli miał stuprocentową pewność, że osoby, które go zatrzymały, to Żydzi, miał prawo tak napisać.

Marsz ONR w Łodzi, grudzień 2016 (fot. Marcin Wojciechowski / Agencja Gazeta)

Drugi przykład to wizyta delegacji członków partii Forza Nuova w polskim Sejmie . Włosi, którzy deklarują silną inspirację faszyzmem, a podczas publicznych manifestacji chętnie " salutują" w charakterystyczny sposób , zostali oprowadzeni po parlamencie w towarzystwie Roberta Winnickiego, wszechpolaka i prezesa Ruchu Narodowego. - Nie znam do końca tej sprawy i nie mogę się wypowiadać za Roberta Winnickiego - mówi Agnieszka. - Skoro zdecydował się na to, aby odwiedzić wraz z nimi Sejm, uważał pewnie, że jest to słuszne.

Artykuł opublikowaliśmy po raz pierwszy w marcu 2017 roku.

Mateusz Witkowski. Ur. 1989. Redaktor naczelny portalu Popmoderna.pl , stały współpracownik Gazeta.pl, Wirtualnej Polski i miesięcznika "Teraz Rock". Doktorant w Katedrze Krytyki Współczesnej Wydziału Polonistyki UJ. Interesuje się związkami między literaturą a popkulturą, brytyjską muzyką z lat 80. i 90. oraz włoskim futbolem. Współprowadzi fanpage Niedziele Polskie .