O. J. Simpson (z lewej) w 1990 r.

O. J. Simpson (z lewej) w 1990 r. (fot. Gerald Johnson / Wikimedia.org / Domena publiczna)

społeczeństwo

Tym morderstwem i procesem żyła cała Ameryka. Dziś sprawa O.J. Simpsona powraca. Niebawem wyjdzie z więzienia

Opowiedziana po 22 latach na nowo historia O.J. Simpsona, czarnoskórego sportowca i celebryty, oskarżonego o zabicie byłej żony i i jej znajomego, to lustro, w którym przegląda się współczesna Ameryka. Jest ona tym bardziej aktualna, że skazany za inne przestępstwo O.J. Simpson wkrótce wyjdzie na wolność.

Amerykańska prasa opisywała niedzielę 12 czerwca 1994 roku w Los Angeles jako zupełnie przeciętną. Podobno jak na tę porę roku było stosunkowo chłodno. Temperatura nie przekraczała 16 stopni Celsjusza (60F), do czego zapewne przyczyniła się mgła spowijająca wybrzeże Pacyfiku, która jednak w ciągu dnia stopniowo ustępowała. W godzinach wczesnopopołudniowych przez zachodnie Hollywood przeszła doroczna Parada Równości, w telewizji transmitowano trzeci mecz finałowy NBA, a w kinach wyświetlano film z Keanu Reevesem i Sandrą Bullock "Speed: niebezpieczna prędkość". Amerykanie odpoczywali, a bohaterowie nadciągającego dramatu grali w golfa, organizowali przyjęcia w restauracji, robili zakupy i spędzali czas z dziećmi. Wszystko wskazywało na to, że jak wiele poprzednich, także i ten dzień nie będzie wyróżniał się od innych.

1986 r. O.J. Simpson z maleńką córeczką Sydney Brooke pozuje do zdjęcia z fanką (fot. Alan Light / Flickr.com / CC BY 2.0)1986 r. O.J. Simpson z maleńką córeczką Sydney Brooke pozuje do zdjęcia z fanką (fot. Alan Light / Flickr.com / CC BY 2.0)

Około 22.30 Steven Schwab, spacerując z psem wzdłuż Bundy Drive - ulicy przecinającej prestiżową dzielnicę Brentwood w północno-zachodniej części Los Angeles, dostrzegł samotnie biegającego i nerwowo szczekającego psa rasy akita. Nie wiedząc, do kogo należy, zabrał go ze sobą, a następnie przekazał sąsiadom Sukru Boztepe oraz jego żonie Bettinie Rasmussen, którzy obiecali zaopiekować się psem do rana. Około północy małżeństwo wyprowadziło zwierzę na ostatni spacer przed snem. Pies z determinacją prowadził nowych opiekunów w określonym kierunku. Przystanął dopiero przy numerze 875, gdzie na patio prowadzącym do posiadłości para dostrzegła martwą kobietę.

Szybko okazało się, że to zwłoki Nicole Brown, właścicielki akity oraz byłej żony O.J. Simpsona. Ofiarą brutalnego morderstwa padł również Ronald Goldman, pracujący jako kelner w pobliskiej restauracji Mezzaluna, w której tego dnia Brown jadła obiad z rodziną. Mężczyzna przywiózł okulary pozostawione w knajpie przez matkę Nicole i prawdopodobnie stał się przypadkowym świadkiem zbrodni. Na miejscu przestępstwa znaleziono należącą do zabójcy skórzaną rękawiczkę.

Podejrzenia niemal natychmiast padły na Simpsona. Mark Furhman, jeden z detektywów prowadzących dochodzenie, znalazł bowiem ślady krwi na drzwiach należącego do byłego futbolisty białego forda bronco, który był zaparkowany zaledwie kilka przecznic od Bundy Drive, na tyłach posiadłości celebryty. Co więcej, w ogrodzie otaczającym dom Simpsona Furhman natrafił na coś jeszcze: drugą skórzaną rękawiczkę. Podczas przesłuchania okazało się, że podejrzany ma skaleczoną lewą rękę, co również nie świadczyło na jego korzyść, ponieważ pozostawione na miejscu zbrodni ślady sugerowały tego typu ranę u zabójcy. Futbolista utrzymywał, że poprzedniego wieczora tuż przed północą podróżował samolotem do Chicago. Prokuratura uznała jego alibi za niewystarczające i oskarżyła go o podwójne morderstwo. Liczba zebranych w sprawie dowodów była miażdżąca, a jednak ponad rok później, po trwającym przeszło 9 miesięcy procesie, decyzją przysięgłych byłego sportowca uniewinniono od zarzutów.

W rolę O. J. Simpsona w serialu ''American Crime Story...'' wcielił się Cuba Gooding Jr (fot. materiały prasowe)W rolę O. J. Simpsona w serialu ''American Crime Story...'' wcielił się Cuba Gooding Jr (fot. materiały prasowe)

Procesem stulecia - jak nazywano sprawę Simpsona - żyła cała Ameryka, po części dlatego, że pierwszy raz w historii telewizji rozprawę sądową transmitowano na żywo, przemieniając nobliwy gmach sprawiedliwości w miejsce medialnego show. Czołówka zapowiadająca emisję przypominała początek serialu o prawnikach, w którym każdy odcinek poprzedza prezentacja gwiazdorskiej obsady. Zresztą sędzia, prokuratorzy oraz sztab adwokatów Simpsona szybko zyskali status celebrytów, a ich życie prywatne, stan posiadania, ubiór czy fryzury stały się przedmiotami codziennych dywagacji w kolorowej prasie.

Sprawa zabójstwa Nicole Brown i Ronalda Goldmana z wielu powodów była historią z pierwszych stron gazet i czołówek telewizyjnych: zbrodnia wydarzyła się w jednej z bardziej prestiżowych dzielnic LA, dotyczyła kręgu elit, śmierć poniosła młoda, piękna, bogata, a przede wszystkim biała kobieta, matka dwójki dzieci, wreszcie o zbrodnię oskarżono człowieka uosabiającego amerykański sen. Najistotniejszym jednak elementem tej tragicznej historii okazał się kolor skóry Orenthala Jamesa Simpsona. To właśnie ten fakt zmienił proces o podwójne morderstwo w pole walki o prawa czarnoskórych obywateli Stanów Zjednoczonych. Paradoks polegał na tym, że O.J. zanim został oskarżony, konsekwentnie unikał identyfikacji z mniejszością, z której pochodził.

Jestem przezroczysty

O sprawie O.J. Simpsona Ezra Edelman nakręcił monumentalny, prawie ośmiogodzinny dokument "O.J.: Made In America", za który otrzymał w tym roku Oscara. Tę powszechnie znaną historię, którą w latach 90. żyła cała Ameryka, reżyser opowiedział w zupełnie nowy sposób. Umieszczając postać Simpsona - jego dzieciństwo, karierę sportową i aktorską oraz późniejszy proces - w szerokim kontekście społecznym i politycznym, w rzeczywistości Edelman sportretował najnowszą historię Stanów Zjednoczonych, której fundament stanowi nie tyle wolność, równość i sprawiedliwość, ile rasa.

Spośród dziesiątków przywołanych w dokumencie Edelmana historii z życia Simpsona jedna, opowiedziana przez Roberta Lipsyte'a, reportera "New York Timesa", szczególnie trafnie opisuje sposób, w jaki O.J. postrzegał samego siebie. Pewnego czerwcowego wieczora 1969 roku futbolista opowiedział dziennikarzowi o tym, jak wraz ze swoją ówczesną żoną Maugerite Simpson uczestniczył w weselu kolegi z drużyny. Przy jego stoliku siedzieli wyłącznie Afroamerykanie. Simpson usłyszał, jak pewna biała kobieta, przechodząc obok nich, rzuciła: "Zobacz, to O.J.! Co on właściwie robi z tymi czarnuchami?". Usłyszawszy anegdotę, zszokowany Lipsyte wyraził dezaprobatę. Simpson wydawał się zbity z tropu. - Nie rozumiesz? - zapytał. - Przecież to było niesamowite, ta kobieta nie myślała o mnie jako o czarnym. Dla niej byłem po prostu O.J. - wyjaśnił.

Pytanie o to, jak w społeczeństwie tak głębokich podziałów Simpsonowi faktycznie udało się zyskać przezroczystość, jest być może kluczowe dla opisania relacji rasowych w Stanach Zjednoczonych. O.J. urodził się w 1947 roku w Potrero Hill, ubogiej dzielnicy wschodniego San Francisco, na osiedlu socjalnym zamieszkiwanym głównie przez czarnoskórych robotników pracujących w pobliskich fabrykach. Od piątego roku życia wraz z bratem i dwiema siostrami był wychowywany przez samotną matkę. Jego kariera w futbolu rozpoczęła się dzięki otrzymaniu stypendium sportowego Uniwersytetu Południowej Kalifornii, gdy zamieszkał w Los Angeles. Po ukończeniu studiów przeniósł się na drugi koniec Stanów, by zawodowo uprawiać futbol, grając dla Buffallo Bills. Istotą jego fenomenalnych możliwości fizycznych było połączenie potężnej budowy ciała z niespotykaną szybkością i zwinnością. Simpson grał na pozycji ofensywnego biegacza. Z łatwością potrafił przebić się przez mur obrony, a następnie zręcznie omijać kolejnych zawodników stojących na drodze do linii końcowej boiska. Dobiegnięcie do niej z piłką dawało drużynie punkty. O.J. był uwielbiany za swoje zupełnie nieprawdopodobne maratony przez boisko. Kariera sportowa przyniosła mu ogromną rozpoznawalność, szacunek i uwielbienie tłumów, ale to nie ona uczyniła go przezroczystym.

Mistrzowska linia obrony realizowana przez adwokatów na czele z Johnniem Cochranem (z prawej) po dziewięciu miesiącach procesu doprowadziła do uniewinnienia Simpsona. W serialu ''American Crime Story: Sprawa O. J. Simpsona w rolę prawnika wcielił się Courtney B. Vance (fot. materiały prasowe / Mark Winograd / Wikimedia.org / Domena publiczna)Mistrzowska linia obrony realizowana przez adwokatów na czele z Johnniem Cochranem (z prawej) po dziewięciu miesiącach procesu doprowadziła do uniewinnienia Simpsona. W serialu ''American Crime Story: Sprawa O. J. Simpsona w rolę prawnika wcielił się Courtney B. Vance (fot. materiały prasowe / Mark Winograd / Wikimedia.org / Domena publiczna)

W drugiej połowie lat 60. duża część czarnoskórych sportowców aktywnie wspierała obywatelskie ruchy na rzecz równości, nierzadko przeciwstawiając się polityce amerykańskiego rządu. W 1966 roku Muhammad Ali odmówił wstąpienia do armii, kontestując w ten sposób działania wojenne w Wietnamie. W konsekwencji został aresztowany, uznany za winnego ucieczki od poboru, pozbawiono go zdobytych tytułów sportowych, a także utrudniano mu rozwój kariery. Rok później grupa afroamerykańskich sportowców zawiązała ruch Olimpiada dla Praw Człowieka (Olympic Project For Human Rights). Przedstawili listę żądań, których spełnienie uznali za warunek uczestnictwa w Olimpiadzie '68 w Meksyku. Wśród nich znalazł się między innymi postulat przywrócenia Muhammadowi Alemu tytułów oraz wykluczenie z igrzysk Republiki Południowej Afryki, gdzie segregacja rasowa była sankcjonowana przez prawo. Choć do bojkotu Olimpiady w Meksyku ostatecznie nie doszło, dwaj członkowie ruchu - Tommy Smith oraz John Carlos - zostali usunięci z igrzysk. Powodem do tego stała się jedna scena - po wygranej biegu na 200 m, stojąc na podium podczas odgrywania amerykańskiego hymnu, obaj sportowcy podnieśli dłonie zaciśnięte w pięści w czarnych rękawiczkach. Gest - kojarzony z symbolem ruchu Black Power - uznano za polityczny, co według przedstawicieli Komitetu Olimpijskiego łamało podstawowe założenie mówiące o apolityczności igrzysk. Sami sportowcy twierdzili, że pięści zacisnęli w akcie solidarności z ofiarami rasizmu i dyskryminacji.

John Carlos i Tommy Smith podczas dekoracji na igrzyskach w Meksyku (fot. Angelo Cozzi / Wikimedia.org / Domena publiczna)John Carlos i Tommy Smith podczas dekoracji na igrzyskach w Meksyku (fot. Angelo Cozzi / Wikimedia.org / Domena publiczna)

Dla czarnoskórych sportowców decyzja o wspieraniu ruchów obywatelskich była równoznaczna albo z końcem kariery, albo ze znaczącymi trudnościami w jej rozwoju. O.J. Simpson nigdy nie wyraził poparcia dla tych działań. - Za wszelką cenę chciał uniknąć bycia postrzeganym przez kolor skóry. Pragnął, by świadczyły o nim jedynie jego kompetencje - tłumaczył w dokumencie Edelmana Harry Edwards, jeden z liderów Olimpiady dla Praw Człowieka.

W 2016 roku z procesu stulecia - jak nazywano sprawę Simpsona - uczyniono też temat 10- odcinkowego serialu "American Crime Story: People vs. O.J. Simpson", będącego sfabularyzowaną relacją z kolejnych etapów rozprawy, którą emitował kanał telewizyjny FX.

To właśnie przekonanie, że równość uzyskać można nie tyle w solidarnej walce o nią, ile w samotnym wyścigu o status, pozwoliło mu stać się przezroczystym i otworzyło drzwi do świata reklamy, biznesu i filmu, do rzeczywistości zdominowanej przez białą elitę, która wprowadzając go na salony, przeczyła tezie, jakoby Afroamerykanie mieli zablokowaną drogę do spełnienia amerykańskiego snu. Natomiast dla czarnoskórych obywateli Simpson był tym, któremu udało się przebić szklany sufit. Nie identyfikował się z problemami społeczności, z której się wywodził, ale wciąż funkcjonował jako jej wysłannik do lepszego świata.

Był do tego stopnia nietykalny, że gdy miał stawić się w areszcie pod zarzutem podwójnego morderstwa, a uciekał jedną z autostrad Los Angeles, policja, zamiast zatrzymać zbiega, zorganizowała mu wielogodzinną eskortę do jego posiadłości w Brentwood, gdzie ostatecznie został pojmany. Dla tego surrealnego spektaklu, zwanego "pościgiem za Bronco", w telewizji przerwano transmisję finałów NBA.

Biała sprawiedliwość

Pozycja Simpsona była budowana w opozycji do tego, czego w tamtym czasie doświadczali zwykli czarnoskórzy mieszkańcy Los Angeles. Paradoksalnie to ich trudna sytuacja i konieczność mierzenia się z dyskryminacją pomogła obrońcom futbolisty wygrać proces.

W pierwszych dniach marca 1991 roku dzienniki informacyjne na całym świecie pokazywały amatorskie nagranie, na którym przez ponad minutę czterech funkcjonariuszy policji Los Angeles kopie i bije pałkami leżącego obok samochodu czarnoskórego mężczyznę. 28-letni Rodney King ścigany był za przekroczenie dozwolonej prędkości. Gdy go zatrzymano, nie stawiał oporu.

Zaledwie 13 dni później świat obiegło kolejne nagranie z kamery przemysłowej umieszczonej w minimarkecie Empire Liquor w południowym Los Angeles. 15-letnia czarnoskóra Latasha Harlins wdała się w sprzeczkę z ekspedientką, która podejrzewała, że dziewczyna chce ukraść sok pomarańczowy. Gdy Latasha odwróciła się w stronę drzwi, chcąc opuścić sklep, została przez sprzedawczynię zabita strzałem w tył głowy. Podczas procesu ława przysięgłych uznała pochodzącą z Korei Południowej Soon Ja Du za winną zabójstwa w afekcie i zarekomendowała maksymalny wymiar kary - 16 lat pozbawienia wolności. Sędzia jednak odrzuciła decyzję przysięgłych i skazała sprzedawczynię na 5 lat więzienia w zawieszeniu oraz 400 godzin prac społecznych. Wyrok ogłoszono 15 listopada tego samego roku.

Simpson w 1968 r. tuż po tym jak odebrał Heisman Trophy - prestiżowej nagrody indywidualnej dla najwybitniejszego zawodnika w college football (fot. Eastnews)Simpson w 1968 r. tuż po tym jak odebrał Heisman Trophy - prestiżowej nagrody indywidualnej dla najwybitniejszego zawodnika w college football (fot. Eastnews)

Zaledwie pół roku później, w kwietniu 1992 roku, zakończył się proces czterech funkcjonariuszy oskarżonych o nadużycie siły podczas zatrzymania Rodneya Kinga. Obrońcom policjantów udało się przenieść rozprawę z sądu okręgowego Los Angeles do Simi Valley, miasteczka będącego sypialnią wielkiej metropolii, zamieszkanego niemal wyłącznie przez białych Amerykanów. Oczywiście ta decyzja miała swój ukryty cel. Do każdej rozprawy ława przysięgłych wybierana jest spośród mieszkańców okręgu, w jakim odbywa się proces. Obrońcom chodziło więc o skompletowanie jak największej liczby białych ławników, którzy będą bardziej niż Afroamerykanie przychylni oskarżonym funkcjonariuszom. Przypuszczenia potwierdziły się, policjanci zostali uniewinnieni.

Dla czarnoskórych mieszkańców Los Angeles był to o jeden cios za dużo. Wyrok stał się zapalnikiem, który aktywował długo skrywaną frustrację. Zamieszki ogarnęły południową część miasta, potem szybko rozprzestrzeniły się na inne jego części i trwały przez kolejne pięć dni. W ich wyniku śmierć poniosły 53 osoby, a ponad 2000 zostało rannych. Przywróceniem porządku zajęło się wojsko. Los Angeles nie pierwszy raz doświadczyło tak potężnej eskalacji społecznego niezadowolenia. Zamieszki o niemal identycznym charakterze i na podobną skalę wydarzyły się ponad dwie dekady wcześniej, w 1965 roku w dzielnicy Watts. Przez te wszystkie lata sposób traktowania przez policję czarnoskórej mniejszości w Los Angeles niewiele się zmienił. - Władza funkcjonariuszy była ogromna, właściwie mogli robić, co tylko chcieli - opowiadał Edelmanowi Gil Garcetti, pełniący funkcję prokuratora okręgowego Los Angeles w czasie procesu Simpsona. - Z drugiej strony biali mieszkańcy miasta dysponowali zupełnie innym wyobrażeniem o policji. Dla nich funkcjonariusze byli profesjonalistami, którzy pojawiają się zawsze, gdy ich potrzebujesz.

Sportowiec w 1977 r. (fot. Eastnews)Sportowiec w 1977 r. (fot. Eastnews)

Czy to był odwet?

Dla wielu białych Amerykanów decyzja o uniewinnieniu O.J. Simpsona podjęta przez jury, w którym zasiadło aż dziewięciu Afroamerykanów, nie opierała się na analizie przedstawionego materiału dowodowego. Według nich była podyktowana emocjami oraz chęcią wzięcia odwetu za wszystkie poprzednie nadużycia systemu sprawiedliwości, których ofiarą padli czarnoskórzy mieszkańcy Los Angeles. Czy rzeczywiście?

Jedna z dwóch występujących w dokumencie ławniczek, Carrie Bess, przyznaje wprost: "to był odwet". Druga, Yolanda Crawford, tłumaczy, że decyzję o uniewinnieniu Simpsona oparła na racjonalnym procesie dedukcji. Według amerykańskiego prawa człowieka oskarżonego w procesie karnym można uznać za winnego tylko w wypadku, gdy przedstawiony przez prokuraturę materiał dowodowy ponad wszelką wątpliwość wskazuje na to, że dopuścił się on zarzucanego mu czynu. Stąd rolą obrony jest nie tyle negowanie istotności materiału dowodowego, co rzucenie na niego cienia wątpliwości. Unikatowa strategia adwokatów Simpsona polegała na zbudowaniu linii obrony w oparciu o codzienne doświadczenie czarnoskórych mieszkańców Los Angeles, z którym mogła zidentyfikować się większość ławników: fundamentalny brak zaufania do organów ścigania.

Obrońcy Simpsona na czele z Johnnym Corchanem, adwokatem znanym z zaangażowania w ruchy obywatelskie na rzecz równości, do znudzenia powtarzali, że grają tak zwaną "kartą wiarygodności". Ich przeciwnicy zarzucali im nieczyste wykorzystanie "karty rasy". I jedni, i drudzy mieli do pewnego stopnia rację: o losie Simpsona miał rozstrzygnąć obraz brutalnej, rasistowskiej i wszechwładnej policji, która nęka czarnoskórą społeczność Los Angeles i jest w stanie fałszować dowody. Obrona rozegrała tę kartę po mistrzowsku.

Prokuratura, znając miażdżącą wagę materiału dowodowego i mając w pamięci niedawne obrazy zamieszek w południowym Los Angeles, zdecydowała, że postępowanie będzie toczyć się w zróżnicowanym rasowo dystrykcie centralnym miasta. Dzięki temu zarzut odgórnego manipulowania składem ławy przysięgłych był bezpodstawny.

Prokurator Marcia Clark podczas procesu O.J. Simpsona pokazuje w którym miejscu morderca Ronalda Goldmana poderżnął mu gardło (fot. Eastnews)Prokurator Marcia Clark podczas procesu O.J. Simpsona pokazuje w którym miejscu morderca Ronalda Goldmana poderżnął mu gardło (fot. Eastnews)

Rozwijana w sądzie argumentacja prokuratorów Marcii Clark i Chrisa Dardena opierała się na trzech mocnych filarach. Po pierwsze, na winę Simpsona wskazywała rekonstrukcja zdarzeń. Wśród powołanych świadków była między innymi kobieta, która twierdziła, że mijała białego forda bronco na skrzyżowaniu nieopodal Bundy Drive w czasie, gdy popełniono zbrodnię. Kierowca limuzyny wiozącej Simpsona na lotnisko zeznał, że oskarżony do samochodu wsiadł kwadrans spóźniony. Po drugie, prokuratorzy przywołali szereg zdarzeń, z których wynikało, że O.J. wielokrotnie - zarówno podczas trwania związku, jak i później - stosował przemoc fizyczną wobec Nicole Brown. W 1989 roku za jej dotkliwe pobicie został nawet skazany na 120 godzin prac społecznych. Po trzecie, prokuratura dysponowała potężnym materiałem dowodowym opartym na śladach krwi oraz materiale DNA. DNA Simpsona znaleziono na patio przed domem Nicole Brown. Krew, włosy i włókna skóry obydwu ofiar - wewnątrz samochodu Simpsona, w jego domu, a także na parze skórzanych rękawiczek, z których jedna została znaleziona w ogrodzie oskarżonego. Właśnie ona stanowiła koronny dowód jego winy.

Obrona nie mogła podważyć faktów dotyczących rekonstrukcji zdarzeń oraz historii stosowanej wobec żony przemocy. Skupiła się więc na zakwestionowaniu śladów krwi, materiału DNA oraz znalezionej u Simpsona rękawiczki. Barry Sheck, odpowiedzialny w zespole obrońców za analizę dowodów DNA, zasugerował przysięgłym, że niechlujnie zbierany przez kryminologów materiał mógł zostać w trakcie procedury zanieczyszczony. Sheck dawał też ławnikom do zrozumienia, że niektóre ślady krwi mogły zostać na miejsce zbrodni podrzucone, tak by świadczyły o winie oskarżonego. Według prokuratury brak motywu, a przede wszystkim ilość znalezionego materiału dowodowego, nie tylko na miejscu zbrodni, obalała tezę o próbie wrobienia Simpsona. Wątpliwość jednak została zasiana.

W kolejnym ruchu obrona musiała podważyć wiarygodność skórzanej rękawiczki, na którą natknął się Mark Furhman. Jedynym wyjściem było wyeliminowanie z gry jej znalazcy - pokazanie, że jako biały funkcjonariusz policji Los Angeles był on zdolny do podłożenia tego kluczowego dowodu. Podczas jednego z przesłuchań Furhman zapytany przez obronę, czy kiedykolwiek użył słowa "czarnuch" (nigger) dla opisania Afroamerykanina, zeznał pod przysięgą, że nigdy nikogo tak nie nazwał. W trakcie procesu wyszło jednak na jaw, że Furhman na wiele lat przed rozprawą pomagał pewnej scenarzystce, Laurze Hart McKinny, w napisaniu scenariusza o pracy policji w Los Angeles. Na potrzeby fikcji stworzył postać stereotypowego białego funkcjonariusza, w którego wcielał się podczas spotkań z pisarką, opowiadając o tym, jaką satysfakcję on i jego koledzy czerpią z bicia i poniżania zatrzymanych czarnuchów (niggers). McKinny nagrywała Furhmana, by następnie jego wypowiedzi wykorzystać w scenariuszu. Obrońcy dotarli do tych taśm i za zgodą sądu odtworzyli przed ławą przysięgłych niewielki fragment - zawierający jeden z wielu momentów, gdy Furhman wypowiada słowo "czarnuch" (nigger). Choć stworzona przez Furhmana postać była fikcyjna, dla czarnoskórych mieszkańców Los Angeles, na co dzień mających kontakt z przemocą tamtejszej policji, brzmiała bardzo wiarygodnie. W ich oczach Furhman stał się dopuszczającym się krzywoprzysięstwa rasistą, zdolnym do fałszowania dowodów.

Według prokuratury Furhman nawet gdyby chciał, zwyczajnie nie mógł podrzucić rękawiczki, bo gdy pierwszy raz jechał do posiadłości Simpsona, nie wiedział, że będzie ona powiązana z miejscem zbrodni. Nie przypuszczał również, że były futbolista okaże się podejrzanym i nie miał pojęcia, czy O.J. dysponuje alibi. Ale wątpliwość co do autentyczności koronnego dowodu została wzbudzona.

Simpson pierwsze kłopoty z prawem miał już jako nastolatek, gdy organizował napady rabunkowe wraz ze swoim gangiem 'Wojowników perskich' (fot. Eastnews)Simpson pierwsze kłopoty z prawem miał już jako nastolatek, gdy organizował napady rabunkowe wraz ze swoim gangiem 'Wojowników perskich' (fot. Eastnews)

Ostateczną klęskę prokuratorzy ponieśli, gdy Chris Darden poprosił O.J. Simpsona, by przymierzył "rękawiczki zabójcy". Okazało się, że są one na niego za małe, co również z racjonalnego punktu widzenia o niczym nie świadczy: Simpson mógł bowiem ćwiczyć lub wziąć leki powodujące puchnięcie dłoni. Spektakl, jaki odegrał w sądzie, unieważnił jednak wszelkie logiczne wytłumaczenia. W mowie końcowej Johnny Cochran zwrócił się do ławy przysięgłych ze słowami: "gdy nie pasuje, niewinność triumfuje" (if it doesn't fit, you must acquit). Zasugerował, że decyzja, jaką podejmą, zaświadczy o tym, po której ze stron się opowiadają: brutalnej policji czy jej ofiar. Wybór wydawał się oczywisty.

Portfel kontra rasa

Dowody świadczące o winie O.J. Simpsona były tak mocne i wszechstronne, że kwestionowanie każdego z osobna nie miało najmniejszego sensu. Należało stworzyć narrację, która podważałaby wiarygodność całości. Biorąc pod uwagę skład ławy przysięgłych, wykorzystanie "karty rasy" wydawało się jedyną sensowną możliwością. - Musieliśmy uczynić go czarniejszym, niż był w rzeczywistości - tłumaczył Edelmanowi Carl Douglas, jeden z adwokatów Simpsona. By osiągnąć ten cel, obrona nie wahała się stosować chwytów etycznie wątpliwych. Przykładowo, gdy ławnicy podczas procesu odwiedzili posiadłość byłego futbolisty, zobaczyli wystrój, z którym mogli się zidentyfikować. Tyle że była to scenografia przygotowana przez sztab ludzi, a nie otoczenie, w którym oskarżony na co dzień funkcjonował. - Gdyby Simpson miał pochodzenie meksykańskie, powiesilibyśmy na ścianach sombrero - żartował Douglas.

W momencie gdy sprawę zaczęto postrzegać przez pryzmat rasowej dyskryminacji, przed sądem stanął nie tyle domniemany zabójca, ile obowiązujący porządek społeczny i jego instytucje. Aktywiści ruchów obywatelskich na rzecz równości liczyli, że wykorzystując proces gwiazdy do unaocznienia problemu dyskryminacji rasowej, doprowadzą do realnej zmiany sposobu traktowania Afroamerykanów przez organy ścigania. Historia pokazała jednak, że stało się inaczej. W rzeczywistości to sztab dobrze opłacanych adwokatów instrumentalnie wykorzystał problemy czarnoskórej mniejszości, by zapewnić zwycięstwo swojemu zamożnemu klientowi. Właśnie dlatego dokument Edelmana jest tak bardzo aktualny. Pokazuje bowiem, że amerykański system sprawiedliwości jest znacznie przychylniejszy dla ludzi bogatych i winnych niż dla biednych i niewinnych. W rzeczywistości O.J. Simpsona od zarzutów uwolnił nie tyle kolor skóry, ile zasobność portfela, dzięki której mógł opłacić sztab najlepszych adwokatów w kraju.

O. J. Simpson w sądzie, 2013 r. (fot. Eastnews)O. J. Simpson w sądzie, 2013 r. (fot. Eastnews)

Zresztą on sam dobrze wiedział o swojej uprzywilejowanej pozycji. Na pytanie, czy miałby szansę wygrać proces, gdyby był zwykłym czarnoskórym mieszkańcem Los Angeles, po chwili namysłu odpowiedział: "Wtedy byłbym zgubiony".

***

W 2008 roku O.J. Simpson został skazany na 33 lata więzienia za napad z bronią w ręku oraz kradzież pamiątek rodzinnych, które kiedyś należały do niego, z pokoju hotelowego w Las Vegas. Pokój wynajmował handlarz, który obracał gadżetami należącymi do znanych sportowców, m.in. Simpsona. W 2017 roku były futbolista wystąpił o warunkowe zwolnienie z więzienia - i je uzyskał.


Magda Roszkowska. Dziennikarka i redaktorka. Przez wiele lat związana z Fundacją Nowej Kultury Bęc Zmiana, gdzie współprowadziła magazyn kulturalny "Notes na 6 tygodni".

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (41)
Zaloguj się
  • v1ll

    Oceniono 19 razy 19

    Warto dodać, że o ile proces karny "wygrał" i został uniewinniony, o tyle proces cywilny wytoczony przez rodziny ofiar przegrał i musiał wypłacić wielomilionowe odszkodowanie. Wspólne dzieci Nicole i O.J. wychowywał on, bo sąd nadał mu pełnię praw rodzicielskich.
    Jeden z absurdów prawa i LOGIKI.

  • gnom_opluwacz

    Oceniono 16 razy 16

    No i nalezy pamiętać, że jednym z nieszczęsnych dziedzictw, które zostawił po sobie OJ Simpson są Kardashianki. Papa Kardashian bowiem był jednym z obrońców w tej sprawie i właśnie wtedy przeszedł od bycia "drogim prawnikiem" do bycia "celebrytą". A potem już pooooooo-szło!

  • onlyobserver

    Oceniono 21 razy 15

    Oczywiscie wyrok byl farsa zwazywszy skale dowodow. W tamtym czasie inny wyrok byl ze wzgledow politycznych prawie niemozliwy (co dosyc dobrze jest scharakteryzowane w powyzszym artykule). Ale wymiar sprawiedliwosci za porazke zrewanzowal sie w 2008 kiedy za dosyc blahe przewinienie skazal Simpsona na 33 lata wiezienia. Oba wyroki byly polityczne ale ostatecznie wyszlo na to, ze OJ zostal skazany nie za co powinien ale za "caloksztalt". Ma male szanse aby wyszedl na wolnosc w 2017. Na wczesniejsze zwolnienie musza sie zgodzic rodziny poszkodowanych a przynajmniej ich zdanie ma duze znaczenie. Rodzina Goldman'ow nigdy sie na to nie zgodzi bo zostala oszukana w pierwszym procesie. Taka sama sytuacja jest w przypadku zabojcow Sharon Tate, zony Polanskiego. Siostra Sharon zdecydownie sprzeciwia sie zwolnienia uczestnikow zabojstwa swojej siostry Sharon i ci powoli umieraja w wiezieniu a nie na wolnosci.

  • feelek

    Oceniono 21 razy 13

    Proces czarna Ameryka kontra biała został w sądzie wtedy wygrany przez tę pierwszą wbrew oczywistym faktom świadczącym przeciw OJ Simpsonowi.
    Proces likwidacji podziałów rasowych został tym samym zaprzepaszczony: społeczeństwo amerykańskie zobaczyło, że problem z przestępczością tzw. afroamerykanów istnieje: czarni- sprawcy nieproporcjonalnie większej w stosunku do ich liczby przestępstw są chronieni przez handicap koloru skóry.
    W artykule nie ma ani słowa o tym, że policjanci, nierzadko też czarni, mają zawodowe skrzywienie na tle koloru skóry podejrzanego wynikające z faktu, że 80% sprawców przestępstw w USA to czarni- Afroamerykanie, których jest 10% ogólnej liczby obywateli. Nie robiąc tu wykładu o przyczynach tego (socjologicznych, historycznych) można sobie wyobrazić dlaczego to skrzywienie istnieje.

  • leopard21

    Oceniono 16 razy 12

    Uwolnienie OJ to byl najwiekszy zart wymiaru sprawiedliwosci w historii Ameryki. Sedzie pozwolil na zrobienie show, prokuratura popelnila wiele bledow i bandyta wyszedl.

  • who_cares

    Oceniono 9 razy 9

    Simpson jak każdy zawodnik NFL ma trwały uraz mózgu spowodowany wieloletnią grą , w zasadzie kwalifikowało to niepoczytalność i wysłanie do czubków... polecam film "Wstrząs" z Willem Smithem.

  • janbar22

    Oceniono 8 razy 6

    Ta sprawa to kompromitacja amerykańskiego systemu prawnego; wygranie sprawy polega na omamieniu 12 szaraczków. Ehhh. Pomijam fakt, ze wybory prez. wygrywaja ludzie, ktorzy dostali pare mln glosow mniej niz przeciwnicy...Cóż, po prostu demokracja.

  • kormo

    Oceniono 5 razy 5

    Dajcie już spokój Norbergowi.

  • vicenteolivio

    Oceniono 4 razy 4

    Kojarzę tę twarz Simpsona z jakiejś komedii, chyba Naga Broń któraś część... Czy to możliwe?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX