Jacek Saryusz-Wolski na Majdanie w 2014 r.

Jacek Saryusz-Wolski na Majdanie w 2014 r. (fot. Efrem Lukatsky/AP)

polityka

Jacek Saryusz-Wolski nie miał szans z Tuskiem. Rzucił mu wyzwanie. A dziś nazywa "szmatą"

Jacek Saryusz-Wolski gładko przegrał walkę z Donaldem Tuskiem o fotel szefa Rady Europejskiej. Przy okazji stracił miejsce w partii i kolegów. Teraz zapowiada, że wystartuje w wyborach prezydenckich, jeśli Tusk będzie kandydował na ten fotel.

"Jeszcze wczoraj by mi to na myśl nie przyszło, ale jeśli ta postać poważy się ubiegać o urząd Prezydenta RP, zgłaszam gotowość stanięcia w szranki, w obronie honoru Najjaśniejszej" - zapowiedział na Twitterze Saryusz-Wolski.Gdy przyjrzeć się jego karierze, wszystko układa się w logiczną całość.

''JSW'', jak go w skrócie nazywają dziennikarze, jest starym europejskim wygą. Wie, że w UE liczy się staranne planowanie i konsekwentny lobbing. Dlaczego ten stary brukselski lis zagrał va banque przeciw Tuskowi? W rozmowie z prawicowym tygodnikiem, o chwili, gdy nastąpił przełom w jego dotychczasowym myśleniu, mówi tak:

- Byłem na sali plenarnej, kiedy Tusk poparł procedurę Komisji Europejskiej prowadzącą do sankcji przeciw Polsce. Powiedziałem sobie w myślach: Co za szmata

- opowiada. Zdaniem Saryusza-Wolskiego obecny polski rząd "walczy o interes Polski" i (...) lepiej niż rząd PO realizuje kwestie związane z bezpieczeństwem energetycznym, Nord Streamem 2 i Gazpromem". Do tego, według europosła, "pielęgnuje" relacje w Grupie Wyszehradzkiej, "nie zapomina" o Trójkącie Weimarskim" i jest "stanowczy wobec Rosji".

Ale czy "polityczny i moralny sprzeciw przeciw zniesławianiu Polski", którym motywuje wystąpienie z poparciem PiS przeciw dawnemu szefowi i całemu swojemu środowisku politycznemu, to tylko emocje polskiego patrioty, jakim niewątpliwie "JSW" jest? Cofnijmy się w czasie.

Rok 2014. Brukselskie biuro Jacka Saryusz-Wolskiego w budynku Altiero Spinelli. Centralne miejsce obszernego narożnego gabinetu zajmuje potężny, zawalony papierami stół, przy którym europoseł opowiada mi o tym, jak się robi brukselską politykę.

- Potrzebne są nie tylko języki. Trzeba znać kody kulturowe, tradycje różnych nacji, nie tylko w sposób podręcznikowy się w danym języku wypowiadać, ale znać historię, kulturę, mentalność, tradycję, psychologię, literaturę, żarty, wrażliwość tych krajów. To wszystko się liczy w tej grze, w tym zetknięciu się różnych wrażliwości, historii i tradycji. Trzeba być w połowie ekspertem, a w połowie politykiem.

Rozmawialiśmy w trakcie kampanii wyborczej do europarlamentu. "JSW" kandydował na trzecią kadencję. Lider łódzkiej listy PO dostał 51 519 głosów i wygrał w cuglach mandat. Pozostał też wiceszefem Europejskiej Partii Ludowej, najsilniejszego ugrupowania w Parlamencie Europejskim.

Europoseł Jacek Saryusz-Wolski w swoim gabinecie (fot. Michał Gostkiewicz, Gazeta.pl) Europoseł Jacek Saryusz-Wolski w swoim gabinecie (fot. Michał Gostkiewicz, Gazeta.pl)

I nic nie wskazywało na to, że zaledwie trzy lata później wykona polityczną woltę roku. Nie on. Nie ktoś tak dobrze znający mechanizmy działania Europy.

Ekspert

Nawet gdyby wziąć pod uwagę najstarszych stażem polskich europosłów, jak Jerzy Buzek czy Janusz Lewandowski, to Jacek Saryusz-Wolski wyprzedza ich o kilka długości. W tym, że zajmuje się wspólnotami europejskimi - najpierw jako naukowiec, potem jako negocjator i polityk - od zawsze, nie ma przesady.

Kiedy gierkowska Polska bogaci się na kredyt, on robi podyplomowe studia w Centre Européen Universitaire we francuskim Nancy. W latach 70. pracuje naukowo na Uniwersytecie Łódzkim. Temat badań - Wspólnoty Europejskie.

- Pierwszy raz byłem w PE w 1972 roku - mówił mi w Brukseli.

W latach 80. działa w "Solidarności". Na przełomie lat 80. i 90. zostaje szefem Ośrodka Badań Europejskich Uniwersytetu Łódzkiego. W styczniu 1991 roku premier Jan Krzysztof Bielecki robi go pierwszym pełnomocnikiem ds. integracji europejskiej i pomocy zagranicznej.

Stawka jest ogromna. Od skuteczności Jacka Saryusz-Wolskiego zależy właściwie cywilizacyjny rozwój Polski przez następne lata. Precyzując - od warunków, jakie wynegocjuje z jednoczącymi się wtedy w Unię Europejską wspólnotami.

Jacek Saryusz-Wolski (fot. Wojciech Olkuśnik/AG) Jacek Saryusz-Wolski (fot. Wojciech Olkuśnik/AG)

Negocjator

Już 16 grudnia tego samego roku Polska podpisuje Układ Europejski. Saryusz-Wolski gra va banque, negocjuje twardo, nie daje się sprowadzić do roli petenta. Efekt? W preambule traktatu dzięki polskim negocjatorom widnieje - i o to chodziło - zapis o ostatecznym celu Polski: członkostwie we Wspólnotach.

Dwa miesiące później, w lutym 1992 roku, zostaje podpisany traktat z Maastricht i Wspólnoty stają się Unią. Dwa lata później 1994 r. ówczesny szef polskiego MSZ Andrzej Olechowski składa oficjalny wniosek ws. przyjęcie Polski do UE. To oznacza, że Saryusz-Wolski dobrze przygotował grunt - takiego wniosku nie ma po co składać bez szansy jego akceptacji. Ale dwa lata później funkcja pełnomocnika zostaje skasowana, powstaje Komitet Integracji Europejskiej, kontrolowany już bezpośrednio przez kolejnych premierów. A nie przez Wolskiego.

Tyle, że między 1991 a 1996 rokiem premierów było wielu, a Saryusz-Wolski - jeden. Mimo roszad rządowych utrzymał stanowisko, bo był dobry. Ale ministrem w kolejnych rządach nie został.

Proces integracyjny potrwa 10 lat. Po drodze będzie jeszcze w 2000 roku Traktat Nicejski, w którym Polska wywalczy m.in. 50 miejsc w Parlamencie Europejskim i fotel komisarza. Z polskiej strony w negocjacjach uczestniczą cztery osoby - premier Buzek, szef MSZ Władysław Bartoszewski, główny negocjator Jan Kułakowski i Jacek Saryusz-Wolski - sekretarz Komitetu Integracji Europejskiej. To jego kolejny sukces. Tego, że na pierwszym planie w UE zawsze stawiał interes Polski, również nie można mu odmówić. To on był autorem hasła mylnie przypisywanego Janowi Rokicie: "Nicea albo śmierć". Wtedy, w 2004 r., chodziło o zmianę układu sił w UE - siła głosów krajów członkowskich w Radzie miała odtąd być proporcjonalna do liczby ludności danego kraju, co przestawało premiować kraje średnie, jak Polska.

Gracz

W 2004 roku Polska wchodzi do Unii, a "JSW" zostaje europosłem z listy Platformy. I od razu sukces - dostaje fotel wiceprzewodniczącego europarlamentu. Jest nim do 16 stycznia 2007 roku. Gdy traci tę funkcję, gra o kolejną - fotel szefa komisji spraw zagranicznych PE. Wydziera go z rąk partyjnego kolegi, wpływowego niemieckiego europosła Elmara Broka. Problem w tym, że automatycznie fotel szefa zdecydowanie ważniejszej - bo dysponującej realną mocą decyzyjną - komisji budżetowej traci Janusz Lewandowski.

"Nie przewidywaliśmy w najczarniejszych myślach, że ktokolwiek z naszego grona będzie chciał dać swoje nazwisko w intrydze wymierzonej wobec rodaka. To jest strzelanie Polakiem do Polaka. (...) A Saryusz-Wolski przekreśla w ten sposób swoją 'kartę życiową'"

- powie w 2017 roku Lewandowski, komentując jego woltę. Czy ma gorzką satysfakcję - nie wiadomo.

Europoseł Jacek Saryusz Wolski (fot. Wiktor Dąbkowski/AG) Europoseł Jacek Saryusz Wolski (fot. Wiktor Dąbkowski/AG)

Europejczyk

Równolegle Saryusz-Wolski stara się budować pozycję w Europejskiej Partii Ludowej - od 2006 r. aż do początku tego tygodnia był jej wiceprzewodniczącym. Przez lata uczy się - skutecznie - brukselskiej sztuki kompromisu. Ma jasno sprecyzowane zainteresowania - politykę zagraniczną UE. I umacnianie pozycji Polski w UE, szczególnie na kierunku wschodnim. Robi w europarlamencie akcje wspierające ukraiński Majdan w 2014 roku, lobbuje na rzecz Ukrainy w PE.

Z Ukrainą w życiorysie Saryusz-Wolskiego wiąże się też pewna ciekawa opowieść:

"Widziałam Wolskiego w Kijowie, był początek Majdanu, tysiące ludzi stały na placu, ale w powietrzu wisiało już nieszczęście. Saryusz przyjechał przyjrzeć się temu z bliska. Zapytałam, jaki mamy pomysł na rozwiązanie konfliktu, bo przecież jakiś plan powinniśmy mieć, skoro wspieramy Ukrainę w europejskich dążeniach. Bardzo się obruszył. Powiedział, że nie obchodzą go polskie plany, bo on reprezentuje Europę. Polska niech sobie planuje, co chce, i popiera, kogo chce. Bardzo mnie jego postawa zadziwiła, przecież sam Wolski podkreślał często, że Polska to Europa. Wizyta w Kijowie ani wtedy nie przyniosła efektu, ani później. Nie zabłysły jego talenty lidera, a to był czas próby dla europejskich polityków"

- opisuje w "Polityce" Jagienka Wilczak. Więc jak to jest? Człowiek, który z reprezentowania Polski uczynił znak firmowy, reprezentuje Europę? A może po prostu reprezentuje siebie?

Gdy w 2014 roku rusza fala spekulacji o to, czy i jakie stanowisko zdobędzie w europejskiej polityce Donald Tusk, to Saryusz-Wolski ucina teorie dotyczące Komisji Europejskiej, to on też informuje, że EPL wspiera Donalda Tuska w jego staraniach o fotel szefa Rady Europejskiej. Ucina i informuje, bo to wie. Ma źródła, ma wiedzę, ma kontakty, ma praktykę polityczną w PE.

A potem ten stary europejski wyga, ekspert i polityk patrzy, jak polski premier, który całe życie budował karierę w kraju, zapewnia sobie jedno z najwyższych stanowisk w UE. Podczas gdy on, JSW, nigdy nie został nawet eurokomisarzem, a byli nimi Danuta Hübner, Janusz Lewandowski, a teraz Elżbieta Bieńkowska.

Donald Tusk i Jacek Saryusz-Wolski na Radzie Krajowej PO w 2008 roku (fot. Wojciech Surdziel/AG) Donald Tusk i Jacek Saryusz-Wolski na Radzie Krajowej PO w 2008 roku (fot. Wojciech Surdziel/AG)

Kandydat

Gdy wybucha sprawa jego potencjalnej kontrkandydatury dla Tuska z rzekomym poparciem rządu PiS, Saryusz-Wolski przez kilka dni milczy. Wreszcie rząd PiS potwierdza, że Saryusz jest kandydatem Polski na fotel szefa Rady Europejskiej. Równocześnie Kaczyński w "Gazecie Polskiej" mówi, że Tusk jest "niemieckim kandydatem".

Dla obozu chadeków wolta Saryusz-Wolskiego oznacza zdradę. Swój zawód i złość wyrażają m.in. Janusz Lewandowski czy Ligia Krajewska, piętnując ego byłego partyjnego kolegi. Oraz Joseph Daul, szef Europejskiej Partii Ludowej, który wydaje komunikat, że jego zastępca już zastępcą być przestał. Platforma wyrzuca europosła ze swoich szeregów w trybie natychmiastowym na osobisty wniosek Grzegorza Schetyny. Zawiedziony były europoseł Rafał Trzaskowski, którego Saryusz-Wolski był wieloletnim - jak podkreślał w Radiu ZET - "fantastycznym szefem", pisze gorzko na Facebooku:

Olbrzymia wiedza europejska i powierzchowna znajomość z kilkoma premierami ze szczytów EPP nie wystarczy do koordynowania prac Rady Europejskiej - tu konieczne jest doświadczenie ze szczytów RE. Tryb zgłoszenia tej kandydatury (nota dyplomatyczna) zamiast miesięcy lobbowania na Radach Europejskich jest kolejnym groteskowym elementem tej żałosnej szarady najsmutniejsze jest to, że ktoś tak zasłużony dla Polski i Europy jak Jacek Saryusz Wolski, z pełnym przekonaniem (potwierdzanym co kilkanaście minut poetyckimi tweetami), postanowił w tym cyrku uczestniczyć.

A Donald Tusk komentuje na Twitterze (tuż po zwycięstwie polskich skoczków w Lahti) w charakterystycznym dla siebie dwuznacznym stylu, że najważniejsza jest drużyna:

Po tym, jak już PiS oficjalnie go poparł, Saryusz-Wolski nagle się uaktywnia. Jego profil na Twitterze zalewa fala wpisów, których wcześniej u tego europosła raczej nie widziano - bardzo emocjonalnych. Pełnych z trudnością ukrywanej złości na to, że jego byli już koledzy widzą w jego ruchu koniunkturalną walkę o stanowiska i wpływy, a nie troskę o interes Polski. O który, jego zdaniem, niewystarczająco troszczy się Tusk.

Europoseł podkreśla, że punktem zwrotnym był dla niego moment, w którym Tusk wbrew Polsce poparł kary dla państw UE, które nie będą chciały przyjąć imigrantów zgodnie z wynegocjowanym w Europie porozumieniem. Tak, zgadza się, Saryusz-Wolski był przeciw rezolucjom PE dotyczącym Polski. "Ale z kronikarskiego obowiązku: nie głosował "nie", bo nie brał udziału w tych głosowaniach" - zanotował korespondent "GW" z Brukseli, Tomasz Bielecki.

W kolejnych wpisach "JSW" jakby odpowiada na pytania, które bardzo chcieliby mu zadać dziennikarze (poinformował że na razie ograniczy się do social mediów). Prześledźmy tę historię:

 

Ale chadecy z EPL nie wierzą w jego wyjaśnienia. Są wściekli. "Nazywają go 'zdrajcą'" - pisze korespondentka RMF FM w Brukseli, Katarzyna Szymańska-Borginon:

Wszystko rozstrzygnęło się na posiedzeniu Rady Europejskiej. Donald Tusk został wybrany na drugą kadencję przewodniczącego Rady Europejskiej. Będzie nim przez 2,5 roku.

Wielki przegrany?

Z czym został Saryusz-Wolski? Jedynym krajem, który go poparł, była Polska. Gdy jeszcze myślał, że po swojej wolcie będzie mógł zostać w Europejskiej Partii Ludowej, zapewniał, że Prawo i Sprawiedliwość nic mu nie obiecało - żadnego stanowiska. Także wpływowy polityk tej partii w rozmowie ze mną nie potwierdził tych spekulacji. "JSW" został z niczym.

Trzy lata temu zapytałem go, czy i jak spory krajowe przenoszą się na działania zróżnicowanej politycznie polskiej delegacji parlamentarnej w Brukseli. Odpowiedział, że owszem, przenoszą się, "ale nie aż tak bardzo i oby jak najmniej":

"Tam gdzie jest bardzo ważny polski interes, udaje się współpracować. Zdarza się, że łamiemy dyscyplinę frakcyjną w imię dobrze pojętego interesu Polski".

Sam na własne życzenie stanął w środku sporu politycznego toczącego nasz kraj od kilkunastu lat, starcia dwóch najpotężniejszych polityków - Kaczyńskiego i Tuska. Z tego, co pisał na Twitterze wynika, że według siebie samego właśnie "złamał dyscyplinę frakcyjną w imię dobrze pojętego interesu Polski". Tylko najwyraźniej w pewnym momencie Jacek Saryusz-Wolski przestał podzielać pogląd, że Tusk na czele Rady Europejskiej leży w interesie Polski.

Teraz już wiemy, co to był za moment - gdy Tusk nie sprzeciwił się rozpoczęciu procedury, która mogła zakończyć się sankcjami dla Polski.

Saryusz-Wolski jest zbyt doświadczonym graczem w Brukseli, by nie wiedzieć, że nie miał szans w rozgrywce o przywództwo Rady. Dlaczego zdecydował się zagrać w grę PiS? On sam twierdzi, że z pobudek czysto polskich, patriotycznych. Ale być może warto przypomnieć te słowa:

"Ta 'Europe in the making' jest dla mnie fascynująca: obserwować od środka to, czego kiedyś uczyłem, co badałem. Widzieć na żywo, jak się tworzy nowa wypadkowa różnych koncepcji, interesów, tożsamości".

- mówił mi trzy lata temu.

Teraz to, o czym się kiedyś uczył i badał, nie tylko zobaczył na żywo, ale i poczuł na własnej skórze.

Jacek Saryusz-Wolski (fot. Adam Stępień/AG) Jacek Saryusz-Wolski (fot. Adam Stępień/AG)

Michał Gostkiewicz. Dziennikarz magazynu Weekend.Gazeta.pl. Wcześniej dziennikarz newsowy portalu Gazeta.pl, działu zagranicznego "Dziennika" i działu społecznego "Newsweeka". Stypendysta Murrow Program for Journalists (IVLP) Departamentu Stanu USA. Absolwent Polskiej Szkoły Reportażu, publikował w "Dużym Formacie". Prowadzi bloga Realpolitik , bywa na Twitterze.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (499)
Zaloguj się
  • zmieniesobielogin

    Oceniono 82 razy 68

    Mogłoby być śmieszne. Jest tragiczne.
    Ilu jeszcze takich emisariuszy tam siedzi i czeka na łaskę wielkiego pana kaczelnika?
    Nie taki matołek to inny - i to jest właśnie tragiczne.

  • mariaczczi1

    Oceniono 85 razy 65

    Współczuję najbliższej rodzinie najbliższego rodzinnego obiadu i najbliższej Wigilii.

  • miets1

    Oceniono 73 razy 63

    Ciężka niedoceniona praca-rozczarowanie-zawiść- nienawiść.
    Staram się zrozumieć człowieka, ale żeby ramię w ramię z takimi kanaliami?

  • kotwkaloszach

    Oceniono 66 razy 50

    Byc moze PiS cos na niego ma i postawili mu ultimatum: albo sie zeszmacisz i dasz sie zdalnie sterowac prezesikowi jak Duda i Szydlo, albo ujawnimy pewne fakty i stracisz wszystko...kto obstawia taka wersje?

  • taka_sprawa

    Oceniono 53 razy 41

    Może zróbmy tak, że Tusk będzie kandydatem z Polski, a Wolski będzie startował z Wolski. Wtedy każdy będzie miał swojego kandydata, zarówno Polacy jak i Wolacy, i wszyscy będą zadowoleni.

  • madlen991

    Oceniono 39 razy 35

    Panie Jacku! Szanowałam Pana, jako idealnego polityka w tej menażerii różnorodności na polskiej arenie politycznej. Co się z Panem stało?! Nie wiem, co było przyczyną Pana przemiany, ale z dobrego polityka został Pan tylko fizycznym i mentalnym bliźniakiem o. Rydzyka.

  • ursynow33

    Oceniono 41 razy 33

    Zeszmaciles sie Panie Wolski . Jak powiedzial Jozef Pilsudzki" Raz sie sku...sz, kurgan pozostaniesz...."

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX