Jakiś czas temu, w pociągu, byłam świadkiem, jak mama manipuluje swoją około 7-letnią córką. Wydawała dziecku polecenie, by za chwilę je zmieniać. Prosiła dziewczynkę, żeby odrobiła lekcje, po czym stwierdzała, że mała brzydko pisze i dostanie w szkole jedynkę. W końcu wykonała zadanie za nią. Dziecku w tym czasie kazała bawić się telefonem. Dziewczynka mówiła, że sama chce pisać, że nie jest głupia. Mama milczała i uzupełniała książkę. Potem kilka razy powiedziała, że się na córce zawiodła, że chyba jej nie kocha. Wszystko lodowatym, spokojnym głosem. Dziecko płakało, ale nie krzyczało. Nie było żadnej awantury. Nie wiedziałam, jak się zachować w tej sytuacji. Inni pasażerowie także spoglądali z dezaprobatą na kobietę, ale nikt nic nie zrobił. Do dziś mam wyrzuty sumienia, ale nadal nie wiem, jak należało postąpić.
- W tej sytuacji można mówić o krzywdzeniu emocjonalnym dziecka. Mamy z nim do czynienia, kiedy opiekun komunikuje mu, że jest bezwartościowe, niedoskonałe, niekochane, niechciane lub zagrożone. Kiedy dziecko słyszy, że istnieje tylko po to, by realizować potrzeby innych.
Fakt, że słowa ranią, jest dla wielu osób nowością. Jeśli ktoś uderzy dziecko, to widać. Boli, jest siniak. Jeśli ktoś "uderzy słowem", też wywołuje ból, ale brakuje fizycznego dowodu na to, co się stało. Nie wiadomo, czy tylko ja widzę i czuję, że dzieje się coś złego, czy inni także. I czy moja reakcja pomoże? Pojawiają się też próby racjonalizacji zachowania osoby stosującej przemoc. Myślenie, że może dziś ma gorszy dzień.
Co należy zrobić, kiedy jesteśmy świadkami krzywdzenia emocjonalnego dziecka?
- Nie wiem, czy istnieje idealny sposób reagowania w takim przypadku. W sytuacji z pociągu można się było zwrócić bezpośrednio do dziewczynki i powiedzieć: "Wiesz co, a mi się podoba, jak ty to zrobiłaś". Ryzykuje się wówczas kontrę ze strony mamy, ale jesteśmy dorośli i powinniśmy sobie z tym atakiem poradzić.
Ja racjonalizowałam sobie brak mojej reakcji tym, że mama może odreagować swoją złość na dziecku w domu.
- To możliwe, jeśli ta mama wykazuje zachowania przemocowe tylko w stosunku do bliskich. Wtedy, gdy dorosły zareaguje, ona się wycofa, nie będzie kontry, ale emocje w niej pozostaną. Wyjdzie z pociągu i będzie musiała je gdzieś wyładować. Zrobi to na przykład na mężu albo właśnie na dziecku.
Ale tego nigdy nie wiemy, reagując.
- Czasami intuicyjnie wyczuwamy, jeśli coś nam zagraża ze strony drugiej osoby. Podejrzewam, że żaden z pasażerów nic nie zrobił, bo czuliście, że ta kobieta może zachować się agresywnie, że coś niemiłego może was z jej strony spotkać. Brak reakcji był więc sposobem chronienia siebie i dlatego nie możemy myśleć, że każdy dorosły w pociągu, który nie zareagował, był złym człowiekiem.
Wyobraźmy sobie, że zareagowałam. Mamę poniosły emocje. Mi jej emocje się udzieliły. Co zrobić, byśmy nie zaczęły na siebie krzyczeć?
- Ważne jest, żeby mówić z perspektywy "ja", czyli nie mówimy: "Ależ pani źle zwraca się do tego dziecka" albo "No i co pani robi, dziecko przez panią płacze", tylko raczej: "Czuję dyskomfort/złość, kiedy ktoś odzywa się tak do małego dziecka" albo "Jest mi przykro, kiedy widzę, że to dziecko płacze". Takiego komunikatu nie da się zakwestionować, bo osoba reagująca mówi o swoich odczuciach. A nikt nie wie lepiej ode mnie, co w danej chwili czuję.
Czyli nie mówię: "Co z pani za matka"?
- To ją tylko może sprowokować. Co więcej, często sprawcy krzywdzenia emocjonalnego nie mają świadomości, że wyrządzają komuś krzywdę. Taka osoba dopiero w chwili, gdy zareagujemy, może zdać sobie sprawę, że jej zachowanie nie jest w porządku. Ale wzbudzenie w niej poczucia winy wcale nie zatrzyma jej negatywnych zachowań. Pojawi się jeszcze większa frustracja, którą musi gdzieś rozładować. I znów, najłatwiej zrobić to na dziecku.
Idealnie byłoby, gdyby taki rodzic sam zgłosił się do terapeuty.
Tak się zdarza?
- Jak najbardziej. Chociaż najczęściej są to rodzice, którzy niewiele mogą sobie zarzucić i którym takie sytuacje zdarzają się incydentalnie.
Czasem rodzic zakłada, że musi być idealny. Niepożądane zachowania dziecka będzie interpretował wyłącznie jako swoją nieudolność. To poczucie niekompetencji może rodzić frustrację prowadzącą do złości. A nie ma rodziców idealnych. Dla dziecka dobre jest, by byli oni omylni, a gdy popełnią błąd, by potrafili się do niego przyznać, przeprosić. Takie sytuacje uczą najmłodszych, że oni także mają prawo się mylić.
Najważniejsze jest być wystarczająco dobrym rodzicem, czyli takim, który w trudnych sytuacjach potrafi poprosić o pomoc bliskich, przyjaciół, a czasami specjalistę. Często mama lub tata przyprowadza do gabinetu psychologa "dziecko do naprawy". Nie wiedzą, że zachowanie kilkulatka wynika z ich postępowania względem niego. W odpowiedzi na przemoc fizyczną lub emocjonalną dziecko będzie przejawiało różne zachowania, wiele z nich rodzice będą nazywać "niegrzecznymi".
Kobieta w pociągu też powtarzała córce, że jest niegrzeczna.
- No właśnie.
Ale uważałabym na to, by postrzegać ją w sposób kategoryczny, jako złą osobę. Ona też była kiedyś dzieckiem. Warto się zastanowić, czy zachowując się tak w stosunku do córki, nie wchodzi w schemat postawy rodzicielskiej, którą zna ze swojego dzieciństwa.
Czyli skoro sama była źle traktowana w dzieciństwie, ale wyrosła na osobę, która radzi sobie w życiu, nie widzi potrzeby, by zachowywać się inaczej w stosunku do własnego dziecka?
- Tak. Jest przekonana, że jeśli wychowanie, które dostała, zadziałało, to dlaczego miałaby coś zmienić. Poza tym to mógł być jedyny model wychowania, jaki obserwowała, i nie potrafi postępować inaczej. Do tego dochodzi wątek lojalności względem swoich rodziców. Jeśli ja byłam źle traktowana, a teraz będę lepiej traktować swoje dziecko, to znaczy, że moi rodzice byli źli. To jest paradoks: nie będę się zachowywać lepiej niż moi rodzice, bo wtedy musiałabym źle o nich pomyśleć, a tego nie chcę.
Mogło się także zdarzyć, że okoliczności, w jakich dziecko przyszło na świat, były dla matki tak trudne, że nadal niesie te złe emocje. Myślę tu o tak ekstremalnych sytuacjach jak gwałt, ale też o takich, że mama lub ojciec nie byli gotowi na dziecko. Żadna z tych sytuacji nie usprawiedliwia jednak przemocy. Dorosły zawsze bierze odpowiedzialność za bezpieczeństwo dziecka, również emocjonalne.
Od kogo dziecko może doświadczyć przemocy emocjonalnej?
- Najczęściej jest to rodzic lub inna bliska osoba będąca opiekunem dziecka, która spędza z nim dużo czasu. Ale krzywdzenie emocjonalne zdarza się także w szkole, zarówno ze strony nauczycieli, jak i rówieśników. Ono nie będzie dla dziecka tak bardzo zagrażające, jeśli ma wsparcie w rodzicach. A jeśli w domu słyszy, że jest głupie, to gdy to samo usłyszy w szkole, nie oburzy się. Może i poczuje się dotknięte, ale nie zareaguje, bo uzna, że to jest normalne. Wszyscy mu mówią, że jest głupie, więc musi coś w tym być. Gdy dziecko ma wsparcie w domu, uważnych rodziców, to po pierwsze - reaguje na obelgi ze strony rówieśników, broni się, po drugie - idzie do domu, mówi o tym, co się stało, i dostaje pomoc od dorosłych.
Co się dzieje w głowie dziecka, wobec którego rodzice stosują przemoc emocjonalną?
- Warto podkreślić, że są dzieci, które mimo że były narażone na krzywdzenie ze strony rodziców, czy to fizyczne, czy to psychiczne, wychodzą z tego bez szwanku. Mają na to wpływ dwa czynniki. Pierwszym są uwarunkowania wrodzone, np. temperament dziecka, jego odporność na stres. Drugim - wspierająca osoba w otoczeniu. Niekoniecznie musi to być członek rodziny. Trudno powiedzieć, czy taką osobą mógłby stać się przypadkowy pasażer z pociągu, który zareagowałby, ale może dziewczynka, którą pani spotkała, pierwszy raz w życiu usłyszałaby coś innego niż to, co powtarza jej mama.
Dzieci, które są permanentnie narażone na przemoc emocjonalną, często nie czują, że coś jest nie tak. Są przekonane, że zachowanie rodziców jest normalne, że na to zasłużyły, że wszyscy tak mają. Wstydzą się, nie czują się bezpieczne, a żadne dziecko, które nie czuje się bezpiecznie, nie rozwija się prawidłowo. Najczęściej przemoc fizyczna i emocjonalna wywołują podobne skutki, takie jak obniżona samoocena, różne rodzaje regresowania się, czyli zachowań niedostosowanych do etapu rozwoju, pasujących do dzieci młodszych. Pojawia się także strach przed porażką, u nastolatków zaburzenia nastroju, zaburzenia lękowe, problemy z budowaniem tożsamości, zaburzenia odżywiania. A w życiu dorosłym - problemy z budowaniem relacji partnerskich, brak satysfakcji z pracy.
Brak satysfakcji z pracy?
- Tak. Nawet jeśli na szkoleniach dowiemy się, jak budować poczucie własnej wartości, to zanim przypomnimy sobie wszystkie zasady, w pierwszym odruchu nasz mózg przywoła to, czego nauczyli nas rodzice. Oczywiście da się wdrożyć nowe zachowania, ale to wymaga pracy.
Rzadko jest tak, że ktoś przychodzi do psychologa i mówi: "Mój tata mnie źle traktował" albo "Moja mama mnie krzywdziła". Najczęściej pacjenci przychodzą i mówią: "Nic mi w życiu nie wychodzi", "Mam problem z szefem", "Mój kolejny związek się rozpadł, a ja nie wiem dlaczego". To jest często efekt tego, co zaczęło się dawno temu w dzieciństwie.
A czy można wyposażyć dziecko w zestaw umiejętności reagowania na przemoc emocjonalną ze strony rówieśników lub nauczycieli?
- Podstawą jest poczucie, że jest się ważnym dla rodzica, że rodzic zna potrzeby dziecka, akceptuje je, słucha dziecka, nie śmieje się z niego, nie ignoruje go. I nie chodzi o to, że mamy nie stawiać dzieciom granic albo nie oceniać ich zachowania. Mamy jednak oceniać zachowanie, a nie dziecko.
Co to znaczy oceniać zachowanie, a nie dziecko?
- Przykładem niech będzie pospolite wyrażenie: "jesteś niegrzeczny". Zacznijmy od tego, że dziecko przez długi czas nie ma pojęcia, co to znaczy być grzecznym. Kiedy mówimy: "jesteś niegrzeczny", dziecko nie wie, co ma robić, żeby było dobrze. Ale jak powiemy: "Nie podoba mi się, kiedy rzucasz zabawką w brata", nie komunikujemy mu, że jest złym bratem czy złym człowiekiem, tylko mówimy, że to konkretne zachowanie jest złe.
Powinniśmy powiedzieć dziecku, w jaki sposób może zmienić swoje zachowanie?
- Jak najbardziej. Im jest młodsze, tym lepiej to na nie zadziała. Warto dać alternatywę, czyli powiedzieć: "Nie zgadzam się na rzucanie zabawką w brata, ale możesz nią rzucać do celu. Tutaj jest pudełko. Spróbuj tam trafić". Większość dzieci chętnie w to wejdzie. Zakładając, że nie ma akurat wybuchu złości, co może skomplikować sprawę (śmiech ).
Wspomniała pani, że rodzic powinien widzieć swoje dziecko. Co to znaczy?
- Wydaje nam się, że aby dziecko mogło zbudować poczucie własnej wartości, trzeba je ciągle chwalić. I rzeczywiście, chwalenie jest niezwykle ważne. Natomiast nie chodzi o to, by chwalić za rzeczy oczywiste, takie, które dziecko już dawno potrafi, albo w wykonanie których nie włożyło żadnego wysiłku. Podstawą budowania poczucia własnej wartości jest widzenie dziecka, czyli zauważanie tego, co ono robi.
Dziecko nie oczekuje, że za każdym razem, gdy coś narysuje, usłyszy: "O, jaki piękny rysunek! Cudowny!", tylko że powiemy: "Narysowałaś rysunek. Widzę tu domek i słoneczko. Użyłaś różnych kredek". W tej drugiej wypowiedzi opisałam tylko to, co widzę, ale to jest wszystko, czego dziecko potrzebuje.
Jest jeszcze kwestia nadmiernych oczekiwań versus wyręczanie dziecka.
Co ma pani na myśli?
- Jeśli mam zbyt duże oczekiwania wobec dziecka, to jest to jakiś rodzaj krzywdzenia. Na przykład wymagam od trzylatka, by sam wiązał buty, choć z rozwojowego punktu widzenia jest to niemożliwe. Tyle że to dziecko tego nie wie, więc próbuje spełnić oczekiwanie ze strony rodzica. Z drugiej strony, jeśli dwunastolatkowi wiążę buty, to również jest to zachowanie nieadekwatne, bo wysyłam komunikat: "Nie zrobisz tego tak dobrze, jak ja. Nie dasz rady." Rodzice są często zdziwieni, kiedy to słyszą. Mówią: "przecież mu pomagam".
Czyli o przemocy możemy mówić także w przypadku dobrych intencji?
- Jak najbardziej. Z krzywdzeniem emocjonalnym często będzie tak, że osoba, która krzywdzi, chce dobrze. Podejrzewam, że ta pani z pociągu też chciała dobrze. Chciała, żeby dziecko dostało dobrą ocenę. Nie widzi, jak jej zachowanie wpływa na córkę, jaki efekt będzie miało w przyszłości. A nadmierne oczekiwania wobec dziecka sprawiają, że jest ono pełne napięcia, nie czuje się bezpiecznie. Nie czuje akceptacji. Ciągle słyszy: "To za mało".
Tak jakby rodzice mówili mu: "Nie jesteś dla mnie wystarczająco dobry"?
- Dokładnie. Dziecko słyszy: "Zrób coś więcej, wtedy może powiem, że jest dobrze". I dziecko to robi, stara się. Niektórzy starają się tak do śmierci rodziców i nigdy nie usłyszą, że jest dobrze. Często nawet gdy rodziców już nie ma, sami dla siebie stają się takimi wymagającymi rodzicami i ciągle są niezadowoleni z efektów swojego działania.
Powtarzanie dziecku: "Ty się nigdy nie nauczysz matematyki" jest już formą przemocy emocjonalnej?
- Mam opór przed nazywaniem tego zachowania w ten sposób. Nie chciałabym, żeby nasza rozmowa spowodowała, że jakiś rodzic poczuje się na tyle winny, że zamiast pracować nad sobą, odda swoje złe emocje dziecku.
Skąd zatem wiadomo, gdzie leży granica? Kiedy możemy mówić o przemocy emocjonalnej?
- Trudno jest postawić linię i powiedzieć: dotąd jest OK, a odtąd już nie jest OK. Ta niejasność towarzyszy także profesjonalistom, badaczom i myślę, że również rodzicom. Na podstawie doświadczeń z gabinetu mogę powiedzieć, że rodzice mają coraz większą świadomość, że słowa ranią. Choć na pewno wiedza dotycząca skutków, jakie wywołuje krzywdzenie fizyczne, jest dużo większa.
Generalnie polskie prawo mówi, że każdy obywatel ma obowiązek zgłoszenia służbom sytuacji, w której zagrożone jest dobro dziecka. Jeśli mamy bardzo duże przekonanie, że dziecku dzieje się krzywda, widzimy, że nie jest bezpieczne, i mówię tu o każdej formie przemocy, powinniśmy reagować.
Gdzie możemy zgłosić zachowanie przemocowe?
- Na przykład do opieki społecznej, do sądu rodzinnego - zarówno w formie imiennej, jak i anonimowo. Można to zrobić za pośrednictwem przedszkola lub szkoły, do której chodzi dziecko. Można również zgłosić swoje obserwacje dzielnicowemu. Warto wspomnieć o telefonie dla rodziców i nauczycieli w sprawie bezpieczeństwa dzieci: 800 100 100. Pod tym numerem można też uzyskać wskazówki, jak postępować w sytuacji, w której zagrożone jest dziecko.
A gdzie samo dziecko może poszukać wsparcia?
- W szkole powinien funkcjonować psycholog, i to jest osoba, do której dziecko może się udać. Taką osobą może być każdy nauczyciel, do którego ma zaufanie, bliski członek rodziny, rodzice przyjaciela lub przyjaciółki. Jeśli nikt w najbliższym otoczeniu nie sprawia, że dziecko ma ochotę poprosić o pomoc, może skorzystać z bezpłatnego telefonu zaufania. Mamy w Polsce telefon zaufania dla dzieci i młodzieży: 116 111. Działa przez cały tydzień w godzinach od 12.00 do 22.00. Istnieje również Dziecięcy Telefon Zaufania Rzecznika Praw Dziecka: 800 12 12 12, który jest czynny od poniedziałku do piątku w godzinach od 8.15 do 20.00. Każdy, kto zadzwoni po godzinie 20.00 lub w dni wolne od pracy może przedstawić swój problem i zostawić numer kontaktowy.
Wracając jeszcze do mamy w pociągu - gdyby ktoś obcy dał jej wsparcie i powiedział "Czuję, że ma pani dziś gorszy dzień, ale na pewno jest pani dobrą matką", to by jej pomogło?
- Powiedzenie: "Widzę, że ma pani gorszy dzień" mogłoby spowodować atak. Mogłaby odpowiedzieć: "A właśnie, że nie mam! O co pani chodzi?". Ale gdyby powiedzieć: "Kiedyś pomagałam siostrze w zadaniu domowym, nie jest łatwo. Może chciałaby pani, żebym w czymś pomogła?", to mogłoby zadziałać. Chodzi o odniesienie się do naszych prawdziwych doświadczeń, empatyzowanie z tą osobą.
W psychologii pozytywnej funkcjonuje symbol wiaderka, pojawia się on również w książeczkach dla dzieci. Wszyscy idziemy z takim wiaderkiem przez życie. Każdy napotkany człowiek może nam wlać do niego coś miłego albo my możemy uzupełnić jego wiaderko zawartością naszego. Ale jeśli nasze wiaderko jest puste, nie mamy ani z czego czerpać, ani nie możemy się z nikim dobrem podzielić. Brakuje nam zasobów. Czasami więc proste pytanie: "Czy mogę jakoś pomóc?" może okazać się tym dobrym paliwem, którego zabrakło.
Weronika Dzierżawa-Nalewajska. Psycholog, psychoterapeutka. W gabinecie spotyka się z dziećmi, młodzieżą i rodzinami. Od lat współpracuje również z przedszkolami, gdzie wspiera dzieci, rodziców i kadrę.
Anna Sulińska. Absolwentka socjologii na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu oraz Polskiej Szkoły Reportażu. Stypendystka Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Publikowała w "Wysokich Obcasach" i "Dużym Formacie". W 2016 roku nakładem wydawnictwa Czarne ukazała się jej debiutancka książka "Wniebowzięte. O stewardesach w PRL-u".