To był dzień! Sejm miał się zacząć o 12:00, jednak protest opozycji na sali plenarnej trwał. Po wielu godzinach oczekiwania posiedzenie odbyło się... w Sali Kolumnowej i trwało zaledwie kilka minut, ale wystarczająco długo, żeby marszałek zarządził przerwę w obradach. Równolegle Senat przyjął budżet, który rządząca większość nazywa legalnym, a opozycja nielegalnym. Na koniec dnia wyszedł szef PiS i powiedział dziennikarzom, że blokująca Sejm opozycja - a właściwie już tylko Platforma - działa nielegalnie. Kto jest zwycięzcą tego pierwszego starcia politycznego w nowym roku?
Michał Gostkiewicz: Kto tu kogo ograł?
Prof. Norbert Maliszewski: - Jarosław Kaczyński rozegrał opozycję. Na długi czas ją podzielił. To, co się stało wczoraj, to konsekwencja poprzednich dni, gdy Ryszard Petru chciał przejść do ofensywy i popełnił błąd. Usiadł do rozmów z Kaczyńskim sam. A jedyny sens rozmowy z partią rządzącą jest wtedy, gdy rozmawia z nią zjednoczona opozycja.
Wczoraj jej nie było.
- Grzegorz Schetyna wykorzystał okazję. Pokazał, ze jego partia jest jedyną "prawdziwą" opozycją. Ustawił się na pozycjach totalnie antypisowskich. Nowoczesna z kolei nie okupowała dalej Sejmu. Triumfuje PiS, bo Kaczyński ma przeciw sobie podzielonych przeciwników. To ma ogromne znaczenie na lata. Teraz jedyną szansą na odzyskanie władzy przez opozycję, w sytuacji, gdy dwaj najsilniejsi gracze nie mają, jak Schetyna, charyzmy, lub, jak Petru, doświadczenia - będzie drużynowe przejęcie władzy.
I tej drużyny nie ma.
- Nie. Pewnie będą hasła typu "działajmy wspólnie". Hasła i tyle. Na dzień dzisiejszy opozycja jest rozegrana. Tyle że kryzys się nie skończył.
Co dalej?
- PiS zostawi pole PO i Nowoczesnej, żeby się nawzajem wybiły. Te partie miały trzy tygodnie na wymyślenie, jak ten protest wspólnie kontynuować. A zajmowały się tym, kto jest w opozycji liderem. Kaczyński umiejętnie to rozgrywa i ośmiesza kolejnych pretendentów do tej roli. Tym razem Petru nie zrozumiał gry, chciał ograć Schetynę i się ośmieszył.
A PiS spokojnie obradował w Sali Kolumnowej. Przez chwilę - tyle, żeby zacząć kolejne posiedzenie, czyli niejako przyklepać to, co przeszło na ostatnim. Czyli, według obozu władzy, legalny budżet. Oczy wszystkich były skierowane na Sejm. A kluczowy okazał się Senat, który ten budżet przyjął.
- I tu właśnie wyszedł brak doświadczenia i brak pomysłów opozycji. Trzeba było pamiętać, że Senat ma 20 dni na poprawki. Inaczej ustawa wędruje prosto na biurko prezydenta. Senat mógł wczoraj głosować poprawki - to mogło przedłużyć proces przyjmowania budżetu. Ale linia PO i Nowoczesnej była taka, że budżet jest nielegalny i na głosowanie poprawek nie ma zgody. No to większość rządząca go klepnęła bez poprawek i w efekcie mamy sytuację, w której opozycja musi przekonać opinię publiczną, że jej protest dalej ma sens. Oczywiście wyborców liberalnych, którym bliska jest demokracja, przekonywać nie musi. Ale ogół jest zmęczony tą walką.
Mówi pan, że PiS dziś wygrał. W dłuższej perspektywie też?
- To jest inny poziom tego sporu. Kaczyński obiecał odbudowę instytucji państwa. Zmianę jakościową. To trafiło do konserwatywnych wyborców. Ale dziś nie dostali komunikatu o tym, że instytucje są stabilne i państwo też. Dostali co najwyżej przekaz, że prezes PiS jest sprawnym graczem. Ale podział pozostał i jest głęboki, bardzo głęboki. Gdyby to obserwowała osoba spoza polskiej polityki, to by stwierdziła, że to, co się stało, to jest absurd. Nic się nie zmieniło. Nie ma kompromisu, jest odraczane posiedzenie Sejmu, protest opozycji trwa. I można odnieść wrażenie, że dobrej zmiany, tam gdzie miała być, nie widać.
Ruszył nowy sezon polityczny, a za nami już pierwsze starcie...
- Niestety czeka nas ciągłe zarządzenie kryzysem. Ten spór jest tak silny, emocjonalny i symboliczny, że nie ma miejsca na traktowanie z szacunkiem przeciwnika i jego zdania. I nie ma mechanizmów, które sprawiłyby, że wyborcy zaczęliby gremialnie traktować tę sytuację jako zagrożenie dla powagi państwa i jego instytucji.
Na początku naszej rozmowy powiedział pan, że dziś w Polsce negocjacje z władzą mają sens tylko wtedy, gdy opozycja jest zjednoczona. W normalnej demokracji każde negocjacje każdej partii z władzą mają sens. Skoro u nas nie, to gdzie my jesteśmy?
- Mamy dziś specyficzne warunki uprawiania polityki. Skoro rozwiązania merytoryczne mają coraz mniejsze znaczenie, to nabierają tego znaczenia rozwiązania tożsamościowe, ideologiczne. Kaczyński wie doskonale, że większość społeczeństwa nie poparła PiS. I podsyca konflikty. To, co może zrobić opozycja, to pozyskać poparcie suwerena - opinii publicznej. Organizować protesty. Jak pokazuje przykład ustawy antyaborcyjnej - jeżeli wszyscy zjednoczą się pod jedną ideą, to władza się wycofa.
Prof. Norbert Maliszewski. Specjalista ds. marketingu politycznego, psycholog społeczny, publicysta, wykładowca, komentator polityczny. Profesor nadzwyczajny w Instytucie Psychologii Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, kierownik Katedry Psychologii Społecznej UKSW. Autor, współautor i redaktor kilkudziesięciu publikacji naukowych.
Michał Gostkiewicz. Dziennikarz magazynu Weekend.Gazeta.pl. Wcześniej dziennikarz newsowy portalu Gazeta.pl, dziennikarz działu zagranicznego "Dziennika" i działu społecznego "Newsweeka". Stypendysta programu Murrow Program for Journalists (IVLP) Departamentu Stanu USA. Robi wywiady, pisze o polityce zagranicznej i fotografii. Prowadzi bloga Realpolitik , bywa na Twitterze .