Kadr z filmu ''Komunia''

Kadr z filmu ''Komunia'' (fot. materiały prasowe)

psychologia

Psychoterapeutka: Kiedy matka zostawia dziecko, najłatwiej powiedzieć, że to okrutna kobieta. A może to kobieta opuszczona?

Matka opuszcza rodzinę. Znajduje nowego partnera i ma z nim malutkie dziecko. Jej 14-letnia córka z pierwszego związku, Ola, przejmuje opiekę nad porzuconym domem, w tym młodszym, autystycznym bratem, którego przygotowuje do komunii. Na ojca nie może liczyć, bo ten ma problemy z alkoholem i kuratora na głowie. To autentyczna historia pokazana w filmie dokumentalnym Anny Zameckiej ?Komunia?. O problemach przedstawionej w nim rodziny rozmawiamy z dr n. med. Magdaleną Namysłowską, psychiatrą i psychoterapeutką.

Co uniwersalnego jest w tej opowieści?

- Myślę, że po pierwsze samotność, która w filmie podkreślona jest czterema grubymi kreskami, a po drugie niezrozumienie, wynikające z braku dialogu. W tej rodzinie nie ma rozmów międzypokoleniowych, nie rozmawiają też ze sobą rodzice ani rodzeństwo. Wszyscy są tu sami  ze swoimi monologami. Gdyby chcieć to zwizualizować, to każdy w tym domu mówi we własnym monokanale, nie słysząc pozostałych. I żyje w oddzielnym świecie.

Bardzo wyraźnie widać to w scenie, w której Ola rozmawia z mamą przez telefon. Obydwie mówią na inne tematy. Ola o przygotowaniach do komunii brata, a jej matka o rosole, który ugotowała dla swojego najmłodszego, przeziębionego dziecka. Zupełnie się nie słyszą.

- To prawda, ale spójrzmy na tę scenę z innej perspektywy. Gdybyśmy rozłączyły ich dialog i posłuchały każdej z osobna, to usłyszymy, że obie mówią o czymś bardzo ważnym dla siebie. Ola o komunii, która będzie okazją do spotkania z mamą, a jej matka o chorym dziecku, o które chce się zatroszczyć.

Kadr z filmu ''Komunia'' (fot. materiały prasowe) Kadr z filmu ''Komunia'' (fot. materiały prasowe)

Mam wrażenie, że mama Oli, mówiąc o rosole i o opiece nad najmłodszym dzieckiem, w symboliczny i zapewne nieświadomy sposób chce powiedzieć córce, że nie jest złą matką, ale też że nie jest już w stanie być z dawną rodziną. Znam tylko fragment historii jej życia, wiem tylko tyle, ile zostało pokazane w filmie. A może być tak, że ta kobieta jest w strasznie trudnej sytuacji, bo kiedyś podjęła decyzję o odejściu i wie, że nie jest już w stanie wrócić. Może czuje, że to by było na siłę i tylko na chwilę, i przyniosłoby jeszcze więcej bólu.

Co kieruje rodzicami, w tym wypadku matką, która opuszcza - dosłownie albo emocjonalnie - własne dziecko?

- Tak naprawdę nie wiemy, dlaczego ta kobieta odeszła od swoich dzieci. Powody mogą być znacznie bardziej złożone, niż nam się w pierwszej chwili wydaje. Pokutują w nas silnie przekonania, że każda matka powinna się cieszyć z faktu, że urodziła dziecko i niedopuszczalnym jest, żeby je zostawiła. A kiedy tak się dzieje, to najłatwiej powiedzieć,  że to okrutna kobieta. A może to była strasznie opuszczona kobieta? Może już kompletnie nie mogła sobie wyobrazić dalszego życia z pierwszym mężem, który zdecydowanie nadużywał alkoholu? Może w tej rodzinie doszło do takich dramatów, które spowodowały, że nie mogła się w niej odnaleźć? Jestem też bardzo ciekawa, czy ktoś z opieki społecznej wytłumaczył rodzicom i Oli, czym jest autyzm i z jakimi problemami będą musieli się zmierzyć, mając chorego syna i brata? A szalenie trudno jest się pogodzić z narodzinami dziecka, z którym nie można nawiązać kontaktu emocjonalnego.

Wielokrotnie spotykałam się w pracy z dramatem kobiet, które zostają matkami, a potem zupełnie nie potrafią się w tej roli odnaleźć i nie mają żadnych szans, żeby rozmawiać o tym z bliskimi. W macierzyństwie czasami bywa przecież bardzo trudno i nie dla wszystkich kobiet musi to być naturalna rola, choć taki stereotyp pokutuje. Z niego bierze się znacznie większe przyzwolenie w społeczeństwie na to, żeby mężczyźni odchodzili od rodziny, a kiedy to kobieta ją opuszcza, spada na nią potępienie.

Kadr z filmu ''Komunia'' (fot. materiały prasowe) Kadr z filmu ''Komunia'' (fot. materiały prasowe)

Jest jeszcze jedna ważna rzecz. Bardzo często trauma opuszczenia, zarówno dosłownego, jak i emocjonalnego, jest transgeneracyjna, czyli przenosi się z pokolenia na pokolenie. Być może mama Oli, kiedy sama była dzieckiem, też czuła się kompletnie niewidziana i niesłyszana przez swoich rodziców?

O dzieciństwie mamy Oli dowiadujemy się z archiwalnego nagrania video. To zarejestrowany dzień jej własnej komunii.

- Tak, i proszę zwrócić uwagę, co się w tej scenie dzieje. Małą Magdę, czyli mamę Oli, nagrywa na video ojciec. Nie widzimy go, ale słyszymy, jak zwraca się do córki. Dziewczynka wkłada sukienkę i nie może poradzić sobie z zapięciem suwaka. W pewnym momencie kamera rejestruje wejście do pokoju matki, która zabiera coś i od razu wychodzi.

Nie pomaga córce.

- Nawet nie zwraca na nią uwagi. A pomoc w zapięciu tej sukienki byłaby małym, ale ważnym gestem. Nie mówię już o tym, żeby siedzieć i patrzeć, wspólnie przeżywać. W tej jednej scenie pokazane jest, że matka Oli została opuszczona w ważnym dla siebie momencie. Więc być może była tak samo zaniedbaną, pozostawioną samą sobie dziewczynką, jaką stała się później Ola, jej własna córka.

Ola jest niezauważana przez własnych rodziców, a ona sama ignoruje brata. Widać to w scenie, kiedy siedzi w fotelu i czyta, a Nikodem, stojąc nad nią, rozpaczliwie prosi o uwagę, mówiąc, że nie jest powietrzem, bo przecież ma ręce i nogi. Ola - nawet na niego nie patrząc - odpowiada pytaniem: "Czy ktoś coś mówił, czy to powietrze znowu huczy?". I wywołuje tym rozpacz chłopca.

- To jest rzeczywiście wstrząsająca scena, tym bardziej że okazywanie emocji jest jedną z najtrudniejszych rzeczy dla osób z autyzmem, a Nikodem, mimo wielkich trudności, potrafi je wyrazić, co jest zadziwiające przy tak głęboko rozwiniętej chorobie. Mam też przypuszczenie, że funkcjonowałby lepiej, gdyby żył w spójnej, troszczącej się o siebie i rozmawiającej ze sobą rodzinie.

Kadr z filmu ''Komunia'' (fot. materiały prasowe) Kadr z filmu ''Komunia'' (fot. materiały prasowe)

W filmie jest jeszcze jedna scena, która pokazuje tę "niewidzialność" członków rodziny: matka Oli skręca łóżeczko dla najmłodszego dziecka, kompletnie ignorując starszego syna. Kamerze udało się uchwycić wielki smutek w jego oczach. Można się oczywiście zastanawiać, czy matka go odrzuciła, bo doświadczyła tak wielkiego rozczarowania, że urodził się chory i nie umiała się z tym pogodzić? Czy może od początku ta rodzina była tak dysfunkcyjna, że żadna więź rodzinna nie mogła się w niej zrodzić?

Często pani słyszy od swoich pacjentów o poczuciu bycia niezauważanym i niesłyszanym w rodzinie?

- Wielu mówi o doświadczaniu cichych dni w swoich rodzinach, a ignorowanie, niepodejmowanie dialogu, niezauważanie to jedna z bardziej dotkliwych kar, z którą bardzo trudno jest się pogodzić. Milczenie staje się okrutną bronią, bo nie można rozmawiać o tym, co jest trudne. Szczególnie wyraźnie widzę to w pracy z parami przeżywającymi kryzys. Ich związki rozpadają się, bo ludzie nie są w stanie ze sobą rozmawiać. Każde słowo niesie zagrożenie, budzi lęk.

Lęk przed czym?

- Przede wszystkim przed tym, czy zostanie się zauważonym i zaakceptowanym. Człowiek potrzebuje weryfikacji, więc kiedy czuje się "niesłyszany", ogromnie podważa to jego poczucie własnej wartości. Zostaje z mnóstwem pytań. Czy jest dobry w tym, co robi? Czy relacje, jakie nawiązuje, są dobre? Bywa nawet, że poczucie samotności w relacji jest trudniejsze do zniesienia niż nawiązywanie dialogu w sposób agresywny, bo nienawiązywanie żadnego kontaktu, porzucanie, jest przemocą w białych rękawiczkach. Teoretycznie nie ma się do czego przyczepić.

Kadr z filmu ''Komunia'' (fot. materiały prasowe) Kadr z filmu ''Komunia'' (fot. materiały prasowe)

Pozornie wszystko działa, a mimo to gniew narasta. Widać to doskonale w filmie, kiedy patrzy się na Olę, która aż kipi ze złości.

- W samym gniewie nie ma niczego złego, wszyscy się czasem złościmy i to jest naturalne. Ważne jest jednak, żeby móc ten gniew jakoś zaadresować. Ola nie ma takiej możliwości, nie ma komu powiedzieć, dlaczego i na kogo jest zła. Nawet kiedy rozmawia z psychologiem szkolnym, słyszy od niego pytania zamykające. On nie jest zainteresowany tym, jak ona się czuje, czego jej brak, jaki ma kontakt z rówieśnikami. Pyta ją, jak sobie radzi, na co Ola, zgodnie z prawdą, odpowiada, że świetnie. I rzeczywiście, fantastycznie wszystkim zarządza. Pilnuje, żeby brat chodził do szkoły, organizuje jego komunię, sprząta cały dom. A gdyby mogła wyrazić swój gniew w inny sposób niż agresywnymi zachowaniami wobec Nikodema, to miałaby szanse przyjrzeć się samej sobie. Mogłaby zadać sobie pytanie, dlaczego tak się czuje, co przeżywa i czy przypadkiem jej granice nie zostały przekroczone. Niestety, często jest tak, że kiedy mówimy komuś o naszym gniewie, to ludzie biorą go do siebie, nie chcąc słyszeć o jego powodach. Jakby chcieli powiedzieć, że na nich nie można się złościć. A mogliby zapytać, co takiego się stało, że ktoś jest wściekły?

Co może być powodem złości?

- Choćby poczucie bezradności z powodu bardzo trudnej roli, w jakiej ktoś się znalazł. W kontekście filmu myślę oczywiście o Oli, która stała się rodzicem nie tylko dla swojego chorego brata, ale i dla własnych rodziców. Fachowo nazywa się to parentyfikacją. Nawet nie zdajemy sobie sprawy, w jak wielu rodzinach role bywają odwrócone. Dzieci zbyt wiele słyszą od swoich rodziców, stając się ich powiernikami, i też często muszą przejmować opiekę nad rodzeństwem czy domem. Kiedy dorosną, najprawdopodobniej będą bardzo skuteczne w działaniu, ale będą też mieć duże trudności w wyrażaniu swoich emocji i definiowaniu swoich potrzeb, a to utrudni im dbanie o siebie i swoje granice. Na etapie dzieciństwa potrzeby takich osób zostają głęboko wyparte i istnieje prawdopodobieństwo, że w przyszłości, w relacjach z innymi bliskimi, również będą wypierane, co może poskutkować założeniem równie trudnej rodziny, w której nie ma żadnego dialogu.

Czego dzieci nie powinny słyszeć od rodziców?

- Na pewno informacji o partnerach życiowych rodziców. Częściej zwierzają się matki, które opowiadają swoim córkom o perypetiach z ich ojcami, co jest dużym nadużyciem, bo powoduje konflikt lojalnościowy. Wciąganie córki czy syna w koalicję przeciwko drugiemu rodzicowi jest niezwykle obciążające dla dziecka. O sprawach trudnych można, a nawet powinno się rozmawiać z dziećmi, ale na poziomie adekwatnym do ich wieku, bez angażowania w kłopoty małżeńskie. Rodzice, którzy szukają oparcia w swoich dzieciach, to często osoby bardzo samotne w związkach. Jeśli doświadczają w nich opuszczenia, czują lęk i niezrozumienie, często sięgają po dzieci jako nowych partnerów, obsadzając je w zupełnie niewłaściwej dla nich roli. Codzienność takich rodzin opiera się na wykonywaniu zadań, zdobywaniu osiągnięć, przechodzeniu przez pewne rytuały, jak choćby komunia, ale bez głębszego ich przeżywania i wspólnego bycia. A ta niemożność przeżywania i bycia ze sobą wydaje mi się uniwersalną trudnością wielu osób. Nawet ci ludzie, którzy formalnie mają rodziny, bywają w nich bardzo samotni, bo nie mogą powiedzieć o swoich trudnościach, rozczarowaniach, pragnieniach. Gdyby ludzie umieli nie brać do siebie pretensji czy żalu, który wyrażają ich bliscy, i byliby w stanie otworzyć się na nich,  wysłuchać ich, to myślę, że wiele rodzin byłoby dużo bardziej szczęśliwych.

(fot. materiały prasowe) (fot. materiały prasowe)


Nina Harbuz-Karczmarewicz
. Dziennikarka Polskiego Radia. Reporterka, wydawca, prowadząca audycję psychologiczną "Problem z głowy" w radiowej Jedynce. Publikowała w "National Geographic Traveler" i "Magazynie Coaching". Absolwentka Gender Studies w IBL PAN. W listopadzie została przyjęta na studia w Studium Psychoterapii w Laboratorium Psychoedukacji. Po godzinach, w garażu na Saskiej Kępie, przeprowadza renowację starych mebli. Efekty można oglądać tutaj .

Dr n. med. Magdalena Namysłowska Specjalista psychiatra, certyfikowana psychoterapeutka. Pracowała w Instytucie Psychiatrii i Neurologii oraz w Klinice Chorób Afektywnych w Warszawie. W 2006 r. obroniła doktorat "Obraz relacji małżeńskich osoby chorującej na zaburzenia afektywne i jego współmałżonka". Od 2007 r. związana z Instytutem Psychoimmunologii w Warszawie, a od 2012 r. współzałożycielka Warszawskiego Ośrodka Psychoterapii i Psychiatrii. Od początku pracy zawodowej rozwijała swoje zainteresowania wokół zaburzeń odżywiania oraz zaburzeń depresyjnych. Obecnie zajmuje się terapią indywidualną oraz pracą z parami.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

(fot. Publio.pl)

Komentarze (49)
Zaloguj się
  • Doraso23

    Oceniono 34 razy 18

    A jak facet opuści rodzine to może też jest "opuszczony?? Lewicowe głowy i femi - aktywistki tak walczą o równouprawnienie przecież. Może pani Środa coś napisze , albo inna wariatka "socjolożka i psycholożka".

  • angelus-silesius

    Oceniono 21 razy 13

    Zmajstrowała dwójkę dzieci z pijakiem, po czym je z tym pijakiem zostawia.
    Jestem pod wrażeniem

  • jake210

    Oceniono 57 razy 11

    Wszystkie artykuły w GW o rodzinie czy relacjach damsko-męskich są tak przesiąknięte feministycznymi schematami, że nie da się tego czytać. Czy ktoś tu kiedyś bronił facetów opuszczających kobietę? Nie, bo facet opuszczający dom to zawsze świnia, kobieta opuszczająca dom zapewne czuła się nieszczęśliwa, a facet był świnią że to tego dopuścił...

  • tata.po.30

    Oceniono 2 razy 2

    Smutne, ze pani doktor psychiatra powiela stereotypy na temat osób autystycznych.

  • katja.asd

    Oceniono 12 razy 2

    "okazywanie emocji jest jedną z najtrudniejszych rzeczy dla osób z autyzmem, a Nikodem, mimo wielkich trudności, potrafi je wyrazić, co jest zadziwiające przy tak głęboko rozwiniętej chorobie"
    Droga pani psychoterapeutko! My, autyści, nie jesteśmy chorzy, jesteśmy tylko inni od neurotypowych. Mamy mnóstwo emocji i wyrażamy je. Może robimy to inaczej niż NT, ale robimy. Wystarczy się przyjrzeć. Neurotypowy model nie jest jedynie słuszny.

  • Aldona A

    Oceniono 92 razy 0

    Nie bronię tej kobiety, ale czy gdyby to ojciec opuścił rodzinę to tak byłby zaszczuwany?! Nie sądzę, zaraz by były domniemania, a może żona była suką, a może się z nią ożenił pod naciskiem rodziców itp itd....

  • gazetopolaczek

    Oceniono 46 razy 0

    O Hitlerze też najłatwiej powiedzieć, że to zbrodniarz i morderca milionów. A może to człowiek skrzywdzony? Może miał trudne dzieciństwo? Tzn. na pewno miał, wiemy o tym z dziesiątków publikacji. Nie oceniajmy więc tak pochopnie, spróbujmy najpierw zrozumieć.

  • yokoono23

    Oceniono 15 razy -1

    Nie mogę zrozumieć,zimna obojętna Kobieta (nie interesuje mnie jej przeszłosć)rodzi kolejne Dzieci i je krzywdzi,może to jakas forma sadyzmu,tylko wtedy ona czuje się dowartosciowana?Tylko Dzieci żal.

  • tezmaciej

    Oceniono 13 razy -1

    Komunia - najczęściej padające słowo. I wszystko jasne.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX