(fot. sharpshutter / iStockphoto.com)

wywiad Gazeta.pl

Seksuolożka: Zmorą par jest to, że ludzie ze sobą nie rozmawiają. A bez tego nie ma udanego seksu

Uwielbiam twój dotyk. Wszędzie. Szczególnie jak zaczynasz mnie pieścić, gdy nie jesteśmy sami - mówi Magdalena Boczarska. Aktorka jest jedną z osób, które wzięły udział w kampanii "Kochanie to sztuka", przygotowanej przez Ogólnopolski Program Zdrowia Seksualnego na 40. rocznicę wydania "Sztuki kochania" Michaliny Wisłockiej. Kampania ma zachęcić nas do bardziej otwartych rozmów o seksualności, potrzebach i uczuciach. O tym, jak bardzo jest to ważne, mówi seksuolożka Izabela Jąderek.

W filmikach, przygotowanych w ramach kampanii "Kochanie to sztuka", dostajemy "gotowce", które pokazują, jak mówić o uczuciach, kiedy sprawia nam to trudność, od czego w ogóle zacząć.

- Zacząć jest bardzo trudno. Zwłaszcza jeśli obawiamy się, że ktoś nas nie zrozumie, zareaguje obronnie. Także jeśli ktoś wcześniej nam powtarzał, że nasze potrzeby nie są ważne. Jest taka definicja bliskości, która szalenie mi się podoba: bez lęku mogę powiedzieć o swojej potrzebie, niezależnie od tego, czy ona zostanie zaspokojona, czy nie. I nie zezłoszczę się na partnera czy partnerkę, jeśli tej potrzeby nie zaspokoi. Tak pojmowana intymność jest mi bardzo bliska.


"Kochanie to sztuka" zwraca uwagę na dialog, otwarcie się na drugą osobę. Padają tam za każdym razem kwestie typu: co ty o tym myślisz, kochanie? To taka pierwsza lekcja uczuć?

- Pierwsza lekcja słuchania. Na różnych warsztatach z intymności czy seksualności, ale też na zajęciach z uważności, prosi się obecne osoby, żeby spróbowały usiąść naprzeciwko siebie i przez kilka minut mówiły o tym, co czują. Zadaniem tego drugiego człowieka jest wyłączenie jakiejkolwiek oceny, czyli przyjęcie tego, co ktoś mówi, nie konfrontowanie tych słów z własnymi emocjami czy reakcjami ciała, a raczej przyjrzenie się, co leży u ich źródła. Łatwo jest nam oceniać innych, również ich uczucia czy wybory, trudniej je przyjmować, a już najtrudniej zrozumieć. Bo zazwyczaj mamy potrzebę, by np. zaprzeczyć lub "powiedzieć coś na swoją obronę", zamiast po prostu się otworzyć na to, co ktoś ma do powiedzenia.

Takie lekcje są potrzebne?

- Są potrzebne, bo my w ogóle o intymności nie jesteśmy uczeni. Jesteśmy za to uczeni pewnych postaw, nawet o tym nie wiedząc i potem zastanawiamy się, dlaczego funkcjonujemy w określony sposób. A nawet i to nie, bo zwykle po prostu oczekujemy, że partner się dostosuje.

W psychologii funkcjonuje tzw. teoria przywiązania, bazująca na analizie więzi dziecka z głównym opiekunem, którym jest najczęściej matka. Na bazie badań relacji dziecko - matka zostały wyodrębnione cztery typy więzi: bezpieczna, unikająca, ambiwalentna i zdezorganizowana. Podstawowym czynnikiem, który warunkuje każdy z nich, jest responsywność matki: czy i jak odpowiada na sygnały dziecka, czy jest dostępna, wrażliwa na potrzeby, czy utrzymuje dystans, czy może to dziecko zaniedbuje, karze, czy kieruje uwagę tego dziecka na inne zajęcia czy przedmioty, a sama jest bezradna, labilna, niespójna w reakcjach.

Kluczowa - zdaniem wielu badaczy - dla relacji w dorosłym życiu jest relacje, jaką z dzieckiem stworzyła matka (fot. pixabay.com) Kluczowa - zdaniem wielu badaczy - dla relacji w dorosłym życiu jest relacje, jaką z dzieckiem stworzyła matka (fot. pixabay.com)

Liczne, prowadzone od lat badania wskazują pewną charakterystykę. Osoby z bezpiecznym stylem więzi otwarcie wchodzą w relacje, nie obawiają się odrzucenia, akceptują zachowania partnera, są wyrozumiałe, otwarte na informacje zwrotne, mają przekonanie, że partner jest godny zaufania, chętnie dzielą się intymnymi informacjami, co pogłębia bliskość i tworzy istotę komunikacji. Osoby z lękowym-ambiwalentnym stylem więzi mają niskie zaufanie do partnera, częściej wybuchają agresją, także bierną, i gniewem, zwykle doświadczają zazdrości, mają silny lęk przed porzuceniem, obawiają się o trwałość związku, mają tendencję do częstego obwiniania partnera, deprecjonują go. Styl unikający z kolei to zaprzeczenie stresowym sytuacjom, unikanie komunikacji i konfliktu, często również relacji, z uwagi na przekonanie, że nie jest ona potrzebna. Pojawia się też obawa przed intymnością seksualną, dystans wobec partnera. Styl zdezorganizowany to zwykle niska samoocena, deprecjonowanie siebie, lęk przed porzuceniem.

Jak widzisz, to, w jakich rodzinach funkcjonujemy, jak zachowują się nasi rodzice, może mieć ogromny wpływ na nasze związki, choć wiele osób próbuje się od tego odżegnywać. Języka miłości uczymy się najpierw od naszych rodziców i opiekunów, potem w pierwszych relacjach partnerskich. To nie tylko słowa. To gesty, postawa, codzienny dotyk, spojrzenie, troska. Wypełniamy się treścią, którą czasem trudno przeformułować.

W zdaniach wypowiadanych przez bohaterów kampanii są zupełnie podstawowe kwestie, np. "uwielbiam twój dotyk".

- Bardzo często, kiedy pytam klientów w moim gabinecie "a jakie pani/pan ma potrzeby w związku?", to oni nagle uświadamiają sobie, że nie potrafią tego z siebie wydobyć. Nie umieją nazwać. Albo odzywa się w nich ktoś na kształt cynika, który "takiego ćwiczenia robić nie będzie", a tak naprawdę broni się, bo nie wiadomo, co odkryje. Jeśli coś, czego od lat mu brakuje? Jak wtedy o to poprosić? I co zrobić, jeśli nie będzie szansy, aby to zrealizować?


Miałam taką sytuację kilka dni temu, kiedy poprosiłam kobietę, która do mnie przychodzi, żeby spisała swoje potrzeby. Stwierdziła, że to jest dla niej zupełnie nowe ćwiczenie - a to osoba generalnie bardzo świadoma siebie. Powiedzenie, czego jej brakuje, a czego chciałaby więcej, było dla niej szalenie trudne.

Jeśli jesteśmy uczeni, że mamy cały czas spełniać czyjeś oczekiwania, być, wyglądać, zachowywać się zgodnie z tym, co każą nam rodzice, to potem bardzo łatwo wchodzimy w taki system podporządkowywania się. Nie umiemy nazwać tego, co jest dla nas ważne, co jest naszym fundamentem. Powiem więcej, rozmawiam chociażby ze swoimi studentami, którzy są na psychologii, więc wydawałoby się, że poziom świadomości i rozumienia potrzeb mają nieco większy aniżeli inne osoby. A jednak kiedy proszę ich o wypisanie tego, co jest dla nich ważne, i zdiagnozowanie dla samych siebie źródła tych wartości, to okazuje się, że ich nie znają, i to ćwiczenie jest dla nich zaskoczeniem.

Podstawy są najtrudniejsze?

- Tak. Wydaje się proste, że partner potrzebuje od nas pochwały, docenienia, powiedzenia, że jest ważny, że potrzebuje czułości. Ale właśnie tego nie potrafimy nazwać, zauważyć.

Czasem przychodzą do mnie pary, które są ze sobą w konflikcie. Proponuję im trening, polegający wyłącznie na empatycznym słuchaniu. I to bywa dla nich odkryciem, że mogą siebie słuchać bez oceny.

Jak ktoś nie ma za sobą doświadczenia terapii, bardzo trudno jest mu wyjść samodzielnie z sytuacji konfliktu i zacząć słuchać. A gdy w grę wchodzą jeszcze silne emocje, których nie umiemy dobrze wyrazić, to robi się bałagan.

- Dotykasz sedna. Mówisz o braku samoobserwacji i empatii. Dodaj do tego nieznajomość przyczyn określonych emocji i wybuch gotowy. Młodzi chłopcy są wręcz uczeni, że nie powinni ani okazywać, ani doświadczać emocji. Pozwolenie sobie na smutek, złość, rozczarowanie, gorycz jest kojarzone z zachowaniem niemęskim, zniewieściałym.

W każdym związku ważne jest wzajemne docenianie się i czułość (fot. pixabay.com) W każdym związku ważne jest wzajemne docenianie się i czułość (fot. pixabay.com)

Naprawdę? Żyjemy w XXI wieku i wciąż borykamy się z wizją męskości jako zamknięcia się na uczucia?

- Nie zauważamy tego może na co dzień, zwłaszcza żyjąc w dużym mieście, w otoczeniu osób, które są jakoś do nas podobne, dzielą przekonania, upodobania, sposób bycia. Ale jeśli zderzymy się z innym środowiskiem, okazuje się, że świadome, otwarte i samodzielne myślenie wcale nie jest normą. Zresztą inaczej mówi się o emocjach w teorii. Deklaratywnie zdecydowana większość osób bez trudu uzna, że z łatwością przychodzi im dzielenie się sobą. Ale prawdziwa nauka odbywa się poprzez doświadczenie, w obecności partnera, w którym przeglądamy się jak w lustrze i w którym widać każdą rysę.

Kiedy rozmawiam z mężczyznami przychodzącymi do mnie do gabinetu, to oni w ogóle nie rozpoznają swoich uczuć, żyją w sztucznie wykreowanej wizji męskości jak w kokonie, karmieni archetypem rycerza na białym koniu, który walczy i z opresji ratuje swoją księżniczkę. Dopiero po roku pracy mówią: pani Izo, muszę się pani czymś pochwalić - rozpłakałem się, po raz pierwszy w moim życiu. Dla wielu mężczyzn jest to na pewno wyzwalające. Wcześniej część z nich reaguje agresją, część ucieczką, jeszcze inni - kompulsywnymi zachowaniami. Trudno się temu dziwić, skumulowane napięcie i energia muszą przecież znaleźć ujście.

Kobiety też mają trudności z wyrażaniem uczuć, bo one z kolei są w procesie wychowywania dopasowywane do szablonów odpowiadających mężczyźnie. Mają być wystarczająco seksowne, atrakcyjne fizycznie, nagiąć się do wzorca patriarchalnego. Gdy mówią o swoich potrzebach, zarówno seksualnych, jak i emocjonalnych czy choćby o potrzebie sukcesu, jest to kojarzone z pychą, rozwiązłością, czymś negatywnym i niekobiecym. W naszej kulturze, już od maleńkości, kobiety mają silny wzorzec uległości, braku inicjatywy. Śpiąca królewna ukuła się wrzecionem i czeka na pocałunek księcia - skądinąd dodatkowy element budzącej się seksualności. Królewna Śnieżka zjadła zatrute jabłko i też książę ją budzi, czy w zasadzie rozbudza.

Wielu z nas ma problem z tym jak okazywać i jak zapanować nad emocjami (fot. KatarzynaBialasiewicz / iStockphoto.com) Wielu z nas ma problem z tym jak okazywać i jak zapanować nad emocjami (fot. KatarzynaBialasiewicz / iStockphoto.com)

Jeśli nie potrafimy mówić o czymś tak ważnym jak uczucia - bo one są przecież bardzo istotne dla każdego z nas - to jak w ogóle możemy żyć, funkcjonować? Jakie to rodzi problemy? Z czym do ciebie ludzie przychodzą?

- Związki tworzą się na wielu różnych płaszczyznach i problemy też dotykają rozmaitych sfer, nie tylko seksualności. Podstawowa kwestia jednak zawsze dotyczy nieumiejętności komunikowania się. I o ile łatwiej jest rozwiązać trudności natury seksualnej, o tyle zmorą par, nie tylko polskich, jest to, że ludzie ze sobą nie rozmawiają. Nie mówią o sobie, swoich potrzebach, lękach, o tym, że się czegoś boją, np. rozstania, zdrady. Że czują się niewystarczająco atrakcyjni dla partnera. Chowają się za murem mechanizmów obronnych, zaprzeczeń, ułudy, zniekształconych wizji relacji, zazdrością, milczeniem.

Trudno jest rozmawiać o lękach.

- Oczywiście. I nie każdy musi. Są osoby, które tego robić nie chcą. Ja tego nie wartościuję, bo jest wiele związków i wiele potrzeb. Ale jeśli ktoś zauważa, że w związku robi się niewygodnie, to potrzebuje się nauczyć komunikacji i przekraczania własnych granic.

Przychodzi do mnie para, są ze sobą już od ponad 20 lat, i na samym początku związku ustalili zasadę, że nie będą mówili między sobą o tym, co jest źle. Kiedy pojawiał się jakiś problem, po prostu go ignorowali. Uważali, że nie ma sensu o tym mówić.

Co nimi kierowało?

- Mieli poczucie, że dzięki temu będą szczęśliwsi, bo nie będą obciążać się problemami. Jeśli je zignorują, to jednocześnie będzie znaczyć, że trudności nie istnieją. Wychodzili z założenia, że nie ma co mówić o kryzysie, bo doprowadzi to do rozpadu związku.


Kryzys jest faktycznie powodem wielu rozstań. Utrata pracy, choroba czy zwykłe nieporozumienia urastają do ogromnego problemu i sprawiają, że zamiast wspierać naszego partnera, wolimy uciec, poszukać kogoś innego, kto nie będzie balastem.

Łatwo jest nawiązać relację, ale trudniej ją podtrzymać i świadomie budować.

Może dlatego, że w ogóle uciekamy od wszystkiego, co jest dla nas niewygodne?

- Tylko pytanie: dlaczego? I nie mam na myśli tkwienia na siłę w czymś, czego nie chcemy, ale ucieczkę m.in. od tego, na czym nam najbardziej zależy. Boimy się, że niewygodna sytuacja nam zagraża, czy martwimy się, że nie damy wystarczającego wsparcia partnerowi i to powie najwięcej o nas? A może wydaje nam się, że każdy kryzys czy trudność w relacji to coś, co zagraża jej trwałości? I że ona nie jest idealna, zgodna z naszymi przekonaniami? To, czego się boimy, mówi najwięcej o nas. Skąd ten lęk wynika? Co możemy zrobić, żeby związek trwał?

Kryzys pojawi się w każdym związku, nie ma siły. I przyczyn, które go wywołują, jest bardzo wiele. Śmierć rodziców, zmiana miejsca zamieszkania, utrata pracy, ale też awans mogą spowodować lęk u drugiej strony. Partner będzie się obawiać, że nie sprosta oczekiwaniom bliskiej osoby lub że będzie zbyt duża dysproporcja w zarobkach i stanowisku - ma to miejsce np. w związkach heteroseksualnych, kiedy kobieta jest na wyższym stanowisku niż mężczyzna.

Świadomość, że kryzys jest nieunikniony, może wydawać się trochę przygnębiająca.

- Z takim przekonaniem można by było w ogóle nie wchodzić w związki. Przecież nigdy nie wiadomo, czy za rok lub pięć lat nie będziemy dzielić mieszkania na pół. Ważne, co z tym kryzysem zrobimy. Czy wyjdziemy poza ramy swojego lęku i powiemy szczerze o tym, czego się boimy, czy będziemy się zamykać, frustrować i reagować agresją na partnera, dopasowywać go do ramki, która tylko nam się podoba.

Mam klientkę, jest w trakcie robienia doktoratu, zmieniła pracę na lepszą. Jej partner, który miał w tym czasie kłopoty w swojej pracy, był tak niezadowolony, że jemu się nie wiedzie, że cały czas mówił jej, że ona jest do niczego, że jej praca jest nic niewarta. Umniejszał jej poczucie własnej wartości i samoocenę. Trudno jej było zmierzyć się z tym, że doświadcza przemocy emocjonalnej. Bo go kochała i wydawało jej się, że skoro on - kochany człowiek - mówi jej takie rzeczy, to ona na to zasługuje.

Rozmowa i emocjonalna bliskość - to recepta na udany seks (fot. shironosov / iStockphoto.com) Rozmowa i emocjonalna bliskość - to recepta na udany seks (fot. shironosov / iStockphoto.com)

To, co mówisz o komunikacji, rezonuje z tym, co jedna z bohaterek mówi w spocie: "nasz seks jest jak rozmowa". To bardzo fajna metafora zarówno seksu jak i rozmowy, jako obcowania ze sobą, bliskości. To są dwa elementy, które powinny się uzupełniać?

- Intymność emocjonalna i intymność seksualna są ze sobą ściśle związane. Nie ma udanego seksu w długotrwałym związku, jeśli para ze sobą nie rozmawia. Intymności uczymy się poprzez naśladowanie naszych głównych opiekunów, najczęściej rodziców. To oni przekazują nam wzorce kobiecości, męskości, pokazują, czym jest miłość, nagość, ciało. Potem z domu wynosimy akceptację do ciała i otwarcia na reakcje, jakie z niego płyną lub jej brak. Wynosimy też wrażliwość, czułość, szacunek.

Seks średnio, według statystyk, trwa około 14 minut - to tyle co nic. Często odbywa się w pośpiechu, po cichu, czasem przez głowę przebiegają myśli o obowiązkach. Ale też doskonale redukuje napięcie, często jest rozumiany jak barometr stabilności i równowagi w relacji. A zdarza się, że ludzie nawet na siebie nie patrzą podczas tego zbliżenia. Rozmowa seksualna polega na tym, żeby się usłyszeć i poczuć. Do tego potrzebny jest język, autentyczna obecność i uważność.

Akcja "Kochanie to sztuka" ma uczcić 40. rocznicę wydania "Sztuki kochania" Michaliny Wisłockiej. Chyba jako społeczeństwo niewiele się posunęliśmy do przodu w tej dziedzinie od tamtego czasu?

- Jadąc na spotkanie z tobą zastanawiałam się właśnie, czy coś się zmieniło od czasu wydania "Sztuki kochania" w latach 70. Od tego szoku kulturowego, który książka wtedy powodowała - przecież rysunki, na których widać było genitalia, uznano wówczas za pornografię. Mam przekonanie, że zmieniło się bardzo dużo, a z drugiej strony prawie nic. Mamy większy dostęp do wiedzy z zakresu seksuologii, do specjalistów, możemy sporo poczytać na ten temat, seks otacza nas zewsząd. Ale nadal nikt nam nie mówi, jak budować bliskość, czym ona jest, a przede wszystkim nie zachęca nas do doświadczania pasji, przyjemności, spontaniczności, odwagi, ryzyka, podejmowania trudnych decyzji, sprawdzania, jak smakuje zmiana i nowość. Trudniej nam w czasach pośpiechu, działania, dążenia do sukcesu zbudować trwałą, bezpieczną, odpowiedzialną relację, która będzie miała i wystarczająco dobry seks, i związek.


Jaki seks jest wystarczająco dobry?

- Zostało to nawet kiedyś opisane. Seks wystarczająco dobry oddala się od sprawdzania, oceny i  porównywania własnych umiejętności. Bazuje na zaangażowaniu partnerów w szukanie indywidualnych, realistycznych potrzeb wobec seksualności, wzmacnia poczucie odpowiedzialności za swoją seksualność - również w rozumieniu elementów zdrowia seksualnego.

Wiele osób czyta statystyki i próbuje się jakoś względem nich ulokować, sprawdzić, czy mieści się w normie. Praktyka pokazuje jednak, że zaszufladkowanie jest gwarantem wyłącznie pozornego bezpieczeństwa. Seks wystarczająco dobry ma miejsce wtedy, kiedy jest w zgodzie z potrzebami i celami seksualnymi obojga partnerów, którzy tworzą coś na kształt charakterystycznego wyłącznie dla nich języka miłości i erotyki. Dają sobie fundamenty takie jak niezaborczą czułość, akceptację, empatię i otwarcie na rozmowę - również o rozczarowaniach i niepowodzeniach.

SPRAWDŹ: Książka w formie ebooka jest dostępna w Publio.pl >>


Izabela Jąderek.
Psycholog specjalizująca się w seksuologii, edukatorka seksualna, wykładowca i doktorantka w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej. Na co dzień prowadzi prywatny gabinet w Warszawie, współpracuje z organizacjami pozarządowymi (Fundacja Promocji Zdrowia Seksualnego, Fundacja Trans-Fuzja, Stowarzyszenie Akceptacja), zajmującymi się upowszechnianiem wiedzy z dziedziny zdrowia psychicznego i seksualnego, a także wszechstronnym wspieraniem osób narażonych na wykluczenia społeczne. Prowadzi też własną stronę internetową - www.izabelajaderek.pl

Katarzyna Nowakowska. Redaktor naczelna serwisu Foch.pl. Jest założycielką (nie)oficjalnego kultu Davida Bowie i współtwórczynią "Bachora". Dla niepoznaki za dnia pisze kulturalne teksty ("Dziennik Gazeta Prawna"), a nocą wyżywa się w internetach.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

(fot. Publio.pl)

Komentarze (97)
Zaloguj się
  • peter_jurgen_boock

    Oceniono 122 razy 70

    1. Unikać jak ognia panien, których matka nie pracowała. Nawet jeśli one same pracują zarobkowo to traktują to jako okres przejściowy. MATKI-POLKI powinny być obecnie tylko nieprzyjemnym wspomnieniem, pracujmy nad tym... :P Z moich znajomych, które miały takie warunki rodzinne tylko jedna ma inną filozofię życia, reszta marzy o byciu "meduzą", spa na koszt męża i pstrykaniu w TV. Co do pożycia, to jak łatwo się domyślić, jest ono tylko narzędziem do osiągnięcia celu.

    2. Zorientuj się najzwyczajniej w świecie czy partnerka/kandydatka jest zdrowa. Unikaj jak ognia kobiet ponadprzeciętnie często chodzących po lekarzach, hipochondryczek, w tym wychudzonych okularnic o wyglądzie "pani z biblioteki", unikających jakiegokolwiek wysiłku fizycznego. Tu wyjątkowo wyraźnie objawi się problem z libido, szczególnie po urodzeniu dziecka. Trudno się tym paniom dziwić i mieć pretensje, ale w końcu to nie ty musisz się z nimi męczyć, prawda?

    3. Potężna ilość kobiet w Polsce jak ognia chce uniknąć staropanieństwa, czują się zerem jeśli są same, to wynika z kompleksów, słabej psychiki, z tego, że faktycznie są osobami dość durnymi, nieciekawymi, nie wiedzą co same ze sobą mają zrobić i sądzą, że ich pustkę życiową i umysłową zakończy związek. Postaraj się dowiedzieć coś o poprzednich związkach twojego obiektu zainteresowań, dobrze jest nie robić sobie nadziei względem kobiet, które w przeszłości miały tylko uległych, nieciekawych partnerów. Wiele kobiet musi "kogoś mieć", bo nie chcą być postrzegane jako samotne, to jedyna motywacja, taki typek służy im do odwożenia na- i z imprez, noszenia torby z zakupami, czy odbierania z pracy. Stawia je w komfortowej sytuacji, bo najczęściej z racji sparowania nie są zaczepiane przez innych i nie ciągną się za nimi komentarze jakich doznają singielki. To główna motywacja.

    4. Oczywiście ważna jest też religijność danej osoby, żadnych "oazówek" itp. Po urodzeniu zaplanowanej ilości dzieci będziesz mógł sobie związać na supełek, albo chodzić na lewiznę.

    5. Absolutnie żadnych dziewic powyżej 22 roku życia. Jeśli kobieta ma 22 lub więcej i nie posiada widocznych niedostatków wizualnych to często kryją się za tym poważne problemy natury emocjonalnej (a może nawet psychiatrycznej), które będą z pewnością miały negatywny wpływ na wasze pożycie.

    6. Obserwuj jak zachowuje się gdy usłyszy sprośny dowcip, gdy np sytuacja wymaga wypowiedzenia się o częściach intymnych (bez podtekstów, może chodzić o sprawy medyczne, o dzieło sztuki etc). Nikt nie każe jej od razu rzucać się w nurt dyskusji i być najbardziej wyzwoloną z całego towarzystwa, ale jeśli czuje się mocno skrępowana, ma problem jak coś nazwać, powiedzieć etc to także nie wróży dobrze.

    7. Jaka jest jej postawa wobec znajomych kobiet, o których wie, że są bardziej wyzwolone, lubią sex. Jest obojętna, czy za plecami komentuje ich prowadzenie się, czy czuje się od nich lepsza i mówi o tym?

    Na koniec, NIGDY NIE ZAPOMINAJ, żeby dbać o siebie, starać się być atrakcyjnym, umysłowo i fizycznie. Nie musisz być 120 kg-owym koksem, wystarczy w miarę wysportowana sylwetka, nie przesadzanie z fajkami i alkoholem, higiena i zadbane ubrania. Jeśli masz wory pod oczami, bebech, niezdrową cerę, twój jedyny fryzjer to maszynką na zero, a rano budzisz wszystkich głośnym pierdem to sorry, nie ma na to mocnych... :-)
    No i staraj się kobiety zainteresować koniecznie czymś innym niż tylko swoją pozycją, potencjałem i zarobkami. Podkreślam, ZAINTERESUJ JE CZYMŚ!!! Bo jeśli powyższe to twój jedyny atut to będziesz ściągał właśnie takie nudne, pazerne, siedzące w domu qrwy nie mające na siebie żadnego sensownego pomysłu. Skoro twój jedyny pomysł na zdobycie i zainteresowanie kobiety to bycie bankomatem to takie właśnie znajdą się w twoim otoczeniu.
    Sam też unikaj kobiet, które nigdy nie uprawiały żadnego sportu, choćby hobbystycznie.
    Uzupełnię post, jeśli mi się coś jeszcze przypomni.

  • milfur

    Oceniono 107 razy 47

    Ważny tekst. Może poprawi nieudane życie seksualne czytelników GW i jej redaktorów.

  • ergosumek

    Oceniono 84 razy 40

    Zmorą par jest to, że ludzie ze sobą nie rozmawiają.
    +++++++++++++++++++++
    Mosze parę słów do mikrofonu?

  • malgorzatagorska

    Oceniono 153 razy 39

    Cytowane i eksponowane przez Wyborczą wyznanie Boczarskiej wyraźnie zalatuje p s y c h o p a t ią. Znamienne, że to psychopatyczne wyznanie, dla części młodzieży mogące wyznaczać wzór zachowań, jest usilnie propagowane nawet na wielkich plakatach na wiatach przystankowych.

    Mój poprzedni komentarz od jakiegoś czasu jest dziwnie nie dostępny i dlatego jeszcze raz zwracam uwagę, że propagowane przez Wyborczą odczucia i zachowania nie zawsze są uznawane za normalne w dotychczasowej kulturze. Zresztą sama autorka powołuje się na potrzebę intymności. Jak sie więc to ma do propagowanego ekshibicjonizmu Boczarskiej?
    Ciekawe, że w gazecie.pl co i raz zdarzają sie niezwykłe moralnie teksty. Na przykład ukazał sie tekst zachęcający do ŁAMANIA ZAKAZÓW z hasłem, że ZAKAZY SA PO TO, ABY JE ŁAMAĆ. Redakcja jako przykład wymienia między innymi przejeżdżanie autem na czerwonym świetle. Albo wychodzenie nago na ulicę. Bo łamanie zakazów jest według Redakcji tak przyjemnie podniecające.

    "Uwielbiam twój dotyk. Wszędzie. SZCZEGÓLNIE jak zaczynasz mnie pieścić, GDY NIE JESTEŚMY SAMI"

    Może ujawnianie i publiczne demonstrowanie tego, że się jest obiektem seksualnym wywołującym silne pożądania, to wyraz kompleksów Boczarskiej ?

  • ergosumek

    Oceniono 119 razy 39

    A bez tego nie ma udanego seksu
    ++++++++++++++++++++++++++
    Tak jest!
    A "to" nazywa się penis długi, a sztywny jak lanca ułańska.

  • ergosumek

    Oceniono 60 razy 38

    Zmorą par jest to, że ludzie ze sobą nie rozmawiają.
    +++++++++++++++++++++++++++++
    A co mówi "reżimowa" telewizja?
    Warto rozmawiać!

  • remislanc

    Oceniono 101 razy 37

    "Seksuolożka podaje receptę. Jest bardzo prosta"

    Nie muszę czytać wypocin seksuolożki, żeby znać odpowiedź: wystarczy SZANOWAĆ partnera i iść w życiu na kompromisy .Wiem to z doświadczenia: 30 lat w udanym związku.
    I rada dla facetów: zawsze myślcie górną główką a nie dolną :):):)

  • asperamanka

    Oceniono 53 razy 31

    Udany seks to podobne temperamenty seksualne obydwojga, a na te ma wpływ sporo czynników, począwszy od wychowania i wpojonego światopoglądu. Plus pasujące do siebie "gabaryty". Jeśli tego nie ma, można się zagadać na śmierć, i rozwiązać problem z nadmiarem gotówki w gabinecie Pani Seksuolożki, a i tak prawdopodobnie skończy się na skoku w bok.

  • magickiller

    Oceniono 56 razy 26

    Mam kumpla który wyszedł za piękną i seksowną kobietę. Miała wówczas 26 lat. Teraz ona ma 33 lata i jest gruba jak beczka, co prawda urodziła dziecko ale to było 3 lata temu. Od tamtej pory nie tylko nie było poprawy, ale też ciągły regres i przybieranie na wadze. Co więcej kobiecina się po prostu obżera i każdy to widzi, zero ruchu i tak dalej. Kolega mówi że ona już absolutnie go nie podnieca, bo jest po prostu brzydka i tłusta.

    Jak się kończą ich rozmowy? Płaczem i wyrzutami że on jej nie akceptuje, nie rozumie, że jest prostakiem co tylko na wygląd patrzy, a przecież ona jest tą samą osobą. Innymi słowy on oczekuje że coś ze sobą zrobi, ona oczekuje przyzwolenia na swoje tycie. Jak mówi kumpel przegadali wiele wieczorów. Ich związek chyli się ku końcowi, i tak trwa jeszcze tylko dzięki temu że jest dziecko. Nie zawsze rozmowa rozwiązuje problemy.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX