Protest przeciw działaniom Barnevernet przed norweską ambasadą w Warszawie

Protest przeciw działaniom Barnevernet przed norweską ambasadą w Warszawie (fot. Franciszek Mazur/AG)

społeczeństwo

Zbrojne ramię norweskiego państwa opiekuńczego. Polscy rodzice kontra Barnevernet

Bergen, Norwegia. 23 października 2014 roku 10-letni Kacper idzie rano do szkoły. Jeszcze przed południem Aldona i Rysiek dostają wezwanie z policji i Barnevernetu. Zarzut: Kacper jest bity przez Ryśka, podobnie jak jego mama.

*Weekend na wakacjach - przypominamy nasze najpopularniejsze teksty*

W 2014 roku norweski urząd ochrony dzieci, Barnevernet, odebrał Polakom co najmniej 34 dzieci. W roku 2015 - kolejne 25. Tyle przypadków zgłosili do konsulatu rodzice. Maciej Czarnecki dotarł do wielu z nich. Do urzędu też. Oto fragment książki "Dzieci Norwegii. O państwie opiekuńczym".

***

(...) W Bergen - gdzie umówiłem się z Aldoną i Ryśkiem, którym Barnevernet zabrał na krótko dziesięcioletniego Kacpra - jak zwykle padało. Rysiek wyjechał po mnie samochodem. - Wziąłeś hotel? A po co? Trzeba było zostać u nas. Źle ci nie będzie! - przywitał mnie mocnym uściskiem dłoni.

Miał około pięćdziesięciu lat, sporo więcej niż Aldona. Zaparkował nieopodal dworca, chyba niezgodnie z przepisami.

- Co za naród! Tu każdy podkabluje. Źle się ustawisz i już dzwoni. Ostatnio podjechałem pod szkołę. "Nie można, to dla rodzin". Ogrodzenie se zróbcie i prywatny parking! (...)

Protest przed ambasada Norwegii w Warszawie przeciwko Barnevernet (fot. Franciszek Mazur/AG)Protest przed ambasada Norwegii w Warszawie przeciwko Barnevernet (fot. Franciszek Mazur/AG)

Rysiek i Aldona poznali się przez internet. Pisali do siebie przez pewien czas, aż w końcu on wsiadł w samochód i przyjechał do niej. Pracowała na farmie w Polsce, raczej w spartańskich warunkach, po ucieczce z domu, gdzie bił ją poprzedni facet - ojciec Kacpra i piętnastoletniej Agaty.

W 2012 roku Aldona przyjechała z dziećmi do Norwegii. Zamieszkali u niego, w ładnym domu z widokiem na zatokę. Kacper sprawiał w szkole problemy. W lutym 2014 roku Barnevernet dostał anonimowy donos, że chłopiec w biały dzień położył się pośrodku jezdni. Aldona tłumaczyła, że chciał popisać się przed kolegami. Dostał psychologa i zajęcia w świetlicy, a ją wysłano na kurs dla rodziców. Wtedy jeszcze rozeszło się po kościach.

Z pisma od Barnevernetu:

"Kacper miał trudności z dostosowaniem się do zasad i do ich przestrzegania. Łatwo ulegał agresji, buntował się, przeklinał i pokazywał palec osobom dorosłym z wyjątkiem jednego wychowawcy".

"Miał też duże problemy z kontaktami w grupie rówieśniczej, wyolbrzymione poczucie własnej wartości i często wdawał się w konflikty. Bywał dominujący i zastraszał uczniów szkoły".

"Chłopiec miał bardzo dobrą koordynację i kontrolę nad swoim ciałem, ale podejmował zachowania ryzykowne i stwarzające zagrożenie, na przykład skakał z pająka do wspinaczki, nie sprawdzając, na jakie podłoże spadnie".

"Dziecko jest bite"

23 października 2014 roku Kacper poszedł rano do szkoły. Jeszcze przed południem Aldona i Rysiek zostali wezwanie z policji i Barnevernetu. Zarzut: Kacper jest bity przez Ryśka, podobnie jak jego mama.

Aldona:

- Mój były mąż miał wyroki za znęcanie się, więc pomyślałam, że im się pomieszało. Ja byłam przesłuchiwana z tłumaczem, ale dziecko pewnie bez.

Rysiek:

- Przyznaję, raz dostał klapsa kapciem. Ale nie żebym go bił! Barnevernet oznajmił, że mam się wyprowadzić, inaczej Kacper nie wróci. Zacząłem drwić: może zabierzecie też jego siostrę? Oni na to, że nie będą dyskutować, bo tłumacz się spieszy. Uniosłem się: a co to, dziecko czy butelka?! Ty masz płacone za to. Masz siedzieć i wyjaśnić.

Aldona tak płakała, że aż przegryzła sobie język.

- Zapytałam: jak Rysiek ma się wyprowadzić? Przecież to wszystko jego. Przekręcili te słowa, że bardziej interesuję się facetem niż dzieckiem.

Protest przeciwko Barnevernet w Melbourne w Australii (fot. Nathan Larkin/Flickr/CC BY-ND 2.0)Protest przeciwko Barnevernet w Melbourne w Australii (fot. Nathan Larkin/Flickr/CC BY-ND 2.0)

Z dokumentów wynika, że miesiąc wcześniej Kacper zdradził nauczycielowi, że jest bity. Psychologowi, który zadzwonił do Barnevernetu dwa dni przed interwencją, chłopiec miał powiedzieć, że ojczym uderzył go kapciem i że już wcześniej został uderzony "co najmniej dziesięć razy" (podczas kolejnej wizyty chłopiec temu zaprzeczył, tłumacząc, że mama i ojczym zabronili mu kłamać). W dniu zabrania Kacper nie chciał rozmawiać z policją. Jedynie "potwierdził, że to, co powiedział w klinice, jest prawdą". Czy miał na myśli pierwsze, czy drugie spotkanie z psychologiem? Tego Barnevernet nie wyjaśnia.

Z uzasadnienia decyzji o zabraniu Kacpra:

"Matka nie traktuje poważnie wypowiedzi Kacpra i nie będzie w stanie zaspokoić potrzeb emocjonalnych dziecka".

"Matka wyglądała na bardziej przejętą sobą i tym, gdzie ewentualnie zamieszka ojczym, niż sytuacją Kacpra".

"Barnevernet uznał, że rodzice najprawdopodobniej zmusili Kacpra do milczenia i że kolejne groźby będą dla niego bardzo krzywdzące".

"Zrobili ze mnie, k***a, terrorystę"

Po powrocie do domu Agata na dwa dni zamknęła się w pokoju. Aldona pytała ją: widziałaś, żeby brat był bity? Kręciła głową. Chcieli, żeby przesłuchał ją Barnevernet, ale stało się to dopiero 5 listopada, już po oddaniu Kacpra. Kacper wrócił w Halloween. Warunek był jeden: Rysiek musi się wyprowadzić.

- Wziąłem torbę, wrzuciłem ubrania i 0,7 litra, i pojechałem do córki, która mieszkała blisko. Zabolało, że zrobili ze mnie, k***a, terrorystę.

Aldona pracowała w pizzerii. Bez Ryśka nie miała z kim zostawić dzieci, więc szybko ściągnęła z Polski koleżankę. Otwierała drzwi, ilekroć zjawiały się pracowniczki Barnevernetu. Sprawdzały, czy nie ma Ryśka. Kacper chował się za sofę i przykrywał kocem. Z czasem, gdy kontrole stały się rzadsze, Rysiek po cichu wrócił.

Aldona:

- Pytałam, kiedy może wrócić oficjalnie. Skierowali mnie do psycholożki. Ta stwierdziła, że postara się to załatwić, bo dobrze mi to zrobi. Zrezygnowałam z psychologa dla Kacpra, bo mu nie ufam. Niedawno miałam spotkanie w szkole. Nasłuchałam się samych złych rzeczy o synu: że bije dzieci, że dusił kolegę, że wykonuje seksualne ruchy. Pewnie zostanę oskarżona o molestowanie. Kacper mówi mi, że dokuczają mu Norwegowie. Wołają za nim: "Śmierdzący Polak!". Ale nie wskaże, kto tak woła. Myślałam, żeby wrócić do Polski, ale co miałabym tam robić?

(...) Wiosną 2016 roku, ponad rok po wizycie w Bergen, odezwałem się do Aldony na Facebooku. Okazało się, że jej obawy się nie sprawdziły. "Moja współpraca z nimi jest w dobrym stopniu" - napisała o Barnevernecie. "Kacperkowi zmienił się wychowawca w szkole i współpraca super, zauważyli nawet, że to norweskie dzieci mu dokuczają pierwsze, gdzie zgłaszałam to wcześniej i mi nie wierzyli. (...) Po całym szoku, który zaistniał, doszłam do siebie po sześciu miesiącach i jestem w stanie z nimi rozmawiać. Najważniejsza jest z nimi rozmowa w spokoju, inaczej jest bardzo ciężko".

Przedszkole w Norwegii (fot. Frogn kommune/Flickr/CC BY_SA 2.0)Przedszkole w Norwegii (fot. Frogn kommune/Flickr/CC BY_SA 2.0)

System kontra ludzie

(...) W Norwegii za przemoc uznaje się nawet klaps czy pociągnięcie za ucho. W Polsce co trzeci obywatel uważa, że "lanie jeszcze nikomu nie zaszkodziło" (sondaż TNS OBOP z 2014 roku). Wszystko to częściowo tłumaczy, dlaczego przeciwko Barnevernetowi najgłośniej protestują imigranci. Wbrew obiegowym opiniom, urząd bynajmniej nie zabiera im więcej dzieci niż Norwegom. W przeliczeniu na tysiąc osób wskaźniki dla obu grup są niemal identyczne (dla Polaków nawet niższe). Ale obie mają różne oczekiwania wobec państwa.

Norwegia wymarzyła sobie system, który nie tylko chroni wszystkie dzieci przed przemocą czy molestowaniem seksualnym, ale czuwa również nad ich rozwojem. Który dostrzega problemy w zarodku i działa prewencyjnie, a nie dopiero po fakcie. To ambitny projekt. Nawet gdyby wprowadzono go w życie idealnie, i tak budziłby wątpliwości obcokrajowców. No bo jak Polak - wychowany w przeświadczeniu, że rodzina to rzecz święta, jakakolwiek by była - miałby zaakceptować stwierdzenie z raportu norweskich ekspertów, że "w najlepszym interesie dziecka jest żyć w warunkach sprzyjających jego rozwojowi, niekoniecznie z rodzicami biologicznymi"?

(...) A tu jeszcze praktyka pozostawia sporo do życzenia. Zaczynają to dostrzegać nawet Norwegowie. W czerwcu 2015 roku ponad stu prawników, psychologów i innych ekspertów zaapelowało w liście do rządu o poprawę funkcjonowania Barnevernetu, wytykając mu "daleko idące błędy w ocenach". Inni eksperci krytykowali później te słowa jako zbyt ostre, ale rząd zaprosił ich na rozmowy i wprowadził kilka zmian. W niektórych sprawach stykałem się błędami w postępowaniu dowodowym, upartym trwaniem przy z góry założonych tezach, niepokojącymi konfliktami interesów, niedbalstwem, naginaniem prawa. O innych problemach opowiadali mi eksperci: kłopoty z tłumaczami, zbyt mała liczba pracowników wobec ogromu zadań, niewystarczające kompetencje. Większość z ponad pięciu tysięcy stu zatrudnionych w gminnych urzędach ma za sobą trzyletnie studia z pracy społecznej lub ochrony dziecka. Niektórzy wykładowcy twierdzą, że należałoby wydłużyć naukę do pięciu lat.

Protest przeciw Barnevernet w Warszawie i okładka Protest przeciw Barnevernet w Warszawie i okładka "Dzieci Norwegii" (fot. Franciszek Mazur/AG/mat. wyd. Czarne)

Zmasowana krytyka Norwegii ze strony imigrantów wynika więc i z różnic kulturowych, i z rzeczywistych błędów pracowników społecznych. Te ostatnie są faktem, aczkolwiek ich skala jest wyolbrzymiana przez media i rodziców, zwłaszcza że Barnevernet nie może się bronić. Do tego wszystkiego dochodzi specyfika norweskiego systemu, który w sprawach o odebranie dziecka niejako ustawia urząd i rodziców po przeciwnych stronach barykady (by zagwarantować prawa tych ostatnich), znacznie rzadziej niż inne kraje przekazuje dzieci krewnym (zwykle trafiają do profesjonalnych rodzin zastępczych) i zwraca je rodzicom po dłuższym czasie (o ile w ogóle to następuje).

Według danych urzędu statystycznego z początku 2016 roku w Norwegii mieszka prawie dziewięćdziesiąt sześć tysięcy Polaków. Prawdopodobnie jest ich znacznie więcej.

Książkę Macieja Czarneckiego "Dzieci Norwegii. O państwie opiekuńczym" ukazała się 5 października nakładem wydawnictwa Czarne.

Maciej Czarnecki. Dziennikarz działu zagranicznego "Gazety Wyborczej". Publikował m.in. w "Dużym Formacie", "Wysokich Obcasach", "Transitions Online", "Tyglu Kultury". Pochodzi z Torunia, gdzie na UMK ukończył antropologię kulturową i prawo.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (403)
Zaloguj się
  • ryszard.borys70

    Oceniono 46 razy -36

    Państwo POLSKIE powinno na to nie pozwalać, bronić swoich małych rodaków, mam nadzieję że teraz powstaną POD ASPICJAMI MINISTERSTWA odpowiednie regulacje prawne, które powstrzymają te szaleństwo

  • patatajmiauhau

    Oceniono 38 razy -24

    A czy te dzieci nie są przez przypadek niebieskookie z blond włosami.
    Uprzedzając głupie kontr-posty oświadczam, że kraje mi się nie pomyliły.

  • saves

    Oceniono 35 razy -19

    W Norwegii dzieci należą do państwa, kierowanego przez lewackich debili (jak ta płacząca ministerzyna, która rozpacza, iż Norwegia nie może przyjąć więcej muslimów, bo po prostu nie ma już gdzie ich upychać). Ale rodzice jeszcze tego nie wiedzą.

  • borys_heinza

    Oceniono 24 razy -14

    Interesuje mnie tylko czy prawdziwy jest fakt, ze osoba, która doniesie, że np. dziecko jest bite - może później zostać rodzicem adopcyjnym. W ten sposób jak ktoś ma ochotę to może sobie wybrać dziecko do adopcji, które mu się spodoba z dowolnej rodziny (najlepiej emigrantów - bo ci często ze słaba znajomością języka maja małe szanse obrony), bo to, że Barnevernet nie wysila się by sprawdzać fakty jest truizmem.

  • supermarjan

    Oceniono 26 razy -14

    szariat wkrótce załątwi sprawę....
    tę i wszystkie inne przy okazji

  • milfur

    Oceniono 19 razy -13

    Typowy faszyzm lewicy.
    U nas tez są tego zwolennicy. Zwłaszcza na czerskiej.

  • mietekkowalski

    Oceniono 27 razy -11

    Ludy południa doprowadzą ich do pionu:)

  • masofrev

    Oceniono 28 razy -10

    Państwo, które wie lepiej od rodziców jak wychowywać dzieci - oto ucieleśniony ideał lewackości...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX