Kiedy Basia była młodą dziewczyną we Wrocławiu - relacjonował amerykański dziennikarz David Margolick - Cyganka powiedziała jej, że będzie bogata i sławna. Kiedy opuszczała Polskę w 1967 r., zapowiadała, że pewnego dnia powróci w rolls-roysie z szoferem. Jak myślisz, co się ze mną stanie? - zapytała kogoś, w rzadkim momencie niepewności, zaraz po przybyciu do Ameryki. Usłyszała odpowiedź: Pani Basiu, proszę się nie obawiać o swoją przyszłość. Z pani uśmiechem zdobędzie pani wszystko*.
Losy Barbary Piaseckiej-Johnson od lat wzbudzały wielkie emocje. Oskarżano ją o zachłanność na dobra materialne, cynizm, krzywoprzysięstwo. Twierdzono, że wychodząc za sędziwego współwłaściciela koncernu Johnson & Johnson, kierowała się wyłącznie chęcią zdobycia jego majątku, który ostatecznie wywalczyła w efekcie głośnego procesu ze swoimi pasierbami. Przy tej okazji zapomina się jednak, że Barbara stworzyła jedną z największych prywatnych kolekcji dzieł sztuki na świecie i przez wiele lat nie szczędziła wydatków na cele charytatywne. Warto też pamiętać, że odziedziczony majątek powiększyła kilkakrotnie, stając się jedną z najbogatszych kobiet świata.
Z Polski do USA**
Barbara była najmłodszym z czworga dzieci Wojciecha i Pelagii Piaseckich, niezamożnych rolników ze Staniewicz w powiecie grodzieńskim. (...) Gdy po wojnie Staniewicze znalazły się w granicach ZSRR, rodzina podzieliła los innych repatriantów i osiedliła się na Ziemiach Odzyskanych. W Zacharzycach pod Wrocławiem Piaseccy objęli niewielkie gospodarstwo, a ojciec pracował dodatkowo na państwowej posadzie.
Basia skończyła szkołę podstawową i średnią we Wrocławiu, uczęszczała też na kursy rolnicze. Nie zamierzała jednak pozostać w Zacharzycach - była zdolna i miała znacznie bardziej ambitne plany. Postanowiła studiować, do czego zresztą skłaniała ją trudna sytuacja domowa.
"Jej matka cierpiała na problemy psychiczne. Miewała halucynacje, zdarzały się napady paranoi i furii, podczas których niejednokrotnie kierowała agresję pod adresem córki, wypominając jej, że była niechcianym dzieckiem. Basia nienawidziła matki, przelewając całą miłość na ojca, zawsze też obawiała się, że matka skrzywdzi Wojciecha w czasie takiego napadu. Zapewne właśnie stąd wzięła się jej słabość do znacznie starszych mężczyzn, którą miała przejawiać w późniejszych latach" - pisał David Margolick w książce "Undue Influence: The Epic Ba,le for the Johnson & Johnson Fortune".
We Wrocławiu studiowała historię sztuki i filozofię, następnie rozpoczęła pracę w miejscowym oddziale Muzeum Narodowego. Urzędnicza pensja nie była zbyt wysoka, ale Barbara mogła obcować wtedy ze sztuką, co było dla niej najważniejsze. Zamierzała też nadal się kształcić, została nawet przyjęta na studia doktoranckie. Ostatecznie jednak z nich zrezygnowała i postanowiła wyjechać do Włoch. (...)
W Rzymie zamieszkała w pensjonacie prowadzonym przez Wojciecha Wyszyńskiego, krewnego prymasa Polski. Podobno planowała rozpocząć starania o stypendium watykańskie, co umożliwiłoby jej studia na uniwersytecie w Rzymie, jednak po raz kolejny zmieniła zdanie i zdecydowała się na wyjazd do USA. (...) Według ogólnie przyjętej wersji chciała podjąć naukę na jednym z amerykańskich uniwersytetów i postawiła wszystko na jedną kartę. W Nowym Jorku miała pojawić się z kwotą 100 dolarów w kieszeni i nie znając w ogóle angielskiego.
Zupełnie inną wersję wypadków przedstawił natomiast brat Barbary podczas rozmów z SB. Grzegorz Piasecki wprawdzie nie współpracował ze służbami, ale jako osoba wyjeżdżająca za żelazną kurtynę był czasami "proszony" na odpowiednie "konsultacje". "Do USA chciała [...] pojechać, gdyż przypuszczała [...], że otrzyma spadek po naszym starym wujku, który był księdzem w Brazylii". (...) "Spadek był w wysokości 300 tysięcy dolarów" - m.in. takie słowa zachowały się wśród dokumentów w Instytucie Pamięci Narodowej.
W rezydencji Johnsonów
W Nowym Jorku (...) spotkała Zofię Kowerdan pracującą w pobliskim Oldwick w stanie New Jersey w domu milionera Johna Sewarda Johnsona i jego drugiej żony Esther Underwood. Pani Zofia poszukiwała właśnie kucharki dla Johnsonów i zainteresowana losem Barbary zaproponowała, że zaproteguje ją u swoich przełożonych. (...)
Po rozmowie z panią Johnson Barbara została przyjęta do pracy i przeniosła się do Oldwick. Niebawem też poznała pana domu - współwłaściciela wielkiego koncernu farmaceutycznego, Johna Sewarda Johnsona. 73-letni milioner był zadbanym, niewyglądającym na swój wiek mężczyzną, zawsze zresztą cieszył się reputacją kobieciarza i oczywiście od razu zwrócił uwagę na urodziwą blondynkę z Polski.
"Moja żona powiedziała, że mamy piękną kucharkę - powiedział z uśmiechem. - Nazywam się Johnson, mam nadzieję, że będziesz tu szczęśliwa".
Firma Johnson & Johnson powstała w 1886 r. i początkowo specjalizowała się w produkcji ubrań chirurgicznych oraz opatrunków. W czasach, gdy Basia przybyła do USA, był to już wielki koncern mający swoje fabryki w wielu państwach świata. (...)
Życie osobiste Johna Sewarda było dość burzliwe. Z pierwszego małżeństwa z Dianą Dill miał czworo dzieci, jednak związek ten nie należał do udanych. Plotkowano nawet, że potentat molestował seksualnie najstarszą córkę. W 1939 r. ożenił się po raz drugi i z tego związku doczekał się dwojga następnych potomków. Seward był zawsze wrażliwy na płeć piękną, miał wiele romansów, ale mimo to jego drugie małżeństwo przetrwało ponad 30 lat. Nie najlepiej natomiast układały się stosunki ojca z dziećmi.
"Kiedy Johnson & Johnson weszło na giełdę w 1944 r. - tłumaczyła dziennikarka tygodnika "People" Kristin McMurran - John Seward ustanowił konta powiernicze dla każdego ze swoich dzieci. [...] Na początku lat 60. przekazał znaczny pakiet akcji na rzecz dzieci i piętnaściorga wnucząt w formie darowizn i powiernictwa. Jednak zaraz potem, w 1966 r., dodał do swojego testamentu klauzulę wydziedziczającą, wyjaśniając, że był uradowany, mogąc dać dzieciom to, co posiada, a teraz wierzy, że są finansowo zabezpieczone".
Milioner tłumaczył swoje postępowanie skandalicznym zachowaniem potomków. Część z nich wydawała pieniądze w sposób wyjątkowo nieodpowiedzialny, natomiast inni kompromitowali nazwisko. W 1964 r. jego syn z pierwszego małżeństwa John Seward junior stał się bohaterem głośnego procesu rozwodowego, podczas którego oskarżył swoją żonę o doprowadzenie go do próby samobójczej. Podobno synowa milionera zapraszała do domu swoich kochanków i zmuszała męża, aby patrzył, jak uprawia z nimi seks...
Rok później Seward skłócił się z najstarszą córką, Mary Leą (to właśnie ją miał wcześniej wykorzystywać seksualnie), a tym razem spór dotyczył konta powierniczego. Uznał ją za "awanturniczkę ponad wszelkie wyobrażenie", a do szewskiej pasji doprowadziła go jej sprawa rozwodowa, podczas której jako powód podała "homoseksualny romans męża z jej szoferem". Przy okazji twierdziła też, że partner próbował ją zamordować. Nic więc dziwnego, że jeden z wnuków Sewarda napisał do niego, że "gdyby nie te cholerne pieniądze", to zapewne "byliby znacznie lepszą rodziną".
Miłość do sztuki i rejsów po Karaibach
Barbara nie sprawdziła się w roli kucharki, wobec czego Johnsonowie zaproponowali jej stanowisko pokojówki. Przyjęła ich ofertę i przez niespełna rok pracowała w posiadłości Sewarda i jego małżonki. Podobno odłożyła przez ten czas trzy tysiące dolarów, po czym złożyła wymówienie, wynajęła niewielkie mieszkanie w Nowym Jorku i rozpoczęła studia na Uniwersytecie Nowojorskim.
Po latach opowiadała, że gdy odchodziła od Johnsonów, pracodawca wręczył jej swój prywatny numer telefonu i poprosił, żeby do niego niebawem zadzwoniła. Nie zrobiła tego, zatem wysłał po nią samochód z kierowcą, prosząc, aby przyjechała do jego biura. Tam wyznał jej miłość, co podobno bardzo ją zaskoczyło, gdyż - jak sama twierdziła - "nigdy się tego nie spodziewała, ponieważ ledwie co mogli z sobą rozmawiać".
Naprawdę trudno uwierzyć w to, że wcześniej prawie nie rozmawiali, tym bardziej że dzieląca ich bariera językowa wydaje się mocno wyolbrzymiona. Niewykluczone nawet, że już wtedy byli kochankami, a Barbara po odejściu z Oldwick nie przeniosła się od razu do Nowego Jorku, tylko najpierw uporządkowała swoje sprawy spadkowo-finansowe. Jej brat twierdził, że "pojechała do Brazylii, aby zrealizować spadek" i dopiero po powrocie do USA zapisała się na uniwersytet. Nie była więc aż takim "Kopciuszkiem", jak dość powszechnie się uważa. (...)
Na razie jednak zawiesiła studia i powróciła do rezydencji Johnsonów jako kurator ich zbiorów sztuki. Seward zawsze marzył o stworzeniu własnej kolekcji, a Barbara miała mu w tym pomóc. Podobno najbardziej zbliżała ich miłość do sztuki, gdyż "oboje byli nią zainteresowani, ale on chciał, by tylko ona ją wyszukiwała". Był "też bardzo dumny z efektów jej pracy", bo to właśnie ona zarekomendowała mu zakup prac Moneta, Mondriana i Picassa. Miłości do sztuki towarzyszyło zamiłowanie do wspólnych rejsów po Morzu Karaibskim, podczas których stary milioner coraz bardziej tracił głowę dla dziewczyny. Często spotykali się w jego nadmorskiej posiadłości na Florydzie, a gdy Seward przybywał tam pierwszy, "osobiście dobierał wieczorne menu, nakazywał wypełnić dom orchideami i czekał na jej samolot z bukietem róż".
Basia po latach mówiła, że "głęboko się w nim zakochała i nigdy nie przestała go kochać", gdyż "był jednym z najprzystojniejszych mężczyzn na świecie". Złośliwi uważali jednak, że głównym obiektem jej uczucia były miliony Johnsona, a potentat wpadł w pułapkę zastawioną przez znacznie młodszą, sprytną kobietę. Prawdy zapewne nigdy nie uda się ustalić, wiadomo tylko, że po kilku miesiącach romansu Seward gotowy był do ostatecznych rozwiązań (...) i wkrótce opuścił Oldwick, czym wprowadził swoją rodzinę w stan osłupienia. Zamieszkał u Barbary, a jego prawnicy rozpoczęli postępowanie rozwodowe. (...)
Seward zakochał się jak nastolatek, ale nie po raz pierwszy zawierał małżeństwo. Dlatego też kilka dni po rozwodzie jego prawnicy przedstawili Barbarze intercyzę - gwarantowano jej 250 tys. dolarów w gotówce oraz dochody z konta powierniczego, na którym znajdowało się 10 mln dolarów. Barbara bez protestu popisała dokumenty i w listopadzie 1971 r. wyszła za mąż za milionera. Miała wówczas 34 lata, natomiast "pan młody" - 76. Żadne z dzieci Johnsona nie zaszczyciło uroczystości swoją obecnością. (...)
Johnsonowie dużo podróżowali, a szczególnie często odwiedzali Włochy, gdzie Seward miał dom w Porto Ercole w pobliżu Grosseto w Toskanii. Wyprawy do Europy były zresztą znakomitą okazją do wspólnych wizyt w galeriach i muzeach, a pani Barbara nareszcie prowadziła życie, o jakim zawsze marzyła. Otaczał ją wyrafinowany luksus, nie musiała się liczyć z pieniędzmi i mogła realizować swoją największą pasję życiową.
Razem kupowali obrazy Tintoretta, Rembrandta, El Greca, Caravaggia i Tycjana, a Barbara udowadniała przy tym, że ma znakomity gust i doskonale orientuje się w trendach panujących na rynku sztuki. Gdy za 15 mln dolarów kupiła Badminton Cabinet, XVIII-wieczny florencki kredens, uznano to za wyjątkową ekstrawagancję. 20 lat po śmierci męża sprzedała ten mebel za blisko 37 mln, a nabywcą był książę Liechtensteinu Hans Adam II. Inwestycje Sewarda nie ograniczały się tylko do dzieł sztuki. W latach 70. wybudowali także Jasną Polanę, luksusową posiadłość, która stała się ich główną siedzibą. (...)
Proces, który zelektryzował Amerykę
W 1981 r. u Johnsona zdiagnozowano nowotwór prostaty. Pomimo wysiłków lekarzy choroby nie udało się powstrzymać i w maju 1983 r. milioner zmarł. Kilka tygodni przed śmiercią po raz ostatni zmienił swój testament (od lat 60. dokonał łącznie ponad 30 zmian, z czego czterech w ostatnim roku życia). Ostatecznie wydziedziczył pięcioro ze swoich dzieci i niemal cały majątek zapisał Barbarze. Intercyza przedmałżeńska już nie obowiązywała, bo Seward zniszczył ją kilka lat wcześniej.
Ogłoszenie ostatniej woli Johnsona wywołało skandal. Jego potomkowie zapowiedzieli, że będą dochodzić swoich praw w sądzie, a Barbarę zaatakowała prasa. Zarzucano jej, że wymusiła na chorym mężu korzystne zapisy, nazywano ją "zachłanną pokojówką", podawano w wątpliwość poczytalność milionera w ostatnim okresie jego życia.
Barbara odpierała zarzuty, twierdząc, że tworzyli udane małżeństwo, a zmian w testamencie Seward dokonał z własnej inicjatywy, gdyż od lat był skłócony z dziećmi. Ona natomiast nie ingerowała w jego decyzje, nigdy zresztą nie przyszłoby jej do głowy rozbijanie związków pomiędzy mężem a jego potomstwem.
O wszystkim miał rozstrzygnąć proces sądowy, na który obie strony powołały wielu świadków. Cała sprawa zelektryzowała Amerykę, tym bardziej że atmosferę podgrzewały media, wyciągając różne pikantne szczegóły z życia rodziny Johnsonów. (...) Przygotowania do rozprawy trwały trzy lata, a sam proces - 17 tygodni. Przed sądem na Manhattanie zeznawało 75 świadków, obie strony zgłaszały swoje wnioski procesowe. (...) Oczy wszystkich były jednak skierowane na wdowę po Sewardzie, a z zeznań świadków wyłaniał się jej sprzeczny wizerunek.
Świadkowie powołani przez strony z reguły zeznawali tak, jak się spodziewano, byli jednak i tacy, którzy w krzyżowym ogniu pytań sami sobie zaprzeczali. (...) Jeszcze gorsze wrażenie zrobiły zeznania kilku byłych pracowników rezydencji Johnsonów. Jeden z nich stwierdził, że nigdy nie widział, by Barbara całowała męża, a poza tym "więcej czułości okazywała swojemu psu". Prawdziwy skandal wywołała natomiast relacja byłego ochroniarza.
"Powiedział on, że podczas pewnej imprezy w 1978 r. usłyszał, jak Basia mówi mężowi, żeby się położył, a chwilę później widział ją rozmawiającą po polsku z jednym z wynajętych muzyków. Ten człowiek obejmował ją, po czym dotknął jej piersi . Następnie zeznał, że mężczyzna dotknął również jej pośladków, a potem poszli korytarzem . Ochroniarz przyznał jednak, że ma pretensję do Barbary, gdyż został zwolniony po paru tygodniach pracy, ponieważ pani Johnson nie lubiła jego twarzy ". Byli też świadkowie, którzy opowiadali, że Barbara stosowała wobec męża przemoc fizyczną. Miała go bić po twarzy i wyzywać od "głupich, zramolałych staruchów".
"Prawdopodobnie najbardziej zaskakującym świadkiem - relacjonowała McMurran - była polska pokojówka, niegdyś zwolniona przez Basię, która przyszła z potajemnie zrobionym nagraniem wybuchu złości swojej pani. Taśma odtworzona w sali sądowej na pełnej głośności zabrzmiała jak fragment ze ścieżki dźwiękowej Wild Kingdom [amerykański program o zwierzętach - przyp. autora.]".
Prowadząca rozprawę sędzia dopuszczała czasami do niespotykanego w sądach zachowania zeznających. Martin Richards, zięć Sewarda, imitował zachowanie milionera, chcąc pokazać, do jakiego stopnia Barbara go sobie podporządkowała. - Basia była służbistką - twierdził, używając jej polskiego imienia. - Była surowym typem matki; zmusiła mojego teścia do mówienia jak dziecko. Potem zaczął udawać teścia proszącego swoją żonę: Basia, czy mogę prosić o bułkę? Basia, czy mogę pójść na swoją łódkę? To było naprawdę żenujące, gdyż do nas tak nie mówił - kontynuował Richards. - On naprawdę mówił jak dziecko.
Potomkowie Sewarda przedstawili również ekspertyzy medyczne, które wskazywały, że Johnson w ostatnich tygodniach życia nie był świadom tego, co robi. W odpowiedzi pojawiły się kontrekspertyzy, a większość świadków Barbary Piaseckiej zeznawała na jej korzyść. Ponad 30 pracowników rezydencji Johnsonów potwierdziło, że kochała męża i pielęgnowała go z całym oddaniem, natomiast dzieci milionera przypominały chciwą sforę czyhającą wyłącznie na jego majątek.
Ostateczna decyzja należała do ławy przysięgłych, przy czym obie strony zawczasu zapowiedziały apelację w przypadku niesatysfakcjonującego ich rozstrzygnięcia. Tuż przed zakończeniem procesu niespodziewanie doszło jednak do ugody (...). Na mocy porozumienia Barbara zachowała 340 mln dolarów (majątek oceniano na 500 mln). Z pozostałej kwoty dzieci Johnsona miały otrzymać do podziału 42,5 mln, a instytut Harbor Branch - 20 mln. Piasecka musiała zapłacić podatki (ok. 80 mln) oraz honoraria dla prawników obu stron (ponad 20 mln dolarów!), ale zachowała 18-milionowy udział w akcjach koncernu Johnson & Johnson. (...)
Wałęsa każe "wywieźć ją na taczkach"
Po procesie Barbara niemal zupełnie poświęciła się sztuce, była częstym gościem na najbardziej znaczących aukcjach, a jej kolekcja stała się jednym z najważniejszych prywatnych zbiorów na świecie. Organizowała liczne wystawy, chętnie też wypożyczała dzieła różnym muzeom. Na sztuce potrafiła też doskonale zarabiać. Za obraz Rembrandta Portret mężczyzny w pozycji akimbo (Tytus) otrzymała ponad 33 mln dolarów, natomiast za sprzedany na tej samej aukcji rysunek Rafaela - aż 47 mln.
Jasną Polanę przebudowała na luksusowy klub golfowy, w którym wpisowe wynosi kilkadziesiąt tysięcy dolarów rocznie. Korzystają z niego najzamożniejsi obywatele świata, a miejsce to ochraniane jest ponoć nie gorzej niż Biały Dom w Waszyngtonie. Dowodem na to, że Barbara znakomicie dbała o swoje interesy, niech będzie fakt, iż w ciągu ćwierć wieku wartość jej majątku wzrosła niemal dziesięciokrotnie.
Chociaż w chwili zakończenia procesu spadkowego miała dopiero 49 lat, nie myślała o ponownym zamążpójściu. Na pytania dziennikarzy odpowiadała ironicznie, że jej ewentualny mąż powinien być od niej zamożniejszy, co znacznie ogranicza listę kandydatów. Dbała, by informacje o jej życiu osobistym nie przedostawały się do mediów, i były to działania bardzo skuteczne.
Barbara Piasecka-Johnson prowadziła interesy na całym świecie, jednak nigdy nie zapominała o rodzinnym kraju. Miała bliskie kontakty z Solidarnością, a po upadku komunizmu pojawiła się w Polsce z ofertą uratowania Stoczni Gdańskiej. Lech Wałęsa i jego współpracownicy przyjęli ją z otwartymi ramionami. Podobno pośredniczyła też w zaproszeniu związkowego przywódcy do amerykańskiego Kongresu, gdzie wygłosił swoje słynne przemówienie będące jednym z jego najważniejszych sukcesów międzynarodowych. Z tego właśnie powodu prasa amerykańska nazwała Barbarę "aniołkiem Wałęsy".
Piasecka chciała kupić stocznię za 100 mln dolarów, do transakcji jednak nie doszło. Podobno związkowcy żądali pensji dla pracowników w dolarach, domagali się również utrzymania poziomu zatrudnienia. Negocjacje zakończyły się awanturą, a Wałęsa zapowiedział, że jeżeli Barbara pojawi się w stoczni, to każe ją "wywieźć na taczkach". (...)
Gdy Piasecka-Johnson mocno podupadła na zdrowiu, osiedliła się w Sobótce pod Wrocławiem. Zamieszkała w eleganckiej, otoczonej parkiem willi, wraz z nią w posiadłości przebywała jej liczna rodzina. Nie udzielała się publicznie, a jej stosunki z miejscowymi władzami nie należały do najlepszych. Gdy chciała dokupić kawałek lasu przylegającego do jej domu, rada miasta odrzuciła prośbę, a burmistrz nie chciał na ten temat rozmawiać z dziennikarzami.
W mediach pojawiały się zarzuty, że wyprzedaje dzieła ze swojej kolekcji, zamiast podarować je polskim muzeom, ale Barbara już tego nie komentowała. W 2011 r. "Forbes" umieścił ją na 393. miejscu listy najbogatszych ludzi świata, z majątkiem szacowanym na blisko 3 mld dolarów.
Nad Wisłą jednak nadal nie cieszyła się popularnością, wielu widzów filmu Juliusza Machulskiego Vinci uważało, że reżyser, tworząc postać milionerki polskiego pochodzenia Barbary Sykalskiej, wzorował się właśnie na Piaseckiej. (...)
Barbara Piasecka-Johnson zmarła w Sobótce 1 kwietnia 2013 r. i została pochowana na cmentarzu św. Wawrzyńca we Wrocławiu. W ostatniej drodze towarzyszyły jej setki ludzi, a nekrologi pojawiły się w najważniejszych tytułach prasowych całego świata.
Do dzisiaj nie ujawniono szczegółów testamentu miliarderki, a jej rodzina i prawnicy zachowują wzorową dyskrecję.
* Fragment pochodzi z książki "Najbogatsze. Jak powstawały fortuny Polek" Sławomira Kopra, która ukazała się nakładem wydawnictwa Czerwone i czarne
**Śródtytuły pochodzą od redakcji
Sławomir Koper. Historyk, absolwent Uniwersytetu Warszawskiego (1991), autor wielu publikacji dotyczących dziejów obyczajowości. Uznanie przyniosły mu seria o elitach II Rzeczypospolitej oraz niekonwencjonalne przewodniki historyczne. Niezwykłym sukcesem czytelniczym jest jego cykl o inteligencji w PRL. W swoich książkach ukazuje przeszłość widzianą od strony codziennego życia, co dotychczas w polskiej literaturze fachowej skrzętnie pomijano (np. Miłość w Powstaniu Warszawskim). Warszawiak z urodzenia, legionowianin z wyboru, miłośnik Krakowa, wielbiciel muzyki. W 2012 roku za książkę "Kobiety władzy PRL" nominowany do nagrody Bestseller Empiku. W 2013 roku z rąk prezydenta RP otrzymał Srebrny Krzyż Zasługi za popularyzację historii w społeczeństwie. Jego książki dotychczas rozeszły się w łącznym nakładzie ok. 650 tys. egzemplarzy, co stawia go w gronie najpoczytniejszych polskich autorów.