Monika Olejnik

Monika Olejnik (fot. Bartosz Bobkowski/AG)

ludzie

"Jak zwęszy sprawę, nie odpuści". Monika Olejnik - "producentka emocji" czy najbardziej profesjonalna polska dziennikarka?

Odejście Moniki Olejnik z Radia Zet to koniec pewnej epoki. Co mówią o niej jej przyjaciele, byli współpracownicy, politycy i dziennikarze na drugim biegunie ideowym?

[Od redakcji: Poprosiliśmy Monikę Olejnik o wywiad. Nie powiedziała nam jeszcze ani "tak", ani "nie", na razie więc czekamy i kreślimy jej portret]

- Jak poczuje krew, to nie odpuści. Jak posokowiec. Ale to na antenie. A prywatnie? Mam taką kategorię ludzi, o których mówię, że chętnie bym pojechał z nimi na wakacje. To komplement. I z Moniką chętnie bym pojechał na wakacje. Jest po prostu dobrym kumplem - mówi Grzegorz Miecugow, przez wiele lat związany z Programem III (był m.in. szefem zespołu audycji "Zapraszamy do Trójki"). Z Moniką Olejnik zna się od studiów, od pewnej imprezy pod Warszawą.

- Ktoś kiedyś powiedział, że jedynym prawdziwym facetem w "Zapraszamy do Trójki" jest Monika Olejnik. Jest przesiąknięta ideą sprawiedliwości. Jeżeli komuś się stała krzywda, został niesłusznie skarcony, brała słabszego w obronę i leciała robić awanturę temu, kto się pomylił - dodaje Miecugow. - Osobowość Moniki składa się z różnych okruchów, które łączą się w całościowy obraz.

Monika Olejnik w Monika Olejnik w "Kropce nad I" (fot. Jacek Łagowski/AG)

"Redaktor Olejnik nie ma litości"

I ta dwoistość, wyraźne rozdzielenie tego, co prywatne, od tego, co zawodowe, powtarza się we wszystkich naszych rozmowach z ludźmi, którzy mieli styczność z Moniką Olejnik. Mówi były pracownik Radia ZET:

- Pracuje bardzo dużo, ale prowadzi też życie towarzyskie, nie odcina się. Przychodziła na domówki, nie gwiazdorzyła i umiała się dobrze bawić. Do tego jest otwarta i życzliwa. Jeśli mogła - zawodowo czy prywatnie - pomóc komuś w kłopotach, to pomagała. A był taki czas, kiedy jej słowo w "Zetce" dużo znaczyło.

Odejście Olejnik z Radia ZET oznacza, że w przeszłość odejdą "przesłuchania" w "Gościu Radia Zet" i spory z politykami w "7 dniu tygodnia". Zapytajcie w którejkolwiek redakcji informacyjnej i portalu internetowym - to cytaty z programów Olejnik często "ustawiały" cały dzień. To o nich się dyskutowało, to do nich w kolejnych godzinach politycznego dnia odnosili się politycy. Nic dziwnego. Dyskusje bywały ostre.

- Redaktor Olejnik nie ma litości - mówił nam Roman Giertych, częsty gość jej programów. Ale zaraz dodał, że chociaż z panią Olejnik bojów na antenie miał sporo, to jak się z kimś przez pięć lat co tydzień w niedzielę je śniadanie [w "7. Dniu Tygodnia"], to albo pan kogoś bardzo nie lubi, albo pan tego kogoś polubi.

Gala Gala "Człowiek Roku 1995 tygodnika Wprost", na zdjęciu laureat - b. prezydent Lech Wałęsa oraz Agnieszka Kublik i Monika Olejnik (fot. Sławomir Kamiński/AG)

- Sam jako dziennikarz nie ukrywam swoich przekonań ideowych i do nikogo o to nie mam żalu. Monika Olejnik jest klasą sama dla siebie. Jest z tej starej szkoły, jej programy to jest wysokiej klasy profesjonalizm. Natomiast uważam, że wywarła straszny wpływ na polskie dziennikarstwo. Jej naśladowczynie wzięły z niej tylko agresję, bo wydawało im się, że ta robota polega na tym, żeby wkładać w usta gościa jedyne słuszne poglądy. Mnie dawno temu uczono, że dobry wywiad polega na tym, iż gościowi da się mówić - mówi dziennikarz, komentator i publicysta Rafał Ziemkiewicz. W rozmowie z nami zauważa, że niektórzy politycy - np. Giertych, Kamiński, Palikot, Niesiołowski - bywają w programach Olejnik częściej, niż inni. - A jak na osobę, która ma taką renomę, że każdy by do niej chętnie przyszedł, w doborze gości czasem szła na łatwiznę - podkreśla. I dodaje, że razi go u Olejnik przerywanie rozmówcy. Zastrzega jednak, że rozumie ostre stawianie przez nią sprawy jako swoisty znak rozpoznawczy dziennikarki.

W najnowszym felietonie dla "Gazety Wyborczej" Olejnik napisała kpiąco o trzech rewolucjach, które dzieją się w tej chwili w Polsce: religijnej ("bo nigdy Kościół nie był tak blisko rządu, jak jest w tej chwili"), społecznej ("bo zachwycone bobasy mają po 500 zł") i obyczajowej ("bo oto in vitro przestało być opłacane przez budżet państwa, za to będziemy mieć narodowy program prokreacji").

Prawica jej nie znosi, prawicowi dziennikarze też. Trafiła do książki "Resortowe dzieci". W "Newsweeku" z gniewem odpierała atak na swojego ojca - majora MSW i zapewniała, że nie zajmował się inwigilacją opozycji. Odparła go ostro: autorów książki nazwała "żałosnymi frustratami robiącymi biznes na kłamstwach".

Medialne boje to niemalże znak firmowy Moniki Olejnik. Czy to w "Kropce nad i" w TVN24, czy w "7 Dniu Tygodnia" w "Zetce", politycy mogli być pewni, że każde ich potknięcie zostanie wykorzystane, każda nieścisłość - wypunktowana, a każda bzdura czy kontrowersyjny pogląd - zaatakowane. Bez pardonu. W swoim programie rzuciła kiedyś długopisem w Michała Kamińskiego:

Mariusz Błaszczak wyszedł od niej ze studia:

A rozmowę z jednym z najtwardszych medialnie polityków PiS, Joachimem Brudzińskim, zakończyła sama po ostrej wymianie zdań. Gdy oboje zaczęli sobie wzajemnie zarzucać, że robili w przeszłości rzeczy, za które powinni się potem wstydzić, Brudziński stwierdził, że Olejnik powinna sięgnąć do swojego serdecznego przyjaciela, (...) niejakiego Urbana. Jak to było z tą "przyjaźnią"?

Na słynne konferencje Jerzego Urbana, gdy był rzecznikiem rządu, jeździła właśnie Monika z naszym kierowcą, technikiem i operatorem Józkiem Kąkolewskim. Tam były głównie media zagraniczne, ale także Polskie Radio, PAP czy TVP - i Trójka w postaci Moniki - opowiada Grzegorz Miecugow. - Po konferencji Urban zapraszał media do siebie i mówił, co wolno puścić, czego nie wolno, a co jest tylko dla zagranicznych mediów. Monika na te nasiadówki nie chodziła. Chyba wykorzystywała to, że konferencje były jakoś około 14:00 - 15:00, a "Zapraszamy do Trójki" o 16:00 i twierdziła, że nie ma czasu. W efekcie nasze radio jako jedyne relacjonowało to, co mówił Urban, jak normalne medium. Czyli takie, które może wybrać to, co jest interesujące zdaniem dziennikarza, a nie zdaniem polityka.

- Urban nie jest moim przyjacielem - stwierdziła wiele lat później w TVN24 podczas sprzeczki z Brudzińskim Olejnik. A potem dodała: Kończymy dzisiaj rozmowę, jest pan bardzo niegrzeczny. I zakończyła audycję.

Od społeczeństwa do polityki

A teraz policzmy polskich dziennikarzy, którzy mogliby sobie pozwolić na przedwczesne zakończenie programu w dobrym wieczornym czasie antenowym i za to nie oberwać. Znajdziemy ich zaledwie kilkoro. A Monika Olejnik byłaby w tym elitarnym gronie jedną z niewielu kobiet. Ciężko na to zapracowała.

Monika Olejnik (fot. Sławomir Sierzputowski/AG)Monika Olejnik (fot. Sławomir Sierzputowski/AG)

Zaczynała w "Trójce" od dyżuru telefonicznego: ludzie dzwonili do radia, opisywali swoją sprawę, a reporter, jeśli uznał, że warto się temu przyjrzeć, podejmował interwencję. Na przykład taką, jak ta poniżej. Bohaterką utrwalonego przez Polską Kronikę Filmową dwuminutowego nagrania jest właśnie Monika Olejnik. Przepytuje pana ze skupu, dlaczego jedne butelki przyjmuje, a innych nie. Krótki dialog brzmi jak wyjęty z filmu "Miś" Stanisława Barei. Problem w tym, że jest prawdziwy:

Absurd realiów PRL-u nie mógł spodobać się władzom. Ale, jak wspomina Miecugow:

- Byliśmy w redakcji, która żegnała PRL i witała wolną Polskę. Czuliśmy się do tego przygotowani. Trójka miała specjalne względy. Pozwalano nam na więcej, niż innym. Byliśmy dla władzy ludowej "wentylem bezpieczeństwa" .

Monika Olejnik korzystała z tego "wentyla", jak mogła. Wiele lat później w magazynie "Styl" opisywała, jak jeździła po kraju razem z koleżankami, szukając tematów na reportaże społeczne. Miałam w sobie niezwykły upór i ambicję. Robiłyśmy te reportaże po nocach, paląc morze papierosów. Byłam tak uzależniona, że kiedy zabrakło fajek, to nawet pety potrafiłam palić - opisała. Dziś jest ambasadorką zdrowego stylu życia. Co dzień rano biega 10 kilometrów, a gdy jest w górach, przebiega w tę i z powrotem 18 km ukochaną Doliną Chochołowską. I podkreśla w wywiadach, że bieganie daje jej młodość.

Z lewej Monika Olejnik na treningu, z prawej w towarzystwie Wojciecha Korolczuka, który wylicytował bieg z nią na aukcji WOŚP (fot. Sławomir Kamiński/AG)Z lewej Monika Olejnik na treningu, z prawej w towarzystwie Wojciecha Korolczuka, który wylicytował bieg z nią na aukcji WOŚP (fot. Sławomir Kamiński/AG)

"Asystenci nie mieli lekko. Ale dostali dobrą szkołę"

To wymagające podejście do siebie samej i do pracy przeniosła z "Trójki" do "Zetki" w 2000 roku. - Zawsze była w pracy przed 7:00 rano, robiła w kuchni przy kawie poranną prasówkę przed "Gościem Radia ZET". Większość pracy spadała na jej asystenta. Miał na głowie research polityczny i bieżące sprawy: umawianie fryzjera, kosmetyczki, restauracji i tym podobnych - mówi nam były pracownik "Zetki".Był taki okres, że praca jej asystenta to nie był łatwy kawałek chleba. Taki człowiek miał naprawdę dużo na głowie i często odbierał telefon - przyznaje nasze źródło. Ale zastrzega: - W zamian asystent dostawał naprawdę dobrą szkołę dziennikarstwa w praktyce i prestiż współpracy z taką osobą, jak Olejnik.

W latach 90. i następnych Olejnik zajęła się polityką - najpierw jako reporter sejmowy. - Kiedy ja zaczynałem pracę w Sejmie, była już uznaną dziennikarką. Nie byliśmy z tego samego środowiska, ale kiedyś to wyglądało inaczej, nawet przy całym dystansie, który od początku dzielił dziennikarzy z powodu różnic politycznych. Relacje między dwiema stronami świata dziennikarskiego przez ostatnie lata bardzo się zmieniły. W latach 90. były poprawne, miejscami przyjazne. Teraz praktycznie nie istnieją. Dlatego nie chcę oceniać Moniki zwłaszcza w kontekście odejścia z Radia ZET - mówi nam Piotr Zaremba, były dziennikarz m.in. "Rzeczpospolitej", "Nowego Państwa" i "Newsweeka", obecnie publicysta "W Sieci". I tłumaczy: - Mieliśmy kilka ostrych spięć publicystycznych, więc to by było nieeleganckie i złośliwe. Moim zdaniem obecnie, podobnie jak większość dziennikarzy po obu stronach sporu ideowego, Monika Olejnik jest w mniejszym stopniu moderatorem dyskusji, a w większym stopniu producentem emocji.

Jeśli tak jest, to te emocje przyniosły Olejnik nagrody: Wiktory, Grand Press i Telekamery. W 2008 r. głosami posłów (głównie ówczesnej koalicji PO-PSL) Olejnik wygrała plebiscyt na najlepszą dziennikarkę w Sejmie. Szef klubu PSL i regularny bywalec "7 Dnia Tygodnia", Stanisław Żelichowski, argumentował swój wybór tak: Potrafi zaskakiwać i wychwycić każdy szczegół. Dlatego przed jej programem muszę się przygotować, a podczas rozmowy być nadzwyczaj uważny.

- Ma niesłychaną pamięć do wszystkiego. A zwłaszcza do słów. Do tego, co ktoś kiedyś powiedział na dany temat. Gdy potem polityk próbuje w jej programie udowodnić, że czegoś nie powiedział, albo, że powiedział inaczej, to ma pecha - ona doskonale pamięta oryginalną wypowiedź. Bardzo przydatna umiejętność w tej robocie. I to prawda, że w efekcie takie podejście tworzy jej image "psa gończego" - przyznaje nasz rozmówca z "Zetki". - Ale poza anteną jest zupełnie inna. Przemiła, sympatyczna, kontaktowa.

Monika Olejnik (fot. Adam Kozak/AG)Monika Olejnik (fot. Adam Kozak/AG)

"Pasowałaby do każdego studia TV na świecie"

- Takich kobiet powinno być więcej. Miałem przyjemność ubierać Monikę trzykrotnie na Bal Dziennikarza. To inspirująca, charyzmatyczna osoba - mówi Tomasz Ossoliński, projektant mody i znajomy Olejnik, który dla niej zaprojektował słynną suknię z wizerunkiem Marilyn Monroe.

Według Ossolińskiego styl to potężna broń Olejnik. - Ubiera się świetnie i używa mody jako broni. Te słynne szpilki... Pracując w trudnej materii, jaką jest polityka, nie rezygnuje ze swojej kobiecości. I tym wygrywa. Gdyby taką Monikę Olejnik wsadzić do dowolnego studia telewizyjnego na świecie, będzie tam na miejscu, będzie pasowała - podkreśla Ossoliński. I dodaje, że absolutnie nie chodzi mu tylko o strój. - Nie da się przegapić tego, jak rozmawia z gośćmi. Tak, jak nie boi się odważnych kreacji, tak nie boi się rozmawiać z trudnymi ludźmi.

- Politycy mają w niej po prostu godnego przeciwnika. To wynika z jej siły charakteru. I z tego, że jest przygotowana do każdej rozmowy - dodaje Wiganna Papina, stylistka gwiazd polskiego showbiznesu. - Zbudowała swój wizerunek sama. Zawsze wie, czego chce. Jest przekonana o swojej racji - jeśli ją ma. Ale potrafi też przyznać się do błędu i przeprosić. "Przyjaźń" - tak jednym słowem mogę określić naszą relację - mówi wprost Papina.

A Tomasz Ossoliński podkreśla: Po katastrofie smoleńskiej to rozmowy Moniki Olejnik z jej gośćmi pomagały zrozumieć całą sprawę głębiej, lepiej. Ma rację - wielu odbiorców zapamiętało płacz Olejnik 10 kwietnia 2010 r. podczas rozmowy z Radosławem Sikorskim, dosłownie kilkadziesiąt minut po katastrofie.

- To jest osoba która mi, laikowi, zwykłemu obywatelowi, który płaci podatki i interesuje się polityką, ale w niej nie siedzi, tłumaczy to, co się dzieje - kwituje Ossoliński.


Michał Gostkiewicz. Dziennikarz magazynu Weekend.Gazeta.pl. Wcześniej w dziale zagranicznym "Dziennika" i w tygodniku "Newsweek". Robi wywiady, pisze o polityce zagranicznej i fotografii. Prowadzi bloga Realpolitik, bywa na Twitterze i Instagramie.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

(fot. Publio.pl)(fot. Publio.pl)

Komentarze (152)
Zaloguj się
  • leszek.30

    Oceniono 115 razy 61

    PiS-bolszewia się cieszy, ale właściwie z czego ? M.Olejnik jeszcze wiele razy dokopie funkcjonariuszom PZPR, SB, ZOMO, którzy mocno usadowili się w PiS-bolszewii, pod wronie skrzydła Kaczyńskiego..!

  • justas32

    Oceniono 91 razy 53

    Jak się chamom mówi prawdę w oczy - to i tak jej nie zrozumieją, a dziennikarkę hejtują ...

  • leszek.30

    Oceniono 79 razy 49

    Słuchałem ZET-ki tylko i wyłącznie dla M.Olejnik...Teraz zostało wykreślone ..!

  • korcia1947

    Oceniono 50 razy 36

    No cóż widocznie ZETka chce być milsza dla władzy rezygnując z MO.Chyba na tym straci.

  • henryk57

    Oceniono 46 razy 32

    Szkoda że Pani redaktor odchodzi.Słuchałem od lat "Śniadanie w Radio ZET I "Siódmy dzień tygodnia". Tak było w każdą niedzielę o godz 9 przez wiele lat..Hejterzy którzy dzisiaj są na forum poza "bluzganiem" nic nie mają do napisana oceniając pracę dziennikarki.Myślę że mając miernoty dziennikarskie po swojej stronie skupiają się na kimś nie tuzinkowym . Zawsze można się przyczepić że niektórzy goście programów Pani redaktor nie powinni przekroczyć nawet progów radia ,a co dopiero mieć zaszczyt by z nimi był robiony wywiad.Prawdą jest że jak był Sasin,Brudziński ,Kempa,Czarnecki to natychmiast przełączałem albo wyłączałem radio.Bredni tych polityków nie można słuchać dla swojego zdrowia psychicznego.Nieraz byłem wściekły po jaką cholerę w ogóle są oni zapraszani do studia radiowego.Ja miałem szansę ich wyłączyć ,Pani redaktor już nie. Jedno jest pewne ,niedzielne poranki już nie będą takie same.Daję szanse red .Piaseckiemu,tylko to już nie będzie TO. Dziękuję Pani redaktor za niedzielne poranki w Radio Zet. Dużo zdrowia i pociechy z wnuka. Może kiedyś usłyszymy o......

  • pyffello114

    Oceniono 52 razy 28

    Wreszcie będę mogł pospać dłużej i nie zrywać się, aby wysłuchać doskonałej audycji pani Moniki Olejnik "Gośc radia ZET".

  • nalesniku

    Oceniono 45 razy 23

    dobra zmiana doszla juz do zetki

  • Ania Czarnecka

    Oceniono 23 razy 13

    No przecież ktoś musi odejść, żeby zrobić miejsce Konradowi Piaseckiemu, który od września będzie w zetce.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX