Kadr z filmu 'Opiekun'

Kadr z filmu 'Opiekun' (fot. mat. prasowe Gutek Film)

wywiad gazeta.pl

Świadkowie śmierci. ''Pielęgniarki i pielęgniarze nie okazują pacjentom współczucia i litości. To klucz do sukcesu''

Kim są osoby decydujące się na pracę z tymi, którym pozostały ostatnie tygodnie życia? Jakie cechy muszą mieć i jaką cenę płacą za swoją pracę? Czy potrafią nabrać do niej dystansu, czy też wkrada się ona w ich życie rodzinne i prywatne? O tym opowiada Michel Franco, meksykański reżyser, który po wylewie babci zaczął się wnikliwie przyglądać jej opiekunce i jej kolegom po fachu.

W "Opiekunie" zgłębia pan temat bliskości śmierci, której doświadczają pielęgniarze pracujący z umierającymi pacjentami. Pokazuje go pan z dystansem, ale wnikliwie. Jak udało się panu utrzymać emocje na wodzy?

- W 2010 roku moja babcia zachorowała. Przez kilkanaście miesięcy była przykuta do łóżka. Pielęgniarka, która się nią zajmowała, w krótkim czasie nawiązała z nią bardzo silną relację. Zaintrygowało mnie, w jaki sposób potrafi ją oddzielić od swojego życia prywatnego, bo tego przecież wymaga bycie profesjonalistą w tym zawodzie.

Dodatkowo pielęgniarka miała nad nami jedną przewagę: jako jedyna rozumiała, co babcia mówi. Jej aparat mowy został uszkodzony przy wylewie. Nie byliśmy w stanie się z nią komunikować słownie. Pielęgniarka nie miała z tym problemów. Z dnia na dzień zbliżały się do siebie coraz bardziej. Przekraczały kolejne bariery intymności. My, krewni, stawaliśmy się o tę relację zazdrośni. Mieliśmy wrażenie, że obca kobieta zastępuje babci nas.

Michel Franco (fot. materiały prasowe Gutek Film)Michel Franco (fot. materiały prasowe Gutek Film)

Sądzi pan, że była to szczera relacja? Zżyły się naprawdę, czy dla pielęgniarki była to część pracy?

- To było coś więcej, bo ta kobieta przyszła nawet na pogrzeb. Ale po nim od razu zaczęła opiekować się inną pacjentką. Byłem zafascynowany tym, jak znosi obecność śmierci w swoim życiu.

Rozmawiał pan z nią o tym?

- Odbyliśmy mnóstwo rozmów. Pytałem, czy po skończeniu pracy wraca do domu i odcina się od tego, co działo się w ciągu dnia. Ona ma dzieci. Ciekawiło mnie, czy to, co robi, na nie wpływa. Mówiła mi, że nie da się oddzielić jednego od drugiego. Pacjenci zostają z nią przez cały czas. Nieustannie o nich myśli, nawet o tych, których już nie ma.

Kadr z filmu Kadr z filmu "Opiekun" (fot. materiały prasowe Gutek Film)

Kiedy rozmawiamy o takich osobach, od razu nasuwa się określenie "dobry człowiek". Pan też tak miał?

- Na początku myślałem, że jest aniołem. Ale to przecież niemożliwe, żeby człowiek składał się wyłącznie z dobrych cech. Zacząłem zastanawiać się, dlaczego zdecydowała się na życie w bliskości śmierci i choroby, ludzkich dramatów i tragedii. Przecież musi mieć świadomość, że osoby, z którymi się wiąże, wkrótce przeminą, najpewniej przed nią. Nie znalazłem na to pytanie odpowiedzi, dlatego zrobiłem o tym film. Chciałem te same pytania i refleksje przekazać widzom.

Jednak w filmie sportretował pan pielęgniarza, a nie pielęgniarkę. Skąd ta zmiana?

- Początkowo miała to być opowieść o kobiecie. Ale kiedy w Cannes poznałem Tima Rotha, zaprzyjaźniliśmy się. Zapytał mnie o mój nowy projekt. Zarysowałem przed nim fabułę. Powiedział: - Zmień pielęgniarkę na pielęgniarza. Chcę go zagrać. Tak zrobiłem i nie żałuję.

W filmie bohater grany przez Tima Rotha nie okazuje pacjentom emocji. W rzeczywistości też tak to wygląda?

- Tak, dlatego te osoby od razu zyskują sympatię pacjentów. Nie uśmiechają się na zawołanie, nie udają, nie grają. Wykonują bardzo emocjonalną pracę bez pokazywania uczuć, czym zaskarbiają sobie zaufanie ludzi, którymi się opiekują. Są dla nich autentyczni, wiarygodni. Nie okazują im współczucia i litości. To klucz do sukcesu.

Tim Roth w filmie Tim Roth w filmie "Opiekun" (fot. materiały prasowe Gutek Film)

Współczucie i litość to największe błędy rodzin i bliskich chorych osób?

- Kiedy kogoś spotyka nieszczęście, ludzie z bliskiego otoczenia odruchowo zaczynają zachowywać się nienaturalnie. Są nadopiekuńczy, zwracają zbyt dużą uwagę na chorego, traktują go jak dziecko. Pozbawiają go w ten sposób tożsamości, ograniczają jego wolność i możliwość samostanowienia. Chcą dobrze, a robią źle, bo to pacjentów przytłacza.

Oni nie potrzebują atencji, tylko zrozumienia. Zresztą pacjenci od razu wiedzą, że ta nadmierna atencja jest sztuczna. Bo rodziny nie są w stanie poświęcać im dużo czasu. Przyjeżdżają na dwie godziny w tygodniu, robią wokół siebie dużo zamieszania, wylewają morze emocji, po czym wracają do swoich frasunków. A pacjent zostaje sam ze swoim problemem. Pielęgniarze po prostu są obok, ale nie obnoszą się z tym.

Czyli traktują pacjenta tak, jak każdą inną zdrową osobę.

- Dzięki temu nie pozwalają mu zapomnieć, że wciąż żyje. Kolejnym często popełnianym przez rodziny błędem jest to, że próbują udawać, że chorzy nie mają swoich potrzeb. A przecież w nich cały czas drzemią instynkty, choćby seksualny. Nie chcę nikogo osądzać - sam popełniłbym pewnie takie błędy, gdyby nie praca nad moim filmem i zdobyta dzięki temu wiedza. Ale po zrobieniu go mogę powiedzieć, że brak możliwości realizowania seksualnych potrzeb przez osoby chore to kolejny gwóźdź do ich trumny.

Opiekunowie to rozumieją, ale nie wiedzą, jak rozmawiać o tym z rodzinami chorych. Znam przypadki, kiedy pielęgniarze pomagali pacjentom przy masturbacji. Kiedy rodziny dowiedziały się o tym, zwolniły ich. Pokazałem to w filmie. Muszę powiedzieć, że nie wiem, jak sam bym w takiej sytuacji zareagował. To bardzo poważny temat.

Kadr z filmu Kadr z filmu "Opiekun" (fot. materiały prasowe Gutek Film)

Trudno mi sobie wyobrazić, żeby rodzina mogła takiej pomocy udzielić.

- Dlatego pacjenci wolą profesjonalnych opiekunów. Z nimi mogą nawiązać prywatną, intymną więź. Nie łączą ich inne stosunki, nie znali się wcześniej, kiedy pacjent był pełen sił i wigoru. Nie wstydzą się siebie nawzajem.

Praca pielęgniarza pozwala poradzić sobie ze świadomością, że pewnego dnia my też przeminiemy?

- Mnie w oswojeniu tej świadomości pomogło zrobienie filmu, więc dla nich to musi być coś o wiele mocniejszego. Film pomógł mi także przepracować śmierć babci.

Dziś jest to szczególnie ważne, bo robimy, co możemy, żeby zaprzeczyć temu, że pewnego dnia każdy z nas umrze. To temat tabu, wolimy o nim nie mówić. Mam wrażenie, że sama śmierć nie jest tu kluczowym momentem, tylko czas, który następuje bezpośrednio przed nią. To właśnie z tym okresem życia swoich pacjentów mają do czynienia pielęgniarze. Dla pierwszych to przerażający czas, kiedy muszą zrobić wszystko, żeby zachować godność. Dla drugich - czas pięknej pracy, kiedy tę godność pomagają im zachować.

Ta praca może uzależnić?

- Często tak się zdarza. Ludzie angażują się w relacje z chorymi, bo dzięki temu mogą uciec przed swoimi problemami. Angażują się w pewnego typu misję pomocy, która przesłania im wszystko inne. Budując taką bliską relację, czasami sami nie potrafią nabrać do niej dystansu. Wydaje im się, że stali się kimś ważnym w życiu pacjenta, że stali się częścią jego rodziny. Leczą tym poczucie osamotnienia czy własne kompleksy.

Kadr z filmu Kadr z filmu "Opiekun" (fot. materiały prasowe Gutek Film)

Są jakieś granice, których nie wolno im przekroczyć?

- Nie sądzę, by były jasno zdefiniowane. Każdy przypadek to indywidualna sprawa. Granice są często przesuwane, kiedy relacja z pacjentem pogłębia się. Często są też przekraczane, ale po raz kolejny to powiem: nie odważyłbym się oceniać, czy to dobrze, czy źle. Trudno jednoznacznie potępić pielęgniarzy, który tak robią. Ale rozumiem też rodziny, które nie potrafią podejść do sprawy z wyrozumiałością.

W zrozumieniu obu stron pomogło mi doświadczenie Tima Rotha, który na potrzeby filmu pracował jako pielęgniarz z kilkoma pacjentami. Niektórzy zmarli. Jednego Tim musiał opuścić na czas zdjęć. Kiedy do niego wrócił, ten popłakał się z radości. Tak się z nim zżył.

Tim Roth i Michel Franco na planie filmu Tim Roth i Michel Franco na planie filmu "Opiekun" (fot. Gregory Smith / materiały prasowe Gutek Film)

Pacjenci też uzależniają się od pielęgniarzy?

- O wiele częściej niż pielęgniarze od pacjentów. Wszyscy potrzebujemy bliskości innych osób. Zwłaszcza kiedy dotknęła nas tragedia. Pielęgniarz takiej bliskości dostarcza. Ważne jest, żeby relacja z nim została właściwie ukierunkowana. Jeśli oscyluje wokół sfery przyjaźni czy partnerstwa, wtedy takie uzależnienie jest niegroźne. Jednak kiedy pacjent zakochuje się lub obdarza miłością, wtedy pielęgniarz powinien bezwzględnie się wycofać.

Mówi pan z perspektywy pacjentów, z którymi rozmawiał pan na potrzeby scenariusza?

- Rozmawiałem z pielęgniarzami i pacjentami. Jedni i drudzy są takiego samego zdania.

Pacjenci są świadomi zbliżającego się końca, czy próbują tę myśl od siebie odsuwać?

- Większość z nich przygotowuje się na śmierć. Ale nie poddają się. Chcą godnie przeżyć czas, który im pozostał. Fascynuje mnie, jak bardzo mocno próbują jeszcze wpłynąć na świat, zmienić go przed swoim odejściem. Najczęściej łapią się jednej sprawy: tego, jakie są dysproporcje w zarobkach lekarzy i pielęgniarzy. Chcą, by ci drudzy dostawali wyższe pensje za swoją pracę.

Myślą o eutanazji?

- Ta kwestia powraca w ich rozmowach z pielęgniarzami wyjątkowo często. Wielu opiekunów zdradziło mi, że tak naprawdę w krajach, gdzie eutanazja jest nielegalna, przeprowadza się ją cały czas. Chorzy proszą o nią. Kiedy widzą, że ich świadomość staje się coraz słabsza, że tracą panowanie nad kolejnym obszarem ciała, chcą zatrzymać ten proces. Wybierają śmierć, by otoczenie zapamiętało ich jako sprawnych i przytomnych. I pielęgniarze nierzadko się zgadzają. Im najłatwiej jest zatuszować, co się stało. Lekarze też w tym pomagają.

Kadr z filmu Kadr z filmu "Opiekun" (fot. materiały prasowe Gutek Film)

Jak chorzy reagują na samą chorobę? Jest jakiś schemat, czy każdy przypadek jest inny?

- Jest kilka modeli. Niektórzy pacjenci odmawiają leczenia. Nie wierzą, że to w czymś pomoże. Chcą umrzeć naturalnie. Inni łapią się ostatniej deski ratunku, decydują się na wszystko, nawet na eksperymentalne leczenie.

Jak pielęgniarze reagują na pański film?

- Zazwyczaj dziękują mi, że zostali pokazani w humanistyczny sposób, zwłaszcza kobiety. Z niewiadomych przyczyn popkultura pokochała pielęgniarki jako nośnik zła, osoby, które chcą się zemścić, kogoś skrzywdzić bądź wykorzystać. To lekarze są w niej bohaterami.

A jak pan sam zniósł pracę przy tym projekcie? Zagłębianie się w tak trudny temat zostawiło w panu ślad?

- To doświadczenie zostanie ze mną na całe życie. Najtrudniejszy był okres zdjęć, kiedy kręciliśmy sceny z pacjentką wzorowaną na mojej babci. Miałem wtedy déja vu, odniosłem wrażenie, że historia się powtarza. Jednak na końcu przeżyłem katharsis. Uświadomiłem sobie, że moja babcia miała dobrą śmierć. Przekonałem się też, że starsze osoby są mądrzejsze. Młodzi myślą o śmierci w sposób filozoficzny. Starsi - w sposób materialny. Pierwsi chcą się przed nią uchylić, drudzy wiedzą, że nie da się tego zrobić, dlatego chcą uniknąć cierpienia i choroby. Wolą wybrać śmierć, która może być rozwiązaniem.

 

Michel Franco. Reżyser urodzony w 1979 roku w Meksyku. Pierwsze filmy krótkometrażowe zaczął robić tuż po studiach w 2001 roku. Jego "Cuando sea grande", zrealizowane w ramach kampanii antykorupcyjnej, pokazywało blisko 500 kin w całym Meksyku. Nakręcony dwa lata później "Między nami" ("Entre dos") otrzymał główną nagrodę na festiwalu w Huesca oraz wyróżnienie dla najlepszego filmu krótkometrażowego na festiwalu w Dreźnie. W tym samym czasie założona przez Franco firma produkcyjna Pop Film - przekształcona w 2011 roku w Luc~a Film - realizowała reklamy i wideoklipy. W 2009 roku powstał jego pierwszy film fabularny "Daniel & Ana", który zadebiutował w sekcji Quinzaine des Réalisateurs w ramach Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Cannes. Obraz trafił potem do programów festiwali na całym świecie, a prawa do jego kinowej dystrybucji kupiły takie kraje, jak Meksyk, Hiszpania, Francja czy Stany Zjednoczone. Kolejny film Franco - "Pragnienie miłości" ("Después de Luc~a") - otrzymał nagrodę sekcji Un Certain Regard na MFF w Cannes. Późniejszy o trzy lata "Opiekun" trafił już do Konkursu Głównego tego prestiżowego festiwalu, gdzie otrzymał nagrodę za najlepszy scenariusz.

Artur Zaborski. Studiował krytykę literacką i filmoznawstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pracował jako redaktor w portalach Onet.pl i Stopklatka.pl (w tym drugim szefował redakcji przez pół roku). Współpracuje z rozlicznymi mediami i festiwalami filmowymi. Zakochany w kulturze Iranu. Kibicuje transformacji Warszawy w miasto wielokulturowe.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

(fot. Publio.pl)(fot. Publio.pl)

Komentarze (26)
Zaloguj się
  • 1234qwerty

    Oceniono 154 razy 146

    Dlaczego ludzie nie mogą decydować o momencie swojego odejścia tylko zmusza się ich do okropnej dla nich wegetacji. Chcesz walczyć o życie to walcz chcesz odejść to odejdź godnie kiedy chcesz.

  • antrop

    Oceniono 127 razy 109

    Trudny temat w kraju w którym największym szczęściem rodzica jest urodzenie dziecka niepełnosprawnego, z wodogłowiem albo downa. Przynajmniej eutanazja powinna być dostępna dla wszystkich!

  • formozus1

    Oceniono 97 razy 91

    Ja pozwoliłem umrzeć własnej matce!
    Widziałem jak umiera i uznałem, że ma prawo do własnej śmierci!
    Miała raka jelita grubego z przerzutami i już nie miała świadomości.
    Wziąłem ją na ręce i z fotela przeniosłem na kozetkę i ułożyłem do snu wiecznego.

  • w.zboralski

    Oceniono 50 razy 48

    Ostatnie 8 lat mojej pracy jako pielęgniarz dyplomowany (dyplom uzyskałem w 1985 roku, a obecnie jestem na rencie inwalidzkiej) poświęciłem na pacy w domu starców pod Manchestrem w Anglii. Nie jest przesadą to, że mój zawód w światowym rankingu zawodów powodujących depresję - jest na pierwszym miejscu. Ja właśnie z jej powodu przeszedlem na rentę w wieku 55 lat... Z kolei jedna z pielęgnarek w Wieliej Brytanii w wieku 75 lat dobrowolnie, w pełni zdrowia fizycznego, poddała się eutanazji w Szwajcarii w "Dignitasie", ponieważ nie chciała odchodzić w nieokreślonej przyszłości i w stanie fizycznym, w jakim odchodzili jej pacjenci...

  • wessling

    Oceniono 46 razy 36

    Ważny film. Tim Roth jest wiarygodny, chyba warto to zobaczyć. Pójdę. I będzie to jeden z b. nielicznych przypadków kiedy Gazeta mnie do czegoś namówiła :)

  • sowaprzemadrzala

    Oceniono 33 razy 33

    Rodzina niewiele wie ( w większości) i tym co czują i co widzą ciężko chorzy, świadomi swojego umierania. Pracowałam z takimi ludźmi kilka miesięcy. Ci ludzie chcieli umrzeć, nie dlatego żeby skrócić swoje cierpienia, ale dlatego że nie mogli patrzeć na cierpiącą rodzinę. Na to co pokazano w artykule, rodziny ludzi ciężko chorych nie wiedzą jak się zachować, tak bardzo chcą ich chronić ale takim zachowaniem często ...zagłaskują kota na śmierć. Poza tym u nas wciąż nie potrafi się rozmawiać o chorobie a o umieraniu to już w ogóle. To jest temat tabu. Moje dzieci od co najmniej 20 lat ( kiedy były małymi dziewczynkami) wiedzą co zrobić ze mną po śmierci. Oddać do przeszczepu te narządy, które będzie można użyć. Resztę mojego ciała spopielić i rozsypać w morzu. Ja też wiem, czego one sobie życzą. Śmierć jest wpisana na stałe w nasze życie i nie da się przed nią uciec. Ale poprzez swoje życie, przez to co po nas zostawiamy " non omnis moriar".

  • podobny_do_nikogo

    Oceniono 2 razy 2

    Widziałem film, gdy wszedł na ekrany. Daje po jajach. Ciężko zrozumieć osobę, która daje radę z własnej woli to robić. Roth jest na tyle silny osobowością, że nie wyczułem fałszu.

  • jan.go

    Oceniono 2 razy 2

    Chcecie pomóc Bądźcie ,nie pieprzcie i nie wmuszajcie jedzenia im to już nie potrzebne a stanowi dodatkową torturę Ten fetysz jedzenia widziałem nawet w wydawało by się profesjonalnych hospicjach

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX