Tonia
- Mam szesnaście lat - mówi mi na dzień dobry sympatyczna blondynka. Antonina nazywana jest przez kolegów Tonią, sama zresztą też tak się przedstawia. Uczy się w pierwszej klasie liceum. Po lekcjach spotyka się z psychiatrą i psychologiem. Od pół roku korzysta z ich pomocy i łyka "tabletki szczęścia", czyli antydepresanty.
- Już w podstawówce miałam problemy ze sobą, głównie z samoakceptacją - wyjaśnia Tonia. Mówi pewnym głosem, sporo się uśmiecha. I przyznaje - uprzedzając moje pytanie - że na pierwszy rzut oka często sprawia wrażenie najzupełniej szczęśliwej. Ale to pozory. - Nie mogłam pogodzić się z moimi wadami i słabościami, co doprowadziło mnie do zaburzeń odżywiania. Po roku przeszłam z anoreksji do depresji. Spore znaczenie miała w moim przypadku społeczna presja na doskonałość. Przecież nie wszyscy są fantastyczni i piękni jak na billboardach. Tak fantastyczna i piękna nie jestem też ja.
W podstawówce Tonia miała kłopoty z uzyskaniem akceptacji otoczenia. Sama nie do końca wie dlaczego. Przypuszcza, że chodziło o wygląd. Każda dziewczynka w klasie trenowała jakiś sport. Tonia jedynie taniec. I nie była tak zgrabna jak koleżanki. W dodatku nie znała ich zbyt dobrze. Dołączyła do klasy jako "nowa". Tymczasem niektórzy przyjaźnili się już od przedszkola. - Po prostu mnie nie lubili i nie kryli tego - mówi nastolatka. - Bardzo się starałam dostosować, przypodobać, upodobnić do nich, ale nic z tego. Tak naprawdę dopiero w gimnazjum poczułam, że tam pasuję i że znalazłam "bratnie dusze".
W gimnazjum - zresztą jednym z najbardziej elitarnych w stolicy - okazało się, że dwie trzecie klasy ma problemy takie jak Tonia. - Bo z depresją tak już jest, że nie musi wynikać wyłącznie z życiowej sytuacji danej osoby. Bywa też "zaraźliwa". Jeżeli cierpią na nią koledzy z klasy, rośnie ryzyko, że zachorują też ich znajomi - przekonuje Tonia. Z kolei psychologowie, tłumacząc przyczyny rozwijania się depresji u młodych ludzi, często wymieniają też czynniki rodzinne. Jeżeli na depresję chorują rodzice, jest większe prawdopodobieństwo, że będzie się z nią zmagać również ich dziecko.
- Choć wiemy, że depresja ma podłoże genetyczne, mechanizmy jej dziedziczenia nie zostały do końca poznane - precyzuje dr Magdalena Nowicka, psycholog. - Badania dość jednoznacznie wskazują jednak, iż dzieci depresyjnych matek chorują na tę chorobę istotnie częściej niż ich rówieśnicy, których matki są zdrowe. Nie wiadomo do końca, czy za tę zależność odpowiadają geny, czy nieprawidłowe wzorce regulacji emocji i negatywne schematy poznawcze, które te dzieci niejako przejmują.
Przyczyny depresji mogą być różne, m.in. stres związany z przeciążeniem obowiązkami, doświadczenie przemocy w rodzinie, poczucie rozpadu więzi rodzinnych, brak akceptacji. Kiedy o nich rozmawiamy, Tonia stara się bronić szkoły, w której spotkała inne dzieciaki z problemami. - Gimnazjum samo w sobie było fantastyczne, tylko myśmy się tak akurat dopasowali - wyjaśnia Tonia. - Teoretycznie wspólne problemy łączą. Z więzi między nami powinno więc płynąć wsparcie, w konsekwencji powinno nam być łatwiej. Ale my się w jakimś sensie w to wkręcaliśmy. Na tyle skutecznie, że w czerwcu byłam na pogrzebach kilku kolegów.
Drugi plan
Trzysta pięćdziesiąt milionów. Tyle osób może dziś na całym świecie chorować na depresję, jak wynika z danych prezentowanych na stronach Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). W Polsce to około półtora miliona. Dane są szacunkowe, bo zdaniem specjalistów co drugi Polak cierpiący z powodu depresji nie podejmuje leczenia, a tym samym nie widać go w statystykach.
Szacuje się, że co trzecia osoba, która wyszła z domu i zniknęła bez śladu, chorowała na depresję. Koszty ponoszone z jej powodu przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych w 2013 r. wyniosły aż 762 miliony złotych. Z kolei na leczenie pacjentów z depresją w 2013 roku Narodowy Fundusz Zdrowia wydał 163,5 miliona złotych - czytamy na stronie internetowej kampanii społecznej "Twarze depresji. Nie oceniam. Akceptuję".
Lepiej nie będzie. Badania WHO wskazują, że liczba zachorowań wzrasta i już w 2020 roku to właśnie depresja stanie się jedną z dwóch najważniejszych - obok choroby niedokrwiennej serca - przyczyn niepełnosprawności społeczeństw. Dekadę później, w 2030 r., będzie najczęściej występującym zaburzeniem na świecie.
Depresja dotyka mężczyzn trzykrotnie częściej niż kobiety. Najczęściej chorują osoby w wieku 20-40 lat. Ale nie tylko. Dane Narodowego Funduszu Zdrowia nie pozostawiają wątpliwości: w Polsce na depresję leczy się dziś około 8 tys. nieletnich. W grupie najmłodszych są nawet kilkulatki. Wśród nastolatków - według szacunków - choruje co czwarty.
Amelia
Amelia ma trzynaście lat. Od blisko roku leczy się z powodu depresji. Całe ubiegłoroczne wakacje spędziła w szpitalu, na dziecięcym oddziale psychiatrycznym.
- Pierwszą osobą, która zauważyła, że coś jest ze mną nie tak, była pani od muzyki - mówi. - Sporo ze sobą rozmawiałyśmy. Chodziłam na jej zajęcia, po osiem godzin tygodniowo. I to w jej obecności któregoś dnia, przypadkiem, podwinęła mi się koszulka, odsłaniając blizny po ranach i rany, które sama sobie zadawałam.
Czym się kaleczyła? O tym nie chce mówić. Boi się, że mogłaby zainspirować innych do samookaleczania. Ona od koleżanek ze szkoły dowiedziała się, jak zadawać sobie rany na tyle głębokie, by czuć ból, a jednocześnie na tyle płytkie, by nie wyrządzić sobie zbyt wielkiej krzywdy. Połowa dziewczyn z jej klasy miała w tej kwestii doświadczenie.
Depresja dopadła Amelię akurat wtedy, kiedy w domu nie było nawet z kim pogadać. Rodzice rozwiedli się dawno temu. Mama z powodu ciężkiej zakrzepicy była zamknięta na OIOM-ie. Ojca nie było na horyzoncie. Amelia i jej dwie młodsze siostry tymczasowo mieszkały z dziadkiem. - A dziadek, to wie pani, już trochę dalsza rodzina, z dziadkiem się tak nie rozmawia - wyjaśnia dziewczynka. I dodaje: - Po cichu bardzo obwiniałam się o rozstanie moich rodziców, jako najstarsza z sióstr czułam się odpowiedzialna za rodzinę, kiedy i mamy, z powodu choroby, zabrakło.
Pierwszym specjalistą, do którego sama się zgłosiła, był ksiądz. Uczył ją religii i był równocześnie psychoterapeutą. Kiedy w końcu trafiła do lekarza psychiatry, dostała od niego skierowanie do szpitala psychiatrycznego. Spędziła tam dwa miesiące. Dostawała leki, bierze je zresztą do dziś. Odwiedza oddział, na którym była leczona.
- Przychodzę tam jako wolontariuszka - mówi. - Do końca marca zbieraliśmy też pieniądze na doposażenie sali sportowej i sali cichej terapii na psychiatrycznym oddziale dziecięcym w Mazowieckim Centrum Neuropsychiatrii w Józefowie. Na wspieram.to udało się zgromadzić 118 proc. potrzebnych środków, czyli 5330 złotych. Do centrum trafią więc nowe hamaki, trampolina, pufy do siedzenia, materiałowy namiot do zabawy, naklejki na ścianę, szafka, kocyki, poduszki.
#stopmodnejdepresji
Amelia razem z Tonią stworzyły i prowadzą społeczność na Facebooku i Instagramie . Porcelanowe Aniołki - taką nazwę noszą profile i strona - mają uświadomić, że depresja jest problemem, który można rozwiązać. Dziewczyny swoim doświadczeniem potwierdzają, że jedynym skutecznym sposobem na uwolnienie się od chronicznego cierpienia jest leczenie.
- Pokazujemy też, że mimo zaburzenia psychicznego można osiągać sukces y - wyjaśnia Amelia. - Na Facebooku i Instagramie Porcelanowych Aniołków można znaleźć nie tylko alternatywy dla destrukcyjnych zachowań oraz sposoby na radzenie sobie z trudnymi emocjami, ale również konkursy, dzięki którym każdy ma szansę na odkrywanie swoich umiejętności i mocnych stron.
Z akcją Porcelanowych Aniołków pod hasłem #stopmodnejdepresji stał projekt promowany w podstawówkach i gimnazjach w całej Polsce. Celem było nie tylko informowanie o chorobie, ale i wyrażanie sprzeciwu wobec panującej wśród młodzieży "mody" na zaburzenia psychiczne. "Mody" lansowanej w sieci przez wpisy i zdjęcia gloryfikujące depresję, a nawet wprost zachęcające do samobójstwa i autoagresji.
- Codziennie powstają w sieci setki, jeśli nie tysiące takich portali, serwisów, forów - wyjaśnia Amelia. - Dorośli nie mają o nich pojęcia, bo są dla nich niedostępne albo umieszczone w takim miejscu sieci, którego nie znajdą za pomocą zwykłej wyszukiwarki. Dzieciaki między sobą rozsyłają materiały i linki do tego typu zamkniętych grup. Obie z Tonią wiemy to doskonale, bo same trafiłyśmy do takich miejsc.
Pomóż mi
Z drugiej strony w sieci można też szukać pomocy, choćby doraźnej. - O bolesnych rzeczach dużo łatwiej nam przecież mówić w internecie, zgłaszać się na czacie, prosić o zrozumienie i wsparcie. Na przykład w Telefonie Zaufania Dla Dzieci - 116 111 - z Fundacji Dzieci Niczyje poza możliwością rozmowy telefonicznej jest także opcja rozmowy na czacie. Sama z takiej pomocy korzystałam - mówi Amelia.
ONI TAKŻE MOGĄ POMÓC: (anonimowy, czynny w poniedziałki w godz. 17.00-20.00) (bezpłatny, anonimowy, czynny poniedziałek - piątek w godz. 12.00-18.00)
Dziewczyny twierdzą, że przydałoby się też o skali problemu uświadomić dorosłych, zarówno rodziców, jak i nauczycieli, bo ci zbyt często bagatelizują niepokojące symptomy.
Tonia: - Zdarzało się, że moi znajomi informowali o swoich problemach pedagogów, ale ci niemal za każdym razem składali gorsze samopoczucie na karb burzy hormonów. A dzieciakom odpowiadali hasłami w stylu "dzieci tak mają" albo "taki wiek". Bywało tak, że ja potem odwiedzałam te osoby i w ostatniej chwili udawało mi się przeszkodzić im w skończeniu ze sobą.
Amelia: - Mam podobne doświadczenia. Zgłaszałam w szkole wielokrotnie, że jest dziewczyna, która pilnie potrzebuje pomocy. Szkoła na to nie zareagowała. Pół roku później byłam u tej dziewczyny w szpitalu, po jej próbie samobójczej. A o tę naprawdę nie jest trudno. Często cały sprzęt potrzebny do targnięcia się na życie dzieciaki mają pod ręką, w domu.
Inna sprawa, że po młodych ludziach czasem nie widać depresji, bo - jak Tonia - maskują ją uroczym uśmiechem. Dzieci między sobą wyłapują dyskretne sygnały, dorośli - nie. Ci drudzy uważają, że drażliwość emocjonalna, zmienność nastrojów czy agresja - czyli typowe objawy depresji u dzieci i młodzieży - są objawami okresu dojrzewania lub skutkami chwilowego przemęczenia.
- Tyle tylko, że rodzic zwykle wie, jak u dziecka objawia się zmęczenie - twierdzi dr Nowicka. - Depresja jest zdecydowanie czymś więcej. Nie mija po odpoczynku. Dziecko czy nastolatek traci zainteresowanie sprawami, które dotychczas go pochłaniały, może stać się drażliwe emocjonalnie czy agresywne. Taka postawa często rodziców zaskakuje, a warto wiedzieć i pamiętać, że to jest jasny sygnał, by jak najszybciej udać się do specjalisty - psychologa lub psychiatry.
Dziś dorośli nadal jednak reagują zbyt późno, dlatego tak ważne jest, by również dzieci wiedziały, jak się zachować wtedy, gdy ich kolega choruje.
- Chcemy uwrażliwić młodzież na ten problem, aby młodzi ludzie wiedzieli, jak go dostrzec u swoich kolegów - tłumaczył Michał Pozdał, psycholog z Uniwersytetu SWPS podczas inauguracji II edycji kampanii "Twarze depresji. Nie oceniam. Akceptuję".
Amelia, która stała się jedną z twarzy tej edycji kampanii, mówi: - Z racji swoich doświadczeń często pomagam innym i wiem, że najskuteczniejsze są proste komunikaty. Jeśli widzę, że z daną osobą dzieje się coś nie tak, podchodzę i mówię wprost: "widzę, że coś się dzieje, martwię się", "czy coś się stało?", "możemy pójść do pani pedagog razem, jeżeli chcesz", "jeżeli nie chcesz o tym rozmawiać, nie musisz, ale pamiętaj, że tu jestem". Po jakimś czasie ten komunikat trzeba ponowić, zachęcać do skorzystania z pomocy i wskazywać, ile taka osoba traci, nie lecząc depresji. Tu trzeba przede wszystkim być i słuchać, nie oceniać. I darować sobie komunikaty typu "keep smiling", "wszystko będzie dobrze", bo one w niczym nie pomogą, a jedynie spotęgują poczucie winy. Ktoś, do kogo to mówimy, nie ma wcale ochoty na uśmiech.
* Nazwiska do wiadomości redakcji
Małgorzata Gołota. Dziennikarka prasowa i radiowa. Autorka kampanii "Alimentare znaczy karmić" dedykowanej milionom polskich dzieci, które nie otrzymują od rodziców należnych im alimentów. Współautorka książki "Krótka ulica, długa historia. Próżna, Plac Grzybowski i okolice". Publikowała w toruńskiej "Gazecie Wyborczej", dziale zagranicznym "Polska The Times" i naTemat.pl. Współpracowała z Radiem PLUS, Radiem ZET Gold i Rock Radiem.