(fot. istockphoto.com)

Antyszczepionkowcy są wśród nas. "Im osoba bogatsza, tym mniejsza szansa, że wykupi zalecane szczepienia"

Przeciwnicy obawiają się, że szczepionki mogą wywołać autyzm u najmłodszych, zwolennicy ostrzegają przed powrotem zapomnianych chorób. Dla jednych i drugich dobro dziecka jest najważniejsze. Kto ma rację - próbuje ustalić Izabela Filc-Redlińska w książce "Szczepionki. Nie daj się zwariować", której fragmenty publikujemy.

- Nie boisz się hejtu ze strony antyszczepionkowców? - spytała mnie koleżanka dziennikarka, kiedy na jednej z konferencji pochwaliłam się jej, nad czym pracuję. - Jasne, że trochę się boję - przyznałam. - Zwłaszcza kiedy pomyślę o promowaniu książki.

Z niepokojem wyobrażałam sobie, że wezmę udział w jakimś programie śniadaniowym, w którym zostanę skonfrontowana z zadeklarowanym przeciwnikiem szczepień, np. z matką, która jest przekonana, że jej dziecko stało się ofiarą NOP-u (niepożądanego odczynu poszczepiennego). Nieraz występowałam przed kamerą, ale wiem, że w takiej potyczce nie miałabym szans. Telewizja jest medium wybrednym. Lubi łzy i emocje, a nie znosi skomplikowanych tematów. Jedno spojrzenie cierpiącej matki bardziej przemówi do widza niż wszystkie moje mądrości. Zwłaszcza jeśli użyję niestosowanych powszechnie wyrazów, takich jak "immunoglobulina" czy "etylortęć". Jak przedstawić swoje racje na temat tak złożonej kwestii w ciągu pięciu minut? I jednocześnie - być może - bronić się przed zarzutami.

Za każdą pozytywną wypowiedź na temat szczepionek człowiek może bowiem zapłacić oskarżeniem o współpracę z firmami farmaceutycznymi. Na własnej skórze doświadczyli tego moi przyjaciele Ola i Piotrek, którzy prowadzą popularny serwis Crazy Nauka. - Jeśli rano umieścimy informację na temat szczepień, to możemy być pewni, że wieczór mamy z głowy. Trzeba się nastawić na odpieranie ataków - opowiadają. Porównywalną liczbę hejtów wywołuje tylko kilka innych tematów: organizmy modyfikowane genetycznie, ewolucja i homeopatia.

Każdy, kto wypowiada się pozytywnie o szczepionkach, jest oskarżany o współpracę z koncernami farmaceutycznymi (fot. istockphoto.com) Każdy, kto wypowiada się pozytywnie o szczepionkach, jest oskarżany o współpracę z koncernami farmaceutycznymi (fot. istockphoto.com)

"Zwolennicy chorób", "proepidemicy", "antywacki" (od ang. vaccine - szczepionka), "członkowie ruchów antycywilizacyjnych" - to niektóre z niewybrednych określeń używanych wobec osób deklarujących się jako przeciwnicy szczepień. Jak wynika z obserwacji socjologów, ruch ten jest najbardziej aktywny w społeczeństwach neoliberalnych, w których ceni się swobody i wolność obywateli. W Polsce tak naprawdę tworzy go niewielka grupa aktywnych działaczy, ale mimo to treści antyszczepionkowe są bardzo widoczne, zwłaszcza w internecie. Można wręcz odnieść wrażenie, że liczba wpisów, forów i artykułów na temat negatywnych skutków szczepień przewyższa tę o ich pozytywnym wpływie. Jednak wbrew pozorom ruch ten nie ma wielkiej siły oddziaływania. Dowód? Liczba nieszczepionych dzieci. Nawet w państwach o wieloletniej tradycji demokratycznej, gdzie istnieje dobrowolność szczepień, większość maluchów jest im poddawana. Weźmy na przykład szczepionkę przeciwko błonicy, tężcowi i krztuścowi (DTP) - w 2013 roku otrzymało ją 94 proc. małych Amerykanów, 95 proc. Brytyjczyków i 96 proc. Niemców [dane Światowej Organizacji Zdrowia - przyp. autorki]. Jednak zawsze tzw. wyszczepialność jest i będzie wyższa w krajach, w których szczepienia są obowiązkowe. Dlatego w Polsce odsetek dzieci, które otrzymały DTP, wynosi 99 proc. Ale coraz częściej - jak mówią lekarze - zgłaszają się do nich przerażeni rodzice, którzy dopytują, czy te internetowe oskarżenia nie są chociaż w części prawdziwe. Efekt? Niepokoje zaczynają przekładać się na statystyki...

Od kilku lat znacznie rośnie w Polsce liczba niewykonanych szczepień. O ile w 2012 roku było ich 5314, o tyle rok później - 7248, w 2014 - 12 361, a od stycznia do czerwca 2015 roku - 14 500. Dane te trzeba jednak interpretować z głową. Dotyczą one zarówno dzieci w ogóle nieszczepionych, jak i tych, które nie przeszły tylko wybranych szczepień obowiązkowych. W praktyce część maluchów otrzymuje niektóre szczepienia, inne są wykonywane z opóźnieniem, co nie powoduje usunięcia wcześniejszej odmowy ze statystyk. Chcąc więc obliczyć, jaka jest skala zjawiska, nie można sumować wyników z wszystkich lat. Jaki z tego wniosek? - Zaledwie nieznaczny odsetek dzieci, mniej niż 1 proc., nie ma wykonanych wszystkich szczepień. Nie licząc tych, które nie mogą być nimi objęte z powodu przeciwwskazań medycznych - wylicza Jan Bondar, rzecznik prasowy Głównego Inspektoratu Sanitarnego (GIS). - Z punktu widzenia zdrowia publicznego skala tego zjawiska ciągle nie ma większego znaczenia. Choć może się to zmienić, jeśli będzie rosła tak szybko jak w ostatnim czasie. Jeśli po 10 latach liczba nieszczepionych dzieci wyniesie kilkadziesiąt tysięcy, istnieje ryzyko pojawienia się tzw. epidemii wyrównawczej, czyli zachorowań wśród osób nieuodpornionych.

GIS spytał Polaków, dlaczego nie chcą poddawać się szczepieniom. Zaledwie 2 proc. ankietowanych przyznało, że powodem są obawy związane z wystąpieniem w przeszłości u siebie lub u dziecka niepożądanego odczynu poszczepiennego. Niewiele mniej osób wskazało odrębność kulturową, religijną lub etniczną. Niewiele więcej zaś mówiło o wpływie środowisk propagujących medycynę alternatywną. Natomiast aż 28 proc. jako przyczynę podało wpływ ruchów antyszczepionkowych i ta grupa między początkiem a końcem roku 2014 powiększyła się najbardziej (o 66 proc.).

Obraz wyłaniający się ze statystyk GIS potwierdzają wyniki sondażu, który przeprowadziło wśród rodziców niechętnych szczepieniom Stowarzyszenie STOP NOP. Na 2 tysiące ankietowanych tylko co trzeci przyznał, że jego dziecko w ogóle nie było szczepione. Większość maluchów została uodporniona przeciwko jednej lub większej liczbie chorób. Najczęstszym powodem rezygnacji wcale nie było wystąpienie u dziecka niepożądanych odczynów poszczepiennych i powikłań (38 proc.), tylko zapoznanie się z informacjami na temat ryzyka (70 proc.) lub utrata zaufania do systemu szczepień, m.in. ze względu na postawę lekarzy i urzędników (60 proc.) [procenty się nie sumują, ponieważ ankietowani mogli wybrać więcej niż jedną odpowiedź - przyp. aut.].

Wśród mam, z którymi rozmawiałam, były takie, które szczepiły wybiórczo. Co ciekawe, każda dokonywała innych wyborów. Na przykład jedna mówiła, że zaszczepiła dziecko przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby typu B, bo to groźna choroba, podczas gdy inna uznawała to szczepienie za bezzasadne; jedna bała się krztuśca, inna prychała na krztusiec itp. Gdy pytałam, skąd wiedzą, które szczepienia wybrać, a z których zrezygnować, przyznawały, że były to raczej ich samodzielne decyzje. Zauważyłam, że rzadziej podejmowały je te mamy, które ufają swojemu lekarzowi pediatrze. - On wie najlepiej, co będzie dla mojego dziecka najlepsze. Wielokrotnie to udowodnił - przyznała Dorota. Zupełnie inne doświadczenia miała Sylwia, która co prawda zaszczepiła syna, ale zrobiła to z dużym lękiem o skutki uboczne. Sam poród, a także późniejsze wizyty u pediatry (często go zmieniała z powodu przeprowadzek) wspomina jako koszmar. - Lekarze traktują rodzica jak idiotę, który ma ślepo wykonywać ich polecenia - tłumaczy z żalem. Jej spostrzeżenie podziela dr Tomasz Sobierajski, socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego. Jak powiedział w jednym z wywiadów, współczesny pacjent chce, żeby z nim rozmawiać, a większość lekarzy nie jest do tego przygotowana. Woleliby po prostu nadal wygłaszać swoje racje [Pacjent sam podpowiada, jak należy z nim rozmawiać, [w:] "Medycyna Praktyczna. Szczepienia" 2014, nr 1 - przyp. aut].

Szczepienie trzymiesięcznej Oliwii (fot. Jakub Ociepa / Agencja Gazeta) Szczepienie trzymiesięcznej Oliwii (fot. Jakub Ociepa / Agencja Gazeta)

W sytuacji, kiedy nie ma mowy o relacji partnerskiej, trudno o zaufanie. Co prawda wciąż darzymy nim lekarzy w większym stopniu niż przedstawicieli innych zawodów, ale jest ono coraz mniejsze. Dowodzi tego sondaż European Trusted Brands przeprowadzony przez miesięcznik "Reader's Digest" - o ile w 2011 roku 73 proc. Polaków deklarowało, że ufa lekarzom, o tyle w 2014 odsetek ten spadł do 56 proc. i był jednym z najniższych wśród krajów europejskich. Z jednej strony to skutek rosnącego niezadowolenia z działania całej służby zdrowia, z drugiej trzeba przyznać, że niektórzy lekarze na złą opinię sobie zapracowali. - Zwykle są wojowniczo proszczepionkowi i ignorują jakiekolwiek obawy ze strony rodziców - skarżyła mi się Aneta, rzeczniczka jednej z naukowych instytucji. Potrafią na przykład powiedzieć podczas wizyty: Lepsze dziecko martwe zaszczepione niż żywe nieszczepione albo Rodzice, którzy nie szczepią, to debile. A przecież nie trzeba być psychologiem, żeby wiedzieć, że straszenie czy obrażanie ludzi nie jest najlepszą metodą, aby przekonać do zmiany zdania. W ten sposób można raczej utwierdzić ich w słuszności, że mają rację. Na szczęście tak ostre wypowiedzi ze strony lekarzy zdarzają się rzadko. Większość z nich tłumaczy, że przyjmując w placówce państwowej, mają dla jednego pacjenta tylko 10 minut. W tym czasie trzeba wykonać badanie, szczepienie, wypełnić dokumentację i w efekcie mało go już zostaje na rozmowę. Jedna ze szczepiących lekarek powiedziała mi wprost: Większość problemów wynika właśnie z braku czasu.

Lekarze narzekają, że nie mają czasu na rozmowę z pacjentem o szczepieniu (fot. Cezary Aszkielowicz / Agencja Gazeta) Lekarze narzekają, że nie mają czasu na rozmowę z pacjentem o szczepieniu (fot. Cezary Aszkielowicz / Agencja Gazeta)

Kim są ci, którzy nie szczepią dzieci? To najczęściej mieszkańcy miast (najwięcej dzieci nieszczepionych mieszka w województwach śląskim, wielkopolskim i mazowieckim). Raczej osoby zamożne, co można wnioskować z badań dr. Tomasza Sobierajskiego - im osoba bogatsza, tym mniejsza szansa, że wykupi szczepienia zalecane. Podobnie sytuacja wygląda w innych krajach, np. w USA nieszczepione dzieci pochodzą zwykle z pełnych rodzin anglojęzycznych, objętych prywatnym ubezpieczeniem zdrowotnym, których dochód jest co najmniej cztery razy wyższy od finansowego progu biedy [dane za: Public Health Reports - przyp. aut.]. Są to więc najwięksi beneficjenci społeczeństwa neoliberalnego. To również - jak twierdzi psycholog Stephan Lewandowsky z University of Bristol na podstawie badania internetowego z udziałem tysiąca Amerykanów - osoby częściej wierzące w teorie spiskowe. Ankietowani przez niego odpowiadali na serię pytań dotyczących m.in. ocieplania się klimatu, bezpieczeństwa organizmów modyfikowanych genetycznie czy historii podboju kosmosu (np. "W jakim stopniu zgadzasz się ze stwierdzeniem, że lądowanie na Księżycu nigdy się nie odbyło, a zostało nagrane w studio Hollywood?"). Po przeanalizowaniu odpowiedzi okazało się, że ludzie wierzący w istnienie spisków i zatajanie prawdy przed opinią publiczną, trzy razy częściej odmawiają szczepień niż osoby odrzucające tego rodzaju teorie.

Niektórzy uważają, że to przemysł farmaceutyczny sam nakręca ruchy antyszczepionkowe, żeby zwiększyć swoje zyski. Nie od dziś wiadomo, że profilaktyka wymaga mniej nakładów niż leczenie. Ile? O pomoc w wyliczeniu poprosiłam dr. Pawła Grzesiowskiego. - Zaszczepienie jednego dziecka przeciwko pneumokokom, zakładając, że kupujemy preparat w cenie hurtowej dla całej populacji, kosztuje około 350 zł za 3 dawki. Natomiast leczenie w szpitalu zwykłego zapalenia płuc (u dzieci najczęściej wywoływanego przez pneumokoki) bez powikłań to koszt rzędu 3 tys. zł, a sepsy (inwazyjnej choroby pneumokokowej) - 30 tys. zł - tłumaczy doktor. Jasno z tego wynika, że firma zarabia więcej na chorobach niż na profilaktyce. A przecież te same firmy produkują zarówno antybiotyki, jak i szczepionki.

Według dr. Grzesiowskiego liczba zadeklarowanych przeciwników szczepień jest w Polsce stała i jak wskazują różne badania, wynosi około 1 proc. społeczeństwa [m.in. sondaż "Jak Polacy postrzegają szczepienia" wykonany w 2011 roku przez BSM Solutions na zlecenie Fundacji Instytut Profilaktyki Zakażeń]. - Nie przybywa ich, w przeciwieństwie do osób z wątpliwościami, których w tej chwili jest kilka procent - wylicza lekarz. - Ludzie ci na własną rękę szukają informacji na temat szczepień, analizują ryzyko, nie mają ugruntowanych poglądów i są otwarci na różne argumenty. Rozmowa z nimi wymaga dużo większego wysiłku, bo są dociekliwi i mnożą pytania. Lekarz musi się do niej dobrze przygotować, dysponować informacjami opartymi na aktualnej wiedzy medycznej. Nie może być dilerem szczepionek, wmawiać, że szczepienia są wyłącznie dobre, i pomijać informacji o skutkach ubocznych. To prosta droga do utraty zaufania. A zniechęceni rodzice staną się podatniejsi na argumenty ruchów antyszczepionkowych. Zwolenników przysparzają tym ruchom także osoby powszechnie znane deklarujące w mediach, że są przeciwnikami szczepień. Menedżerka jednej z takich celebrytek zadzwoniła jakiś czas temu do dr. Grzesiowskiego i spytała w imieniu swojej podopiecznej, czy mógłby dyskretnie zaszczepić jej dziecko. Kobieta wyjeżdżała z rodziną za granicę i najwyraźniej bała się o zdrowie malucha. Dziecko przyprowadził do gabinetu jej osobisty ochroniarz. Zostało zaszczepione. Ale o tym fakcie już w mediach nie usłyszymy.

O stosunek do antyszczepionkowców pytałam różnych lekarzy. - Nie lubię z nimi dyskutować, bo ich argumenty są miałkie - przyznał dr Wojciech Feleszko. - Ale uważam, że ich opinie są w gruncie rzeczy potrzebne. Po pierwsze dlatego, że zmuszają nas, lekarzy, do weryfikacji swoich poglądów. Po drugie, antyszczepionkowcy patrzą na ręce przemysłowi farmaceutycznemu. Dobrze, że ktoś mówi "sprawdzam", pełni rolę opozycji.

JAKIE KARY GROŻĄ ZA NIESZCZEPIENIE DZIECKA?
Brak zgody na obowiązkowe szczepienia nie jest w Polsce automatycznie karany. Najpierw rodzic otrzymuje upomnienie z wezwaniem do wykonania tego obowiązku. Wystawiają je powiatowi inspektorzy sanitarni na podstawie informacji spływających do nich co kwartał od lekarzy realizujących szczepienia (w 2014 roku wystawiono 4081 upomnień - najwięcej, co czwarte, w województwie wielkopolskim, najmniej, 12, w województwie opolskim). W razie zignorowania upomnienia inspektor ma dwie drogi działania. Może wnieść sprawę do sądu z wnioskiem o ukaranie rodzica (grozi wówczas jednorazowa kara nagany lub grzywny do 1500 zł) - jest to rzadko stosowane rozwiązanie. Może też przekazać sprawę wojewodzie, który z tytułu Ustawy o postępowaniu egzekucyjnym w administracji ma prawo nałożyć na rodzica karę do wysokości 10 tys. zł (w praktyce są to kwoty rzędu 500 zł; kara może być nakładana wielokrotnie do łącznej sumy 50 tys. zł). Zanim inspektorzy skierują sprawę do wojewody (w 2014 roku przekazali ich około tysiąca), często zapraszają rodziców na rozmowę, podczas której próbują przekonać ich do zmiany zdania. Z danych Głównego Inspektoratu Sanitarnego wynika, że w 2014 roku 12 osób zostało ukaranych grzywnami w wysokości do 1500 zł lub skierowano do sądu wnioski o ukaranie. Nie ma natomiast zbiorczych statystyk dotyczących liczby kar nałożonych przez wojewodów. Według Polskiej Agencji Prasowej tylko w pierwszym kwartale 2015 roku w większości województw było ich średnio kilkadziesiąt (w niektórych kilka, w innych około 100, w pojedynczych - żadnej). Z zapłacenia grzywny zwalnia tylko zaszczepienie dziecka (lub zaświadczenie od lekarza specjalisty o medycznych wskazaniach do odroczenia szczepienia). Na każdym etapie postępowania rodzic ma prawo złożyć odwołanie od decyzji danej instytucji, a ostatecznie może także zwrócić się o rozstrzygnięcie sprawy do sądu administracyjnego.

Fragment pochodzi z z książki Izabeli Filc-Redlińskiej "Szczepionki. Nie daj się zwariować", która ukazała się nakładem Wydawnictwa Otwartego

Izabela Filc-Redlińska (fot. materiały prasowe) Izabela Filc-Redlińska (fot. materiały prasowe)

 

Izabela Filc-Redlińska . Od lat jako dziennikarz zajmuje się tematyką zdrowia i medycyny. Pisze dla miesięcznika "Twój Styl". Prawie dekadę pracowała w dzienniku "Rzeczpospolita", prowadziła program "Bez recepty" w telewizji TTV, była redaktor naczelną sieci portali dla lekarzy Openmedica. Współpracowała m.in. z Centrum Nauki Kopernik, miesięcznikiem "Focus", "National Geographic Polska", tygodnikiem "Newsweek Polska". Laureatka wielu dziennikarskich nagród i stypendiów.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (98)
Zaloguj się
  • aniamisialska

    0

    Chętnie przeczytam, a że pneumokoki będą finansowane bardzo się cieszę!

  • dbam_o_zdrowie

    Oceniono 4 razy 0

    Przeczytałam artykuł i muszę przyznać ze nie przekonał mnie do zmiany zdania. Nadal NIE.BEDE.SZCZEPIĆ.SWOICH.DZIECI.ANI.CZLONKOW.SWOJEJ.RODZINY.
    Pani autorka bardzo ładnie promuje swoją książkę i to tyle w tym temacie. Do zakupu ksiązki tez nie zostałam przekonana. Wykształcenie autora nie wróży merytorycznej zawartości tej pozycji książkowej.

  • aniamisialska

    Oceniono 3 razy 3

    Mi też się wydawało, że wiem jak bardzo złe są szczepienia, że na pewno nie zaszczepię dziecka, a jednak życie zweryfikowało moje myślenie, ponieważ spotkałam właściwego człowieka na właściwym miejscu, tzn. fantastycznego lekarza pediatrę, który mnie nie wyśmiał i nie zgasił, ale porozmawiał ze mną o moich wątpliwościach i wszystko cierpliwie wytłumaczył. Oprócz obowiązkowych zaszczepiłam także na pneumokoki, ponieważ posyłałam dziecko do żłobka. Ja miałam to szczęście trafić na fantastycznego lekarza, mam nadzieję, ze więcej takich lekarzy będzie pracowało...

  • Beata Zając

    Oceniono 5 razy 3

    Kiedyś nawet starałam się zgłębić sposób myślenia antyszczepionkowców. Jednak zamiast faktów spotkałam się z teoriami spiskowymi i emocjonalnymi wypowiedziami. To nie są dla mnie sensowne argumenty. Dla mnie przekonujące jest to, że dzięki szczepieniom nie giną już tysiące ludzi, jak to miało miejsce kiedyś. Jeżeli chodzi o powikłania, to jest dosyć trudny temat, ale niektóre źródła nie boją się ich poruszać. Na przykład można poczytać sensownie na Zaszczep się wiedzą, zakładka pytania i odpowiedzi.

  • mazen17

    Oceniono 17 razy 1

    Widzę że tutaj głos zabierają tylko ci, którym big pharma pięknie wyprała mózgi. Moje dziecko bylo szczepione na pierwsze dwie szczepionki. Po drugiej dawce tak sie załamał jego system immunologiczny że przez następne dwa lata wlasciwie nie wychodził z domu lub szpitala. Po paru latach, głównie dzięki medycynie naturalnej i wschodniej jego imuno wróciło do normalki, a ja i jego matka przyrzekliśmy ze nigdy więcej nie poddamy go takim torturom. Teraz ma dziesięć lat, jest zdrowy jak ryba, nawet w zimie nie choruje na grypę czy przeziębienie. Całe szczęście ze mieszkamy w USA gdzie nikt za to, że chcemy aby nasze dziecko więcej nie cierpiało, nie może nas karać.

    "Bo rząd wie lepiej od rodziców", no nie?

  • pwk1

    Oceniono 7 razy -3

    Lekarze nie znają składu szczepionek.
    "Wierzą " że koncerny farmaceutyczne nie tworzą "trujących " szczepionek.
    ASPARTAM JEST EWIDENTNĄ TRUCIZNĄ I CO Z TEJ WIEDZY WYNIKA DLA KONCERNÓW SPOŻYWCZYCH ???!!! Dziecko nieszczepione jest nosicielem wirusa a szczepione ma przeciwciała przeciwko temu wirusowi.
    W czym problem ?

  • monika.tu

    Oceniono 21 razy 9

    Gdy nasz synek miał pół roczku dopadł nas rotawirus. To był koszmar! Mąż nie wstawał z toalety, ja miałam tak straszne torsje, że myślałam że za którymś razem zobaczę swój żołądek w odpływie wc. Zachorowała też moja mama i babcia. Mały był szczepiony na Rota i nie było mu kompletnie nic, pomimo że karmiłam go wtedy piersią i nie było możliwości żeby tego nie złapał. Nawet sobie nie wyobrażam co by było gdybyśmy go nie szczepili. U niemowlaka taka infekcja na pewno skończyłaby się szpitalem. Nie dość że sama choroba była koszmarem, to powrót do zdrowia też był okropny. W życiu nie byłam tak osłabiona. Akurat przeprowadzaliśmy się do nowego mieszkania, a ja pamiętam że nie miałam siły odkurzacza trzymać. Cena szczepionki to moim zdaniem bandytyzm, ale jak pomyślę ile cierpienia zaoszczędziłam swojemu dziecku, nie mówiąc o pewnym pobycie w szpitalu, stwierdzam, że było warto. Moje dziecko chodzi w ciuchach po dzieciach sąsiadów, ale na żadną szczepionkę nie będę żałować, nawet gdybym miała miesiąc jeść chleb z masłem.

  • Ryszard Szampera

    Oceniono 12 razy 0

    Nie sama szczepionka jest tu problemem ale czym jest konserwantów w celu przedłużenia jej przydatności a mianowicie chodzi tu o rtęć a jak wiadomo jest to jedna z największych trucizn dla organizmów żywych a tym bardziej tak małych co dopiero rozwijających się organizmów dzieci

  • lolitkawtrabancie

    Oceniono 29 razy -1

    W tym artykule nie ma ani jednego argumentu uzasadniającego konieczność szczepień na konkretne choroby. Poza takimi blablabla, ze jest obowiązek i więzienie za karę, inni szczepią, głownie jak są niebiali i biedni, a przeciwnicy hejtują zwolenników szczepionek.
    Naprawdę, przekonaliscie mnie :)

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX