artykuły

Wyobraź sobie, że instalujesz w telefonie aplikację, która podczas kłótni napisze na ekranie: "Odpuść, lepiej będzie, jeśli teraz przyznasz rację. Lepiej poucz się fizyki, jutro kolokwium". A na randce: "Może przyda ci się wiedza, że on lubi sushi, krav magę i Mozarta?". Albo doradzi: "Nie jedz burgera, idź na siłownię, przecież chcesz w wakacje mieć kratkę na brzuchu". A ty to zrobisz. Raz, drugi, trzeci, dziesiąty.

Jeśli posłuchasz się algorytmów, w sześć miesięcy poprawisz oceny w szkole, schudniesz i naprawisz relacje z otoczeniem, może zdobędziesz miłość, a twój status społeczny, potwierdzony globalnymi rankingami, na które patrzą przecież pracodawcy, wzrośnie. Kto by nie chciał genialnego suflera, który będzie jego osobistym życiowym doradcą 24 godziny na dobę i na dodatek będzie skuteczny? Według pewnego człowieka tworzącego wizje przyszłości - pragną tego miliony ludzi.

Chcemy informacji. Lubimy wiedzieć o innych jak najwięcej. Zwłaszcza o tym, co prywatne i ukryte. Ale sami - o, co to, to nie, chronimy swoją prywatność i boimy się, by nasze dane, numery telefonów i numery kont, prywatne sprawy, gusta i upodobania nie stały się publiczne. No, przynajmniej tak myślimy. A robimy wręcz przeciwnie. Miliony ludzi dzielą się szczodrze ze światem wszystkim, co mogą o sobie opowiedzieć - dla lajków, szerów i komentarzy. Za co? Za darmo.

Grafika: Marta Kondrusik/Gazeta.pl

W wizji bliskiej przyszłości, jaką stworzył w swojej nowej książce "Zero" ( wydanej w Polsce przez wyd. W.A.B. ) autor bestsellerowego "Blackoutu" Marc Elsberg, użytkownicy sieci dobrowolnie dzielą się własnymi danymi. Sami chętnie sprzedają informacje o sobie. Platformą do sprzedaży jest serwis społecznościowy Freemee. Użytkowników kusi przekazem: "To twoje dane, sam je gromadź i sam decyduj, czym się dzielisz". Oczywiście im większą ilość danych zgromadzisz, tym większą się podzielisz i tym więcej zdobędziesz punktów, które umożliwią ci tańsze zakupy online. A na pewno kilka korporacji, pragnących sprzedać ci swoje produkty, będzie wiedzieć o tobie więcej. Science fiction? Według Elsberga to już się zaczęło.

- Niech pan spojrzy na sklepy z aplikacjami. Znajdzie pan tysi ące takich, których celem jest "pomoc" nam w życiu codziennym. Tak, już są - od aplikacji fitnessowych, dietowych, wspomagających inteligencję, po takie, które mają wspomagać szczęście i inne dziedziny życia. I ludzie chętnie ich używają. Jedyna różnica między nimi a Freemee jest taka, że nie wszystkie są kontrolowane przez jedną firmę - albo nie całkiem - mówi w rozmowie z Weekend.Gazeta.pl Marc Elsberg .

Książka "Zero" w formie ebooka jest dostępna na Publio.pl >>

Co się stanie, gdy, jak bohaterowie książki Elsberga, zainstalujesz ActApps? Dwie rzeczy: powstanie twój pełny profil, który można komuś sprzedać, i powstaniesz nowy/nowa Ty - poddany/poddana komuś, kto, dając ci iluzję wolności, przejął kontrolę nad twoim życiem. I zamierza na nim trochę poeksperymentować.

Grafika: Marta Kondrusik/Gazeta.pl

Każde następne działanie podyktowane przez telefon uzupełni bazę danych o tobie, prowadzoną przez gościa będącego skrzyżowaniem Marka

Zuckerberga ze Steve'em Jobsem. Będzie wiedział, gdzie jesz, ile zarabiasz, z kim śpisz, czego się boisz, czego nie umiesz, czy masz depresję, czy zdradzasz męża/żonę, czy bijesz dzieci, czy kochasz skrycie swojego szefa i czego najbardziej pragniesz. I podejmie decyzję: czy pomóc ci stać się lepszym, czy tak dokręcić ci śrubę, że nie wytrzymasz i skończysz ze sobą.

Pierwsze wrażenie po założeniu inteligentnych okularów? Na widok człowieka naprzeciwko chcę sprawdzić - tak by on o tym nie wiedział - kim jest, gdzie mieszka, co robi. A dzięki okularom mogę to zrobić. Dziwne? Nie, ludzkie. I tak właśnie postępuje bohaterka "Zero" - z początku kompletnie wyobcowana z sieci dziennikarka Cynthia Bonsant. To stereotypowy dziennikarz "papierowej" gazety: bezbronny wobec internetu. Na początku Cynthia po prostu jest "przestarzała". Ale, jak mówi nam Elsberg:

Jest wr ęcz ignorantką. To, co jej w końcu pomaga, to zrozumienie, że nowe technologie mają zastosowanie dwustronne - czyli także na jej korzyść.

Co w pewnym momencie okazuje się zaletą - w przeciwieństwie do swojej uzależnionej od sieci córki i jej kolegów potrafi sobie poradzić w realnym świecie bez pomocy aplikacji i internetu. Jest zaszczepiona na gadżety hi-tech, nie jest uzależniona. Ale w chwili, gdy założy okulary, dołączy do Freemee i poda systemowi podstawowe dane, odda częściowo kontrolę nad swoim życiem twórcy Freemee - Carlowi Montikowi.

Carl to nerd z zespołem Aspergera. Jego wybuchy gniewu i emocji są wystudiowane i zagrane, ponieważ wie, czego oczekują ludzie, jakie zachowanie uznają za "normalne". W tym samym czasie traktuje użytkowników Freemee jak roboty - są dla niego numerami użytkowników, którzy mają działać zgodnie z jego wolą, zgodnie z pewnym diabolicznym eksperymentem.

To Carl jest twórcą ActApps - najbardziej złowrogiego pomysłu w książce Elsberga. Pal sześć służby specjalne i korporacje, które już dziś są w stanie w kilka minut wyśledzić, gdzie jesteś, jaki jest twój stan zdrowia, podsłuchać, co mówisz do słuchawki, i podejrzeć, co i z kim robisz.

Pal sześć, że potrafią to wszystko, bo masz przy sobie laptop, tablet, smartfon, inteligentny zegarek i okulary podłączone do sieci. Inwigilacja ludzi - to jedno. A kontrolowanie ich życia poprzez wpajanie wzorów zachowań i kierowanie nimi z poziomu telefonu komórkowego - to wyższy poziom ingerencji.

Grafika: Marta Kondrusik/Gazeta.pl
Gdybym by ł jak Carl, raczej założyłbym firmę taką jak Freemee, zamiast pisać o nim książkę. Ale on nie jest czarnym charakterem. Jest typem gościa, na którego często możemy trafić w tym biznesie. Ci ludzie naprawdę wierzą, że uczynią ze świata lepsze miejsce. Co nie byłoby problemem dopóty, dopóki istnieje wystarczająco dużo demokratycznej kontroli - i konkurencji na rynku.

Sam Elsberg podkreśla, że wizja przyszłości opisana w "Zero" jest tylko jedną z możliwych, a on sam jest zdeklarowanym i zadowolonym użytkownikiem smartfonów, tabletów, inteligentnych okularów i innych gadżetów. - Byłoby jeszcze lepiej, gdyby stojące za nimi firmy szanowały naszą prywatność - kwituje. Ale po napisaniu książki zmienił nieco swoje zwyczaje w sieci:

- Surfuj ę częściowo za pomocą sieci TOR. Z tymi, z którymi mogę, wymieniam maile za pomocą zaszyfrowanej poczty. Używam StartPage jako wyszukiwarki i dodatków do przeglądarki takich jak Ghostery i Disconnect, żeby zablokować tracking. Ale wiem, że to raczej działania symboliczne. Tu nie chodzi tylko o internet. Nasze życie jest coraz bardziej "podłączone". Tak jak nasze dane z kart kredytowych, z kart stałego klienta, z danych zbieranych przez linie lotnicze, z systemu nawigacyjnego twojego samochodu, telefonu, inteligentnego zegarka, telewizora. W tym momencie, jeżeli chcesz wieść normalne życie, nie masz gdzie uciec.
Grafika: Marta Kondrusik/Gazeta.pl

Czy większość "sieciowych lemingów" będzie z własnej woli oddawać do globalnej dystrybucji to, co mają najcenniejszego - swoje prywatne dane? Czy większość pozwoli, by kierowało nimi wyzute z wszelkich emocji mroczne alter ego Marka Zuckerberga, informatyczny geniusz z zespołem Aspergera i ambicjami inżyniera społecznego, który chce uczynić ludzkość lepszą - nieważne, za jaką morderczą cenę? Jak daleko się posuniesz? Gdzie jest granica, za którą przestaniesz słuchać aplikacji? Czego nie zrobisz, a do czego jesteś zdolna/zdolny? Zdaniem Elsberga niemal do wszystkiego, ale pisarz zastrzega:

Od dawna nie patrzymy na sie ć jak na terra incognita i nie zachowujemy się wobec internetu jak ludzie średniowiecza, którzy wierzyli, że za horyzontem ocean spada w przestrzeń czy do piekła i nie próbowali dalszych podróży. Istnieje też przecież przestępczość niemająca nic wspólnego z siecią, a instrumenty kontroli same mogą być kontrolowane, jak wszystkie narzędzia władzy. Wizja przyszłości, w której każdy jest szpiegiem, i to niezależnie od tego, czy tego chce, czy nie, nie jest jedyną prawdopodobną wizją.

Gdy Cynthia w Nowym Jorku rzuca się do ucieczki, pościg rozgrywa się na żywo w internecie - jak za zamachowcami z Bostonu . Elsberg pokazuje, jak niedokładny i jak idiotyczny potrafi być ten pościg online, z setkami tysięcy niesprawdzonych informacji, podawanych przez przechodniów i "dziennikarzy obywatelskich". Czy ostrzega przed samozwańczymi obywatelami - policjantami?

- Mo żna to tak odczytać. W wielu aspektach cała historia Zero jest o trwającym przesunięciu władzy od społeczeństwa do sfery komercyjnej. Od "rzeczy pospolitej" do mechanizmów rynkowego kapitalizmu. Samozwańczy obywatelscy "stróże prawa" - wartownicy - byliby jedną niebezpieczną oznaką tej zmiany. Drugą - nowa waluta, stworzona z danych osobowych dostarczanych przez korporacje typu Freemee czy ManRank.
Grafika: Marta Kondrusik/Gazeta.pl

Uciekająca przez amerykańskimi służbami, agentami Freemee i zwykłymi nadgorliwymi internautami Cynthia ma jednak potężnego sojusznika. Tytułowego "Zero". Albo tytułowych - ponieważ nie wiemy, ile osób tworzy tajemniczy hakerski kolektyw, który zdobywa sławę, transmitując na żywo w sieci "inwazję" kierowanego przez siebie drona na rezydencję prezydenta USA. Zero to ruch oporu, który perfekcyjnie wykorzystuje nowoczesne technologie, by ostrzegać przeciw nim samym użytkowników sieci. Analogie do ruchu Anonymous nasuwają się same. Elsberg twierdzi, że tacy ludzie są bardzo potrzebni:

- Potrzebujemy ich tak samo, jak na przyk ład świadomych polityków, którzy wiedzą, o co w tym chodzi i tworzą odpowiednie prawo. Wielu liderów biznesu rozumie czające się tu w długim okresie niebezpieczeństwa. Jedno, co musimy na przykład zrozumieć, to to, że podsłuchiwanie w krótkim okresie daje iluzję większej władzy, ale w długim okresie zabija indywidualność i różnorodność - jak pokazują to eksperymenty i badania dotyczące "presji konformizmu".

Czy nasz świat potrzebuje "Zerosów", którzy będą chronić tych trochę gorzej poruszających się w cyfrowym świecie przed inwigilacją i kontrolą? Książka Elsberga przypomina o skandalu z Google - kiedy gigant z Mountain View musiał przyznać, że podczas fotografowania na potrzeby projektu Google Earth zbierał też poufne dane od użytkowników . Firma przeprosiła, obiecała, że skasuje dane, po czym dwa lata później okazało się, że nie wszystkie dane zostały zlikwidowane. To przypomina niefrasobliwość i pewność siebie szefów firmy Freemee. Że będą bezkarni. Jak w słynnej grze RPG "Cyberpunk 2020", gdzie korporacje przejęły władzę z rąk rządów.

Polska zaostrzyła ostatnio prawo dotyczące internetu wobec obywateli, przyznając większe prawa służbom specjalnym i policji w kwestii inwigilacji . Obowiązuje już nowa ustawa, w której kluczowe jest pojęcie tzw. "danych internetowych". Może ono być interpretowane tak, że oprócz danych niezbędnych dla dostawców sieci, żeby ją nam w ogóle dostarczać, w jego zakresie można też zmieścić dane zebrane o nas na przykład przez sieci społecznościowe czy nasze maile. Według niektórych interpretacji nowe przepisy umożliwiają służbom dostęp do większej palety naszych danych bez kontroli sądowej . Policja łatwiej też może dostać się do danych nie tylko w związku z trwającym śledztwem przeciw nam, ale także w ogólnym celu "zwalczania przestępczości, zbierania dowodów oraz wykrywania przestępstw i zapobiegania im".

- I podobnie wygl ąda to na całym świecie, nawet w starych, stabilnych demokracjach. A USA stały się globalnym Behemotem podsłuchów. To prosta droga do państwa policyjnego, państwa śledczego, oligarchii czy dyktatury - mówi nam Elsberg.

Inwigilacja niszczy jeden z najwa żniejszych filarów wolnego społeczeństwa i rynku: różnorodność i nowe idee. Innowacje, które pomagają nam zaadaptować się do wciąż zmieniającego się świata. W długim okresie inwigilacja (czy to prowadzona przez rządy, firmy, twoich sąsiadów, czy przez ciebie samego) prowadzi do stagnacji, a w końcu do możliwego krachu. Wystarczy przypatrzeć się, co stało się z nieliberalnymi, konformistycznymi kulturami, państwami i korporacjami w przeszłości.
Grafika: Marta Kondrusik/Gazeta.pl

- Nie chcę żyć w świecie, w którym wszystko, co robię i mówię, jest nagrywane - mówił trzy lata temu Edward Snowden , ujawniając istnienie programów podsłuchowych USA - PRISM i XKeyscore. Trzy lata po tym, jak dowiedzieliśmy się, że jesteśmy lub możemy być w każdej chwili podsłuchani i namierzeni, Marc Elsberg stworzył ponurą wizję tego, co może stać się dalej.

Problem w tym, że część tej wizji może stać się rzeczywistością. Na przykład w Chinach. Tzw. Social Credit System (SCS) ma łączyć dane z banków, stron e-biznesu i mediów społecznościowych. Właściciel? Duże chińskie firmy, niekryjące swoich powiązań z kluczowymi resortami chińskiego rządu. Oficjalna przykrywka do pozyskiwania danych i wystawiania ocen: niezbędne do analizy ryzyka kredytowego.

Efekt? Ludzie i firmy mające dostęp do tych danych będą wiedzieli, gdzie chińscy obywatele chodzą, co kupują, kogo znają, ile mają punktów karnych do utraty prawa jazdy, jak ich oceniają ich uczniowie. A oprócz tego jest ranking - Sesame Credit, który przyznaje jednostce od 350 do 950 punktów, zależnie od czynników wpływających na jej

historię finansową. W książce Elsberga jest to samo, i nazywa się ManRank. Nie chcesz w nim dołować? Dziel się sobą. Dziel, by inni rządzili.

Książka "Zero" w formie ebooka jest dostępna na Publio.pl >>

Marc Elsberg, "Zero" (fot. Clemens Lechner / materiały prasowe)

Marc Elsberg. Naprawd ę Marcus Rafelsberger: austriacki pisarz, autor popularnej książki "Blackout", w której przedstawił katastroficzny scenariusz dla ludzkości po tym, gdy na świecie zabrakło prądu. W swojej najnowszej książce "Zero" przedstawia wizję przyszłości, w której rządy i korporacje zyskują wpływ na światowe społeczeństwo poprzez inwigilację i kierowanie poczynaniami ludzi dzięki wykorzystaniu nowoczesnych urządzeń komunikacyjnych i internetu.

Micha ł Gostkiewicz. Dziennikarz magazynu Weekend.Gazeta.pl, wcześniej pracował w Gazeta.pl, Dzienniku.pl i tygodniku "Newsweek". Pisze o sprawach zagranicznych i fotografii. Rozmawiał m.in. z Richardem Bransonem, Benjaminem Barberem, Robertem Biedroniem i Andrzejem Dudą. Prowadzi bloga Realpolitik , bywa na Twitterze i na Instagramie . Gdy nie pracuje, chodzi po górach i robi zdjęcia.