Społeczeństwo
(fot. Muzeum Powstania Warszawskiego/I, Sailko/Wikimedia Commons/GNU 1.2/CC-BY SA 3.0/Wikimedia Commons/public domain)
(fot. Muzeum Powstania Warszawskiego/I, Sailko/Wikimedia Commons/GNU 1.2/CC-BY SA 3.0/Wikimedia Commons/public domain)

Po Trzykroć Przedziwna, Cierpliwie Słuchająca, Madonna z długą szyją. I Stalingradzka. I inne. Wszędzie, gdzie na świecie rozpowszechniony jest chrześcijański kult maryjny, powstawały i powstają niezwykłe, nietypowe wizerunki Matki Bożej. Dziś chrześcijanie świętują jej Wniebowzięcie.

Często za nazwami wizerunków Maryi kryją się niezwykłe wydarzenia. Lub po prostu ciekawe legendy. Ale wszystko, co wiemy o Matce Bożej Armii Krajowej, zdarzyło się naprawdę.

1. Matka Boża Armii Krajowej

Autor: Irena Pokrzywnicka (fot. Muzeum Powstania Warszawskiego)

To byłby film akcji z mnóstwem wybuchów, gdyby ta historia nie zdarzyła się naprawdę. Jest w niej niemieckie bombardowanie, jest głęboka wiara, jest bohaterstwo, ubeckie prześladowania, przypadek, a w końcu szczęśliwe zakończenie. I jeszcze jest bohaterka. Bohaterka naprawdę niezwykła.

Jest 15 sierpnia 1944 roku. Irena Pokrzywnicka, malarka, ilustratorka książek i projektantka, a także zaprzysiężony żołnierz Armii Krajowej, uczestniczy w mszy polowej. Powstańczy kapelan ksiądz Apolinary Leśniewski mówi, że powstańcom brakuje obrazu-symbolu. Jakież było jego zdziwienie, gdy kilka dni później Pokrzywnicka pokazała mu powstańczą Madonnę.

Artystka pracowała nad ostatnią fazą swojego dzieła, gdy jej warszawska pracownia dostała się pod ostrzał. Na szczęście odnaleziony w gruzach obraz przetrwał . I szybko okazało się, jak bardzo był potrzebny powstańcom. Kilka tysięcy odbitek podobizny Maryi z Dzieciątkiem i żołnierzem AK rozeszło się wśród polskiego wojska, a obraz trafił do sali dawnego kina Polonia przy ul. Marszałkowskiej, gdzie powstał prowizoryczny ołtarz. (Źródło: Klub Historyczny im. gen. Stefana Roweckiego "Grota" ). Zaś ranna podczas ostrzału Pokrzywnicka dostała z rąk generała Bora-Komorowskiego Srebrny Krzyż Zasługi z Mieczami. Przeżyła powstanie, po wojnie wyjechała na Zachód.

Obraz tymczasem pozostał w Polsce i w pewnym sensie podzielił losy bohaterów z AK: musiał być trzymany w ukryciu. Ksiądz Leśniewski przeżył upadek zrywu powstańczego stolicy i zabrał ze sobą obraz do swojej nowej parafii w Sieradzu. Tam wystawiał go na widok publiczny raz w roku, w dzień wybuchu Powstania. Dzięki temu, gdy po księdza w 1950 roku przyszło UB, obraz ocalał. Dwa lata później ksiądz Leśniewski wyszedł na wolność. W 1962 roku, jak wynika z informacji Klubu "Grota" (to klub historyczny, znajdujący się pod opieką Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej), obraz trafił w ręce kardynała Wyszyńskiego, który umieścił go w Warszawskiej Kurii Metropolitalnej. Później trafił do sanktuarium w Częstochowie, a wreszcie, w 2008 roku, do Muzeum Powstania Warszawskiego.

2. Matka Boża Stalingradzka, czyli Boże Narodzenie w kotle stalingradzkim

Równie dramatyczną historię, co Matka Boża AK, ma pewna Madonna niemiecka. Oto ona:

Matka Boża Stalingradzka (fot. I, Sailko/Wikimedia Commons/GNU 1.2/CC-BY SA 3.0)

Narysowana węglem na rewersie mapy ZSRR Matka Boża Stalingradzka powstała w Wigilię

1942 roku. W piekle oblężenia Stalingradu był wówczas niemiecki lekarz i pastor Kurt Reuber. Dlaczego zużył na rysunek mapę? Nie miał większego kawałka papieru, bo okrążonej armii Friedricha von Paulusa brakowało już wówczas niemal wszystkiego. Stąd słowa na obrazie: "Światło. Życie. Miłość. Boże Narodzenie w kotle. Twierdza Stalingrad".

Kocioł stalingradzki określa zamknięcie otaczających Stalingrad armii III Rzeszy w kolejnej pętli okrążenia. Trwająca od 23 sierpnia 1942 roku do 2 lutego 1943 roku bitwa stalingradzka zakończyła się przegraną Niemców i straszliwą hekatombą po obu stronach. 13 stycznia 1943 roku ostatnim niemieckim samolotem, który wyrwał się z kotła, wywieziono z ZSRR stalingradzką Madonnę. Do dziś wisi w Kaiser-Wilhelm-Gedächtniskirche, czyli Kościele Pamięci, nieodbudowanej ze zniszczeń wojennych świątyni w Berlinie.

3. Matka Bo ża Trzykroć Przedziwna

Matka Boża Trzykroć Przedziwna (fot. Pit1233/Wikimedia Commons/public domain)

Dlaczego Trzykroć Przedziwna? Ponieważ czczona w sanktuarium szensztackim w Bydgoszczy Maryja ma, jak podaje strona świątyni, wypraszać trzy łaski dla pielgrzymów: zadomowienia, wewnętrznej przemiany i skutecznego apostolstwa. Ponadto jej tytuł oznacza, że Trójca Święta działa w jej osobie szczególnie mocno.

Sam obraz to kopia XIX-wiecznego dzieła Włocha Luigiego Crosio. A sanktuarium w Bydgoszczy to dość szczególna świątynia: centrum liczącego sobie ponad 100 lat ruchu szensztackiego, pochodzącego z Niemiec, z miasta Schönstatt. To międzynarodowy ruch katolicki, którego celem jest aktywne apostolstwo jego członków; szczególny nacisk położony jest na aktywizację katolików świeckich.

4. Ikona Bogarodzicy Szybko Spełniającej Prośby

Ikona Bogarodzicy Szybko Spełniającej Prośby (fot. Wikimedia commons/public domain)

Obraz powyżej nie jest właściwą ikoną, o której będzie tu mowa. A to dlatego, że ikona Bogarodzicy Szybko Spełniającej Prośby jest jedną z wielu ikon Maryi Matki Boga - szeroko rozpowszechnionych w prawosławiu. Ile jest jej różnych typów - to możemy zobaczyć na XVIII-wiecznej rosyjskiej ikonie po prawej stronie obrazka.

A dlaczego właśnie Szybko Spełniająca Prośby jest tak niezwykła? Jeżeli wierzyć legendzie, którą podaje cerkiew w Lublinie , to " Skoroposłusznica" rzeczywiście działa szybko. A zaczęło się ponoć od mnicha Nila z monasteru Dochiarskiego z Góry Atos w Grecji i jego nieposłuszeństwa. Zuchwały ów zakonnik śmiał bowiem zlekceważyć rozkaz płynący od samej Maryi. Gdy pewnego razu przeszedł obok jej ikony z płonącym łuczywem w dłoni, nagle usłyszał głos, który kazał mu nie chodzić blisko ikony z tymże łuczywem.

Mnich nie posłuchał. Gdy w następnych dniach przechodził obok ikony Matki Bożej, nadal przyświecał sobie łuczywem. Do czasu, gdy zapadła ciemność. Nie dlatego, że łuczywo zgasło, ale dlatego, że nagle stracił wzrok.

Wtedy zrozumiał, kto do niego mówił. Powiedział o dziwnym zdarzeniu braciom z zakonu. Uznali, że rozwiązanie było jedno: wszyscy zaczęli się modlić. Sam Nil przez wiele dni nie odstępował ikony, prosząc w modlitwie o przebaczenie. I jeśli wierzyć legendzie, otrzymał je. Wraz z przywróconym wzrokiem dostał też od Matki Bożej nakaz treści następującej: "Od tej pory ikonę tę będziecie nazywać 'Szybko Spełniającą Prośby', ponieważ przybywającym do mnie okazywać będę miłość i spełniać ich prośby" .

Jak nakazała Maryja, tak mnisi zrobili. W efekcie oczywiście informacja o domniemanym cudzie rozeszła się po regionie i od tej pory monaster często gościł innych mnichów oraz pielgrzymów, którzy modlili się o uzdrowienie. Ich modlitwy miały zaowocować kolejnymi cudami. Tyle legenda.

5. Cudowny Obraz Matki Bo żej Rokitniańskiej Cierpliwie Słuchającej

Matka Boża Cierpliwie Słuchająca (fot. Pit1233/Wikimedia Commons/public domain)

Za tą długą nazwą kryje się wizerunek Matki Bożej z charakterystycznie odsłoniętym uchem, stąd inna, prostsza, nazwa obrazu: "Matka Boża Cierpliwie Słuchająca". Obraz jest nieduży, ma tylko 40 cm wysokości i 27 cm szerokości. Do Rokitna trafił w roku 1669, a już rok później Kościół w osobie poznańskiego biskupa uznał malowidło za święte.

Dlaczego "Cierpliwie Słuchająca"? Według tradycji w XVII wieku zakonnicy z opactwa cystersów w Bledzewie, gdzie obraz wówczas przebywał, nim trafił do Rokitna, raczej z dystansem wysłuchiwali relacji ludzi o cudach, jakie miały się dziać w ich klasztorze za sprawą tego malowidła.

Opat klasztoru w Bledzewie, Kazimierz Jan Opaliński, dostał obraz jako dar od matki. "Kto ten obraz otrzyma po mojej śmierci, ten będzie miał największy skarb" - miała powiedzieć. Ale syn nie poznał się na darze. Wizerunek Matki Boskiej wisiał z początku w jednym z klasztornych pokoi. Pewnego razu opat ponoć usłyszał we śnie, że powinien lepiej zadbać o kult Maryi i udostępnić obraz pielgrzymom.

Tym bardziej, że wieści o rzekomych cudach rozeszły się wśród wiernych i do klasztoru zaczęło ściągać coraz więcej ludzi. Ale najważniejszy okazał się przypadek samego opata. Choć miał być śmiertelnie chory, podobno wyzdrowiał dzięki modlitwie do Maryi. W 1669 roku przekazał obraz do świątyni w Rokitnie.

Uznanie przez Kościół katolicki obrazu za cudowny było tylko kwestią czasu. W 1670 roku powołana przez biskupa z Poznania Komisja Teologiczna wydała pozytywny werdykt, oceniając prawdziwość łask i uzdrowień obrazu. Ale na tym historia wizerunku Cierpliwie Słuchającej się nie kończy. Po wojnie, na przełomie 1945 i 1946 roku, okazało się, że kościół rokitniański splądrowano, a obraz znikł bez śladu. Na szczęście ocalał

dzięki niemieckiemu pastorowi, który ukrył go w pomieszczeniach gospodarczych. Po renowacji konserwatorskiej trafił z powrotem do Rokitna.

6. Madonna z d ługą szyją

Madonna z długą szyją (Autor: Parmigianino/Galeria Uffizi/wikimedia Commons/public domain)

Tak, właśnie tak nazywa się ostatnie dzieło włoskiego malarza manierystycznego Parmigianina. I rzeczywiście - nie tylko szyja, ale i inne elementy ciała postaci na tym wizerunku są nienaturalnie wydłużone, a pozy, które przyjmują, dość dziwne.

Ta deformacja ma logiczną przyczynę. Oto zmieniały się epoki europejskiej kultury. Deformacje i zaburzenie proporcji to odejście od renesansowego kanonu malarstwa. Ale skąd długa szyja? Za nieco zabawną nazwą kryje się nawiązanie do maryjnego kultu, a sam obraz odnosi się do jednego z najważniejszych dogmatów katolicyzmu.

Jak wyjaśnia Wikipedia, powołując się na książki Rolfa Wirtza "Sztuka i Architektura Florencji" i Susanny Buricchi: "Wielkie muzea - Uffizi", długa szyja to atrybut Matki Bożej, nawiązujący do hymnu Collum tuum ut colonna (Twoja szyja jak kolumna) - stąd m.in. widoczna na obrazie za sylwetką Madonny kolumna. Sam obraz to alegoria Niepokalanego Poczęcia - dogmatu katolickiej teologii głoszącego, że Najświętsza Maryja Panna urodziła się nieobciążona grzechem pierworodnym - w przeciwieństwie do reszty rodzaju ludzkiego.

7. Czarna Madonna. I jej dwie ci ęte rysy

Czarna Madonna (fot. Wikimedia Commons/public domain)

Skąd wzięły się dwie rysy na obliczu największej chyba świętości kultu maryjnego w Polsce, czyli częstochowskiej Czarnej Madonny?

Najpierw legenda: Gdy husyci rzekomo napadli na klasztor w XV wieku, chcieli obraz ukraść, ale niewidzialna "siła" nie pozwalała ruszyć wozu, na który załadowano bezcenną relikwię. Zrzucono więc ją na ziemię, a jeden z rabusiów ciął mieczem. Efekt? Według tradycji niezwykle brutalny, choć biorąc pod uwagę świętość obrazu dla głęboko wierzących ludzi średniowiecza - sprawiedliwy. Jeden ze złodziei miał bowiem zostać rozerwany na miejscu na kawałki. Drugiemu z kolei ponoć uschła ręka, podniesiona na święty obraz. A reszta rabusiów oślepła lub nagle zmarła.

Efektowne, prawda? Tymczasem, jak opisuje biuro prasowe jasnogórskiego klasztoru , rzeczywistość jest równie intrygująca. Wiadomo bowiem, że cięcia zostały po pierwsze namalowane, po drugie wyżłobione rylcem, a po trzecie wypełnione czerwonym barwnikiem. I rzeczywiście mają upamiętniać napad na Jasną Górę, z roku 1430, gdy banda rabusiów złupiła obraz ze złotych ozdób i połamała deskę, do której był przymocowany. Łączenie rabusiów - których hersztem był szlachcic Jan Kuropatwa z Łańcuchowa herbu Szreniawa - z husytami nie znajduje jednak uzasadnienia w dokumentach historycznych i może być wytworem niechętnej husytom XV-wiecznej propagandy.

Podczas renowacji uszkodzenia zabezpieczono, po czym wyeksponowano dwie rysy. Ale te dwie najsłynniejsze to zaledwie jedna piąta wszystkich. Rys jest więcej: nie dwie, a dziesięć, z czego sześć na szyi. Natomiast wciąż nie wiadomo, dlaczego podczas renowacji zdecydowano się uwypuklić uszkodzenia częstochowskiego obrazu. Ale być może właśnie ta tajemnica czyni częstochowską podobiznę Maryi jeszcze bardziej interesującą.

Michał Gostkiewicz . Dziennikarz magazynu Weekend.Gazeta.pl, wcześniej pracował w Gazeta.pl, Dzienniku.pl i tygodniku "Newsweek". Rozmawiał m.in. z Richardem Bransonem, Benjaminem Barberem, Robertem Biedroniem i prezydentem Andrzejem Dudą. Prowadzi blogi Realpolitik i Szybciej, Wyżej, Dalej oraz bywa na Twitterze i na Instagramie . Gdy nie musi pracować, chodzi po górach, jeździ na rowerze lub pływa żaglowcami po morzach. I robi zdjęcia.