Kino snuff, czyli

Kino snuff, czyli "filmy ostatniego tchnienia" (fot. Shutterstock.com)

fenomen

Śmierć, kłamstwa i kasety wideo, czyli ''filmy ostatniego tchnienia''

Według literatury branżowej, filmy snuff to obrazy pokazujące zabójstwo człowieka, bez zastosowania efektów specjalnych, rozpowszechniane wśród kolekcjonerów w celach czysto rozrywkowych. Czy "filmy ostatniego tchnienia" w ogóle istnieją? Co wspólnego mają z tym "maniacy z Dniepropietrowska"? I jak mit kina snuff jest wykorzystywany przez spragnionych zysku cwaniaków?

Obskurna piwnica przesiąknięta stęchlizną. Tynk leci z odrapanych ścian. Na zimnej podłodze ciemne kałuże i pożółkły materac, na który pada światło pojedynczego reflektora. Leżąca na nim kobieta zostanie zgwałcona, pobita, poćwiartowana i pochowana gdzieś za domem, jej zwłoki trafią do głębokiego dołu i zostaną przysypane kopiastą łopatą wapna. A wszystko to zarejestruje równie obojętnie, co pieczołowicie kamera. Cyfrowy plik zapisany na karcie pamięci trafi do komputera, zostanie wypalony na płycie, odpowiednio opakowany i sprzedany koneserom ludzkiego cierpienia, albo wgrany na zabezpieczony serwer i udostępniony wąskiemu kręgowi odbiorców za specjalną opłatą. Biznes kwitnie. Nic nie sprzedaje się lepiej niż śmierć. Całe szczęście, że to wszystko bujda, choć aż kusi, żeby zadać pytanie: czy aby na pewno?

Przemysł produkujący kino snuff - czyli tak zwane "filmy ostatniego tchnienia" - uznawany jest jedynie za trzymającą się mocno miejską legendę, która jak bodaj żadna inna stymuluje wyobraźnię, choćby ze względu na pewien stopień prawdopodobieństwa. Ba, aż trudno uwierzyć, żeby nikt nigdy nie wpadł na pomysł, aby nagrać i sprzedać czyjąś śmierć. A jednak nieznany jest podobny przypadek.

- Rzeczywiście, w dobie wszechobecności kamer w urządzeniach mobilnych oraz powszechnego dostępu do internetu taki film łatwo jest zrealizować, wyszukując uprzednio bezbronną i nieświadomą zagrożenia ofiarę - mówi Bartłomiej Krawczyk, fan horroru i filmowiec amator. - Trudniejsze jest natomiast znalezienie potencjalnych kupców, ale od czego jest chociażby tzw. ukryta sieć? Czytałem ostatnio artykuły o australijskim pedofilu Peterze Gerardzie Scullym, który rezydując na Filipinach, przewodził międzynarodowej siatce pedofilów i w schemacie "pay for view" oferował swoim klientom filmy, w których wykorzystuje seksualnie i torturuje dzieci. Czy zatem snuff nadal należy uznawać za miejską legendę? Nie byłbym tego taki pewien. Nowa generacja kryminalistów używa obecnie internetu, by wyszukiwać swoje ofiary, opisywać swoje fantazje czy (być może) rozpowszechniać swoje czyny. Nietrudno sobie wyobrazić, że jakiś sprawca zarejestruje morderstwo kamerą, po czym umieści je w sieci. Osobną kwestią pozostanie, czy uczyni to z pobudek finansowych, czy dla niesławy.

I ta ostatnia uwaga wydaje się kluczowa dla odpowiedniego zrozumienia fenomenu. Dlatego należy pewną rzecz uściślić...

Kadr z filmu Kadr z filmu "Cannibal Holocaust" (fot. materiały promocyjne)

Śmierć za pieniądze

O tym, aby film mógł zostać filmem snuff, decyduje aspekt komercyjny tego zwichrowanego przedsięwzięcia. Nadrzędnym czynnikiem motywującym realizację materiału musiałaby być, mówiąc wprost, chęć zysku, a co za tym idzie, powtarzalność takiego procederu. - Według "Killing for Culture: Death Film From Mondo to Snuff" Davida Kerekesa i Davida Slatera filmy snuff to obrazy pokazujące zabójstwo człowieka (bez zastosowania efektów specjalnych), rozpowszechniane wśród kolekcjonerów w celach czysto rozrywkowych. Musi zatem istnieć po stronie filmowców chęć osiągnięcia finansowego zysku, a wspomniane "filmy ostatniego tchnienia" powinny być oferowane na sprzedaż chętnym do ich zobaczenia - kontynuuje Krawczyk. - Uwypuklona zostaje relacja filmowiec-kupiec. Z tego względu trudno uznać jednoznacznie za snuff incydentalne zapisy brutalnych zabójstw dokonywane przez sprawców seryjnych morderstw, które potem wyciekają do sieci. Przykłady w ostatnich latach można mnożyć: Maniacy z Dniepropietrowska, Kanadyjczyk Luka Magnotta czy seryjny morderca Maury Travis.

O podobnych przypadkach opowiada szerzej Dawid Głownia z Instytutu Sztuk Audiowizualnych UJ: - Przed kilkoma laty głośna była sprawa tak zwanych maniaków z Dniepropietrowska, dwóch dziewiętnastolatków, którzy w ciągu niespełna miesiąca popełnili 21 morderstw, część z nich rejestrując. Jeden z ich filmów wypłynął nawet do internetu. Nagrań tych nie można jednak uznać za filmy snuff - choć taki trop pojawił się w toku procesu - jako że ich powstaniu nie przyświecał zamiar ich sprzedaży, lecz chęć zachowania pamiątki z morderstwa. Na podobnej zasadzie filmów snuff nie stanowią upubliczniane zapisy egzekucji dokonywanych przez różnorakie ugrupowania terrorystyczne. Są one bowiem realizowane w celach propagandowych czy też ideologicznych, a nie komercyjnych. Filmami snuff nie są też materiały zawierające autentyczny zapis śmierci, która nie była inspirowana przez twórców (chociażby zdjęcia dokumentalne z terenów konfliktów) lub nie wystąpiła w skutek zabójstwa (na przykład nagrania samobójstw czy wypadków), nawet jeśli wtórnie dystrybuowane są w celach komercyjnych. Istnieje sporo zjawisk filmowych, które cechują mniejsze lub większe podobieństwa do filmów snuff, żadne z nich nie spełnia jednak wszystkich jego wyznaczników definicyjnych.

Pojęcie kina snuff bywa więc odnoszone do wszelkiego rodzaju materiałów wideo zawierających autentyczny zapis śmierci czy też do filmów fabularnych, których główną atrakcję stanowi skrajnie realistyczne przedstawienie kaźni i morderstw. Jednak definicja zjawiska, jak zaznacza Głownia, nie jest tak pojemna: - Film snuff to nagranie autentycznego morderstwa, zazwyczaj poprzedzonego torturami, popełnionego z premedytacją na potrzeby produkcji filmowej, zrealizowane z myślą o jego komercyjnej dystrybucji. Jeśli któregokolwiek z tych elementów brakuje, nie można mówić o filmie snuff. Najważniejsze kryterium stanowi przy tym zarobkowa motywacja twórców nagrań, czyli chęć ich sprzedaży osobom zainteresowanym takimi produkcjami.

"Maniacy z Dniepropietrowska" (screen z YouTube.com)

Poszukiwacze zaginionej taśmy

Amerykański pornograf i wydawca Al Goldstein miał swego czasu zaproponować wysoką nagrodę - źródła mówią o sumie rzędu nawet miliona dolarów - za odnalezienie choćby jednego "filmu ostatniego tchnienia". Przez całe lata po pieniądze nie zgłosił się nikt. Ale, jak twierdzi przytaczany już Kerekes, "nienamacalność snuff jest tym, co prowokuje do dalszych poszukiwań, zupełnie jak z potworem z Loch Ness czy Yeti". Nie brakuje oczywiście głosów krzyczących o wielkiej konspiracji i tuszowaniu podobnych spraw przez władze, lecz w dobie nowoczesnych mediów szukających sensacji i błyskawicznego tempa rozprzestrzeniania się informacji śmiałe teorie o zamkniętym tajnym kręgu można włożyć między bajki. Czemu więc nadal się je opowiada?

Siła oddziaływania miejskich legend bierze się stąd, że cechują się one pewnym poziomem wiarygodności - mówi Głownia. - Niezależnie od tego, jak niesamowita jest opowiadana w nich historia, musi się ona wydawać słuchaczowi na tyle prawdopodobna, by ten ją, mówiąc kolokwialnie, kupił. Kiedy powie się komuś, że w nowojorskich kanałach żyją aligatory, najpewniej taka osoba odniesie się do tych rewelacji sceptycznie. Co jednak, jeśli wyjaśni się jej, że przed laty mieszkańcy tego miasta sprowadzali z Florydy młode aligatory jako zwierzątka domowe, a gdy te podrosły, spuszczali je w toalecie, część z nich przeżyła w kanałach i się rozmnożyła? Może ona uznać, że teoretycznie jest to możliwie. Legendy miejskie bazują na tego rodzaju mechanizmach. W ideę filmów snuff wpisane jest przekonanie, że ich istnienie utrzymywane jest w tajemnicy, są one dystrybuowane w wąskim, zamkniętym obiegu, a osoby z zewnątrz mają niewielkie szanse na to, by wejść w ich posiadanie. Narracja filmów snuff jest więc samowystarczalna, w tym sensie, że tworzy swego rodzaju zamknięty obieg - brak dowodów na istnienie filmów snuff nie przeczy, że takowe powstają, lecz potwierdza, że są dobrze ukryte, a ze względu na to, że są dobrze ukryte, nie ma dowodów na ich istnienie. I tak w kółko.

Snuff funkcjonuje jako kulturowy koncept, nienamacalny dowód (sic!) ostatecznego zepsucia cywilizacji śmierci, która potrafi zawinąć cierpienie w folię czy plastik i przeznaczyć do sprzedaży detalicznej i hurtowej. Pierwsze plotki o istnieniu podobnych filmów narodziły się prawdopodobnie przy okazji sprawy tzw. Rodziny Charlesa Mansona, której członkowie w sierpniu 1969 roku zamordowali w Kalifornii siedem osób. Wśród ofiar była ciężarna Sharon Tate, żona Romana Polańskiego. Ed Sanders, autor książki "The Family: The Story of Charles Manson's Dune Buggy Attack Battalion" utrzymywał, że przywódca sekty, sprzętem ukradzionym z wozu transmisyjnego należącego do jednej ze stacji telewizyjnych, mógł zarejestrować moment śmierci młodej kobiety, czego dowiedział się od członka Rodziny. Ale ten jedynie słyszał o tym nagraniu, nigdy go nie oglądał. Podczas rozmowy padł termin "snuff film". I przyjął się. Samo słowo funkcjonuje w języku angielskim od dawna na zasadzie przenośni. Wywodzi się prawdopodobnie z gwary przestępczej i oznacza zdmuchnięcie świecy. Jak bardzo odległa jest ta poetycka metafora od skojarzeń powiązanych z biznesem tak plugawym, choć, no cóż, nieistniejącym...

Wśród badaczy problematyki filmów snuff panuje konsensus, w myśl którego stanowią one miejską legendę. Argumentują oni, że choć pogłoski o tego typu produkcjach cyrkulują od lat 70., jak dotąd nikomu nie udało się dotrzeć do żadnego autentycznego filmu snuff. A należy podkreślić, że podejmowano w tym kierunku niemałe wysiłki - opowiada Głownia. - Wymowne są w tej kwestii słowa Kena Lanninga, byłego agenta FBI, specjalisty w zakresie problematyki przemocy seksualnej i wykładowcy Akademii FBI w Quantico, który stwierdził, że choć szukał przez kilkadziesiąt lat, nie udało mu się natrafić ani na żadną udokumentowaną sprawę filmów snuff, ani na choćby jedną wiarygodną osobę, która osobiście widziała tego typu produkcję.

Hollywoodzki aktor Charlie Sheen w 1991 roku zgłosił się do FBI z kasetą wideo, na której, jak podejrzewał, nagrano autentyczny film snuff. Torturowano i uśmiercano na nim młodą kobietę. Powodowany obywatelskim obowiązkiem taśmę przekazał władzom z nadzieją, że sprawcy udokumentowanego przestępstwa zostaną schwytani. Federalni gruntownie zbadali problematyczny materiał i przesłuchali dystrybutora. Okazało się, że Sheen wszedł w posiadanie japońskiej fabuły "Królik doświadczalny 2: Kwiat ciała i krwi". Efekty specjalne były tak przekonujące, że twórcy serii nakręcili nawet dokument o kulisach powstania swojego cyklu, aby mieć spokój z organami ścigania. FBI sprawę umorzyło, przekonane tym argumentem, a dystrybutor odetchnął z ulgą. Co ciekawe, zaledwie dwa lata wcześniej kaseta z pierwszą częścią filmu została znaleziona w domu seryjnego mordercy Miyazakiego Tsutomu.

Kadr z filmu Kadr z filmu "Królik doświadczalny 2: Kwiat ciała i krwi" (fot. materiały promocyjne)

- Ciężar dostarczenia dowodu spoczywa na zwolennikach tezy o faktycznym istnieniu filmu snuff - dodaje Głownia. - Tymczasem żaden z nich nie był w stanie przedstawić autentycznego filmu snuff. Przykładowo Yaron Svoray, autor wydanej w 1997 roku książki "Gods of Death", stanowiącej relację z jego dziennikarskiego śledztwa w sprawie "filmów ostatniego tchnienia", stwierdził, że dotarł do takiego filmu, lecz został mu on zabrany przez serbską policję. Z kolei Catherine A. MacKinnon, znana feministyczna działaczka antypornograficzna, utrzymywała, że widziała prawdziwe filmy snuff, stąd też jest pewna, że nie są one mitem, lecz nie ujawni swoich źródeł ze względów bezpieczeństwa.

Filmy ostatniego tchnienia na... filmie

Ruggero Deodato, włoski mistrz kina ekstremalnego, został posądzony o morderstwo przed kamerą, którego ofiarami mieli paść członkowie obsady jego cieszącego się złą sławą filmu "Cannibal Holocaust". Reżyser sprowadził przed oblicze sądu tych, którzy rzekomo zostali na planie zaszlachtowani. I nawet wtedy musiał się gęsto tłumaczyć, jak udało mu się osiągnąć tak realistyczne efekty. Jednym z nielicznych filmów, które intencjonalnie i z premedytacją udawały snuff, był... "Snuff" z 1976 roku. Pierwotnie nosił on tytuł "Slaughter", ale producent Alan Shackleton zwietrzył interes i pod wpływem przeczytanego artykułu prasowego przechrzcił tani filmik, wyciął napisy końcowe, dograł inną końcówkę z rzekomym morderstwem dokonywanym przez ekipę, a nawet wynajął protestujących, którzy mieli wydzierać się pod kinami. I choć magazyn "Variety" szybko wykrył blagę, przekazywane z ust do ust plotki rozchodziły się jak zaraza. Nowojorski prokurator zajął się sprawą, odnalazł aktorkę, która została zamordowana na niby przed kamerą, i ujawnił prawdę.

Nie był to odosobniony przypadek fałszerstwa. Niesławna seria "Oblicza śmierci", niegdyś święcąca triumfy także w polskich wypożyczalniach, przez lata uchodziła za taśmy prawdy. Tymczasem ten kolaż egzekucji, wypadków czy mordowania zwierząt był w dużej części sfabrykowany, a to, co prawdziwe, przeważnie pokazywano już ex post facto. Snuff udaje, choć średnio przekonująco, również trylogia "August Underground", kronika ekscesów seryjnego mordercy i sadysty Petera Mountaina, ale to już XXI wiek. Nikt się nie dał nabrać. Prób jednak nie zaprzestano. Dlaczego?

Od 1976 roku, kiedy na ekrany wszedł niesławny "Snuff", powstało kilkadziesiąt produkcji podejmujących wątek taśm śmierci - opowiada Głownia. - W zestawieniu z liczbą filmów o duchach czy wampirach, jakie zrealizowano w tym czasie, jest więc to zjawisko marginalne, niemniej na tyle znaczące, że nie można go ignorować. Wprowadzaniu wątków snuff do kina sprzyja fakt, że idea ta regularnie powraca w innych mediach: prasie, książkach, telewizji, portalach i forach internetowych. Kino odwołuje się do mitu dobrze zakorzenionego we współczesnej kulturze - z jednej strony czerpiąc z niego, z drugiej zaś utrwalając go i popularyzując. Idea snuff kumuluje szereg lęków charakterystycznych dla współczesnego świata, związanych m.in. z takimi procesami jak postępująca brutalizacja mediów, działalność zorganizowanych grup przestępczych czy rozrost branży pornograficznej i jej stopniowe wkraczanie do coraz to szerszych obszarów życia społecznego. Z tego względu jest ona atrakcyjna dla kina. Trudno jest jednak w tej kwestii generalizować. Powody, dla których świat filmu sięga po motyw snuff, są zróżnicowane, zależne od epoki, w której dana produkcja powstała, inklinacji twórców i obszaru kina, w ramach którego pracują. Zrealizowane w 1979 roku "Dwa światy" powstały na fali ówczesnych niepokojów związanych z rozpowszechnianiem się pogłosek o istnieniu taśm śmierci - temat ten często gościł na łamach prasy, zwłaszcza brukowej, oraz w wypowiedziach feministek skupionych w organizacjach Women Against Pornography czy Women Against Violence Against Women i konserwatywnych populistów w rodzaju Raymonda Gauera. Na początku XXI wieku wyraźną tendencją stało się z kolei łączenie motywu snuff z internetem, co korespondowało z artykułowanymi wówczas głosami krytyki względem sieci jako obszaru pozbawionego kontroli, anonimowego, w którym mogą pojawić się niebezpieczne treści.

Tematyka snuff nie ogranicza się jednak do podrzędnych horrorów, ostentacyjnej taniochy czy kina gore. Niejednokrotnie po miejską legendę o "filmach ostatniego tchnienia" sięgali twórcy dzieł niemających pretensji, aby udawać faktyczny materiał przedstawiający chwilę morderstwa, żeby wymienić chociażby tytuły niepowiązane lub tylko luźno spokrewnione z gatunkiem horroru takie jak "8mm", "Motel" czy "Odważny". - W moim odczuciu dla twórców filmów głównego nurtu, a więc takich, które mają szanse trafić do szerokiej widowni, motyw snuff stanowił jednak przede wszystkim intrygujący, a przy tym niewyeksploatowany koncept - tłumaczy Głownia. - Inaczej wygląda to w przypadku kina ekstremalnego, gdzie idea filmów snuff z reguły traktowana jest jak pretekst do ukazania naturalistycznych obrazów tortur i morderstw, nierzadko podszytych motywem przemocy seksualnej.

Rzeczywiście, "filmy ostatniego tchnienia" stanowią atrakcyjny koncept fabularny dla popkultury, atrakcyjny zarówno dla pisarzy, jak i filmowców - stwierdza Krawczyk. - W końcu snuff stanowi interpretację najmroczniejszych ludzkich żądz, masochistycznych i sadomasochistycznych instynktów. Konfrontuje widza z obrazami ludzkiej śmiertelności i kruchości. Inna sprawa, że prawdziwych filmów snuff nakręconych w celach rozrywkowo-komercyjnych jest obecnie dużo mniej niż filmów fabularnych traktujących o tym mrożącym krew w żyłach zjawisku. Wydaje mi się, że chodzi tutaj o łamanie tabu, o chęć zaszokowania. Ale też o ciekawość. Filmowcom, którzy kręcą filmy pseudo-snuff lub w zrealizowanym filmie akcentują wątek odnalezienia filmu snuff, przyświeca przede wszystkim podsycona ciekawością chęć eksploatowania tej mrocznej tematyki. Dlaczego niektórzy ludzie tak chętnie gromadzą się w miejscu tragicznego wypadku samochodowego? Bo lubią patrzeć na krew, cierpienie i proces umierania. To samo może dotyczyć filmowców sięgających po motyw nakręcenia bądź odnalezienia filmu snuff. Są oni skłonni w taki sposób wstrząsnąć widzem, wzbudzić w nim poczucie odrazy, zaprowadzić go w miejsca kaźni rodem z najgorszych koszmarów, nierzadko też skłonić do myślenia, jak chociażby głośny hiszpański thriller "Tesis" z 1996 roku.

Kadry z filmów Kadry z filmów "August Underground" (po lewej) i "Oblicza śmierci" (po prawej) (fot. materiały promocyjne)

Sex sells, jak to mówią, ale wydaje się, że i śmierć dobrze by schodziła. Póki co nikt jej nie importuje ani nie eksportuje, a snuff pozostaje w sferze miejskich legend, także ze względu na istnienie zjawisk granicznych (jak twarda, brutalna pornografia) czy sensacyjne doniesienia prasowe. - Od kilku lat popularne jest przekonanie, że filmy snuff realizowane są w Meksyku. Źródłem takiego skojarzenia są medialne doniesienia o krwawych wojnach karteli narkotykowych, które uległy w ostatnich latach intensyfikacji - komentuje Głownia. - Dotyczy to zwłaszcza informacji o odkryciu masowych grobów w położonym w pobliżu granicy z USA mieście Juárez. Stanowi to wymowny przykład łączenia mitu snuff movies z autentycznymi zjawiskami. Internauci sami puszczają wodze fantazji, przypisując część występujących w tym kraju morderstw producentom filmów snuff, lub też powołują się na podobne rewelacje przekazane im przez innych.

Innymi słowy: chcemy wierzyć w snuff. Nasze niemal niezachwiane przekonanie o istnieniu plugawego podziemia parającego się kupczeniem śmiercią podtrzymywane jest niczym innym jak podszytą strachem fascynacją oraz, paradoksalne, bezpieczną świadomością, że to wszystko jest jedynie wytworem kolektywnej wyobraźni. Koło się zamyka.

 

Dawid Głownia. Doktorant w Instytucie Sztuk Audiowizualnych Uniwersytetu Jagiellońskiego. Autor książki "Sześć widoków na kinematografię japońską" i kilkunastu artykułów naukowych. Członek Stowarzyszenia Badaczy Kultury Popularnej i Edukacji Popkulturowej Trickster. W wolnych chwilach prowadzi blog Pan Optykon i jego facebookowy fanpage.

Bartłomiej Krawczyk. Fan horroru i kina eksploatacji, współzałożyciel amatorskiej wytwórni Lobotomia Video, niegdyś związany z nieistniejącym już portalem Danse Macabre.

Bartosz Czartoryski. Samozwańczy spec od popkultury, krytyk filmowy, tłumacz literatury; prowadzi fanpage Kill All Movies.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (21)
Zaloguj się
  • adds01

    Oceniono 7 razy 7

    Gdyby w sredniowieczu nagrywano tortury to bysmy sie dowiedzieli jak mało wiemy o śmierci..

  • Paweł Kot

    Oceniono 35 razy 3

    Jaka miejska legenda, skoro nie trzeba daleko szukać bloga z egzekucjami i torturami meksykańskich karteli narkotykowych, a co dopiero, gdyby poszukać głębiej.

  • ciotka_ltd

    Oceniono 3 razy -1

    Przestancie minusowac @baga 105, bo ma cholerna racje - Wybiorcza poszla po najmniejszej linii oporu, jak najgorsze tabloidy, otoczka jest tu wylacznie pseudo-naukowa, bo w istocie jest to temat dla dobrych psychiatrow.
    Fakt, jest to zjawisko kulturowe I plugawa strona ludzkiej natury moze byc fascynujaca, ale to zbyt powazny temat, by robic z tego atrakcje dla ciemnego luda - za swoista fascynacja (I wasza, I moja - kliknelismy przeciez na ten tekst) tymi makabrami moze stac zarowno zimne zainteresowanie czysto naukowe (mniej kulturoznawcy, bardzej psychiatry czy kryminologa), jak I swoiste catharsis, daj Bozia, by to ostatnie nie bylo poprzez realny mord I cierpienie innych, a jedynie poprzez film fabularny czy powiesc grozy.

  • mer-llink

    Oceniono 31 razy -1

    Nie ma sie co, Forumowicze, unosić, że P. Autor-Redaktor pisze o niesmacznych osobliwościach...
    NA obrzeżach kultury, w tzw. popkulturze, funkcjonowało i funkcjonuje mnóstwo jarmarcznych zdarzeń, stylów, zachowań, performansów... DO nich np. nalezy nurt koprofagiczny....
    Tak było od zawsze: co sprytniejsi aferzyści starali się z plugastwa (czy z mysli o plugastwie) zrobić komercje. Podobnie stąło sie z konceptem snuff... A mało rozgarnieci sie na to od zawsze nabierali, i będa nabierać.....

    Pan Redaktor ofiarnie opisuje to "zdarzenie kultury". ALe czy warto? Bo wtedy trzeba by na powaznie opisywac owe inne, żyjące na marginesie kulturalnym, kolekcje, filmy, zjawiska, przejawy pseudo-twórczości...
    Nie warto. Szumowina zawsze jest przy jakiejs zupie - tu przy filmie pwostala szumowina "snuff". Artystycznej wartości ten nurt żadnej nie ma, ot, osobliwośc, ..
    Nie warto więc o tym pisać,Panie Redaktorze-AUtorze, w dodatku nadając swym elukubracjom quasi-fachowy sztafaż (bo to i niby analizka genologiczna, i socjalno-społęczny kontekst istnienia osobliwości, i jakiś pozorny aparacik krytyczny doczepiony)... Ale jesli PAn musi, bo trzeba zarobić na wakacje, to prosze, sprzedaję za darmo: cała spora miedzyanrodowa gupa koprofagiczna rejestrująca się w doskonałej nawet rozdzielczości (o czym wspominałam wczesniej); troche znów pogrzebie Pan w internecie i na za tydzień - artykulas jak zanalazł.

    P.>S Panie Redaktorze: nie wszystko, co sie Panu łatwo pcha pod pióro jest krytyką artystyczną.

  • dillinger79

    Oceniono 28 razy -4

    kto w erze VHS nie oglądał serii 'Oblicza śmierci' ten przegrał życie

  • baga105

    Oceniono 43 razy -13

    Widzę, że atmosfera pragnienia wywołania jakiegokolwiek wrażenia jest gdzieś tam w redakcji silniejsza od wszystkiego innego. Temat dla psychiatry, a wy robicie z tego nie wiadomo co, celowo odwołując się do prymitywnego strachu, wzmacniając go formą przekazu. Czyli, w sumie, można was nazwać naśladowcami, bo artykuł powstał z tej samej przyczyny, co podobne ekscesy, jeśli w ogóle jakieś były, Takie rzeczy może robić tylko ktoś, kto ma obsesję na punkcie drugiej osoby z powodu odrzucenia (nie chodzi tylko o afekt, ale na przykład bezpodstawne domaganie się szacunku przez osobę, która na niego nie zasłużyła, szczególnie chodzi o narcyzów, którzy brak bałwochwalczego bicia głową traktują jako obrazę), cierpi z powodu bardzo niskiego poczucia własnej wartości maskowanego wizerunkiem siły. Wiadomo, podobni osobnicy, zżerani przez strach przed własną słabością, szukają jeszcze słabszych od siebie osób, żeby móc przed nimi odgrywać rolę autorytetów, władców, i tak dalej. Wynika to wszystko oczywiście z braku akceptacji ze strony rodziców i środowiska rówieśniczego, z kultu siły i przekonania, że tylko manifestacja siły zapewni akceptację. Bo tak wymuszana była akceptacja w dzieciństwie (tato, tato, proszę, nie rób ziazi). A kompetencje, uczciwość, empatia, to wszystko co najwyżej odgrywane przy dziewczynie, albo przed szefem w pracy, jako wtórne przystosowanie do bardziej dojrzałego środowiska, w którym ukrywa się swoje patologiczne uwarunkowania.

    To fajnie tam macie. Wy tam w tej redakcji w ogóle lubicie się nawzajem?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX