Doula - ''ta, która służy''

Doula - ''ta, która służy'' (fot. Shutterstock.com)

SPOŁECZEŃSTWO

Doula - ''ta, która służy''. To kobieta wspierająca matkę w okresie okołoporodowym

Jeszcze kilkanaście lat temu szpitalny poród z osobą towarzyszącą był nie do pomyślenia. Teraz, gdy czasy "totalitarnego położnictwa" mamy szczęśliwie za sobą, coraz więcej mówi się o tym, kto i w jaki sposób może wspierać rodzącą. W kolejnej części naszego cyklu o porodach, macierzyństwie i tacierzyństwie przyglądamy się sylwetce douli. Kim jest "ta, która służy" i dlaczego pomaga kobietom?

- Doula to kobieta, która ma za zadanie wspierać drugą kobietę w okresie okołoporodowym. Zakres tej pomocy zależy przede wszystkim od oczekiwań matki i obejmuje wsparcie fizyczne, psychiczne, emocjonalne i informacyjne - tłumaczy Małgorzata Borecka, prezeska Stowarzyszenia DOULA w Polsce. Jak dodaje, doule (czyli „te, które służą” - w dosłownym znaczeniu tego starogreckiego słowa) pojawiły się w odpowiedzi na potrzeby kobiet, które chciały mieć dodatkową pomoc przy porodzie - kogoś, kto byłby skupiony tylko na ich dobrostanie, zwiększając w ten sposób poczucie bezpieczeństwa rodzącej.

Wiele osób pyta, po co są doule, skoro w szpitalu kobieta znajduje się pod opieką położnej. To prawda, personel medyczny ma za zadanie wspierać rodzące również od strony emocjonalnej. Rzeczywistość na porodówkach jest jednak taka, że położna rzadko może pracować z pacjentką jeden na jeden. Poza tym położna odpowiada za poród od strony medycznej i musi dbać przede wszystkim o ten aspekt. Należy pamiętać, że współpraca z doulą nie zastępuje opieki położnej - mówi Borecka. Prezeska zaznacza jednak, że doule nie pojawiły się po to, by uzupełniać pracę położnych czy je wyręczać. - To inny, dodatkowy rodzaj wsparcia - podkreśla. - Wiele kobiet rodzących z doulami mówiło, że potrzebowały kogoś wyłącznie dla siebie, kto zadbałby tylko o nie i komu nie trzeba byłoby mówić, co ma robić - tak, jak może się to zdarzać np. w przypadku partnera - wyjaśnia Borecka.

Obecność douli nie wyklucza partnera

Wielu osobom korzystanie z ich usług jawi się jako fanaberia. W dzisiejszych czasach można przecież rodzić z partnerem czy wynająć prywatną położną; po co więc ponosić dodatkowe koszty? To częsty zarzut wysuwany wobec doul. Za opiekę obejmującą dwa spotkania przed i dwa po porodzie, a także uczestnictwo w samych narodzinach trzeba zapłacić najczęściej od 500 zł do 1,2 tys. zł. Cena zależy jednak w dużej mierze od miejsca zamieszkania i tego, jaki pakiet wybierze rodząca.

Wielu osobom korzystanie z usług douli jawi się jako fanaberia (fot. Shutterstock.com)Wielu osobom korzystanie z usług douli jawi się jako fanaberia (fot. Shutterstock.com)

- Ludzie nie mają świadomości, jaka to nieoceniona pomoc - mówi Dominika Ostrowska-Szkliniarz. Doula towarzyszyła jej przy pierwszym porodzie, z jej wsparcia skorzysta też ponownie w najbliższych tygodniach, gdy na świat przyjdzie jej drugie dziecko. Poprzednim razem na porodówce był z nią także mąż.

Doula jest skoncentrowana wyłącznie na rodzącej oraz częściowo na osobie towarzyszącej. Dla mnie i męża ważne było ustalenie, że jeśli on w pewnym momencie będzie miał dosyć i zdecyduje się wyjść, ja nie zostanę sama. Wsparcie douli i męża było zupełnie inne. Ona jako kobieta lepiej mnie rozumiała, dbała o małe rzeczy, na które mąż raczej by nie wpadł: przypominała o oddychaniu po każdym skurczu, proponowała wydawanie określonych dźwięków dla rozluźnienia szczęki, pilnowała, żeby mąż podczas masażu brodawek sutkowych zawsze używał oliwki i żebyśmy oboje się nie odwodnili. Nawet jeżeli wie się o tym wszystkim przed porodem, emocje są tak duże, że traci się głowę - opowiada Dominika Ostrowska-Szkliniarz.

Jak podkreśla, nie jest jednak tak, że doula dyktuje swoje rozwiązania - "ta, która służy" podpowiada możliwe wyjście tylko wtedy, kiedy się ją o to spyta. - Dzięki temu wspominamy z mężem, że to był nasz poród; nie było wrażenia, że rodzimy we trójkę. Obecność douli była bardzo potrzebna, ale nie narzucająca się - dodaje.

Ta, która służy

Dominika Ostrowska-Szkliniarz bardzo dobrze wspomina pierwszy poród. Swoją doulę, Izę, poznała jeszcze przed ciążą, bo chodziła do niej na masaże. Później dowiedziała się, że Iza masuje również kobiety w ciąży, a także towarzyszy im w czasie porodu. - Narodziny dziecka to wielka niewiadoma, a o porodzie słyszy się głównie w kontekście złych historii. Z doulą zawsze można porozmawiać o swoich lękach, czy dostać kontakt do osoby, która podzieli się dobrymi doświadczeniami - opowiada.

Iza bardzo pomogła jej również w połogu, gdy była zbyt wyczerpana, by samodzielnie wziąć prysznic. - Dla mnie najfajniejsze było to, że Iza odwiedziła mnie w domu i pomogła mi po raz pierwszy samodzielnie wykąpać córkę. Nie wiem, czy sama odważyłabym się to zrobić, a tak miałam obok siebie kogoś, kto patrzył na mnie czujnym okiem - dodaje. - Z doulą można nawiązać relację nie tylko czysto handlową, ale też koleżeńską. Jeżeli kobiety mogą skorzystać z takiej pomocy, bardzo je do tego zachęcam. To daje poczucie bezpieczeństwa - zaznacza Dominika Ostrowska-Szkliniarz.

W Polsce korzystanie ze wsparcia douli nie jest jeszcze tak popularne jak na Zachodzie - w 2013 roku na 400 tysięcy porodów „te, które służą” towarzyszyły narodzinom około 200 dzieci. Jednak zainteresowanie taką opieką cały czas rośnie; rocznie kurs podstawowy kończy w Polsce ok. 50-70 doul.

W Polsce korzystanie ze wsparcia douli nie jest jeszcze tak popularne jak na Zachodzie (fot. Shutterstock.com)W Polsce korzystanie ze wsparcia douli nie jest jeszcze tak popularne jak na Zachodzie (fot. Shutterstock.com)

Zawód: doula

Z punktu widzenia Stowarzyszenia doulą może nazywać się kobieta, która ukończyła szkolenie podstawowe. Kurs trwa trzy dni i przygotowuje do towarzyszenia w porodzie; później absolwentka może się ubiegać o członkostwo w Stowarzyszeniu. Po przyjęciu na członkinię zwyczajną można rozpocząć staż, który trwa od roku do trzech lat. W tym okresie doula pozostaje pod opieką doświadczonej douli mentorki, przechodzi szereg dodatkowych szkoleń specjalistycznych, czyta lektury - wyjaśnia Borecka.

Na początku stycznia zawód ten został oficjalnie uznany przez Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej. Choć w świetle prawa doula jest „asystentką kobiety w czasie ciąży i porodu”, nie ma zapisów określających, kto może posługiwać się takim mianem. Dlatego przed skorzystaniem z usług douli warto sprawdzić, czy jest ona członkinią Stowarzyszenia. Należące do niego kobiety muszą przestrzegać odgórnie narzuconych standardów pracy i kodeksu etycznego. Z władzami organizacji można się też skontaktować wtedy, gdy chcemy pochwalić doulę albo złożyć na nią skargę.

To, czy asystentka ciężarnej należy do Stowarzyszenia, coraz częściej weryfikują także szpitale. Zgodnie z rozporządzeniem Ministerstwa Zdrowia każda kobieta ma prawo do porodu ze wskazaną przez siebie osobą bliską - nie ma znaczenia, czy będzie to partner, przyjaciółka, czy właśnie doula. Problemy zaczynają się wtedy, gdy pacjentka chciałaby mieć przy sobie dwie osoby; taka sytuacja wymaga najczęściej dodatkowej zgody ze strony placówki. - Jak na razie mało jest szpitali otwartych na to rozwiązanie i albo odmawiają kobietom, albo zezwalają jedynie na wymianę osób towarzyszących. Ale gdy personel wyraża zgodę na obecność douli, jako drugiej osoby towarzyszącej, coraz częściej pada pytanie, czy należy ona do Stowarzyszenia i jak może to udokumentować - wyjaśnia Borecka.

Co sprawia, że doule wspierają inne kobiety w macierzyństwie? (fot. Shutterstock.com)Co sprawia, że doule wspierają inne kobiety w macierzyństwie? (fot. Shutterstock.com)

Życzliwe wsparcie dla nowych rodziców

Co sprawia, że doule chcą wspierać inne kobiety w macierzyństwie? - Będąc fizjoterapeutką i poszukując szkoleń dotyczących pracy z kobietą w ciąży, trafiłam do Fundacji Rodzić po Ludzku; tam znalazłam informację o doulach. Jeszcze tego samego dnia moja mama przesłała mi artykuł na ten temat i powiedziała: „Zobacz, to jest coś dla ciebie”. Rzeczywiście, praca z kobietą w ciąży była tym, co wciągało mnie coraz bardziej i w czym chciałam się rozwijać - opowiada Iza Frankowska-Olech, certyfikowana doula i współzałożycielka ogólnopolskiej akcji i grup wsparcia MLEKOTEKA.

Historia Izy Sztandery, również certyfikowanej douli i współpomysłodawczyni MLEKOTEKI, jest nieco inna. - Gdy przygotowywałam się do pierwszego porodu, trafiłam na stronę fundacji z doulą w nazwie. Zaczęłam drążyć temat i bardzo żałowałam, że w moim mieście nie ma osoby, która mogłaby mi udzielić takiego wsparcia. Potem, kiedy sama byłam już matką, zaczęły się do mnie zgłaszać przyjaciółki i znajome znajomych, które potrzebowały rozwiać swoje wątpliwości czy zapytać o nurtujące je kwestie. Doulą zostałam jednak dopiero po przeprowadzce do Warszawy; długo dojrzewałam do tej decyzji - wspomina.

Współzałożycielki MLEKOTEKI tłumaczą, że ich praca obejmuje bardzo szeroki zakres obowiązków, który jest zawsze dopasowany do oczekiwań kobiety bądź pary, z którą współpracują. Na spotkaniach przed porodem omawia się z ciężarną plan narodzin, rozmawia o oczekiwaniach i lękach przyszłej mamy. W trakcie porodu doule stosują również niefarmakologiczne techniki łagodzenia bólu, motywują rodzącą, pomagają jej pracować z oddechem czy głosem. - Kiedy dziecko jest już na świecie, odsuwamy się na bok, tak by ta chwila mogła należeć wyłącznie do rodziców. Czasami, jeżeli jesteśmy o to poproszone, robimy dyskretnie kilka zdjęć; jednak najczęściej stajemy z boku i mamy cudowną możliwość przyglądania się tym chwilom, gdy tworzy się rodzina. Z kobietą jesteśmy najczęściej do momentu, gdy zostanie przewieziona na salę poporodową; tam pomagamy się jej umyć i przebrać. W tym czasie położne zajmują się noworodkiem - mówi Iza Frankowska-Olech.

Opieka doul nie kończy się jednak z chwilą narodzin dziecka. - Pomagamy także rodzicom odnaleźć się w tej nowej sytuacji po powrocie do domu. Często mają oni wiele pytań i wątpliwości co do karmienia czy usypiania dziecka i potrzebują kogoś, kto powie im, że wszystko jest dobrze i będzie dla nich po prostu życzliwy - dodaje Iza Sztandera.

Aktywne doule mają najczęściej klika klientek w roku (nie więcej niż jedną-dwie podopieczne w ciągu miesiąca). Asystentki są w ciągłej gotowości już dwa tygodnie przed planowanym terminem porodu, zachowują też odstępy pomiędzy kolejnymi narodzinami, żeby ich daty się nie zazębiały. „Te, które służą” pracują zwykle w parach, by mieć zastępstwo w razie choroby bądź nagłej niedyspozycji.

Doula musi odciąć się od swoich doświadczeń i skupić się tylko i wyłącznie na potrzebach i wyborach rodzącej (fot. Shutterstock.com)Doula musi odciąć się od swoich doświadczeń i skupić się tylko i wyłącznie na potrzebach i wyborach rodzącej (fot. Shutterstock.com)

„Piękno rodzącej jest niesamowite”

Z pomocy douli korzystają różne matki. Niektóre z nich od wsparcia partnera wolą doświadczoną kobietę, która była już wcześniej obecna przy porodach; inne wolą kogoś, kto nie będzie tak emocjonalnie zaangażowany w narodziny dziecka jak bliskie osoby. - Doula musi odciąć się od swoich doświadczeń i skupić się tylko na potrzebach i wyborach rodzącej - zaznacza Iza Frankowska-Olech. - Na emocje douli przy porodzie nie ma miejsca. Poza przeszkoleniem na tym właśnie polega jej przewaga nad inną osobą towarzyszącą - uzupełnia prezeska Stowarzyszenia DOULA.

Towarzyszymy i parom, i dziewczynom, które chcą rodzić same. Wspieramy je zarówno w porodach naturalnych, jak i cesarskich cięciach, przy pierwszych oraz kolejnych narodzinach - wylicza Iza Sztandera. - Pamiętamy doskonale wszystkie porody, przy których byłyśmy. To, co sprawia, że nasza praca jest tak wyjątkowa i niesamowita, to możliwość uczestniczenia w cudzie, jakim są narodziny małego człowieka, kobiety jako matki oraz rodziny; to coś niesamowitego, co daje energię do pracy i sprawia, że ten zawód staje się ogromną pasją i chyba można powiedzieć, że swojego rodzaju powołaniem - podkreśla.

Podobnego zdania jest Iza Frankowska-Olech: - Nie ma ani jednego porodu, który można by nazwać wyróżniającym się spośród innych. Kobieta w czasie porodu wygląda magnetyzująco, jest w niej ogromna siła. Niezależnie od tego, jakie są jej doświadczenia, to piękno kobiety jest niesamowite. Poród może być dla matki czymś umacniającym, a także dać jej wielką moc i poczucie, że może wszystko.

 

Polecamy I, II, III i IV część cyklu o porodach:

Powinna mieć "siłę konia i wrażliwość anioła". Dla rodzących położna jest najważniejsza, niestety jej praca nie jest doceniana

Lekarze się boją. Często wolą zrobić cesarkę, nawet jeśli nie jest to bezwzględnie konieczne [FAKTY I MITY O CESARSKIM CIĘCIU]

Współczesny poród otacza atmosfera lęku. Obawa przed bólem to nie wszystko

Karmienie na żądanie to najlepsza metoda [FAKTY I MITY O KARMIENIU PIERSIĄ]

 

Aneta Bańkowska. Dziennikarka portalu Gazeta.pl. W dzień pisze newsy, a po pracy biegnie na zajęcia, by w przyszłości zostać tuzą polskiej seksuologii. W skrytości ducha marzy, żeby stać się memem. Za nietypowe oprawki okularów odda każde pieniądze.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (9)
Zaloguj się
  • myslacyszaryczlowiek1

    Oceniono 46 razy 30

    Ach taka przyjaciółka za pieniądze. Popieprzony amerykański świat, w którym, aby sobie porozmawiać i się wyżalić chodzi się do psychoanalityka.
    Już lepiej mają muzułmanki, gdzie zwyczajem jest, że kobieta w czasie połogu, czy nawet dłużej, nie może zostać sama. Tylko zawsze przy niej czuwa jakaś kobieta z rodziny, siostra, matka, babka itd. I to wcale nie jest głupie, zapobiega się w ten sposób depresji poporodowej.

  • osmanthus

    Oceniono 32 razy 20

    "Kurs trwa 3 dni" (slownie: trzy).
    Ktos tu kpi czy droge pyta?
    W Australii taki kurs trwa 20 tygodni...
    No, ale to Polska czyli 30-procentowa matura i generalnie ChDiKK.

  • bifka

    Oceniono 32 razy 18

    No tak, w dzisiejszych czasach kobiety nie mają już przyjaciółek, które urodziły dzieci i mogą służyć wsparciem identycznym jak płatne doule ... Trzeba za to zapłacić obcej kobiecie, która na sali porodowej potrzyma za rękę, pomoże się ubrać czy przewinąć noworodka ... To nie lepiej rodzić np. z własną matką czy siostrą, koleżanką z pracy czy sąsiadką? Przynajmniej znają położnicę, wiedzą o niej dużo więcej niż opłacona pomocnica, są autentycznie życzliwe, ich doświadczenie nie wynika z trzydniowego kursu tylko z życia, własnych porodów ... Ludzie są dzisiaj przerażająco samotni żeby decydować się płacić za taką usługę, to smutne, że obecność bliskiej kobiety przy porodzie, co w wielu kulturach jest po prostu normą, zwyczajem, skomercjalizowano i potraktowano zawodowo ... ale czego tu chcieć, przecież nawet przyjaciół można sobie wynająć na weekend, a cóż dopiero doulę ...

  • troll_na_uslugach_petersburga

    Oceniono 19 razy 15

    Skoro już się pomasturbowaliśmy nad tym jak to fajnie łykać amerykańskie wzorce bez żadnej refleksji to czas na parę krytycznych uwag. Otóż miałem wątpliwą przyjemność mieć do czynienia z "doula". O ile ja sam rozumiem rolę "douli" jako stanie i trzymanie kobiety za rękę, ewentualnie mówienie jej, że jest silna i da radę, to zupełnie się moje oczekiwania rozeszły z rzeczywistością. "Doula" pomiatała położnymi, uzurpowała sobie prawo do wydawania poleceń lekarzom, podważała ich kwalifikacje, a mnie samego usiłowała wyrzucić z sali.

  • Efa Marhefa

    Oceniono 11 razy 5

    a ja niemądra myślałam, że doule są położnymi. I jak w szkole rodzenia dowiedziałam się, pytając prowadzącą, że doule to ktokolwiek z 3dniowym kursem to się złapałam za głowę. Ostatecznie wybrałam super położną i czułam się przynajmniej bezpiecznie i z rzetelną informacją. Była przy mnie od 25t.c., uczyła -w domu- technik relaksacji, pomogłą stworzyć plan porodu, pokazała salę porodową, była przy porodzie i opiekowała się nami później, w domu choć nie było łatwo, bo synek nie chciał jeść z piersi (krótkie wędzidełko, też przez Nią wychwycone) :) Cudowna kobieta ! A doula... Podziękuję "przyjaciółce za pieniądze".

  • genowefa.nowa

    Oceniono 8 razy 4

    Polki są chyba coraz głupsze jeśli dają się naciągać na usługi takich "profesjonalistek". Pisza o sobie tak jakby miały medyczne (albo w ogóle jakieś) wykształcenie, a to zwykłe naciągaczki, manipulujące i żerujące na niewiedzy. I radzę uważać, bo mają na pieńku z wieloma położnymi. Moja położna powiedziała mi wprost, że będzie ze mną rodzić ale na doulę się nie zgadza, sama się mną zajmie i tak było.

  • Oceniono 6 razy -4

    Rola Douli jest pomaganie przed porodem , w czasie oraz po porodzie . Jest z kobietą non stop w kontakcie, naszym zadanie jest jej służyć w czasie porodu pomagamy poprzez masaż , zmianę pozycji wertykalnych rozmowę okłady informowanie pacjentki co się teraz w danym momencie stanie , może doradzić ale nie może za klientke decydować !!!! Następnym punktem ważnym jest to ze pomagamy Niemedycznie, NIE WCHODZIMY W KOMPETENCJE POŁOŻNEJ !!!!WAŻNA ROLĘ ODGRYWA POŁOŻNA BO ONA ROBI WSZYSTKO PRZYJMUJE CAŁY PORÓD, A LEKARZ JEST PO TO GDYBY BYŁO ZAGROŻENIE ŻYCIA! !!!;) a my współpracujemy z poloznymi - osobiście cenie ich zawód bo wiem ile muszą zrobić ;) a Doula pomaga , wspiera ułatwia kobiecie w każdym jej problemie ,,, Trzecia sprawa jest to ze kochane Mamusie każda zostając Doula decyduje się na pełne poświęcenie , musi czuć powołanie , każdym dniem dokształca się poprzez szkolenia , staż 3 letni i uczymy się od innych doświadczonych Doul ... tak jest w moim przypadku.... pomaga mi wykształcona Doula która aktywnie prowadzi Szkole Rodzenia ;) dzięki której mogę się wiele uczyć .... Doula sama opłaca sobie kurs i sama inwestuje w siebie i w swoje szkolenia; ) Drogie Mamusie nikt Was nie zmusza do wynajęcia Nas , jest to poprostu opcja dla Kobiet którym zależy na dobrych narodzinach na przygotowaniu poprzez Szkole Rodzenia oraz spotkania z klientka ;)Doula jest zazwyczaj mama i to doświadczona która przeszła kilka porodów , która wie co to porod , poronienie ...
    Doula chce pomagać kobieta w tym magicznym momencie jakim jest porod ;) Każdy ma prawo wyboru ...
    Dla mnie najważniejsze jest dobro dziecka oraz przyszłych rodziców !!! Proszę nie wyrażać opinii jeśli Drogie Mamy nie znacie dokładnie roli Douli jaka wykonuje ....

    Życzę Udanego Dnia ;)

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX