Marcin 'Maskow' Kowalczyk

Marcin 'Maskow' Kowalczyk (fot. Tonia Kowalczyk)

fenomen

Potrafi zapamiętać ciąg stu cyfr w 30 sekund, ma dwanaście rekordów świata. "Każdy tak może" - Marcin "Maskow" Kowalczyk tłumaczy, jak to się robi

Kiedy zadzwoniłem do Marcina "Maskowa" Kowalczyka w sobotę, ten - zdziwiony - odparł, że przecież byliśmy umówieni na niedzielę. "Niemożliwe " - zacząłem i natychmiast ugryzłem się w język. Bo zdałem sobie sprawę, że o to, kto lepiej zapamiętał termin wywiadu, kłócę się z facetem, który ma w głowie 2,5 tysiąca cyfr po przecinku w liczbie pi.

Tej liczby pi Marcin uczył się jakieś trzy godziny. Jego rekord to wkucie stu cyfr w 28 sekund i tysiąca w około pół godziny. - Są takie firmy, które na swoich stronach piszą, że „nauczą każdego zapamiętywać sto cyfr w minutę” - mówi Marcin. - Jest garstka ludzi w skali świata, która to potrafi, więc życzę im powodzenia.

Liczbę pi „Maskow” recytował na Politechnice Krakowskiej w czasie turnieju zorganizowanego z okazji zeszłorocznego Dnia Liczby Pi (14 marca - w USA tę datę zapisuje się jako 3.14). Chciał wygrać, ale nieco się przeliczył. - Po wyrecytowaniu trzysta którejś cyfry popełniłem błąd - wspomina. - Od razu się poprawiłem, ale regulamin mówi, że liczy się pierwsze wypowiedziane słowo, i przegrałem (śmiech). To był mój pierwszy raz, kiedy recytowałem cyfry w ten sposób. To naprawdę trudne, bo język się plącze.

Zwycięzca zeszłorocznego Dnia Liczby Pi bezbłędnie wymienił ponad 1954 cyfry. Kowalczyk postanowił podejść do zadania drugi raz i udowodnił w serwisie YouTube, że potrafi wyrecytować 2,5 tysiąca miejsc po przecinku.

Trochę mi odbiło

Z liczbą pi nie wyszło, ale Marcin i tak jest najlepszy na świecie w przynajmniej dwóch pamięciowych konkurencjach. Obie związane są z kostką Rubika.

Niecałe dwa miesiące temu „Maskow” o ponad dwie sekundy poprawił rekord świata w układaniu na czas z zasłoniętymi oczami klasycznej kostki 3x3 (konkurencja ta nosi nazwę „blindfold"). Zajęło mu to 21 sekund i 17 setnych. Swoją drogą poprzedni rekord świata w tej dyscyplinie również należał do Marcina.

Z kolei we wrześniu 2013 roku podczas zawodów w Grudziądzu Kowalczyk uzyskał najlepszy czas w konkurencji zwanej „multiblindfold”. Polega ona na ułożeniu z opaską na oczach jak największej liczby kostek Rubika w ciągu godziny. Marcin uporał się z aż 32 kostkami w 55 minut i 35 sekund. Rekord nie utrzymał się długo. Dwa tygodnie później w Jastrzębiu-Zdroju Marcin przebił go i ułożył o trzy kostki więcej w pół minuty mniej. Swoją całkowitą dominację w tej konkurencji udowodnił 1,5 miesiąca później w czasie zawodów w Świerklanach, gdzie uporał się z jeszcze większą liczbą kolorowych sześcianów w jeszcze mniej czasu. 41 kostek w 54 minuty i 14 sekund to do dziś oficjalny rekord świata w tej konkurencji.

- Kiedy rekord świata pobiłem po raz pierwszy, trochę mi odbiło - wspomina Marcin. - Za drugim razem też nieźle świrowałem. Od trzeciego razu zrobiło się to już nudne. Rutyna.

W przypadku obu opisanych wyżej konkurencji, zawodnik w pierwszej kolejności spędza trochę czasu nad kostką (lub kostkami) i zapamiętuje ułożenie ścianek, jednocześnie tworząc w głowie sekwencję ruchów potrzebną do rozwiązania łamigłówki „na ślepo”. Kostki, która dała Polakowi rekord świata w konkurencji „blindfold”, Marcin „uczył się” 8 sekund. - Kiedy zaczynałem układać bez patrzenia w kwietniu 2011 roku, zapamiętanie kostki zajmowało mi 10 minut - wspomina. - Wraz z praktyką zszedłem do mniej niż 10 sekund. Ten element pamięciowy trzeba wyćwiczyć. Z opaską na oczach muszę rozumieć każdy ruch.

Marcin „Maskow” Kowalczyk (fot. archiwum prywatne)Marcin „Maskow” Kowalczyk (fot. Tonia Kowalczyk)

Szatan-ninja i jaja Ibisza

Jak on to robi? Co dzieje się w głowie 23-latka z Grudziądza, kiedy zapamiętuje jedną lub kilkadziesiąt kostek Rubika? - To wszystko działa na bazie technik pamięciowych - opowiada Marcin. - Polegają one na zamienianiu elementów trudnych do zapamiętania, na przykład pozycji poszczególnych kolorów na kostce Rubika, na słowa. Według określonego systemu. Nie zapamiętuję ani kolorów, ani kształtów - tylko słowa. Na każde z tych słów przypada jeden algorytm albo jedna sekwencja. A potem łączę je w historie.

Te „historie” bywają dość abstrakcyjne. Potrafią brzmieć na przykład tak: „Odejdźcie stąd, jaja Ibisza!”, „Kot związał grubych ludzi”, „Szatan-ninja wygrał mecz”. I tak dalej, i tym podobne.

- Mam trzy słowa i tworzę z nich większą opowieść - kontynuuje Marcin. - I na to nachodzi tzw. metoda pałacu pamięci. Polega ona na tym, że w mojej głowie każda z kostek staje się jakimś miejscem - naprawdę istniejącym lub fikcyjnym. Pierwsza kostka jest zawsze boiskiem z mojej podstawówki. To z niego zaczynam. I tam znajdują się elementy z mojej pierwszej kostki. Wchodzę tam w wyobraźni. Dzięki temu nie zapamiętuję bezmyślnie żadnych ciągów. Pracuje jedynie wyobraźnia. Bo nasza pamięć i wyobraźnia to jest jedno i to samo, jeśli je sprawnie połączymy.

Pierwsza kostka to boisko szkolne, każda kolejna to następne miejsce - po wszystkich Marcin „podróżuje” w wyobraźni i odtwarza sobie, co się w nich znajdowało. - Nasz mózg traktuje tak umieszczone informacje, jakbyśmy tam naprawdę byli i to widzieli - twierdzi. - Tak już są zrobione te nasze mózgi, że łatwiej zapamiętujemy to, co zobaczymy - choćby to były oczy wyobraźni.

Takich algorytmów Marcin ma w głowie prawie 1000.

Każdy tak może

„Maskow” zaczął zajmować się technikami pamięciowymi w wieku 19 lat. Zapytałem, czy przydają mu się one w życiu codziennym. - Listy zakupów nie muszę sobie zapisywać na kartce, wszystko pamiętam - chwali się. I twierdzi, że techniki pamięciowe nie tylko wspomagają pamięć, ale też rozwijają zdolności intelektualne. - Praca nad wyobraźnią wpływa na całą pracę mózgu i na inteligencję. Są na przykład takie testy, w których dostajemy dwa słowa: „niebieski”, w którym litery pokolorowane są na czerwono, i „czerwony” napisany niebieską czcionką. I zadanie polega na tym, że mamy możliwie najszybciej wybrać, w jakim kolorze jest dane słowo. Kiedy próbowałem do takich testów podejść trzy-cztery lata temu, to miałem z nimi problem. A dziś? Robię je bez zastanowienia. Więc ten trening pamięci i wyobraźni ma wpływ na kondycję mózgu i na to, jak sobie radzić z bardzo różnymi problemami - przekonuje.

I dodaje: - Jeszcze niedawno studiowałem matematykę na Politechnice Gdańskiej i uciekłem stamtąd po trzecim semestrze. Nie dlatego, że sobie nie radziłem - po prostu miałem już pierwsze rekordy świata i postanowiłem się zająć innymi sprawami. W każdym razie: to było piękne! Ja już wtedy byłem z tymi technikami pamięciowymi zaznajomiony bardzo dobrze. I w czymś takim jak matematyka - a to przecież nie jest nauka pamięciowa, w matematyce wszystko trzeba rozumieć - ta wyobraźnia wytrenowana na zapamiętywaniu działała niesamowicie. Ja potrafiłem sobie każde zadanie i każde rozwiązanie wyobrazić, wszystkie elementy matematyki pływały" w otaczającej mnie przestrzeni.

Marcin uważa, że każdy jest w stanie wyćwiczyć sobie mózg do podobnego stopnia, wystarczy samozaparcie. - Niepotrzebne są żadne predyspozycje - twierdzi. - Tylko trening i praktyka. Talent czy dobre warunki liczą się dopiero na poziomie profesjonalnym, kiedy o pobiciu lub niepobiciu rekordu decydują sekundy. Ale reszta? To tylko i wyłącznie praca nad sobą. Tu się nie ma co tłumaczyć, że „Ooo, ja nie zostałem do tego stworzony”. To nieprawda.

W „Mam talent” dla jaj

Kiedy opowiadałem znajomym, że będę rozmawiał z wielokrotnym mistrzem świata w układaniu kostki Rubika na ślepo, część śmiała się, że im się nigdy nie udało rozwiązać słynnej łamigłówki, nawet mając ją przed oczami. - Bo ludzie próbują to traktować jak zagadkę logiczną - mówi „Maskow”. - A metod na układanie kostki jest cała masa. I wszystkie są opisane. Ja od razu uczyłem się na gotowych algorytmach, bo wychodzę z założenia, że nie ma sensu próbować samemu dojść do tego, co ktoś już dawno zrobił i opisał. Poradniki i tutoriale da się znaleźć w każdym języku - od opisujących najprostsze metody do tych streszczających najbardziej skomplikowane. Na początku uczymy się tych algorytmów i dopiero z czasem zaczynamy rozumieć, co się na tej kostce dzieje. Nie ma sensu na początku dochodzić do tego samemu, bo i tak nie dojdziemy, jak tę kostkę ułożyć. To nie jest proste. Ja zacząłem rozumieć, co na kostce robię, jakoś po 1,5 roku układania. Nastąpiło takie olśnienie: o, wiem, co robię!

Swoją pierwszą kostkę Marcin kupił dokładnie w święta Bożego Narodzenia w 2010 roku. Znalazł ją w grudziądzkim sklepie z zabawkami, kosztowała 7 złotych 50 groszy. - Wziąłem tę kostkę, siadłem z jakimiś poradnikami z internetu i poszło - wspomina. - To był jeden wieczór nauki. Tydzień później mój czas układania wynosił jakieś 40-50 sekund.

Niecałe dwa lata później Marcin pojawił się w TVN-owskim programie „Mam talent”. Na pierwszym etapie kostkę „pomieszali” Robert Kozyra i Małgorzata Foremniak. Kiedy Marcin ułożył łamigłówkę, publiczność oszalała. Jury zresztą też - „Maskow” został przepuszczony dalej i doszedł aż do finału.

W programie „Maskow” wykorzystał swoje „showmańskie” umiejętności: czarował rękami, gestykulował, szeptał pod nosem tajemnicze mantry. Tendencją do „bajerowania” publiki Marcin wyróżnia się zresztą również na oficjalnych turniejach - zamiast zwyczajnych opasek na oczy nosi maski z Pikachu lub postaciami z gry komputerowej „League of Legends”.

- Do „Mam talent” poszedłem tak naprawdę dla jaj - wspomina. - Studiowałem wtedy w Gdańsku, były wakacje, zajmowałem się ambitnie pracą na kasie w Carrefourze, fajnie było. Nudziło nam się z kumplem współlokatorem, więc stwierdziłem: ej, chodźmy na casting. Pomyślałem: układam kostkę bez patrzenia, to sobie pójdę i ułożę, może im się spodoba. Paru ludzi próbowało tam swoich sił z kostkami Rubika, ale nikt nie robił tego bez patrzenia. Poszliśmy (kolega jako asystent), spodobało się i to wszystko z żartu doprowadziło mnie do tego miejsca, w którym jestem teraz.

Bo to w dużej mierze dzięki rozpoznawalności, na jaką Marcin zapracował sobie w show TVN-u, dziś jest w stanie utrzymać się „z kostki”. - Po „Mam talent” normalną pracą się już nigdy nie zajmowałem. Dziś żyję głównie z występów scenicznych na imprezach zamkniętych. Tam do roli asystentów biorę zawsze największych prezesów - tak żeby nikt na sali nawet nie podejrzewał, że ten ktoś może być podstawiony. Jest taki zabawny numer, że asystent układa kostkę ruchami, które mu dyktuję. I raz prawie miałem okazję zrobić go z... Donaldem Tuskiem. Ale niestety, premier nie dojechał. A szkoda, było tam kilka telewizji, mieliby dobry materiał.

Marcin finału „Mam talent” nie wygrał, ale i tak nie wyszedł z programu z pustymi rękami. Gdy przeszedł do półfinału, postanowił zaplanować swoje dalsze występy tak, by zgarnąć jak najwięcej „fantów” - bo uczestnicy dostawali sceniczne rekwizyty na stałe. - Kupili mi 25 dobrych kostek o równowartości 1500 złotych. Zawsze coś, nie? Dzięki TVN-owi miałem czym bić rekordy świata na zawodach.

Obecnie klasycznych kostek 3x3 Marcin ma w domu 150.

Marcin „Maskow” Kowalczyk (fot. archiwum prywatne)Marcin „Maskow” Kowalczyk (fot. Tonia Kowalczyk)

Co dalej

„Maskow” bez problemu zarabia, prezentując swoje umiejętności na imprezach zamkniętych. Twierdzi, że ani razu podczas takiego występu się nie pomylił. Jednak każda sztuczka ma swoją żywotność. Co będzie, kiedy ludziom opatrzą się już numery z kostką Rubika?

- Powoli zaczynam pracować nad programem szkoleń z technik pamięci - zdradza Marcin. - Najpierw chcę podszkolić samego siebie, zgłębić temat. A muszę to robić sam, bo nie ma tak naprawdę zbyt wielu źródeł wiedzy. Wszystkie książki na temat technik pamięciowych są napisane na jedno kopyto - i to nie tylko moje zdanie, ale też wszystkich największych mnemonistów na świecie. Na zasadzie: „napiszmy to samo i weźmy pieniądze”. Niczego nowego nie wnoszą do tematu, więc nad tym trzeba pracować samemu, jeśli chce się coś zrobić.

Rekordzista świata nie ma też zbyt dobrego zdania o firmach zajmujących się internetową sprzedażą kursów technik pamięciowych. - Jest ich cała masa - mówi. - Ale numer polega na tym, że oni nie mają pojęcia, co robią - a do tego się nie przyznają publicznie, powiedzą ci to tylko prywatnie. Oni naprawdę nie mają bladego pojęcia, o co tam chodzi. Jedynie to sprzedają. Nie polecam żadnych takich kursów. Już lepiej kupić sobie książkę, bo wydamy 40 złotych, a nie 2000. I zdobędziemy dokładnie tę samą wiedzę w godzinę, a nie w rok albo więcej - bo na tyle czasu oni rozbijają te szkolenia. Ja nie chcę tego robić tak jak inni - że stworzę bezsensowne kursy, które nic nikomu nie dadzą i niech kasa sobie leci. Chcę zrobić coś wartościowszego. To jest trudniejsze i trudniej będzie to też sprzedać. Bo nie będzie to coś w stylu: „o, patrzcie, mamy tu gotowe metody i one super działają!”. Takiego czegoś nie ma. Niczego takiego obiecać nie mogę, bo to po prostu nie działa. Póki co Marcin woli dzielić się wiedzą całkowicie nieodpłatnie na swoim kanale na YouTube, który niedługo zbierze łącznie milion wyświetleń.

Jakie są najbliższe plany „Maskowa”? W połowie lipca w Brazylii odbędą się mistrzostwa świata. Marcin chciałby stanąć tam w szranki w „multiblindfold” i „blindfold” - swoich koronnych konkurencjach. Dwa lata temu ta impreza odbyła się w Las Vegas, ale Marcin nie pojechał. - Koszty wyjazdu zdecydowanie przewyższały potencjalne korzyści - twierdzi. - Liczę, że w tym roku będzie inaczej. W ciągu ostatnich dwóch lat sporo się zmieniło. Zarówno w moim sporcie, jak i w moim życiu.

 


Marcin „Maskow” Kowalczyk (ur. 1992). 12-krotny rekordzista świata w układaniu kostek Rubika z zamkniętymi oczami (zarówno jednej, jak i wielu), finalista V edycji „Mam talent”, mnemonista. Biorąc pod uwagę wyniki uzyskiwane w zapamiętywaniu na czas, jedna z najlepszych pamięci na świecie. Planuje udowodnić to na zawodach międzynarodowych i zostać mistrzem świata w zapamiętywaniu.

Bartek Przybyszewski. Dziennikarz serwisu popkulturalnego Popmoderna. Wchłania przede wszystkim komiksy (głównie europejskie) i filmy (głównie amerykańskie). Admin fanpage'a Bardzo złe filmy.

Komentarze (52)
Zaloguj się
  • Oceniono 1 raz 1

    Maskow bez wątpienia jest geniuszem, ale w polsce jest sporo znakomitych mnemonistów o których nikt nie słyszał, sam zapamiętuje 30 binarnych w 7 sec, 40 dziesiętnych w 18 sec, zapraszam na youtube.

  • dickinsons

    0

    Oto jak można małpę nauczyć. Byle czego.

  • av127

    Oceniono 3 razy 3

    a ze tak spytam - w koncu na kiedy umowiony byl ten wywiad - na sobote czy niedziele? ;)

  • Waldemar Razik

    0

    Mistrzostwo świata - pozytywny zakręceniec :-) a gdy Marcin recytuje liczbę Pi to brzmi jakby czytał zadłużenie nas Polaków... ehhh...

  • babciareubena

    Oceniono 1 raz 1

    LUMOSITY - polecam tym, którzy chcą ćwiczyć szare komórki. Nic trudnego, ćwiczenia na rożnym poziomie i dobra zabawa. Mistrzami jak pan Marcin pewnie nie zostaniemy, ale mózg bedzie pracował lepiej. Spróbujcie...

  • Mariade De

    Oceniono 6 razy 0

    Tak ,ale po co?, po co?...............a ja potrafie wbic gwozdz , a nawet tysiac gwozdzi...moze i wiecej...........ale po co?..........

  • poziom1908

    Oceniono 11 razy 9

    No proszę, filmiki nie uruchamiają się "na chama" automatycznie, a sam obejrzałem chętnie wszystkie. Pytanie do "dziennikarzy" GW: wiecie dlaczego?

  • wumpsculator

    Oceniono 9 razy 9

    Fajnie pojechał po firmach szkoleniowych :D
    Teraz będzie, że "to na pewno nie o nas!" :D

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX