Osiedle Tysiąclecia

Osiedle Tysiąclecia (fot. Grzegorz Celejewski/AgencjaGazeta)

historia jednego miejsca

''Tauzen'' nieśmiertelny. Jak ikona Śląska stała się symbolem powojennej moderny w Polsce

Jest koniec lat 50., gdy w głowach ?najwyższych czynników partyjnych? na Śląsku zapada decyzja o budowie nowego i nowoczesnego osiedla w samym sercu rozwijającej się w dzikim tempie aglomeracji. Ma pomieścić blisko 25 tysięcy ludzi (pierwotne plany zakładały liczbę niemal dwukrotnie większą, lecz trzeba je było zweryfikować) i zająć blisko 200 hektarów na terenie dawnych przemysłowych kolonii Sośnina, Klimzowiec i Bederowiec.

Zwłaszcza ta ostatnia kolonia jest znana jeszcze od czasów międzywojnia - Wielkiego Kryzysu i panującego wówczas głodu mieszkaniowego. Miejscowi nadal mówią na to miejsce Egipt bądź Maroko. To tu żyły w prowizorycznych budach i barakach setki robotników pracujących w miejscowym przemyśle, ale zarabiających zbyt mało, by wynająć najskromniejsze choćby mieszkanie.

Tamte czasy to jednak przeszłość. Tak przynajmniej uważa przewodniczący Wojewódzkiej Rady Narodowej i na Śląsku postać ikoniczna - gen. Jerzy Ziętek. Chce, by nowe osiedle było symbolem nowoczesności i zmiany zachodzącej na Śląsku. Chce też powstrzymać trend budowy wielkich sypialni na obrzeżach całej aglomeracji. Całkiem niedawno skończył się socrealizm i teraz z powodzeniem można projektować w stylu międzynarodowym. To oznacza, że osiedle, które powstanie na granicy Katowic i Chorzowa, w zasadzie niczym nie musi się odróżniać od podobnych założeń we Francji, Niemczech czy Skandynawii.

Osiedle Tysiąclecia (fot. Bartłomiej Barczyk/AgencjaGazeta)Osiedle Tysiąclecia (fot. Bartłomiej Barczyk/Agencja Gazeta)

Do pracy nad projektem Ziętek zaprasza architektoniczne pistolety: Aleksandra Frantę i Henryka Buszkę. To jego ulubieńcy, w środowisku uchodzą za „architektów generała”, co z pewnością przysparza im tylu samych fałszywych przyjaciół co zajadłych wrogów. W zespole pracującym nad nowym osiedlem znajdą się też Marian Dziewoński i Tadeusz Szewczyk, ale to Buszko i Franta będą mieli tu decydujący głos.

Pierwsze budynki nowego osiedla powstają na początku lat 60. Nie wyróżniają się niczym szczególnym. To dość niskie, foremne, ale mało spektakularne bloczki, które dziś - w kontekście tego, jak wygląda reszta osiedla - pozostają niemal całkowicie niewidoczne.

W miarę upływu czasu na osiedlu przybywa budynków o wiele wyższych. Te z drugiej połowy lat 60. i następnej dekady to już dwunastopiętrowe, gigantyczne szafy mieszkalne. Są tak wysokie ze względu na troskę architektów o odpowiednią cyrkulację powietrza na całym osiedlu. Ich rozmieszczenie zależy też często od zniszczeń górniczych, jakimi dotknięty jest cały ten obszar. Znakiem rozpoznawczym jest tu sterylna i klasycznie modernistyczna biel z bardzo subtelnymi elementami kolorystycznymi. Budynki wyróżniają się także przeszklonymi klatkami schodowymi, stanowiącymi ich trzon, oraz elewacjami pociętymi na całej szerokości horyzontalnymi pasami balkonów. Z zewnątrz, zwłaszcza o zmierzchu lub w pełnym słońcu, osiedle prezentuje się imponująco i nowocześnie - dokładnie tak, jak wymarzył sobie Ziętek.

Osiedle Tysiąclecia z lotu ptaka (fot. Bartłomiej Barczyk/AgencjaGazeta)Osiedle Tysiąclecia z lotu ptaka (fot. Bartłomiej Barczyk/AgencjaGazeta)

Gorzej jest, gdy zajrzy się do środka. Zewsząd wyłazi tu technologiczna prowizorka, z której efektami mieszkańcy będą się borykać przez długie dziesięciolecia. Uskarżać się też będą na ciasne metraże i jeszcze bardziej ciasne balkony. Te są bowiem o wiele węższe niż zwykle, z trudem można się na nich obrócić, o wstawieniu choćby niewielkiego krzesełka czy większego roweru właściwie można tylko pomarzyć. Dopiero po latach architekci przyznają, że balkony miały tu zupełnie inny cel - chronić wielkie elewacje od nadmiernego nagrzewania się. Okna są dzięki balkonom nieco cofnięte, słońce nie operuje więc tu tak intensywnie. Dziś wiadomo już, że zamiar ten się nie powiódł. Pozbawione odpowiednich izolacji bloki nagrzewają się w czasie upałów jak piecyki i niewiele da się z tym zrobić.

O wiele lepiej ma się natomiast urbanistyka osiedla. Oprócz budynków mieszkalnych zespół Buszki i Franty zaprojektował bowiem także szereg obiektów obsługujących osiedle. Wśród nich były szkoły, pawilony handlowe czy ośrodek zdrowia. Ruch samochodowy został oddzielony od pieszego, dzieci mogą więc bezpiecznie iść do szkoły, nie ryzykując spotkania z pędzącym samochodem czy tramwajem. Jednym z największych atutów osiedla jest jednak bliskość Wojewódzkiego Parku Kultury i Wypoczynku. „Tauzen” został z nim spięty podziemnymi przejściami pod czteropasmową ulicą Chorzowską. Dzięki temu mieszkańcy osiedla mogą się cieszyć nie tylko zielenią między blokami, ale też gigantycznym rezerwuarem zieleni po sąsiedzku. Z drugiej strony osiedla znajdują się sporej wielkości stawy, miejsce również chętnie odwiedzane przez mieszkańców, a zwłaszcza wędkarzy.

Budowa jednej z wież na Osiedlu Tysiąclecia (fot. Grzegorz Celejewski/AgencjaGazeta)Budowa jednej z wież na Osiedlu Tysiąclecia (fot. Grzegorz Celejewski/Agencja Gazeta)

Zgodnie z obowiązującą w tamtym czasie doktryną, nikt nie planuje tu na razie budować kościoła. Ale i na niego przyjdzie po latach czas. Wybudowany zostanie w tzw. dolnej części osiedla, również według projektu Buszki i Franty. To szalona, pełna finezji i wdzięku wariacja na temat wszystkich architektonicznych motywów dostrzegalnych na „Tauzenie”. Świątynia do dziś robi piorunujące wrażenie i jest jednym z najlepszych polskich kościołów wybudowanych w tamtym czasie. A trzeba przyznać, że wybitnej architektury sakralnej z tego okresu mamy w Polsce jak na lekarstwo.

Na początku lat osiemdziesiątych sylweta Tysiąclecia wzbogaciła się o kilka nowych budynków, które szybko nabrały statusu ikon nie tylko dla tego osiedla, ale też całych Katowic. To tak zwane „kukurydze”, monumentalne, eleganckie, ale i mocno futurystyczne budynki mieszkalne stojące blisko Chorzowskiej. Rzucają się w oczy nie tylko ze względu na wysokość - to jedne z najwyższych budynków mieszkalnych w Polsce. Wyróżniają się też półokrągłymi, białymi balkonami rozmieszczonymi na tyle sprytnie, by mieszkańcy nie zaglądali sobie z nich do okien sąsiadów.

Budowa na Osiedlu Tysiąclecia (fot. Dawid Chalimoniuk/AgencjaGazeta)Budowa na Osiedlu Tysiąclecia (fot. Dawid Chalimoniuk/Agencja Gazeta)

W wolnej Polsce osiedle oparło się siejącej spustoszenie w całym kraju pastelozie, jego termomodernizacja przebiegła pod surowym nadzorem architektów. Nadal jest tu biało, a kolor pojawia się sporadycznie i dokładnie tam, gdzie trzeba. Więcej problemów sprawiają kolejne próby dogęszczania osiedla. Jest ono wszak położone w samym sercu tętniącej życiem metropolii, to wciąż doskonałe miejsce do mieszkania. Tu i tam na terenie „Tauzena” pojawiają się więc nowe obiekty niszczące jego misterną, urbanistyczną strukturę.

Największą zbrodnią jest chyba rozpoczęcie budowy kilku nowych, deweloperskich bloków wciśniętych między Chorzowską a starsze bloki „Tauzena”. Ich architektoniczna forma w niczym nie nawiązuje do tego, co stoi obok. Na wizualizacjach, którymi inwestor zachęcał do kupna w nich mieszkań, próżno było też szukać ruchliwej ulicy oddalonej zalewie kilkanaście metrów od ich okien. Inwestycja ma być zakończona w 2016 roku, choć już dziś od patrzenia na to, co tam powstaje, bolą zęby.

Widok na Osiedle Tysiąclecia (fot. Grzegorz Celejewski/AgencjaGazeta)Widok na Osiedle Tysiąclecia (fot. Grzegorz Celejewski/Agencja Gazeta)

Mimo to - a może także właśnie dlatego - „Tauzen” do dziś pozostaje jednym z ikonicznych osiedli dla powojennej moderny w Polsce. To klasyczny, pełny i wyczerpujący przykład tego, jak wyglądały modernistyczne osiedla mieszkalne nie tylko w Polsce, ale i w tej części świata. Pod wieloma względami to także ciągle osiedle wzorcowe; pomnik czasów, w których powstało, i architektów, którzy poświęcili mu kilka dekad swojego życia.

Widok na Osiedle Tysiąclecia (fot. Dawid Chalimoniuk/AgencjaGazeta)Widok na Osiedle Tysiąclecia (fot. Dawid Chalimoniuk/Agencja Gazeta)

Filip Springer. Reporter, fotograf, współpracuje z „Dużym Formatem”, „Polityką”, „Tygodnikiem Powszechnym”. Autor książek reporterskich poświęconych przestrzeni, między innymi „Zaczynu. O Zofii i Oskarze Hansenach” (Karakter) oraz „Wanny z kolumnadą. Reportaże o polskiej przestrzeni” (Czarne). Stypendysta Fundacji Herodot im. Ryszarda Kapuścińskiego.

Komentarze (51)
Zaloguj się
  • clamcay

    Oceniono 141 razy 133

    na tysiącleciu dobrze widać jak za głębokiej komuny traktowano urbanistykę i architekturę i jak traktuje się dzisiaj - wystarczy porównać kukurydze z tymi nowymi klockami przy drodze...

    Kiedyś projektanci głowili się jak rozdzielić pieszych od samochodów, nad nasłonecznieniem i przewietrzaniem. Dzisiaj to wszystko załatwiają piękne wizualki które wciska się klientowi, a które kompletnie nie odpowiadają rzeczywistości.

    Jedyny duży minus osiedla to brak parkingów, ale Franta i Buszko nie mogli przewidzieć takiego wzrostu ilości samochodów (mieszkańców i gości z parku którzy blokują osiedle).

  • marecky6666

    Oceniono 70 razy 66

    Bardzo fajny wywazony artykul. Dla wielu to byl symbol nowoczesnosci dla mnie spacerow z dziecinstwa dla innych komuny...ale w koncu taki tez jest NASZ Slask!

  • mistermadmat

    Oceniono 36 razy 34

    Hm - szkoły ,przedszkola ,domy kultury....trzeba zejść na ziemię ...5000 za metr i ciesz się że chodnik wybudowany........

  • polsz

    Oceniono 35 razy 31

    "Zewsząd wyłazi tu technologiczna prowizorka, z której efektami mieszkańcy będą się borykać przez długie dziesięciolecia. Uskarżać się też będą na ciasne metraże i jeszcze bardziej ciasne balkony. Te są bowiem o wiele węższe niż zwykle, z trudem można się na nich obrócić, o wstawieniu choćby niewielkiego krzesełka czy większego roweru właściwie można tylko pomarzyć. "
    Tak, nie ma to jak gigantyczne współczesne apartamentowce. Tam to są metraże.
    A co do balkonów na Tauzenie. Owszem, są wąskie ale nie aż tak jak autor sugeruje. U mnie np zmieścił się stolik i dwa krzesła. Mam wrażenie, że pan Springer te bloki i ich balkony zna jedynie z "opisów". Tym bardziej, że słowem nie wspomina o największej bolączce bloków: przystankach windy na półpiętrach

  • gabi887

    Oceniono 27 razy 17

    Mieszkam na Tauzenie i uwielbiam moje osiedle. Jest tu wszystko, czego można chcieć i potrzebować do życia. Wszystko blisko. Osiedle bardzo zadbane, nowoczesne. Nie przeprowadziłabym się nigdzie indziej. Ludzie w innych miastach czy na innych osiedlach narzekają,że nie mają tego czy tamtego sklepu a u nas 3 podstawówki, 3 gimnazja, 3 szkoły ponadgimnazjalne, 8 różnych dużych marketów, bardzo dużo zieleni i świetny park po drugiej stronie ulicy. I fantastyczny dojazd wszędzie. W wielu małych miastach nie mają 1/4 tych udogodnień. A i metraże mieszkań nie są takie małe - 75m2, 80m2, nawet i ponad 100. Zależy, co kto lubi, co, komu potrzebne i na ile go stać. Jedynym problemem na tym osiedlu ( o czym autor tekstu nie wspomniał) są miejsca do parkowania, ale stale pracuje się i nad tym i coraz więcej parkingów się pojawia.
    Nie zmienię mieszkania na Tauzenie na żadne inne miejsce!!!

  • mr.superlatywny

    Oceniono 11 razy 7

    I ani slowa o tym, ze prze dlugi czas bylo to osiedle "gorolskie", czyli ze mieszkali tam naplywowi Polacy. "Tauzen" mial "rozwalic" socjologie dotychczasowych centr okolicznych miast, szczególnie Chorzowa (por. osiedla Italoków Mussoliniego w Pld.Tyrolu - Bozen/"Bolzano", Brixen/"Bressanone" itd.). Przez pierwsze kilkadziesiat lat normalni Slazacy nawet nie chcieli sie tam wprowadzac, bo czuli wstret do "gorolstwa" (choc wprowadzenie sie tam bylo wtedy "czyms", tzn. nagroda dla "samych swoich". Nie wolno tez zapomniec, jak bardzo brakowalo mieszkan, a na Slasku jeszcze bardziej i juz znacznie wczesniej od 1945.) Autor móglby tez wytlumaczyc, kim byl "Jorg" Zietek, dlaczego mial tylu wrogów oraz co wlasciwie znaczy ta nieoficjalna nazwa "Tauzen" (do niedawna pejoratyw). Wlasciwie to ten Artykul wiecej opuszcza/przemilcza niz "tuplikuje" (tlumaczy). Pozaslaski czytelnik zobaczyl bloki (NB: biale zeby sie nie nagrzaly) i malo co wiecej zrozumial. Autor dobrze chcial, ale pokazal obrazki, a zapomnial o historii, psychjologii, socjologii. A G.Slask, ten tak Polakom oddalony, obcy i niezrozumialy, to przede wszystkim kwestie niewidoczne, ale bardzo intesywne....... nadal.

  • mr.superlatywny

    Oceniono 8 razy 6

    No i te (sztau)wajery czyli stawy - te niezliczone setki/tysiace na G.Slasku, dziesiatki na terenie Katowic czy Chorzowa, ale tez na terenie i te w poblizu osiedla - juz to jest oddzielnym tematem "per se". Kazdy ma bowiem swoja historie, czesto bardzo ciekawa. Te na osiedlu akurat raczej banalna.

    Pozatem: Autor nie wspomnial o tym, na czyich gruntach osiedle powstalo i dlaczego doszlo do wymiany oraz dlaczego (znowu aspekt, a raczej knucie - etnosocjologiczny).

    Wlasciwie musialby jeszcze duzo wiecej: m.in. kilka linijek o sanacji i np. Klimzowcu (Klimsawiese), o polskich imigrantach, o bidzie, o radykalizmie, o sanacyjnym (lepszym) traktowaniu okolicy, np. budowie "amerykanskiej" oczyszczalni itd.

    Dzisiaj (moze, powierzchownie) jest troche lepiej. Ale wtedy, przed wojna jak i za nibykomunizmu, na Slasku panowal polski antyslaski apartheid (sic). I jest waznym elementem historii i tlem historii "Tauzenu"

  • Anna Dubiel

    Oceniono 3 razy 3

    Śmieszne jest to narzekanie na "komunistyczne" budownictwo, szczególnie gdy blokowiska z tego samego czasu we Francji, w Niemczech czy w Anglii niczym się nie różnią . A może tylko tym, że metraż na taurine większy:))))(

  • mr.superlatywny

    Oceniono 5 razy 3

    Autor móglby, a nawet powinien wspomniec takze o postczerwonej mafii, która ostatnie cwierc wieku zarzadza(la) osiedlem...... i o dziwnym spokoju, z jakim sie temu przygladal burmistrz Uszok..................

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX