Performans Karola Radziszewskiego

Performans Karola Radziszewskiego "Próba" w trakcie wernisażu w Centrum Sztuki Współczesnej Znaki Czasu w Toruniu (fot. Wojciech Szabelski)

ludzie

Karol Radziszewski: Uniwersalny człowiek-artysta to wciąż heteroseksualny mężczyzna

Jeden z najciekawszych polskich artystów. Jego prace wywołują głośne, często zbyt głośne, dyskusje. Film "Książę", osnuty wokół fragmentów życia Ryszarda Cieślaka i Jerzego Grotowskiego, podpalił środowisko teatralne, a konserwatywni strażnicy historii nazwali Karola Radziszewskiego "komunistycznym, genderowym ideologiem".

„Księcia” zobaczyć można w CSW „Znaki Czasu” w Toruniu, gdzie do 25 stycznia trwa największa wystawa w karierze artysty „The Prince and Queens. Ciało jako archiwum”. Wystawę Radziszewskiego otwarto również w BWA Warszawa.

Jego najnowsze projekty krążą przede wszystkim wokół archiwów i wspomnień - Radziszewski pisze na nowo historię.

Tworzysz nową polską sztukę historyczną, zupełnie jak kiedyś Jan Matejko.

- To piękny przykład, zresztą w trakcie studiów pisałem pracę o Matejce. Jan Matejko był takim XIX-wiecznym Stephenem Spielbergiem. Malował widowiska, których narracja była wręcz hollywoodzka. Współcześni mu oskarżali go, że zakłamuje historię i przedstawia postaci, które nie mogły być w tym konkretnym miejscu i czasie.

Moje projekty mówią o tym, że historia, w tym historia sztuki, jest jak literatura, wciąż się pisze. Nie ma historii obiektywnej. Jan Długosz też pisał w jakimś kontekście i z jakiejś perspektywy, na przykład tej determinowanej płcią. Danuta Wałęsa swoimi wspomnieniami zwróciła uwagę na zupełnie nowy aspekt historii „Solidarności". Napisała ją z perspektywy kobiety, matki i żony bohatera.

Mnie interesują przede wszystkim alternatywne narracje. Nie te oficjalne i zideologizowane. Moje powtórzenia przestawiają marginesy do centrum.

Karol Radziszewski (fot. Adam Tuchliński)Karol Radziszewski (fot. Adam Tuchliński)

Ale jedną z bohaterek twoich prac jest Natalia Lach-Lachowicz, gwiazda polskiej sztuki lat 70., 80. Trudno o niej powiedzieć, że jest na marginesie.

- Natalia tak naprawdę dopiero niedawno powróciła jako gwiazda. Kiedy zaczęto mówić o niej jako o prekursorce sztuki konsumpcyjnej i feministycznej, ja sięgnąłem po wątek spirytualny i powtórzyłem w Toruniu zapomniany trochę performance „Śnienie”, który polegał na tym, że artystka spała przez wiele godzin w galerii, również podczas wernisażu. W trakcie remake'u, który odbył się w Toruniu, byłem dokładnie tak samo ubrany jak Natalia pod koniec lat 70., miałem na sobie wianek i białą suknię. Podczas wernisażu spałem w takiej samej jak Natalia kapsule.

Cała wystawa w CSW krąży wokół powtórzeń. Czemu one służą?

- To są tylko pozorne powtórzenia. Facet z brodą, w wianku i sukience wygląda bardziej jak Conchita Wurst niż Natalia LL. Płeć i kontekst zupełnie zmieniają optykę. To inna praca stworzona według tego samego scenariusza. Powtórzenie czyni różnicę.

Karol Radziszewski (fot. Wojciech Szbelski)Re-performans Karola Radziszewskiego "Śnienie" podczas wernisażu w Centrum Sztuki Współczesnej Znaki Czasu w Toruniu (fot. Wojciech Szabelski)

Re-performans Karola Radziszewskiego Re-performans Karola Radziszewskiego "Śnienie" (fot. Natalia Miedziak, dzięki uprzejmości CSW "Znaki Czasu" w Toruniu)

Skąd u ciebie fascynacja archiwami?

- „Kisieland” - pierwszy projekt, dla którego punktem wyjścia było archiwum, to wynik spotkania z Ryszardem Kisielem. Kisiel był założycielem „Filo”, prawdopodobnie pierwszego w Europie Środkowowschodniej zina gejowskiego, i autorem serii zdjęć z lat 1985-86, które były reakcją na akcję „Hiacynt".

Prowadzona w latach 1985-1987 przez Milicję Obywatelską akcja Hiacynt" wymierzona była w homoseksualistów. W odpowiedzi na rozkaz Kiszczaka homoseksualistom zakładano teczki, pobierano odciski palców, szantażowano ich i szykanowano. Sceny gejowskich zabaw fotografowane przez Kisiela to wynik tego, że homoseksualiści nie mieli już wtedy nic do stracenia? I tak byli inwigilowani przez brutalną władzę, więc przestali się jej bać?

- Właściwie tylko Ryszard Kisiel, pracownik drukarni z Gdańska, stworzył swój własny wolny świat w brutalnym PRL-u. Zdjęcia były pewnym odreagowaniem, przedstawiają erotyczne gejowskie zabawy, przebieranki. Jest na nich to, co pojawiało się w tym samym czasie na Zachodzie. W magazynie „Filo” pojawiają się też pierwsze wzmianki o epidemii AIDS, która była pretekstem dla akcji „Hiacynt".

Odkrycie magazynu „Filo” spowodowało, że „Dik Fagazine" ma nie tylko zachodnie punkty odniesienia.

- Historia polskiej prasy gejowskiej sięga lat 80. „Filo” był lokalną alternatywą, a mnie bardzo interesuje lokalność. „Filo” miało swój własny język. Zamiast słowa gej, używano w nim określeń specyficznych, takich jak ciota czy koleżanka. Homoseksualiści w latach 80. mieli swój język i nie używali jeszcze kalek z Zachodu. Język nie był skolonizowany.

Badam też historię lat 90. W Polsce działało wtedy aż siedem magazynów gejowskich. Każdy z nich, nawet jeśli kopiował to, co robiono na Zachodzie, wyróżniał się polską specyfiką. W pismach były na przykład krzyżówki, horoskopy czy porady wróżki. To nie była tylko podróbka Ameryki.

W twoich pracach widoczne jest też zamiłowanie do gwiazdorstwa. Nawet jeśli pokazujesz słabości swoich bohaterów, to oni i tak są w końcu wywyższeni. Gdyby w latach 90. do magazynu „Bravo” dołączano plakaty z Natalią LL, to pewnie powiesiłbyś go sobie nad łóżkiem?

- Jak byłem nastolatkiem, to jarałem się Ryszardem Cieślakiem i bardzo chętnie bym sobie wtedy powiesił plakat z „Księcia niezłomnego”.

Natalię LL konfrontujesz z nowojorskim gwiazdami sztuki, Grotowskiego zestawiasz z Warholem, dlaczego? Nie wystarczy ci polski Cieślak, Teatr Laboratorium i Galeria Foksal?

- Dla mnie odnośnikiem nie jest Kantor czy Stażewski. Nowy Jork Andy'ego Warhola jest mi zdecydowanie bliższy.

Wystawa Wystawa "W cieniu płomienia" (fot. Bartosz Górka, dzięki uprzejmości BWA Warszawa)

Czy to nie jest jakiś polski kompleks?

- Nie. Na mój wizualny mikrokosmos nakłada się na pewno sentyment za pierwszym konsumpcjonizmem, za czasami, w których radochą były gumy Donaldy i pierwszy McDonald's, za transformacją. Bardzo ważne jest dla mnie to, skąd się wywodzę. Ludzie urodzeni w latach 90. mają już zupełnie inne podejście, dla nich, z reguły, najważniejsze jest tu i teraz. Ja tak nie potrafię. Jestem zanurzony w przeszłości.

Ale ten nasz pierwszy artystyczny pop jest troszeczkę pokancerowany, podobnie zresztą jak późniejsza transformacja.

- Sztuka konsumpcyjna za Gierka była niemożliwa. Banan, którego modelki Natalii LL konsumują w „Sztuce konsumpcyjnej” (najsłynniejsza praca Natalii LL - przyp. aut.), był zielony. Miał być pop-artem, a powstała sztuka krytyczna. Pop nigdy w Polsce nie wychodzi.

Wystawa „Pedały”, którą zrobiliśmy razem w 2005 roku, też mogła być wybuchem popu, radości, koloru, a została odebrana jako pierwsza otwarcie gejowska ekspozycja w Polsce. Odbierana była jako wystawa krytyczna, dotycząca spraw LGBT. Krytycyzm i powaga nakładają się w Polsce na wszystko. Tak samo jest z Natalią czy Cieślakiem. Ryszard Cieślak jest na świecie bardziej znany niż Krystyna Janda. Jest ikoną. Jest w każdej książce o teatrze, ale polska popkultura go w ogóle nie skonsumowała.

Z drugiej strony polski pokaleczony kontekst jest szalenie inspirujący. Bardzo trudno byłoby mi zrobić ciekawą wystawę z wątkami warholowskimi w Nowym Jorku.

 

Praca Karola Radziszewskiego Praca Karola Radziszewskiego "Tapeta AIDS", 2012

Często skarżysz się na to, że przypięto ci łatkę artysty gejowskiego. W czym ci ona właściwie przeszkadza?

- Każda etykietka redukuje artystę i to, co ma do powiedzenia, zubaża interpretacje. Uniwersalny człowiek-artysta to wciąż przede wszystkim heteroseksualny mężczyzna. Kobieta czy gej nadal są oceniani w kontekście seksualności i płci. Gejowski kontekst, nawet jeśli nie jest w pracy najważniejszy, to i tak zwykle ląduje na pierwszym planie. Po premierze „Księcia” mówiono, że zrobiłem z Cieślaka pedała, a nie, że zmierzyłem się z jakimś mitem, z historią, że naświetliłem marginesy, przeanalizowałem wątek cielesny. Okazało się, że wspomnienie o homoseksualizmie Grotowskiego czy analiza męskiej nagości jest opluwaniem, niszczeniem i gwałceniem wielkiego artysty. Obraźliwa gejowska etykietka przysłoniła sens „Księcia”.

„Księcia” obejrzałem dopiero cztery miesiące po premierze i do ostatniej minuty filmu byłem przekonany, że Grotowski i Cieślak mieli ze sobą romans, a „Książę” to zaraz ujawni. To co działo się wokół filmu, dyskusje, które toczono na spotkaniach z tobą, skupiały się na gejowskim kontekście. Muszę przyznać, że byłem zdziwiony, kiedy na końcu „Księcia” dowiedziałem się, że Grotowski i Cieślak ze sobą nie spali, że Grotowski prawdopodobnie nie spał z nikim. Awantura wokół filmu sprawiła, że skupiłem się na ich życiu łóżkowym. Twoi oponenci wypromowali to, czego najbardziej nie chcieli ujawnić - wulgarność, której w dodatku w filmie nie było.

- U Grotowskiego doszło do sublimacji seksu. Swoje preferencje realizował podczas pracy. Jedna z krytyczek teatralnych sugerowała wprost, że Cieślak i Grotowski mieli romans, nas to jednak nie przekonywało. Razem z Dorotą Sajewską, scenarzystką „Księcia”, skupiliśmy się właśnie na seksualnej sublimacji Grotowskiego, która realizowała się podczas artystycznej pracy z Cieślakiem. Cieślak ulega Grotowskiemu, ale tylko na scenie. Ma mnóstwo kochanek, a jedną z nich jest bohaterka „Księcia” - Teresa Nawrot, która kochała Cieślaka miłością nieodwzajemnioną, lecz była świadoma całej sytuacji. Skomplikowane, wieloznaczne relacje artystów były dla nas o wiele ciekawsze.

Książe (fot.???)Kadr z filmu Karola Radziszewskiego "Książę", 2014

Po premierze filmu podczas festiwalu Nowe Horyzonty część wrocławskiego środowiska teatralnego, świadkowie epoki zgromadzeni kiedyś wokół Grotowskiego, a dziś także wokół Instytutu im. Jerzego Grotowskiego, brutalnie zaatakowali twój film. Co wzbudziło ich agresję?

- To, że nie można ujawniać pewnych wątków z biografii reżysera. Ważne są tylko spektakle. Życie seksualne twórcy jest nieistotne. Zarzucano mi, że „Książę” jest jednostronny, bo dominuje w nim relacja Teresy Nawrot, która właściwie nie ma nic do powiedzenia, bo pracowała w teatrze Grotowskiego krótko i przede wszystkim podawała tam herbatę. Że Cieślak przedstawiony jest jako pijak i homoseksualista, a nie jak wielki aktor...

Przecież przedstawiasz go właśnie jako wielkiego aktora

- Zarzucono mi, że „Książę” to zideologizowany, interwencyjny dokument mający zbrukać pamięć po Grotowskim i zhańbić Cieślaka. Zarzucano mi, że pogwałciłem dobre imię jego żony i córki. Stwierdzono, że nie znam sztuki Grotowskiego, a moi aktorzy nie osiągnęli tzw. aktu całkowitego (przekroczenie wymiaru doczesnego - przyp. aut.).

Książę (fot.?????)Kadr z filmu Karola Radziszewskiego "Książę", 2014

Co powoduje niezrozumienie?

- Nie wszyscy odbiorcy rozumieją, że nasz film nie jest obiektywnym dokumentem. To opowieść o manipulacji, powtórzeniu, interpretacji archiwów, które nie są neutralne. Wspomnienie o problemach alkoholowych Cieślaka i homoseksualizmie Grotowskiego przyćmiło wszystko. Według nich burzę mit wielkiego artysty.

No ale przecież w popkulturze mit artysty tworzą również życie seksualne i używki.

- Cieślak i Grotowski nie są w Polsce odbierani jako bohaterowie popkultury. Pewien Amerykanin po obejrzeniu „Księcia” powiedział o Cieślaku: O mój Boże! On był jak Mick Jagger. Cieślak był barwną postacią, podróżował po świecie, imprezował. Chłopak z Kalisza stał się jednym z najsłynniejszych aktorów na świecie.

Ignorowanie nowych kontekstów powoduje, że Grotowski i Cieślak są wypychani z pamięci. Stają się artystami ze skansenu tworzonego przez konserwatywnych badaczy.

- Ich pycha niszczy Grotowskiego i Cieślaka. Niektórzy świadkowie epoki boją się, że mój film będzie traktowany jako ten jedyny prawdziwy, bo przecież historia i perspektywa jest tylko jedna. Boją się, że zawłaszczę młode dusze (śmiech). Niektórzy dostali szału dlatego, że film pokazywany był na głośnym, prestiżowym festiwalu Nowe Horyzonty, byli przerażeni, że film może pokazać kiedyś telewizja.

To dziwne, że robią to ludzie, którzy pamiętają komunizm, a może nawet nazizm. Zbrodnicze systemy, które tworzyły jedną prawdę i niepodważalne mity.

- Według nich to ja jestem komunistycznym, genderowym ideologiem, który usiłuje napisać jedyną właściwą, bolszewicką prawdę o Grotowskim. I to za publiczne pieniądze, co jest oczywiście kolejnym absurdem, bo film sfinansowałem sam, przy częściowym wsparciu Komuny/Warszawa.

Książę (fot. ????)Kadr z filmu Karola Radziszewskiego "Książę", 2014

Czy przedstawienia Grotowskiego były erotyczne?

- To jest jedna z wielu perspektyw, poprzez które można na te spektakle patrzeć. To jest również jeden z kilku wątków, które poruszam w filmie. Ostatni monolog z „Księcia Niezłomnego”, kiedy torturowany Książę kona, oparty był na intymnym wspomnieniu Ryszarda Cieślaka. Aktor w pracy nad rolą przywołał swoją pierwszą relację erotyczną i połączył cierpienie z ekstazą, odwołując się do pamięci ciała.

Na wystawie „W cieniu płomienia” w BWA Warszawa zestawiam książki i zdjęcia z Factory Warhola z fotografiami ze spektakli Grotowskiego. Na jednym z nich widzimy reżysera w ciemnych okularach stojącego przy reflektorze, na innym wygina się prawie nagi, umięśniony Cieślak. Kadry wyglądają, jakby wycięto je z filmów Andy'ego Warhola, chociaż to całkowicie odległa rzeczywistość.

Wątek cielesny poruszył również performance „Próba”, który odbył się podczas toruńskiego wernisażu.

- „Próba” nawiązywała do ćwiczeń Grotowskiego. Niektóre jego spektakle nie było dostępne dla publiczności, pozostawały na etapie prób. Sztuka działa się między reżyserem i aktorami, była intymna. Bardzo ważnym jej elementem było doskonalenie ciała. Role wymagały dużej sprawności fizycznej, ćwiczenia były niekiedy karkołomne. Toruńska „Próba” wydobyła właśnie ten czysto fizyczny aspekt teatru Grotowskiego. Pięciu piłkarzy, aktor i tancerz, ubrani jedynie w czarne majtki, wykonywali na podestach scenicznych stretching. Zaczęli od pompek, a potem rozgrzewali kolejne partie ciała, stopniowo od nóg aż do głowy. W warstwie dźwiękowej towarzyszyły im archiwalne nagrania głosu Teresy Nawrot.

Powiedziałeś kiedyś, że cenisz Natalię LL m.in. za to, że jako jedna z niewielu polskich artystek miała afirmacyjne podejście do seksu.

- Jedna z prac pokazywanych w Toruniu tworzy napis „Natalia ist Sex" (to także tytuł pracy - przyp. aut.) złożony ze zdjęć, na których artystka uprawia seks ze swoim partnerem. Ta praca jest o radości i energii, która płynie z tego aktu. Podobnie jest u Kisiela. Bohaterowie jego zdjęć wchodzą w erotyczne zabawy. Takie podejście jest w polskiej sztuce nietypowe. Polacy są nie tylko homofobami, są też seksofobami. Natalia jest mistyczką, wiedźmą. Uważa, że seks jest jedną z sił witalnych, jest przemianą, energią.

Wernisaż Karola Radziszewskiego Centrum Sztuki Współczesnej Znaki Czasu w Toruniu (fot. Wojciech Szabelski)Performans Karola Radziszewskiego "Próba" w trakcie wernisażu w Centrum Sztuki Współczesnej Znaki Czasu w Toruniu (fot. Wojciech Szabelski)

Wernisaż Karola Radziszewskiego Centrum Sztuki Współczesnej Znaki Czasu w Toruniu (fot. Wojciech Szabelski)Performans Karola Radziszewskiego "Próba" w trakcie wernisażu w Centrum Sztuki Współczesnej Znaki Czasu w Toruniu (fot. Wojciech Szabelski)

Wernisaż Karola Radziszewskiego Centrum Sztuki Współczesnej Znaki Czasu w Toruniu (fot. Wojciech Szabelski)Performans Karola Radziszewskiego "Próba" w trakcie wernisażu w Centrum Sztuki Współczesnej Znaki Czasu w Toruniu (fot. Wojciech Szabelski)

Wystawy w toruńskim CSW wyróżnia odwaga. Aktualna ekspozycja jest raczej delikatna, ale podczas zbiorowej wystawy „Crimestory", otwartej wiosną tego roku, pokazywałeś „Fag Fighters”. Projekt zawierał elementy pornografii, a mimo to umieszczono go na środku galerii i niczym nie zasłonięto. Nie stworzono dystansu i nie odnotowano protestów. Czy to nie dziwi w mieście Tadeusza Rydzyka?

- W CSW „Znaki Czasu” w Toruniu nigdy nie spotkałem się z cenzurą. Dużo więcej problemów miałem na przykład w Poznaniu. W 2013 roku byłem kuratorem wystawy „Na użytek własny”, która odbywała się w Centrum Kultury „Zamek" w ramach Biennale Fotografii. Pokazałem tam zdjęcia, które wywołują pożądanie. Poprosiłem kilkadziesiąt osób, by anonimowo udostępniły mi fotografie, które je podniecają. To, co mają w komputerze i ściągają z netu, albo zdjęcia, które zrobili sami. Pokazałem też archiwum Kisiela, karty do gry z pornoobrazkami z lat 70., zdjęcia plakatów, które wieszają sobie maszyniści w kanciapach. Cztery godziny przed otwarciem dyrekcja Zamku zaproponowała mi, żebym dokończył wystawę, ale oni, ze względów prawnych, będą musieli ją ocenzurować. Na wystawę będą mogli wejść jedynie specjaliści, którzy podpiszą specjalną umowę. Alternatywny pomysł był taki, że zakryte zostaną wszystkie genitalia. Gdy to usłyszałem, zapytałem, kto będzie je zasłaniał. Dostałem odpowiedź, że decyzję podejmie radca prawny. Zaproponowali też, żebym nakręcił film o tym, jak Zamek dokonuje cenzury. Nie zgodziłem się na to. W rezultacie na wystawie nic nie zmieniono, ale drzwi do sali zamknięto, posadzono przed nimi osobę pilnującą, która podpisywała ze zwiedzającymi kontrakt. By na nią wejść, trzeba było podpisać specjalną deklarację i wylegitymować się dowodem osobistym lub paszportem. Skrócono też godziny otwarcia, żeby obok tych zamkniętych drzwi nie przeszły dzieci.

No ale przecież decydenci w kulturalnych instytucjach wiedzą, jaki projekt pokażesz. Dlaczego cię zapraszają?

- No to jest właśnie paradoks. Na pewno częściowo zależy im, żeby przyciągnąć media. Teraz na przykład prace „Książę” i „Fag Fighters” pokazywane są na wystawie „Diabły” w Lublinie. Na ekspozycji prezentowany jest też m.in. zespół Antichrist, Michał Witkowski i Janusz Palikot. To, co dla mnie jest wezwaniem do dyskusji, dla innych często staje się zwyczajną obsceną. I na tym się kończy.

A ty się czujesz bezpiecznie w Polsce?

- Nie dostałem co prawda jeszcze w gębę, ale cały czas się tego spodziewam. Czuję się napiętnowany słowami, uśmiechami, komentarzami. Jakiś czas temu wychodząc ze stacji metra, kilkaset metrów od mojego domu, usłyszałem rechot: K***a, jakie buty. Albo: normalny facet nie nosi skarpet w kropki. Męczy mnie ta potoczna, codzienna polska homofobia.

 

 

Karol Radziszewski. Artysta, rocznik '80. Jego prace były pokazywane m.in. w Zachęcie, Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie i Muzeum Sztuki w Łodzi, a także w Kunsthalle Wien, New Museum w Nowym Jorku, Cobra Museum w Amsterdamie i na nowojorskim biennale PERFORMA 13. Jest laureatem Paszportu „Polityki" (2009), wydawcą i redaktorem naczelnym „DIK Fagazine” - gejowskiego art zina, który przekształcił się w międzynarodowy projekt wydawniczy. W CSW „Znaki Czasu” w Toruniu trwa największa wystawa w karierze artysty „The Prince and Queens. Ciało jako archiwum”. Wystawę Karola Radziszewskiego otwarto również w BWA Warszawa.

Marcin Różyc. Krytyk mody i kurator. Autor książki „Nowa moda polska”. Współpracuje z „KMAG-iem” i „Vivą!Modą”, a także galerią BWA w Tarnowie i Polish Cultural Institute w Londynie. Kurator wystawy „Krzyk Mody” zainicjowanej przez MSN w Warszawie. W Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych UW prowadził autorskie zajęcia - „Moda jako wyobrażenie i wyznacznik kulturowych przemian”.

Komentarze (34)
Zaloguj się
  • nisko.latajacy.ninja

    Oceniono 156 razy 52

    Hohoho, ktoś narzeka, że zredukowano jego artystyczne jestestwo do orientacji seksualnej. Jest na to bardzo prosty sposób, panie geju-artysto. Nie należało wychodzić ze swoją orientacją seksualną poza sferę prywatną. Wtedy Pańska seksualność nie stałaby się częścią Pańskiej tożsamości publicznej. Sposób stosowany od dawna przez heteroseksualną część środowiska artystycznego. Polecam.

    Uniwersalny człowiek artysta to wciąż heteroseksualny mężczyzna? Co za banialuki! Uniwersalny człowiek artysta to mężczyzna, którego orientacji seksualnej nie znamy! Naturalnie możemy zakładać, że jest heteroseksualny. Prawo statystyki. Możemy tak samo zakładać, że jest praworęczny. Tyle, że nie mamy potrzeby tego robić. No bo co za różnica, czy jest lewo- czy praworęczny. Nikomu by to do głowy nie przyszło. Tak jak nikt nie zastanawiałby się nad jego orientacją seksualną. No ale ktoś międzyczasie wciągnął orientację seksualna na sztandary i wpakował swoją problematykę wszystkim do głowy. Kto wie - może to ważne, może tak powinno być? Nie odmawiam prawa do zmieniania świata. Ale zgłaszać teraz pretensje, że ktoś teraz spogląda przez stereotyp, który samemu wypaliło się na świadomości zbiorowej? Pocieszne.

  • krynwa

    Oceniono 41 razy 15

    Nie rozumiem, dlaczego pan Bogusław Kaczyński mógł w intrygujący, ciekawy sposób wprowadzać w świat muzyki klasycznej, nie epatując swoją seksualnością, i jednocześnie nie próbując z tego zrobić inicjacji homoseksualnej, a ten facet chce zostać zaakceptowany przez wmawianie innym, że są tacy sami, jak on (tak wynika z mojej analizy całej tej wypowiedzi). Rzecz chyba w szacunku dla ludzi i ich odmienności, czego najczęściej brakuje maminsynkom i narcyzom.

    Autoerotyzm to nie homoseksualizm. Homoseksualista reaguje na facetów jak hetero na kobiety, a autoerotyzm to zaburzenie psychiczne. Ma to połowa hetero pakująca na siłkach, śmieszni goście, część potem myśli, że to homoseksualizm, a to zupełnie co innego i łatwo rozróżnić.

  • krynwa

    Oceniono 29 razy 13

    Najlepsze jest pytanie "Co powoduje niezrozumienie?" Potem facet się dziwi, że jest marginalizowany.

    Mój znajomy bez końca powtarzał kilka nazwisk związanych ze swoją pasją: Prokopiuk, Rilke, Bazylides i Szymon Mag. To uciążliwe, szczególnie, jeśli z entuzjazmem opowiada się o niszówce jak o Michaelu Jacksonie. Sam zbyt często wspominam o Dawkinsie, Bridgette B i Laozi, każdemu odpyerdala na tym smutnym świecie, nie tylko osobom homoseksualnym.

    Ale, cycki Bridgette B nie przesłaniają mi całego świata. Jest jeszcze Jamie Valentine i Abella Anderson, a największe ma Remi Belle. Tylko, że od paru lat nie mam dziewczyny, i jestem zdeprywowany,a ten facet chyba nie ma problemu ze znalezieniem partnerów. A i tak tylko o jednym, homoseksualista nie może robić sztuk o czymś innym? I to w taki sposób, żeby chyba zniechęcić, bo to wszystko efekt traumy. Moim zdaniem to błędne koło, sam się nakręca, i w niczym mu to nie pomoże. Lepiej niech zabierze fumfli na jacht o pożegluje na Mykonos, good luck.

    Mnie w każdym razie trzeba zapłacić sporo kasy za oglądanie takich rzeczy, psychoterapeuta bierze zazwyczaj stówę, ja nie mam rzecz jasna licencji, ale tym bardziej wziąłbym dużo więcej.

  • rave8

    Oceniono 28 razy 12

    Specjalista w danej dziedzinie jest postrzegany poprzez pryzmat inteligencji, wiedzy. Jeśli zaczyna mówić o swoich preferencjach seksualnych i skupia się na tematach nie związanych z jego predyspozycjami wówczas mamy do czynienia z celebrytą lub cyrkowcem jak kto woli.

    A co do sztuki współczesnej to prostym przykładem może być zwykły patyk lub o zgrozo gó... leżące na ulicy - każdy ma inną interpretację. Taka oto jest wielkośc i progresja sztuki współczesnej:)

  • leon978

    Oceniono 20 razy 10

    Ktoś się uskarża na kolonizację języka, a wymyśla nazwy wystaw "The Prince and Queens", "Fag Fighters".

  • Gość: klaps

    Oceniono 2 razy 2

    Karol, dobrze wiesz w co idziesz i dlaczego ten wywiad jest o popularnej orientacji seksualnej a nie o niszowej sztuce. Ale jak chcesz być artystą a nie celebrytą-publicystą ucz się od swoich idoli: Grotowskiego i Warhola, którzy "nie spali z nikim" publicznie. Na razie tworzysz kopie kopii (Natalia LL). Nie ma w tym zagadki ani emocji.

  • Marek Polanowski

    Oceniono 10 razy 0

    Moim zdaniem odczlowieczamy artiste, który jest czlowiekiem zyjacym. W zamian chcemy przedstawiac jego sterylna wizje, ze artysta ma byc jak monument z marmuru, jednoczesnie odbierajac mu jedna z charakterystyk czlowieczenstwa. A jesli ma seksualnosc, to ma byc tylko hetero. Tak byc nie powinno. Ludzie - wezcie pomyslcie, co piszecie na forum!

  • Gość: Anna

    Oceniono 9 razy -1

    STEVEN Spielberg!!!!!!!! Aaaaaaaaaaa!!!! O kulturze przez małe k!

  • mazuvian

    Oceniono 15 razy -1

    To prawda - sztuka wspolczesna ceni sobie widza I jego oczy jako artiste, a przypinanie kategorii to tylko ograniczanie horyzontu perspektyw

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX