Furious Pete

Furious Pete (fot. materiały prasowe)

fenomen

Furious Pete, mistrz jedzenia na czas. ''Ciągle dostaję pytania: Co z głodującymi tego świata? Nie masz wstydu?''

Jest posiadaczem czterech rekordów Guinnessa w jedzeniu na czas. Kanadyjczyk polskiego pochodzenia to gwiazda YouTube od wielu lat. W liceum zmagał się z anoreksją, a obecnie jest kulturystą, który potrafi pochłonąć 25 tysięcy kalorii jednego dnia. Piotr ?Furious Pete? Czerwinski będzie gwiazdą Orange Video Fest, konwentu polskich youtuberów, odbywającego się 6 grudnia na warszawskim Torwarze.

Opowiedz o swoich polskich korzeniach.

- Moi rodzice trzydzieści lat temu przeprowadzili się do Kanady, a rok później urodziłem się ja. W domu zawsze mówiło się po polsku, więc język „przyszedł” do mnie naturalnie. Przez całe życie czułem się Polakiem.

Na plecach masz wytatuowanego polskiego orła, który jest naszym godłem.

- Tak, byłem na trzecim roku studiów, miałem 25 lat i bardzo chciałem zrobić sobie tatuaż. Nie mogłem jednak zdecydować, co wytatuować, żeby tego potem nie żałować. Wiedziałem, że polski orzeł będzie dobrym wyborem. Cała moja rodzina to Polacy, którzy są dumni ze swojego pochodzenia, więc naturalnie ja też odziedziczyłem tę dumę.

Furious Pete (fot. materiały prasowe)Furious Pete (fot. materiały prasowe)

Byłeś w Polsce?

- Już dziesięć razy! W zeszłym roku, dwa lata temu. Zazwyczaj przyjeżdżam do Polski co 2-3 lata, w okresie letnim, by odwiedzić rodzinę.

Jakie są twoje ulubione miejsca?

- Bardzo lubię Kraków, jak każda inna osoba na świecie. Lubię również odwiedzać Zakopane i chodzić po górach. Naprawdę to kocham. To są moje najważniejsze miejsca, ale w ogóle lubię podróżować po kraju moich przodków.

Podjąłeś się kiedykolwiek wyzwania z polskim jedzeniem?

- Kręciliśmy raz materiał w Warszawie, gdzie jadłem pierogi. To były duże pierogi, więc udało mi się zjeść 64 w ciągu trzech minut. Połowa z nich była z mięsem, a druga połowa z białym serem.

Jak odkryłeś, że potrafisz jeść dużo i szybko?

- To było w czasie studiów. Poszedłem ze znajomymi na imprezę i obudziliśmy się - jak to po imprezie - z kacem. Potrzebowaliśmy czegoś tłustego do zjedzenia na śniadanie i poszliśmy do pubu, gdzie zestaw śniadaniowy składał się ze wszystkiego, co było w menu: bekonu, naleśników, tostów, jajecznicy, jajek sadzonych, kiełbasek, parówek, etc. Większość ludzi je ledwo połowę tego dania, a ja bez problemu zjadłem wszystko i to dosyć szybko. Jeden z moich przyjaciół zapytał o rekord, który był ustanowiony w tej knajpie i po zachęceniu mnie paroma dolarami z przyjmowanych zakładów pobiłem ten rekord. Z czasem brałem coraz chętniej udział w różnego rodzaju konkursach z jedzeniem. W końcu zacząłem udostępniać swoje wyczyny na YouTube i tak to się zaczęło.

Masz bardzo dużo dystansu do udziału w konkursach jedzenia. Mówisz o sobie: „profesjonalny śmietnik”, „jest to absolutnie obrzydliwe i niedorozwinięte, ale jestem dobry w tym”. Skąd się bierze taka postawa?

- To jest rywalizacja w jedzeniu. Nie można brać tego zbyt serio, ponieważ w ostatecznym rozrachunku jest to niechlujne, paskudne. Ale przy okazji jest zabawne i ludzie uwielbiają te zmagania oglądać. Nie wiadomo dlaczego (śmiech). Szanuję to, ponieważ dzięki temu powstał mój biznes, stworzyło to platformę pod mój kanał. Nigdy nie namawiałem nikogo, by robił to samo, ponieważ nie uważam, by było to bezpieczne czy zdrowe. Nie jest to szkodliwe, jeśli robi się to raz na jakiś czas. Wielu ludzi mówi do mnie: „Jak możesz żyć, jedząc takie ilości cały czas”, ale to nie jest prawda. Wydaje mi się, że jest to jedna z tych śmiesznych, szalonych rzeczy, których tak naprawdę nie można brać serio.

Furious Pete (fot. materiały prasowe)Furious Pete (fot. materiały prasowe)

Jeśli nie robisz tego cały czas, to jak często występujesz w takich konkursach?

- Początkowo robiłem to raz w tygodniu, a czasem nawet dwa czy trzy razy w tygodniu. Obecnie? Trzy konkursy rocznie. Kręcę dużo dla niemieckiej telewizji, ciągle nagrywam na YouTube, występuję też publicznie, bo jestem rzecznikiem wielu inicjatyw związanych z fitnessem.

Jaki kraj uważasz za kolebkę tego sportu? Mówiłeś, że Amerykanie i Japończycy są w tym najlepsi.

- W Niemczech, gdzie mam swój program, ludzie uwielbiają ten sport. Wydaje mi się jednak, że najbardziej jest to popularne w Stanach Zjednoczonych.

Jak porównałbyś dwa skrajnie różne sporty, które uprawiasz: fitness i jedzenie na czas?

- Myślę, że można je porównać z mentalnego punktu widzenia. Na przykład kiedy jesteś na siłowni, zmęczony i podnosisz ciężary, musisz się mentalnie zmusić do dalszych ćwiczeń. Podobna sytuacja jest z jedzeniem. Kiedy czujesz się bardzo pełny, w szczególności kiedy jesz tak szybko, też musisz się zmusić. Też trzeba sobie powtarzać: „Mogę to zrobić".

Pewnie często słyszysz pytania, jak łączysz fitness i jedzenie na czas.

- Wszystko opiera się na balansie, a ludzie tego nie rozumieją. Nie obżeram się codziennie, pilnuję diety, chodzę na siłownię, ale nie mam też paranoi na tym punkcie.

Jeśli musiałbyś zrezygnować z jednej ze swoich pasji, byłoby to...

- Jedzenie na czas. Fitness możesz uprawiać całe życie, jedzenia na czas nie.

Raz konkurowałeś z 73-latkiem, więc może jednak da się robić to przez całe życie?

- Z całym szacunkiem dla niego, jeśli chce to robić do końca życia, niech to robi. Ja nie zamierzam. Musisz wziąć pod uwagę swoje zdrowie, twoje ciało ma jakieś limity. Kiedy się starzejesz, musisz o nie odpowiednio zadbać.

Ciężko w to teraz uwierzyć, ale jako dziecko trafiłeś do szpitala z powodu anoreksji.

- Zgadza się. W 2002 roku. Rok wcześniej moi rodzice poważnie zachorowali, a ja usłyszałem, że mogę mieć raka. Jedyną rzeczą, którą mogłem kontrolować w tamtym okresie, było jedzenie, więc zacząłem je kontrolować i ograniczać coraz bardziej. Więcej ćwiczyłem i mniej jadłem. Oszukiwałem wszystkich dokoła, że jem normalnie. To była wręcz gra umysłowa. Miałem w głowie głos, który powtarzał, że jestem bezużyteczny, gruby. Mój stan zaczął się pogarszać do tego stopnia, że trafiłem na około sześciu tygodni do szpitala. Powrót do zdrowia zajął mi około trzech i pół roku.

Próbowałeś później pomóc ludziom, którzy borykają się z anoreksją?

- Prawie każdego dnia rozmawiam z kimś takim. Jestem bardzo otwarty, jeśli chodzi o moje życie prywatne i bardzo się cieszę z tego powodu, bo jest wielu ludzi, którym moja szczerość może pomóc. W samej Ameryce Północnej około 15-20 milionów ludzi cierpi na zaburzenia odżywiania. Jest to bardzo powszechny problem. Jeśli mogę pozytywnie wpłynąć na ludzkie życie, bardzo się z tego cieszę.

To nie jedyna choroba, o której opowiedziałeś publicznie. W październiku oznajmiłeś na YouTube, że masz raka jąder. Dlaczego podzieliłeś się tak osobistą informacją ze światem?

- Nie zrobiłem tego dla poklasku, taniej sympatii czy współczucia, ale żeby zwiększyć świadomość nowotworową u widzów. Jak tylko dostrzegłem pewne nieregularności w obszarze narządów płciowych, od razu zapisałem się na USG, a urolog momentalnie skierował mnie na zabieg. W przypadku raka jąder, jak tylko dowiesz się o chorobie, a sam nowotwór się jeszcze nie rozprzestrzenił, masz duże szanse na pełny powrót do zdrowia. Problem polega jednak na tym, że mężczyźni z rakiem jąder czekają średnio pięć miesięcy, zanim zgłoszą się po pomoc! Podzieliłem się swoją historią, bo ludzie wstydzą się tej choroby. Nie ma się czego wstydzić!

Furious Pete (fot. materiały prasowe)Furious Pete (fot. materiały prasowe)

Ludzie w Stanach Zjednoczonych mają ogromny problem z inną groźną chorobą - nadwagą.

- Najczęstszą przyczyną są porcje żywieniowe. Jest to pierwsza rzecz, którą sobie uświadamiasz, widząc porcje europejskie. W Stanach są one zupełnie inne. Dodatkowo śmieciowe jedzenie jest tańsze. Tak duża nadwaga w USA to skutek stylu życia, który był tam budowany przez lata.

Kanada też ma taki problem?

- Wydaje mi się, że nie mamy tak wielu restauracji serwujących śmieciowe jedzenie, lecz i tak bliżej nam do Stanów niż do Europy.

Jeden z twoich przyjaciół porównał jedzenie na czas do wrestlingu, podkreślając, że to pierwsze jest prawdziwe. Jak byś to skomentował?

- Możesz znaleźć wiele osobowości pośród uczestników. Niektórzy nie muszą być wybitni w jedzeniu na czas, ale są za to niesamowicie charakterystyczni. Niektórzy się przebierają, zakładają kostiumy, malują się. Wszystko to możemy zobaczyć również podczas zapasów, z tym że tam jest to aktorstwo. Uczestnicy konkursów jedzenia na czas robią to naprawdę. Wydaje mi się, że o to mu chodziło.

Wiele osób zarzuca ci branie sterydów.

- Ludzie często pytają, od razu stwierdzając: „Dlaczego bierzesz sterydy?” itd. Gdyby posiadali jakąkolwiek wiedzę na temat sterydów, wiedzieliby, że nie ma najmniejszych szans, żebym je zażywał. Na to, jak wyglądam, wpływa wiele czynników, m.in.: ilość jedzenia, podnoszone ciężary. Wiele osób myli niestety ciężką pracę ze sterydami. Nie mam im tego za złe, oznacza to tylko, że dobrze wykonuję swoją robotę. Te oskarżenia są trochę zabawne.

Jak czujesz się bezpośrednio po konkursie?

- Wszystko zależy od tego, co zjadłem. Czasami czuję się okropnie, a czasami całkiem dobrze. Po większości czuję się bardzo zmęczony, senny.

A po spożyciu 25 tys. kalorii w konkursie jedzenia klopsików na czas?

- To było trudne. Było dużo sody, dużo mięsa, a to zostaje w organizmie na jakiś czas.

Twój rekord zjedzenia surowej cebuli w 43,53 sekundy był dla ciebie podobno największym wyzwaniem. A co było zaskakująco proste?

- Jedzenie masła jest dosyć proste. Potrafię zjeść pół kilograma masła w ponad dwie minuty.

Zjadłeś też najostrzejszą papryczkę świata, czyli Skorpiona z Trynidadu.

- Jestem beznadziejny w jedzeniu ostrych potraw, jednak moi fani uwielbiają oglądać, jak się męczę. Nie mam zatem wyboru (śmiech). Zjedzenie takiej papryczki boli jak cholera.

Co jesz dla przyjemności?

- Lubię proste, zdrowe potrawy i tak jem na co dzień, ale jak idę do restauracji, na pewno zamówię konkretny stek.

Zdecydowałeś się na życie z konkursów jedzenia, a myślałeś kiedyś, by zmienić w zawód swoją drugą pasję - fitness?

- Myślę, że będę coraz bardziej angażował się w szkolenie innych, tworzenie programów treningowych. Sam nie mam potrzeby, by wychodzić na scenę i się prężyć (śmiech), ale jestem na tyle mocno związany z tym sportem, że firmy produkujące sprzęt do fitnessu mnie sponsorują.

Jaki zawód masz wpisany w dowód osobisty?

- (śmiech) Ta rubryczka jest pusta. Gdybym jednak miał tam coś wpisać, nazwałbym się „profesjonalnym artystą estradowym”.

Widziałeś film „Siedem” w reż. Davida Finchera?

- Tak.

Uznajesz łakomstwo za jeden z grzechów głównych?

- Patrzę na to trochę inaczej. Weźmy wszystkie knajpy na świecie, ile setek kilogramów jedzenia dziennie jest wyrzucanych? Czy to nie jest grzechem? Patrzymy na ludzi otyłych, którzy „wariują” z ilością spożywanego jedzenia i od razu ich oceniamy. Jednak ciężko nie przyznać, że to, co robią, to łakomstwo w najczystszej postaci. Ciągle dostaję pytania: „Co z głodującymi tego świata? Czy nie jest ci ich żal? Czy nie masz wstydu, robiąc to, co robisz?”. Jednak ja nie mam wpływu na dystrybucję jedzenia, stan gospodarki danego kraju. Zanim zacznie się wydawać osądy, warto spojrzeć na problem z wielu stron.

W Stanach Zjednoczonych aktor zaczyna w teatrze, marząc o przebiciu się do telewizji, a następnie do kina. Czy twórca na YouTube liczy, że uda mu się trafić do telewizji?

- Na pewno coś w tym jest. YouTube jest platformą, która pomaga rozwinąć biznes. Czy kiedykolwiek zastąpi telewizję? Dla mnie YouTube i telewizja to dwa różne światy. To, co robisz w tych mediach, potrafi być bardzo różne. Jestem gospodarzem niemieckiego programu telewizyjnego od ponad pięciu lat i wiem, że YouTube i telewizja to media połączone i skorelowane. Jednak YouTube jest dla mnie medium bardziej osobistym. Nie trzeba tam grać, można być sobą. Widz ma z tobą prywatną relację. Telewizja jest bardziej reżyserowana, odległa. Żeby zrobić materiał na YouTube, możesz siedzieć u siebie w domu na kanapie, trzymając jedną kamerę. W telewizji wszystko tworzone jest w profesjonalnym studiu z dziesięcioma kamerami, przy olbrzymim nakładzie sprzętu i ludzi. Poza tym na YouTube możesz powiedzieć tak naprawdę wszystko, żartować, z czego tylko chcesz. Tak jak ja, gdy nagrałem materiał, że zaczynam karierę w przemyśle pornograficznym.

W telewizji nie mógłbyś też nagrywać lekcji języka polskiego opartych na nauce wulgarnego słownictwa.

- (śmiech) Raczej nie. A szkoda, bo dostarczają ludziom dużo śmiechu i radości.

Jak wpadłeś na pomysł zrobienia cyklu „Lekcje języka polskiego” na swoim YouTube?

- (śmiech) Uczę głupot. Nie chodzi mi o to, że język polski jest głupi, ale zwroty i wyrazy, które wybieram, są raczej mało dyplomatyczne. Zainspirowała mnie inna osoba, która nauczała serbskiego online. Zdecydowałem się spróbować z językiem polskim. Pomysł okazał się sukcesem, a fani prosili o więcej. W związku z tym zacząłem to kontynuować i na ten moment powstało czternaście takich lekcji.

Kanadyjska Polonia ogląda twoje lekcje?

- Mieszka tu dużo Polaków, ale nie jestem pewien, czy mnie oglądają.

Reprezentujesz Kanadę na licznych konkursach, odczuwasz dumę?

- Jasne, że tak! Wiem, że ludzie nie biorą do końca poważnie tego, co robię i nie mogę liczyć na takie wsparcie kibiców jak sportowcy z innych dyscyplin, ale to nie zmienia faktu, że uwielbiam reprezentować swój kraj. Kocham Kanadę i to frajda móc przynosić jej chwałę, choćby w ten sposób. Bardzo często rywalizuję przeciwko Amerykanom i nie ukrywam, że pokonywanie ich ma swój dodatkowy urok.

Przeszkadzają ci ich żarty z Kanadyjczyków?

- Nie, mam z tego ubaw.

Myślisz, że jedzenie mogłoby się stać dyscypliną olimpijską?

- Nie... Chociaż jakby się nad tym zastanowić... Wszyscy jemy, każdy z nas, więc technicznie rzecz biorąc, każdy z nas miałby szansę być dobry w tej dyscyplinie. Każdy mógłby rywalizować w jedzeniu. Miałoby to sens, ale myślę, że byłoby za dużo sprzeciwów i krytyki. Mało kto traktuje jedzenie jako poważny sport.

Furious Pete (fot. materiały prasowe)Furious Pete (fot. materiały prasowe)

Miałeś okazję poznać jakiegoś polskiego youtubera?

- Tylko jednego. Przez internet poznałem kiedyś Niekrytego Krytyka, ale nie mogę się doczekać spotkania innych podczas konwentu youtuberów 6 grudnia w Warszawie.

W internecie krąży legenda, że gdy powie się trzy razy na głos „Furious Pete”, mając przed sobą ciasto, pojawisz się znikąd i je zjesz.

- (śmiech) Naprawdę? To przezabawne. Dajcie mi znać, czy to działa.

 

Furious Pete'a i wielu innych YouTuberów możecie spotkać już w przyszłą sobotę na Orange Video Fest by LifeTube w Warszawie. Wydarzenie pod patronatem portalu Gazeta.pl i gazety Metro. Bilety znajdziecie tutaj.

Uwaga! Do piątku 5.12 wszyscy, którzy ściągną bezpłatną aplikację "Metro"na system Android, otrzymają kod, z którym mogą zakupić bilety ze specjalną zniżką -50%.

 

 

Peter „Furios Pete” Czerwiński. Osobowość internetowa, kulturysta. Czerwiński jest Kanadyjczykiem polskiego pochodzenia. Urodził się w Toronto. Posiada cztery rekordów Guinnessa w jedzeniu na czas, m.in.: zjedzenie całej cebuli w 43,53 sekund, zjedzenie 9 Ferrero Rocher w 60 sekund, 17 ciastek Jaffa w minutę. Uczestniczył w programie telewizyjnym Canada's Got Talent. Prowadzi dwa kanały na YouTube: Furious Pete (na którym publikuje materiały kulturystyczne, filmiki z jedzeniem na czas oraz relacje z podróży po świecie) oraz FuriousTalks.

Bartek Strowski. Aspirujący scenarzysta, fanatyk NBA, kolekcjoner płyt i ciężkostrawnych przyzwyczajeń. Publikuje na Polskikosz.pl i Altermag.pl. Na co dzień pracuje w sieci partnerskiej YouTube - Agora Internet Artists.

Komentarze (78)
Zaloguj się
  • Gość: lx

    Oceniono 184 razy 86

    Co za czasy... jak niewiele potrzeba by zostać gwiazdą. Cóż za wspaniałe walory umysłowe trzeba mieć by kreować takie gwiazdy na yt. Kiedyś byli pisarze, malarze, architekci, filozofowie, muzycy dzisiaj mamy wardęgi, trefnisiów, kucharzy, żarłoków, modelki i celebrytów.

  • gnom_opluwacz

    Oceniono 88 razy 72

    "- Icek, ja cię proszę: ty jedz.
    - Mojsze, przecież widzisz, że jem.
    - Nie, Icek, ty żresz".

    Szmoncesy są dobre na każdą okazję.

  • hoogo

    Oceniono 51 razy 45

    Pit powiedział jedna baaardzo ważną rzecz: nie marnujcie jedzenia. Rolnik orze, sieje, nawozi, zbiera, potem to się wiezie do skupu, potem do fabryki/sklepu/restauracji/baru a na końcu gnije w lodówce albo jakaś pinda (lub pind) uszczknie kawałek w knajpie i reszta do kosza. IMHO to najprostsza droga do redukcji zużycia CO2 i w ogóle zasobów naszej biednej planety. Zostawmy coś naszym dzieciom!

  • delays.and.cents

    Oceniono 76 razy 42

    Czekamy na jutubera, który zostanie gwiazdą, bo będzie robił największe kupy. Myślę, że do tego to zmierza

  • starysweter

    Oceniono 45 razy 33

    Moze on powinien zastapic Slawka Nowaka na stanowisku posla RP? Kto za?

  • dillinger79

    Oceniono 51 razy 27

    ten filmik to jak w tym dowcipie co to facet bił rekord w ilości zjedzonych pierogów.
    Rekord wynosił 100. Facet zjadł 30
    - jak się pan czuje?
    - super
    Facet zjadł 65
    - jak się pan czuje?
    - super
    Facet zjadł 80
    -jak się pan czuje?
    -super
    Facet zjadł 99 i pokazuje coś ręką, jakby chciał coś napisać.
    Dostał długopis i kartkę, coś naskrobał.
    A tam było napisane: więcej nie dam rady, ostatniego pieroga mam w buzi, a na pierwszym siedzę.

  • sirseb

    Oceniono 28 razy 20

    peter, urzekla mnie twoja historia!

  • carolina_reaper

    Oceniono 21 razy 19

    Skorpion z Trynidadu BYL najostrzejsza papryczka do 2012 roku, Zdeklasowana przez Carolina Reaper. Ostrosc jest liczona w jednostkach SHU (Scoville Heat Units).

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX