fot. Filip Springer

fot. Filip Springer (fot. Filip Springer)

historia jednego miejsca

Aureola pełna grzechu

Najpierw liczby, niech przemówią same: 89 wbitych w ziemię betonowych słupów. 13 fragmentów pierścienia i 22 fragmenty pochylni. 291 szklanych tafli, wszystkie razem ważyły 45 ton, a cała konstrukcja dziewięć razy więcej! Do tego szkło - hartowane, beton - prefabrykowany, windy - cichobieżne, drewno - azobe bongossi. Przyjechało do Rzeszowa prosto z Kamerunu. Wszystko to zostało ładnie podświetlone za pomocą tysiąca opraw diodowych. Koszt - 12,4 miliona złotych. Niemało, jak na przejście przez ulicę.

Ale za to z góry, wieczorem, gdy wszystkie te cuda rozbłysną, wygląda naprawdę pięknie, estetycznie, światowo. Można się zachwycić - powiedzieć łał, i nie będzie w tym cienia przesady. Niektórzy mówią na kładkę pająk, inni lewitująca alufelga, jeszcze inni (ci najbardziej złośliwi) - Aureola Ferenca. Bo to prezydent Rzeszowa Tadeusz Ferenc uparł się, by ją wybudować nad skrzyżowaniem ulicy Grunwaldzkiej z aleją Piłsudskiego. Podobną zobaczył kiedyś w Szanghaju i się po prostu zachwycił. Kawałek tamtego wielkiego świata postanowił przenieść do Rzeszowa i przy okazji rozładować korki na jednej z głównych ulic miasta. Udało się tylko to pierwsze.

Oczywiście były sprzeciwy. Zwłaszcza polityczna opozycja gardłowała, że kładka jest zbędna, zbyt droga i że zadłużonego po uszy Rzeszowa na nią po prostu nie stać. Nie bez znaczenia było to, że w programie transportowym miasta al. Piłsudskiego ma mieć w przyszłości charakter ulicy lokalnej. Dwa z czterech pasów ruchu staną się buspasami. Może więc wystarczy porządne przejście dla pieszych ze światłami?

- Nam chodzi o to, by mieszkańcy mieli wygodne przejście nad ulicą. Takim będzie okrągła kładka. A przy okazji będziemy mieli w Rzeszowie naprawdę ciekawy, nowoczesny, innowacyjny obiekt - odpierał te zarzuty Maciej Chłodnicki, rzecznik prezydenta.

fot. Filip Springerfot. Filip Springer

Trudno byłoby wymyślić zdanie, w którym byłoby więcej sprzeczności. Aureola bowiem jeszcze przed powstaniem była naznaczona kilkoma grzechami pierworodnymi. Ideę rozdzielania ruchu samochodowego i pieszego w centrach miast architekci i urbaniści już dawno odłożyli do lamusa. Tak projektowało się w połowie XX wieku. Od tamtego czasu sporo się zmieniło. Kładka uprzywilejowuje samochody - to ludzie muszą się wspinać po schodach i rampach, by ominąć ich strumień. Kuriozalnie wyglądają ustawione na jej środku ławki i donice z kwiatami. Kto będzie chciał tu dłużej posiedzieć? W huku silników i smrodzie spalin? Co więcej - kładka najpiękniej prezentuje się z góry, z lotu ptaka. Wtedy rzeczywiście robi całkiem dobre wrażenie. Ale to nie z tej perspektywy jest oglądana przez większość mieszkańców Rzeszowa. Od spodu wygląda dość pospolicie. No i trochę się sypie - niezniszczalne azobe bongossi nieco się wypaczyło, przyblakło i sparszywiało, z wind wieje uryną, beton tu i ówdzie się kruszy.

Aureola nie miała jednak, wbrew deklaracjom prezydenta, rozwiązywać żadnych realnych problemów miasta. To miał być po prostu wyglądający nowocześnie gadżet. Dowodem niech będzie to, że aby się uporać z korkami (które kładka miała rozładować), władze miasta kilkukrotnie musiały po jej otwarciu zmieniać tam organizację ruchu. Skrzyżowanie ciągle było bowiem niedrożne. Niektórzy mówią nawet, że Aureola jest już dziś ikoną. W konkursie jednej z lokalnych gazet na 7 cudów Rzeszowa zajęła wręcz zaszczytne pierwsze miejsce. Tylko czy naprawdę współczesnym symbolem stolicy Podkarpacia ma być kuriozalnie drogie przejście dla pieszych ufundowane na wybujałym ego i archaicznym myśleniu o mieście rodem z ubiegłego wieku?

fot. Filip Springerfot. Filip Springer

Chcąc odczytać tę architekturę, trzeba niestety zajrzeć do słowników. Tutaj z pomocą przychodzi J. Krzysztof Lenartowicz i jego wspaniały „Słownik psychologii architektury”. Sięgnijmy po hasło najprostsze - architektura. U Lenartowicza (ale nie tylko, rzecz jasna) to: Sztuka i umiejętność kształtowania i organizowania przestrzeni w realnych formach mających na celu zaspokojenie materialnych i duchowych potrzeb człowieka. Którego człowieka? - tego profesor Lenartowicz już nie wyjaśnia, my natomiast, patrząc na Aureolę, podejrzewamy, że chodzi o kogoś bardzo konkretnego. Weźmy bowiem jeszcze „potrzebę”. W swoim „Słowniku ” profesor pisze, że to stan braku w organizmie czegoś, co jest niezbędne do jego życia. Czy to Rzeszów potrzebował Aureoli do tego, by przetrwać? Z pewnością nie.

Można też sięgnąć po definicję świętej „innowacji”. Według „Słownika wyrazów obcych” w socjologii oznacza ona akceptację celów dyktowanych przez istniejące w grupie społecznej lub społeczeństwie wartości, przy jednoczesnym odrzuceniu tradycyjnych sposobów ich osiągania. Robert K. Merton uważa, że innowacja jest dewiacją społeczną - odchyleniem od konformizmu. Tak rozumiana innowacja to zarówno przestępstwo, jak i usprawnienie metody organizacji jakiejś sfery życia. Jak dodaje wszechwiedząca Wikipedia: początkowo działania będące innowacyjnymi mogą spotykać się w społeczeństwie czy grupie społecznej z lekceważeniem lub ostrą krytyką. A więc wszystko jak na razie się zgadza - Aureola jest innowacyjna - budzi kontrowersje w konformistycznym społeczeństwie, bo jest realizacją konkretnych celów w zupełnie nietradycyjny sposób (a raczej tradycyjny, tyle że 60 lat temu). Łatwiej byłoby wszak zrobić porządne przejścia dla pieszych i uspokoić na Piłsudskiego ruch, niż budować za 12 milionów kładkę. Praktyka jednak uczy, to dobra wiadomość zwłaszcza dla prezydenta Ferenca, że działania innowacyjne po jakimś czasie przestają nimi być i stają się konformistyczne. Nie budzą społecznego sprzeciwu. Czyli budowa kolejnych kładek pójdzie już łatwiej (a wróble ćwierkają, że o takich w Rzeszowie już się myśli).

fot. Filip Springerfot. Filip Springer

- Kładka może nie sprawi, że nazajutrz po jej uruchomieniu zostaniemy okrzyknięci stolicą innowacji, ale spowoduje, że zbliżymy się do opłotków takich skojarzeń - pisała Małgorzata Bujara, broniąc Aureoli na łamach lokalnego dodatku do „Wyborczej”. Miała rację, zwłaszcza słowo „opłotki” wydaje się tu bardzo kluczowe.

 

 

Filip Springer. Reporter, fotograf, współpracuje z "Dużym Formatem", "Polityką", "Tygodnikiem Powszechnym". Autor książek reporterskich poświęconych przestrzeni, między innymi „Zaczynu. O Zofii i Oskarze Hansenach” (Karakter) oraz „Wanny z kolumnadą. Reportaży o polskiej przestrzeni” (Czarne). Stypendysta Fundacji Herodot im. Ryszarda Kapuścińskiego.

Komentarze (80)
Zaloguj się
  • Gość: Maciek

    Oceniono 230 razy 64

    Po pierwsze: kładka w nocy, podświetlona z poziomu ulicy też wygląda spektakularnie. W dzień wygląda zwyczajnie i dlatego zdjęcia autor dał tylko dzienne. Już sam ten fakt świadczy o dorabianiu treści artykułu do preferencji i upodobań autora. A poniewaz nie wie nawet jak prezydent ma na imię to znaczy, że nie jest z Rzeszowa (każdy mieszkaniec mówi o Ferencu tak samo, złośliwie lub normalnie ale tak samo - Tadziu, więc nie można się pomylić). Czyli reasumując, jest to zwykły atak na starego komucha lub na Rzeszów. Tylko temat trochę z brodą bo kładka jest i po zawodach. A takie biadolenie jak to miasto jest zadłużone świadczy o nieznajomości zasad współczesnego zarządzania ośrodkami miejskimi. Dodatkowo autor stwarza takie wrażenie, że te 12 milionów to jakaś straszna kwota dla miasta - bez przesady, budżet roczny jest raczej trochę większy. A argumenty, że można wydać pożyteczniej są śmieszne, bo wydając wszystko na rzeczy podstawowe sprowadzamy życie do wegetacji. A Rzeszów rozwija się całkiem nieźle i stać go na ekstrawagancje, które w różnych sytuacjach o nim przypominają.

  • winku

    Oceniono 56 razy 54

    W kwestii Rzeszowa to symbolem na pewno nie jest owa kładka, chociaż wiele osób b tego chciało.
    Symbolem Rzeszowa jest ten pomnik w tle. Pomnik z nazwy zupełnie inny niż wymowa Pomni Czynu Rewolucyjnego. Pomnik który kształtem przypomina... delikatnie mówiąc waginę ;)
    I na nieszczęście Rzeszowa tylko to się z tym miastem kojarzy przeciętnemu Polakowi. Ale to w optymistycznej wersji, bo większości nic się nie kojarzy i kładka w żaden sposób tego nie zmieni.

  • dupajasi0

    Oceniono 38 razy 20

    Biorąc pod uwagę towarzystwo wielkiej rzeszowskiej C I P Y to kładka nie prezentuje się tak źle. W zasadzie to stanowi jakąś przeciwwagę dla tamtego potworka. A co do tego, że nikt w tym miejscu nie ma prawa zginąć to zawsze istnieje opcja, że jakiś narąbany koleś zleci na dół i jeszcze ewentualnie go walec rozjedzie. ;-)

  • Mike Gawka

    Oceniono 16 razy 14

    Moi znajomi z Meksyku są zaintrygowani symbolem Rzeszowa i tylko dlatego przyjadą do Polski. Oczywiście symbolem tym jest "wielka ci..."!

  • white_lake

    Oceniono 26 razy 14

    teraz jeszcze Rzeszów wzbogacił się o fontannę, która świeci, gra i buczy,
    jakże by inaczej? przecież nie wypadliśmy sroce spod ogona, wszyscy mają, mamy i my :)
    a kładka jest dla mnie zupełnie niezrozumiałym zjawiskiem, zarówno jej koszt, jak i celowość
    nigdy nie miałam wrażenia, że akurat to skrzyżowanie jest największym problemem miasta, prędzej organizacja ruchu na skrzyżowaniu (czy może to jest rondo?) przy zamku, zbieg Dąbrowskiego, Hetmańskiej i kilku innych, tam jest dopiero masakra

  • vandalia

    Oceniono 23 razy 13

    W pierwszej połowie lat 90-tych ówczesny prezydent Szczecina mec. Bartłomiej Sochański, człek światowy, zamienił obskurny basen p.-poż w reprezentacyjnym miejscu miasta na ładną fontannę. Oczywiście sypnęły się klasyczne teksty typu "Czy to już nie ma w mieście ważniejszych spraw?" "Można było te pieniądze przeznaczyć na coś bardziej pożytecznego" itp. ujadanie. Obecnie szczecinianie od wiosny do zimy tłumnie obsiadają okolicę fontanny, wszyscy mówią na nią "Bartłomiejka" a każdy następny prezydent miasta kontynuuje program zamiany innych basenów p.-poż. na ładne fontanny. Tak to już jest. A miasta powinny być nie tylko funkcjonalne i przyjazne ale i ŁADNE, co nie musi rujnować budżetów. Za 20 lat pana Ferenca będzie się za taką inicjatywę autentycznie chwalić, a kładka będzie nazywana "Ferencówką" :) Tak trzymać i ujadaniem się nie przejmować.

  • mesaverde111

    Oceniono 25 razy 13

    "Kładka" jest fantastyczna. Szczególnie nocą.

    Pozdrowionka dla rzeszowian od Lublina:(

  • Gość: Jan

    Oceniono 47 razy 13

    Witam. Będąc jeszcze uczniem zlokalizowanego Techn. Budowlanego a było to przed 45 laty byłem świadkiem śmierci 2 kobiet właśnie na tym skrzyżowaniu -ciężarowy Star nie wyhamował i przejechał ludzi te 2 panie czyjeś matki ,żony leżały na jezdni w około rozsypane ich zakupy i siatki jacyś ludzie gazetami przekryli im twarze obraz mam do dziś to dla mnie był wstrząs i nagle wszystkim przestało się spieszyć ludzie stali w ciszy i skupieniu DZIŚ NIKT W TYM MIEJSCU NIE MA PRAWA JUŻ ZGINĄĆ

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX